Dieta wg Hexe cz. 1.

A co jeśli powiem, że każdy ma większość takich samych problemów w życiu,
ale nie każdy wyłącznie narzeka?


Kiedy opowiadam o tym jak się odżywiam, niejeden dietetyk przekręca się wtedy w grobie. (Frazę zapożyczyłam od Taity, trzepiącej genialnymi epitetami). Zdaniem wielu głoszę straszliwe herezje. Co więcej, zdaniem wielu - ja już dawno powinnam nie żyć... A jednak nigdy nie czułam się lepiej niż teraz.
   Minął dokładnie ROK od czasu kiedy przeszłam na dietę Intermittent Fasting, dlatego nadeszła najwyższa pora na rzetelne podsumowanie jej wartości (bo negatywów żadnych nie znalazłam).
   Lecz najpierw zacznijmy od tego, co to jest. Obiecuję, że nie zaleję Was naukowym bełkotem.


Okresowy post.

Obecnie mój czas postu wynosi ok. 19 godzin. Pełną podaż kalorii i niezbędnych składników (CAŁE zapotrzebowanie DOBOWE), uzupełniam w ok. 5 godzin. Nie jadam śniadań, trenuję na czczo (po treningu uzupełniam białko i aminokwasy BCAA w płynie). Nie - ja wcale nie żartuję.
   Kiedy przyznaję się do stosowania postów, zawsze znajduje się, ktoś z "atakiem wszechwiedzy" twierdząc, że to bardzo źle dla zdrowia i przemiany materii. Czy rzeczywiście?
   Żyję. Serio.


Porównałam swoją przeszłość z teraźniejszością.

Od lat będąc na potencjalnie najzdrowszej diecie pięcio-posiłkowej, postanowiłam przyjrzeć się współczesnej dietetyce nieco bardziej wnikliwie. Skusiło mnie do tego proste zastanowienie: posiłek co 3 godziny, to przecież nowy pomysł naszych czasów - nowa moda w dietetyce. Do tego bardzo często czułam się źle nie tylko w brzuchu:
   Byłam niewolnikiem lunch-boxów oraz określonych pór jedzenia. Gdy przychodziła godzina na mój posiłek, a ja z jakichś przyczyn nie mogłam zjeść, pojawiało się ostre ssanie w żołądku, ból głowy i frustracja. Do tego, kiedy wreszcie udawało mi się coś przekąsić, zaczynał mnie potwornie boleć brzuch. Moja rzeczywistość równała się dawniej z ciągłym patrzeniem na zegarek i myśleniem o jedzeniu.
   Inna kwestia: pomimo idealnie dopracowanej, czystej michy, miewałam niestrawności, wzdęcia i problemy jelitowe. W wieku lat dwudziestu zdiagnozowano u mnie nadrważliwość jelitową, myślałam, że to jest przyczyna, ale przy dobrym systemie odżywiania, powinno być już lepiej... lekarz obiecał.
   Za chwileczkę jednak do tego wrócę.


Odpoczynek od jedzenia?

Dieta Intermittent Fasting jest raczej stylem życia, innym sposobem odżywiania niż ten promowany od lat. I jak się okazało, te krótkie posty mają zbawienny wpływ na metabolizm i wiele problemów zdrowotnych.
   Jest tak dlatego, że w czasie postu organizm „odpoczywa”. Paradoksalnie jest to zbawiennym tryb i szczęśliwie - bardzo mi to pomogło.
   Okazało się, że prawdopodobnie przyczyną moich dolegliwości na pięcioposiłkowej diecie, mogły być złogi jelitowe. Organizm nie zdążał przerabiać pokarmu w tak krótkim czasie między posiłkami. Pomimo że odczuwałam w ustalonych godzinach głód, więc wydawałoby się, że to niemożliwe. Adekwatnie żołądek był przecież pusty, skoro wysyłał alert do mózgu. I prawdopodobnie może mieć tak każdy zjadacz pięciu posiłków, z tym że moja przypadłość to uwydatniła. Należy pamiętać, że każdy jest inny.
   I teraz wracam do swojego osobistego tematu: okresowe posty sprawiły, że wszystkie dolegliwości minęły. Od dawna nie czułam się tak dobrze jak teraz.


Metody IF:

Nie ma ścisłego planu na IF. Stworzono już kilka odmian, przy czym każdą można dostosować do siebie, swoich potrzeb i stylu życia/pracy. Zasada jest właściwie jedna: kilkanaście godzin niejedzenia w ciągu doby. To Wy ustalacie jak długo ma trwać post i w jakich godzinach odżywiacie ciało.
   Nie od dziś wiadomo, że okresowe głodówki wspomagają zdolność do obniżania wagi ciała ⇉ wspominam o tym, bo wiele osób tylko po to szuka diety dla siebie. Jak to zachodzi? Przede wszystkim nasze ciała zmieniają się w sprawną maszynkę do spalania tłuszczu, a to za sprawą likwidacji potrzeby jedzenia cukru i podjadania między posiłkami oraz regulacji pracy hormonów.


Powiem Wam coś jeszcze o historii ludzkości:

Post znany jest od czasów biblijnych. We wszystkich największych religiach świata ograniczanie jedzenia stanowi ważny element obrzędów, za dobry przykład posłużyć może muzułmański ramadan. Również religia rzymskokatolicka nakazuje wiernym od czasu do czasu pościć, choć współcześnie niewielu Katolików bierze sobie do serca kościelne zalecenie. Także komercjalizacja naszej rzeczywistości i konsumpcyjny styl życia – nie sprzyjają ascetycznym zapędom żywieniowym. To tyle w kwestii teologicznej.
   Teraz będzie ciekawiej:


Jak profesorowie traktują posty?

O potrzebie postu przypomina nauka. Stale rośnie liczba badań potwierdzających dobroczynny wpływ głodówki na organizm. Post redukuje tkankę tłuszczową, obniża poziomy trójglicerydów, glukozy i cholesterolu we krwi. Poprawia insulinową wrażliwość oraz obniża ciśnienie tętnicze.
   To nie prawda, że na tej diecie sport jest wykluczony. Jeżeli wdrożycie - tak jak ja, gdyż jest to jeden z moich celów - odpowiedni plan treningowy, podaż kaloryczną i ilość białek - sportowa sylwetka jest jak najbardziej możliwa. Możecie więc wierzyć mi, że stałe poszczenie nie uczyni z kobiety miss kostnicy, to jest po prostu niemożliwe.

Najważniejszy jest zawsze bilans kaloryczny – a nie rozkład posiłków.
Na drugim miejscu jest regularność posiłków.


Co mam dla Was w planie?

Za tydzień zamierzam opowiedzieć więcej w kwestii zasad dotyczących kilku programów, jakimi posiłkuje się Intermittent Fasting, aby na koniec wydać swoją własna opinię, ponieważ po roku już jak najbardziej będzie ona wiarygodna.
   Spodziewam się kilku pytań i zamierzam odpowiedzieć na wszystkie z własnego punktu widzenia. Oczywiście wstępnie odpowiem na nie w komentarzach, wyprzedzę jednak kilka z nich:


  • nie męczy mnie głód, nie boli mnie głowa, nie skręca mi żołądka
  • nie mam napadów na lodówkę (za to kiedyś miałam)
  • wyniki badań mam w normie
  • pozbyłam się dolegliwości trawiennych
  • nie mam ochoty podjadać
  • nie miewam zawrotów głowy
  • nie słabnę
  • przestałam "zamulać" w ciągu dnia
  • nie wystąpił katabolizm mięśni (przeciwnie, progresuję)
  • nie myślę ciągle o jedzeniu, jestem wolna


A na dokładkę, dla tych co nadal wierzą w to, że jedni mają szybszy metabolizm, a drudzy wolniejszy - znalazłam doskonały artykuł obalający ten najpopularniejszy mit wszech czasów ↠ KLIK.
   A poniżej kolarz z durnych selfików z aparatem zakrywającym pół twarzy. 😜

47 komentarzy:

  1. Droga Hexe!
    Wszelkiej pomyślności w Nowym 2018 Roku życzę:)
    Co do diet, nigdy ich nie stosowałam. Tyłam tylko 3 razy w ciąży, po zaraz szybko wracałam do normy.
    Dieta, to przede wszystkim systematyczność i siła woli.
    Moja rodzina jest szczupła. Za to słyszę ciągle o odchudzaniu u mnie w pracy. Nic z tego, bo koleżanki lubią słodycze ponad wszystko i brak im pohamowania.
    Grunt, to dobre samopoczucie i regularność w działaniu.
    Pozdrawiam milutko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ja nie napisałam o odchudzaniu w ogóle :P

      Usuń
  2. Moja dieta to też pewnie dla niektórych by była do komentowania, jednak w Nowym Roku planuję coś zmienić w tym zakresie. :)

    Ja tam lubię w domu różne takie święta spędzać, zawsze mam blisko do spania, do książek, do innych rozrywek i nie tylko. :)

    Najlepszego w Nowym Roku, zdrowia, pomyślności, spełniania marzeń (w tym wycieczkowych).

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właściwie... nie lubię słowa "dieta", wiesz? Bo to kojarzy mi się z jedzeniem tego, czego się nie lubi, z dietą od lekarza. A ja lubię smacznie zjeść ^_^

      Usuń
  3. Dziewiętnastogodzinny okres poszczenia wydaje się być wyzwaniem dla zwykłego zjadacza chleba, ale mimo to rozumiem Twój sposób odżywiania, a co więcej, jak najbardziej wierzę w to, że Ci on służy.

    Nie jestem zwolenniczką zjadania aż pięciu posiłków dziennie. Bardzo fajnie to ujęłaś: "Byłam niewolnikiem lunch-boxów oraz określonych pór jedzenia". Dokładnie tak się czułam, kiedy próbowałam odżywiać się "zdrowo", jadając pięć razy dziennie, i przestrzegać regularnych pór jedzenia. To było wyjątkowo upierdliwe.

    Wydaje mi się, że najbardziej służą mi trzy posiłki dziennie. Ze śniadaniami mam nadal zagwozdkę, bo rano, tuż po pobudce, najczęściej nie mam apetytu, lubię za to wypić sobie wtedy kawę. Aby nie pić jej na pusty żołądek, muszę jednak choć trochę zjeść.

    Zwykło się mówić, że "jeśli coś jest do wszystkiego, to najczęściej jest do d***" ;) Dlatego nie trzymałabym się kurczowo tych pięciu posiłków forsowanych przez wielu dietetyków i innych "specjalistów" od żywienia, choćby dlatego, że każdy człowiek jest inny i nie każdemu służy to samo. Nasze organizmy mają te same układy i pozornie mogłoby się wydawać, że powstaliśmy z tej samej matrycy, jednak nasze potrzeby bywają bardzo odmienne. Należy podejść do nich indywidualnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście na takie coś nie przeskakuje się z dnia na dzień. Delikatnie, krok po kroku, obserwując reakcje swojego organizmu. Nic na siłę. To nie dla każdego metoda, a zwłaszcza nie dla wszystkich kobiet, bo można sobie rozwalić gospodarkę hormonalną.

      Wyjątkowo upierdliwa była również ilość czasu spędzana w kuchni na przygotowanie tego wszystko. I tak codziennie... Pamiętam, że był czas, że jadłam 3 razy dziennie. Tak mi się kiedyś przez pracę zrobiło. Wtedy jednak jadłam śniadania, ale nie o to chodzi - również czułam się wtedy dobrze, mimo iż między posiłkami było 5-6 godzin. To też uważam za dobrą metodę dla siebie.

      Zależy jaka ta kawa. Przyznam, że kiedy napiję się czarnej, boli mnie żołądek. Pijam naturalną z kafeterki z dodatkiem mleka np. owsianego albo migdałowego. Napoje roślinne są słodsze ;) Kawa w moim wydaniu ma wiele wspólnego z napojem kawowym o danym smaku. Robię sobie orzechowe, o smaku przypraw korzennych, albo klasyczną moccę. Nie uwiera w układ pokarmowy, mimo iż zawsze piję ją na pusty żołądek.

      Ostatni akapit mogłabym przekopiować do tego posta :) Przede wszystkim nie należy wałkować wciąż tych samych zasad żywienia, a z internetu powinny zniknąć wszystkie diety cud, którymi ludzie nagminnie wyjaławiają sobie organizm.

      Usuń
  4. Czytałam o różnych dietach, kiedyś nawet próbowałam stosować, ale nie jestem systematyczna. Staram się słuchać swojego organizmu, nie jem tego, co mi szkodzi.Problemy ze zdrowiem zdarzają się nie tylko z powodu złej diety, czasami szaleją hormony, pojawiają się genetycznie uwarunkowane dolegliwości, a z drugiej strony wiele z nich można wyleczyć dietą.O głodówkach też słyszałam, ale nigdy nie stosowałam, różne są poglądy na ich celowość. Póki co , jakoś sobie radzę, a jeśli jesteś zadowolona z efektów swojego trybu życia i odżywiania, to najważniejsze.
    Chętnie poczytam ciąg dalszy:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odnalazłam ten rodzaj odżywiania, metodą prób i błędów, a uwierz mi, przetestowałam na sobie wiele. Przede wszystkim wyeliminowałam z jadłospisu to, co mi szkodziło. Jest tego wiele, ale krok po kroku robiłam sobie takie prywatne śledztwo żywieniowe, aż w końcu wszystko zaczęło funkcjonować prawidłowo.
      Zupełnie inaczej teraz podchodzę do odżywiania ciała. Zupełnie inne podejście, spokój mam teraz i naprawdę nie żałuję tej próby, którą mam zamiar kontynuować.

      Usuń
  5. Ja niestety mam problem z tarczycą /Haschimoto/, więc pojawiły się również problemy z utrzymaniem wagi.
    Koniecznie muszę pomyśleć o dobrej diecie.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do odrębnych rodzajów chorób tarczycy są odrębnie diety. Nie polecałabym kombinować samodzielnie. Dlatego własnie powstał zawód dietetyk - w Twoim przypadku oddałabym się w ręce fachowca, który zrobi badania przede wszystkim na to, co wolno Ci jeść oraz pod względem Twojej gospodarki hormonalnej, która będzie w związku z Haschimoto, grała ważną rolę.

      Usuń
    2. Wiem, wiem. Rozpiskę diety już mam tylko z realizacją jest gorzej:)

      Usuń
    3. Czyli pierwszy krok zrobiony. Trzymam kciuki :)

      Usuń
  6. Idealny post na początek roku ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to bez znaczenia, ale rzeczywiście większości ludzi jest łatwiej coś postanowić jak wypada pierwszy stycznia. Gorzej z wytrzymaniem z postanowieniu ;)

      Usuń
  7. Cóż - na głodówce nie wytrzymałam dłużej niż 6 godzin. Ale udało mi się bieganiem i siłownią pozbyć prawie 20 kg. Jak nie ćwiczyłam regularnie żadne diety nie miały sensu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w ogóle nie o odchudzaniu, no co jest, z Wami :P

      Usuń
  8. Super bombowy pierwszy cytat.

    No toś mnie teraz zaskoczyła. Wytrwała jesteś. Też słyszałam, że robienie takich postów jest dobre dla zdrowia.... Boziu, a ja tak lubię jeść. ;D Dieta 5 posiłków dziennie to już zupełnie nie dla mnie. Jem, kiedy jestem głodna, jem też zdrowo, no bo chce być zdrowa. hehe Mega ciekawy post, czekam na drugą część. Może i ja spróbuje, jakby miało mi to zdrowie poprawić. Śniadanie zjeść muszę...chcę hehe no ale mogę wcześniej zjeść kolację...no zaciekawiłaś. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama go wymyśliłam ^_^

      Ja też lubię jeść. Problemem przy 5-posiłkowej było także i to, że lubię się najeść do syta. Naprawdę lubię zjeść "pod korek". A ta dieta każde odłożyć widelec jak zaspokoisz głód, czyli ciapkę wcześniej ;)
      A teraz mogę na legalu się najeść :D

      Wychodzę z założenia, że jeśli coś działa dobrze, to nie ma powodu aby to zmieniać. Ty nie masz zaburzeń pokarmowych, a ja mam. Nie zmieniaj niczego, słuchaj ciała, jedz kiedy ono tego potrzebuje. Nie ma sensu korygować schematu, który nie jest zepsuty.

      Usuń
  9. Ja przez 2 lata byłam na diecie 5:2 - 5 dni w tygodniu jesz normalnie, 2 dni w tygodniu post i tylko do 500 kcal w postaci 1 posiłku (czyli de facto coś około 19 h postu. Pościłam w poniedziałki i w czwartki. Schudłam 13 kg bez wysiłku. Wnioskuję, że to dieta podobna do Twojej. Teraz jem wszystko w rozsądnych ilościach, oczyszczający dzień postu od czasu do czasu. Waga się trzyma. Jest OK
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie zauważyłaś także inny, korzystny wpływ "odpoczynku od jedzenia", nie tylko w kwestii wagi? Szukając najlepszego sposobu odżywiania dla siebie, nie kierowałam się chęcią zrzucenia kilogramów, ale zauważyłam, że gdy wpada mi na dłużej coś nieodpowiedniego do zjedzenia (np. podczas dłuższych pobytów poza domem), nie przybieram, jak miało miejsce przy klasycznym modelu odżywiania.

      Usuń
    2. A ja owszem, chciałam schudnąć i też oczyścić organizm. Obecnie raczej unikam chleba, słodyczy, jem dużo więcej warzyw, mniej mięsa. Skończyły się zaparcia, ogólnie jest lepiej. Rzeczywiście - po takim festiwalu jedzenia, jaki miałam przez 2 tygodnie w Meksyku nic nie przybyło w kilogramach. Fakt, że wycieczka była wymagająca i ruchu nie brakowało, w szczególności schodów. Ale waga się trzyma.
      Pozdrawiam

      Usuń
    3. Wygląda na to, że stosuję bardzo podobny jadłospis, bo również chleba na moim talerzu nie ma (ewentualnie jak jestem w podróży, bo łatwiej zapakować).
      Słodycze to oczywiste, że cukier nie sprzyja, więc na co dzień nie jadam. Słodzę kawę ksylitolem.
      Mięso ograniczyłam do minimum. Właściwie teraz jem tylko okazjonalnie, gdy u kogoś jestem i nie mam lepszego wyboru. To podobno nazywa się "Semitarianizm", trafiłam na tę nazwę przypadkiem...
      Nie spożywam też żadnego nabiału, bo zauważyłam, że cierpi na tym skóra. Być może mam jakąś alergię, nie wiem, nie służy, więc odstawiłam. Oczywiście mleko i inne, nie są głównymi źródłami białka i wapnia jak to się ogólnie przyjmuje, więc nie boję się o żadne niedobory, mimo iż można by powiedzieć, że jestem na diecie dość mocno restrykcyjnej, ale powiedzmy sobie szczerze - jeśli coś szkodzi, nie warto się tym katować tylko dlatego, że wybornie coś lubimy. W wielu przypadkach okazuje się, że to nawyk, tak jak np. szklanka zsiadłego do obiadu.

      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  10. Diety, posty i wszystko inne nie jest dla mnie :) jem wtedy, kiedy mam ochotę i już :) i nie, nie toczę się jak kulka, mam idealne, zdrowe BMI :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratuluję, bo niestety zaburzenia pokarmowe nękają większość. Dla mnie było najważniejsze to, aby osiągnąć stan pełnego zadowolenia ze zdrowia, które nie było dotąd idealne. Cokolwiek robiłam zgodnie z zaleceniem popularnych teorii o odżywianiu, nie przynosiło rezultatu i o tym własnie jest ten post.
      Nigdy nie liczyłam swojego BMI, szczerze mówiąc, trzymam się z dala od statystyk, kalkulatorów kalorycznych i wszelkiej innej maści zawracających niepotrzebnie głowę kwestii.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  11. Dieta może kojarzyć się też w jakimś stopniu np. z ratowaniem zdrowia. Masz rację, że najlepiej jest po prostu mądrze jeść.

    Jasne, smog to cichy wróg, dlatego wczoraj nie wychodziłem nigdzie, a dziś jak poziom zanieczyszczenia spadł ograniczyłem się do małego spaceru, a właściwie przejażdżki do lekarza, nomen omen od płuc.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i właśnie to było moim głównym celem. Zdrowia psychicznego też.
      Czyżby i Ciebie coś "brało"? ;/

      Usuń
  12. Dobra nawet nie będę udawać, że znam się na dietach. W życiu na żadnej nie byłam, a nabożną trwogą napawają mnie ludzie liczący kalorie przed zjedzeniem listka sałaty. Po prostu mnie to bawi ;) hmmm w sumie raz lekarz zalecił mi żebym wyeliminowała kazeinę, ale jak przeczytałam, że to występuje we wszystkim co trzyma mnie przy życiu nawet nie spróbowałam. Ty patrz, a zawsze wszyscy mówili mi, że mam ultrametabolizm :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy w życiu nie liczyłam kalorii i w ogóle nie lubię "dziubania" z talerza. Ja lubię zjeść do syta i tyle. :)
      O tym żeby unikać kazeiny, to pierwsze słyszę O_O O nietolerancji laktozy to słyszałam, ale kazeina jest człowiekowi potrzebna.... jakże ja mało wiem...

      Usuń
    2. Tyle, że ponoć (mówię ponoć, bo to była bardzo dzika metoda) nie mam problemów z jej trawieniem, tylko jestem na nią uczulona, co prowadzi do różnych dziwów. Nigdy nie byłam na tyle ciekawa, żeby poddać się testom i to sprawdzić.

      Usuń
  13. Ooo jeszcze jedno mnie nurtuje. Co ma taka dieta do tego, że nie ma się syndromu odstawienia słodyczy - jestem nałogowcem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pojęcia nie mam dlaczego tak się dzieje, ale jako nałogowiec i to naprawdę skrajny (jakość nie gra nawet roli - liczy się ilość), po raz pierwszy mogę powiedzieć, że mam to uzależnienie w ryzach. I to tylko przy tej diecie, każdy inny wariant w tym przypadku przegrywał, potrzeba słodyczy była zawsze silniejsza i zawsze podjadałam.

      Usuń
    2. Ja tam zawsze wychodzę z założenia, że wszystko jest w głowie. Komuś innemu mogłoby to nie zadziałać, a Tobie działa i dobrze. A co ze słynnym jedzeniem po 18? :D Kolejny mit?

      Usuń
    3. OCZYWIŚCIE ŻE TO MIT! Nawet w świecie sportowców, gdzie dieta jest zapięta na ostatni guzik, istnieje kolacja. U niektórych nawet późna, przed snem. Chodzi tylko o to, żeby dzienne zapotrzebowanie na jedzenie się zgadzało. Jak będzie za mało, będziemy słabli. Niedojadanie wpływa też negatywnie na nastrój. Jak będziemy się przejadali, będziemy ociężali. Trzeba tyle jeść ile organizm woła (mowa o dobrym jedzonku, bo kiedyś moje ciało zawsze wołało czekolady, czipsów i pizzy :D).

      Usuń
  14. Po prostu słowo dieta od razu jakoś budzi skojarzenia z chorobą, szpitalem, przynajmniej ja tak mam jakoś.

    I to właśnie jest przykład na to, że nawet zimą pogoda może sprawiać niemiłe niespodzianki. Bo taki wiatr to nic dobrego raczej.

    Już jakiś czas chodzę do pulmonologa, po prostu czasem płuca odmawiają współpracy ale nie jest źle jak jestem pod kontrolą specjalisty.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Większości, z tego co tu widzę, dieta z miejsca kojarzy się z odchudzaniem... O_o'

      Kraj jest przygotowany na takie anomalie, choć to nadal niebezpieczny żywioł, nie siano paniki, ani nie zbierano strat przez kolejny tydzień, jak to miało miejsce w naszym kraju. Nawiasem mówiąc, byłam wtedy w swoim mieście i konsekwencje wichury były straszne...

      Zatem dużo zdrowia życzę i cierpliwości.

      Usuń
  15. Droga Hexe. Powiem Ci, że myślę o tym poście odkąd przeczytałam Food Pharmacy. Według wskazówek tej pozycji im dłuższy mamy okres od kolacji do śniadania-tym lepiej. U mnie jednak tak to działa, że mam taką magiczną linię. Jeśli ją przekroczę to kończy się to zasłabnięciem. Zdarza mi się czasami, że jestem tak zapracowana, że przegapię porę posiłku w pracy-zaczynają mi się telepać ręce i robię się słaba.

    Podjadanie pomiędzy posiłkami jest złe. To wiadomo. Śniadanie potrzebuję bardzo, ale jem dopiero w pracy. Potem jem obiad-zwykle mniejszy niż śniadanie i najmniejsza jest kolacja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mogę Ci doradzać w Twojej sprawie żywieniowej, bo nie jestem w Twojej skórze i nie borykam się z takimi przypadłościami jak Ty. Ale powiem Ci, że miewałam kiedyś takie stany, że od przegapienia posiłku ręce mi się trzęsły i byłam bliska omdlenia. Albo bolała mnie głowa i żołądek. Odbierało mi rozum. I po raz pierwszy mam te "super efekty" wywołane głodem - zupełnie w ryzach. Nie doskwiera mi głód. Nic mi nie jest, nic mnie nie boli, nie mam zawrotów głowy. Już nie.

      Zacznę od tego, że śniadanie jem o 16. Wygląda jak zwykłe śniadanie, jak to zawsze było - owocowa owsianka, albo czekoladowy omlet z kopcem owoców na wierzchu. Drugi posiłek jest zazwyczaj lżejszy, najchętniej wtedy zjadam zupkę. Kolacja jest konkretna, wygląda jak drugie danie obiadowe. I nie zwracam uwagi na to, że za chwilę idę spać, zjadam tyle ile potrzebuję, bilans dnia musi się zgadzać :D Organizm w nocy przecież też trawi, nie wyłącza się.

      Usuń
    2. I myślisz, że to kwestia diety? Nie sądzę. Śmiem twierdzić, że to kwestia Twojego stylu życia. Kiedy żyłam nazwijmy to mało higienicznie częściej mi się zdarzały takie sytuacje i zasłabnięcia. Nieregularny tryb życia, duża ilość kawy, mała dbałość o to, co zjadam.

      Śniadanie to dla mnie podstawa, bez niego nie ruszę. I jest to największy posiłek w ciągu dnia. Po śniadaniu zaraz jakaś kawka z czymś słodkim. Nie mogę jeść obfitych kolacji-nie śpię, śnią mi się koszmary i czuję się jakbym miała delirium. Wiem, bo w trakcie mojego pobytu na wyspach głównym posiłkiem była kolacja-musiałam z niej zrezygnować. W nocy przechodziłam koszmar. Słuchając organizmu wiem, że im dalej w dzień tym mniej jem i to jest dobre.

      Owszem, trawi, ale wtedy jedzenie Ci po prostu gnije i całą noc zalega w jelitach.

      Usuń
    3. Wcześniej żyłam w takim samym, higienicznym stylu, ale na innej diecie. Obowiązkowe śniadanie, 5 albo 6 posiłków w ciągu doby (zależy jak długa była), czysta micha. I miałam problem z objadaniem się, (bo po jednym posiłku szybko byłam głodna) albo wręcz przeciwnie - nie miałam apetytu. Byłam rozstrojona, miałam zaburzenia pokarmowe (albo mam, podobno to jest z człowiekiem do końca życia, można to jedynie stłumić. Podobno tak jest).
      Dochodziły do tego frustracje (nie tylko telepanie dłoni i ból głowy) kiedy przepadała mi pora posiłku (z różnych przyczyn). Byłam nie do życia.

      Żyłam w takim samym przeświadczeniu jak Ty, często opuszczałam kolację, czując się po nich źle. Ciężko mi było nawet się położyć. Nie próbuję Ci wmówić, że mój system jest lepszy, bo każdy jest inny, ale jest lepszy na pewno dla mnie. Skończyły się rozstroje pokarmowe, wzdęcia, nerwy związane z posiłkami (i często czasem ich przygotowywania), poukładało się bardzo dużo w mojej psychice. Śpię dobrze.
      I żyję na opak, kompletnie na opak w porównaniu z tym co było kiedyś. A śniadanie było najważniejszym posiłkiem dnia. Teraz też jest... tylko o innej godzinie ;)

      To mit ;) Nic mi nie gnije. Ja słyszałam, że podobno fermentuje. Są rzecze osób jadające przed snem i są zdrowe i dobrze wyglądają. Z resztą już kiedyś jakiś doktor zdementował tą plotkę, można normalnie jeść późno i nic człowiekowi nie jest. Ponoć węglowodanowa kolacja wpływa przychylnie na sen. Ewentualnie masz jakieś nietolerancje. Przydałby mi się skaner w oczach... Taki, że "pyk" i już wiem co człowiekowi dolega.

      Usuń
  16. Pamiętam Twoje posty o tej diecie na blogu sportowym. Podziwiam Twoją konsekwencję. Mi coś brakuje motywacji, a powinnam ją w sobie rozbudzić bo mi się tu choróbska różne rozpleniły w rodzinie.
    Krok pierwszy... glutenowi mówimy papa. Zaczęłam piec własny chlebek bezglutenowy. Nie smakuje jak świeże pszenne bułeczki ;p, ale jest zjadliwy... będę go udoskonalać :).

    Wiesz co... mam przepuklinę kresy białej... czekam na wizytę u chirurga :/... niefajnie :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten artykuł oparłam na bazie tamtych czterech. Maksymalnie skróciłam i usunęłam cały bełkot naukowy, a zakończenie oparłam wyłącznie na własnych doświadczeniach, także wydaje mi się, że artykuł wyszedł mi nawet lepiej niż na blogu sportowym - bardziej przystępnie.

      Moją konsekwencją jest lenistwo. Nie chce mi się już wracać do starego systemu - raz, że nie służył mi tak do końca - dwa, że mocno absorbował. Jest mi wygodnie na IF.

      Ma ktoś w domu u Ciebie celiakię??

      Serio? Myślałam, że ewentualne kłopoty z kresą masz już dawno za sobą. Jestem w szoku, przykro mi :(

      Usuń
    2. Szwagierka ma Hashimoto leczy się od roku. Zrobiła testy na nietolerancje pokarmową i wyszło, że gluten, produkty mleczne, jajka, kawa, kakao, a nawet buraki!!! i wiele innych produktów ją uczula. Ma 38 lat i wczesne wygaszenie jajników... poziom hormonów jak u staruszki!!! Masakra!!!

      Mojego Miśka od dłuższego czasu męczy alergia. Hormony wyszły ok, ale ewidentnie coś go uczula. Profilaktycznie zrezygnowaliśmy z glutenu, z resztą Zośka z autyzmem też nie powinna go żreć. Misiek odrzucił też mleko (ja nie potrafię zrezygnować z kefiru, a i kawka z mleczkiem smakuje lepiej ;p). Jak Misiek zrobi testy, będziemy wiedzieć więcej.

      Wiesz co... już od jakiegoś czasu podejrzewałam, że coś jest nie tak z moim brzuchem. Od urodzenia Hanki ćwiczę regularnie, kilka razy w tygodniu (to już 3,5 roku), a bebzolek wciąż uparcie mi wisi. Niby mięśnie zarysowane, ale brzuch jak balonik :/. Najbardziej wkurza mnie w tym wszystkim, że muszę zrezygnować z treningów. Uzależniłam się od nich i serce krwawi, gdy nie mogę poćwiczyć ;). Mam jednak nadzieję, że jak mi te flaczki zabezpieczą, to będę mogła wrócić do treningów (jak nie to zostaje rower, basen i wycieczki górskie :)).

      Pozdrawiam :)!!!

      Usuń
    3. Zapytałam, bo napisałaś, że starasz się wywalić z kuchni gluten. Zaciekawiło mnie to, bo wielu ludzi bez problemów wywala gluten, myślę że niepotrzebnie, bo zdrowym brzuchom to nie szkodzi. Chyba, że pojawiły się jakieś nowe badania, oświeć mnie jak coś...

      Mój mąż też zrobił sobie test żywieniowy i też sporo produktów mu nie służy, ale rzeczywiście kiedy się trzymał zakazów, czuł się lepiej i nawet wyszczuplał, mimo że jadł nadal tyle samo na swoje [nieregularne] posiłki. Czasami wystarczy wyeliminować wyłącznie alergeny.
      Ja eliminowałam produkty sama metodą prób i błędów. Obserwowałam się. Sądzę, że nawet nieźle mi to wyszło, bo dawno nie czułam się tak dobrze i lekko. Samo IF nie wystarcza, na pewno dużym plusem było odseparowanie własnego talerza od alergenów.

      Straszny przypadek u Twojej szwagierki. I skąd takie tałatajstwa przypałętują się do człowieka? ...

      Przypomniały mi się wszystkie artykuły (z niezależnych źródeł) jakie dorwałam na temat autyzmu, bo chciałam kiedyś zrozumieć co to. Wspólnym mianownikiem, czyli winowajcą były jakieś produkty szkodliwe w diecie, nadmiary cukru szczególnie, ale nie wiem, nadal jestem laikiem w tej dziedzinie. Niemniej wszyscy ci specy trzymali się jednego, że problem tkwi w jakości jedzenia. Tak mi się przypomniało tylko.

      Też wywaliłam mleko z diety. Wszystkie produkty mleczne dokładnie bez wyjątków. Czasami robię przerwę na oscypek :P
      Odkryłam, że mleczko źle wpływa na moją skórę, pojawił mi się od niego nawet trądzik. Teraz jedyny pryszczyk jaki mi grozi, to od tego gdy słodyczy się najem :P
      A tak poważnie: nie zastanawiało Cię nigdy, dlaczego człowiek - jako jedyny gatunek - pija mleko od innych gatunków? A nie zastanowiło Cię nigdy na co dorosłemu człowiekowi mleko przeznaczone dla cielaka z całym pakietem hormonów dla wzrostu?
      Wlewaj do kawy napoje roślinne, dają ten sam efekt. Ja ostatnio rozkochałam się w "mleku" owsianym. Postraszę Cię trochę: mleko zabija naturalne, dobre właściwości kawy.
      Ja już chyba... żeby nie skłamać... od dwóch lat nie spożywam produktów mlecznych, mimo że kiedyś nie wyobrażałam sobie bez nich życia. Kefir chyba będzie najmniejszym złem.
      Podrzucę Ci ciekawy artykuł: http://hpba.pl/o-krowim-mleku/

      Rozumiem Cię naprawdę... szlak mnie trafił, jak musiałam przerwać treningi na 3 tygodnie, ale Ciebie przecież czeka znacznie dłuższy okres i do prawdy nie wiem jak ja bym to przeżyła... Słabe jest to nasze kobiece ciało... A silne zarazem, bo wiele potrafimy przejść.
      Z tego co mi wiadomo, bez problemu będziesz mogła wrócić do treningów, ale niestety nie za prędko... ;/ 3 miechy jak nic. (wiedza bardzo podstawowa). Sama pewnie po miesiącu zaryzykowałabym z jakimiś ćwiczeniami odseparowanymi, żeby tylko brzucha "nie używać". Oczywiście wszystko lepiej ustalić z lekarzem, mam nadzieję, że masz takiego, który rozumie bolączki sportowca. (Nawet jeśli domowego - to jednak sportowca. Nie jesteś kurą domową, jesteś wojowniczką, pamiętaj! :) I to lepszą nawet niż królowa Dotraków. Ona nic nie ćwiczyła, słowem zerowy wzór dla tego plemienia :P)

      Usuń
    4. Usunięcie z diety glutenu wynika głównie z przypadłości Michała. Skorelował chorobę siostry z własnymi niepokojącymi objawami i postanowił usunąć z diety produkty, które mogły być ich przyczyną. Lekarz pierwszego kontaktu też mu zasugerował, aby zrezygnować z produktów zbożowych i mlecznych. Testy rozwieją nasze wątpliwości.
      Ja, zdaje się, nie mam z tym problemu, ale pamiętam Twój artykuł o tym jak powstaje dziś pszenica i z tegoż powodu nie chcę jej jeść :).

      Usuń
    5. Ha... a wiesz, moja Zośka nie lubi czekolady, to jest dość niezwykłe zjawisko u dzieci ;). Lizaki i cukierasy landrynkopodobne to to, co ją kręci. I niestety chlebek... piekę chleb bez glutenu, ale nie chce go jeść :/. Z kolei Hanka w ogóle nie je chleba, ale czekoladę kocha ;P

      Usuń
    6. Mam jeszcze jedno pytanie odnośnie Twojej diety. W godzinach postu pijesz coś? No chyba tak :)?. Co jeśli można wiedzieć :)?

      Usuń
    7. To było o glutenie pszenicznym. Gluten ogólnie jest w wielu rzeczach zbożowych. Unikanie pszenicy podtrzymuję i nadal sama w kuchni nie używam :)
      Jeśli chodzi o samo pieczywo, to jem w podróży, bo jest najłatwiej zapakować. Można jeszcze kombinować z lunchbox'ami, ale kanapka to kanapka ;) Zajadamy się z mężem bułeczkami z mąki ryżowej, które dostajemy w sklepie jako produkt bezglutenowy. Jest inny w smaku, ale z dobrymi składnikami smakuje wybornie. Bawię się też w robienie kolorowych past kanapkowych. Może takie wariacje zachęciłyby Zosię do kanapek?

      Dobrym zamiennikiem chleba jest klasyczny naleśnik albo omlet, które da się zrobić bez mleka i na mące np. gryczanej. Jest wiele przepisów w internecie. Bardzo pomocne są też strony dla wegan. Inspirują mnie do dobrych wypieków, np. popełniłam niedawno wegańskie ciasto czekoladowe, którym nawet zajadali się koledzy w pracy u męża. Nikt nie wyczuł, że jest niestandardowe. Nie zawiera nawet jaj.

      Pić można co się chce, byle nie z węglowodanami, no bo jak post to post. Więc zwykła woda, albo herbata niesłodzona, najlepiej ziółka.
      Jak jestem po treningu (na długo przed oknem żywieniowym), to wypijam (oszukańczo) koktajl z izolatem białkowym, bo się rzeźbię :)
      Tylko że ten koktajl jest w zasadzie kawą smakową domowej roboty, z którą własnie siedzę przy komputerze :D

      Kawa + xylitol, cynamon, imbir, łyżeczka oleju kokosowego, mleko owsiane zmieszane z odżywką białkową = nektar bogów... *_*

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.