Dola "pozytywnych rozczarowań".

"Nigdy bym siebie nie nazwała dobrym człowiekiem. Bywam dobra jak i zła. Taki anioł z czarnymi skrzydłami mający znajomości tam na górze i na dole też. To sytuacje w życiu powodują, że zawsze z którąś z tych odległych stron spółkuję. Anielsko demoniczna, dobra, zła... Różna. Inna. Ciepło zimna.
Potrafię pomóc komuś się podnieść, ale też patrzeć z uśmiechem jak upada...
Ostatnio nawet usłyszałam, że jestem "czystym złem " i się zastanawiam, czy " brudne dobro" nie jest gorsze...
   Reasumując... Jestem zła dla zła i dobra dla dobra, ale najważniejsze w tym wszystkim jest to, że czuję się czysta."


- Nie znam autora,
tekst zacytowany przez:
Porypana panna




Jestem pesymistką. Nie spodziewalibyście się po dominujących tu motywacjach. Podobno to straszna wada człowieka, tacy ludzie nie są mile widziani, są smutni i zawsze anty-nastawieni. A jeśli Wam powiem, że uważam pesymizm za największą z zalet?
   Najpierw krótko i zwięźle - spodziewając się najgorszego scenariusza, wolę miło się "rozczarować", niż ślepo wierząc w szczęście, okrutnie się zawieść.
   Proszę Was, bez złych emocji, popatrzmy na to z przymrużeniem oka 😉

CZŁOWIEK CZĘSTO - JAK RZEKA - BIEGNIE DO PRZODU
NIE ZWAŻAJĄC NA POSZARPANE BRZEGI.

Co mi daje pesymizm?

Przygotowuję się na rozmaite czarne scenariusze. Zanim wydarzy się spodziewane, zbieram w głowie różne rozwiązania problemu, przez to bardzo rzadko mnie coś zaskakuje. Mając z góry ułożony plan awaryjny, zamiast rozpaczać, od razu działam zgodnie z wcześniej przemyślanym planem.
   Jestem człowiekiem czynu. Myślę bezustannie, sporo gdybam, a wszystko opieram na logice i racjonalnym postępowaniu. Dla mnie nie ma rzeczy niemożliwych, nie tkwię też na ślepej drodze.
   Kiedy zaplanowany szlak jest dla mnie niedostępny, po prostu idę w inną stronę. Nie wracam do domu z chmurą nad głową. Tak było i tym razem (zdjęcia to jedna z podróży zastępczych).

NIGDY NIE BÓJMY SIĘ
ZAWRÓCIĆ Z NIEDOGODNEGO SZLAKU I PÓJŚĆ NOWYM.

To, że źle coś zakładam, jeszcze bardziej mnie motywuje.

Spodziewając się negatywów, często rozpatruję w trakcie inne, lepsze możliwości, dzięki czemu potrafię unikać fiaska zanim definitywnie szala zła się przeważy. I nie wierzę w pecha - to bardzo ważne.
   Należę do osób upartych, chociaż w pewnych kwestiach (żeby nie przeginać) potrafię powiedzieć sobie "dość, nic na siłę". Na tym tle słucham bliskich mi osób. W bardzo trudnych sytuacjach porada i świeże spojrzenie osób trzecich, okazują się bezcenne.
   Bardzo często na nawozie z fiaska, kiełkuje piękne drzewko owocowe. Mam potrzebę udowadniania sobie, że lawina nieszczęść nie jest w stanie mnie powalić. Buduję stabilne zamki na własnych niepowodzeniach, wedle zasady "jeżeli życie rzuca ci kłody pod nogi, pora wybudować sobie tartak". Tak się składa, że mam już kilka. Drewno jest przecież bardzo pożytecznym budulcem.

"Wielu udaje wciąż kogoś innego, a kiedy pójdzie coś nie tak.
Szukają wśród innych winnego, wstydu im nie brak!"
- Mesajah

Nie załamuję rąk.

Widziałam mnóstwo takich sytuacji, w których ludzkie, negatywne emocje brały górę. Załóżmy że chodzi o podróż. Niektórzy ludzie widząc, że nie mogą zrealizować planu, wsiadają w samochód i sfrustrowani wracają do domu. Sytuacja napięta jak baranie jaja, kłótnia o byle co wisi w powietrzu.
   Zanim poznałam mojego męża, zdarzało mi się mieć towarzystwo naładowane jak wiadro prądu. (tak, myślę tu o dawnych narzeczonych). Człowiek typu "wiadro prądu" potrafi doszczętnie rozwalić cały dzień, pozostawić po sobie wyłącznie negatywne wspomnienia (które - jak się okazało z upływem czasu - przeważają znacznie nad tymi dobrymi) i wpędzić człowieka w nerwicę. Są to ludzie, którzy rzadko dostrzegają, że słońce świeci. Nie potrafią się cieszyć małymi rzeczami.

"Przyszłość jeszcze może być kolorowa,
Możesz zacząć swoje życie od nowa."
- Mesajah

Kreatywność.

Wymyślanie rozwiązań na rzekome czarne scenariusze, przynosi mi dużo pomysłów. Nie raz okazywało się w większej grupie, że ja bardzo szybko potrafię się zmobilizować i uratować sytuację. Cóż, trening czyni mistrza, pesymizm perfekcjonistę. Z kolei perfekcjonizmu nie uważam za zaletę, bo to stawia od samej siebie bardzo duże wymagania, a najgorzej jest zawieźć siebie samą i swoje ambicje. Jestem dość samokrytyczna.
   Jestem → despotą dla siebie. Moje życie to musztra. Dzięki temu jestem zdyscyplinowana i potrafię się wziąć w garść, zachować zimną krew nawet w obliczu najokropniejszego wydarzenia jakie możecie sobie wymyślić. (Choć na pewno nie wiem o sobie wszystkiego i... chyba nie chcę.)

TO KWESTIA NASTAWIENIA, CZY WIDZISZ ZIMNY, OSTRY LÓD,
CZY PIĘKNĄ, BŁYSZCZĄCĄ MOZAIKĘ NA KRYSZTAŁOWYM JEZIORZE?

Potrafię dać drugą szansę.

Wierzę w naprawianie błędów, (ale ta ideologia nie dotyczy sfery zaufania), zawsze daję czas na wywiązanie się z obowiązku i naprawienie swojej sytuacji (zarówno sobie jak i innym). Na błędach trzeba się uczyć - one od tego są. Ale osobiście wolę uczyć się na cudzych błędach. Jestem wnikliwą obserwatorką i domorosłym socjologiem.
   Wracając do podróży - kiedy na danym szlaku spotka mnie wycof, wracam w innym terminie i dochodzę tam gdzie chciałam. A jeszcze tego samego dnia po prostu zmieniam kurs i idę dalej.


Spokojnie do przodu.

A poza tym jakiż byłby to sens, gdybyśmy - odkrywszy, że plan spełzł na niczym - wrócili źli do domu? Jaki w ogóle ma sens unoszenie się, umartwianie, złoszczenie się, przygnębianie wzajemnie?
   Mam dość nerwowych ludzi, bo przez lata takich właśnie spotykałam. (Na szczęście nie wyłącznie, by dziś chyba bym szalona była.) Mam dość krzykaczy, ludzi z pretensjami do całego świata i zachowania a'la kogut. Unikam takich ludzi jak tylko się da, lubię mieć święty spokój w życiu, dość się już naszarpałam z nerwusami.
   Ludzie mają problem z utrzymaniem własnych emocji - nie jestem z tych, co od razu przyjmują podanie. Cierpliwie opuszczam boisko i żyję własnym życiem, inaczej byłabym cholerykiem co nie potrafi zamknąć dzioba kiedy inne sroki kraczą.
   Zdecydowanie nie płaczę nad rozlanym mlekiem, od razu wycieram podłogę i myślę nad sposobem, aby pokryć jakoś stratę. Nie ma lepszego, mądrzejszego rozwiązania, można wyć, ryczeć, szczypać siebie i innych dookoła, ale pytam raz jeszcze - jaki to ma sens?
   To nic innego jak odpuszczanie. "Poniosłem fiasko, wywrzeszczę to całemu światu, a potem schowam się w domu i dalej będę kisił złe emocje".


Jeżeli jesteście zainteresowani miejscem ze zdjęć, zapraszam TUTAJ - pełna relacja z wędrówki w porze ciepłej, szmaragdowy kolor wód, mnóstwo słońca oraz dokładna lokalizacja na mapie.
   Cieszę się, że mogłam zobaczyć je w białej odsłonie, bo tam dokąd pójść tego dnia mięliśmy, możemy zawrócić zawsze. Ale tamtego dnia ów szlak nie był nam przeznaczony.
   Zimowe dni potrafią być równie malownicze jak lato spędzone nad jeziorem. Tu, w pełnym słońcu i na mrozie, taka okoliczność to marzenie na alternatywę dla wolnego czasu. Z resztą, sami zobaczcie:

21 komentarzy:

  1. Nie nazwałabym Ciebie pesymistką, raczej umiarkowana optymistka i wszystko co napisałaś pasuje także do mnie, naprawdę, o ile mam prawo sie oceniać. Sama podróż jest już przygodą i nawet gdy spotykamy zamknięte drzwi muzeum czy niedostępną drogę, to zawsze można wymyślić coś innego, a poza tym takie podejście, jak mówisz, oszczędza nam wielu rozczarowań. Kto wie, czy zmieniając drogę lub cel nie napotkamy innej, większej atrakcji?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest dokładnie tak jak mówisz. Nie raz zbaczając z trasy z konieczności, spotkało mnie coś zjawiskowego. Tak musi się stać, by spotkać inną osobę, by na przykład usłyszeć ważną informację. Albo by doświadczyć jakiegoś konkretnego zjawiska lub po prostu zobaczyć, że inna droga może być piękniejsza. Nigdy nie żałowałam swoich wycofów, to czyni mnie elastyczną i nie przejmuję się przeplanowywaniem trasy. Ostatnio musiałam zmieniać kierunek dwa razy - tak to jest zimą ;)
      Generalnie "porażka" w podróży dla mnie nie istnieje.

      Usuń
  2. Pesymizm to zakładanie że coś się nie uda, a nie szykowanie na czarny scenariusz. Z tak silną osobowością nie nadajesz się na pesymistkę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem osobliwą pesymistką :P Zakładam, że coś może pójść nie tak i natychmiast mam taktyczny plan XD

      Usuń
  3. Nie nazwałabym tego pesymizmem, a realizmem połączonym z umiejętnością przewidywania i planowania. Pesymista uważa, że nic nigdy się nie uda, że nie potrafi, że zawiedzie on albo otoczenie. Ty wiesz, że się uda, bo masz w zanadrzu zapasowy scenariusz i opracowane drogi wyjścia z opresji, gdyby się taka miała zdarzyć. Dla mnie to żaden pesymizm. A zdjęcia piękne!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I za realistkę również się uważam. Choć z tym czarnowidzeniem niekiedy przesadzam i ludzie mnie często upominają :P Stąd narodziła się nowa filozofia pesymizmu :D Zakładam, że coś się nie uda i opracowuję plan. Gdybym optymistycznie zakładała, że wszystko będzie dobrze, żadnego planu by nie było. I pewnie gdyby coś nie poszło, zamiast działać, rozczarowanie wpędziłoby mnie w dołka. Kiedyś taka byłam.

      Usuń
  4. Przyznam rację poprzednim komentującym, to raczej nie brzmi jak pesymizm :) Zgadzam się z tym, że lepiej nastawić się, że coś może pójść nie tak i później miło się zaskoczyć, niż nie brać wcale pod uwagę negatywnego scenariusza a potem się gorzko rozczarować. Strasznie zazdroszczę Ci podejścia, tego spokoju, opanowania i dystansu kiedy coś nie idzie po Twojej myśli, posiadania zawsze kilku innych rozwiązań w razie "w", nie poddawania się po rzekomej "porażce". Chciałabym taka być, niestety należę do osób nerwowych, niecierpliwych i impulsywnych, łatwo się zniechęcam i wybucham. Jestem takim opisanym przez Ciebie wiadrem z prądem, czego bardzo w sobie nie lubię. Staram się zmienić i pracować nad sobą, ale to niełatwe i bardzo opornie mi to idzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czym innym jest nastawienie na porażkę?
      A wiesz, że kiedyś byłam bliska nerwicy? Potrafiłam mieć taki atak wścieku, że aby nie zrobić komuś krzywdy, wywalałam wszystkie rzeczy z półek i szafek. Niebezpieczne czasy podstawówki i gimnazjum. Depresja w gimnazjum i w liceum. Podejrzenie choroby dwubiegunowej afektywnej. Ostatecznie opuściłam świat psychologów i zapętliłam się sama w świat psychologii. Wygląda na to, że sama pomogłam sobie, choć teoretycznie to tak nie działa, ale znalazłam w sobie sporo motywacji.
      Zajęło mi to kilkanaście lat, ale udało się.

      Usuń
  5. Kochana!
    Owszem, zima może być urokliwa:)
    Piękne wybrałaś sentencje ku przemyśleniom.
    Buziaczki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję serdecznie i pozdrawiam :)

      Usuń
  6. A ja jestem niepoprawną optymistką a jakoś mam podobne sposoby rozwiązywania różnych życiowych sytuacji do Ciebie, ok, ja nie obmyślam czarnego scenariuszu, ale kiedy się przewrócę to się otrzepuję i idę dalej, lub w drugą stronę :P Nawet jeśli coś nie wyjedzie w ogóle, to nie rozczarowanie pojawia się na chwilkę a za parę sekund już mam całą listę pozytywów tej sytuacji :) Być może optymizm wcale tak bardzo nie różni się od pesymizmu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mało tego - ja mam zawsze w głowie kilka możliwych czarnych scenariuszy (i plan na zaradzenie temu do tego). Ktoś kiedyś zażartował, że wyobraźnia w mojej głowie produkuje miliard oddzielnych scenariuszy na sekundę XD

      Może w naszym wydaniu te dwie cechy nie różnią się zbyt wiele. Poprzedni komentujący stwierdzi, że ja jestem optymistką, więc to tylko kwestia odbioru.

      Wiem kim na pewno jesteśmy - realistkami ;)

      Usuń
  7. Aniu Ty piszesz o pesymistce???
    W Twoim pesymizmie jest mnóstwo optymizmu.... pesymizm (mam takie o nim mniemanie) powinien dołować, Ciebie motywuje do działania :)!!! To cenna cecha :).

    Dzieci nauczyły mnie odpuszczać i... płynnie zmieniać plany bez negatywnych emocji :)!!!

    Piękne zrobiłaś zdjęcia :)!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś byłam niepoprawną optymistką. Każda porażka sprawiała, że ja się wycofywałam. Potem z góry zaczęłam nastawiać się negatywnie do sytuacji jeszcze nie rozstrzygniętej, aż w końcu doszłam do czegoś takiego, jak opisuję.
      I to właśnie sprawiło, że jednak jestem zaradniejsza niż mi to kiedyś wmawiano. ;)

      Dziękuję serdecznie :)

      Usuń
  8. a może po prostu nie wsadzajmy się w żadne ramki..mnie określają optymistką z czym sie nie zgadzam..ja po prostu mam w sobie duże pokłady optymizmu a to różnica...Optymistka,pesymista?? Nie ma ludzi jednorodnych..wszystko jest w nas ..dla mnie najważniejsze słowo to harmonia.....Myslę, że ją masz a najważniejsze , że wiesz jaka jestes a wtedy żyje się inaczej..znając siebie idziemy przez życie bez chaosu....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami lubię się wsadzić w jakąś ramkę, ale i tak widzisz czym to jest okraszone - jakąś indywidualną innowacyjnością.
      Nie mam nic więcej do dodania - harmonia i znajomość siebie to podstawa. Trzeba ufać sobie, wiedzieć, że w każdej sytuacji sobie poradzimy.

      Usuń
    2. "ufać" ,tak, bardzo ważne słowo....

      Usuń
  9. Trochę rozumiem Twój sposób postrzegania, bo choć sama uważam się za optymistkę, to... mam podobnie :) Powtarzała sobie czasem w głowie, że lepiej się nazbyt nie entuzjazmować, coby później nie być rozczarowanym; że lepiej nastawić się na najgorsze, bo już wtedy nic nie zdoła mnie zaskoczyć :) O dziwo to się sprawdza także w optymistycznej naturze :) Zazwyczaj nie jest tak źle, jak potrafię sobie to wyobrazić, zresztą głęboko w serduchu mam zawsze nadzieję, że jednak będzie lepiej, że coś się uda, plany się powiodą... Nadzieja nie umiera, ale nie zamykam się na niepowodzenia i ewentualny plan awaryjny. Myślę, że takie podejście jest dobre, a bycie pesymistą też nie jest takie złe! Czasami co prawda potrafi to uprzykrzać życie (moja mama jest królową pesymizmu, dlatego mam z nią cztery światy :D) ale dzięki temu nauczyłam się dystansu i nie patrzenia ślepo na świat przez różowe okulary. Mój chłopak dla przykładu jest realistą i sceptykiem i też czasem mnie to wkurza, bo dosadnie potrafi sprowadzić mnie na ziemię... :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to co o sobie napisałaś, to także jest realizm. Ja uważam siebie za pesymistkę w tej wersji, która podałam i to również jest realizm. W takiej indywidualnej wersji ;)
      Sceptycyzm często mi się załącza przy ocenie niektórych sytuacji i komentatorski cynizm. I te cechy akurat lubię u siebie.
      Najważniejsze to być zaradnym życiowo. Nie frustratem, nie wiecznie zdołowanym, ale człowiekiem czynu, który wie zawsze jak z danej sytuacji się wykaraskać. :)

      Usuń
  10. Na mojej drodze zdarzyło się już tyle niepowodzeń, tyle razy musiałam zmienić kierunek, i zawsze wtedy okazywało się, że ostatecznie nowa droga była dla mnie lepsza.
    Też mam różne scenariusze w razie czego, taki Plan B na większość ważnych zakresów mojego życia. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do tego stopnia się rozwinęłam, że do planu B mam już awaryjne podplany ;)

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.