piątek, 19 stycznia 2018

7 zabytków regionu Domleschg, czyli szlakiem zamkowym (i nie tylko).

[...] A gdy zaszło tak wspaniałe słońce, ciemności okryły ziemię i ludzi ogarnęło zamroczenie, iż wszystkim całkowicie żal owładnął. Ci zaś, do których wieść o tak nagłym nieszczęściu nie mogła dojść tak szybko, mimo wszystko oddają się radości. Tak więc pomieszał się żal z radością, a ona takim sposobem się skarży, iż żal ją porwał i do małżeństwa z sobą wlecze"

- frag. "Wesołość do żalu" Mistrz Wincenty (Kadłubek)



Gemeinde [gmina] Domleschg [link] (w języku romańskim: Tumleastga); to dolina w regionie Viamala w Graubünden w Szwajcarii. Geograficznie Domleschg obejmuje obie strony doliny, a Thusis jest w niej główną wioską. Wspomniana Viamala to jedno z piękniejszych miejsc, które każdemu polecam. Startuje się właśnie z Thusis [link].
   Domleschg jest strategicznie usytuowany na trasie do trzech głównych przełęczy alpejskich: przełęczy Splügen, przełęczy San Bernardino i przełęczy Julier.

Aby kontrolować tę trasę, budowano zamki, dzięki czemu Domleschg stał się jednym z najbogatszych ziem szwajcarskich.
   Ciekawostką będzie, że w dolinie uprawia się 120 odmian jabłoni i 30 odmian gruszek.


Na historie zamkowych ruin można też spojrzeć jak na testament polityczny i bardzo wiele się nauczyć. Dotychczas to własnie z historii uczyłam się jak strategicznie poprowadzić wojnę i wygrać lub jakie błędy odpisać, by okazała się klęska.
   Pisząc książkę, której bohaterowie są osadzeni w czasach średniowiecza, trzeba naprawdę bardzo wiele się uczyć, pojmować dawny tok myślenia i inspirować się przeszłością. Dla mnie takie szlaki to wielkie bogactwo inspiracji.

Wyobraźcie sobie sceny walki rozgrywające się na tle tego pagórkowatego pejzażu. W oddali panorama otoczona wieńcem blisko siebie położonych fortyfikacji. Gotyckie wieże, uzbrojone donżony górujące nad małymi wioskami, konnica i kolorowe sztandary.
   To nie żart bowiem to jedna z bardziej obwarowanych dolin w całej Szwajcarii. Specjalny szlak o nazwie Burgenpfad Domleschg, zapewnia łatwy dostęp do wszystkich tych zamków. Dziś przedstawię Wam część z nich. Na koń!


"Nie jest wstydem wobec bólu, 
Ale bólem jest dla wstydu, 
Gdy surowy wzbierze gniew.

Żal oskarżam ja żałobnie, 
Który z mego splata kwiecia 
Iście pogrzebową wić."

- frag. "Wesołość do żalu" Mistrz Wincenty (Kadłubek)


W tłumie walczących pędzi na czele odziany w długą połyskliwo-szarą szatę rycerz o lśniącym w słońcu ornamencie. Przewieszony przez korpus, srebrzy się szarfa monarsza, a w urękawiczonej dłoni gotów do użycia tkwi miecz. W szalonym pędzie łopotał za nim purpurowy płaszcz podszyty gronostajem.
   Ten kraj nękały liczne wojny, głównie religijne. To będzie historia jednej z nich.


"Żal ja o porwanie skarżę, 
Srogi mnie traktuje rydwan, 
Trwoży porywacza moc.

Dręczy, ściska, dławi Żal mnie.
Rozpacz omalze me złamie, 
Na uciechę wrogom mym."


- frag. "Wesołość do żalu" Mistrz Wincenty (Kadłubek)



Schloss Reitberg

Szwajcarskie dziedzictwo o znaczeniu krajowym, szczycące się krwawą historią, bowiem jest to miejsce morderstwa Pompeji Planta w 1621 roku przez Jörga Jenatscha podczas konfliktów między katolikami i protestantami znanymi jako Bündner Wirren. Mowa tutaj o wojnie religijnej, która wpłynęła na losy wszystkich warowni na tej ziemi. ← do tego za momencik powrócę.



Centralna wieża ściany (o grubości do 2,5 m) i najstarsza część zamku została zbudowana w XIII wieku. Wejście znajdowało się na trzecim piętrze tej wieży. Mniejsze wieże pochodzą z XII wieku. Został zbudowany dla władców Rietberg.
   Po śmierci lorda, zamek przejął biskup Chur, bo miał to w zwyczaju i starał się kłaść swą próżną łapę na wszystkich, okolicznych zamkach. (Szpieguję go w historii już od dość dawna, więc wybaczcie mi moje naganne nastawienie).
   Pewnego dnia udało mu się zmusić Landenbergów do zrzeczenia się roszczeń do zamku i majątków. Biskup użył posiadłości i urzędu jako zabezpieczenia pożyczek od wielu zamożnych rodzin.
   Ogólnie problemów z hipoteką i innych roszczeń śmierdzących pieniądzem, nie brakowało w historii tego zamku. Jak widać, biskup nie potrafił dbać o gospodarstwa (albo nie chciał), ale za to jego własny majątek, pięknie się powiększał.



Teraz wyjaśnię Wam, o co chodzi z Bündner Wirren. Ten właśnie zamek był onegdaj domem dla Pompeja Planta, który był wybitnym członkiem katolickiej, pro-Habsburgowskiej frakcji w Trzech Ligach. Zapamiętajcie tą nazwę.
   Młody radykał Jörg Jenatsch piastował wówczas funkcję członka sądu "Nadzorców Duchownych". Był też przywódcą frakcji antyhabsburskiej.
   I tu się zaczyna ciekawa historia.


Posiadłość jest prywatna, więc wdarłszy się na klatkę schodową,
mogliśmy podziwiać jedynie drzwi, skądinąd, bardzo zacne.
W Thusis istniał Sąd, który był związany z tymi Nadzorcami. Skazał między innymi Rudolfa Planty i jego brata Pompejusza Planty.
   Tuż po orzeczeniu sądu, gwałtowna bitwa, podczas której obaj bracia mięli zbiec, zostali pozbawieni swych majątków. W niedługim czasie także i wolności. Tłum schwytał i przywlókł mężczyzn na dwór w Thusis. Zostali z miejsca skazani egzekucję.

W odwecie siły katolickie zaatakowały i zabiły około 600 protestantów w dolinie Valtellina.

I tu się zaczyna historia morderstwa na zamku:
Mniej więcej w tym samym czasie Pompejusz Planta wrócił do Rietburga wierząc, że minęło wystarczająco dużo czasu. Jednak 24 lutego 1621 r. siły oddziałów antyhabsburskich dowodzonych przez Jörga, zebrały się, by zaatakować zamek w odwecie za zabójstwa w Valtellinie.
   Zabito go wczesnym rankiem 25 lutego. Próbował uciekać, chowając się w kominie.

Zamek jest obecnie własnością prywatną rodziny Hämmerle.


"Losu chcesz naszego doznać, 
Gdy w ladacznic podłym gronie 
Pełnić musim służbę swą.

Płacze zacność, płacze dobroć, 
Płacze wszystkich cnót społeczność 
Cała w uciśnieniu swym."


- frag. "Wesołość do żalu" Mistrz Wincenty (Kadłubek)



Ruine Neu-Süns. Paspels.

Zamek został prawdopodobnie zbudowany w latach 1250 i 1300. W tym czasie był znany jako Nüwer Sünnes.
   Został zaprojektowany przez potężną rodzinę Vaz, aby rozszerzyć terytorium kontrolowane przez pobliski zamek Alt-Süns. (W zasadzie Vazowie pojedynkowali się troszeczkę między sobą o to, kto będzie miał więcej ziemi).
   Kiedy rodzina Vazów (w XIV w.) definitywnie kopnęła w kalendarz, ich majątki zostały odziedziczone (drogą małżeńską) przez hrabiów Werdenberg-Sargans.



Południowa ściana wieży została umyślnie zniszczona przez zwycięskich napastników w 1451 roku podczas wojny między mieszkańcami doliny Schams, przeciwko Werdenberg-Sargans.
   W ramach traktatu pokojowego hrabiowie mogli odbudować zamek, pod warunkiem, że Liga wyrazi na to zgodę. Ponieważ nigdy nie byli w stanie uzyskać pozwolenia, zamek musiał popaść w ruinę.



Miał niezwykły, okrągły, pięciopiętrowy donżon. Południowa strona wieży została zniszczona, ale północna strona pozostała nietknięta i nadal osiąga swoją pierwotną wysokość.
   Ściany wieży mają grubość do 1,5 m (4,9 stopy). Kominki, dwie garderoby i miejsca siedzące przy oknach pokazują, że trzecia i czwarta komnata były na stałe zamieszkane.


WC 😁
Wierzchołek wieży zwieńczono blankami i pochyłym, drewnianym dachem, które chroniły kamienne blanki. Co ciekawsze ⇨ wieżę pierwotnie otaczała kamienna ściana pierścieniowa, która była o około 3 m wyższa od wieży.
   Zamku broniły dodatkowo strome zbocza i rów.

U stóp wierzy, jesiennie i bajecznie.

"Okręt sternik gdy opuści, 
Morskie wzbiorą wnet czeluści,
Syrty i rozbicie tuż!

Nawałnica wtedy wpada, 
W głębię oceanu spycha 
Wiosła wybawicielskie."


- frag. "Wesołość do żalu" Mistrz Wincenty (Kadłubek)



Canovasee

Romantyczne miejsce na spacery przez cały rok. Znajduje się na niebiańskiej wysokości 777 m. W jeziorze żyją szczupaki, karpie, okonie i węgorze. Wędkowanie jest zabronione, gdyż jest to prywatny zbiornik.
   Na dzień dzisiejszy głębokość jeziora wynosi około 10 metrów, woda latem ogrzewa się do 24 ° C. Na wschodnim brzegu znajduje się grill. Kąpiel w jeziorze jest odpłatna.





"Wściekły szałem czymże kusisz?
Lichymś, Żalu, winem spity. 
Dość pijaństwa tego już!

Zgińcie, swary, zgińcie, klęski,
Niech miłości miłość ręczy, 
Gdy roztropność wodzi rej."


- frag. "Wesołość do żalu" Mistrz Wincenty (Kadłubek)



Swiss Historic Hotel Schlos Sins

Stanąwszy przed słodko pomalowanymi murami, można by przypuszczać, iż to pałac i że za chwilę ktoś wyjdzie sprzedawać watę cukrową... A to jednak... zamek... Nie zadziwi więc informacja, że został całkowicie przebudowany w 1695 roku.
   Części głównego traktu prawdopodobnie pochodzą z okresu budowy, ale nie są już rozpoznawalne jako takie.
   Wiele innych elementów dobudowano w późniejszym czasie. Ta konwersja nie przypadła mi do gustu, jednakże kiedy podziwiałam jego mury (bez wiedzy historycznej), uznałam, że to piękny pałac... zamek? Jaki zamek? Poznając dokładniej dawne dzieje, wrażenie pozostawiło niesmak.



Renowacja miała miejsce w XIX w. kiedy ludzki gust był nieco bardziej wysublimowany. Na te czasy miano już dość surowości i zimna bijącego od średniowiecznych konstrukcji. Transformacja zewnętrzna odtąd jawi się purpurą.
   W tym czasie powstała dekoracja graffiti, rzeźbiony dach i wielokątna wieża z kapturem i latarnią po zachodniej stronie.



Zamek dziś jest własnością prywatną i działa jako hotel. Należy do "Swiss Historic Hotels".
   Na południu kompleksu znajduje się obszerny ogród z częścią barokową, stawem z liliami i pawilonem na skraju terenu. Jeżeli obsługa popyla po terenie w rajstopach i perukach, wcale by mnie to nie zdziwiło.
   Pora opuścić pozostałości złych snów...


"Świeżą jeszcze bliznę noszę, 
Jeśli w zamian odwet biorę. 
Czyż to czyjąś krzywdą jest?"


- frag. "Wesołość do żalu" Mistrz Wincenty (Kadłubek)



Ruine Alt-Süns

To było nielekkie podejście, ale warte zmęczenia. Zamek został wybudowany około 1200 roku jako centrum posiadłości pana z rodu Vaz. Kiedy ostatni męski potomek linii Vaz udał się na Pola Elizejskie, zamek i ziemie zostały odziedziczone przez hrabiów Werdenberg-Sargans.
   Zamek został zniszczony w 1451 roku podczas wojny między mieszkańcami doliny Schams przeciwko Werdenberg-Sargans (tej samej, wspomnianej wcześniej).
   Atakujący zburzyli południowo-zachodni róg zamku, czyniąc go bezużytecznym. Po podpisaniu traktatu pokojowego w 1452 r. hrabiowie opuścili zamek.


Imponujący widok spod stóp ruin.

"Luba lśni gemmami, złotem,
Wieniec z zielonego lauru 
Wiosna zaraz wręcza jej.

Żal zaś z ponurego skarbca 
Maurów barwą uczemiony
Zgrzebnej sukni bierze wór."


- frag. "Wesołość do żalu" Mistrz Wincenty (Kadłubek)



Kapellen St. Lorenz

W romańskim: Sogn Lureng. [na mapie u dołu, została użyta romańska nazwa] Czas budowy jest nieznany. Wykopaliska wykazały jedynie, że przed budową znajdował się tu cmentarz, prawdopodobnie powstały w VII wieku, który sięgał aż do krawędzi otchłani... poetycko brzmi, prawda? Ale będzie lepiej powiedzieć, iż kawałek od tej budowli, jest klif i wieńcząca go przepaść.
   Niewidoczne arkady we wnętrzu po południowej stronie wieży sugerują datę powstania na wiek XI.
   Niezgodnie z kanonem, wyznaczono na kapłana trędowatego.


Po renowacji odkryto pod warstwą farby malowidła datowane na XIII wiek. Wyeksponowane stare obrazy pokazują Chrystusa w górnym centrum z symbolami ewangelistów i dwunastu apostołów po lewej i prawej stronie.


W podziemiach ołtarza był relikwiarz z pokrywką wykonaną z białego marmuru. Znaleziono w nim dość sporo relikwii ale między innymi była tam sześcianowa, zdobiona, pozłacana puszka wykonana z czystego srebra. Zawierała kawałki kości owinięte w najdelikatniejszy jedwab orientalny. Ołtarz stołowy i znaleziska datowane są na VII wiek.
   Kaplica jest używana tylko kilka razy w roku.


"Żal ze smutną zgrają razem 
Zawodzeniem i szlochaniem 
Smętnie wyją wstrętną pieśń.

Straszny związek się zawiera, 
Wierność oblubieńca złudna, 
Podstęp oczywisty jest."


- frag. "Wesołość do żalu" Mistrz Wincenty (Kadłubek)



Ortenstein

Kolejne szwajcarskie dziedzictwo o znaczeniu krajowym. Zamek został zbudowany w około 1250 roku na ziemi biskupiej. Wreszcie biskup Chur zbudował coś własnego. Przedstawicielami była rodzina Vaz, bo przecież biskup nie mógł MIEĆ. Źle by to wyglądało.
   W XIV wieku, gdy panowie Vaz wymarli, budynek został odziedziczony przez Ursulę von Werdenberg, a biskupowi nic już nie było do tego. A to peszek...


Zamek został zniszczony w XV w. podczas (tej samej) wojny między mieszkańcami doliny Schams a hrabiami Werdenberg-Sargans. (Dlatego na samym początku powiedziałam Wam, byście sobie wyobrazili bardzo dużą bitwę.)
   Hrabiowie i Liga Bożego Domu podpisali traktat pokojowy. W przeciwieństwie do pozostałych zamków, które zostały zniszczone podczas wojny i pozostawione w ruinie, hrabiom pozwolono odbudować Ortenstein, o ile przysięgli, że nigdy nie użyją go przeciwko Lidze.


Tylko wieża pochodzi z odległych czasów. Reszta konstrukcj jest nowa.
   Zamek latami przechodził przez wiele rąk. W wyniku rozmaitych mezaliansów, mariaży, niewypalonych planów i problemów finansowych, zamek zmieniał swych właścicieli bardzo często.
   Dziś drogą dziedzictwa, jego właścicielem jest rodzina Tscharner, która rządzi na zamku od 1893 r. Mieszkają tam, żyją tam... bajka.


"Tu i tam podwójny ciężar, 
Ale potem męstwo przecież
Mężnym doda [wiele] sił,

Paktu wiary chciej dochować, 
Nienawidzi prawo nowe 
Przodków rozwodzenia się."

- frag. "Wesołość do żalu" Mistrz Wincenty (Kadłubek)



Burg Innerjuvalt

Dostać się tutaj wcale nie było łatwo. Wzniesienie, na którym stoi zamek, może przewyższać umiejętności niektórych turystów. Powiadam Wam - to była porządna wspinaczka!
   Trzeba było w końcu wejść, trzeba było w końcu go zwiedzić. Widywałam go od trzech lat z dołu, za każdym razem gdy przejeżdżaliśmy pobliską autostradą. Za każdym razem robiłam mu zdjęcie, za każdym razem obiecywałam sobie, że kiedyś tam wejdę. I wreszcie stało się!



Innerjuvalt został zbudowany w dwóch częściach na wąskim skalistym zboczu nad wejściem do Doliny Domleschg. Górny zamek został zbudowany w około 1250. Pod dziedzictwo włączone były też łąki, młyn i winnice.
   Do XV wieku przechodził z rąk do rąk na drodze dziedziczenia i nie napotkała go żadna przykra historia wojenna. Kilka dziesięcioleci później został opuszczony i do 1570 roku został opisany jako ruiny.

Na malutkim dziedzińcu można sobie zjeść i upiec coś na grillu. (O ile akurat nie pizga).
Widok z zamkowych murów.
Dopiero teraz widać, ile trzeba było włazić...
Dwupiętrowa główna wieża z poddaszem użytkowym i dołączone skrzydło mieszkalne, były i są chronione przez strome klify. Dawniej stały tu jeszcze piekarnia i cysterna.
   A tymczasem zapraszam do środka. Śmiało, rozgośćcie się 😏




W XX wieku dwie sąsiadujące ze sobą gminy zabrały się za naprawę niszczejącego zabytku. Dziś tereny zamkowe są otwarte dla zwiedzających, a wieżę można wypożyczyć. Znajduje się tam jadalnia, kuchnia, z której można korzystać i podejrzewam, że jeszcze poddasze sypialne, ale tam nie wchodziłam.





Dolny zamek został zbudowany u podnóża urwiska. Składał się z obwodowej ściany z bramą od strony południowej. Przy murze zbudowano duży budynek mieszkalny. Północna strona dziedzińca była tarasowana do celów rolniczych. Dziś pozostaje niewiele z niższego zamku, ale górny zachwyca nadal.
   Na miejscu gospodarzyła przemiła pani, a gaduła jakich mało 😜 Spałaszowaliśmy sobie po ciasteczku.



Podczas trwania naszej pieszej wędrówki, zdołałam zrobić jeszcze kilka zdjęć ciekawej okolicy, na którą warto również zwrócić uwagę, bo to nie tylko historia i dziedzictwo Helvetów, ale też (albo przede wszystkim) kawał potężnej, monumentalnej natury.
   Momentami obiektyw wędrował jednak trochę za wysoko 😉



Rozmieszczenie:


Zamki i rezydencje są nie tylko symbolicznym obrazem starego państwa. To świat całkowicie podporządkowany prawom natury, niezależnie od wierzeń (przeszłych czy teraźniejszych). Stare opowieści każą wierzyć, że życie ludzkie powierzono już dawno nie tyle Bogu, co naturze właśnie.
   Kościoły i kaplice to przeplatające się przeciwieństwa tworzone za monetę biskupów na całym świecie. Należałoby się zastanowić ilu jest wyznawców, a ilu ludzi jest nimi tylko w zapisie. Czarna historia Katolickiej wiary stała się mrocznym dopełnieniem średniowiecza - czasów o dość mocno zszarganej reputacji. Trudno więc dziwić się, że i dziś ludzie nadal wyłamują się z największej religii świata.


"Przyczyn powód wyszukiwać, 
Sprawę przeciw sprawie wszczynać
Prawa pogwałceniem jest."


- frag. "Wesołość do żalu" Mistrz Wincenty (Kadłubek)

wtorek, 16 stycznia 2018

Campi - okazałe ruiny z XIII wieku.

- Czuję w sobie - zasyczał wampir, uśmiechając się koszmarnie - taką siłę, że mógłbym chyba cały zamek rozpieprzyć.
   Wiedźmin spojrzał na niego podejrzliwie.
- Aż tak to może nie...

- Andrzej Sapkowski "Saga wiedźmińska"


Październik
Nie lubię się powtarzać. Dlatego głodnych historii tego zamku, skieruję do opowieści o wiosennej wędrówce, w której na początku trafiliśmy w te własnie ruiny - TUTAJ.
   Zamek Campi stoi na okazałej, bardzo wysokiej skarpie, wiszącej nad wąwozem, którego dnem przepływa krystalicznie czyta rzeka Albula. To stanowi swoistą wyjątkowość dla tego typu obiektów, ale dodam, że nie jest ona rzadka dla zamków w Szwajcarii, gdyż wiele budowano nad urwiskami, a prawie wszystkie na wysokich wzniesieniach.
   Z tego miejsca pragnę zapowiedzieć na przyszły weekend opowieść szlakiem szwajcarskich zamków w gminie Domleschg, już w ten weekend 😊


Oficjalna nazwa zamku brzmi Campell. Ruiny są znakomicie zachowane i całkowicie dostępne dla amatorów średniowiecza. Była to pierwsza rezydencja panów z Campell (rodzina rycerska) i ostatecznie stanął w swej pełnej okazałości dopiero w XV wieku.
   Kolejne etapy budowy wlokły się i wlokły... (począwszy od XIII w.) Widoczne są: potężna wieża, różne budynki mieszkalne i cysterna.
   Pomieszczenia od strony zachodniej zbudowano po tym, jak zamek przestał być fortyfikacją, a stał się domem szlacheckim. To dlatego ma tak duże okna, które oświetlały niegdysiejsze, wygodne pokoje.


Ruiny zamkowe mają w sobie duszę. Nie te wybłyszczone gresem i przypudrowane tynkiem, gdzie neonowa światłość prowadzi zbłąkanych turystów przez meandry hotelowe... umówmy się, że to już mało ma wspólnego z historią i że średniowiecze to nie tylko kształt dawnej warowni i kopia zbroi u wejścia.
   Dawniej w świecie buzdyganów i innych obuchowych elementów konwersacji, gdzie ludność miała podstawowe priorytety [czym głównie było wyżywienie i po prostu przetrwanie], luksusem cieszyli się tylko dostojnicy na zamkach, oraz okraszone sławą rycerstwo.
   A propo... średniowiecze nie było epoką miecza. Tak na prawdę rzadko kto posiadał miecz.


Cofnięcie się w czasie niektórych mogłoby przejmować lękiem. Szczególnie kobiety. Jak przetrwać w obcym miejscu gdzie w kupie siła, a w sile szansa? Potrzebne jest jeszcze gadane i silny tupet. I nie myślcie sobie nawet, że niewiasty nie miały najmniejszych szans.

"Dzięki Sienkiewiczowi utrwalił się malowniczy, choć bardzo nieprawdziwy obraz szlachcianki z Kresów Wschodnich. Przez dziesięciolecia staropolska kresowianka była sienkiewiczowską Heleną, czarnobrewą mimozą, która czeka na swego Skrzetuskiego. Do obrony ma tylko franta-Rzędziana i złożone w proszalnym geście białe rączki dziewicze. Lękała się wszystkiego, zwłaszcza pohańbienia i nie umiała odróżnić prawa od lewa."

"Prawda była zgoła inna. Rolle, słynny badacz kultury staropolskiej, który wiele miejsca poświęcił kobietom, pisał tak: Tutaj [tj.na Kresach] na zagrożonem stanowisku, wypadało często białogłowie stawać w obronie ogniska domowego, w obronie własnego drobiazgu... toteż rozpatrując się w dziejach kresowych prawincyj z XVI a nawet XVII stulecia; w tej przewadze jaką posiadała kobieta, imająca się często oręża, zakuta w pancerz ciężki, mimo woli przychodzą na myśl owe bajeczne Amazonki, których siedzibę oznaczali historycy między Bałtykiem a Dnieprem… Kobietopodobne wymysły Sienkiewicza i wielu innych, XIX wiecznych pisarzy nie przetrwałby długo."

- medycejska.wordpress.com
polityka.pl


Z dawien dawna najprzebieglejszym i bezwzględnym wrogiem zamków był ogień. I tej budowli nie poszczęściło się, gdyż epizod pożarowy pozostawił na murach swoje okrutne ślady. (Wprawnym okiem można było je dostrzec).
   Teren zamkowy doskonale nadaje się pod spotkania z przyjaciółmi, jest też specjalne miejsce z ławami i grillem, wyznaczone pod kulturalną zabawę. Jak dotąd jeszcze nikt nie puścił z dymem zamku po raz drugi, więc państwo ma słuszne zaufanie do mieszkańców.


Zamek stoi nad Rivierą Albula (Romansh Alvra). Rzeka ta, jest największym dopływem Hinterrhein w szwajcarskim kantonie Gryzonia. Nazwa pochodzi od łacińskiego albulus (białawy). 
   Albulatal (dolina) charakteryzuje się częstym występowaniem wąwozów; (pokazuję je w proponowanej w pierwszym akapicie opowieści, długiej i niezwykłej).
   Trasa kolejowa biegnąca przez ten region jest wpisana do światowego dziedzictwa UNESCO. Szczerze? Musieliby drzewa pouginać, żeby człowiek był w stanie coś zobaczyć przez szyby wagonu.


Ponadto, zamek stoi w przepięknej okolicy, której miasteczko (normalnie zamieszkiwane), słusznie kojarzy się z dawnymi czasami. Pośród nowych domów (a jednak), stoją zabytkowe okazy rodem z czasów pana Skrzetuskiego, (a więc są trochę młodsze niż fundamenty zamku).
   Dokładnie chciałam pokazać inną zabudowę, ale żeby się zbytnio nie powtarzać, po prostu musicie zajrzeć do starszej, wiosennej opowieści.


Zgodnie ze słowem danym już na samym początku tejże treści, jeszcze nie wychodzimy z epoki średniowiecza, jeszcze mam Wam wiele w tym temacie do opowiedzenia i oczywiście do pokazania 😊 Cierpliwości.