"Ulubione miejsca Laury"

To jedna z prostszych wędrówek, byliśmy tam w styczniu, kiedy warunki naturalne uniemożliwiały wejście w wyższe góry. Szlak nosi nazwę "Lauras Lieblingsplätze" czyli ulubione miejsca Laury. Na początku drogi stoi tablica z mapką. Poniżej widnieje twarzowy portret białej kózki, która opowiada pokrótce o sobie:
   "Nazywam się Laura, pochodzę z Gais. Mam przyjemność pokazać moje ulubione miejsca w naszym wspaniałym krajobrazie."
   Zatem zapraszam Was w malownicze pejzaże regionu Appenzell. I chociaż niebo szczelnie zasnuły wtedy chmury, dla nas zła pogoda nie istnieje - słońce trzeba mieć w sercu, pamiętajcie. 😊
   Zaczynamy od miejscowości Gais - stacja główna. Całą trasę wyznaczają zielono-żółte tabliczki z nazwą szlaku. Po całym terenie rozsiane są drewniane ławki w kształcie kóz z oryginalnymi dzwonkami. Mąż sprawdził je wszystkie - potwierdzam - dzwonią 😛 (przy jednej ławce brakowało dzwonka).
   Ponad to w wyznaczonych punktach trasy (co zresztą widać na mapce) stoją... mnie to przypomina bardaszki... drewniane budki, a w środku ciekawe gadżety.

Gais.


Szlak prowadzi najpierw przez łagodne wzgórze, z którego widzimy pejzaż na Gais. Dalej, szlak Laury, biegnie przez następne wzgórza oraz stromy las. To Sommersberg (1172 m). Później ścieżka wiedzie przez wrzosowiska aż do Gäbrisseeli. W drodze do Gäbris (1251 m) można zapoznać się z historią Flöckli, ciotki Laury. Można także zjeść posiłek lub czegoś się napić w restauracji.
   Następnie szlak wiedzie przez łąki aż do samego Gais. ⇇ To w gigantycznym skrócie.

Co widzimy? ⇨ Dolinę Renu, góry Vorarlberg, Masyw Alpstein, Kronberg aż do Alp Glarner z idyllicznym Moor-Seelein.

Säntis zawsze stróżuje tej okolicy.


Nie będę pokazywać Wam wszystkich chatek, bo dnia by zabrakło na szczegółowe przedstawienie. Pokrótce wyjaśnię o co w tym wszystkim chodzi.
   Jest to szlak sygnowany dla rodzin z dziećmi. (My głównie spotykaliśmy tam samych dorosłych i emerytów.) Prócz motywu przewodniego, ciekawić mogą drewniane chatki przedstawiające garstkę informacji, obrazy, a także multimedia.
   Na przykład w jednej z chatek na suficie wiszą odręcznie rysowane obrazki. W innych ręcznie strugane w drewnie, miniaturowe narzędzia do wyrobu sera, najprostsze, takie jakich kiedyś używano. Zdarzyła się też chatka z zamontowanym w środku telewizorem wraz z pilotem. Szczerze mówiąc nie pałałam zbyt wielkim zainteresowaniem do tego punktu wycieczki 😝
   A na poniższym zdjęciu te dwie chatki obok siebie, są połączone linką. Gdy się zań ciągnie, dzwonią dzwonki. Taka tam, głupota 😉 Wkręciłam męża do filmu z dzwonieniem 😈 Jego mina wyraża chyba wszystko 😈
   Była jeszcze jedna chatka, w której wisiała kozia huśtawka. Siadłam sobie na niej, by dopić swoją kawę proteinową. To była cudowna chwila...

No czy nie prawda, że wyglądają jak bardaszki????




Chatka z telewizorem.

Z góry jest zawsze lepszy widok, to oczywiste. Strome podejście lasem jest jedynym punktem tej wycieczki, który wymaga troszeczkę więcej, ale nie potrzeba się bać, aż takie ekstremum tutaj nie występuje. To naprawdę łatwy szlak i momentami idylliczny. Mimo że to styczeń i było dosyć ciemno, nie da się powiedzieć, że było tego dnia brzydko.
   Nie ma sensu z góry zakładać, że dzień jest ponury i nie warto nigdzie iść. Trzeba tylko więcej mieć ciepła w samym sobie, więcej słońca w sercu, więcej wiosny w głowie i wszystko będzie dobrze.
   I te mgły unoszące się daleko na horyzoncie, chmury malowane tysiącem odcieni błękitu, to są takie widoki, jakich przy popularnie idealnej pogodzie, nie ma szans zobaczyć.






Na 90% czytanych przeze mnie blogach, narzeka się obecnie na zimę. Tchnie z nich taka nieznośna, powtarzalna zła aura. Można się w to zapętlić, wczytywać w treści, zaognić ich wiarygodność następnymi wynurzeniami kolejnych autorów, aż w końcu w to samemu uwierzyć i chuchnąć w zmarznięte dłonie od pokrytej niewidzialnym szronem klawiatury. Większość najchętniej zakopałaby się pod ziemią i nie wychodziła aż do wiosny.
   Ludzie kisną jak ogórki przez pół roku zawekowani w swoich domach i nie chcą wyjść, chyba że muszą, więc robią to przekonani, że opuszczanie koca i kanapy to najsroższa kara dla obywatela tego zimnego świata.
   To smutne. I ten wszędobylski smutek jest przenikliwy dużo bardziej niż mroźny wiatr.


Domek na samej górze to restauracja.
Znowu Säntis.
On mnie pochłaniał swoim jestestwem.
Nienawidzę Dziada...

Alpstein wygląda obecnie jakby oblizał go Dziadek Mróz. Wydaje się być pod tym lodem taki nierealny, przerażający, a zarazem piękny i baśniowy. Pociągający i na pewno niebezpieczny. Kompletnie niedostępny na ten czas.
   Zima może i jest monochromatyczna i uciążliwa, ale lato jest jednolite i wcale nie mniej uciążliwe dla mnie. Zimą nigdy mi się nie wydaje, że umieram, natomiast latem bardzo często, szczególnie tutaj - w Szwajcarii - kraju dalej wysuniętym na południe niż Polska, graniczącym z Włochami, co powinno już dać do myślenia.
   Tych co nie rozumieją jeszcze o co chodzi, zapraszam do moich dywagacji na temat mieszkania w Szwajcarii TUTAJ. Wyjaśniam w punkcie pierwszym i szóstym.





Powyższe zdjęcia najlepiej było zrobić z niezalesionej góry, na której spożywałam sobie napój bogów, bujając się na huśtawce. To była ta chwila... TA, rozumiecie? 😍
   Na nagraniu siedzę przy stole w roli statysty. (Później zamknęłam się w huśtawce.) Mogłabym dostać angaż do mumii spoczywającej w sarkofagu... chyba się nadaję.


Kontynuując zejście do doliny, spotkaliśmy Laurę we własnej osobie. Nie była rozmowna, raczej nastawiona na obserwację. Wzrok miała taki niepokojąco pogardliwy...
   Najpewniej byliśmy już setną grupą ludzi, która spędziła przy płocie zbyt wiele czasu, jarając się obecnością żywej kozy. Dochodzi do tego prawdopodobieństwo, że koza miała o nas nieprzychylne zdanie, niepokojąco zbliżone do tego, co leżało mnogo na jej wybiegu...


Schodząc z trasy, przytrafiały nam się różne rzeczy. Np. pies który skoczył do góry jak kozica, by boleśnie spaść czemuś na głowę, przydusić i zrobić pełny raport węchowy. Opowiem Wam coś.
   Niewytresowany pies w Szwajcarii - rzecz nie do pomyślenia, a nawet godna pogardy. W krainie mlekiem i serem żółtym płynącym nie spotkacie się z psem szarpiącym zuchwale na smyczy. Nie usłyszycie ujadającego bez sensu sznaucera (no chyba, że nie należy on do Szwajcara).
   Tutaj psy posiada się nie tylko dla dobrej umiejętności stróżowania, ale to przede wszystkim pasja. To kraj, w którym ilość szkół dla psów równa się chyba tym dla ludzi... 😜 a każdy posiadacz psa jest jego trenerem i przywódcą jednocześnie. Nie ma samowolki i uciążliwego ujadania.
   I powiedzcie mi teraz, kiedy tak będzie w Polsce?




Kania ruda.
Warto jeszcze wspomnieć o samym Gais. Miejscowość pochodzi z XIX wieku, a jego zabudowę postawiono od nowa po wielkim pożarze w 1780 roku. Domy mieszkalne są w stylu barokowym, typowym dla regionu Appenzell, z takimi obłymi, lekko wywiniętymi dachami.
   Gais zasłynęło jako uzdrowisko. Pacjenci cierpiący na choroby płuc, którzy zostali już pozbawieni nadziei przez lekarzy, odzyskiwali tutaj w zjawiskowo krótkim czasie zdrowie. Lekarstwem okazała się być alpejska serwatka z mleka koziego.
    Zimą miasto oferuje ośrodek narciarski Starkenmühle ⇨ około 25 km przygotowanych tras i nocny szlak. Wszystko to w sosnowym i świerkowym krajobrazie.
   Za troskę o estetyczny wygląd miasta, gmina otrzymała w 1977 r. ocenę Wakkera.

Pełna panorama Gais.
Wracając już do domu, uwieczniłam kilka ciekawych scenek z drogi, złapałam w obiektyw bardzo ciekawy pałac (tak go nazwałam), który nie wiem czym jest, ale imponująco się prezentował. Wyobrażam sobie tam Wersal, ale znając rzeczywistość, to pewnie szkoła, DPS albo bank.

Pejzaż Doliny Renu.



Na poniższym zdjęciu panoramicznym, droga na Hoher Kasten. Oczywiście wjazd samochodem jest niemożliwy, ale to zdjęcie kojarzy mi się z czymś jeszcze. Pamiętacie gry telewizyjne? Wyścigi samochodowe, gdzie na horyzoncie zawsze znajdowały się jakieś góry wiecznie w tym samym rozmiarze, do których nie dało się dojechać? 😁

Powiększ.
Schloss Blatten sfotografowany z autostrady. Do tej XII-wiecznej wieży zamierzam Was jeszcze zaprowadzić, więc możecie się szykować na opowieść z wędrówki całkowicie dolinnej, szlakiem prowadzącym przez małe miasteczka, aż do samych ruin.
   Ale to nie od razu, bowiem pilnuję chronologii, a jeszcze trochę się przed tym wydarzyło. 😉


Zoom na Alpstein, tym razem od strony Doliny Renu.
Na zdjęciu Kreuzberge. Szwajcarzy mówią na nie Chrüzberg.
Mają różną wysokość, od 1'884 do 2065 m.
Do zdobycia jedynie wspinaczką, ścianka po obu stronach pionowa.
Szczegółowa lokalizacja:


44 komentarze:

  1. właśnie wróciłem ze spaceru i nie narzekam (mieszczę się chyba w tych brakujących procentach). mroźno i dzięki temu powietrze jest przejrzyste - łatwo coś zobaczyć, jeśli chce się patrzeć.
    a taki fotel z pnia drzewa próbowałem zrobić piłą łańcuchową - łatwo nie jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, mróz oczyszcza, świetnie się przy tym oddycha (nie tylko ogląda). Poza tym genialnie hartuje organizm. Same plusy, wiec o co ludziom chodzi? ;P

      Usuń
  2. Fajny szlak, gdybym nie przeczytała o tych budkach, wzięłabym je za toalety...
    Nie chodzi o to, że narzekający na zimę nie wychodzą z domu, ja wędruję codziennie prawie 2 godziny, ale niestety spacer pod lodowaty wiatr nie jest przyjemny, a gdy ma się swoje lata i gorsze krążenie...to czeka się na cieplejszą aurę, a w czasie Waszej wędrówki chyba nie było -15 z lodowatym wiatrem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli masz to samo skojarzenie, co ja XD
      Mnie też nie do końca szło o to, że nie wychodzą w ogóle z domu. Żyć trzeba, pracować, kupować, ogólnie rzecz biorąc, większość wyjść poprzedza porządne marudzenie - z tego co zaobserwowałam. A blogi są dosłownie zalane negatywnym myśleniem.
      Racja, nie jest przyjemne, szczególnie jeżeli ma się "powolne" krążenie i niektóre części ciała kostnieją, a nawet bolą od zimna. Wiem jednak, że na to można zaradzić. Jeśli się chce i ma pomysły. Kiedyś zgniatałam w dłoniach taki mały balonik, który od tego się nagrzewał. (zachodziła chemia w środku). To mi bardzo pomagało na bolące z zimna kłykcie i paliczki.
      W czasie tej wędrówki było na plusie. W tym tygodniu byłam na dwóch wędrówkach, jedna przy -20, druga przy -10 ale ze srogim wiatrem, więc wiem o czym mówisz.

      Usuń
  3. Piękne fotki, jak zwykle. Jeśli zima, to mróz. Teraz właśnie mam chęć wychodzić z domu. Od spacerów odrzuca mnie pogoda zgniła, wilgotna, ponura, deszczowa i wietrzna. No ale właśnie takiej pogody od wiosny zeszłego roku było najwięcej. Teraz jest świetnie, a spacery sprawiają przyjemność. Ja lubię, gdy pora roku jest wyrazista - zima jest zimą, a lato latem, co ostatnio niestety się zaciera.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowane pogody to ostatnio rzadkość. Pada deszcze ze śniegiem, do tego plucha, wtedy najlepiej smakuje kawa i dobra lektura. Niemniej ostatnio w mroźny wiatr wybrałam się na wędrówkę. Niebo było idealnie czyste, powietrzne klarowne, niesamowicie nim się oddychało. Zmarzłam, O.K., to nie było komfortowa wycieczka, ale jakże piękna...
      Dziękuję uprzejmie i pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Ile tam u Ciebie jest stopni, co? O której wstajesz i wychodzisz na zimno?:P

    Jeśl to jest ta cudowna koza, to ja u niej nie widzę w ogóle pogardliwego spojrzenia. Słodka i przyjazna jest.
    Co do szkół dla psów-mówię nie. Czy człowiek musi nad wszystkim panować? Nad każdym zwierzęciem? Ja chcę, żeby psy były wolne i miały swoją osobowość i temperament.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zależy od dnia i od celu. Jeżeli wybieram się na wędrówkę w jakimś dalszym regionie, aby dojechać, trzeba wstać minimum o szóstej. Wczoraj rano było zero stp., a dzisiaj o 10, było słownie: dziesięć stopni na plusie. Dwa dni temu o 8 rano było -15. Trzy dni temu poszłam w góry, było około -20, wyszłam z domu o 7:40. ;]

      Tak, uważam, że człowiek ma prawo panować nad przybytkiem. Mówię stanowczo nie, rozjuszonym zwierzętom, hałaśliwym i stanowiącym zagrożenie. A pies akurat powinien mieć zajęcie. Dla niego szkolenie to genialna zabawa, te psy są o wiele radośniejsze niż te na łańcuchach, zgadnij dlaczego. To chyba nie wymaga żadnego komentarza.
      Bóg powiedział, czyńcie sobie Ziemię poddaną. ;) - To tak na marginesie, nie wymaga żadnej odpowiedzi.
      Człowiek może współżyć z fauną, podporządkować ją sobie dosłownie, ale niechże będzie mądry. Lew do cyrku, pies do łańcucha, to jak najbardziej zbrodnia. Są pewne moralne granice tego władykowania.

      Usuń
    2. Grzejecie w samochodzie? Bo widzisz-wiesz, że ja nie lubię ciepła, prawda? Na pewno wiesz. Kiedy wychodzę o szóstej rano z domu jest prawie -20. Stoję 15 minut na przystanku i czekam na mojego stalowego rumaka. W stalowym rumaku marznę przez kolejną godzinę-nie czuję już wtedy nóg z zimna. Potem wysiadam znowu na niską temperaturę, a jestem już zmarznięta przez jazdę w rumaku. Wchodzę do pracy, gdzie ciepło mi jest tylko przez chwilę. Temperatura jest taka, że przez większość dnia mam skostniałe z zimna ręce kiedy klikam w klawiaturę. Biuro jest tak zbudowane, że do nas z tyłu nie dochodzi ciepło, a tym z przodu gdy włączymy ogrzewanie jest z kolei za ciepło. Po pracy-zmarznięta po całym dniu znowu wieczorem pizga złem, znowu wsiadam do busa, w którym nie ma ogrzewania. Docieram do domu, gdzie nie potrafię dojść do siebie. I tak od jakiegoś już czasu.

      Co innego jeśli wybierasz się w góry, wędrujesz, masz ciepłą herbatę w termosie-jesteś w ruchu i to Cię rozgrzewa. Kiedy siedzisz bezczynnie w zimnym pomieszczaniu marzniesz doszczętnie. Nie mam tyle przerwy w pracy, żeby chodzić co chwilę po ciepłą herbatę.

      Naprawdę myślisz, że to miałam na myśli?;) Człowiek nie jest mądry, nie oszukujmy się. Doskonale wiesz, że jestem przeciwna zoo, cyrkom i psom na łańcuchu. Są właściciele psów, którzy nawet szczeknąć psu nie pozwolą, a pies do licha jest od tego żeby szczekał.

      Nasza poprzednia suczka kiedyś nie dawała mamie w nocy spać. Chodziła do niej i ją budziła i tak kilka nocy. Mama ją przeklinała, że co za głupi pies, nie wie co ona robi itd. Kilka dni później okazało się, że na dachu ktoś chodził i ukradł wszystkie kable od sieci internetowej. Ona pewnie się bała, że ten ktoś może się włamać do mieszkania, ale mama jej nie rozumiała. Ganiła ją jeszcze za to. Psy same od siebie są mądre o ile ich człowiek nie zepsuje.

      Usuń
    3. Jak jedziemy samochodem, to raczej delikatnie tylko, żeby szyby nie zaparowały. Ale nie ma nigdy jakiegoś takiego dogrzewania wielkiego, przecież poprzeziębialibyśmy się wychodząc po czymś takim na mróz -_-'
      Ogólnie nie lubię grzejników, ogrzewania centralnego, farelek, dmuchaw i takie tam. W pracy nienawidziłam jak dziewczyny włączały tą nagrzewnicę, bo od razu miałam katar od tego syfu co tam zalegał. Od samochodowego grzania też czasem tak mam jak ktoś mocno podkręci. Oczy mi łzawią.
      W domu mam tak jak Ty w biurze. Nie ogrzewamy mieszkania, dłonie mam stale zimne. I zdecydowanie tak wolę. Kiedyś jak miałam cały czas centralne ogrzewanie w blokach, miałam non stop jakieś alergie, ciągle kichałam, ciągle odczuwałam konsekwencje suchego powietrza.
      Noś ze sobą termos gorącej herbaty do pracy - to wcale nie jest śmieszne.

      Pies nie powinien szczekać jak opętany. Niewychowane psy zachowują się nagannie, a tresura to dodatkowy ruch i zabawa. Rozszczekany pies to rozchwiane emocjonalnie, często sfrustrowane zwierzę. To nie jest dobrze.
      Do tresury też trzeba serca. Nie jak w cyrku. Jestem za tym, żeby ludzie układali swoje zwierzęta, ale naprawdę można to robić rzetelnie i z miłością do tego stworzenia, nie potrzeba wcale krzyku, bata i krwi. Krzyk je rozwala emocjonalnie. Stanowczy ton to co innego.

      Usuń
    4. Naprawdę wolałabyś siedzieć w wychłodzonym biurze, gdy na zewnątrz jest prawie -20? Masochizm. To samo jest z klimatyzacją w lato. Budynek jest ze szkła, więc siedzimy jak w saunie latem. Bez klimatyzacji się nie da.

      Nie macie wilgoci? W Irlandii miałam pleśń w oknach.Dzień w dzień szyby zaparowane, pranie nie wysychało. Moja mama kiedyś nie grzała u mnie w pokoju jak tu nie mieszkałam i zrobiła się spora pleśń pod parapetem.

      Owszem, jest. Nie chodzę do pracy pić herbatę. Chodzę pracować. Mam się skupiać na pracy, a nie na tym jak mi zimno i jak mam się zagrzać.
      Chyba nigdy nie spotkałam źle wychowanego psa.

      Usuń
    5. Kiedyś za dużo się przegrzewałam. Wolę cieplej się ubrać. Szczególnie jeżeli na dworze jest taki hard core. Dlaczego odradza się latem korzystanie ze zbyt chłodzącej klimatyzacji? To działa w obie strony.
      Latem to ja generalnie nie wiem co zrobić. Z klimatyzacją nie można przesadzać, bo łatwo wyjść z tego z zakatarzonym nosem. Z drugiej strony w upale ciężko wytrzymać. Punkt krytyczny dla mnie to powyżej 25 stp. C, potem zdycham.

      W górach jest suche powietrze. Mamy dodatkowo nawilżać powietrza, który chodzi kilka godzin dziennie. Nie ma grzyba, pleśń nie wchodzi, dużo wietrzymy, ale nie jestem pewna, czy to takie kluczowe. Raczej nie.
      U nas w mieszkaniu nie jest zimno, mamy obecnie jakieś 19-20 stp. (w odczuciu. Nie mamy wewnętrznego termometra). W zimne, mroźne dni schodzi na pewno niżej, ale jak mówię, nie sprawdzałam nigdy ile.
      To też jest inaczej jak się mieszka w blogach, inaczej jak w kamienicy i jeszcze inaczej jak w domu. My siedzimy w blogach, dookoła lokatorzy na pewno grzeją, więc ściany suche.

      He he he, chyba lekka przesada, nikt tu nie mówi o herbatce + wywaleniu nóg na biurko ;P

      Nigdy nie spotkałaś niewychowanego psa? OMG chyba Ci zazdroszczę.

      Usuń
    6. Mój punkt krytyczny ciepła jest taki sam, natomiast jeśli zmarznę trzy razy pod rząd-jestem chora. Mam to wypróbowane.

      Myślę, że temperatura 19-20 stopni to taka przy której nie kostnieją mi ręce;)

      Nie. A miałam psa całe życie i zawsze podchodzę do wszystkich psów na ulicy.

      Usuń
    7. Nie no nie marznę, aż tak nie jest ;] Jest mi po prostu w sam raz, siedzę w domu w odjazdowych, wełnianych skarpetach w kolorze lila-róż i mam ciepło :D
      Od dziesięciu stopni w górę nie kostnieją mi ręce. Co najwyżej mam zimne, ale czuję się w porządku.
      Do psów trzeba mieć też dobre zagranie. Raz w Polsce wyszłam na jogging do parku, zapomniałam już jak to w tym kraju jest, że biegnący człowiek to wielka atrakcja (albo wielki potwór i trzeba go zeżreć) i cóż, musiałam uważać, ale zapomniałam się i mi pocieszny Labrador pod nogi wpadł. Niestety kompletnie nie reagował na wołanie właściciela, na żadne komendy, biegał w kółko jak szalony. Właściciel chciał go złapać, a ten uciekał mu, biorąc to za zabawę. Ja tego psa złapałam. Bo nie byłam wnerwiona i rozemocjonowana jak ten właściciel. Pies sam do mnie podszedł, nawet go nie zawołałam. I uciekł temu facetowi jeszcze dwa razy.
      - O takie coś mi chodzi. Nieposłuszeństwo. Gdyby na moim miejscu był jakiś dresiarz i psa uderzył, nie byłoby tak fajnie.
      Mogłabym jeszcze opowiedzieć kilka historii mniej przyjemnych jak pies chciał mnie zagryźć, a właściciel nie potrafił go przywołać, ale zrobiłby mi się z tego drugi post. Jak dotąd żadna z tych historii nie skończyła się źle, bo najwidoczniej mam rękę do zwierząt.

      Usuń
  5. hehe genialna ta chatka z tv :P
    i te widoki tylko się rozmarzyć
    I to uchwycenie na zdjęciu dzikiego ptaka wow

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy bym się nie spodziewała telewizora na szlaku górskim :D
      Niby prosta dróżka po pagórkach, a jednak zachwyca.
      Pozdrawiam i serdeczności wysyłam :)

      Usuń
  6. Laura mnie rozwaliła! Moją pierwszą myślą po przeczytaniu nazwy szlaku było: "ciekawe kim była Laura i co takiego zrobiła, że nazwano szlak na jej cześć?". A tu taka niespodzianka: KOZA! Haha. Co do jej spojrzenia, to ja w ogóle mam wrażenie, że baranie i kozie oczy są takie, no, lekko przerażające ;) Wolę bydlęce spojrzenia - oczy krów i cieląt są takie niewinne, a przy okazji piękne przez te długie rzęsiska. Ale i tak lubię przedstawicieli tych gatunków. Teraz mam pod opieką trzy owieczki, które trzeba dokarmiać butelką, i co mogę powiedzieć - słodkie są!

    Chatki niewątpliwie kojarzą mi się z jednym - z wychodkami, które ludzie mieli na wsi za czasów mojego dzieciństwa. Śmiesznie by było, gdyby kiedyś jakiś Polak się tam zagalopował w wiadomym celu ;)

    Mów, co chcesz, ale Santis jest piękny!

    Koń! <3 Ale mi się tęskni za kontaktem z jakimś wierzchowcem. Jeszcze do niedawna regularnie dokarmiałam takiego jednego siwka, ale jakiś czas temu zniknął. Pewnie został przeniesiony na inne pastwisko. Wolę myśleć, że tak się właśnie stało.

    Wcale się nie dziwię, że pacjenci przechodzili w Gais szybką rekonwalescencję. Przecież to miasteczko jest idealne na wypoczynek. Dla mnie :)

    A tak w ogóle, to widać tam dbałość o szczegóły i ludzką pomysłowość. Bardzo fajny pomysł z Laurą i tematycznymi drobiazgami jak ławka bądź otwory w drewnie w kształcie kozy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym powiedziała, że kozie oczy są rozbrajające. Jakiś taki spryt i złowieszcze myśli XD I masz całkowitą racje co do spojrzenia krówek. Sama słodycz. I jak tu wołowinę jeść??

      Czyli słusznie mi się kojarzyły te chatki. Znaczy się po polsku XD

      Jest piękny i mnie wkurza od kilku lat. Przejdzie mi jak na niego wejdę, do czego szykuję się już od kilku lat, bo to niełatwe będzie... Kiedyś wkurzał mnie okrutnie Alpstein, dopóki nie zdobyłam go na kilka możliwych sposobów. Przeszło mi i może sobie stać ;]

      Królestwo za konia... Kiedyś chodziłam do stadniny przynajmniej raz w tygodniu, teraz jedyne co mam, to że mogę na nie często popatrzeć -_-'

      W Szwajcarii jest całe mnóstwo szlaków tematycznych i dydaktycznych. Szlak szlakowi nie równy, a i nawet te najniższe, pozornie najzwyklejsze drogi, mają swoją opowieść.

      Usuń
  7. Nigdy nie mogę oderwać oczu od Twoich zdjęć, są piękne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, niezmiernie mi miło :)

      Usuń
  8. Kozy inteligentne, psy dobrze wychowane, Alpstein do zdobycia, zadziwiające. Chatki pomysłowe, atrakcja dla tych, co na trasie, a zdjęcia rewelacyjne.
    Zasyłam serdeczności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zadziwiający jest ten świat, prawda? Za to lubię podróże :)
      Pozdrawiam również, uściski. :)

      Usuń
  9. Bardzo ciekawy ten szlak, lubię tego typu odmiany od zwykłego zwiedzania, chodzenia po górach czy w ich okolicach. W Polsce jakoś nie natknąłem się na podobne, choć są takie, gdzie widoki robią całość, nie potrzeba nic więcej. :)

    Jak dla mnie duchy w tym pierwszym odcinku pasowały jak pięść do nosa, miało być o szpitalu psychiatrycznym, nie o duchach jego pacjentów.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hym... w Polsce chyba by raczej te budki nie przetrwały... -_-'

      Usuń
  10. Dzięki Hexe za wspaniałą wycieczkę krajoznawczą, a te fotki po prostu bomba. Pochłaniałam informacje i podziwiałam zdjęcia, naprawdę piękne miejsce. Niestety moje słabe nogi nie poniosą mnie tam gdzie bym chciała, ale cieszę się, że w ogóle mnie jeszcze gdzieś noszą :) Twój mąż świetnie się spisał jako model, brawo za cierpliwość i ciekawą prezentację rekwizytów :) Mój małżon nie chce być pokazywany na forum publicznym, uważa, że pisanie bloga to obciach. Ot typowo chłopskie podejście do tematu ;)

    Podobnie jak Taita po przeczytaniu tytułu zastanawiałam się kim była ta Laura skoro nazwano jej imieniem szlak turystyczny ;) ale jak zobaczyłam zdjęcie tej kozy, to się rozpłynęłam i zapragnęłam ją przytulić :) Jest taka słodka, a oczy i pychol się śmieją przyjaźnie, natomiast jej mina przypomina mi naszą sunię jak chce coś wyżebrać do jedzonka :) Kocham zwierzaki i jakby tylko pozwoliły to zacmokałabym je na śmierć :)

    Też jestem za tresurą i dobrym wychowaniem zwierząt, tego nigdy za wiele, co nie znaczy, że uważam iż musi odbywać się to poprzez bicie i maltretowanie zwierząt. Naszą sunię uczyliśmy różnych sztuczek i manier, ale ona to uwielbiała, bo stosowaliśmy metodę nagradzania i za poprawne wykonanie zadania, czy odpowiednie zachowanie się dostawała smaczek i była miziana :) Szybko pojęła o co chodzi. Niektórzy zwłaszcza ludzie tzw. starej daty patrzyli na nas jak na psycholi, ale teraz już coraz więcej osób wychodzi z założenia, że trzeba popracować nad dobrym wychowaniem swojego pupila, bo to tak jak w przypadku dzieci owocuje z czasem również i u zwierząt ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój mąż toleruje moje publikacje. Uważa, że to dobre miejsce jak każde, żeby przedstawić swój światopogląd lub informacje dla grona ludzi zainteresowanych danym tematem. Chyba traktuje go jako swoiste forum, czy coś takiego. Ale znam wiele osób podchodzących sceptycznie do blogów, a nawet kpiących z blogerów. No cóż, z czasem chyba jednak ludzie przyzwyczaili się, że coś takiego jest. Na pewno powstało już wiele dowcipów o blogerach ;P

      Ja bym wszystkie zwierzęta głaskała. ^_^

      Zgadza się, to chyba faktycznie starej daty ludzie nie rozumieją, że pewnych zachowań u zwierząt można oduczyć i nauczyć. Tak samo jak stara szkoła mówi o tym, że wszystkie małe psy szczekają. Nie prawda, to ekscytacja i zbyt silne emocje, a można to u psa kontrolować. Druga rzecz: większość sądzi, że nie da się wytresować starego psa. Owszem, da się zupełnie tak samo jak każdego innego.

      Usuń
    2. Mój mąż i rodzina poniekąd też, ale nie życzą sobie bym o nich pisała, czy tym bardziej wstawiała ich zdjęcia, no cóż staram się szanować ich decyzje i w zasadzie moich osobistych rodzinnych opowieści, czy fotografii u mnie się nie znajdzie. Od jakiegoś czasu cieszy mnie pisanie i fakt, ze jest tyle tematów do publicznej dyskusji, muszę się tylko zmobilizować i znaleźć więcej czasu na częstsze pisanie na swoim blogu :)

      Dawniej większość psów w zasadzie przebywała na polu i na łańcuchu, teraz coraz częściej mieszkają w domu i są traktowane jak członek rodziny. Nasza sunia też jest naszym oczkiem w głowie, ale nie popadamy w paranoje i nie chcemy za wszelką cenę ją uczłowieczyć tak jak to robią niektórzy. Uważam, że to nie jest ani dobre dla psa, ani dla człowieka.
      W szkoleniu tak jak w wychowaniu dziecka jest ważna konsekwencja, my niestety przyznajemy się z mężem, że tego nam niestety brakuje co zauważamy po naszej suni i synu. Jednak walka z wszystkimi odwiedzającymi by nie karmili psa przy stole i takie tam, była nie do pokonania. Mój tata i teściowie niestety nie rozumieją moich tłumaczeń i próśb i robią po swojemu. Nie mam siły się z nimi kłócić, a psiury szkoda mi zamykać, czy zostawiać samą na cały dzień, gdy jedziemy do nich z wizytą. Ech ludzie nie zdają sobie sprawy, że robią na złość nie mi tylko szkodzą tym psu, no ale niektórzy są gorsi niż dzieci.

      Usuń
    3. Zawsze, zanim wstawię czyjeś zdjęcie, pytam o zgodę. Tym oto sposobem znalazły się tu nawet zdjęcia moich rodziców, którzy też czytają mojego bloga ;P
      Dla dobrego przykładu, kiedyś opublikowałam post o moich dziadkach, napisałam go z moją mamą, wynalazła mi nawet stare zdjęcia.
      No własnie! Bo ja czekam na nowe notatki u Ciebie :P

      Oczywiście, że nie jest. Pies nie dzieckiem, niestety niektórzy tak się zachowują, jakby był...
      Taaaa doskonale znal temat anty-wychowania zwierzęcia przez drogich gości ;]

      Usuń
    4. Ja też pytam, moja mama czyta bloga, ale pomimo wszystko nie chce żebym pisała o nich. Tyle się nasłuchała o minusach i negatywach wystawiania o sobie pewnych informacji, fotografii itp. że nie ma opcji by się zmieniło jej podejście do tego. Mąż też jest temu przeciwny, uważa, że im mniej informacji tym mniej problemów. Dlatego staram się pisać o tematach dotyczących życia, o moich poglądach, bo jest tego sporo. Musze się zmobilizować i częściej pisać, w głowie mam różne pomysły na wpis, ale jak zacznę odwiedzać swoje ulubione blogi i zagłębiać się w czytaniu, to już na nic innego czasu nie starcza, a tu jeszcze dom trzeba ogarnąć i obiadek zrobić i takie tam inne domowe obowiązki.

      Powiem Ci, że lubię patrzeć na tą Twoją kózkę z fotografii, jest rozbrajająca ;)
      W ogóle piękne są te Twoje zdjęcia, podziwiam i nie mogę się napatrzeć.

      Usuń
    5. Ja sobie wyznaczam godzinę dziennie na czytanie przepastnego internetu z ulubiona kawą obok. I standardowo mam ustalone dwa dni w tygodniu na projektowanie własnego posta (wtedy nie czytam cudzych, bo ile ja bym w końcu przy tym komputerze siedziała? :P)
      Ale dzień zaczynam od obowiązków, komputer włączam dopiero po południu. :)

      Serdecznie dziękuję :) Wiesz, że z czasem zaczęłam zgadywać, które zdjęcia najbardziej się spodobają? Przy tym poście stawiałam na kozę właśnie :D

      Usuń
    6. No i właśnie, pomimo, że nie pracuję, to ten czas mi jakoś ucieka. Też muszę sobie narzucić pewien harmonogram, bo ostatnio pierwsze co robię, to wchodzę na moje ulubione blogi i czytam i komentuję, bo chcę być na bieżąco. Niektórzy piszą rzadko, a inni często dlatego ciężko mi czasem nadążyć z czytaniem. W związku z tym na pisanie na swoim blogu w zasadzie nie starcza mi już czasu, a do tego jeszcze dochodzą zajęcia domowe i pozamiatane :)

      I znów sobie popatrzyłam na kózkę ;) nie wiem czemu, ale ona działa na mnie pozytywnie i poprawia mi humor :)

      Usuń
    7. Harmonogram to podstawa u mnie. Inaczej bym zaginęła i nic by nigdy nie było zrobione w domu ;)

      W takim razie specjalnie dla Ciebie wykopałam z archiwum nagranie, które opublikowałam rok temu: https://www.youtube.com/watch?v=MCzbiS4dkec

      :D

      Usuń
    8. Dziękuję za filmik, jakie fajne kózki, a meczą jak owieczki ;) Jednak ta Twoja Laura jest inna taka jedyna w swoim rodzaju :) Mam nadzieję, że nie będziesz miała nic przeciwko jak sobie ją skopiuję do swojego laptopa?

      Usuń
    9. Proszę bardzo, jest Twoja ^_^

      Usuń
  11. Piękne widoki. Urzekły mnie te ławeczki w kształcie kóz i budki, które są fajnym urozmaiceniem na trasie ;)
    Ta huśtawka to już w ogóle super sprawa. Góry przykryte przez chmury mają swój niepowtarzalny klimat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te okryte chmurami góry, bardzo przypominają mi zdjęcia z albumu Bieszczad. A ławka-huśtawka powinna być wszędzie na szlakach XD

      Usuń
  12. Nigdy nie byłam w innym kraju, bo choć wstyd przyznać, swego rodzinnego nie znam. Jednak spośród państw europejskich najbardziej pociągają mnie Holandia(sentyment do wiatraków i tulipanów), Szwajcaria(ze względu na neutralność, solidne banki, czekoladę). Dziękuję, że dzięki Twojej relacji mogę poznać miejsca, do których sama nigdy nie dotrę. Żeby Polacy dorównali Szwajcarom w tresurze psów, to najpierw musieliby sami się jej poddać, bo wielu jest głupszych nie tylko od swoich czworonogów ale i od tej kozy, bohaterki Twojej opowieści. Pozdrowienia dla Was-dwójki przemiłych, młodych wielbicieli zimy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie zawsze wstyd przyznać, że nie znam polskich gór. Zagranica dla mnie kiedyś była tym czymś strasznie odległym. Człowiek się przyzwyczaja do tej myśli, że jest stale poza krajem i wtedy przestaje to robić wrażenie.

      A czemu uznałaś, że w pewne miejsca nigdy nie dotrzesz? Ludzie są mobilni, a i nie trzeba banku rozbijać, by zobaczyć coś więcej na własne oczy. Niemniej cieszę się, że zostałam Twoim oknem na świat, który Ci się tak podoba, ale w ten sposób nie podjesz sobie szwajcarskiej czekolady ;) Zapamiętaj te słowa ;)

      Polacy mają głęboko zakorzenione głupie mniemanie o psach - na szczęście nie wszyscy! Na ulicach jednak widać gołym okiem, że to pies rządzi właścicielem.

      Dziękujemy serdecznie :))) Również pozdrawiamy i wysyłamy fluidy pozytywnej energii :D

      Usuń
  13. Nikt jeszcze nie spróbował stworzyć podobnego szlaku w Polsce, może by się przyjął (chociaż u części Polaków). Kto to wie?

    Kiedyś w podstawówce zazdrościłem koledze Game-Boya, wytłumaczyłem sobie jakoś, że nie byłby mi on potrzebny na co dzień. A jak miałem może z 17 lat kupiłem sobie Sony PSP i wsiąkłem na dłuuugo. @_@ Czyli coś jest w tej technice.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno by się przyjął! Szczególnie u rodzin z dziećmi, tylko jest mały mankament... Ile by te budki postały w takim nienaruszonym stanie? Hmmm

      Tak, coś jest - wsysa mózg :P Mi też wessało, teraz ludzi nieuzależnionych od elektroniki, można jeszcze spotkać jedynie w takich miejscach jak opisałeś.

      Usuń
  14. Aniu, ja bardzo lubię zimę i właśnie to kiszenie się w domu najbardziej mnie w niej dołuje. Ale nie mam sumienia zostawiać chorych dzieci i jechać sobie beztrosko w siną dal. Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego :/.

    Przefajna wycieczka :)!!!! Zabrałabym tam panny :)!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zupełnie inna sprawa. Niejedna zima jeszcze przed Tobą, pamiętaj ;)
      Tak, pomyślałam też o Was, że dobrze by się Wam łaziło po Appenzellu :D

      Usuń
  15. Wasze wędrówki stanowią dla mnie nieustające natchnienie. Mam nadzieję kiedyś mieć z kim się tak powłóczyć. I znaleźć na to dostatecznie dużo czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaczynałam swoje tułaczki od Polski, a tułałam się sama. Teraz Ty masz się z kim tułać, tylko czy on tego chce? Prócz wygospodarowania czasu, nie widzę więcej przeszkód ;)

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.