O co chodzi z tym glutenem?

Od pewnego czasu panuje dietetyczny szał na eliminację glutenu. Jest on do tego stopnia uciążliwy, że chodzą już dowcipy na temat sprzedaży sałatek z napisem "bezglutenowa". Świat wariuje z tym zdrowiem, doszły mnie słuchy, że w Czechach teraz sprzedaje się makaron bezjajeczny, bo jajka okazały się również be. Bezglutenowe pieczywa, wyroby mączne, nawet płatki do mleka - mamy już wszystko, ale czy warto oraz skąd to się właściwie wzięło?
   Dziś postanowiłam rozwiązać ten konflikt i zrozumieć o co z tym szałem chodzi i czy faktycznie gluten to nasz wróg. W tym zadaniu pomoże mi Hezychiusz, uczony żyjący w czasach po Jezusie.

Oto pan Hezyhiusz. Jego imię z greki oznacza "spokojny". Ma tyle lat, że już dawno zapomniał, kiedy się urodził, ponad to zna się na ludziach od podszewki.
   Odwiedziłam go przez portal między-wymiarowy i trafiwszy do świata nieskażonego, zamieniłam kilka słów z tymże uczonym, który... akuratnie zajadał się pszeniczną macą, a w spichlerzu miał jeszcze wory wielu zbóż, dla siebie i jego wielodzietnej rodziny.
   Hezychiusz jest zdrowy, nie wypadły mu wszystkie zęby, ma sokoli wzrok, żadne dokuczliwe dolegliwości nie psują mu humoru na co dzień.

Obrazek pożyczyłam STĄD.


Przede wszystkim - co to jest gluten?

      - To niezbędne jest. - Odpowiedział natychmiast Hezyhiusz. - Na mocne serce chlebek jest.
Czy tylko mnie się wydaje, że on trochę gada jak Joda?
   Najprościej mówiąc: gluten jest to białko roślinne. Otrzymamy je we wszystkich ziarnach zbóż (o ile na opakowaniu nie widnieje napis "bezglutenowe", a takie już widziałam).


Gdzie celowo dodaje się gluten?

Hezyhiusz w tym momencie wskazał na swój spichlerz, a potem na rozległe pola nieopodal domu mające swój początek.

      - Dokąd sięgają pola uprawne twojej rodziny, Hezyhiuszu?
      - Za horyzont są.
      - A ta zacieniona oaza?
      - To oaza nie jest. To ciemności jądro.
   Jak Boga kocham, miałam wrażenie, że pomiędzy drzewkami stoi tam jakiś współczesny moloch... Dziwny ten wymiar...

   Ale my doskonale wiemy gdzie jest gluten, prawda? Jest to przede wszystkim sklejka i spulchniacz, a więc znajdziemy go w wyrobach piekarniczych.

      - A co w tym jądrze się znajduje?
      - Ci, którym powinno schodzić się z drogi.


Użyłam na początku słowa celiakia.
A co to takiego?

Osoby zdrowe mają prawo tego nie wiedzieć, a Hezyhiusz tym bardziej tego nie wie. Jest to choroba autoimmunologiczna, która powoduje stałą nietolerancję glutenu.
   W czasach naszego mędrca i praojca wielu pra-pra-pra- ∞ -wnuków, nie znano takich problemów.


Co się stało, że nagle zdrowi ludzie
również postanowili zrezygnować z glutenu?

Nie nagle, tylko w 2011 roku, kiedy pewien profesor opublikował wyniki dowodzące temu, iż zdrowej osobie gluten jednak też szkodzi. Konkretnie na żołądek i jelita.

      - Jakże możliwe to jest?
      - Od kiedy jakiś mądrala kopał w genetyce ziaren zbóż.


Kiedy nastąpił BOOM na unikanie glutenu?

Pewien kardiolog wydał książkę pt. "Dieta bez pszenicy". I wtedy się stało - marketingowcy poszli za ciosem, półki sklepowe zostały zdominowane przez produkty bezglutenowe.

      - Jeśli powiedziałbym gawiedzi, że maca szkodliwą jest i że tylko dobrą robię jeden ja - pogładził długą brodę. - Bogaty bym był. Ale nie jestem ja chciwy. - Chrupnął macę i zaczął żuć.


A w czym tak naprawdę jest gluten?

Bo chyba nie dacie złapać się na sałatkę "bezglutenową", w której naturalnie nie ma tego składnika?
Najwięcej jest go w pszenicy. Potem w jęczmieniu, życie i najmniej w owsie, dlatego nie dajcie sobie wciskać kitu, napisem "bezglutenowe", na paczce płatków owsianych. Mało, nie znaczy wcale.


W jakich nietypowych produktach
możemy spotkać gluten?

Tu poradzę sobie sama, a Hezyhiusz niech tylko słucha. Myślę, że to może się wydać zaskakujące:

➢wędliny, mięso mielone i przetwory mięsne. Tak samo przetwory rybne, produkty mleczne (jogurty, śmietana, sery), lody. Gluten jest także w gotowych sosach, ketchupach i majonezach. W przyprawach sygnowanych do danej potrawy. W słodkich napojach, oraz w kawie rozpuszczalnej, w której mogą być śladowe ilości kawy zbożowej. Suszone owoce są często posypane środkiem anty-sklejaniu się, to też gluten.

   Hezyhiusz złapał się za głowę.
      - Mędrzec nie mówi tego, co wie, a głupiec nie wie, co mówi.
      - W moich czasach mędrców/uczonych się słucha i się im ufa, nie wierząc, że pod białym kitlem może skrywać się obłuda.
      - Ludzie nie są dobrzy albo źli. Są dobrzy i źli.
   Prawda. To od nas zależy, która cecha będzie wiodła prym.


A kiedy nas kantują?

Gdy na naturalnie bezglutenowym produkcie, piszą, że jest bezglutenowy i podbijają za to cenę.
Żadne produkty z gryki nie zawierają glutenu, tak samo żadne produkty z ryżu, amarantusa, komosy ryżowej, czy teffu (miłka abisyńska).
   Kukurydza, proso i sorgo nie zawierają glutenu, ale za to są pełne toksycznych prolamin.


Kiedy problem z glutenem faktycznie się narodził?

Gdy zaczęliśmy oczyszczać, przetwarzać i genetycznie modyfikować zboża. Winien temu horrorowi jest aparat państwowo-medyczno-dietetyczno-farmaceutyczny. W ciągu ostatnich 50 lat tradycyjną pszenicę zamieniono w produkt hybrydowy – opłacalny, odporny i wydajny, ale praktycznie bez związku z pierwowzorem.
   To wszystko miało na celu „ulepszanie” roślin i zwiększanie plonów. To jedno z najbardziej wpływowych lobby producenckich, oddziałujących na świat polityki, gospodarki oraz nauki.

Często nieświadomi chorzy na jedną z odmian nietolerancji glutenu (nie koniecznie musi to być celiakia), skarżą się na: drętwienie i mrowienie kończyn, problemy z równowagą, ADHD, kłopoty z pamięcią i koncentracją czy migreny. Po latach neurologiczne zmiany mogą np. doprowadzić do choroby Alzheimera czy Parkinsona.

      - Ty byś u nas nie żył aż tak długo, Hezychiuszu.
      - I nie chciałbym...


Ale przecież to podstawa piramidy żywieniowej!!

Ktoś te wszystkie zboża musi jeść; żeby produkcja i dystrybucja się opłacały, potrzebny jest popyt. Tak więc „pełnoziarniste produkty zbożowe” zostały rozpropagowane na całym świecie pod pretekstem „troski o zdrowie”.
      Czy wiecie jak mówią o zbożach dietetycy, lekarze i zaufane witryny o zdrowiu? Że dużo zboża w diecie, to otwarta wojna z tłuszczem i cholesterolem, gwarantująca zwycięstwo. Od strony marketingowej strategia ta okazała się niezwykle efektywna.

Negacja:

Pokarmy z pszenicą podnoszą poziom cukru we krwi. To złote ziarno zaburza parametry metaboliczne. Pominę bełkot naukowy, powiem prosto: wspomaga astmę, przewlekłe infekcje zatok przynosowych; puchnięcie nóg, migreny, zwykłe bóle głowy, refluks i zespół jelita drażliwego [czyli wszelkie stany zapalne].
   Hezychiusz wybałusza na mnie oczy... i dalej śmiało chrupie swą macę. Już drugą.

Cytat z książki pt. "Pszeniczny brzuch":

"Dwie kromki pełnoziarnistego chleba pszenicznego podnoszą cukier bardziej niż biały cukier, bardziej niż wiele czekoladowych batonów. Aż dziw bierze, że mimo tego dietetycy wciąż zalecają zwiększone spożycie pełnoziarnistego pieczywa. Im więcej pszenicy jesz, tym wyżej i częściej rośnie u ciebie poziom cukru we krwi.
   Pogląd, że pełnoziarniste pokarmy zbożowe są zdrowe, jest dziś tak głęboko zakorzeniony w sposobie myślenia pracowników służby zdrowia, że są oni bardzo niechętni jakimkolwiek zmianom."


Jak działa nasz zmodyfikowany gluten,
czyli co nam robi?

System immunologiczny dostaje kopniaka. Nasz cały organizm zaczyna mieć nierówno pod sufitem  i dzieją się cuda niewidy. Podrażniona śluzówka jelita prowadzi do zaburzeń, a to wiążę się ze zwiększoną przepuszczalnością jelit.

      - Nie rozumiem... - Zasępił się Hezychiusz.
      - To oznacza źle. Bardzo źle.

Zatem wyjaśnię to jak człowiekowi z epoki, w której to było niepotrzebne:

Przepuszczalność jelit jest powiązana z chorobami autoimmunologicznymi, znamy je bardzo dobrze: cukrzyca, alergie i problemy skórne. Duże cząstki tego nieszczęsnego glutenu przechodzą przez nieszczelne jelita do krwi i następuje produkcja przeciwciał, które są nam niepotrzebne, bo przecież teoretycznie nic się nie dzieje.
   Oszukany system wysyła wojowników-protektorów, którzy krążąc we krwi, uszkadzają tkanki (np. tarczycę). Są jak psychopatyczne zomby, walą na oślep w zdrowe organy.
   Nadwrażliwość na gluten może być także powiązana z chorobami neuropsychiatrycznymi, takimi jak schizofrenia czy autyzm.
      Do tego pierwszego mam maluczkie wątpliwości, natomiast po przestudiowaniu przypadków autyzmu, śmiem twierdzić, że jest to możliwe. Oczywiście Hezychiusz nie ma prawa wiedzieć co to jest autyzm, bo tej choroby też kiedyś nie było, ale to opowieść na inną wizytę w przeszłości.


Polecane przez dietetyków,
inne odmiany glutenu:

Po pierwsze - TO JEST NIELOGICZNE. Albo go odstawiamy, albo udajemy, że to robimy, opowiadając światu, że jesteśmy na zdrowej diecie, a w rzeczywistości...
   Kamut i orkisz to starsze formy pszenicy, Hezychiusz doskonale je zna i własnie uśmiecha się szeroko na ich wspomnienie.
   Te ziarna są podobno rewelacyjne i wielu ludzi opiera swoje całe menu na tym własnie zbożu. O.K., nie doszło u nich do tych największych modyfikacji. Ale to wciąż pszenica. Oznacza to, że będzie tam gliadyna - pobudzacz apetytu, taki kulinarny narkotyk, który przywiązuje nas do potraw mącznych. Będzie też lektyna, która zwiększa przepuszczalność jelit.

Owies ma najmniej glutenu, ale najbardziej podnosi poziom cukru we krwi. O tym nikt Wam nie powie, bo owsianka z rana to punkt pierwszy w menu serwowanym przez dietetyków.


Moje zdanie na temat
specjalnych produktów bezglutenowych:

Jem mało pieczywa, praktycznie wcale (czasem w drodze). Uważam, że lepiej zjeść chleb żytni na zakwasie z małą ilością glutenu niż chleb bezglutenowy w plastikowej folii z marketu (czytamy etykiety), ale doskonale zdaję sobie sprawę, że osoby uczulone nie mogą sobie na to pozwolić, gdyż nawet najmniejsza ilość glutenu może dać się we znaki. Piszę to jako osoba zdrowa.
   Powinniśmy po prostu wybierać jak najmniej przetworzone jedzenie, bez względu na to, czy jesteśmy zdrowi czy nie. I... czy pieczywo jest zupełnie niezbędne na co dzień? Odpowiedzmy sobie szczerze na to pytanie. 😉

Dopiero całkowite wyeliminowanie z diety chemii, cukru, tłuszczów trans i glutenu może dać efekty uzdrawiające lub po prostu poprawić nasze samopoczucie - i to jest zasadnicza podstawa utrzymywania ciała w zdrowiu.

Czasami jest tak, że nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, że nasze samopoczucie mogłoby być dużo lepsze. Czuję to np. podczas wyjazdów do rodziny, kiedy nie wybrzydzam przy stole. Staję się ospała, ciężka, miewam kłopoty z zaśnięciem albo pojawia się jakiś nieproszony ból głowy... i zadaję wtedy pytanie: serio? wy tak się czujecie cały czas?
   Nie unikam obsesyjnie glutenu, bo nie muszę, ale w zasadzie jakby się przyjrzeć temu, co jem, bardzo mało jej tam. I żyję.

I co dalej?

Uważam, że osoby zdrowe nie muszą bać się produktów zbożowych, zgodnie z tym co napisałam akapit wyżej. Po prostu we wszystkim trzeba mieć umiar, choć wiem, że Polak bez kanapki nie potrafi 😉
   Jedyny sposób na zdrowie to mądre podejście do sprawy i racjonalne decyzje na zakupach.

Ale nie jest prawdą, że zboża są nam niezbędne. Przyjrzeliśmy się dziś kwestiom "przeróbek" w roślinach, które nam sprzedają koncerny. Niestety nawet u rolnika nie traficie naturalnej pszenicy czy kukurydzy, ponieważ oni już dostali takie ziarna. Co więcej, rolnicy sprzedający swój plon do sklepów i koncernów przetwórczych, MUSZĄ 'karmić' rośliny tak, jak oni tego chcą.
   Ponad to, czy ktoś się jorbnął, że trójpolówka już dawno nie jest stosowana? Rolnicy orzą cały czas ten sam plac ziemi, faszerując ją wspomagaczami. Gleba jest wyjałowiona, a rośliny pozbawione cennych składników. Np. witamina B12 - szalenie ważna, pochodziła właśnie z ziemi. Teraz jej tam po prostu nie ma.

      - I co teraz powiesz, Hezychiuszu?
      - Wasi mędrcy dobrzy nie są dla was.

Hezychiusz powiedział mi, że w życiu trzeba mieć wiele do powiedzenia i potrafić zachować to dla siebie. Mądrość to także umiejętność słuchania, nawet jeżeli gawiedź pierdzieli głupoty. A od mądrości ważniejsza jest dobroć, która jest pierwszym krokiem do stania się mądrym. Dlatego nie ukrywam w tajemnicy wiedzy, która niestety straszy okrutnie. Chętnie dzielę się wszystkim, co wiem i nie stanę się przez to mądrzejsza. Być może wpędzę kogoś w paranoję.

Mądrość to nie świadectwa szkolne i ukończone fakultety. Mądrość to świadomość życia w rzeczywistości. Jestem realistką, do tego pesymistką i jestem cyniczna. Nie da się być w stu procentach zdrowym. Jestem też uparta, dlatego będę próbować.

A Hezychiusz dalej jadł swoją macę, obgryzał ją na około. Obgryzał coraz mniejsze kółko, aż w końcu nic nie zostało. Strzepnął okruchy z kolan, wstał, uśmiechnął się serdecznie i dodał na pożegnanie, całkiem gramatycznie:
      - Nigdy nie chciałbym dożyć XXI wieku, gdzie człowiek człowiekowi wilkiem.


"Człowiek człowiekowi wilkiem,
a nawet świnią."

- polski wybitny socjolog
Marian Paździoch

50 komentarzy:

  1. ech - już dawno ktoś powiedział, że życie to śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową - każdy umrze - skoro tak, to wolę to zrobić będąc zadowolonym - jem oczami i nosem nie wnikam w skład chemiczny, ani "doniesienia z frontu dietetycznego". jem niezdrowo (jak każdy), ale smacznie, domowo i kiedy wstaję od stołu to mam na twarzy uśmiech zadowolenia, ale nie ten pod hasłem "ufff... nareszcie..." wolę zupę domową niż plastik w sieciówkach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też wstaje od stołu zadowolona. Artykuł nie popularyzuje diet. ;)

      Usuń
  2. Hahahah Super napisany tekst. Ciebie się naprawdę fajnie czyta. :)))

    Wreszcie ktoś sensownie pisze na temat glutenu.

    Z tym chlebem pełnoziarnistym, to mnie zaskoczyłaś.

    Ciekawa jestem, jak wyglądają Twoje posiłki. Tak mądrze piszesz, bez ściemy, co zawsze w Tobie uwielbiałam.

    Jem zdrowo, przyznam, że jednak nie zwracam uwagi czy jest gluten, czy go nie ma. No ale staram się jeść zdrowo i widzę, że jest lepiej. Kiedyś chorowałam praktycznie co chwilę.

    Zakończyłaś post przepięknie, nic tylko zapamiętać. Wyślę Ci ten komentarz i końcówkę przeczytam jeszcze raz. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przypuszczam, że moje posiłki mogłyby zaskoczyć, bo nie są jakieś wyszukane. I zupkę tradycyjną lubię zjeść i kartofle też ;) Jeśli mam coś kupić w sklepie przetworzonego, studiuję etykietę, ale wolę stworzyć danie na bazie warzywniaka i czegoś do tego... ryż czy tradycyjna kasza, czemu nie. Może być sosik, może być prażona cebulka, bo to lubię.
      Kto w ogóle powiedział, że zdrowe żarcie to katorga? ;)

      Usuń
  3. Tak jak napisałaś, jeżeli człowiek nie ma przeciwwskazań na gluten to porostu musi zachować umiar. O tym, że pszenica podnosi cukier słyszałam, ale często własnie lekarze i dietetycy 'opuszczają' te informacje mówisz, że łyżeczka cukru zabija.

    Co do tych wszystkich 'bezglutenowych' produktów... może i niby glutenu brak, ale co z cała reszta chemii?! przecież tam jest masa innych gorszych rzeczy niż ten gluten. Cóż, jednak co robi 'reklama' z człowieka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Często produkty bezglutenowe mają w składzie toksyczne dla człowieka zastępniki. Przeczytanie etykiety to chwila. Reperkusje po faszerowaniu siebie niepotrzebnymi składnikami, pozostają z nami do 'końca'.

      Usuń
    2. Racja, racja.

      Szkoda, bo faktycznie podobno sa piękne. Ja jutro mam do przejścia ok 16 km po Bieszczadach i zobaczę czy tak pięknie, ale zapewne tak :)

      Usuń
  4. Bardzo mnie ubawiły płatki kukurydziane z wielkim napisem na opakowaniu "bezglutenowe". A od dawna wiadomo, że kukurydza nie zawiera glutenu. Przetwory z kukurydzy, głównie mąka kukurydziana były od zawsze podstawą diety osób chorych na celiakię. No ale robienie ludziom wody z mózgu na fali aktualnej mody i związane z tym podnoszenie ceny jak widać się dobrze opłaca. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kukurydza, proso i sorgo nie zawierają glutenu, ale za to są pełne toksycznych prolamin. W zasadzie gdyby bliżej przyjrzeć się większości produktów, człowiek musiałby żyć samym powietrzem, które... przecież jest zatrute ;) ^_^
      Pozdrawiam.

      Usuń
    2. A podobno kasza jaglana jest taka zdrowa i odkwasza organizm. Przecież z prosa jest pozyskiwana. Nikt nie zająknie się nawet o jakichś prolaminach. Skąd masz tę wiedzę? Możesz podać jakieś źródła?

      Usuń
    3. Kasza jaglana jak najbardziej, nie słyszałam o żadnych przeciw wskazaniach.
      Trzeba brać to wszystko z przymrużeniem, bo czasem coś nagle okazuje się zdrowe, a potem równie nagle ujawniają się mroczne sekrety danego towaru. Tak np. było z olejem kokosowym. Nastąpił dosłownie szał na ten specyfik, a niesłusznie. Tzn.... zależy do czego ;)

      Wiedzę czerpię głównie z internetu, ale to nie są tylko witryny pro-zdrowotne. Korzystam z niezależnych źródeł, często trafiałam na blogi osób, których wiedzę porównuję i wyciągam wnioski. Czytam też to, co piszą sportowcy (różne dyscypliny, to nie ma znaczenia), a musisz wiedzieć, że niektórzy posiadają tak szeroką wiedzę na temat żywienia, że lekarze powinni płonąć ze wstydu.
      Korzystam z porad sportowców, bo są to ludzie, którzy na zdrowiu opierają całą swoją karierę, ale to nie tylko praca, a hobby i styl życia. Pasja musi się rozwijać, a oni w tej kwestii nie próżnują i stale się uczą, szukają, dążą i drążą - tak jak ja.
      Niektórzy mogą uważać, że jakiś kulturysta to tępy koksu, ale wiedzą więcej o naturze człowieka niż niejeden pan doktor.

      Taka ciekawostka: w sprawach żywieniowych często korzystam z kanału na YT Michała Karmowskiego, który prowadzi programy kulinarne u siebie w domu, nagrywane własną, małą kamerką. To jest o tyle fajne, że przy okazji gotowania, opowiada o różnych właściwościach niektórych produktów, oraz co czym zastąpić, np. polecam jego przepis na zdrowe, sycące hamburgery :) A smakują tak, że MC Donald's się chowa!

      To mit, że zdrowa żywność to tylko wyrzeczenia i zero przyjemności. Ja tam sobie nie odmawiam niczego, tylko trzeba poszukiwać dobrych dla naszego organizmu rozwiązań.

      Usuń
    4. No więc właśnie widzę tu pewną niespójność, bo piszesz, że proso jest pełne toksycznych prolamin, a kasza jaglana jest jak najbardziej zdrowa. A przecież kasza jaglana, to właśnie proso. Sprawdziłam w necie co to są te prolaminy i wychodzi na to, że to są białka zawarte w zbożach - pszenicy, owsie, życie, tyle, że w każdym ze zbóż jest inna grupa tych prolamin. Nigdzie nie ma słowa o tym, że są jakoby toksyczne. To są białka właściwe zbożom i stanowią główny składnik ich białek zapasowych.

      https://encyklopedia.pwn.pl/haslo/prolaminy;3962587.html

      "prolaminy [łac.], grupa białek globularnych (roślinnych) nierozpuszczalnych w wodzie, natomiast rozpuszczalnych w 50–70-procentowym alkoholu;
      stanowią — oprócz glutelin — główny składnik białek zapasowych ziarniaków zbóż (ok. 5% ich suchej masy); odznaczają się dużą zawartością reszt kwasu glutaminowego (np. w gliadynie ok. 46%) i proliny (ok. 14%) oraz niedostatkiem reszt innych egzogennych aminokwasów: tryptofanu i lizyny; ważniejszymi przedstawicielami prolamin są: gliadyna (występująca w pszenicy i życie), hordeina (w jęczmieniu), awenina (w owsie), zeina (w kukurydzy), kafiryna (w sorgo)."

      Zamierzam jeszcze podrążyć temat.
      Pozdrawiam

      Usuń
    5. Prolaminy niejedno mają imię...
      Dzielą się jeszcze na to co wymieniłaś, czyli na gliadynę, sekalinę, hordeinę itd. to już wiesz.

      Z tego co mi wiadomo, najgorsza jest gliadyna. W pszenicy jej najwięcej, ale jest też trochę w innych zbożach.

      Sam gluten to jest po prostu białko. Wyniki badań dotyczące toksyczności glutenu dla osób bez celiakii i nietolerancji są jeszcze niejednoznaczne, dlatego nie powiem więcej, niż zawarłam w tym artykule. Wciąż o tym czytam, by zaspokoić niepewną wiedzę.

      Mówiąc 'toksyczne', mam na myśli reakcje organizmu. Jak reaguje. Zboża bezglutenowe zawierają białka podobne do glutenu (np. zeina z kukurydzy) i uczestniczą one czasem w reakcjach krzyżowych z nim. Oznacza to, że jeśli ktoś jest uczulony na gluten, to niektóre bezglutenowe zboża także mogą mu szkodzić. Zeina jest najbardziej podobna do klasycznego glutenu.

      Problem dużo bardziej dotyczy grzebania w DNA. Od zarania dziejów ludzie uprawiali zboża i nikt nie słyszał o jakichś nietolerancjach. Weszło GMO i spokój się skończył. Ziemia została wyjałowiona, użyto sztucznych nawozów, do tego opryski. I niech mówią co chcą, ale jeżeli plonami będą się zajmować spece od podwajania zysków, na zdrowie to nam nie wyjdzie.

      Nie zamierzam wprowadzać siebie (ani tym bardziej przekonywać kogoś) do paranoi, bo gdyby przyjrzeć się wnikliwie jakości naszego cywilizowanego świata, to pewnie nic by się z niego nie nadawało do jedzenia. Mogę opierać się na doświadczeniach cudzych i na własnych, osobiście nie unikam glutenu, bo po prostu nie muszę.

      Zostaje jeszcze sadzenie ziemniaków na Marsie. Przynajmniej nie ma spalin w powietrzu.

      Usuń
  5. Muszę przyznać, że świetnie napisałaś i na pewno niedowiarkom rozjaśniłaś w głowach. Ja nauczyłam się dawno już tego, że najlepiej znamy swój organizm i to my jesteśmy dla siebie najlepszymi przyjaciółmi i dietetykami, lekarze niekoniecznie...
    Do opisanych przez Ciebie przypadków dodałabym jeszcze i to, że często na stan naszych jelit i całego organizmu mają wpływ także styl życia i pracy, niestety i pomimo teoretycznie zdrowego odżywiania i tak miewamy problemy.
    Gabunię powiadomiłam:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja dodam jeszcze do tej listy stres, depresję, a nawet (lub szczególnie), chroniczne niewysypianie się.
      Dziękuję za poinformowanie Gabuni :)

      Usuń
  6. Ja na szczęście nie mam żadnej nietolerancji pokarmowej, za to po tanim kurczaku (zapewne ze sterydami) mam migrenę. Musiałam przerzucić się na organiczne od Amiszów, trochę to upierdliwe, bo funt zwykłego kurczaka kosztuje 2,30$ i jest wszędzie a organiczny 5.80$ i czasem ciężko znaleźć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Stanach jest ogólny problem z mięsem. Od kiedy wprowadzono żywność GMO, chyba ogólnie ciężko teraz o żywność normalnej jakości. Bo umówmy się, że zdrowe jedzenie to jest właśnie normalne jedzenie. Ale poradziłaś sobie, to był dobry pomysł.

      Usuń
  7. Moja koleżanka ma alergię na gluten, toleruje go tylko w śladowych ilościach. Kiedyś opowiadała mi, że gluten można znaleźć nawet w... szamponie. Po użyciu jednego z takich kosmetyków zaczęła ją swędzieć głowa i dopiero gdy spojrzała na skład, wszystko stało się jasne.
    O dietetycznych tematach wiem niewiele, a dobrze jest się czegoś dowiedzieć, żeby bardziej pilnować tego, co mamy na talerzach. Cała ta terminologia to na razie dla mnie terra incognita. Znaczy, może nie cała, ale pewne sformułowania, których używają specjaliści i pewne nazwy w składach produktów, wciąż są dla mnie dość abstrakcyjne. Było bardziej uważać na biologii i chemii...
    Zawsze mnie zastanawiało, czy rzeczywiście pewnych chorób kiedyś nie było, czy może po prostu nie były jeszcze zdiagnozowane?
    Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że alergia na gluten pełną gębą O_O że nawet przezskórnie... Ciężka sprawa w dobie chemizacji życia.

      Uważanie na biologii i chemii nic Ci by nie dało, bo o tym się akurat nie uczy. Zamiast rozwiązywać łańcuchy z chemii i wkuwać o życiu erotycznym stułbi wodnej, dzieciaki powinny mieć lekcje dotyczące codziennej przyszłości. Fajnie by było gdybym po liceum wiedziała co do mnie mówią lekarze, dietetycy albo co jest napisane z tyłu na opakowaniu. Wszystkiego nauczyłam się sama błądząc w ciężkiej terminologii po omacku. Praktycznie każdy artykuł musiałam czytać ze słownikiem. Teraz przychodzi mi to łatwo, wiele wiem, a między innymi to, że w internecie i czasopismach jest całe mnóstwo artykułów napisanych niełatwych językiem. Że niby wiarygodnie brzmi... Dlatego ja piszę tak, jakbym to chciała mieć wyłożone X lat temu.

      Też mnie to zawsze interesowało i jak na razie nie znalazłam w żadnych źródłach dowodu na istnienie chorób autoimmunologicznych na przykład.

      Usuń
  8. Obecnie chyba wszystko szkodzi. Na większość żywności, nawet tej z pozoru "zdrowej" można znaleźć jakieś "ale", gdybym miała się tym wszystkim przejmować to już dawno bym zwariowała. Jem gluten normalnie, nie zwracam na to uwagi. Rozumiem jeśli ktoś faktycznie glutenu nie toleruje (czy nabiału, czy czegokolwiek innego), ale tak poza tym to uważam, że nie należy przesadzać, a cała ta moda na "zdrowe odżywianie" powoli zaczyna mnie przerażać :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest nawet taka choroba, że człowiek odstawia po kolei wszystkie produkty, bo boi się szkodliwego działania. I jak w porę nikt nie zauważy, to chory w końcu nic nie je ani nie poje i zagładza się na śmierć. Często właśnie przez to przypadłość w środowisku jest mylona z anoreksją.

      Ja także nie mam problemu, toleruję gluten, więc zjadam normalnie. Unikam jedynie pszenicy, bo tam GMO ma już pełne obroty i nie podoba mi się to.

      Przerażają mnie ludzkie paranoje. Niektórzy rzeczywiście przesadzają, rozpisują się na blogach o restrykcyjnych dietach i mało tego, wielu zdrowych ludzi idzie w ich ślady. Dajmy na to słynną już dietę A. Lewandowskiej. Przyjrzyj się jej jak wygląda w efekcie końcowym. Wiele osób by na tym długo nie pociągnęło, moim zdaniem to przesada.

      Usuń
    2. Ten post to chyba tak trochę pode mnie ;D!!! Takoż więc serdecznie dziękuję za odświeżenie informacji.
      Muszę Ci się pochwalić... Misiek zrobił testy na alergie i okazało się, że na zboża nie jest uczulony. Ma alergie na pyłki traw... tylko do cholery, czemu w tym roku alergia dopadła go w styczniu??? a nie w czerwcu jak zazwyczaj??? Od 2 lat mamy w domu bojowniczki... może to pokarm dla rybek???... może roztocza???... a może proszek do prania :/
      Alergolog przyjmuje (prywatnie) raz na miesiąc ;P!!!

      Tak czy siak gluten możemy żreć, ale tak jak piszesz... z głową. Produkty naturalne, nienafaszerowane chemią (są takie?).

      Usuń
    3. Tak, ja wiem, że Ty lubisz notki dietetyczne ;P
      Bo w tym roku w styczniu pyliły różne rośliny, np topola i nie wiem co jeszcze. Mówili o topoli w radiu.
      Nic mi nie mów o roztoczach... kolejna plaga uderzyła na mój dom. Chyba czas umazać drzwi świeżą krwią...
      Czy są produkty naturalne i czyste? Wydaje mi się, że jakby tak wziąć pod uwagę ogólny stan naszego środowiska, to nie :P

      Usuń
  9. Witaj Hexe.
    Mnie tam gluten powiewa i wcale mi nie przeszkadza. Nie wierze też w te różne ostrzeżenia, które są chwytem marketingowym.
    Mnie tylko u innych glut pod nosem denerwuje...
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
  10. Z tym glutenem to jakieś wariactwo. Osobiście uważam, że to trochę przesada, kiedy ludzie zdrowi całkowicie wykluczają go ze swojej diety. "Bezglutenowe" jedzenie to oczywiście marketing. Nie wnikam, może faktycznie mózgi wyższe ingerują w struktury genetyczne zbóż, ale oni przecież we wszystko ingerują i zaraz się okaże, że żeby być zdrowym to lepiej nic nie jeść :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ludzie zdrowi bardzo często przechodzą na dietę zupełnie bez pojęcia, a potem dziwne, że mają kiepskie wyniki badań. Bardzo często dochodzi do wyjałowienia organizmu, bo nawet odstawienie zbóż czy mięsa, czy czegokolwiek - wymaga zamiany tych składników na inne.
      Jest taka choroba maniakalna - ludzie boja się niezdrowych produktów, odstawiają różne grupy pokarmów, aż w efekcie zaczynają się głodzić i wpadają w anemię. Nie dajmy się zwariować!

      Usuń
  11. Witaj Hexe :)
    Nie dotarła do mnie niestety wiadomość od Jotki, ale i tak udało mi się Ciebie odnaleźć ;)

    Świetny post, jestem pod wrażeniem Twojego lekkiego, a zarazem humorystycznego pióra oraz oczywiście mądrości jaką posiadasz.
    Twój dialog z Hezychiuszem przypomina mi trochę opowieści z pewnej mądrej bajki, która szła lata temu w odcinkach, zapewne o niej słyszałaś, "Było sobie życie" :) Jak dla mnie bomba.

    Dużo się tu dowiedziałam u Ciebie i teraz na pewno, gdy będę kupować Corn Flakes bezglutenowe, uśmiechnę się pod nosem i pomyślę o Tobie ;)
    Wszelkie koncerny, czy to żywieniowe, czy farmaceutyczne zawsze żerowały na potencjalnym kliencie i szukały gdzie by tu tylko rozwinąć skrzydła.
    Ja akurat mam poważne problemy ze zdrowiem, choruję na chorobę autoimmunologiczną i inne współistniejące między innymi po lekach, więc doskonale wiem o czym piszesz i jak to działa. Na szczęście nie mam powodów do ograniczania glutenu, dlatego nie interesowałam się wcześniej tym tematem. Pamiętam jednak, że jako dziecko dużo przebywałam w szpitalu i tam dzieciaki chorujące na celiakie miały ograniczane wiele produktów, te 20, 30 lat temu nie było to wszystko tak rozpowszechnione jak dziś, współczułam im wtedy bardzo, bo to niekiedy były takie maluchy, które nie mogły zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi, dlaczego inne dzieci jedzą ciastka, lody i inne dobrocie, a one nie mogą.
    Mój organizm tak jak wyżej napisałam jest mocno obciążony do tego cukrzyca też skłania ku diecie, jednak lubię jedzenie i nie mam wcale silnej woli by sobie czegoś odmówić. Wiem, że powinnam bardziej uważać, zdrowiej się odżywiać, ale kurcze nie potrafię, gdy wokół ludziska wcinają różne frykasy i w sklepach też wszystkiego jest pełno :)
    Jednak robię tak jak powiedziałam swojemu doktorowi, że jem wszystko z rozsądkiem i umiarem i myślę, że jest ok.

    Faktycznie przy cukrzycy pieczywo pszenne bardzo podnosi cukier, lubię bułeczki, ale rzadko je jem. Natomiast ciemne pieczywo, a zwłaszcza graham nie podnosi tak cukru, bo chodzi tu o węglowodany, które się wolniej wchłaniają. Tak samo jest z serem białym, bardzo podnosi cukier, ponieważ się szybciej wchłania, natomiast ser żółty wolniej dlatego cukier się tak gwałtownie i bardzo nie podnosi. Moja cukrzyca jak ja to nazywam stoi na głowie, bo niekoniecznie zachowuje się tak jak powinna. Jest to cukrzyca posterydowa. Uff nie będę się rozpisywać, bo nie chcę Ci tu zaśmiecać drugim swoim wpisem ;)

    Świat ogólnie pędzi za modą i w tym właśnie żywieniową i wszelkie informacje wypierają siebie nawzajem. To tak jak słyszałam o cholesterolu, jedni mówią, że powinno się go tępić, a inni znów, że on jest potrzebny dla organizmu. I weź tu zrozum mędrców i badaczy.
    Dawniej ludzie jedli zboża i tłuste produkty i żyli i mało tego, jak mówił Hezychiusz nie chorowali tak jak dziś.
    Niestety wszystko się rozchodzi o te wszystkie konserwanty, rozpulchniacze i uzależniacze, to nam daje najbardziej w kość, a ta cała eko żywność i niby naturalna ma mało z naturalnością i zdrowiem wspólnego. Dziś koncerny tak kłamią i nabijają kasę na naiwnym i niedoinformowanym konsumencie, że ja to już w nic nie wierzę, nawet w te wszystkie suplementy diety, które kupuję w aptece i zażywam. Wystarczy coś włożyć do woreczka, odpowiednio opisać i już ludziska chwycą przynętę.
    Jednak spokojnie, żeby nie było, też nie mam nic przeciwko zdrowemu odżywianiu, bo wiem, ze to działa i człowiek może się czuć zdecydowanie lepiej, tylko kurcze ten brak silnej woli psuje wszystko, a jak się ma apetyt i lubi się jeść, to już pojawia się problem ;)

    Jeju, ale się rozpisałam, przepraszam Cię i pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No popatrz, a napisała mi, że powiadomiła Cię. Czyli wynika z tego, iż serwis, na którym masz bloga, nie tylko mnie traktuje nie po przyjacielsku.

      Oczywiście! "Było sobie życie", to jedna z moich ulubionych bajek wczesnego dzieciństwa :) A wiesz, że nie pomyślałam o tym, tworząc postać Hezychiusza? Faktycznie nawet trochę podobny ;)

      Bardzo lubię jak ludzie zostawiają długie komentarze. Wtedy sama mogę się czegoś dowiedzieć i np. poznałam, że istnieje coś takiego jak cukrzyca posterydowa.
      Ty też masz sporą wiedzę, głównie przez swój własny przypadek, a jednak widzę, że świadomość rynku, jakości jedzenia i ewentualnej szkodliwości, jest u Ciebie na wysokim poziomie.

      Cholesterol jest szalenie ważny. Między innymi za jego sprawą dochodzi do wytworzenia witaminy D. Wspomaga mózg. W szpitalach często jest dodatkowo wstrzykiwany. Ciało wytwarza określoną ilość tego lipidowego tłuszczu, ale niestety my pobudzamy szkodliwym jedzeniem za dużą produkcję. Robimy to pochłaniając nadmiary produktów odzwierzęcych.
      Dlatego z tym unikaniem produktów rzekomo podkręcających u nas cholesterol, ja bym osobiście nie przesadzała, bo jest ważny tak samo jak to, by nie zjadać codziennie ogromnych ilości tłuszczu zwierzęcego. Ogromnych - a wiem, że Polak potrafi.

      Tłuszcz to także bardzo ważny składnik diety, szczególnie naszej babskiej, gdyż pozwala on na prawidłowe działanie gospodarki hormonalnej. Obsesyjne unikanie tłuszczu nie jest dobre dla ciała. Ale przesadzanie z nim, również... Dlatego jeżeli np. bardzo lubisz jeść frytki, to piecz je w piekarniku na sucho. Wyjdą tak samo smaczne. Ale... o ile pamiętam, cukrzyk chyba nie może jeść ziemniaków...
      Coś mi się jeszcze przypomniało - czytając Biblię, natknęłam się wiele razy na taką sugestię, by jednak za wszelką cenę unikać tłuszczu zwierzęcego. Bóg przedstawił bardzo dokładną instrukcję obsługi człowieka, zapisaną w wielu nieskomplikowanych wersach. Mięso należy opiekać nad ogniem, aby tłuszcz i krew wyparowały całkiem. Ciekawe tylko, co Bóg sądzi o rosole... O_o' Zupy przeważnie z ryb i warzyw jadano, no i bardzo dużo pszenicy wtedy ludzie jedli.
      W dalszych rozdziałach dość często jest wspomniane, że bardzo grubi ludzie zajadali się tłuszczem odzwierzęcym. Jedli masło, a mięso pływało we własnym sosie (czyt. tłuszczu).

      Coś mi przyszło na myśl, a propos trzymania w ryzach silnej woli. Też miałam z tym problem, bardzo duży problem, szczególnie z uzależnieniem od cukru. Znalazłam ja sobie dietę, wg której rozpisuję swój jadłospis i jestem na tym już ponad rok. Nie mam napadów na słodkie, kontroluję swoje jedzenie, nie podjadam, wreszcie jest jak należy i czuję się doskonale. Przeczytaj sobie ten artykuł, jest w dwóch częściach.

      http://wdrodzedonikad.blogspot.ch/2018/01/dieta-wg-hexe-cz-1.html

      i tu część druga:

      http://wdrodzedonikad.blogspot.ch/2018/01/dieta-wg-hexe-cz-2.html

      Usuń
  12. Ostatnimi czasy krótkie komentarze mi nie wychodzą, a jak mi już temat podejdzie i autor wpisu jest skory do dyskusji, to hulaj dusza, więc możesz na mnie liczyć ;)
    Faktycznie Jotka pisała mi na swoim blogu, że wstawiła wiadomość od Ciebie u mnie, ale niestety nic nie otrzymałam. Pomimo to serdecznie zapraszam Cię w moje skromne progi może znajdziesz tam coś dla siebie, długie komentarze mile widziane :)

    Faktycznie na temat medycyny wiem sporo, bo raz, że od zawsze chciałam ją studiować, lecz choroba podstawowa mi w tym przeszkodziła, a dwa, że mam tyle tego wszystkiego, że staram się sukcesywnie doinformowywać co, gdzie i kiedy. Lubię tez oglądać seriale medyczne i programy ;)

    Tak, istnieje cukrzyca posterydowa, to w zasadzie taka franca, że ani ją kijem, ani batem. Dieta na szczęście nie musi być restrykcyjna, bo tu głownie podwyższają mi glikemie sterydy, które zażywam od dziecka (ponad 30 lat), więc możesz sobie wyobrazić jakiego mi dziadostwa narobiły w organizmie. U mnie jest taki problem, że trzustka funkcjonuje tylko zblokowane są pewne receptory, które nie pozwalają wydostać się do organizmu mojej własnej insuliny. Do tego nie mam tkanki tłuszczowej i mięśni, więc sama rozumiesz jaki problem wchłonięcia ma insulina podana z zewnątrz. Miałam już próbowane wiele leków i rodzai insulin i cukry mi cały czas szaleją, nawet przy zachowaniu ścisłej diety, co przekonali się lekarze podczas moich pobytów w szpitalu. Najciekawsze jest to, ze insulina podana u mnie dożylnie działa rewelacyjnie, lecz niestety nie ma możliwości podawania ta drogą w warunkach domowych i długookresowo.

    Cholesterolu mam w nadmiarze, wyniki ponad normę, więc nie muszę się martwić o jego braki. U mnie cała metabolika lipidowa jest mocno zaburzona, leków na obniżenie cholesterolu nie mogę przyjmować, więc sobie tak funkcjonuję i nie jest aż tak źle jakby się mogło wydawać, chociaż boję się miażdżycy jak ognia :( Jednak dziękuję Ci za informacje dotyczące cholesterolu, bo szczerze mówiąc ta dziedzina była mi obca. Wiesz jak masz już w głowie wiele informacji z różnych dziedzin, to w końcu mózg się buntuje i nie chce przyswajać nowej wiedzy ;)

    Widzę, że jesteś osobą wierzącą. Ja też jestem głęboko wierząca, a od jakiegoś czasu, gdy ledwo uszłam z życiem przybliżyłam się bardzo do Pana Boga. Chodzę na msze uwalniająco uzdrawiające, ale muszę się ze wstydem przyznać, że nie czytam Biblii, cały czas jednak zamierzam się zabrać za tą lekturę ;)

    Na wskazane przez Ciebie linki bardzo chętnie zaglądnę i postaram się skomentować ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O własnie, ja mam tak samo :)
      Byłam u ciebie, i pod przeczytanym postem chciała zostawić długi komentarz, nawet go napisałam, ale niestety nie zapisał się na stronie. Wordpress niestety uniemożliwia mi działanie na swoich blogach. Nawet zalogować się nie mogę, bo klikam w ikonę i nic. Nie mam pojęcia dlaczego tak jest.

      Od dawna miałam zajawkę na medycynę, na stawianie diagnoz, na mądre leczenie choroby, a nie jej objawów. Nie wszystkie seriale medyczne mi się podobały, ale pierwszym takim, który mnie wciągnął, był "Ostrzy dyżur". No i "Dr. House" oczywiście ;)
      Jak byłam mała, to chciałam zostać chirurgiem. A nie zostałam, bo niestety okazało się później, że chemia nie należy do moich ulubionych przedmiotów, a na studiach medycznych jest przecież obowiązkowa.

      Powiem bardzo ogólnie - jestem przeciwna sterydom i leczeniem sterydami. Ale niestety nie ma na niektóre rzeczy niczego zastępczego.

      Nie masz tkanki mięśniowej i tłuszczowej. Co to za fatalna choroba... ;/

      Biblię zaczęłam kiedyś czytać i przestałam. Później przeczytałam cały Nowy Testament, bo dla Chrześcijanina jest w sumie najważniejszy. Teraz zaczęłam czytać znów Stary, od początku. Historia człowieka wygląda bardzo ciekawie, chociaż później nawet okrutnie. Wielu rzeczy nie rozumiem, jak np. wojen i bożego wsparcia w tej kwestii. Mordu całych wiosek za Bożym przyzwoleniem. Dziwne to jest i mam wiele pytań, ale raczej na Ziemi nie poznam odpowiedzi.
      Czasami się śmieję, że przez to, że szykuję się na wywiad z Bogiem, On mnie do piekła pośle, żeby nie musieć mnie znosić :P

      Usuń
  13. Oj to faktycznie fatalnie, że nie możesz u mnie dodać komentarza, bardzo jestem ciekawa jakie jest Twoje zdanie na temat, który opisałam. Postaram się po weekendzie coś poszperać, może uda mi się znaleźć przyczynę ;) A na takie wcinanie komentarzy polecam kopiuj i wklej ;) Sama tak teraz robię, gdy zdarzyło mi się, że parę razy mi wcięło i to obszerne komentarze. Jak napiszę to znaczę i klikam kopiuj, a potem gdy komentarz gdzieś się ulotni daje wklej i po kłopocie :)

    Ja ogólnie lubiłam chemię, ale niestety choroba przez którą mój stan się pogorszył i do tego leczenie oraz częste pobyty w szpitalu niestety zabrały mi szansę na studia i realizowanie marzeń.
    Też oglądałam "ostry dyżur" i "dr Housa", teraz oglądam "na dobre i na złe", "na sygnale", "diagnoza" i bardzo dobry serial twórcy Dr Housa "The Good Doctor", polecam :)

    Jestem w pełni świadoma jak działają sterydy i co robią z organizmem (oczywiście nie mówię tu o sterydach anabolicznych). Niestety jak zachorowałam te 35 lat temu nie było innej metody leczenia jak tylko sterydy w dużych dawkach, u mnie ta choroba mocno postępowała, a po próbach odstawienia ich mój stan bardzo się pogarszał, obecnie mój organizm jest tak uzależniony, że na dzień dzisiejszy nie ma szansy na odstawienie tego paskudztwa. Jednak analizujemy teraz z moim doktorem próbę podania immunoglobulin, szanse na poprawę są i byłoby mega super gdyby się udało :) Wiem, że na wyleczenie nie mam szans, ale na poprawę stanu zdrowia jak najbardziej ;)
    A choruję na Młodzieńcze Zapalenie Skórno - Mięśniowe, zapraszam na moje forum, tutaj możesz sobie poczytać o tej chorobie, gdyby Cię to interesowało http://www.mojezsm.fora.pl/mlodziencze-zapalenie-skorno-miesniowe,6/co-to-jest-i-jaki-ma-przebieg-u-dzieci,8.html

    Wiesz, ostatnio dużo słucham i czytam na temat działania Ducha Świętego i Złych Duchów, złych Mocy. To wszystko jest tak skomplikowane, że ciężko to ogarnąć, ale tak pokrótce Szatan chce opanować cały świat, więc stara się tak kusić i działać by jak najwięcej ludzi przeciągnąć na swoja stronę. Wiele osób nawet sobie nie zdaje sprawy, że na co dzień może się znajdować pod ogromnym wpływem szatana, że on cały czas ingeruje w nasze życie. Te wszystkie wojny, kataklizmy są dziełem właśnie demona, pod jego wpływem ludzie zachowują się tak, a nie inaczej myśląc, że to jest dobre. Jeśli ktoś się podda woli demona, to Pan Bóg nie może wiele zdziałać, trzeba chcieć ingerencji Ducha Świętego, otworzyć się na niego, wtedy są szanse na przegonienie złych duchów i mocy. Niestety wielu ludzi odtrąca Boga, wybierając złego, który podtyka różne na pozór fajne i przyjemne rzeczy, by tylko skusić i zawładnąć człowiekiem. Szatan boi się panicznie, miłości, dobra, pokoju, to przez niego ludzie są zazdrośni, fałszywi, obłudni, mściwi, zakłamani, to jego cechy charakteru. Mam kilka świadectw na istnienie Boga i na istnienie szatana, jak sobie układam w głowie po kolei moje życie odkąd pamiętam aż po dziś, to jak puzzle układają się w sensowną całość. Oj rozpisałam się. Przepraszam, Oki kończę, bo sobie jeszcze pomyślisz, że jestem jakaś nawiedzona i obłąkana i mnie zablokujesz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już dawno próbowałam znaleźć przyczynę, bo z osobami, które przeniosły się z blogspota albo onetu na wordpress, straciłam po prostu kontakt. Komentowanie nie działa mi jako anonim w ogóle. Raz udało mi się u kogoś zalogować przez konto google, ale teraz nawet to nie działa. Może to jest jakiś rodzaj wymuszenia do założenia konta na wordpress?
      Też kopiuję zanim opublikuję, bo wiem, że czasem wcina przez zupełny przypadek, ale na wordpress sprawa jest inna. I co ciekawsze, kiedy wklejam i chcę dodać ponownie, pokazuje się informacja, że komentarz już istnieje. Ale nawet autor danego bloga nic o tym nie wie.

      "The Good Doctor" sobie zapiszę. Jak skończę oglądać inne dwa seriale (nie medyczne), to puszczę sobie z chęcią :)

      Otworzyłam stronę forum, zaraz sobie to przeczytam. Brzmi okropnie... Mam nadzieję, że uda się poprawić jakoś Twojego życia. Mam wrażenie ze stylu Twoich wypowiedzi, że nosisz w sobie bardzo dużo optymizmu. Skąd Ty bierzesz tyle siły w takiej ciężkiej sytuacji. Możesz imponować.

      Czytałam, że choroba to zły duch w ciele. Od zarania dziejów tak określali choroby szamani i tradycyjni lekarze starożytni. Ciekawe tylko, czy równie dobrze jak z prostymi chorobami, radzili sobie np. z rakiem. A może... może go nie było?

      Szatan to perfidny kłamca. Czasami robimy coś co wydaje nam się dobre, bo odnajdujemy jakieś głupie wytłumaczenie, kiedy tak naprawdę jest to usprawiedliwienie złego. Bardzo łatwo to wytłumaczyć na przykładzie uzależnień. Myślimy sobie - ach, przecież nikomu tym krzywdy nie robię, napiję się jeszcze, będzie mi przyjemnie - wyłącza się myślenie, a załącza perspektywa odurzenia, ucieczki od świata i to też jest działanie Szatana. Bóg by nie chciał, byśmy sobie robili krzywdę, ale my przecież myślimy "nikomu krzywdy nie robię" - to egoistyczne i mało roztropne, bo przecież my, to też ktoś - to też osoba i boże stworzenie.
      >> Zrobię wojnę o pokój, sto tysięcy ludzi umrze, ale przecież robię to dla tego miliona po drugiej stronie i dla przyszłych pokoleń - durne usprawiedliwienie traktatu wojennego. A Szatan się cieszy.
      Reszta nie wymaga komentarza, mogłabym napisać to samo.

      Bardzo się cieszę, mogąc z Tobą podywagować. :)

      Usuń
  14. Myślę że WordPress raczej nie blokowałby dostępu z innych blogów do wystawiania komentarzy, bo by tym samym sobie zaszkodził, ludzie złoszcząc się z powodu problemów technicznych przenosili by się w inne miejsca.

    Moja choroba jest okropna, a raczej leczenie i jego skutki uboczne. Tak masz dobre wrażenie, jestem niepoprawna optymistką i dla mnie nie ma rzeczy niemożliwych. jestem silna, wszyscy wokół podziwiają mnie za tak wielką chęć życia i walki z tymi wszystkimi bolączkami jakie mnie ciągle dopadają. Siłę mam tylko i wyłącznie od Pana Boga, nie ma dnia bym Go nie prosiła o nią. Tego się Hexe nie da opisać, to trzeba czuć, w tym trzeba uczestniczyć, bo oprócz problemów zdrowotnych mam też różne inne i często jest tak, że się zastanawiam jakim cudem ja sobie z tym wszystkim radzę, dostaje kopa za kopem, a ja się podnoszę, otrzepuję i idę dalej, czuję się w pewnym sensie niezniszczalna i nie do pokonania, tak trochę jak Joanna d'Arc ;)

    Zgadzam się z tym co piszesz na temat szatana i jego działania, myślę dokładnie tak samo, gdyby wszyscy to zrozumieli i zmienili swoje postępowanie, świat byłby zupełnie inny, bardziej przyjazny człowiekowi i wszystkim stworzeniom.
    Czytam książkę pewnego księdza egzorcysty, bardzo pobożny i taki z prawdziwego zdarzenia ksiądz. Tam dużo pisze o swoich doświadczeniach związanych z różnymi chorobami fizycznymi i psychicznymi u ludzi, które są wynikiem działania złych duchów, takie przekleństwa i złorzeczenia mogą się ciągnąć za człowiekiem od pokoleń. Ja to teraz widzę, ale czasem niewiele mogę zdziałać. Coś w tym faktycznie sensownego jest. Analizuję sobie czasem swoją przeszłość i przeszłość bliskich i dochodzę do smutnych wniosków.

    No i właśnie, chciałam Cię bardzo przeprosić Hexo, że tak się rozpisuję nie na temat wpisu i zaśmiecam komentarze, ale czuję, że się świetnie rozumiemy i cieszę się, że trafiłam na Ciebie :) Jeśli uznasz, że nie powinnam się tu tak rozpisywać, to najwyżej usuń te komentarze, ja to zrozumiem :)
    A jeśli miałabyś ochotę ze mną jeszcze pokonwersować na różne tematy, to pisz na maila, adres znajdziesz u mnie na blogu w kontaktach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyczytałam, że choroba jest uleczalna, ale skutki leczenia (sterydowego szczególnie), mogą sporo napsuć. Masakra jakaś... To jak z chemią - może wyleczyć i może zabić człowieka.

      Po analizie Biblii i przesłuchaniu paru wykładów, doszłam do takiego samego wniosku, że choroby, nieszczęścia, na których pojawienie się, nie mamy wpływu, nawet na przedwczesne śmierci, cierpienie - na to wszystko ma wpływ przeszłość. Dawne pokolenia. Z księgi wyjścia [34,7] pamiętam, że Pan zsyła kary za niegodziwość ojców na synów i wnuków aż do trzeciego i czwartego pokolenia. Jakoś tak to było.
      Wyjścia roz. 20 wer. 5
      "Pan Twój Bóg, który każe występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia"
      I to się powtarza jeszcze cztery razy.

      Ale później zostało to zniesione i wielokrotnie o tym napisane w Biblii. Są zwolennicy tej pierwszej wersji, oraz zwolennicy "grzechu indywidualnego". Trudno to rozpatrywać, myślę, że trzeba ufać Bogu, że to co się dzieje, ma jakiś cel.
      Co do pierwszej zaś kwestii, był jeszcze fragment o tym, gdzie Bóg mówił, że ci, którzy go miłują, nie będą karani za występki ojców.
      To jest temat rzeka...

      Czy ja już nie mówiłam, że bardzo lubię takie rzeczowe komentarze? :) Wtedy wiem, że posty nie idą w siną dal, że zostały przeczytane. Dziękuję, że piszesz tak dużo, bo to dla mnie wielka przyjemność czytać takie wpisy.
      A właśnie, mail! To jest dobra dogra, bym mogła komentować Twoje posty :)

      Usuń
  15. No to cieszę się, że się tak dobrze rozumiemy ;) Najwyżej jak się inaczej nie uda, to możesz pisać komentarze na mojego maila, a mi może się uda je jakoś wklejać z Twoim nickiem i bym Ci na nie odpowiadała. Coś kurcze muszę z tym zrobić, bo nie lubię takich nierozwiązanych problemów.

    Jeśli czytałaś o tej chorobie, to na pewno widziałaś tam, że mogą być jej 3 odmiany i ja niestety mam ta trzecią najgorszą, która w zasadzie nie osiągnęła remisji i stan się pogarsza.
    Ta choroba jest nie tyle uleczalna, co można ją zatrzymać, gdy wykryje się ją bardzo wcześnie i organizm pójdzie odpowiednio na leczenie. Trochę inaczej to wygląda, gdy zachoruje dorosła osoba.

    W książce księdza, którą czytam, a o którym wspominałam wcześniej właśnie jest to napisane, że kary sięgają 3, a nawet 4 pokolenia, że dobrze jest wtedy odmówić specjalną modlitwę o uwolnienie od wszelkich błędów i przekleństw pokoleniowych i by sobie zrobić spowiedź z całego życia. Masz rację to jest temat rzeka i za każdym razem, gdy się czegoś nowego dowiaduję, to otwieram oczy ze zdziwienia. Wiesz, ja czuję, że pokutuję za moje pokolenie, gdy sięgnę wstecz pamięcią i słyszę z opowiadań rodziny, to widzę wiele rzeczy.
    No i ładnie z glutenu zeszłyśmy na wiarę. Zastanawiałam się przez chwilę, czy nie zacząć pisać na ten temat u siebie na blogu, ale boję się reakcji, to śliski temat, Ludzie mogą mnie odebrać jak osobę niezrównoważoną psychicznie, a tego bym nie chciała. Co o tym myślisz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie ta opcja wystarcza :) Uznaję więc nasz problem za rozwiązany :) Zapisze sobie adres Twojego blogach na liście czytanych, bym widziała jak dodasz coś nowego :)

      Chciałabym umieć pomóc każdemu. Jedyne co mogę zrobić, to przesłać pozytywne fluidy i być dobrej myśli. Jesteśmy tylko ludźmi, a to wymaga od nas niekiedy strasznego heroizmu.

      Ja pokutuję za błędy pokoleniowe w inny sposób, niemniej nieszczęścia, które się na mnie zwalały, wgryzły się w mój życiorys na stałe i nic już nie da tłumaczenie, że to nie moja wina, bo niestety jest moja sprawa. (Nic związanego ze zdrowiem).
      Staram się rozumieć, wybaczyłam.

      Obserwuję w rodzinie grzeszne poglądy - że się tak dziwnie wyrażę... - pęd za tym, za czym człowiek gnać nie powinien. Złe priorytety w życiu, złe jego rozumowanie, przedefiniowana teoria na temat "co to jest szczęście".
      Potrafiłam pójść własną drogą, ale nigdy chyba się od tego nie odetnę całkiem.

      Ja dosyć często poruszam ten śliski temat, a że podchodzę krytycznie do K.Rk., możesz sobie wyobrazić, że nie jednam sobie braci pod takimi postami. Nie boję się krytyki, bo kim bym była, gdybym kryła głowę w piach, gdybym wyparła się samej siebie? I Ty się bój ;)
      Czytam Biblię i pragnę zwrócić uwagę na niektóre sprawy, które tam są napisane, nie boję się o tym pisać, ani opowiadać o ludzi, których historia szczególnie mnie ciekawi.
      Zaproponuję Ci taką małą lekturę: http://wdrodzedonikad.blogspot.ch/2017/02/wildhaus-chrzescijanin-posrod-slepcow.html

      Usuń
  16. Super, cieszę się, że udało Ci się znaleźć taką skuteczną alternatywę. Teraz musimy sprawdzić jak działa to w praktyce ;)

    Ostatnio jestem wyczulona na obecność złych duchów i czasem czuję, że są one w człowieku, a ja wtedy cierpię, bo nie wiem jak pomóc tym osobom. Wiem, że pozostaje mi tylko modlitwa w ich intencji i wiara w to, że Pan Bóg poprzez Ducha Św. pomoże im uwolnić się z sideł złego i otwarcie się na Jezusa Miłosiernego.
    Staram się mówić wszystkim o Mszach Uwalniająco uzdrawiających by poprzez działanie Ducha Św. mogli jeszcze bardziej przybliżyć się do Pana Boga. Powiem Ci, ze ja na tych mszach kilka razy miałam spoczynek w Duchu Św. czytałam i słuchałam sporo na ten temat, a ja czuję i wiem, że to było Jego działanie. Od tego czasu bardzo to zmieniło moje wnętrze, otwarło oczy, pomogło zrozumieć wiele rzeczy. To jest niesamowite uczucie, nie do opisania.

    Przeczytałam Twój wpis do linka i mam mieszane uczucia, bo nie wiem jak się mam teraz odnieść do świętych obrazków, figurek, czy choćby relikwii, do których się modlę. Do kościoła chodzę dla siebie, dla pana Boga, by wspólnie z innymi się pomodlić, podać rękę na znak pokoju, są to dla mnie ważne symbole potwierdzające moją wiarę. Ostatnio oglądałam pewien film animowany, który w wzruszający i prawdziwy sposób wyjaśnia znaczenie mszy świętej. Mam pomysł na wpis, więc przy tej okazji może wstawię linka do tego filmu (bajki).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nauczyłam się kiedyś jednej bardzo ważnej rzeczy - nie pomożesz człowiekowi, jeżeli tego nie chce. To on musi pomodlić się do Boga o to, a Tobie pozostaje modlić się, by dojrzał ten problem i faktycznie zatroszczył się o swoją duszę.
      Z duchami jest ciężka sprawa... Wywodzą się od Kłamcy, potrafią doskonale zwodzić. Tylko Bóg może pomóc nam rozpoznać właściwe działanie.

      Wiem, że to bardzo trudna kwestia. Obrazy, figurki, medaliki... jesteśmy do tego jakby przyzwyczajeni. Od dziecka były to symbole (tak nam tłumaczono), do których modlitwa niesie się aż do Nieba. Kościół tłumaczy, że w Biblii figury są niszczone, ponieważ tam chodzi o innych bożków. Niby logicznie, ale tam jest ewidentnie zakazana modlitwa do rzeźb, ponieważ Bóg jest żywy. Tutaj musiałabym znów poszperać, doszukać się potrzebnych cytatów, a akurat nie mam nic na podorędziu.

      Odejście od Kościoła Katolickiego nie było łatwą przeprawą. Podam Ci jeszcze jeden link, ale uprzedzam, że wypowiadam się tam bardzo dosadnie i negatywnie. http://wdrodzedonikad.blogspot.ch/2016/03/koscio-ktory-ustanowi-jezus-vs-koscio.html
      Kiedyś chciałam zostać dziewicą konsekrowaną, także możesz sobie wyobrazić jak blisko Kościoła byłam. Ale zaczęłam wnikliwie czytać Biblię i się zaczęło. Wyjaśnienia, które serwowali mi księża, były dla mnie zbyt niejasne, poszłam za ciosem i zaczęłam szukać Prawdy. Właściwie jestem na tej ścieżce do dziś.

      Nie krytykuję Katolicyzmu, każdą wiarę należy szanować i ja bardzo lubię rozmawiać z Katolikami o religii (o ile się da, bo niektórzy niestety zmieniają dyskusje w awantury, nie wiem czemu). Wymiana poglądów kończy się wtedy, kiedy się okazuje, że mój rozmówca nie zna Pisma Świętego. Znam też takich, którzy twierdzą, że Biblia to poezja i nie należy jej brać dosłownie - dla mnie osobiście to największe świętokradztwo jakie w życiu słyszałam.
      Ale są tacy, z którymi polemika na bardzo wysokim poziomie, jest racjonalną wymianą poglądów, nikt nikogo nie próbuje przekonywać ani przeciągać na swoją stronę. Takie rozmowy przerabiałam na przykład z pustelnikiem z Konina. Szkoda, że tylko online, ale warto było.

      Uważam siebie za Chrześcijankę i staram się żyć według Pisma Świętego. Nie modlę się do obrazków ani figurek, nie noszę krzyżyka. Może przesadzam, może ja nie mam racji, może nadinterpretuję, ale tego nikt nie może wiedzieć, bo przekonamy się dopiero na końcu Drogi.
      Mam nadzieję, że nie brzmię jak fanatyk ;)

      Usuń
  17. W dalszym ciągu mam wyrzuty, że rozpisuję się tu nie na temat, mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe. Temat jest ciekawy i bardzo obszerny i ciężko jest go tak w całości ogarnąć.
    Wiesz Hexe bez obrazy, ale od jakiegoś czasu słysząc wypowiedzi teologów na temat Biblii, czy pewnych niewyjaśnionych zjawisk zaczęło mnie drażnić szukanie i udowadnianie naukowe dotyczące wiary i Boga. Ja tak to wszystko biorę na chłopski rozum i czuję, że tak jest dobrze. Nie sztuką jest znaleźć na to wszystko uzasadnione wyjaśnienia poparte dowodami, ale sztuką jest jak mówi Jezus "Błogosławieni Ci co nie widzieli, a uwierzyli."

    Czytałam Twoją dyskusję z dziewczynami w komentarzach pod postem, do którego podałaś mi wcześniej linka (ten teraz przeczytam w wolnej chwili) i szczerze mówiąc byłam tym wszystkim poruszona, bo zaprzeczało to temu co ja po części wiem i stosuję. W dalszym ciągu gnębi mnie ta sprawa z obrazkami i figurkami. Ja je tratuję jako symbol i pomagają mi w głębszym przeżywaniu mojej modlitwy. A co z obrazami w kościele, co z monstrancją, relikwiami? Mam w domu obrazek Św. Jana Pawła II z jego relikwią. Ten obrazek poprzedzony modlitwą dokonał cudów. Dwie osoby, którym wypożyczyłam ten obrazek ocaliło im życie, a i ja też szczęśliwie przeszłam przez poważną operację, bo ten obrazek z relikwią i modlitwą oczywiście mi towarzyszył. Myślę, że Pan Bóg to rozumie, wie, że są to podobizny i symbole Jezusa, Maryi i innych Świętych, wie, że ludzie czczą Bóstwo w niebie. Sama mam obrazek Maryi Częstochowskiej, krzyż z Jezusem ukrzyżowanym, który całuję, ale modlitwy kieruję do Boga prawdziwego. W sumie od zawsze było powiedziane, że krzyż to znak naszej wiary, wielu ludzi ginie w Jego obronie.

    Nigdy wcześniej nie interesowałam się innymi religiami, nie chciałam się w to wciągać, bo bałam się, że przez to oddalę się od Pana Boga. Ostatnio słyszałam, że tak popularni Jehowi to nic innego jak sekta. Słuchałam wypowiedzi różnych osób i tych, które odeszły z tej sekty, to co opowiadali to straszne rzeczy, aż mi włosy dęba stawały. To wszystko jest bardzo zagmatwane, a ilu ludzi tyle zdań i opinii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakże miałabym mieć za złe wciągające dyskusji na interesujące mnie tematy? ;)

      Zgadzam się z Tobą i naturalnie - ze słowami Jezusa. Swoich poszukiwań prawdy nie opieram na próbach udowodnienia czegokolwiek, a raczej bym powiedziała, że to jest szukanie tej najwłaściwszej drogi. Oczywiście Nowy Testament określa ją bardzo jasno.
      A skoro już wspominasz o naukowcach, zagłębiam się czasami w nowe odkrycia archeologiczne. Nie staram się odebrać Bogu boskości - takich programów jest na pęczki.
      Np. prześledziłam na mapie drogę jaką przebyli Izraelici do ziemi obiecanej, przeczytałam opracowanie osoby, która poszła tym szlakiem i okazuje się, że nawet tak na chłopski rozum i palcem po mapie, to nie były te miejsca, o których uczą w szkole. To jest szalenie ciekawe i marzy mi się, by kiedyś móc tamtędy pójść, ale niestety są to tereny ogrodzone i pilnowane.

      Bóg zakazał modlić się do bałwanów - znasz to określenie z Biblii. Tylko to Ci mogę powiedzieć. Wiem, rozumiem, że otaczasz się świętymi podobiznami i szanuję to. własnie przez to trochę lękam się odpowiadać Ci na Twoje pytania, bo sama wiem jak to potrafi mocno uderzyć...

      Dla mnie Katolicyzm to nic innego jak stary, poczciwy Kościół Rzymski. Polecam abyś poszukała i poczytała sobie o tym jak dawniej wyglądała religijność w Starożytnym Rzymie, a z zaskoczeniem przyznasz, że poza nazewnictwem, nic się nie zmieniło.
      Obecnie zbieram materiały z różnych źródeł, by o tym napisać na blogu, ale to troszeczkę jeszcze potrwa.
      Zwrócę Ci uwagę na pewna kwestię - jak to możliwe, że obrazek dokonał cudów? Jak to możliwe, że medalik może być cudowny? Dlaczego koronuje się obrazy?

      Znam kilku świadków Jehowy, niczego dojmującego nie zaobserwowałam, natomiast też czytałam i to bardzo wiele wywiadów z osobami, które uciekły, nazywając to sektą. To chyba ludzie są przyczyną, że jedni są szczęśliwi w tej religii, a drudzy się boją.

      Usuń
  18. O teologach i naukowcach pisałam ogólnie, więc przepraszam jeśli odebrałaś to zbyt dosłownie. Nie mam nic przeciwko badaniom i szukaniu informacji na tematy nas interesujące, choćby i religii, sama też szukam i czytam różne newsy i ciekawe informacje, bo kto pyta nie błądzi.
    Szczerze mówiąc to co piszesz mnie zaintrygowało, bo w zasadzie do teraz miałam zupełnie inne zapatrywanie na obrazy, czy figurki. Przypuszczam, że dużo osób tak myślało jak ja. Sama nie wiem, może powinnam to zmienić, ale jakoś tak trudno jest się przestawić. Jak trafi się okazja, to zapytam tego księdza, który napisał książkę, co on myśli na ten temat. Ja to nadal odbieram tak, że nie czczę jakiegoś tam wystruganego przez siebie bożka, tylko poprzez wizerunek Jezusa ukrzyżowanego modlę się zwracając się głównie do Jego osoby w niebie. Tak się zastanawiam, a może Bóg też to miał na myśli? Widzisz jestem niedouczona i to mocno, od jakiegoś niedawnego czasu zaczęłam zgłębiać swoją wiarę i interesować się tym jakże szerokim i niepojętym zagadnieniem jakim jest wiara i religia. Jednak jak to mówią, lepiej późno niż wcale :)
    Pomimo wszystko ciekawa jestem jak brzmiała by Twoja odpowiedź na nurtujące mnie pytania w sprawie tych wszystkich podobizn i relikwii świętych. Nie obawiaj się, nie będę mieć do Ciebie pretensji, bo niby o co? Jeśli znasz jakieś ciekawe publikacje warte oglądnięcia lub przeczytania, to poproszę linki.
    Jeszcze nasuwa mi się sporo innych pytań, ale to spokojnie i po kolei.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ spokojnie, ja się wcale urażona nie czuję. Za to cały czas się boję, że przesadzę w swoich wywodach... Bo jednak wiara to rzecz bardzo osobista, rzekłabym nawet - intymna.

      Z doświadczenia wiem, że księża wyjaśniają istnienie figurek i obrazów na zasadzie symboliki, wszystko dokładnie tak jak mi wcześniej powiedziałaś. Zapytałam więc oto kiedyś kobietę po seminarium. Okazuje się, że dawno temu, kiedy nie wszyscy ludzie byli biegli w piśmie, właśnie za pomocą obrazów było najprościej przedstawić im historię Jezusa. Stąd np. zawsze mamy namalowaną lub wyrzeźbioną całą drogę krzyżową, oraz inne wydarzenia biblijne. Jednak to miało charakter opowieści. Ludzie mogli sobie sami to wszystko analizować, spoglądając na piękne obrazy w świątyniach.
      Natomiast do wizerunków bogów modlili się zawsze Rzymianie, Grecy, Egipcjanie itd. Składali im przed oblicza bukiety kwiatów, zapalali świece i okadzali je. Taki typowy kult artefaktów.

      Ja Ciebie nie będę nawet próbowała zmieniać, mogę Ci jedynie przedstawić mój punkt widzenia. Jestem daleka od bojkotowania rodzaju wyznaniowego, wszak wierzymy wszyscy w Jezusa i to nas zbliża do siebie. Modlę się po prostu. Nie klękam przed obrazkiem czy figurką, modlę się po prostu. Do tego również nie jest potrzebna świątynia, choć przecie Bóg zachęcał nas, abyśmy spotykali się na wspólnych modlitwach w bożnicach. Bardzo podobają mi się kościoły religii reformowanych, wyglądają dość nietypowo. W środku są ławy, a tam gdzie powinien być ołtarz, stoi zwykły stół, zaś za nim, w centralnym punkcie znajdują się organy.
      Ludzie przychodzą tam aby wspólnie czytać Biblię i modlić się. Nigdzie nie wiszą żadne obrazy, nawet krzyża nie ma, ot zwykłe miejsce spotkań, ale to nadal Chrześcijaństwo, tylko nie Katolickie.

      Mam sporo tematów w odręcznych notatkach na luźnych kartkach, które czekają na zebranie do kupy i opublikowanie na blogu. Chce poruszyć takie zagadnienia jak kult Maryjny, rola świętych oraz cuda jakie zdarzają się na świecie. Czeka mnie sporo siedzenia nad tym jeszcze...

      Usuń
    2. Witaj ponownie, przepraszam, że się tak nie odzywałam, ale życie i nadrabianie blogowych zaległości mnie goni :)
      Na temat modlitwy do obrazków i figur znalazłam ciekawy artykuł, który potwierdził to co myślałam i uspokoił mnie, bo teraz wiem, że nic złego przeciw Panu Bogu nie robię :) Jeśli chcesz to możesz zerknąć http://archidiecezja.lodz.pl/pwp/?p=1485

      Usuń
    3. Ten tekst trochę odbiega od tego o co nam chodzi. Pojawia się wielokrotnie to zagadnienie, ale odpowiedzi są bardzo wymijające. Na podstawie konkretnych fragmentów biblii, położona jest opowieść o tym skąd brały się malowidła na ścianach grobowców czy cheruby w świątyni, a to też nie jest tematem naszej dysputy. Zaś Arka Przymierza nie jest zupełnie na temat. Nikt jej nie oddawał nigdy kultu.

      Chodzi o takie sprawy jak modlitwa przed obliczem wykutym z drewna czy namalowanym na płótnie. Jak już wcześniej Ci wspomniałam, każdy katolicki ksiądz powie Ci, że to tylko symbol, że tak naprawdę oddajemy cześć tylko Jedynemu Bogu. Ale to nijak ma się do cytatów podanych wyżej w całym artykule, który moim zdaniem tego nie tłumaczy, a jedynie zaciera oczy i usprawiedliwia.

      Kult Maryjny to dla mnie osobny wątek. Efez tym bardziej. Ona nie została nam dana, aby ja uwielbiać, ale ją czcimy jako wieczną dziewicę, chociaż nią nie była. Jezus miał wszak braci. Ponad to bokiem nie urodziła, prawda? ;] To jest kolejny temat bez końca.

      Nie jestem tradycjonalistką, Biblia wskazuje, że wcale nie ma nakazu specjalnego kultu ani religijności, tak jak na przykład to było za dawnych czasów Rzymskich. Zamówiłam sobie książkę o tym, chyba za tydzień powinnam ja dostać...

      Nie chcę, by z tego wynikną jakiś spór. Nie jestem pewna czy w ogóle powinnam poruszać takie tematy na blogu, czy nie powinnam się z tego wycofać, bo z tego co zauważyłam, ludzie czuję się często atakowani takimi kwestiami. Uczucia religijne jest naprawdę łatwo zranić, a jeszcze łatwiej zrazić kogoś do siebie tylko przez drastyczne różnice poglądowe.

      Usuń
    4. Ja się bynajmniej na Ciebie nie gniewam i też nie jestem skora do sporów. Jednak odkąd przeczytałam tu u Ciebie o modlitwie przed obrazkami i figurkami dużo o tym myślę i mam zamęt. Nie ukrywam, że źle się z tym czuję, bo nie chcę działać przeciw Bogu. Bardzo się otworzyłam na niego i jestem głęboko wierząca. Msze o uwolnienie i uzdrowienie otwarły mi oczy i wnętrze na wiele spraw, pomogły wiele rzeczy zrozumieć. Z drugiej zaś strony nie wyobrażam sobie teraz porzucić swój ołtarzyk, który mam przy łóżku, przestać modlić się do krzyża i całować go. Ja traktuję to jako symbol. Poprzez figurkę, czy obrazek wydaje mi się, że jestem bliżej Pana Jezusa. W żaden sposób mi Go nie zastępuje, ale pozwala bardziej zatopić się w modlitwie, którą powierzam jedynemu naszemu Panu, który króluje w niebie. Pytałam nawet samego Pana Jezusa i on mi odpowiedział w myślach, że jeśli coś miłuję bardziej od niego i temu oddaję cześć to jest to wtedy bałwochwalstwo, a że tak nie jest, to wobec tego nie potępiam Pana Boga.

      Faktycznie wiara to bardzo śliski temat, ja sama od nie tak dawna zaczęłam w nią wnikać głębiej i doinformowywać się, ale staram się pomimo wszystko nie przekraczać pewnych granic by nie zmącić mego duchowego spokoju. Czasem proszę Pana Boga by mi wskazał prawdę by mi podpowiedział co jest dobre i co złe i powiem Ci, że to działa. Zaczynam wyczuwać, w co mam faktycznie uwierzyć, a w co nie. Ten tekst, który Ci podesłałam też znalazłam przez przypadek i jak dla mnie jest on zrozumiały i wystarczająco tłumaczy to co chciałam wiedzieć. Nie gniewaj się, ale wydaje mi się, że takie zbyt głębokie drążenie tematu, doszukiwanie się "prawdy" już nie jest dobre, ja wyczuwam w tym złego ducha, który cały czas mąci by tylko wzbudzić w nas jakieś wątpliwości i by zburzyć spokój oraz odwrócić naszą uwagę od Boga.
      Dlatego pisałam Ci, że się zastanawiam, czy pisać o wierze chrześcijańskiej na blogu, bo boję się, że ktoś te moje głębokie przekonania i wiarę źle odbierze. Myślałam o opisaniu swoich świadectw, nie wiem, czuję, że powinnam, ale póki co dojrzewam do tego powoli.

      Usuń
    5. Długie lata miałam swój ołtarzyk w pokoju, kiedy jeszcze mieszkałam z rodzicami. Wprowadzając się do narzeczonego, a dziś męża - on również takowy miał, bo wiele lat spędził blisko kościoła, pochodzi z katolickiej rodziny. Był ministrantem, pielgrzymował, udzielał się w Kościele. Teraz oboje zeszliśmy z tej ścieżki, ale jego brat np. jest Szafarzem, więc możesz się domyślać jakie to stanowi ciężkie przeprawy, gdy na salony wchodzi temat Wiary.
      O mnie wiesz tyle, że byłam gorliwą Katoliczką do pewnego czasu, kiedy sama zaczęłam czyta Biblię i szukać również innych ksiąg, listów, dokumentów itd. O mały włos, a założyłabym szkaplerz, ale tak na próbę, bo bliższe mi było dziewictwo konsekrowane. Chciałam całkowicie oddać swoje życie Bogu, a później zrozumiałam, że nie muszę wcale w ten sposób.

      Mąż chyba przyjął wszystkie fakty na lekko, ale może po prostu mężczyźni podchodzą do tego inaczej. Dla mnie odnajdywanie różnic Chrześcijaństwo, a Katolicyzm, to był tak ogromny szok, że po prostu zgniotło mnie to. Byłam rozbita przez bardzo długi czas, to bardzo bolesny okres i rozłam w życiu, w sercu także. Ale później pomyślałam sobie, że w zasadzie Boga mam w serce cały czas, że moja Wiara tu się nie zmieniła. Zaczęłam szukać informacji na temat osób, które doświadczyły czegoś podobnego jak ja. Dotarłam do wielu ciekawych nagrań, prowadzonych przez zwykłych ludzi, którzy nabierali jeszcze większą dokumentację jak ja.
      Kiedyś tylko zadawałam pytania. Teraz modlę się o to, bym dobrze zinterpretowała to co czytam i znajduję, bo nie możemy być wszyscy w 100% pewni, że mamy rację, ja czy Ty. Jestem otwarta na nowe wieści, teksy, informacje. Prace reformatorów.

      Obie modlimy się o to, by prawidłowo rozumieć i obie otrzymujemy odpowiedzi, w sumie dobre, Bóg jest centrum naszego życia i to jest najważniejsze. Kwestia teraz tylko JAK się do Niego modlimy, JAK się do Niego zwracamy, CO dokładnie robimy, JAKIE obrządki nam towarzyszą i GDZIE się modlimy. Wszystko sprowadza się do przyziemnych i takich typowo ludzkich problemów, te symbole czy figurki, oraz świątynia - są potrzebne człowiekowi, by miał coś ziemskiego. Tak samo myślę o Arce Przymierza, którą Bóg, niczym dobry tato, dał ludziom, by mięli coś od Niego. To tak trochę jak pierwszy telefon komórkowy, który dostałam od mojego taty. Byłam przeszczęśliwa, że możemy do siebie zewsząd dzwonić. Znam np. takie osoby, które nie potrafią skupić się na modlitwie, jeśli np. próbują modlić się w domu, że potrzebują tego kościoła, tego budynku, tej świątyni, aby za progiem zostawić co wszystko, co rozprasza.
      I pewnego dnia wyszedł mi taki wynik moim przemyśleń, że tak naprawdę te ziemskie, ludzkie sprawy nawet nie zbliżają się w żadnej mierze do boskości, że to niepotrzebne. I nie ma już tego ołtarzyka w domu, ale modlitwa tak.

      Złych duch mąci, oj tak, żebyś wiedziała. Jednak nie w tym sęk, bo sama Wiara istnieje we mnie jak i przekonanie do tego, że w tej wierzę chcę dalej żyć jak i umierać. I myślę, że nie robię nic źle, bo Bóg nie będzie patrzył na to, czy mam bozię w domu, czy krzyż wisi na ścianie, czy modlę się przed ołtarzykiem, tylko czy w ogóle zawierzyłam się Bogu, ufam Mu i modlę się. Tak bym powiedziała. A jeśli mogę mieć rację w kwestiach figurek, a jeśli On jednak zważa na to, czy ten krzyż, ta bozia... to powiem tak, jedno z nas źle interpretuje Pismo Św. Ja albo Ty. Kościół RzK. albo reformatorzy. I tego dowiemy się dopiero po drugiej stronie.

      Usuń
    6. Ja nie mówię, że to właśnie ja mam rację, bo może być tak, że obie ją mamy, bo obie mamy Pana Boga w sercu i modlimy się szczerze, nie bluźnimy przeciw Niemu i nie wypieramy się Go, a tego chyba Pan Bóg oczekuje od nas. Póki co zaczęłam całkiem niedawno doinformowywać się w sprawach wiary chrześcijańskiej. Jednak robię to z rozwagą, bo wiem, że jest dużo różnych sekt, odłamów Chrześcijaństwa, które na pozór mogłyby się wydawać tym samym, a jednak po wnikliwym przyjrzeniu się wcale tak do końca nie jest.
      Modlić się mogę wszędzie, nie mam z tym problemów, chociaż faktycznie czasem ciężko jest mi się skupić, gdy wkoło mam całe mnóstwo domowych rozpraszaczy.
      W sprawie figurek i obrazków myślę podobnie jak Ty, że Pan Bóg nie będzie nas rozliczał za ich posiadanie i traktowanie, tylko czy nasza modlitwa jest szczera i czy modlimy się do Niego jako naszego Pana w Niebie, czy tylko i wyłącznie do figurki.

      Jeśli miałabyś ochotę mnie odwiedzić i napisać komentarz, to możesz spróbować, bo jest tam odhaczone obowiązkowe zalogowanie się, trzeba podać tylko nazwę i swój mail, a gdyby były problemy, to daj mi znać, to jeszcze to odhaczę, bo przecież musi być jakieś wyjście. A swoją drogą, nie mam pojęcia skąd pojawił się ten problem, bo w zasadzie nikt inny mi podobnego nie zgłaszał.

      Usuń
  19. Produktów z pszenicy unikam już od paru lat i na zdrowie mi to wychodzi. Niestety uwielbiam świeży chleb pełnoziarnisty (także ten z pszenicy) i czasem po prostu muszę go zjeść. Ale ostatnio stosuję głównie śniadania bez pieczywa. :)
    Dzięki za ten wykład, trochę sobie przypomniałam o tej przepuszczalności jelit.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pieczywo lubię i jadam, ale tylko w podróży. Wypróbowałam już chyba wszystkich możliwości pakowania jedzenia na drogę i jednak bułeczka sprawdza się najlepiej. Lubię pieczywa pełnoziarniste, lubię pumpernikiel (tego jednak w drogę nie polecam, kruszy się), a chyba najbardziej chleb ze śliwką. Nie unikam jakoś chorobliwie, bo na szczęście nie muszę. Ograniczyłam do niezbędnego minimum i okazało się, że to był właśnie problem mojego nadmiaru tłuszczu w okolicach brzucha. Taka sytuacja.

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.