wtorek, 13 lutego 2018

Kaktusy pod patronatem UNESCO i Muzeum Narodowe Szwajcarii.

Jeszcze pozostajemy w miejskim klimacie, bowiem w Zurychu przyciągnęły nas programowo i obowiązkowo dwie lokalizacje. Zacznę swą opowieść od tej, moim zdaniem ciekawszej. Roślinnością sucho-lubną pasjonuję się od dziecka. Historią także, dlatego po wyczerpującej prezentacji zuryskich szklarni, opowiem Wam o wizycie w Narodowym Muzeum.
   Jest kilka wymogów, które stawiam zanim powiem o odwiedzonym miejscu, że jest godne polecenia. Jednym z nich jest brak miejsca na nudę, a drugim umiejętność zaciekawienia mnie, nawet pomimo braku mojego zainteresowania już na wstępie. Kolekcja kaktusów nie musiała się specjalnie wysilać, bo to i tak moja zajawka, a Muzeum mnie zawiodło, o czym opowiem na sam koniec, jak zwykle pokazując to, co w ofercie było najlepsze - niech zatem Was oczy nie zmylą 😉


Alles Kaktus?
Taki napis znajduje się nad wejściem do szklarni.

Sukkulenten-Sammlung Zürich, dosłownie Kolekcja Sukulentów miasta Zurych, jest ogrodem botanicznym, którego nie wolno ominąć zwiedzając to miasto. Jak wiecie z poprzedniej notki, niewiele mnie w Zurychu oczarowało, a to miejsce nawet czegoś nauczyło, dlatego poświęcam mu najobszerniejszy konspekt.
   Jest to miejsce edukacyjne dla małych i dużych i chyba jedyna galeria, w której nie potrzeba wieszać przy eksponatach plakietki z napisem "nie dotykać" 😉 Mieści się tu również biblioteka botaniczna, zielnik i Międzynarodowe Organizacje Badań nad Sukulentami, a także mały sklepik, w którym można nabyć rozmaite okazy.

Powiększ.






Pierwsze, co robi wrażenie, to ogrom terenu. Szklarnia jest otoczona parkiem, mieści się nad jeziorem. Obiekt ma obecnie 4750 metrów kwadratowych (1,17 akrów), w tym 700 metrów kwadratowych (0,17 akra) w sześciu szklarniach,  oraz 16 ogrzewanych skrzyń na odkrytej powierzchni.
   Każda szklarnia jest opisana na wejściu - jaki to klimat, jaki region geograficzny prezentuje zawartość szklarni, jaka temperatura i wilgotność panują wewnątrz.







Skąd wzięło się tutaj tyle sukulentów? Pod koniec lat dwudziestych niejaki Jakob Gasser - hodowca kaktusów, próbował sprzedać swoją kolekcję władzom miasta, tj. około 1500 sukulentów. Przedsięwzięcie się nie powiodło, ale pewnego dnia właściciel... jakiegoś sklepu... kupił tę kolekcję i - podarował - ją miastu.
   Kiedyś miałam pełno kaktusów, warunki mieszkaniowe (bloki, centralne ogrzewanie, duchota), sprzyjały ich rozwojowi. Aktualnie moja prywatna kolekcja liczy dosłownie kilka sztuk, za to rozrasta się dżungla tropikalna, ale miłość do kolców pozostała.

Stało. Nie wiem po co. Wyobrażam sobie, że może to być na cześć kolekcjonera, który żył w czasach maszyn do pisania.





Kolekcja zawiera jedną z największych i najważniejszych zbiorów sukulentów. Aktualnie w kolekcji znajduje się ponad 6500 różnych rodzajów sukulentów z ponad 80 różnych rodzin roślin.
   Kolekcja jest finansowana przez Grün Stadt Zürich i przez stowarzyszenie wzmacniające, Förderverein der Sukkulenten-Sammlung Zürich. Dzięki temu wstęp jest całkowicie darmowy.

Kwiat eszewerii. Miałam kiedyś taki sam, dopóki nie wystawiłam rośliny na balkon. Ugotowała się.
Śmiem przypuszczać, że w okresie letnim na balkonie nie panują już warunki ziemskie...

To jest drzewo. Na zdjęciu tego nie widać, ale ten kaktus jest ogromny.

Instytucja uczestniczy w międzynarodowej wymianie nasion między instytutami botanicznymi, a ogrodami na całym świecie.
   Ponadto w Sukkulenten-Sammlung znajduje się wyspecjalizowana biblioteka na temat wszystkich roślin. Te książki nie mogą opuścić biblioteki, ale można je zobaczyć, gdy kolekcja jest otwarta.
   Biblioteka zawiera ponad 30 187 tytułów.
   Jest jeszcze zielnik, który powstał równocześnie z międzynarodowymi organizacjami badań nad sukulentami (IOS). Posiada bardzo obszerne archiwum roślin. Obecnie jest pod patronatem szwajcarskiej komisji UNESCO.

Rasta-kaktus 😁

Kaktus typu "dzikie węże". Próbowałam dopatrzyć się korzenia, nie wiem gdzie go ma, ani czy go ma.



Wiecheć aloesowy. Miałam podobny, ale przygnił trochę. Kiedy go adoptowałam, okazało się, że nie ma już ratunku i trzeba amputować. Tym sposobem mam czubki w paru doniczkach. Chciałam znów zbudować taki wiecheć, ale małżonek chce mieć je osobno. Próbowałam mu wytłumaczyć, że to nie są bambusy, tylko krzew, ale nic z tego.
Wzbogaciłam swoją wiedzę o to, co było mi najbardziej potrzebne, mianowicie w walce ze śmiercią. Dorwałam się do katalogu pasożytów i chorób jak szczerbaty do sucharów. Bez drobiazgowej znajomości słownictwa w tym zakresie, ciężko sobie dogodzić wiedzą...
   Dopomógł mi mąż, mający wystarczający zasób słów. Co ważniejsze, informacje zawierały nie tylko metodę na chorobę, ale i na przyszłość - jak zapobiegać.
   Zauważyłam, że pasożyty i wszelkie choroby rosną w Szwajcarii jak na drożdżach... Przez moje doniczki, plagi przechodzą kilka razy w roku, stąd mój entuzjazm.
   Wkrótce zamierzam położyć kres nawracaniu plag, serwując im naturalnego wroga. Coming soon...







Strefa wilgotna wymagała szczególnej uwagi hodowców. Niektóre z roślin wymagały klimatu w najdrobniejszym szczególe zbliżonego do naturalnego, są to rośliny, których na pewno nie da się trzymać w domu na parapecie.
   Niektóre stały wolno w zamkniętej szklarni z zupełnie innym stanem wilgotności, co było odczuwalne dla nas. Zaś te, wymagające szczególnej troski, zamknięto w terrariach z dodatkową liczbą specjalnych urządzeń. I właśnie za takie coś zamierzam zabrać się w przyszłości. Mam nadzieję, że nie będę musiała odseparowywać pomieszczeń żadnym przepierzeniem 😶





Żywe kamienie. Raz miałam jednego na próbę, miał na imię Móżdżak. Niestety coś zaszło gdy wyjechaliśmy na wakacje i Móżdżak padł. Nie znamy przyczyny, oficjalnie zawsze mówię, że zdechł z tęsknoty. Ale czy to w ogóle możliwe?
   Chcę podjąć jeszcze jedną próbę, niestety w sklepiku akurat nie mieli tego gatunku na sprzedaż.




Lokalizacja:

Szklarnie znajdują się w dzielnicy Enge, nad Zürichsee (Jezioro Zuryskie). Są one częścią promenady Quaianlagen i znajdują się na południowo-zachodnim brzegu jeziora.
   Kolekcja oddzielona jest drogą Mythenquai od dolnej promenady nad jeziorem i portu Enge w pobliżu dolnego wejścia do Rieterpark.


Szwajcarskie Muzeum Narodowe w Zurychu

Wraz z Londynem i Nowym Jorkiem, Zurych stał się ważnym ośrodkiem sztuki współczesnej. W samym sercu miasta znajduje się ponad 50 muzeów, z których około 14 poświęconych jest sztuce, z czego utworzono ponad 100 galerii. I musieliśmy akurat wybrać to najważniejsze w mieście... 😯
   Kilka kroków od głównego dworca w Zurychu stoi Szwajcarskie Muzeum Narodowe. Jest to ponad 100-letni budynek - piękny, od razu mnie zauroczył.


Widok z okna na dziedziniec.
Muzeum mieści największą kolekcję historii kultury w Szwajcarii. Zawiódł mnie sromotnie - to właśnie w tym miejscu Zurych okrył się wstydem. "...bo Szwajcarię stać na bardzo fajne, interaktywne muzea, w których nawet najbardziej wybredny turysta by się nie nudził..." A zwiedzałam w tym kraju takie, do których mam naprawdę chęć jeszcze kiedyś wrócić. To natomiast - odradzam.
   Co mam na myśli mówiąc - interaktywne? Większość z Was chyba najlepiej uczy się z własnej praktyki. Ja również należę do grona "fizycznych" 😉 wiec z przyjemnością siadałam do ksiąg, w których każda strona przejawiała ruchome obrazki. Dzieje się tak za pomocą rzutnika kierowanego z góry na książkę. Zawsze mnie zastanawiało, jak to jest, że ta maszyna nie myli stron?
   Były jeszcze magiczne lunety, pod których guziczkami kryły się odpowiedzi na takie pytania jak: jakie wyznania religijne dominowały na danych obszarach?, albo: w jakich językach mówi się w poszczególnych regionach? Do tego dochodziły zmiany zależne od lat. Lunetę kierowało się na mapę, na której można było oglądać kraj z odległości bądź w przybliżeniu, jeżeli chciało się zobaczyć np. swoją dzielnicę.
   Na poniższym zdjęciu widzimy interaktywną mapę, a właściwie makietę geograficzną, na której rzutnik wyświetla to, co w danej chwili sobie życzymy zobaczyć, a sterujemy makietą za pomocą małych tabletów.


Z sektorze finansów, można było otworzyć skrytkę. A w niej...:

Dla głodnych ogromnej wiedzy, stoliki z różnymi materiałami do wglądu na miejscu.
Makiety - wprost szaleję za nimi. Mam to chyba w genach, dziadek budował różne modele, miał zamki, pojazdy, latarnie morskie. Sama pamiętam ile frajdy sprawiało mi budowanie miasta na zajęciach szkolnych.
   Zawsze lubiłam fotografować te detale...




A gdy makieta batalistyczna przejawia prawdziwą akcję - a nie tylko zaznaczenie, z której strony kto nadszedł - przeżywam makietową nirvanę 😝
   Jakbym taką miała, to bym ciągle planowała jakieś wojny. 😔







Mam jeszcze jedną słabość - stare globusy. Poza tym, że ich kształt jest bardzo tajemniczy (przecież można w nich coś schować), to często te z dawnych czasów są zrobione z drewna i skóry. Ponadto kryją jeszcze inne ciekawe sekrety.
   Przede wszystkim malował je nie tylko specjalista, ale też artysta. Są kunsztowne, są dopracowane w każdym szczególe, nie tylko mapa jest na nie nałożona, ale i rysunki charakterystycznych dla danego regionu rzeczy bądź zwierząt. Za tą drobiazgowość marzę o takim globusie. Ależ to próżne i puste... 👹
   Śniło mi się kiedyś, że ukradłam globus Wolandowi. To było coś... Tzn. nie kradzież, ale ten konkretny globus.

"Obok Wolanda stał nietypowy, również „żywy” globus. Gospodarz zakomunikował Małgorzacie, że ów „drobiazg” służy mu jako źródło informacji, ponieważ prezenterki radiowe są niekompetentne - nie dbają o dykcję i źle wymawiają niektóre słowa, np. nazwy miejscowości. Na globusie widniał skrawek ziemi, który przekształcił się w mapę plastyczną. Na tym skrawku toczyła się wojna. „Małgorzata zobaczyła maleńką figurkę leżącej na ziemi kobiety, a obok niej, w kałuży krwi, maleńkie dziecko z rozrzuconymi rączkami.”

- "Mistrz i Małgorzata"




Później przez chwilę byliśmy w raju, ale krótko to trwało, bo na mój gust brakło tutaj artefaktów. Oręż biała, konkretnie miecze, a i włócznią nie pogardzę, mieści się w zakresie moich zainteresowań już od bardzo dawna.
   Niestety nadal władanie mieczem. To ostatni rodzaj broni z którą nie miałam fachowej styczności, a tak mi się szaleńczo podobają...


To była bardzo długa włócznia... Tak bardzo, że zanim zrobiłam to zdjęcie, próbowałam jeszcze na kilka innych sposobów, ale ostatecznie nie udało się oddać jej długości.

A tutaj już czasy rajstop, piór i koronek. Nie są to moje ulubione czasy, ale po przeczytaniu książek Anny Rice, nie całkiem nimi gardzę. Jest kilku facetów, którzy wyglądają oszałamiająco w cylindrach i innych takich, bo ona umiała to opisać.
   Innymi słowy, gdy nie czar słów, czar piór by nie istniał.

To jak? Który z panów odważyłby się przymierzyć to wdzianko? 😁

Lusterko z napisem (pod czachą) "memento mori". Podpisuję, bo nie widać.
Oczywiście przejrzałam się w nim (jak widać) i teraz będę pamiętać.
Kto z Was chciałby mieć takie lusterko w łazience? 😀
Przedsionek gry i zabawy dla dzieci. Zajrzeliśmy, bo zawsze zaglądamy wszędzie i podobało mi się. Serio, gdyby nie małe przeszkody, chętnie zanurzyłabym się w tym głębiej...


Zabawa w dojenie wymion. Obok był ekran znamionujący postęp.
Ciekawe, prawda? 😸
Dostępna była również wystawa okresowa ubrań dla kukiełek. Dla tych ważnych kukiełek. Niektórzy ludzie się do nich modlą.
   Nie jest to stałą częścią muzeum, więc daruję Wam widoku o wątpliwej urodzie. Wystawa zajęła kilka sal, w których mogłoby znaleźć się coś naprawdę godnego podziwu. Trochę żal miejsca.
   A tędy zmierza się do wyjścia:


I to jest wszystko co godne uwagi. Muzeum jest tak naprawdę znacznie większe, mroczna przestrzeń wzorowo eksponuje podświetlane gabloty, w których mogliśmy ujrzeć jeszcze zasoby np. prehistoryczne. Naczynia, groty, inne relikty. Bardzo malutko. Ogólnie jak na muzeum takiej rangi, uważam, że je za bardzo mało zasobne. Wiadomo, że chodzi o jakość, ale i ona nie robiła specjalnego wrażenia.
   Mam porównanie do innych przybytków wiedzy i kultury, dlatego moja krytyka wiąże się z tym, na co naprawdę stać ten kraj. Szwajcaria posiada muzea, z których aż nie chce się wychodzić. Tutaj mięliśmy oboje z małżonkiem uczucie zmarnowanego czasu.

26 komentarzy:

  1. Spędziłam na czytaniu tego posta baaardzo dużo czasu i nawet robiłam notatki żeby nic mi nie umknęło!
    Planowałam zachwycać się kaktusami-robakami z trzeciego zdjęcia i kolczasta kulą z czwartego, ale w końcu uznałam, że przecież wiesz, że są super bo inaczej nie robiłabyś im zdjęć.
    Więc w skrócie - ogród botaniczny wygląda fantastycznie! Świetnie ogląda się Twoje zdjęcia i czyta podpisy!
    Co do muzeum to rzeczywiście, niektóre elementy, jak makiety czy ten cudowny globus 💜 💜 💜 są bardzo fajne, ale szkoda by mi było czasu na to muzeum przy krótkiej wycieczce do Zurychu.

    Pozdrawiam 💜

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Notatki i plany zwiastują podróż. Czyżbyś w niedługim czasie wybierała się do Zurychu? ;)
      Niezwykle mi miło za odwiedziny i dziękuję za uroczy komentarz :)

      Usuń
  2. Kaktusy cudnej urody, oglądałam podobne kolekcje w Palmiarni w Poznaniu czy w Książu, ale ta szwajcarska chyba największa. Kaktusy z igłami jak włosy są ciężkie w uprawie, bo te włoski kaktus sieje i włażą wszędzie...a rasta-kaktus jak dzieło sztuki, podobnie te monumenty:-)
    Też lubię, gdy ekspozycje mają dodatkowe walory kształcące i można samemu tego i owego spróbować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie każdy kaktus gubi kolce. Są takie, co - jak mówisz - sieją igły. Miałam kiedyś gatunek, którego kolce miały haczykowate zakończenia i jak się wbił komuś, to kolec odpadał i ciężko go było wyjąć. Większość kaktusów jednak, ma igły na stałe.
      Najważniejsze, czego się nauczyłam, to poradzić sobie z plagą szkodników :)

      Usuń
  3. Kaktusy moim zdaniem rządzą. Są nieziemskie, a te ze zdjęć to już w ogóle wymiatają. :)

    Druga lokalizacja też wydaje się ciekawa. :)

    No to widzę technologiczne nowinki. Coś jak odrzutowy zamiennik miotły. ;)

    To my mamy też paru takich sąsiadów, co lubią w piątek coś sobie postukać. Cóż tak to w blokach już jest i będzie.

    No to elegancko, szukam muzyki co mnie jakoś zaskoczy, a jak jeszcze kogoś zaskoczę nią to już w ogóle jest super.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieziemskie? Wyobraź sobie planetę kaktusów.... Musiałabym na powrót zorganizować statek-kontener, bo od każdego chciałabym sadzonkę :D

      Nimbus2000 to pryszcz przy tym ;)

      Zauważyłam, że z tymi sąsiadami w blokach to tak jest - w Polsce.

      Usuń
  4. Kto by pomyślał, że kaktusy są tak różnorodne! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. JA! To moja ulubiona roślinność :D

      Usuń
  5. Witaj Hexe.
    Lubię kaktusy, pod warunkniem, że na któregoś nie usiądę.
    Jednak przepadam za drzewkami bonzai.
    Muzeum super, bo lubie takie klimaty.
    pozdrawiam i zapraszam.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest taki specjalny gatunek kaktusa, rośnie ogromny i przypomina pufę. Nazywa się Echinocactus grusonii, a potocznie "fotel teściowej" :D :P

      Spodziewałam się, że Ty i bonzai. Ciebie ewidentnie ciągnie do kultury wschodu.

      Usuń
  6. Cool post, dear! Very beautiful photos!
    I will be happy with the friendship of blogs ♥ I subscribed to you
    Julia Shkvo

    OdpowiedzUsuń
  7. Ta kaktusiarnia zachęciła mnie do odwiedzenia gliwickiej palmiarni ;)!!! Pewnie jest 10 razy mniejsza... ale zawsze to coś :D!!!

    Lubię odwiedzać muzea i pewnie i tak bym do niego poszła będąc w Zurychu :D!!!
    Pozdrawiam :)!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłam w Gliwickiej palmiarni i polecam!! Mnie się podobała :)
      To szczególnie fajna akcja zimą, bo idziesz się wygrzać. (miej to na uwadze i nie zakładaj pod kurtkę najgrubszego swetra ;P)

      Usuń
  8. biblioteka posiada ponad 30.187 tytułów? porażająca jest ta szwajcarska precyzja.
    zdawało mi się, że pośród roślin był kwitnący grubosz. aż poszedłem sprawdzić, dlaczego mój nie kwitnie. ciepło ma zbój i stoi już z pół miliona lat, to chyba mógłby wreszcie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grubosz jest sukulentem z Afryki Południowej, miałam takiego w PL, teraz przejęła go mama i nigdy, przenigdy nam nie kwitł, bo nie ma idealnych warunków. Żeby zakwitł, musi latem stać dużo w słońcu, nasz stoi całe życie w cieniu, więc nie ma szans ;)
      No i jeszcze jedna sprawa, żeby kwitł, trzeba go przezimować. My nie mogliśmy, bo w blokach nie ma "zimowych" warunków dla tej rośliny.
      Tak samo kaktusy, żeby kwitły, trzeba je przezimować. O zimowaniu sukulentów znajdziesz dużo informacji w internecie, albo pytaj jak coś ;)

      Usuń
  9. Tyle zdjęć tutaj, że już niektóre mi się nie ładowały.
    Jak ja bym chciała zobaczyc te wszystkie kaktusy. Też je niesamowicie lubię i to jedyne rosliny, ktore ze mna wytrzymuja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba kwestia mocy internetowej. Na prośbę jednej z bloggerek, uszczupliłam "odchudziłam" całą stronę graficznie. Ale same posty to już co innego. Jedyne co mogę zrobi, to prosić o cierpliwość.
      Najcudowniejszym prezentem od takiej roślinności to dostać kwiat. Szalenie ciężko jest sprawić takie warunki, aby sukulenty kwitły.

      Usuń
  10. Myślę, że odnalazłabym się w obydwu miejscach.
    Uwielbiam wszelkie rośliny, więc szklarnie z kaktusami chętnie bym zobaczyła.
    Do muzeum też bym wstąpiła.
    Najbardziej przypadła mi do gustu męska garderoba /dobre dla piłkarza/ oraz dojenie krowy:)
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Garderoba dla piłkarza? To żółte? XD Z zaznaczonym, najczulszym punktem? XD Już widzę pierwsze podanie... XD hahaha!
      Tak, chciałam doić krowę, ale cycki były niestety ciągle okupowane :P

      Usuń
  11. Great post, very interesting. :)
    Maybe follow for follow ?
    http://goldeeenboy.blogspot.ba/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Thank you for the entry,
      Greetings!

      Usuń
  12. Moja matka była wielbicielką kaktusów, ale jej kolekcja liczyła zaledwie kilkanaście doniczek mieszczących się na dwumetrowym parapecie w największym pokoju wrocławskiego mieszkania. Raz w życiu widziałam na własne oczy kwitnącego kaktusa. Kwiat czerwony w kształcie sporego kielicha, to naprawdę wspaniały widok. Co do muzeum, to mnie wycieczka bardzo się podobała, eksponaty przez Ciebie sfotografowane(w tym Ty i Mąż) również. Dzięki za doznania, pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żeby zakwitnąć kaktusa, trzeba się troszkę przy nim napracować. One rosną w każdych warunkach, ale tylko w najbliższych do naturalny, ukazują swoje piękne kwiaty.
      W muzeum spędziliśmy kilka godzin, widzieliśmy znacznie więcej, a to tutaj pokazałam, było wg mnie warte uwagi. Tylko. Ja się jakaś okrutnie wybredna zrobiłam... Może się starzeję? O_o'
      Dziękuję serdecznie za komplementy :)

      Usuń
  13. Najpierw oszołomiłaś mnie muzeum kaktusów, jest rewelacyjne! Najpiękniejsze dla mnie są te niebieskie strzeliste oraz ten z biało-czerwoną rozczapierzoną czuprynką!:)
    A potem jeszcze dodałaś wizytę w takim wspaniałym muzeum. Sama chętnie bym tam poszła i może kiedyś mi się uda. :)
    Dziękuję za oprowadzenie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki niebieski chciałabym mieć! Nigdy nie widziałam go w sprzedaży, może rośnie za wielki?
      Jednak muzeum bym nie polecała... -_- Zdania nie zmieniłam od napisania tego tekstu, choć z upływem czasu inaczej patrzymy na wspomnienia, ale nie. Szwajcaria ma ciekawszą ofertę z naprawdę oryginalnymi muzeami. To do nich nie należy, ale cieszę się, że mimo mojej negatywnej opinii, jednak Ci się spodobało, bo nie każdy musi mieć taki sam gust. Pokazałam je, bo najwyraźniej Ty musiałaś je zobaczyć :)

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.