Ostatnia prosta - sprawy autorskie.

„Leżeć w hamaku, pić kawę albo wino i czytać książki od rana do nocy...
Niech świat pędzi ku samozagładzie beze mnie”.


- Andrzej Pilipiuk


Ukończyłam pracę nad dziełem swojego życia, które ma przed sobą daleko idące plany i ambicje na rozmnażanie. Ostateczna korekta książki została ukończona. Piszę o tym, by wynagrodzić sobie roczny trud psucia kręgosłupa i wzroku przy komputerze - by obiecać sobie na piśmie wszem i wobec, że teraz odsapnę od siedzenia przy biurku. Chcę pożyć znów aktywnie zanim wezmę się za kolejną pracę, do której przysiądę na świeżo z wielką radością, gdy tylko się dowiem, że taka jest potrzeba.
   Pisanie książki ma swoje plusy i minusy jak każda inwestycja, która (daj Boże) może być ciekawą pracą. Nienawidzę siedzącego trybu życia, ale sztuka wymaga poświęceń, a ja cenię sobie właśnie tę sztukę. Bóg nie dał mi talentu do gry na skrzypcach, czy bicia kobiet po mordzie (podobno ostatnio to coraz popularniejszy sport), ale dał mi słowo, którym potrafię (mam nadzieję) i bardzo lubię się bawić.
   I litości, moja skromności... zaraz sobie zęby wychlasnę o moją próżność.


Książka jest efektem złego samopoczucia na obczyźnie.

Gdybym mieszkała w Polsce, otoczona tysiącem zajęć, pracą, licznymi hobby, spełnianiem pasji, a resztki swego czasu poświęcała znajomym i przyjaciołom, nie byłoby jej. Powieść mogła powstać dopiero po oderwaniu mnie o tego wszystkiego, co nazywałam swoim szczęśliwym azylem.
   Krótko mówiąc, gdyby mój mąż mnie nie rozkochał w sobie i nie porwał w złe, niedobre Alpy, nie byłoby tej powieści.


Gdyby nie ona...

To było bardzo, bardzo dawno temu. Wiele zawdzięczam mojej Przyjaciółce, która dała mi klucz do mojej głowy i dostęp do rozumienia jej najmroczniejszych zakamarków. Dzięki Niej potrafiłam wykorzystać swoją fantazję, swoje sny i ogarnąć w jedną spójną całość, bez czego nie powstanie jednolita fabuła.
   Prawdopodobnie gdyby nie Ona, nie pomyślałabym nigdy o spisywaniu swoich snów, z których częściowo składają się niektóre dialogi.


Czy boję się krytyki?

Nie spodziewam się kariery na poziomie G. R. R. Martina, ale zdaję sobie sprawę, że może ze dwie osoby kupią moją książkę i wtedy muszę się liczyć z tym, że moja proza może się nie spodobać. Daj Boże wielu takich, co w ogóle przeczytają... wtedy będę wiedziała, że nie piszę tylko dla własnej przyjemności.
   Lubię być oceniana (a nie każdy to dobrze znosi). Wtedy wiem, co mam następnym razem przelać na papier. Co poprawić, co pominąć. Jakie sceny mi wychodzą, a o jakich w ogóle nie powinnam nigdy myśleć - i na to właśnie liczę - że ktoś zdrowo powbijają mi szpile krytyki, abym mogła szlifować swój warsztat.
   Co z tego wynika? Że liczę na prawdziwe opinie. Już dawno nauczyłam się, że z krytyki należy korzystać, a nie przejmować się nią i umartwiać.


Czego się spodziewam?

Jeśli się uda? Tego, że przygoda z wydawaniem książek, mocno mnie zaabsorbuje. Jestem chętna na wszelkiego typu spotkania, eventy, bo z tego co widzę, różni autorzy często gdzieś się udzielają - interesuje mnie to. Tęsknie do świata, do ludzi i kulturowych wydarzeń. Bardzo...
   Ale uznajmy ten akapit za zdanie o bardzo, baaardzo dalekiej, możliwiej ale niemal surrealnej przyszłości. Debiutanci o nieznanych nazwiskach rzadko kończą jako znani ogólnie. Trzeba też mieć szczęście.


Nie utożsamiam się z żadną postaci.

Oto jest pytanych wielu autorów. Główna bohaterka może zawierać coś ze mnie, owszem - ale jak każdy bohater. Przecież wymyśliłam ich, nadałam każdemu z osobna inny charakter, swoisty dowcip, pewne cechy wypowiadania się.
   Nie każdy jednak jest stworzony zgodnie z moim gustem. Nie każdy podziela moje zdanie, nie każdy to samo lubi co ja, ale każdy może mieć coś małego ze mnie. Może podobnie reagować w danej sytuacji jak ja, może tak samo coś ocenić jak ja. Bo ja ich wszystkich stworzyłam i są mnie podobni, chociaż żadne z nich nie jest mi nawet bliskie. Mam nadzieję, że to zrozumiałe.


A więc twórca.

Twórca świata. Moja wyobraźnia nie jest tak ambitna jak np. wyobraźnia Tolkiena, bo nie stworzyłam na potrzeby książki żadnego języka.
   Piszę tak, jak coś widzę. Najpierw powstaje obraz w mojej głowie, bardzo dokładny, wraz z odgłosami, zapachami, a potem robię z tego słowa.
   Ktoś kto nie lubi pisać, może nie zrozumieć mojego zachwytu nad tym i ponad wszystko będzie się głowił, dlaczego ja do cholery PISZĘ O PISANIU?! Zakrawa o grafomanię...
   Za każdym razem publikując do siebie coś na ten temat, motywuję siebie do działania. Cisza i tajemnice zjadły już zbyt wiele moich pomysłów na życie - teraz chyba wszystko jasne.


Przyszłe plany.

Są. Nie powinnam teraz o nich wspominać, bo w ten sposób podobno można zapeszyć, ale tak się składa, że nie jestem przesądna. Plan zakłada że historia, którą na wstępie chcę wydać, będzie miała swoją kontynuację w jeszcze kilku tomach.
   Planuję w sumie 8 części o tych bohaterach. Mój potencjalny wydawca może mieć inne plany, raczej nie będę się kłócić.
   I co najważniejsze, jeżeli wydanie tej powieści uda się zgodnie z moimi zapatrywaniami, zamierzam stworzyć jeszcze inne tytuły, inne zupełnie historie, może nawet cykle, na zupełnie inne tematy (pomysły mam).
   Nie chciałabym być autorem jednej tylko sagi, tak jak Sapkowski, którego innych dzieł nie docenia się. Np. genialnej moim zdaniem Trylogii Husyckiej także jego pióra. Ale zdaje sobie sprawę, że nie ode mnie to zależy i muszę podejść do tego troszkę bardziej pokornie.


Jakieś komplikacje?

Mam obsesję na punkcie pomysłów, których nigdzie nie było. Chodzi o powtarzalność motywów. Tak naprawdę nie da się być kompletnie oryginalnym w każdym calu. Już nawet problematyka główna książki gdzieś kiedyś była.
   Pomysły na tę powieść, powstały jeszcze za czasów gdy chodziłam do podstawówki. Pierwsza, szczątkowa, jeszcze nieskompletowana kreacja fantazyjnego świata została na długie lata w mojej głowie. nim ujrzała edytor komputera.
   To było dłuuuuugo przed tym nim poznałam młodzieżową sagę "Ja diablica" autorstwa Katarzyny Bereniki Miszczuk. Dlaczego o niej wspominam?
   Tu musiałabym najpierw odesłać do streszczenia, ale wyciągnę tylko to, co jest najistotniejsze. Mianowicie, że motyw klucza jest dla tej sagi symbolem jak orzeł dla Polski, jak ryba dla Chrześcijan.
   Symbol klucza miał być bardzo ważnym elementem mojej powieści i automatycznie po przeczytaniu książek pani Miszczuk, musiał przestać nim być. Mało nie zamieniłam się w żywą furię wtedy 😉 
   Dla odegnania klątw wszelakiej maści, stworzyłam taki sobie fotomontaż dla złagodzenia swej czarnomagicznej ekspresji. Wkleiłam po złości swoją paskudną gębę w okładkę jej książki, żeby oszpecić jej historię. Spokojnie, ona o tym zdjęciu wie 😛 Nie zna tylko motywu jego powstania...


Czy wzorowałam się na kimś?

Jak widzicie, zupełnie nie. Często pada tutaj czyjeś nazwisko. Unikam podobieństw i zawsze tak będę robić zgodnie z tym co napisałam powyżej. Nie miałam żadnej muzy.
   Mogę tylko powiedzieć, że podczas pisania otaczałam się wszystkim tym, co utrzymywało mnie w klimacie epoki, którą opisywałam. Otaczałam się muzyką, obrazami i literaturą związaną z czasami, w jakich osadziłam moich bohaterów, nie kopiując stylu żadnego autora, żadnych detali, brzmienia itd.
   Lubię być oceniania, ale nie chcę być porównywana, bo nie staram się być od nikogo lepsza.


Co w rzeczywistości było moją inspiracją?

Własnie, nie kto, tylko co. Bardzo często pomysły do głowy wpadały mi na szlaku. To tam zbierałam do kupki słowa, jakimi chciałabym opisywać mój wymyślony świat, wymyśloną geografię i do tego stworzyć fikcyjną mapę. Wymyślone państwo i jego wymyśloną strukturę społeczną, oraz obraz polityczny, to już kwestia mojego głębszego zastanowienia.
   Nie zaprzeczę, jeśli ktoś rozpozna, że kilka z miejsc w powieści naprawdę istnieje, bo tak jest ⇇ i oto co faktycznie wiąże mnie z powieścią. W przyszłości pokazanie tych miejsc, mogłoby być nie lada gratką dla czytelników.
   Opisy górskich przejść, które często tutaj umieszczałam w ramach nagłówka, to szlaki, które sama przemierzyłam. Chyba zdajecie sobie z tego sprawę? 😉 
   Śmiało więc mogę powiedzieć, że inspirowała mnie natura. Nie Szwajcaria, nie wyłącznie, bo np. jedno z ważniejszych miejsc merytorycznie w powieści, znajduje się na Mazurach. (Ale rzeczywistość, nazewnictwo, nie mają nic wspólnego z książką).


Ostateczny efekt.

Moi bohaterowie dostali nowy symbol, może nie tak oryginalny, może każdy tego właśnie będzie się spodziewał, ale z całą pewnością jest do nich adekwatny.
   Książka ma zaczynać i kończyć cykl. Pomysł na takie koło powstał stosunkowo niedawno i uważam, za bardzo fajny, co definitywnie wykluczy kontynuację przygód tej bohaterki. (Ale nigdy nie mówię nigdy).
   Zawsze chciałam utrzymywać się z pisania, ale to w ogóle nie ode mnie zależy. Nie spodziewam się fajerwerków, może też być tak, że żadne wydawnictwo nie odezwie się do mnie. Jestem teraz zdana na łaski profesjonalistów, możecie trzymać za mnie kciuki.
   Cudów nie ma. Wóz albo przewóz. Czekam.

Mogę jeszcze przyjąć wojenne barwy bojowe i spróbować zaklinać papier - mój jedyny wydruk.


Wydawnictwa zawsze proszą, by dołączyć do swojego tekstu streszczenie. Pomyślałam, że pokażę je Wam i poczytam, co o tym myślicie:

W świecie, w którym istoty podobne ludziom, zostały zepchnięte na skraj mapy, człowiek odmieniał świat nauką, nową techniką i pokusą pełnej władzy. Starzy bogowie mieli zostać zastąpieni przez nowy Kościół Jedynego Boga, a ostatni magowie nadal zaciekle walczyli o swoją renomę u boku królów. 
   Wtedy pojawili się Strażnicy strzegący ładu pomiędzy licznymi wymiarami, jednak tym razem mieli prywatną misję. Musieli odnaleźć w tej rzeczywistości zaginioną dowódczynię kasty wojowników, która została tu zapędzona przez silnego wroga o zdolnościach prawie dorównujących im samym. Problem jednak polegał na tym, że wynikiem niefortunnego przejścia do tego świata, dowódczyni nie rozpoznawała swych żołnierzy i skutecznie utrudniała im misję ratowniczą.
   Uciekając przed nimi, podjęła odważną decyzję wybrania się do miejsca, z którego nikt jeszcze nie powrócił, instynktownie czując, że ta podróż pozwoli jej odzyskać pełną pamięć. Dar poznawania ludzkich intencji oraz wglądania do ich dusz, umożliwiał szybkie pozyskiwanie sobie przyjaciół, którym nie bała się zaufać, choć nie ominęła jej zdrada, bo tak naprawdę nikt nie jest nieomylny w ocenie człowieka.


Czy mielibyście ochotę o tym przeczytać?

33 komentarze:

  1. Gratuluję ukończenia korekty :) moja książka ma dopiero 100 stron, ale do wiosny chciałbym ją skończyć :) może uda mi się ją wydać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i życzę Tobie wytrwałości, bo jak się człowiek do tego rzetelnie zabiera, to dopiero na koniec okazuje się, że to jeszcze kawał bardzo czasochłonnej roboty. Wydaje mi się, że samo wymyślenie i napisanie powieści było najprostsze ze wszystkich przygotowań.

      Usuń
    2. Oj, chciałabym mieć za sobą przynajmniej tą pierwszą część :) później dałabym radę, jakbym wiedziała, do czego zmierzam :)

      Usuń
  2. Pytanie skierowane raczej do miłośników fantasy, na pewno kupiłabym synowi, bo taki gatunek preferuje.
    Przede wszystkim podziwiam za wytrwałość i wyraźnie nakreślony plan na życie.Trzymam kciuki za rychłe odezwanie się wydawców, a jeśli będą milczeć, spróbuj wydać sama w małym nakładzie, jak robi to wielu blogerów.
    I nie zniechęcaj się, Jack London też miał pod górkę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem jak szło Jack'owi, ale mam nadzieję, że nie będę musiała walczyć o to tak, jak to robi większość blogerów. Wydaje mi się, że jeżeli fachowcy nie uznają mojego tekstu za godny wydania, to nie ma sensu pchać się na rynek, tylko dlatego, że prowadzenie bloga mi wychodzi - idąc dalej - na tej podstawie nie mogę wiedzieć, czy mam dobry warsztat pisarski. Zaufam jednak specjalistom w tej dziedzinie.
      Dziękuję za ciepłe słowa i mam nadzieję, że dzięki mnie będziesz miała ten prezent dla syna ;) :) :D

      Usuń
    2. Specjalistom z wydawnictw nie ufałabym za bardzo, kiedyś można było, bo i wydawnictwa były zacniejsze, teraz oszczędza sie nawet na korekcie tekstów, co bardzo razi, bo książka z błędami to prawdziwy obciach.

      Usuń
    3. A to ciekawe... szalenie rzadko spotykam błędy w książkach, w jednej książce na dziesięć znajduję jeden błąd. Sugerujesz, że wydawnictwa teraz idą na akord?
      Jedni mówi mi, że teraz jest bardzo łatwo wydać książkę. Inni zaś, że zrobiło się trudno... nie wiem już jak to jest, ale jakby nie było, trzeba się jakoś przez to przebić. Czas wszystko pokaże.

      Usuń
  3. Całym sercem Ci gratuluję.

    Nie miałam pojęcia, Że walenie kobiet po mordzie jest modne...cóż to zaś ma być...Wszystko dzieje się po coś. Widocznie miała powstać twoja książka. <3

    Zdjęcie z kluczem jest świetnie, a Twoja buzia jest śliczna i proszę to pamiętać!!!!

    No a teraz czytam streszczenie, mega zaciekawiona i podjarana. :)))


    No więc tak. Ode mnie tylko i wyłącznie szczera opinia!!! Zawsze!!!!

    Nie jestem wielką fanką fantasy, ale przeczytałam jednym tchem. Od razu zaciekawiły mnie postacie i fakt, że Księżniczka ucieka, a strażnicy muszą zdobyć jej zaufanie. Każda postać wydaje mi się mega tajemnicza, a przez to ciekawa. Powiem Ci, że już poczułam atmosferę, bardzo łatwo wyobraźnia zaczęła mi pracować. Praktycznie już mam wizję księżniczki czy strażników.

    Myślę po opisie, że tam naprawdę będzie się sporo działo. Może się mylę, ale widzę też, że będzie sporo nauki o życiu.

    Ja osobiście ciekawie się Twoją książką i tak, przeczytałabym chętnie!!!

    No toż całym serduchem Ci kibicuję. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest modne od kiedy Joanna Jędrzejczyk wali po mordach na tyle skutecznie, by wsławić nasz polski naród w kolejnej dyscyplinie sportowej.

      Dziękuję za komplement :) Aczkolwiek jeżeli ktoś by uznał, że moja twarz idealnie wpasowuje się do horrorów, również przyjęłabym to za komplement. :P Strachy, krew i potwory, YEAH! XD

      Nie księżniczka ucieka, tylko dowódczyni Strażników. Księżniczka nie chce dać się za mąż wydać :P

      Chyba nie byłabym sobą, gdybym nie dodała czegoś z głębi siebie, czyli tak jak piszesz, nauki o życiu ale i nie tylko. Z takich poważnych tematów, sam konflikt religijny daje duże pole do popisu, to kontrowersyjna materia i należy pamiętać, że cokolwiek człowiek w tej treści znajdzie, to jest tylko fikcja literacka.

      Dziękuję raz jeszcze i trzymaj kciuki! :)

      Usuń
  4. czary i magia dobrze się sprzedają - powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się, światy magii i miecza są bardzo popularne, przez co trudniej jest się wybić. Wydawnictwa mają na pęczki takich propozycji wydawniczych.

      Usuń
    2. ale z drugiej strony przy minimum promocji maja gwarantowany zbyt na pierwsze wydanie - o kolejne trzeba już się zatroszczyć jakością

      Usuń
  5. Aniu, ja już Ci z rok temu (albo i dawniej) pisałam, że przeczytam Twoją powieść :)!!! Czekam więc na jej publikację :)!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba własnie rok minął od kiedy zaczęłam pisać.
      Dziękuję i pozdrawiam :)

      Usuń
  6. Chętnie przeczytam. Życzę rychłego wydania, bo o to chyba najtrudniej. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najtrudniej jest startować w tejże - chyba najbardziej popularnej - klasie wydawniczej, jaką jest fantastyka. Takich propozycji jak moja, mają na pęczki. Ale jestem dobrej myśli.
      Pozdrawiam i dziękuję :)

      Usuń
  7. To należy się spora doza szacunku. :) Ja też coś niecoś piszę, jednak jeszcze nie zdecydowałem się wydać swoich wymysłów. Jak na razie część z nich, głównie wiersze mam na drugim blogu, mam parę opowiadań, a obecnie (od czerwca) cisnę swoje największe jak do tej pory dziełko prozą. :)

    Powoli wszystko sobie rozpiszę z tych zagadnień i będzie jak należy.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektórzy zaczynają właśnie od zbioru opowiadań. Jeżeli masz je gotowe - puść, niech lecą zachwycać cudze oczy ;) a w tym czasie, kiedy Ty będziesz kończyć swoją prozę, Twoje nazwisko zacznie być oczekiwane na półce z nowościami.

      Ja bym tak zrobiła na Twoim miejscu.

      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  8. Hmm... znów czary? Ostatnio mam tego w literaturze aż nadto. Ale nigdy mi za mało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znaczy - nigdy mi za dużo. :D

      Usuń
    2. Tak, tak, wkopałam się w fantastykę jak tysiące innych pisarzy :P

      Usuń
  9. Życzę Ci sukcesów.
    Sama napisałam i wydałam trzy książki.
    Pozdrawiam Cię serdecznie.


    OdpowiedzUsuń
  10. Czary i magia to nie moje klimaty absolutnie, aczkolwiek podziwiam i życzę powodzenia!
    Sama kiedyś lubiłam pisać, jednak przez pewne wydarzenia w moim życiu odebrało mi jakąkolwiek wenę twórczą odnośnie tego rzemiosła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dawniej pisałam dużo więcej, lecz żadna z powieści nie dotrwała do końca. Były kiedyś sprawy, które w życiu dużo bardziej mnie absorbowały. Natomiast teraz mam dużo więcej czasu i głównie to przyczyniło się, że podjęłam tę próbę na nowo, bo zaczęłam od początku coś zupełnie innego niż kiedyś.
      Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za odwiedziny.

      Usuń
  11. Witaj Hexe.
    No i słowo stanie się ciałem. Przyjm wiec moje skromne gratulacje.
    No i zgodnie z naszą umową czekam na twoją książkę.
    Ja swoją nową już napisałem i w piątek będę rozmawiał o jej wydaniu i finansach.
    Masz ją też jak w banku.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przede mną droga w kompletne nieznane, czuję ekscytację z nutą strachu. ;P
      Dziękuję i wzajemnie - gratuluję kolejnego wydania. :)
      I już nie mogę się na to doczekać :)

      Usuń
  12. O tak
    Mam ochotę na to dzieło zwłaszcza, że posiadasz niebanalny styl pisania
    Czekam na wydanie
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  13. Pierwsza sztuka ma trafić do mnie! Wezmę od razu dwie, moja mama też uwielbia takie klimaty :)
    Życzę powodzenia! Sama kiedyś chciałabym napisać coś co będzie mnie satysfakcjonowało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czas płynie. Czasami mam wrażenie, że słyszę ziarenka piasku przesypujące się w klepsydrze.

      Usuń
  14. Jak dobrze, że nareszcie udało mi się trochę nadrobić Twojego bloga, bo nie miałabym pojęcia, że napisałaś książkę. Nie umiem oceniać książki po okładce ani po streszczeniu, więc nie oceniam. Myślę jednak, że jeśli używasz w niej podobnego stylu, co tutaj, na pewno znajdą się chętni zagłębić w jej magiczny i nieco baśniowy świat. Trzymam za Ciebie kciuki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!! Jeżeli wydam się w Polsce, to chciałabym też nakład po niemiecku :) Sugestia co prawda wypłynęła od pewnej Szwajcarki, ale pomysł jest niezły. Wtedy oboje moglibyście czytać ^_^

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.