Wysokogórska miejscowość Promischur i ruiny zamku Cagliatscha.

"Najlepszym sposobem na życie jest chyba ten, w którym w każdej chwili jesteśmy gotowi na odejście, opuszczenie naszego miejsca. I pozostawienie wszystkiego, co wydawało nam się, że posiadaliśmy. Żyć bez strachu przed nią, ale pamiętając o niej. Każdego dnia być pogodzonym ze sobą i światem. Zasypiać, myśląc o tym, że może zamykamy oczy po raz ostatni i nie czuć z tego powodu lęku. Budzić się wiedząc, że dzisiejszy dzień może być ostatnim i będąc wdzięcznym za to, co nas dziś spotka. Wychodzić w góry, wysokie lub te całkiem niskie, godząc się z możliwością, że zabiorą nas do siebie na zawsze – i nie czuć przed taką ewentualnością lęku. Może tak właśnie powinno się żyć."


- Łukasz Supergan



Listopad nasycił mnie przepiękną feerią barw. Pewnego dnia zatęskniłam jednak do zimy. Głodna jej chłodnych rąk wpełzających swymi palcami z mroźnego wiatru tam gdzie nie trzeba, głodna lodowego spojrzenia nieba i jasności odbitej potwornie boleśnie od śniegu - wspięłam się wyżej. Tam gdzie jej doskonała czystość w pełnej krasie, gdzie królewski majestat ma swój dom - kryształowy pałac utkany z miliona snów ludzi śniących nienawistne sny o niej.
   Poszłam tam nurzać się w bajce o królowej, uznanej za koszmar. Poszłam jak Kaj, ślepo urzeczona. Jak Kaj, urzekłam ją zielonym spojrzeniem. Powidok na duszy pozostanie długo.
   Było to środek listopada.


Naszą baśniową podróż rozpoczęliśmy w miejscowości Andeer w regionie Viamala (kanton  Graubünden).
   Rzymskie monety odkryte w pobliżu Andeer wskazują, że w okolicy utworzono rzymską prowincję (ok. 15 r. p.n.e.). Tymczasem my udaliśmy się wąskim szlakiem w górę, który niknął już pod puszystym skrawkiem sukni pani zimy tuż za starym drewnianym mostem.
   Czy od nadmiaru śniegu można pogłupieć? Tego dnia humor wyjątkowo nam sprzyjał.




"Pięć, pięć sekund, spojrzenie zielone
Powidok na duszy długo pozostaje
Hej, hej, tak mój piękny nieznajomy
Trafiony, zatopiony - już przegrałeś..."

- Closterkeller "Nocne polowanie"

Wędrówka miała swój zenit w trochę innym miejscu niż zamierzaliśmy. Naszym celem było jezioro skryte najpewniej pod warstwą lodu i śniegu, więc moglibyśmy go nie zauważyć... Przyczyna wycofu była jednak inna - brodzenie w śniegu po kolana można zaliczyć do zabawnych, ale na pewno nie prostych ani bezpiecznych.
   Podjęliśmy szybką decyzję. Jezioro przyjdziemy obejrzeć o innej porze roku i to ma aż dwa plusy. Po pierwsze, nie przegapimy go. Po drugie, uda się do niego dojść.
   Wybierając szlak śnieżny, należy się liczyć z tym, że może nas spotkać wycof. Zwłaszcza jeżeli nie zabiera się ze sobą rakiet śnieżnych.
   Żalu nie było, bo cel, który wymyśliliśmy sobie na atrakcyjny zamiennik, był jak najbardziej w moim klimacie. O nim opowiem na sam koniec.




"...Zła Królowa Zimy wzięła Kaja, z sań nie wyszła nawet..."

- Closter...

Królowa zimy nas porwała w swe słodkie dłonie. Objęła, wypuścić już nie chciała, trudno nie podziwiać jej okraszonych szronem powiek. Zadarłszy spojrzenia do góry, tam na tle surowego nieba, groźne skały majaczyły. Spod lodowych cudów, stalowo-zimnych, głodnych uwielbienia - królowej dzieła, wyzierały majestatyczne, blaskiem słońca upstrzone, skały spod śniegów cząstkowo wytopione.
   Powiadam Wam - jakże ciężko jest robić zdjęcia w takich warunkach bez filtrów. Ale da się. Tylko cierpliwie trzeba do tego podejść.







"... piękny uwięziony
Oczy ma zielone, myśli poplątane..."

- Closter...

Aż się wierzyć nie chciało jak na dole może być kontrastowo, zielono, ciepło, a w tamtej chwili u nas było pięknie biało, czysto i też ciepło.
   O zimie można powiedzieć bardzo wiele pozytywnego, ale na pewno nie to, że jest komfortowa. Mimo to, lubię ją. Mimo że odbiera mi możliwości, że zamyka przede mną wiele szlaków. Nie chcę chodzić tam, gdzie może mi grozić coś poważnego. Ale staram się zawsze otaczać pięknym światem. Mam wtedy jasne myśli.




"...Nocne polowanie duszy mej pokarmem
Nocą kocham, w świetle dnia uciekam
Świeżej krwi doznanie wszystkim na co czekam

[wyszeptane] ...pięknego człowieka..."


- Closterkeller "Nocne polowanie"
natchnione baśnią o Królowej Śniegu

Zimą moja energia nie wyczerpuje się. Nawet w słońcu. Znacie już moje letnie, rzewne historie, zapieczętowane na koniec jakimś wątkiem medycznym... Lato nigdy mnie nie rozpieszczało. Ale zima owszem.
   Filtr na słońce jest wtedy niezbędny, chociaż smarujemy nim tylko twarz (i dłonie, jeśli robi się cieplej i zdejmujemy rękawiczki). Buty muszą być doskonale dostosowane do nawierzchni. Na zimę warto nabyć takie specjalne do wędrówek w śniegu. Wielbicielom zimowego trekkingu po wysokich górach, polecałabym jeszcze rakiety śnieżne.
   W zasadzie góry to hobby za darmo (musisz mieć tylko odpowiednie buty). Ale kiedy decydujesz, by nie rezygnować z nich tą białą porą, uczulam, że koszta rosną diametralnie.
   Zamierzam stworzyć kilka postów odnośnie wyposażenia zimowego, ułatwiającego życie na szlaku. Posty nie będą sponsorowane. Będzie to wyłącznie moje doświadczenie i moje sugestie.






Gdybym była projektantem ubrań w góry, pomyślałabym o butach na śnieg, których ciepła cholewa sięgałaby do kolan. Przez to, że buty są robione za kostkę, trzeba na śnieg dokupywać tzw. "stuptuty". Głupio brzmi, nazwa została zapożyczona z francuskiego, (pisze się "stop tout") oznacza na Polski: zatrzymać wszystko.
   O tym, że stuptuty są niezbędne w trekkingu od jesieni aż do wczesnej wiosny, zrozumiałam kiedy nagminnie odmrażałam sobie kostkę przez śnieg wpadający do buta. A to cholernie boli...
   Ponadto chronią stopy przed dostawaniem się do środka buta kamieni i igieł. Chronią skutecznie przed błotem, co może nas później skłonić do wrzucenia ich do pralki. To niestety może mieć bardzo duży wpływ na ich wodoodporność, więc lepiej tego nie robić. Spłukać pod kranem, ewentualnie użyć gąbki i to jest wszystko, co możemy uczynić w tym celu.

O stuptutach także napisał Łukasz Supergan. O wersji letniej i zimowej i w ogóle komu one są potrzebne, zapraszam do artykułu ↦ KLIK



Nie mogłam się zdecydować na perspektywę. ↕





Na wysokości 1843 m leży miejscowość Promischur. Stare chaty są zamieszkiwane w okresie letnim głównie w takich samych celach jak nasze polskie "RODOS". Energia jest pobierana za pomocą paneli potowoltaicznych.
   Fotowoltaika to atrakcyjna forma wytwarzania darmowej energii elektrycznej.

W tej chwili stacjonowała tam jedna rodzinka. Akurat kiedy my wchodziliśmy na "osiedle", oni wychodzili na spacer.






Łapał krople sciekające z topiącego się w słońcu, wielkiego sopla.

Mijaliśmy domy również na innych wysokościach. Niektóre były stale zamieszkiwane, jak widać - w pełni wyposażone, aby przetrwać nawet najsroższe zimy - w błogim ciepełku.
   Do tego momentu samochody dojeżdżają jedynie w łańcuchach lub specjalnym gumach antypoślizgowych, wyposażonych w kolce. (A przynajmniej powinny je mieć.)



Nasz cel zastępczy, Zamek Cagliatscha. Bardzo skromna ruina, znajduje się na wysokości 1182 m., na półce wysoko nad doliną. Można z łatwością do niej dotrzeć z Clugin szlakiem turystycznym w około 20 minut.
   Przed ruiną stoi teren piknikowy z ogniskiem i fontanną gdzie można spędzić czas z rodzina iście po królewsku.




Z pierwotnie pięciokondygnacyjnej wieży, zachowała się tylko jedna, smutna ściana o długości około 8,5 metra.
   Pierwotnie potężny donżon został otoczony na dwóch najwyższych kondygnacjach szerokim drewnianym fortem. Wejście do wieży znajdowało się na drugim piętrze ściany i prawdopodobnie później zostało przeniesione na trzecie piętro ze względów strategicznych.
   Badanie dendrochronologiczne belki dachowej pozwoliło oszacować rok budowy na 1266. Dach Cagliatscha jest najstarszą oryginalną konstrukcją dachową w Szwajcarii.




Brakuje dokumentów potwierdzających pochodzenie i historię zamku. Zakłada się, że budowniczym był ktoś z rodziny Vaz (z uwagi na bliskość ich zamkowego "osiedla").
   W wąwozie poniżej ruin odkryto jakieś pozostałości skalne, które podobno tkwią tam nadal. Nie znalazłam żadnych informacji na ten temat. Obszar na północny zachód od ruin nosi nazwę "Padnal", co wskazuje na prehistoryczną osadę. Brzmi intrygująco i wielka szkoda, że tak niewiele szczegółów udostępniono.


Nie spodziewałam się, że zejście do doliny może przynieść tyle nieoczekiwanych widoków, nawet zaskakujących. Prócz lodowych kaskad wodnych, odkryliśmy też drzwiczki do krainy czarów. Niestety nie potrafiłam zlokalizować nigdzie buteleczki z płynem zmniejszającym. Ktoś się nie bał i za.... żal wielki, chciałam powiedzieć.




Obok parkingu, na którym zostawiliśmy samochód, stał wielki, betonowy basen pełen gorącej wody. Parowała znad niego gęsta, gorąca mgła.
   Ciekawa opcja na relaks w plenerze, prawda?


Gryzonia jest najczęściej penetrowanym przez nas kantonem. Ilekroć zapuszczamy się tutaj w kolejne dróżki, za każdym razem przynosimy do domu inne wrażenia. Inaczej też to wszystko wygląda na zdjęciach. Ktoś niedawno zwrócił mi uwagę na ten fakt - mimo że męczę Was ciągle górami, to jednak te wędrówki różnią się wizualnie. Może taka jest specyfika tego regionu? Jeszcze nie znam odpowiedzi na to pytanie.
   A tu ↳ możecie się ze mnie pośmiać. Robiłam za nieruchomego statystę 😁


25 komentarzy:

  1. Intrygujące miejsce moim zdaniem. Lubię takie okolice. :)

    Moje sny są różne, rzadko jednak pamiętam coś z nich, nie mówiąc o tym, by się budzić z ich powodu. Ten stanowił mieszankę wszystkich złych rzeczy, krzyki, wrzaski, jakieś atakowanie mnie. Okropność.

    :) Ja lubię patrzeć na park za oknem, jak są włączone lampy, jest cudownie.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobnych okolic tutaj wiele. Nic tylko planować wakacje ;)

      Zazwyczaj ja nie mogę się obudzić z powodu snów. Czasami mam wrażenie, że wcale nie śnię, chociaż przecież śnię. I jest tam niezwykle ciekawie. Koszmary są u mnie rzadkością, ale jeśli już, ich realizm potrafi przerazić. Kreatywna ta moja głowa.

      W Polsce miałam blisko do takiego oświetlonego parku z domu. Lubiłam wieczorem po nim łazić.

      Usuń
  2. JAaaaaaaaaaaaa!!! Wreszcie trochę śniegu. A u nas płynie gówno potokiem więc zazdroszczę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie kilka jeszcze postów ze śniegiem, ale niewiele, bo i śniegu u nas jak na lekarstwo. Tylko w tych najwyższych partiach. Kombinujemy w związku z tym, bo chcieliśmy zimowy sprzęt przetestować ;P Tymczasem w dolinach już kompletna wiosny, stokrotki kwitną w rabatach.

      Usuń
  3. Ciekawe, jak to jest mieszkać na takiej wysokości, w odosobnieniu właściwie...o budowaniu w takich warunkach nie wspomnę, zwłaszcza takiego zamku. Piękne te fotki z wysoka robione. Dwie pory roku na różnych wysokościach. Nie tylko ochraniacze są potrzebne na buty, ale i okulary!
    Dajecie czadu w każdych warunkach:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na tej górce nie nazwałabym tego odosobnieniem, to malutkie osiedle. Latem musi tam być gwarno. Ale bardzo dużo górskich chat stoi samotnie na podobnych górach. Odosobnienie... nie umiem Ci powiedzieć, jak ludzie sobie z tym radzą, bo jestem introwertykiem i dla mnie to brzmi świetnie.
      Kolega mojego męża spędza weekendy w takiej chacie. Co rano wyprawia się na jogging do sklepu na dół. Ciekawe z jakimi zakupami wbiega potem pod górkę. :)

      Co do budowania zamków w górach, żadna historia spośród poszukiwanych, nie odpowiedziała mi nigdy na to pytanie. Muszę kiedyś o tym specjalnie czegoś poszukać...
      Mam taką teorię, że ci ludzie wszedłszy na odpowiedni poziom, tam gdzie zamierzyli zbudować zamek, tam nagarnęli głazów z okolicy. Nie sądzę aby specjalnie tachali budulec z doliny, bo to bez sensu. Zauważ, że wszystkie zamki, które tutaj przedstawiam, są z kamienia, a nie z cegły jak u nas. Myślę, że wszystkie kamienie i głazy przekuwali na mury już na miejscu. Z drewnem też na pewno nie mięli problemu.

      Usuń
  4. Ten cytat o pogodzeniu się ze sobą i ze światem... coś w tym jest. Czasem dopada człowieka taki lęk, że po raz ostatni zamyka oczy, po raz ostatni kogoś widzi. Pewnie trzeba do tego podchodzić bez lęku. Ale jak?
    O kurczę, rzeczywiście zetknięcie dwóch pór roku. Podziwiam za tak intensywne górskie wędrówki, fajna sprawa :) A zdjęcia rzeczywiście piękne. Jak z jakiejś zimowej baśni! Lubię ,,Królową Śniegu" to jedna z moich ulubionych baśni Andersena chyba :)
    Ooo, te drzwiczki są cudowne! (uwielbiam ,,Alicję w Krainie Czarów", jest tak cudownie dziwna!). Ciekawe, kto zajumał buteleczkę. Kurczę no, a mogłabyś teraz pisać pierwszą blogową relację z Krainy Czarów :D
    Zawsze zastanawia mnie, jak oni budowali te zamki na takich wysokościach. Przecież to chyba jedne z najgorszych możlowych warunków!
    Pozdrawiam ciepło!
    P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak nie bać się śmierci? Żyć w zgodzie z sumieniem, nie przekraczać granic moralnych, być dobrym człowiekiem. Trzeba po prostu podejść do tego spokojnie, robić swoje, czuć się spełnionym, szczęśliwym w każdym stopniu, bo po to jesteśmy na Ziemi. Bóg chciał, żebyśmy byli szczęśliwi, nawet mimo trudów czy ciężkiej pracy. Chciał byśmy się nie umartwiali, pomagali sobie i troszczyli się sobą na wzajem. Na to wszystko wskazuje Biblia, taka jest droga do wieczności wg Wiary. A ja sobie wyobrażam, że po prostu zdołowanych i marudnych ludzi do Nieba nie biorą ;)

      To również moja ulubiona baśń Andersena. Chociaż pamiętam, że w podstawówce przedstawiłam inną. Z prostej przyczyny - ponad połowa klasy wybrała "Królową śniegu". Ja dla kontrastu wybrałam coś, czego nie chciał nikt i byłam oryginalna - "Świniopas". Znasz?

      "Alicja..." to jedna z takich fantastycznych bajek, które nie dają długo o sobie zapomnieć. Najnowsze wersje kinowe z Depp'em były jak marzenie, bardzo dobrze to nakręcili. Ty naiwna... jaka notatka z krainy czarów? Przecież gdybym tam wlazła, już bym nie wróciła :P :P ;) Mąż zaprzyjaźniłby się z Absolemem, ja z Kapelusznikiem i tyle by nas było widać. :P
      A tak serio... z krainy czarów notatka to bardzo dobry pomysł. Z Marsa już była, z Mordoru już była... może coś wymyślę, jak się tam dostać ;)

      Nad Tobą jest komentarz jotki. Starałam się jej odpowiedzieć na takie pytanie dot. zamków na wysokościach, trochę nieudolnie, ale to w tej chwili jedyna wersja na jaką mnie stać. Kiedyś poszukam czegoś więcej, bo sama jestem ciekawa.

      Usuń
  5. Dobra, muszę przyznać - w takich okolicznościach przyrody zima jest nawet miła i przyjemna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W okolicznościach spacerowo-zabawowych, na pewno ;) A do życia? To mnie z kolei intryguje.

      Usuń
  6. Pięknie tam. Na szlaku pory roku nie mają znaczenia :)!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są wszystkie na raz. Dzisiaj doświadczyłam wiosny (zielona, świeżuteńka trawka i pełno kwitnących stokrotek), jesieni (trzcina, wysokie trawy - żółte, drzewa jeszcze łyse) i zimy (do tego padał śnieg).
      Pomieszanie z poplątaniem ale pięknie :)

      Usuń
  7. Piękne są góry zimą, ale bywają niebezpieczne, dobrze, że się wycofaliście z poszukiwania jeziorka. Zdjęcia przeurocze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tam akurat groziło nam co najwyżej zamęczenie się w tym śniegu. Wybieramy zimą bardzo łatwe szlaki, bo różnie to bywa...
      Do jeziorka jeszcze wrócimy, natomiast na śnieg bez rakiet nie ma co iść. To nie pierwszy nasz wycof tej zimy, więc należało wreszcie przemyśleć tę sprawę ;)

      Usuń
  8. Jakie piękne widoki! :) Aż sama chciałabym je zobaczyć na własne oczy, ale niestety góry to nie moja pasja... Widoczki super, ale wolę tylko podziwiać :) Nie zmienia to faktu, że bardzo szanuję ludzi, którzy mają w sobie tyle siły, zapału i zamiłowanie do gór, które przecież potrafią być bardzo niebezpieczne! Miło doświadczyć wokół siebie tyle śniegu, kiedy na dole jego brak :D
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miły komentarz :)

      Usuń
  9. Ładne te góry. I śnieg. Ja też tęsknię za prawdziwą, mroźną zimą. Te zimy, kiedy wysiadało się z pociągu, a na peronie śniegu po kolana. Gdzie one się podziały?
    Lato nie napawa mnie radością, ale to już wiesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I niestety zimy mogą na zawsze zniknąć. Wszystko się ku temu sprowadza i... o zgrozo... będą coraz cieplejsze lata.
      Jak my to wytrzymamy, co? O_O

      Usuń
  10. O tak, to prawda, niby wszędzie góry, a każdy szlak odkrywa coś nowego, tyle ciekawych szczegółów, np. jakieś malutkie drzwiczki u podstawy pnia ;-) Oglądając zdjęcia ze śniegiem dziwiłam się, że tak lekko ubrani biegacie, przecież od śniegu zawsze ciągnie ziąb brrrr...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale im wyżej jesteś, tym bliżej słońca ;) Człowiekowi w górach może grozić i odmrożenie od mrozu i poparzenie od słońca, dlatego trzeba mieć ze sobą filtr. A na takich wysokościach, po jakich my chodzimy, nie ma ogromnych mrozów, to nie Nanga Parbat. Ale za to zgrzać się możesz przy wysiłku niemiłosiernie, stąd zawsze mamy lekkie ubrania.

      Usuń
  11. Zdjęcia z górami okrytymi śniegiem na tle tego niesamowicie błękitnego nieba to majstersztyk. Aż sama zatęskniłam do gór i do zimy! :) A przyznam, że oprócz jazdy na nartach nie jestem zbyt dużą amatorką śniegu.
    Podoba mi się, że do chodzenia po głębokim śniegu założyliście sobie ochronniki na dolną część nogawek (twój mąż) a Ty też chyba masz nogawki związane. Bez tego śnieg mielibyście wszędzie. Dziwi mnie tylko, czy tam było tak ciepło, że twój mąż jest bez czapki a i Ty dość lekko ubrana. Czy już jesteście tak zahartowani?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie umiem jeździć na nartach i nie pociąga mnie ten sport, nawet nie mam ochoty spróbować. O_o'
      Też mam stuptuty, tylko nie widać, bo czarne na czarnym.
      Przed sekundą na to samo pytanie odpowiadałam wyżej :P To żeby chamsko nie kopiować, dodam, że jakbyś brnęła godzinami przez śnieg, też miałabyś ochotę się rozebrać :P Zasada jest taka, żeby przepoconym się nie zatrzymywać. Jeżeli w górach chcesz zrobić dłuższą pauzę, musisz zmienić koszulkę (dlatego ja na zdjęciach różnie jestem ubrana). Ewentualnie wyposażyć się w te koszulki termoaktywne, to też dobry pomysł i działa (ale na tej wędrówce akurat nie mieliśmy).

      Usuń
    2. Jak widać moje chodzenie po śniegu nigdy nie miało tak sportowego charakteru, bo rzadko bywałam spocona.
      Za to na nartach - do samej skóry i bielizny! :) Mnie akurat kręci ten sport i zamierzam do niego wrócić.

      Usuń
  12. góry w śniegu zyskują inny wymiar. cisza również.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cisza staje się absolutna. Nawet wiatr milknie.

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.