Zürich.

Po kilku latach zamieszkiwania w Szwajcarii, pewnego dnia pod wpływem niesprzyjających warunków pogodowych, (gdy udanie się do dziczy jest dalece niestosowne), aby nie siedzieć w domu, pojechaliśmy pociągiem do Zurychu. Ponieważ prócz starej architektury, interesuje mnie odszukiwanie dziczy miejskiej, odsłonię dziś przed Wami trochę mniej popularną część miasta.
   Po tej wędrówce poczułam się jakbym weszła pod zimny prysznic. Czego się spodziewałam po tym sławnym mieście? Może gdybym wcześniej nie poznała Lucerny i jej monumentalnego Ogrodu Lodowcowego, może gdybym wcześniej nie poznała Zug i wspaniałego Muzeum Burg Zug, może gdybym wcześniej nie zobaczyła Lugano pod palmami, może gdybym wcześniej nie widziała Rapperswil i jego okazałego, polskiego zamku, może gdybym wcześniej nie poznała St. Gallen i ogromnego opactwa wraz z zaje...bardzo fajną biblioteką... To może wtedy zachwyciłby mnie Zurych.
   Zatem: czego się spodziewałam? Czegoś typowo szwajcarskiego, czegoś wow, oraz muzeum z rozmachem, bo Szwajcarię stać na bardzo fajne, interaktywne muzea, w których nawet najbardziej wybredny turysta by się nie nudził. I brak tego wszystkiego mnie zawiódł. Samo miasto natomiast... takich jak to jest wiele.
   Podzielę tę wędrówkę na trzy części. Myślałam o skrótowej notce z całego pobytu, ale nie mam dzisiaj czasu na więcej, gdyż intrygujące mnie plany towarzyskie zaabsorbują mnie wkrótce na dłużej. Dziś zatem, tylko przejdziemy się ulicami Zurychu.

Rzeka Limmat.


Zurych to największe miasto i główny ośrodek gospodarczy kraju. Jest również największym kompleksem urbanistycznym Szwajcarii. Znajduje się tam sławetna ulica pełna butików najznamienitszych projektantów ubrań, bizuterii, zegarków... etc... po prostu samo naj, naj, naj.
   Tutaj robi się pieniążki, moi drodzy, od XIX wieku kiedy powstała zuryska giełda, miasto znalazło się na liście najzacniejszych kulturowo miejscowości, boć to stolica finansowa, więc się pyszni.




To co mnie zawsze interesuje przy okazji zwiedzania różnych aglomeracji, to ta najdalsza historia. Łypnęłam sobie.
   W epoce neolitycznej budowano osady na palach. Brak dokładniejszych danych, error...



W przeciwieństwie do większości innych dużych szwajcarskich miast, Zurych osiągnął rangę miasta we wczesnym średniowieczu.
   Grubo później miasto zajęło się przemysłem tkackim, głownie w wełnie i lnie. W XIV wieku mieszkała tutaj arystokracja, która założyła gildię rzemieślniczą. Ich siedziby to dziś najciekawsze zabytki architektury. Trochę czułam się jak w Łodzi. (Elewacje podobne, historia też włókiennicza.)




Rotes Schloss
Czerwony zamek


Budynek mieszkalno-usługowy o wyjątkowej, przypominającej zamek architekturze. Został zbudowany w latach 1891-1893 w imieniu firmy z branży nieruchomości.
   Budynek znajduje się na General-Guisan-Quai, na lewym brzegu Jeziora Zuryskiego, między Beethovenstrasse i Stockerstrasse w dzielnicy Enge. Zaraz obok znajduje się Kongresshaus.




Dwieście lat później, dzięki znanemu reformatorowi, Huldrych'owi Zwingli, Zurych zaczął rozwijać się intelektualnie. Jego reformacja była najważniejszym wkładem miasta do historii świata.
   Przez następne wieki miasto stało się ośrodkiem liberalnej myśli. Byli tutaj Johann Wolfgang von Goethe, Richard Wagner, Thomas Mann, Albert Einstein, James Joyce, Lenin i Trocki. Była też Hexe.
   Mimo takiej inteligencji i rozwoju w latach 1487-1701, odbyło się tutaj polowanie na czarownice. (wtedy Hexe nie było) Zginęło wówczas w straszliwych męczarniach 79 osób.
   Prezydent rządu Markus Notter i przewodniczący Rady Ruedi Reich potępili te morderstwa w 2001 roku. Jakby to miało w czymś pomóc... Nie rozumiem i nawet nie będę próbowała pojąć celu tych politycznych rozgrywek, kiedy przeprasza się za coś, co wydarzyło się wieki temu. Zupełnie jakby mięli na sumieniu coś jeszcze... To jak KrK., który w naszych czasach przepraszał za działania Inkwizycji. Bez sensu.

Wejście na Bahnhofstrasse.
Bahnhofstrasse jest główną ulicą w centrum Zurychu i jedną z najdroższych i ekskluzywnych ulic handlowych na świecie. (Jest najdroższą ulicą handlową w Europie i trzecią najdroższą na świecie.)
   Ulica jest w dużej mierze zamknięta dla ruchu kołowego, ale jeździ tamtędy tramwaj. Tak, przeszłam się tą ulicą, głównie po to, by dojść do ogrodu botanicznego. Podobno już samo przebywanie tam, wiąże się ze szpanem.
   Jestem trochę nietypową kobietą, bo nie interesuje się modą, a zakupów nie znoszę. Mogę komuś powiedzieć czy ładnie wygląda, ale jeśli ktoś chce się prezentować "na topie", nie doradzę. Już zresztą ustaliłam z jedną z blogerek, że jestem amazonką z Marsa. [pozdrowienia dla Rose]

Alter Botanischer Garten
Story ogród botaniczny

Relaksująca zielona oaza w centrum miasta - no gdzież bym mogła pójść, jeśli nie tam? To co go wyróżnia od innych ogrodów, to jedna z ekspozycji, która znajduje się na dachu wieżowca. W budynkach, między którymi ciągną się poszczególne, zielone alejki, mieści się Muzeum Etnologiczne Uniwersytetu w Zurychu.
   Na dachu znajduje się średniowieczny ogród ziołowy na cześć miejskiego lekarza Conrada Gessnera. W tzw. Gessnergarten, przedstawiono ponad 50 roślin leczniczych, stosowanych w XVI wieku.


Wśród bambusów.

Mój ulubiony ostrokrzew.


Rajski ogród?

Do takich perełek warto dodać arboretum znajdujące się nad jeziorem Zuryskim, gdzie rosną niewyobrażalnie wielkie gatunki kolosów z innej strefy klimatycznej i... żyją! Ale skoro zamieszkała tu Ewa, to chyba nie może być wcale źle.
   Pośród portowego zgiełku, szumu drobnych fal, zimnego wiatru, który ciągnął od wody po rajtach, pośród krzyku mew i rybitw... oto one:




Ewa i owinięty wokół jej dłoni wąż.

Pomimo wszystkich piękności jakie tu przedstawiłam, kazałabym się zastanowić dlaczego tylko tyle? Zurych to wielkie miasto, przypomina trochę Łódź, trochę Warszawę. Nic tak majestatycznego jak w miastach, które wymieniłam (i zalinkowałam) we wstępie.
   Mąż twierdzi, że nie było warto, a ja że warto zawsze poznawać więcej, więc nigdy nie żałuję żadnych wypraw, nawet tych wielkomiejskich.
   Z radością wróciliśmy do naszej cichej wioski, by dalej planować naszą ekwilibrystykę górską.

20 komentarzy:

  1. Oczywiście, że warto zawsze poznać coś nowego. Wprawdzie nie zawsze się zachwycimy w równym stopniu, albo wręcz nie będzie się nam podobało, jednak ja twierdzę, że warto. Zurich "znam" tylko z lotniska, gdzie miałam przesiadki lecąc z Warszawy do Indii (New Delhi) i z powrotem. Ogromne. Nasze Okęcie, to przy nim kurnik.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po pierwsze - zawsze warto wyjść z domu; po drugie - zawsze warto poznać coś nowego. Chociaż wiele Wam tutaj nie pokazałam, to tak jakbym wcale nie poznała Zurychu, ale po prostu nic ponad to mnie nie zachwyciło. Pokażę Wam jeszcze Muzeum Narodowe i pawilon sukulentów, który mi się spodobał najbardziej. ;)
      Nie znam Zuryskiego lotniska. Z okolicznych mogę się wypowiedzieć o tym w Monachium. Przy nim również Okęcie to kurnik ;)

      Usuń
  2. Czyli okrężną drogą wróciłaś i tak do natury...ale budynki mają piękne. Mój bratanek ma samochód, ale do pracy jeździ rowerem i mówił, że sporo jest tam małych sklepików i punktów usługowych ( u nas usługi powoli wracają do łask), a duże sklepy i tzw. galerie tylko na peryferiach...
    Życzę udanych spotkań towarzyskich:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sęk w tym, że to jedyne piękne budynki, jakie tak zobaczyłam, a przecież miasto jest duże. Pomyślałam właśnie o innym mieście... muszę kiedyś wrócić do Bazylei, tam mają naprawdę piękną architekturę i jest tego dużo. Przez to, że zawsze wybieramy najgorsze pogody na zwiedzanie miast, w Bazylei nie mogłam nawet aparatu wyjąć ;P Jest to do nadrobienia :)

      To co opowiadasz to piękna sprawa! Drobne usługi są zawsze ładnie wkomponowane w strukturę miejską, a te molochy na peryferia - słusznie! Chciałabym, żeby tak samo robili w Łodzi. To piękne miasto z secesyjnymi kamienicami, psute jest nagminnie nowymi, szklanymi fortyfikacjami. Królestwa marketingu...

      Usuń
  3. czy mi się zdawało, czy heros poskramiający byka na jednym z pierwszych zdjęć ma dredy zaplecione intymnie?
    a ja głupi myślałem, że dredy to dość współczesny wynalazek - ech! do szkół chyba mi trzeba...
    może to tylko warkoczyki mu ukochana uplotła - powiedz, że tak - proszę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pomnikach z tamtych czasów (i na wszystkich stylizowanych) są przedstawieni mężczyźni z kręconymi włosami. Zauważ, że tak po prostu rzeźbili wszystkie kręcone włoski na posągach.

      Usuń
  4. Myślę, że wycieczka była warta wysiłku, bo dzięki Tobie i wspaniałym zdjęciom poznałam piękną architekturę i oazy prześlicznej roślinności w mieście, którego nigdy nie poznam osobiście. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poleciłabym Ci kilka innych miast tego kraju, naprawdę wartych zobaczenia. Dzięki mnie, dowiadujesz się, gdzie nie planować wycieczki ;P ;)

      Usuń
  5. Jakoś nie miałem okazji być w okolicy Zurychu, raczej na prowincji Szwajcarii siedziałem przez parę dni w drodze do Włoch parę lat temu.

    Można dzielić czas po równi na oglądanie i uprawianie sportu. Nie zawsze te zarobki są tak wygórowane. Na pewno piłkarze zarabiają w najlepszych klubach o wiele za dużo. Przecież część z nich nawet nie wie co robić z taką kasą. Nie mówię już o kasie za transfery, ostatni rekord to chyba dwa miliardy złotych w przeliczeniu z euro.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze coś. Przyjaciółka miała przesiadkę samolotową w Afryce. Skłamałaby gdyby powiedziała, że nigdy nie była na tym kontynencie ;)

      Nie dzielę swojego czasu na uprawianie i oglądanie sportu. Dla mnie personalnie, samo oglądanie to strata czasu, ale nie krytykuję cudzych zainteresowań. Jestem z rodziny fanatyków sportowych, więc każde moje złe słowo, godziłoby i w nich ;)
      A w kwestii zarobków sportowców, to widzę, że się rozumiemy :)

      Usuń
  6. Aniu, podoba mi się w Tobie ta gotowość do wyruszenia w drogę. Nawet w niepogodę.
    Hmmm.... znam wiele osób na emigracji (głównie w Irlandiii - piękny kraj), które poza lotniskiem i miejscem w którym żyją, nie zobaczyli tam nic więcej. To smutne, choć może to tylko ja tak na to patrzę (nie każdy ma łazika w d... ;P)...
    ... nic to, śniadanie wtrząchamy i jedziemy do lasu :D!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odkąd pamiętam, zawsze "uciekałam" z domu, jeśli można tak powiedzieć. Wędrówki - podobnie jak kawy - nigdy nie odmawiam ;) A pogoda zawsze jakaś musi być. Gdybym miała podróżować tylko w słoneczne dni, ponad połowy tych wycieczek by nie było. (Jeszcze.)

      Zgadza się, niektórzy nie rozumieją po co mięliby opuszczać wygodny dom i się gdzieś męczyć. Ponad to, niektórzy w ogóle nie czują potrzeby zwiedzania czegokolwiek. Nie wszyscy są nastawieni na poznawanie świata dookoła, to różnica w pasji lub całkowity jej brak, różnie bywa. Życie z dnia na dzień i spełnianie się zawodowo to też jakiś tam styl życia.

      Usuń
  7. Wspaniałe miejsca! Czerwony zamek robi ogromne wrażenie!
    Przepiękna architektura, rzeczywiście budząca skojarzenie z Łodzią!
    Pozdrawiam ciepło! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ten zamek z daleka zobaczyłam, nie był w planach, ale musiałam podejść! :)
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  8. Ciekawa wycieczka, wcale nie brzydki ten Zurych, bardzo ładne zdjęcia porobiłaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję uprzejmie :) Moja krytyka jest powodowana tym, co widziałam w innych miastach, porównanie uczyniło mnie krytyczną.
      Serdecznie pozdrawiam!

      Usuń
  9. Miasto ładne :) Ja bym pewnie chodziła oczarowana z oczami dookoła głowy, bo takiej architektury nie widzę na co dzień i w ogóle nie jestem zaprawioną w bojach podróżniczką :) Doceniam za to codzienne widoki pięknych miejsc :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja krytyka wzięła się stąd, że widziałam miasta, w których z przyjemnością bym się zgubiła z głową zadartą do góry. Zurych to duże miasto, a jednak miałam do pokazania stosunkowo niewiele... w porównaniu do innych miejscowości tego kraju.
      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  10. Byłam w Łodzi i Zurych wydaje mi się jednak większy i bardziej robi wrażenie. Poza tym na pewno jest bardziej zadbany.
    Ostatnie zdjęcia parkowe przypominają mi nieco Budapeszt, w którym byłam z córka jesienią 2016.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z Łodzi zrobiłam już na tym blogu kilka postów i każdym, moim skromnym zdaniem, jest inny. Natomiast z tego miasta ukazałam tylko kilka budynków, bo faktycznie na niczym więcej nie miałam ochoty zawiesić obiektywu.
      Co do zadbania - Szwajcaria bije nas na głowę. Tam nic nie może leżeć na ulicy, najmniejszy papierek nawet i mieszkańcy sami o to dbają. I nie ma ordynarnych grafity - to zdecydowanie przewyższa Łódź.

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.