Partnunsee. Do domu na hulajnogach. (cz. II)

"Góry są przede wszystkim miejscem szczególnym, gdyż jako środowisko stanowią zagęszczenie wszelkich przyrodniczych zjawisk i form. Są niejako koncentracją prawdy o przyrodzie, albo wręcz jej kwintesencją.[...] Góry są zatem miejscem, gdzie przyrodę tej planety doświadczamy najzupełniej. Dlatego sam pobyt w górach może stać się wielkim odkryciem."

- Wojciech Kurtyka


Zgodnie z zapowiedzią, czas na ciąg dalszy wędrówki przez złote stepy. Jej drugi etap ciągnie się przez istny kamieniołom. Bardzo lubię takie pejzaże, to taki idylliczny landszaft górski - tak sobie zawsze wyobrażałam ciekawe szlaki. Bardzo często w filmach niestrudzeni bohaterzy przemierzali podobne uroczyska w siodłach zwinnych koni huculskich (lub im podobnych).
   Wędrówka należy do udanych w każdym calu. Dosłownie wszystkie jej etapy były jakąś widowiskową przygodą, od pływania tratwą, przez unikalne schronisko, aż do tego przepięknego jeziora, które zaraz Wam pokażę. Wcale nie mniejszą atrakcją był ekstremalny zjazd w dolinę na hulajnogach, więc nie ma na co czekać - ruszamy, bo mam dużo do opowiedzenia!

Część pierwsza → TUTAJ.




Oto Sulzfluh (2,817 m), góra w Alpach Rätikon, położona na granicy Austrii i Szwajcarii. Najbliższa miejscowość to St. Antönien, od strony południowej (z której ruszaliśmy na naszą wyprawę). Skała jest dobrze znana wspinaczom. Na wapiennej górze znajduje się sześć znanych jaskiń o długości od 800 do 3000 jardów (wymieniałam je kolejno poprzednim razem). Wszystkie wejścia znajdują się po wschodniej stronie.
   Do tego dodam, że szlak (od wschodu) ma górskie oznaczenie klasy T4, pozwalającą "nie-wspinaczom" na osiągnięcie szczytu.
   Jest to również część wielodniowej trasy pieszej wzdłuż całej długości łańcucha Rätikon po słonecznej stronie, zwanej "Prättigauer Höhenweg".
   Żadne zdjęcie nie odda wiernie jego ogromu, jego majestatu.


Lotnicy znają najłatwiejszy sposób na zdobywanie pewnych wysokości.
Z widokiem na Schronisko, ostatni raz.
Te góry, pomimo swej surowości i wydawałoby się, nieprzychylności człowiekowi, są normalnie zamieszkałe. Chociaż sezonowo, ale jednak człowiek udobruchał sobie to miejsce również.
   Zawsze mi się podobały te drewniane domki porozrzucane w skalistym pejzażu.





A tutaj mamy początek tej sławetnej trasy dla odważnych. Może i bym wlazła, ale kto by mnie stamtąd zdjął? 😉
   Obserwowaliśmy tego człowieka jakiś czas z dużym zainteresowaniem. Nawet zrobiłam mu pełną foto-dokumentację do pewnego poziomu, ale szkoda było nam stać i czekać. Jego ścieżka była znacznie krótsza od naszej, ale dużo mozolniejsza, natomiast przed nami czekały jeszcze dwie przygody.



To w końcu kto robił zdjęcie? 😏

Kamieniołom dobiegał z wolna końca lecz wydawał się coraz bardziej imponujący. Dziś, jak patrzę na te zdjęcia, myślę sobie - naprawdę warto było - gdyby jednak nie ta spiekota...
   Już u końca ścieżki, gdzie wystarczyło tylko wychylić się zza skały, dojrzeliśmy to, co można śmiało nazwać rajskimi wodami. I po co jechać w tropiki? 😉




I wyłoniło się nam to:


Partnunsee znajduje się na 1869 m n.p.m. Oferuje masę możliwości na spędzanie czasu, znajdzie się także coś dla śmiałków.
   Przy małym pomoście są przycumowane łodzie (można wypożyczyć za małą opłatą). W okresie letnim stoi tam zjeżdżalnia i nawodne bungalowy, w których można nocować. Stale istnieje możliwość skorzystania z paleniska, są również stoły, ławki i przygotowane drewno. O bungalowach jeszcze wspomnę.
   Jezioro leży między wapiennymi skałami Sulzfluh i Schijenflue. Szlak wiedzie do jeziora z wysoka, dzięki czemu można obserwować zachwycające barwy wody i obserwować ludzi na via ferrata. Końcówka drogi prowadzi wzdłuż skał, a następnie ścieżką Tilisuna aż do jeziora.




Do krystalicznie czystego, malowniczo położonego Partnunsee, można dojechać z domów górskich w Partnun w około 25 minut. Trasa nadaje się również dla wózków terenowych. Stamtąd (jeżeli jedziecie samochodem) nie zapomnijcie okazać drobnej pomocy i zabierzcie ze sobą drewno na grilla. 😉 Jest to praktyka stosowana coraz częściej na terenie całej Szwajcarii. Nie dawno idąc stromym podejściem do zamku, mijaliśmy znak, "zabierz na górę". (Chodziło o produkty do restauracji zamkowej). Akurat wtedy nie uszykowano żadnych rzeczy (mięliśmy więc pusty przebieg), ale jak wieść niesie, to się sprawdza zawsze.


Jest nowy szeryf w mieście. 
Zasłużony relaks.
Jeśli lubicie przyrodę i lubicie ją zwiedzać pieszo, na rowerze górskim lub podczas wspinaczki, tutaj dostaniecie to wszystko. W tym regionie bowiem, rozciąga się siatka szlaków o różnej skali trudności, a tych odważniejszych, znaki poprowadzą na skaliste ścieżki dla zaawansowanych alpinistów.
   Co więcej, prócz możliwości popłynięcia łódką, można wynająć sobie lekcję z alpinistyki, a także przerzucić wąski pas przez szerokość jeziora i zrobić sobie nietypowy spacer... Chodzących po linie w Szwajcarii nie brakuje. Spotkałam już wielokrotnie amatorów tego sportu. Ten pan zdecydowanie miał fantazję.


Nauka wspinaczki.


Tutaj nawet najbardziej szalone sny, mogą się ziścić. Spójcie na to (wspomniane bungalowy):




Na sam koniec atrakcja - pierwsza klasa! Zjazd na hulajnodze. Ekstremalne przeżycie, szkoda, że z każdej góry nie można tak zjechać 😎
   Zasady takie same jak przy łodziach - kredyt zaufania. Regulamin i instrukcja obsługi w języku niemieckim. Jest także skarbonka, do której uiszczasz opłatę. Skrzynia, w której są różnych rozmiarów kaski (dla dorosłych i dla dzieci). Krok ostatni to wybranie sobie hulajnogi. Jak widzicie, one niczym się nie różnią.
   Nadmienię, że one są każdorazowo sprawdzane i testowane u mety, gdzie specjalna ekipa ładuje je na kipę półciężarówki i wwozi je z powrotem na górę, co daje kilkadziesiąt sprawdzianów technicznych dziennie (a może kilkaset...?). Panowie jeżdżą tak w kółko z nimi przez cały dzień non stop. Stan - idealny. Dwa hamulce.



Okolica naszego startu równie śliczna 😀





Ekipa gotowa, można ruszać. Gdyby nie kręty schemat drogi, prędkość jaką można by tam osiągnąć, byłaby zawrotna. Trzeba było jednak uważać aby nie spaść, aby nie rozjechać pieszych no i samochody... ale muszę Wam przyznać, że zjazd w tamtych warunkach odbył się na spokojnie, bez nerwów, kierowcy na prawdę uważają i nie spieszą się. Przepuszczają, poczekają jeśli trzeba, słowem kulturka jest.

START: 1,869 m n. p. m.
META: 1,459 m n. p. m.




ZAPRASZAM:


Nawigacja:

Powiększ.
Odchorowałam tę wędrówkę. Już w samochodzie poczułam silne mdłości. Znam ja już dobrze te reakcje ciała, kiedy wystawione na zdradliwe słońce, tak blisko jego będąc, w późniejszym czasie jeszcze długo terroryzuje organizm lekką gorączką.
   Przez doświadczenie wiem co robić i jak sobie pomóc, ale niestety nadal nie umiem temu zapobiegać. A może ja mam krewnych na Plutonie? Wszak wciąż szukam swoich korzeni i od kiedy utraciłam trop (a nawet kilka), poszerzyłam kręgi poszukiwań na całą galaktykę. 😂
   Nazwę dla tego ciała niebieskiego wymyśliła 11-letnia wówczas Venetia Burney. "Skoro znajduje się ono bardzo daleko i panuje tam bardzo duży mróz, to niech przyjmie imię od rzymskiego boga zaświatów – Plutona" [podaje Wikipedia].
   Skoro jest tam lód, można się pokusić o stwierdzenie, że jest tam i woda. Można by ciepłym dupskiem wysiedzieć jakieś jeziorko 😂Mam więc szansę na przetrwanie gdzieś w odległej galaktyce...

18 komentarzy:

  1. Jak dla mnie, to raj na ziemi. Poza polskimi górami nie zapuszczałam się jeszcze w inne rejony. Podziwiam was za odwagę, bo taka wyprawa to ekstremum wysiłku i na pewno też samozaparcia, ale czego się nie robi, by zdobyć szczyty. Znając mnie, złapałabym od razu wyzwanie, jak pan, którego opisałaś. Od razu. Taka jestem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. szlak można powiedzieć jednokierunkowy - ale to miła niespodzianka po podejściu natknąć się na wodę (ciekawe, że na zdjęciach ma różną barwę) a później na podwózkę - asfaltowe szlaki pieszo są bardzo męczące.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie wielokierunkowy. Jest jeszcze mnóstwo dróg w tym regionie, którymi moglibyśmy pójść.
      Woda w wysokich górach to częsty widok, małe i duże jeziora tak samo.

      Zależy pod jakim kątem pada słońce. Z góry jezioro było jak kryształ. Z poziomu brzegu, ciemniejsze. Czy tylko mnie się wydaje to całkiem normalne? ;)

      Asfalt na pieszo zdecydowanie nie byłby dobrym kierunkiem na długi marsz. Gdybyśmy mięli schodzić, wybralibyśmy jakiś dzikszy szlak ;)

      Usuń
  3. Tak sobie myślę-hulajnoga jest środkiem komunikacji na którym jeszcze nigdy nie jechałam!;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak sobie myślę... chyba ja też wcześniej nie korzystałam z hulajnogi. :) Pamiętam tylko próby na deskorolce. Nie nadaję się do tego :P

      Usuń
    2. Ha! NA deskorolce o ile mnie pamięć nie myli też jeszcze nigdy nie jechałam. Ile to w życiu jest do nadrobienia;)

      Usuń
  4. Trasa pełna niespodzianek, na pierwszych fotkach wyglądacie jakbyście przemierzali Góry Skaliste, a kolor wody piękny.
    Hulajnogę miał mój syn, ale nie pomyślałabym, że można z nią w góry...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O ile miała dobre hamulce, to pewnie, że można ;)

      Usuń
  5. Pięknie! A ten księżyc, o matko! Ciekawa jestem bardzo, jak w takich miejscach wyglądają gwiazdy, to musi dopiero być niesamowity widok.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Góry to dobre miejsce do obserwacji gwiazd, bo światła miast nie przeszkadzają. Jak byłam mała, lubiłam oglądać nocne niebo z brzegu jeziora. Był to teren zamknięty, żadnych świateł, a wrażenia bombowe. Na wsiach z łąk, pól czy innych uroczysk (odpowiednio daleko od świateł) również widać niesamowicie.

      Usuń
    2. Pewnie, że na wsi też to widać, ale wydaje sie, że góry to miejsce jeszcze bliżej gwiazd i tam powinno być jeszcze lepiej. Mam nadzieję, że zoabczs te gwiazdy dzisiaj w Bieszczadach!

      Usuń
    3. O... Bieszczady.... Ty wiesz, że nigdy nie byłam, a zawsze marzyły mi się tamtejsze tereny? Jak byłam młodsza, zbierałam gadżety o tym regionie. Został mi jeszcze przepiękny album.

      Usuń
  6. Raz czy dwa natknąłem się w górach na hulajnogi, jednak nie wiem czy bym się skusił. Może na rower prędzej, mam już jakieś doświadczenie w tej materii. :)

    Jak zwykle niesamowite miejsca pokazujesz, a różnorodność widoków powala.

    Dzięki pięknie. Także życzę dla Ciebie i bliskich spokoju, dużo zdrowia, pomyślności, a w Nowym Roku chęci do nowych wyzwań i spełnienia marzeń.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na hulajnogę weszłam po raz pierwszy w życiu. A po co Ci pedały do zjeżdżania z góry? ;)

      Dzięki i pozdrawiam ślicznie :)

      Usuń
  7. Witaj Hexe.
    Co ci powiem, to ci powiem, ale ci powiem.
    Nie nadążam już za Twoimi wedrówkami. Sorki, ale byłem przez parę dni złożony bólem i niemocą. Na szczęście na wigilię mi pusciło.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko sobie wisi cierpliwie w internecie, jeżeli zechcesz, archiwum stoi otworem ;P
      Mnie niemoc złożyła na święta również (a nawet i trochę wcześniej), święta spędziłam w pozycji horyzontalnej niestety.

      Usuń
  8. Bajeczna wyprawa!!! Życzę sobie... przejść tą traskę... i wiele innych, które tu pokazujesz :)!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przejść, by przejechać się ;)

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.