Alp Sura - przez modrzewiowy las.

Nie wszystko złoto co się świeci.
Nie wszystko złoto, co żółte.
Może być jeszcze modrzew.

Październik.

𝓣a wycieczka to z pewnością niezapomniane przeżycie o tej porze roku. Modrzewiowe lasy zapewniły krajobraz na miarę królów - wszędzie złoto, mości panie i panowie! Pod stopami złoto przyroda rozrzuca!
   Nim tu dojechaliśmy, przejeżdżaliśmy przez przełęcz Flüela. Jest to 2383-metrowa przełęcz w Szwajcarii między Davos w Landwassertal i Susch w Dolnej Engadynie. Leży między Schwarzhorn (3147 m) i Flüela Wisshorn (3085 m). Przez nią przebiega główny dział wodny Europy.






Poprzednio pokazywałam Wam malownicze miasteczko, które zgodnie obwołaliście istną perełką 😊 Jeśli ktoś nie widział, zapraszam TUTAJ. Na wędrówkę, o której dzisiaj Wam opowiadam, wyruszyliśmy właśnie stamtąd.
   Szlak emanuje ciszą i spokojem, jest mało ludzi na drodze i o dziwo, żaden świstak tego dnia nie zdzierał gardła. Oto więc początek szlaku - wyjście w góry. Zapowiadał się gorący dzień.





Dookoła nas przyroda była bardzo zróżnicowana. Wystarczyło spojrzeć trochę dalej (i trochę wyżej), aby zobaczyć groźne, wysokie szczyty, na których już zalegał śnieg.
   Góry które tworzyły nasze przejście, całkowicie pokrywało "złote runo". Mnie osobiście takie kolory po prostu powalają. Będę się powtarzać, ale znowu muszę - jesień to moja ulubiona pora roku. Nad zimą też bym się zastanawiała, jest monochromatyczna, co w gruncie rzeczy też w krajobrazie lubię.





W pewnym momencie odniosłam wrażenie, jakby góry otworzyły się na nas. Ziemia wybrzuszyła się dodatkowymi odcieniami miedzi i brązu, widoki były oszałamiające...
   Szkoda by było przejść tek akwen tak po prostu... podobno są takie okazje, w których nie można się nie napić. No... ja się nie napiłam 😉 ale przyznam, że miło było posiedzieć pod kamieniem nad strumieniem.





Później było troszeczkę ciężej, nasz szlak zaczął prowadzić wyżej, na wzniesienie, u którego celu stoi ciekawa chatka i równie wspaniałe widoki. Tymczasem, ciągle nie mogłam się oprzeć tym dzikim widokom i wciąż robiłam kolejne zdjęcia.
   Mąż przeżył nawet epizod spłoszenia się. Tak mają niektóre konie jak za długo siedzą w ciasnym boksie. Widzą przestrzeń i zaczynają szalony bieg.


A w dole wypatrzyłam jakieś pozostałości.




Podejście było dosyć ciekawe, zwłaszcza, że w takich nasłonecznionych warunkach mało kto spodziewa się bagna. A jednak tkwiło ono tam stale, (podejrzewam, że na wiosnę staje się mocniej widoczne), a mostek przez grzęzawisko to zawsze przyjemna odmiana.
   Nie wiem co w tym jest, ale lubię chodzić po deskach...





Przerwa na obiad wzmocniła naszą determinację. Podjęliśmy ostatni wysiłek, by dotrzeć do nieco bardziej płaskiego podejścia, które prowadziło łagodnie aż do samego celu.
   Nasze wysiłki jak najbardziej się opłaciły, sceneria znów zmieniła się i znów było pięknie.


Zdjęcie projektu męża. Zastosował marsjańską soczewkę.
Powiększ.
 

Wreszcie mogliśmy wyjrzeć na drugą stronę. Było inaczej, wiadomo, że surowość i dzikość (pozornie) niedostępnych skał, po prostu zniewalają, ale sami przyznajcie, że ten widok też jest wart grzechu:



Alp Sura
2122 m n.p.m.

Miejsce, na które nie wchodzi się przy złej widoczności, bo wielce żal by było tego wszystkiego nie zobaczyć. Wysokość całkiem przyjemna, wystarczająca aby spojrzeć na świat z ptasiej perspektywy.
   Podróżowanie to wielka satysfakcja, która wzmaga ciekawość świata i ma się chęć wyruszyć w kolejną podróż. Mam dużo planów. Bardzo dużo planów. To, że jeszcze nie zobaczyłam najdalszych zakątków świata, jest wyłącznie opóźnieniem taktycznym. On też w to wierzy:


U celu mogliśmy oddać się tym, co maszerujące żuczki lubią najbardziej. Fotograficzna mocy PRZYBYWAJ!
   Słowo daję czasami nie wiem czyje zdjęcia wklejam. Swoje rozpoznaję, bo pamiętam co widziałam przez miniaturowe okienko, ale cała reszta pochodzi z dwóch innych sprzętów, więc nawet gdybym uprzejmie chciała, nie podpiszę, bo nie pamiętam, więc niech będzie, że jednak jestem nieuprzejma.
   A oto zdobywcy w komplecie:






Trzeba było rozejrzeć się dookoła. Niektórych pociągało w stronę kolejnego szlaku, bo jeszcze były siły, bo wciąż świeciło słońce, bo ciekawość naprawdę wezbrała.
   Mam pewne wnioski odnośnie wędrowania w grupie - wybredne - bo lubię łazić sama i co najwyżej z mężem, który może ze mną łazić, bo jest nim. Udana ekipa, to wesoła ekipa. Chociaż wiem, wiem, czasem mam "Poker Face" na gębie, ale to dlatego, że moja druga jaźń przebywa właśnie nieznany obszar odległej galaktyki. Czasami jak zaczynam podejście, załącza mi się wir myśleniowy i wtedy ktoś po cichu mówi mi: podążaj do tej gwiazdy po lewej stronie i leć aż do rana. I wszystko będzie dobrze.
   I tak lecę, a tu mamy już popołudnie, a ja nadal lecę i lecę... Towarzystwo jednak nie pozwoliło mi odpływać, co nie jest złe. Jest tylko innym punktem widzenia osoby, która jest stale świadoma tego co robi. 😯





Opowiadałam Wam kiedyś ile myśli wiruje w czaszce przy górskim podejściu? Całe mrowie. Problemy zdają się same rozwiązywać, a przygody do książki, same wymyślać. Ale nie znaczy to, że milcząca forma wspinaczki jest jedyną jaką akceptuję, bo lubię się odezwać. Lubię zejść na ziemię.
   Jakby nie było i gdzie bym myślami nie była, trzymam się rozwagi i realistycznego, logicznego myślenia. Mimo że ze mnie fantasta i często jestem rozmarzona. To jednak świadomość bycia w danym miejscu i podziw nad pięknem świata, pozwalają mi sądzić, że urodziłam się w dobrym punkcie Universum i że niczego nie trzeba mu już dodawać. Chociaż... z niektórymi elementami byłoby ciekawiej... 😉😀




Droga powrotna pod złotymi promieniami przebijającymi się przez złote modrzewie. Artyzm Boga ponad wszystko. W barwach tę wyprawę przebija chyba tylko niezwykle kolorowa wędrówka do ruin zamku Wartau. To był tylko spacer, ale sami zobaczcie TUTAJ.
   Jesień jest nieskażona żadną depresją. To człowiek sobie wmawia sam, że nadeszła najsmutniejsza pora. Jesienią bardzo często panuje taka mgła, że nie widać gór po obu stronach doliny. I co z tego? Słońce trzeba mieć w sercu. A ten biały kożuch chmur ze szczytu gór pod błękitem czystego nieba, wygląda zawsze obłędnie 😉 Ta nietuzinkowa perspektywa zdarzyła mi się już nie raz. (Dzisiaj jest własnie taka w mojej Dolinie Mgieł). Chcecie zerknąć? KLIK



Ten mostek tak się bujał, że brawie żeśmy się z niego wybujali 😈
To jednak nie koniec podróży, bo po drodze do domu zatrzymaliśmy się jeszcze nieopodal okazałych ruin zamkowych, które pokażę Wam w najbliższym czasie.

33 komentarze:

  1. Ziemia jest pięknym zakątkiem Wszechświata i powinniśmy być dumni, że dane jest nam to piękno oglądać i podziwiać. Oby takie widoki dostępne były jak najdłużej, a człowiek szanował, to co ma wokół siebie.
    Mam pytanie, czy zdjęcia w takim formacie i w takiej ilości nie obciążają zbyt szybko przestrzeni przyznanej na blog? A może wrzucasz fotki z innego miejsca za pomocą adresu URL? Podpowiedz mi, jak to robisz, bo nie wiem jak powrzucać fotki z wycieczki do Meksyku, żeby miejsce na blogu mi się nie skończyło. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałabym, żeby ludzie we wszystkich krajach tak dbali o Ziemię jak Szwajcarzy. Tu nie uświadczysz nawet śmieci przy ścieżkach, a punkty piknikowe są idealnie sprzątane przez każdego użytkownika.

      Mam ten blog od 3 lat i nic nie wskazuje na to, bym miała jakieś ograniczone miejsce... a mam?? O_O Zazwyczaj gdy zakładałam bloga na dowolnym serwerze, wyskakiwała taka informacja na czele. Pamiętam, że na mylog.pl było okropnie mało miejsca...
      Doinformuj mnie proszę, bo nawet nie wiem gdzie to szukać...

      Usuń
    2. Kochana, też nie wiem, gdzie tego szukać. Ale gdy szukałam dla siebie miejsca po wyrzuceniu z Onetu i czytałam opinie użytkowników różnych platform blogowych, ostrzegali w swoich opiniach, że na Bloggerze jest mało miejsca na zdjęcia. Myślałam, że coś o tym wiesz. Ja chyba będę zakładać albumy na Fb i stamtąd po prostu przekierowywać zdjęcia na bloga za pomocą adresu URL. Na Onecie jak zaczęłam tak normalnie wstawiać fotki, to po kilku postach zawiadomiono mnie, że skończyło się przyznane mi miejsce i musiałam pousuwać lub pozmniejszać rozmiar fotek, co wiąże się ze stratą czasu poświęconego na takie działania. Toteż tutaj już dmucham na zimne. Nie wiem, może niepotrzebnie.

      Usuń
    3. Na Onecie też mi się skończyło kiedyś miejsce, to pamiętam. Mam nadzieję, że tutaj takich rzeczy nie będzie, ale jeśli się przydarzy, zmierzę się z tym i coś wymyślę, bo "wyprowadzać się" po tak długim czasie, nie widzę sensu.
      Swoją drogą, prowadziłam 3 blogi (na jednym koncie) i na wszystkich wklejałam jakieś zdjęcia. One istnieją do tej pory, ale są niedostępne i nie aktualizuję ich już. (Korzystam czasem z ich archiwum). Chcę przez to powiedzieć, że zajmuję na swoim koncie toporną ilość miejsca i jeszcze mi się ono nie skończyło, więc razczej o kant z tymi opiniami.

      Usuń
    4. Muszę się wtrącić. Na bloggerze jestem od 2015 roku i już w 2017 okazało się, że muszę wykupić dodatkową pamięć, ponieważ przekroczyłam limity dla moich zdjęć. Próbowałam usunąć pamięć google, ale nic to nie dało. Usunęłam kilkanaście tysięcy zdjęć i nadal dostawałam komunikat, że ciągle jest mało miejsca. Teraz płacę im 8,99 zł. na miesiąc i wszystko jest okey:)

      Usuń
    5. Hmmmm, więc chyba jednak coś jest na rzeczy. Nie zamierzam dokładać do interesu. Spróbuję jakoś to obejść.

      Usuń
  2. Same niespodzianki, drzwi w środku niczego, bagno w środku gór i te kolory, ze o przestrzenie nie wspomnę!
    Czasem nie chce się wracać z takich okolic, prawda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami po prostu chce się iść dalej, ale... podróże sprawiają, że człowiek zamienia się w gawędziarza, więc chętnie wracam, aby o tym opowiedzieć :)

      Usuń
  3. Takie widoki jakie prezentujesz chyba mi się nigdy nie znudzą czy to na żywo czy na zdjęciu. :)

    Chyba kiedyś jadłem wędzone tofu, nie pamiętam za bardzo wrażeń. :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj Hexe.
    Wędrówka galanto, nie ma to tamto.
    Mój Boże drogi, to nie na moje nogi.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
  5. Widoki przepiękne, jak widzę tym razem poszliście we czwórkę. A gdzie Twoje zdjęcie? Zmieniasz akurat?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przebyliśmy dwie wędrówki we czwórkę, to jest druga, której będzie ciąg dalszy.
      Moje zdjęcie... chodzi o tą miniaturę przy nicku? Przypadkowo skasowałam jak czyściłam archiwum zdjęciowe bloga. Już jest z powrotem ;)

      Usuń
  6. Przyszłam złożyć zażalenie. Taki piękny mariaż barw pokazujesz, że aż mnie z zazdrości boleśnie ścisnęło w dołku!

    Przyznam szczerze, że nieco mi brakuje w Irlandii takiej złotej i bursztynowej jesieni. Może zwyczajnie nie wiem, gdzie jej szukać. Nawet gdybym chciała, to jednak nie uda mi się znaleźć identycznego widoku, bo gór wysokich to u nas nie ma, a nie ukrywajmy, że są one niesamowicie wdzięcznym elementem na fotkach.

    Adam ściął włosy? Nie wiem, co z nimi zrobił, ale mam nieodparte wrażenie, że taka fryzura bardziej mu pasuje. A żeby nie było, że wieszałam oko tylko na nim, stwierdzę, że te zdjęcia pięknie obnażają Twoją nienaganną figurę! A tak na marginesie, przy mężu wydajesz się być "mała" [fotka nr 4], ale już na kolejnym zdjęciu doskonale widać, że jesteś nie tylko wysoka, ale także bardzo drobna. Pozazdrościć wytrwałości w realizowaniu swojego reżimu sportowego i żywieniowego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz co Ci powiem? Wczoraj robiąc porządek w archiwum zdjęć, obejrzałam wszystkie jesienne sprzed lat z moich polskich wędrówek i żal ścisnął. Nasza polska ziemia też jest śliczna.

      Jesień widać dogłębnie w górach, bo możesz obserwować różne struktury, więc feeria barw rozkłada się milionem odcieni. Inaczej załamuje się światło, kiedy masz wielką przestrzeń i nieregularne kształty. Zupełnie inaczej jest w nizinnym lesie, zupełnie inaczej będzie w Bieszczadach, jeszcze inaczej w Tatrach.
      Irlandii zupełnie nie znam, nic więc Ci nie polecę. Czy są tam lasy? Bo np. w nizinnej Szwajcarii nie ma, dlatego nie bierz mnie za freak'a za to pytanie. Lasy się wycina, żeby pola siać i bloki stawiać. Rosą jakieś pojedyncze drzewa i to wszystko.
      Z drugiej strony może i to lepiej, bo tu są często porywiste wichury. Przypomnij sobie co było w naszej zielonej Polsce jak nawałnica przyszła. Tu by chyba te lasy i parki po prostu nie przeszły.

      Ma związane gumką. Generalnie nie każę mu mieć długich, ale ma powiedziane, iż włosy to mój fetysz. Mężczyźni w krótkich włosach mniej mi się podobają (nie mówię, że wcale, ale...)
      Ach dziękuję :D
      Mam 172 cm. Miałam epizod walki z byciem bardzo drobną :P Jako nastolatka, byłam płaskodupcem i wstydziłam się pokazywać nogi, bo miałam nieproporcjonalnie wielkie kolana i patykowate uda (coś jak u żyrafy). Treningowy reżim sprawił, że nawet jakoś wyglądam, ale chciałabym się bardziej zaokrąglić tu i ówdzie.

      Usuń
  7. Kochana!
    Taki ciepły, kolorowy, leśny post był mi potrzebny, dziękuję:)
    W związku z moim L-4 i sanatorium mam piekło w pracy!
    Szczegóły tylko w e-mailu, jeśli chcesz.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozostaje tylko czekać aż wyjdziesz z tej przygody cało i wyżyjesz się na jakiejś własnej, leśnej wędrówce :)
      Jeśli chcesz popisać, maila podałam pod banerem Face Book'owym :)

      Usuń
  8. To chyba muszę spróbować tego wędzonego tofu. :)

    Jeszcze do Zenona nie dotarłem, więc nie mogę się wypowiedzieć, który z filozofów wyznawał ciekawsze podejście do życia i świata.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że najciekawszą i wnoszącą najwięcej dobrego do życia filozofię, wyznawał Jezus :)

      Usuń
  9. Widoki bajeczne, Wędrownicy szczęśliwi, góry już ośnieżone, niebanalne podpisy, czegóż chcieć więcej? Ale jak pomyślę, jak z tych domków przycupniętych do skał dostać się zimą do szkoły lub pracy, to jednak nie chciałabym w tym miejscu zamieszkać.
    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te domki działają okresowo. Są one głównie zamieszkiwane przez pastuchów w okresie letnim, bo w tych partiach gór normalnie odbywa się wypas bydła i ktoś je musi doglądać. W tym kraju można się zatrudnić okresowo jako pastuch u jakiegoś farmera. Wiele razy spotykałam taką ofertę. Jednak to wyrzeczenia, bo na kilka miesięcy jesteś zdana na survival, porzucasz podróże, dom, rodzinę, to jak być stale na służbie w imieniu odpowiedzialności za stada krów albo owiec albo jaków. A niektóre stada liczą sobie nawet po 100 sztuk.

      Rzadko się zdarza, żeby na tej wysokości ktoś mieszkał cały rok. Ale zdarza się np. restauracja czynna we wszystkie dni w roku, wtedy towar jest im dostarczany śmigłowcem. Widziałam z okna jak towarują restaurację na Alpstein, zrzucają taką wielką kulkę na linie. Fajnie to wygląda :) Więc jeśli restauracja jest Twoją pracą, to nigdzie nie musisz dojeżdżać. Tak samo jeżeli pracujesz jako pastuch.

      Usuń
  10. Cześć, robię kolejne podejście do Twojego wpisu, ponieważ cały czas nie widzę zdjęć :( Piękna wyprawa, piękne zdjęcia.

    Dobrze, że masz dookoła siebie przyrodę, pewnego rodzaju dzicz do której możesz wyskoczyć gdy świat Ci się znudzi. Swoje myśli można usłyszeć głównie przy podążaniu ścieżkami samodzielnie. W towarzystwie słyszysz słowa i myśli innych, ciężko wówczas usłyszeć swoje.

    Podobno dobra metoda na wypróbowanie człowieka to zabranie go w podróż. Bo w podróży jak w życiu-ciężko znaleźć naprawdę zgrane towarzystwo.

    I ja lubię drewniane deski, ale to już powinnaś wiedzieć;)

    Pozdrawiam niedzelnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to widzisz, czy nie widzisz tych zdjęć? -_-'
      Odchudziłam bloga dla Ciebie, strona główna nie zawiera już ozdobnych miniaturowych obrazków po bokach, kilku szeregu linków (ze zdjęciem każdy) i innych ciężarów. Nawet ustawiłam (w razie czego), aby na stronie głównej otwierała się tylko jedna notatka (wcześniej wczytywały się 3).

      Ja nie mam wcale tak blisko do dziczy. Do najbliższej muszę kawałek dojechać, a potem wspinać się. W Polsce mogłam po prostu pójść do lasu lub wystarczyło też opuścić granice miasta i już było dobrze. Tutaj każde wyjście za potrzebą dziczy, wiąże się z całodniową wyprawą, już nie ma tak lekko jak kiedyś ;) Ale za to jak dzicz - to całkowita. I cały czas mam wrażenie, że jak kiedyś pójdę znów sama w góry, to napadnie mnie banda świstaków, zwiąże i zakopie... Jeszcze nigdy nie czułam się w przyrodzie jak intruz - pod obstrzałem tylu spojrzeń O_O To gang!

      Z tych powodów, które wymieniłaś, lubię chodzić sama. A dawno sama nigdzie nie byłam. Dużo takich chwil dla własnych myśli mam kiedy wychodzę na jogging. To także moja ulubiona forma odskoczni.
      Mam natomiast tak, że niektóre miejsca bardzo bym chciała komuś pokazać. Gdybyś ktoś do mnie przyjechał (chodzący i chętny na dzicz), mam już plan na minimum tydzień :)
      Swoją drogą, akurat te tereny, które zwiedzaliśmy teraz ze znajomymi, były dla mnie jeszcze nieznane i powiem Ci, że było szalenie sympatycznie. To pozytywni, weseli ludzie, da się z nimi wędrować :D Jeżeli byli skorzy do zjechania z góry na hulajnogach, to musza być dobrym towarzystwem ;)

      Usuń
    2. Widzę kilka. Nadal uważam, że to nie o ozdobniki chodzi, ale o wagę i ilość zdjęć, bo że internet mam do dupy to inna kwestia.

      Zawsze pisałaś, że jesteś otoczona górami, więc wydawałoby się, że dzicz jest całkiem blisko. Ja nie mam tu dziczy w ogóle. Musiałabym wsiadać do środka komunikacji i pojechać

      Świstaki, cudne świstaki. Świstaków się boisz, no wiesz? To już Buka jest gorsza.

      Ja już się nie mogę doczekać najbliższej samotnej podróży, zwłaszcza, że ostatnio funkcjonuję na najwyższych obrotach.
      Nie wiem czy dałabym radę wyskoczyć z kimś w podróż tygodniową, ludzie mnie męczą na dłuższą metę. Każdego dnia potrzebuję samotności, a kiedy jesteś z kimś gdzieś, nocujesz z tym kimś w pokoju to co Ci pozostaje? Wyjść i powiedzieć: muszę pobyć sama. I tyle. Nie każdy towarzysz podróży to zrozumie.
      Mam tak, że nawet idąc z kimś to sklepu, na spacer lubię się oddalać, iść w swoją stronę, swoją drogę. Możemy iść razem, ale osobno. Mało jest ludzi, którzy czują ten klimat.

      Usuń
    3. Czyli, że jedyne co bym mogła jeszcze dla Ciebie zrobić, to zmniejszyć ilość zdjęć i rozdzielczość... nie bardzo mi to pasuje... Nie z takich eskapad.

      Bo to wygląda tak, że z obu okien widzę góry. Dolina jest jak niecka, jestem otoczona dziczą, ale do każdej od około pół godziny do godziny trzeba iść lub jechać. To nie jest tak, że dolina ma 100 m szerokości. Ale te góry są bardzo wysokie, dostatecznie byś poczuła się zamknięta, otoczona, no i dzień jest przez nie krótszy. Mnie to ostatnie nie przeszkadza, ale moim kaktusom już tak.
      W Łodzi też nie ma dziczy, wsiadałam na rower, opuszczałam miasto i była. I nie wiem co jest gorsze beton i ulice, czy próżnia. Czasami tutaj czuję się jak w próżni, nie licząc bloków i kilku drzew, przestrzeń od góry do góry jest niczym nie zapełniona.
      Nigdy nie lubiłam półśrodków, albo ma być tak, albo siak. Znajdę się na pustyni i będzie mi się podobało, znajdę się w Krakowie i będzie mi się podobało - ale w każdym miejscu będzie to coś innego. Natomiast tutaj to tak za bardzo nie wiem co może się w dolinie podobać... Jak wychodzę na spacer albo na jogging, to "przytulam" się do jedynego szpaleru drzew w okolicy, biegnę wzdłuż nich drogą, bo dalej nie ma nic prócz płaszczyzny. Ale biegnę dalej i w zasadzie nawet myśli nie układają się tak, jakbym chciała. Słucham więcej muzyki podczas biegu. W Łodzi słuchałam jej tylko idąc przez miasto do lasu. W lesie wyłączałam urządzenie. Biegłam przez las z ciszą i odgłosami natury. Tego mi brakuje.

      Buka jest super, Buki nigdy się nie bałam XD Już Bobek wydawał mi się straszniejszy, trochę przypomina Crittersa...

      Ha - widzisz - ja chodzę w podróże jednodniowe.
      Dawniej na dwa tygodnie urlopu nigdy nikogo ze sobą nie zabierałam. (Zdarzyły się wakacje z Chrzestną, ale miałam osobny domek. Drugi raz, miałam kwaterę dwie wioski dalej).
      Inna przygoda: jak jechałam z kimś gdzieś na weekend, potrzebowałam jeszcze dwóch dni na osobne wakacje. ;]
      Mam limity wytrzymałości na człowieka. Mój mąż to ewenement, nie sprawia mi problemu wspólne mieszkanie, to pierwszy raz w życiu tak mam. Bo naprawdę nie potrafię dać rady dłużej niż maksymalnie 4 dni przy najlepszej znajomości. A przeciętnie wytrzymuję do dwóch dni i potem rozpaczliwie potrzebuje się gdzieś schować.
      Zgadza się, mało jest ludzi, którzy rozumieją, że na co dzień nie potrzeba ludzi. Mało jest ludzi, którzy lubią mieć ciszę w domu. Mało ludzi rozumie, że nie nadaję się do mieszkania we wspólnym, wielki domu.

      Usuń
  11. Natura cały czas nas zaskakuję swym pięknem.
    Czasami warto pomilczeć by chłonąć ten piękny widok.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widuję czasami takich turystów, którzy idą, byle szybko, byle do celu. Na szczycie kilka fotek i do domu. A ja lubię zatrzymać się, chłonąć - jak mówisz. Dla mnie fotografia jest jak poezja, tyle że zobrazowana. Nie potrafiłabym pyknąć kilku selfi i iść dalej.

      Usuń
  12. Ależ tam pięknie :)!!! Rozmarzyłam się :)!!!

    OdpowiedzUsuń
  13. Łał! Aż mi zaparło dech w piersiach - jak tam jest pięknie, jak świeżo! :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Hexe, wybacz mi, oj wybacz, ale tak się zapatrzyłam w zdjęcia, że do mnie słowa nie dochodziły! Ten twój uśmiech... jaką ty jesteś piękną kobietą :)
    Liczę na pęk rozmyślań z górskich wypraw.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję serdecznie za komplement i mam nadzieję, że swoimi opowieściami Cię nie rozczaruję :)

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.