Lenzerheide - szlak śnieżny + test rakiet śnieżnych.

"Podróże są jak ożywcza kąpiel dla umysłu, jak rysunek Medei,
który sprawia, że znów jesteś młody."
- Hans Christian Andersen


Wielu osobom zima kojarzy się wyłącznie z nartami, a na samą myśl o trekkingu górskim, pojawia się pełna goryczy i ogólna niechęć. O tym jak przyjemne może okazać się wędrowanie dzięki prostemu gadżetowi, dowiedzieliśmy się podczas tej wycieczki.
   Do tego, że zima jest extra, już nie będę próbowała Was przekonywać, bo zauważyłam, że pojawiają się o to spory. 😉 To moje zamiłowanie (jedno z wielu), które spycha mnie na margines alienów, więc przy tym pozostanę. Lubię zimę, śnieg i mróz. 👽




Sielankowy krajobraz leśny wysokiej doliny Lenzerheide, stanowi idealne miejsce na udany trekking szlakiem, na który wybraliśmy się w lutym, celem testowania naszych pierwszych rakiet śnieżnych.
   O tej porze roku urozmaicony region czeka na entuzjastów sportów zimowych po obu stronach doliny. I właśnie na zimie się dzisiaj skupię, na śniegu i radzeniu sobie z nim w sposób dla nas innowacyjny, co okazało się być naszą najnowszą zajawką.



Tu się zaczynał hard core. Istny przełaj. Śnieg miał tutaj około półtora metra.
Cieszę się lśniącymi stokami, gdzie pokryty śniegiem krajobraz położony pomiędzy drzewami, kusi do tego, by właśnie w takich okolicznościach spędzić wolny weekend.
   Szlaki śnieżne dzielą się na zwykłe-proste i na te, na które bez rakiet nie ma po co wchodzić. Zauważyliśmy, że równie popularne tutaj jest narciarstwo biegowe albo zwykłe sanki - to jest dopiero wariacja. Ludzie wjeżdżają kolejką na szczyt góry po to, aby zjechać w szalonym pędzie na sam dół. Mowa o zwykłych, drewnianych sankach bez hamulców. 
   Info dla fanatyków lata 😜: Obie strony Lenz są słoneczne, choć szlaki typowo leśne nie będą nigdy tak obficie zalane słońcem. Takie warunki spełniają wyższe szlaki na poziomach od 1230 do 2865 m. Jeszcze nimi nie wędrowaliśmy, dziś na piedestale szlak niższy.




Istotnym punktem tej wyprawy jest znajomość znaków, kolor różowy oznacza szlak śnieżny. Ten wiedzie przez spokojne, leśne, momentami dzikie krajobrazy. Na trasie leży malutkie jezioro "Lai la Villa".







Najfajniejszym punktem tej konkretnej trasy zimowej jest most wiszący Val Meltger. Tutaj, każdej zimy, widać siłę lawin. Kiedyś co roku podnosili stary most, aż w końcu został zbudowany most wiszący dwanaście metrów nad ziemią. Pod spodem słychać szum potoku, widać też wodę skutą w lód.
   Panorama Mon i Stiervy są kolejnymi atrakcjami szlaku.



Przejdźmy to kwestii technicznych, bo pokazywać na zdjęciach to można palcem siebie na wzajem. Wiem, że zaglądają do mnie ochotnicy marszów śnieżnych, to dla Was napisałam poniższy tekst.
   To niestety nie jest tania sprawa, dlatego zakupu sprzętu dokonywaliśmy w Polsce i mamy nadzieję, że dobrej jakości i wydajne rakiety, posłużą nam jak najdłużej.


Jak to działa?

Od dawna naszym zimowym szlakom towarzyszył legendarny już WYCOF. Zimą nam nie wychodziło - nie odpuściliśmy jednak. Jak sobie poradzić z katorżniczym marszem przez hałdy śniegu i zapadaniem się niekiedy aż po pachwiny?
   O tym, że to może być niebezpieczne, chyba nie musiałam nawet wspominać. Łatwo w ten sposób skręcić sobie kostkę, a w to, że usztywniające buty przed tym chronią, nie wierzcie.
   Trekking w rakietach jest znacznie bardziej komfortowy. Działanie rakiety można przyrównać do łapek ptaków brodzących, których płetewki umożliwiają sprawne poruszanie się błocie, bez grzęźnięcia. O.K., ptaszki są lżejsze, ale rakiety mimo naszej wagi i dociążenia plecakiem, działają tak samo skutecznie.



Typy rakiet.

Są rakiety na łatwy teren (mniejsze, węższe, miękkie tworzywo), są rakiety na urozmaicony teren (te mają już wbudowane raki, ale nie nadają się na teren bardzo oblodzony), i rakiety górskie (na trudny teren, posiadają ostre raki, plus poprzeczne zęby hamujące, dzięki którym można atakować wysokie szczyty).
   Nasze rakiety należą do ostatniej grupy.



W praktyce:

Dwa rzędy zębów wzdłuż (na krawędziach) gwarantują stabilizację nogi, dobre na strome szlaki. Spróbowaliśmy ostrzejszego podejścia śnieżną drogą, w takim momencie genialnie sprawdziły się raki przednie, które wbijały się w powierzchnię, uniemożliwiając klasyczny zjazd do tyłu.



Dwa sposoby chodzenia w rakietach:

Podpiętki są po to, aby trzymać stopę w wygodnej pozie. Stosowane podczas wędrówki stromym stokiem, podnoszą piętę o pięć centymetrów, zdecydowanie ułatwiając takie podejście (wtedy podpiętka jest otwarta). Krok wspomaga rotacja stopy na ruchomej, przedniej osi. Ten ruch sprawia, że rakieta sama wyłazi na powierzchnię śniegu, wcale nie trzeba jej mocno za sobą ciągnąć.
   Te tzw. podpiętki muszą otwierać się łatwo, w innym razie podczas trekkingu, dłubanie w mocowaniach może być mocno wkurzające. My wybraliśmy dwa modele, w których zamyka się je za pomocą kijka, po prostu wciska się z jednej lub drugiej strony, zależnie od tego, czy chcemy uwolnić, czy zatrzasnąć.
   Zamknięte podpiętki (sztywna rakieta) stosuje się przy zejściach w dół.



Sztywne płozy:

Sztywna konstrukcja zwiększona wytłoczeniami jest konieczna na stromy, niejednorodny teren, trawersy po stokach i na twardsze podłoże.
   Mimo wyczynowego charakteru, nasz pierwszy raz odbył się na zbitym śniegu bez oblodzeń, aby wprawić się lepiej do aktywnego marszu po trudniejszych szlakach.


Zapięcia:

Mocowanie mamy haniebne, bo są tylko dwa. Podobno pełna profeska to mocowanie całej stopy i kilka pasków.
   U nas przód stopy trzymają dwie klamry, reszta objęta jest zwykłym rzepem. Jak na razie to się sprawdza, nie narzekamy.




To tyle w kwestii technicznej, pora wrócić na szlak. To co jeszcze mam ciekawego do zaprezentowania, to miasteczko startowe, z którego dostaliśmy się wyżej. Zatem wyskakujemy z rakiet i idziemy na spacer po miasteczku Lenz.
   Miejscowość znajduje się na wysokości 1 294 m na tarasie nad prawym brzegiem rzeki Albula.



Lenz było zamieszkiwane już we wczesnej epoce żelaza. Osada późnogotycka pochodzi z I wieku p.n.e. a osadnikami byli Celtowie.

Malowane domy.
Rzymianie używali przejścia Lenzerheide dla swoich żołnierzy i handlowców jako drogi tranzytowej do Julier i Septimerpass.
   W okresie karolińskim Lanz posiadał dwór królewski i kościół.

Zabytkowa piekarnia.
"Pastroin da la Poarta"
Pochodzi z 1830 roku.

Koniec wędrówki moi Drodzy, nigdy nie oznacza końca wycieczki. Nie u nas. Zatrzymaliśmy się na Solisbrücke nad Schinschlucht. Znajduje się tam parkin i restauracja pod tą sama nazwą.
   Jest to kamienny most, z którego roztacza się malowniczy krajobraz nad wąwozem Schin, który zwiedzaliśmy o innej porze roku, szczeg. TUTAJ.


Stary, kamienny most łukowy, został prawdopodobnie zbudowany w 1869 r. Zastąpił on drewniany, zadaszony most.
   Jest to najstarszy most na tej wąskiej uliczce obok mostu drogowego i mostu kolejowego Kolei Retyckiej (ten jest z kolei najwyższym, znajduje się na 89 metrach).



Most jest jednym z dobrych przykładów rozwoju ruchu w ciągu ostatnich 140 lat. Dziś ten stary most ma niewielkie znaczenie w ruchu drogowym (trasy biegną inaczej), ale jest ważnym świadectwem historii ruchu w Graubünden.
   Wspomniany wyżej most kolejowy jest częścią światowego dziedzictwa UNESCO "Albula Railway". Trasa prowadzi przez 143 mosty i 42 tunele przez dziką i romantyczną dolinę Albula do Engadyny.



Właściwie rzadko wracamy do domu autostradą. Z takich zawiłych i znacznie dłuższych tras przywożę równie dużo zdjęć co z samej wycieczki, a drogi w Szwajcarii potrafią być bardzo spektakularne.




Lenzerheide z zaznaczonym szlakiem śnieżnym:



38 komentarzy:

  1. Powiem szczerze, że doświadczenie w wędrówkach górskich mam właściwie zerowe, tym bardziej właśnie zimą, nigdy szczególnie się tym nie interesowałam i dlatego też pierwszy raz słyszę o takich rakietach. Faktycznie wygląda to na przydatny i zdecydowanie ułatwiający trekking gadżet ;)
    Ach, moją największą uwagę przykuł ten most, po raz kolejny widok jak z kadru jakiegoś filmu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest fajna zabawa, polecam. Wiem, że nie każdy ma jakieś tam pojęcie, tak samo jak ja nie mam żadnego np. o nartach, w ogóle nie interesuje mnie ten sport i nic nie planuję w związku z tym.
      A o którym moście mówisz?

      Usuń
    2. Hah, ja za to na nartach pojeździć sobie lubię, chociaż też niewielkie pojęcia mam o tym sporcie XD
      A chodziło mi o ten stary, kamienny most łukowy ;)

      Usuń
  2. Kochana!
    Piękna zima i wspaniała wędrówka:)
    U nas też od dziś biało. A tu przyroda się budzi do życia.
    Milutko pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno jeszcze trochę ma i u nas przymrozić i posypać, jest szansa, że jeszcze się pobawimy na rakietach.
      Przyroda jest paradoksalna ostatnio. Pszczoły się obudziły, widziałam jedną. Ślimaka też, wykopał się jeden. Bociany już od stycznia latają. Dziwny jest ten świat ;)

      Usuń
  3. Widoki niebiańskie, most kamienny cudny, ale pewnie tamten drewniany tez musiał być ciekawy i pogoda Wam dopisała. Wędrówki na rakietach chciałabym spróbować, bo nie lubię zapadać się w śniegu...
    Bardzo ładne miasteczko, choć mieszkańcy nie mają pewnie łatwo.
    Autostradami też nie lubimy jeździć, boczne drogi są ciekawsze...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiszący most zawsze dodatkowo potęguje takie dziwne wrażenie, bo się rusza. Ten był mały, więc tylko drżał, ale są dłuższe, które potrafią się troszeczkę bujać. Stań wtedy na samym jego środku :D
      Mieszkańcy na pewno mogą narzekać na gwar i ilość przejeżdżających tamtędy samochodów, bo turystycznie okolica jest mocno rozwinięta i pracuje cały rok.
      Autostradami jedziemy szybciutko do celu, a wracamy na około :)

      Usuń
  4. Ale sprzęcior!!! No, teraz to już żadna zima Wam nie podskoczy ;)!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No teraz wreszcie nie. A podobno to bardzo uniwersalny sprzęt. Widziałam zdjęcie faceta, który w rakietach przemierzał wydmy pustynne. ;)

      Usuń
  5. UUa, ale piękne widoki, ten most po prostu jest niesamowity, zauroczył mnie :) Natomiast ten wiszący wygląda groźnie, no ja to bym się bała po nim przejść zwłaszcza, gdy jest taki oblodzony i ośnieżony.
    O górskich wędrówkach nie wiem nic i nawet się w ten temat nigdy nie wgłębiałam, więc fajnie, że podziwiając widoki i zwiedzając z Wami szlaki mogę się trochę dokształcić i zabłysnąć wiedzą w towarzystwie. Na filmach, czy bajkach widziałam nieraz jak w takie duże śniegi bohaterowie zakładali takie rakiety do tenisa na nogi i sobie szli. Nie miałam pojęcia, że wymyślono taki sprytny sprzęcik do śmigania po śniegu, to musi być fajne uczucie tak unosić się nad metrową zaspą :)
    Podziwiam te wasze wędrówki i kibicuję im.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mosty w Szwajcarii zawsze są pokryte czymś takim co ani w deszczu ani w śniegu nie ślizga się. (Choć zawsze przezornie sprawdzam czy nie pojadę.) I jeszcze jedna atrakcja, wiszące mosty mogą się ruszać ;)

      To jest fajne, że wreszcie można wejść wszędzie, nie tylko samym szlakiem iść, ale np. odejść kawał w bok, przysiąść sobie na pieńku i odpocząć, co w zwykłych butach byłoby niemożliwe do wykonania, bo hałda ma dwa metry na przykład.

      Dziękujemy i polecamy się na przyszłość. Celowo w swoich opowieściach zawieram nie tylko poetyckie opisy pogody i przyrody ;) Podobne kwestie można znaleźć wszędzie, a o wrażeniach prywatnych jak i radzeniu sobie z niedogodnościami, mało ludzie piszą.

      Usuń
    2. Komentarz u Ciebie nie dodał się, i tradycyjnie ikonka logowania przez Google nie działa, za to jakby miała konto na Wordpress'ie to mogłabym się zalogować, bo to u mnie działa bez problemu. A dostałaś maila ode mnie z komentarzem do posta o kawie?

      Usuń
    3. A to ciekawe, przecież odhaczone jest, że trzeba być zalogowanym by zostawić komentarz. Nie wiem co jest grane. Niestety nic nie dotarło, bo bym od razu wstawiła :( może spróbuj jeszcze raz. Podam Ci tu mojego maila:
      aga@onetka.pl

      Tak wiem, ze ten most się rusza, bo z reguły te mosty łańcuchowe się ruszają, no powiem Ci, ze jakbym tak będąc na środku, a ktoś rozhuśtał tą kładkę, to bym miała pełne portki strachu :)
      Masz rację, dużo ludzi pisze tylko o tych przyjemnych stronach zwiedzania, a dużo ciekawsze są te wszystkie spostrzeżenia i rady, bo tak sielankowo to za monotonnie jest.

      Usuń
    4. Bez zalogowania można dodawać komentarze, wszystko działa tak jak chciałaś, ale moje komentarze nie archiwizują się. Dodałam na próbę jedno zdanie, kliknęłam, strona się odświeżyła i mojego komentarza po prostu nie ma. I tak mam na wszystkich blogach wordpress'u, nie tylko u Ciebie.

      Co, to nawet maile nie docierają? To już jest zagadkowe dopiero.

      Ten most był mały więc tylko drżał. Ale na dłuższym jak się stanie na środku, jest takie fajne uczucie. Ale tak rozhuśtać tego jak na filmach to się nie da, to jest zbyt na to stabilne ;)

      Usuń
    5. No to z tym mailem to ciekawa sprawa, a kiedy go wysłałaś? Może był w spamie? Chociaż patrzę zawsze mniej więcej zanim usunę.

      A z tym mostem to mnie uspokoiłaś, bo jak na filmach widziałam takie huśtanie, to nie ukrywam, że miałam stracha, pomimo, iż to nie ja na nim stałam. W każdym bądź razie wycieczka ciekawa i zostaje Ci pamiątka, piękne zdjęcia :)

      Usuń
    6. Chyba dzień po dniu, w którym opublikowałaś swoja notatkę, albo jeszcze tego samego dnia, nie pamiętam dokładnie, bo opróżniałam niedawno folder z wysłanymi. I skorzystałam z tego maila, który mi podałaś. A pisałam z modernehexe, tego co tu w rogu pojadę.

      Istnieją takie mosty co się bujają, ale nie sądzę, żeby w Szwajcarii, kraju profesjonalistów, było coś takiego dopuszczone :P

      Usuń
  6. biegałem na orientację. zimą i nocą, na ogół po górach, ale niższych. śnieg nadaje górom wiele uroku.
    i cisza jest taka niepokalana, tłusta i gęsta. aż się chce nią kanapki smarować i dodawać do drinków.
    w głowie zostają obrazy, które warto wspominać przy ogniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zimą nawet noc nie straszna, jest tak jasno od śniegu.

      Usuń
  7. Jeszcze nie miałem okazji w zimie chodzić po górach, tym bardziej nie miałem pojęcia o tym jak różnorodne są rakiety śnieżne, wyglądają na pomocny sprzęt. W zimie byłem raz na Śnieżce, jednak wjazd kolejką linową raczej nie zalicza się do turystyki górskiej. Na szczycie było tyle śniegu, że głowa mała, temperatura jak dla mnie masakrycznie niska, do tego wiatr. To przyjemniej było na Kasprowym Wierchu w maju, jak śniegu trochę było jeszcze. :)

    Chyba nie, bo w ferie też miałem nieco dłuższą przerwę, choć nie tyle co teraz. Następna taka dopiero w maju.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zimą czasami lepiej wjechać na stok, bo szlaki mniej uczęszczane są oblodzone i niebezpieczne. Zależy jaka góra, jaka trasa. Niekiedy też wjeżdżamy żeby przejść jednym ze śnieżnych szlaków na samej górze, a to są czasami długie szlaki, więc warto skrócić sobie czas dotarcia doń. Myślę, że zimą nie ma wstydu, że się korzysta z windy ;)

      Usuń
  8. Jak zwykle zdjęcia zapierają dech w piersi. A te rakiety to w ogóle przebój. Jakoś nie widzę siebie wspinającej się zimą po górach, ale gdybym kiedykolwiek miała zamiar, już wiem, z czym w góry :))
    Powodzenia i uważajcie z tymi wspinaczkami. Chociaż miło mi potem pooglądać zdjęcie, nie ukrywam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam Ci się do czegoś. Mam maluczki problem w górach przy schodzeniu w dół nawet z niewielkiej wysokości. Panikarz mi się załącza, a wszystko przez kolana, które niepełnego zdrowia, choć mnie niosą na wyżyny, mają problem ze sprowadzeniem mnie w dół. Zimą schodzenie ze stoku było katorgą, bo nigdy nie wiem czy nogi - najzwyczajniej w świecie - nie złożą się pode mną, kiedy poślizgnę się na lodzie albo nagle zapadnę w śnieg. Od kiedy łażę na rakietach, problem przestał istnieć, włażę wszędzie i złażę zewsząd. Dały mi takie poczucie stabilizacji, że w ogóle już się nie boję. Drugą kwestią pomocniczą są kijki znacznie odciążające staw skokowy. Podejrzewam, że jakby sobie popróbowała chodzenie w rakietach i zobaczyła jak wiele dają, spokojnie i bez lęku chodziłabyś po wyższych górach. Ja w tym roku zaliczyłam swój pierwszy zimy szczyt, z czego dumna jest ogromnie (i nawet zeszłam z niego bez najmniejszego problemu). O tym będę jeszcze pisać przy okazji opowieści z tej wycieczki.

      Usuń
  9. W Twojej opowieści piękna zima i dziękuję za możliwość obejrzenia wspaniałych zdjęć. Śnieg(zima) wywołuje u mnie dwojakie uczucia: z jednej strony nie lubię zimna i jest ślisko(zbyt często lądowałam w pryzmach brudnego odgarniętego na boki śniegu), z drugiej patrzenie na biel uspakaja, wycisza i budzi pragnienie zanurzenia się w nim jak pod puchową kołdrą. Za kilka dni Wielkanoc, z tej okazji życzę spełnienia marzeń i wielu wspaniałych wrażeń podczas wędrówek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywistym jest, że w górach śnieg jawi się niczym kołderka, a w miastach będzie brudny, a w hałdach zrobi się betonowy. W Polsce nie rozwiązali jeszcze problemu dbania o wszystkie chodniki i ścieżki, nie raz bym sobie zęby wychlasnęła wychodząc z klatki schodowej. Przyzwyczaiłam się już do tego, że w Szwajcarii nie ma prawa być ślisko na żadnym osiedlu, ani nigdzie, więc przestałam myśleć o negatywnej stronie zimy w mieście.
      Powinniśmy przestać się patyczkować z zimą, miast tego co roku drogowcy są zaskoczeni, a w wiadomościach napływają upomnienia, by nie wychodzić z domu jeśli nie trzeba, bo ślisko i mróz.
      Za to pamiętam jak pięknie w Polsce wyglądały wszystkie białe parki (kiedy zima była zimą). Pamiętam swoje piesze wędrówki po lasach. I choć nie raz wywinęłam orła na lodzie, nawet jeżeli mniej delikatnie nasz kraj się z nami obchodzi, nigdy nie narzekałam. Być może dlatego, że ja taka uparta jestem i do mnie nie trafia żadna dobra rada tego typu jak pozostanie w domu ;)
      Wielkanoc pewnie spędzimy z mężem gdzieś na stoku jak pogoda będzie w miarę. Dziękuję i wzajemnie, niech zdrówko zawsze dopisuje :)

      Usuń
  10. Witaj Hexe.
    Wędrówka wspaniała, widoki super, ele już nie na moje zdrowie.
    A szkoda.
    Pozdrawiam i do siebie zapraszam.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To co dopiero przede mną, Ty masz już w swoim bagażu doświadczeń. Szkoda, że życie tak szybko się kończy, bo chciałoby się tak wędrować w nieskończoność, ale wiem, że i na mnie kiedyś przyjdzie czas spoczynku. Mam wielki szacunek do Ciebie, że mimo wszystko nie ustajesz, że podróżujesz nadal. Daj Boże tyle sił i ochoty w przyszłości, ile Ty masz.

      Usuń
  11. W takim wydaniu zima jest naprawdę piękna. I rzeczywiście w takich widokach można się zakochać.
    Druga sprawa to muszę przyznać,że fajnie i ciekawie przedstawiasz relacje ze swoich wypraw. Dobre zdjęcia,ciekawe miejsca, konkretny opis.
    Świetnie się to przegląda ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, takie opinie są na wagę złota :)

      Usuń
  12. Ile śniegu! ;D Pięknie :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Może i masz rację co do kolejki linowej zimą. Jakoś ostatnio nie czuję potrzeby chodzenia po górach, dziwne to nieco, bo lubiłem w przeszłości nawet takie dłuższe wycieczki piesze. A najciekawszą odbyłem chyba w czasie zielonego przedszkola, jak na piechotę cała grupa dzieciaków przeszła pod wodospad w Dolinie Strążyskiej, pamiętam całość jako niesamowity wyczyn. :)

    Dzięki. :) Zależy wszystko od pytań, czasem też wolę otwarte, wtedy można coś opisać na około nawet, a w teście trzeba albo wiedzieć albo umieć trafiać w dobre odpowiedzi.

    Coś chyba słyszałem od tych zespołów, choć chyba muszę odświeżyć sobie muzyczne wspomnienia.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  14. Enej w telewizji zabłysnął, to dlatego idą w kierunku bardziej ,,radiowego" grania. Nie ma w tym oczywiście nic złego, o ile zachowuje się pewne proporcje artystycznego przekazu i podejścia zarobkowego.

    Co do połączeń muzycznych to staram się szukać różnych, bo najgorsze co można według mnie zrobić to zamknąć się w danym gatunku muzycznym i nie słuchać nic innego.

    O, to ciekawe sytuacje pewnie widziałaś, bo zespół folkowy, rockowy czy jakiś inny z drugiej strony sceny, bardziej prywatnie to coś wartego uwagi.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nauczyłam się od Ciebie, odpowiadać Ci u Ciebie ;P

      Usuń
  15. Fajnie że masz pasję! Ja, choć co roku bardzo się staram, nie umiem zimy polubić. Ten kamienny most <3 Ludzie, zakochałam się w nim!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W zasadzie mam niejedną pasję i żadnej z nich nie mogę oddawać się w Szwajcarii. Góry znalazły się same na tej liście. Wdarły się po licznych awanturach ze mną.
      Ten kraj jest pełen takich mostów, zresztą chyba jak każdy górzysty zakątek, w którym ludzie musza sobie jakoś radzić i zapewnić ważny transport. Te koleje, o którym w tekście wspomniała - spodobałoby Ci się! ;)

      Usuń
  16. Nie przepadam za zima, ale Twoje przepiekne zdjęcia obejrzałam z ogromną przyjemnością i tak sobie pomyślałam, że zimę w górach - z pięknym białym śniegiem - może nawet bym polubiła :) Wspaniałą mieliście wyprawę. I te mosty robią wrażenie. Na wiszący z własnej woli bym nie weszła.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zima w górach ma swoje zaszczytne miejsce. Dobrze wiem jak to wygląda w mieście i rozumiem, że nie każdy ma ochotę widywać codziennie żółte plamy na śniegu i błoto skamieniałe w zaspach. Ale powiem Ci, że i tak lubiłam tą porę roku. W znacznej mierze przez samopoczucie, bo czuję się doskonale w chłodzie. Latem dzieją się ze mną dziwne rzeczy... O_o'
      Ten most się nie bujał, to mistyfikacja :P

      Usuń
  17. Piękne widoki sfotografowałaś:) Ja jeszcze nigdy nie byłam w górach:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wstyd mi przyznać, ale nigdy jeszcze nie byłam w polskich górach. Wszystko do nadrobienia ;)

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.