Objazd - piękno jesieni w przyrodzie i w mieście + 6 atrakcyjnych miejsc do zwiedzenia.

"Jak nie kochać jesieni, jej barw purpurowych,
Szarych, żółtych, czerwonych, srebrnych, szczerozłotych.
Gdy białą mgłą otuli zachodzący księżyc,
Kojąc w twym słabym sercu, codzienne zgryzoty."


~ Tadeusz Wywrocki



U schyłku września.
Zaczęło się od wieści o nadchodzącej nawałnicy, która nietaktownie odebrała nam możliwość wykorzystania naszego potencjału do wędrowania po świecie. Poranek jednak przywitał nas słonecznie i wierzyć się nie chciało, że krótko po południu wszystko ma się odmienić. Dlatego wsiedliśmy w samochód i ruszyliśmy w drogę.
   Celem objazdu było uchwycenie piękna jesiennego nie tylko w przyrodzie, ale i w mieście. We wszystkich tych punktach już kiedyś byliśmy, dlatego tym razem to po prostu krótkie zwiedzanie, tyle że w innych okolicznościach przyrody. A dziś dzielę się z Wami przyjemnościami tej złotej pory.


Schellenberg - Liechtenstein
Szczegółowa wyprawa wraz z historią i lokalizacją na mapie: TUTAJ
Na tej górze jest więcej ruin, o czym opowiadam TUTAJ.

Można powiedzieć, że wyżyłam się artystycznie. Można powiedzieć, że to bardziej była sesja zdjęciowa mojego męża, niżeli jesieni. I można też powiedzieć, że mnie tam jakby nie było.
   Ruiny zamkowe nabierają jesienią kompletnie innej wartości. Ich grafitowe mury wyjaskrawiają się na wielobarwnym, arrasowym tle, całe miejsce nabiera żywego kontrastu. Uważam, że zdjęcia wypadły tu o wiele lepiej niżeli letnie. A refleksyjny pejzaż jaki rozpościerał się z murów na Austrię, zostawił miły powidok na sercu:









W drodze do następnego celu, wypatrzyłam w czyimś ogrodzie fantastyczną kompozycję roślin i dziwny "kępkowy" krzak.
   W Liechtensteinie, wyżej w góry prowadzą wąskie, wyasfaltowane drogi. Krążą one wokół pomniejszych miejscowości i osiedli willowych. Nawet spacer tam, to ciekawe doznania wzrokowe, właśnie dzięki pomysłowości i chęci rąk ludzkich. Mają wspaniałe ogrody.



Wildenburg
To miejsce zwiedzaliśmy kiedyś zimą.
TUTAJ szersza opowieść.

Dojazd to także niebagatelna część tej wyprawy. Jesień położyła się na górach motylimi skrzydłami, słońce prześwitywało czasem przez gęstniejącą coraz bardziej pokrywę chmur, a pod wężykowato ułożonym asfaltem, meandrował potok.
   Tak, droga do miejscowości Wildhaus stała się już sławna na moim blogu. Dodam jako ciekawostkę, że Zimą, kiedy potok całkowicie zamarza, jest po prostu niesamowicie. Możecie to zobaczyć TUTAJ.


Góry Krzyżowe na Alpstein. (Bandytka)
Gams.
Droga do Wildhouse.
Szczególnie zjawiskowa z samej góry piętrowego autobusu.
Żeby dotrzeć na zamek, trzeba od miejsca parkingowego kawałek podejść. Za każdym razem jest warto, bo za każdym razem widoki zachwycają. Ogólnie bardzo lubię ten region, po przejrzeniu archiwum bloga,  okazało się, że bywam tu dosyć często.
   W przyszłym roku również czekają mnie same przyjemność, bo zamierzam narażać życie, wspinając się na najwyższy szczyt w tym regionie.



Te zębate szczyty to Toggenburg.
Ruiny stoją w bardzo dobrym punkcie strategicznym (okiem fotografa). Stąd w każdą stronę, rozciąga się absolutnie piękny widok, między innym na góry Toggen.
   Można było się zapatrzeć...







Stąd, droga do kolejnego punktu, również nie pozwalała mi zapomnieć o obiektywie. Właściwie malowniczość tej pory roku sprawia, że nawet znana już na pamięć trasa, przejeżdżana wielokrotnie do znudzenia, nagle staje się na nowo atrakcyjna.








Rapperswil
Nasze godło w Szwajcarii? Czemu nie?
Szczegóły wędrówki po polskim zamku TUTAJ.
Dla zainteresowanych: strona muzeum polskiego. Po polsku.

Po tym mieście spaceruje się naprawdę przyjemnie, niezależnie od pory roku. Pogoda zrobiła nam niespodziankę, bo (to chyba z okazji naszej wizyty), znacznie się rozpogodziło.
   Na zdjęciu, na którym jest starszy pan z laską, mogłoby być troszkę inaczej, gdybym się nie zagapiła na seniora moimi oczami. Obok niego szalał wróbel z kawałkiem jedzenia. Dziadek uśmiał się z tego szczerze. Ależ by fotka nabrała uczucia, gdybym nie spóźniła się z moim lustrzanym okiem...
   Na podzamczu mają sarny i jelenia. Czasami spacerują, czasami biegają, ale przeważnie to leżą. Nie znam się na porożach, terminach zrzucania itd. więc nie mam bladego pojęcia czy jeleń po prostu już stracił koronę, czy może go zwyczajnie nie było na polance.
   Niestety dziedziniec zamkowy zamknięto. Ktoś sobie wymarzył, że zorganizuje tam wesele. Zawsze wydawało mi się, że jeżeli ktoś decyduje się na przyjęcie w takim zamkowym konwencji, to stara się, aby klimat był wyjątkowy i zgodny z tym, co otacza parkiet, a więc średniowieczne mury, wieże, blanki... niestety ozdobiono dziedziniec białymi koronkami, wstęgami, srebrnymi bombkami (WTF!?) i balonami. Zamarłam, gdy to zobaczyłam. A robiłam sobie taką wielką nadzieję, kiedy włamywałam się na dziedziniec...
   A na sam koniec, weszliśmy w stare miasto.













To ogon dzikiego węża. Łeb był dużo dalej.








Punkt widokowy (Mollis)
umownie rzecz nazywając.

Znajomy polecił nam jako dobre miejsce na zachody słońca (latem), ponieważ można zobaczyć płaski horyzont i pełniuteńką feerię barw jakie promienie malują tutaj co wieczór.
   Jako ludź z nizin, bez przerwy brakuje mi niegórzystych perspektyw. Może to nie wygląda na zdjęciach tak zapierająco, ale byłoby warto przywędrować tu popołudniową porą. Wtedy zdjęcia dopiero nabrałyby smaczku.







Klausenpass
Przełęcz wysokogórska, o której szerzej napisałam TUTAJ

Wiecie już dobrze, że przełęcze mnie kręcą. Tym razem wtopiliśmy się troszkę bardziej w Klausen. Te zdjęcia pokazują cały obraz sytuacji i wyjątkowości. Z pewnością przyznacie mi rację, że bardzo różni się o tych przełęczy, które ostatnio przedstawiałam. Przede wszystkim bardzo charakterystyczna jest tak wielka, płaska ściana, dająca monumentalny efekt. Człowiek, stojąc pod nią, wydaje się taki mizerny...
   Klausenpass jest wyjątkowy pod jeszcze jednym względem - droga wije się po zboczu. Dwa pierwsze zdjęcia prezentują wjazd w wysokie góry, pozostawiający inne daleko w dole. Potem odnosi się wrażenie przekroczenia portalu w inny wymiar.






Piesze możliwości.






Zdjęcie wyszło mi okropnie, ale na zrobienie go z samochodu, miałam jedną sekundę.
Jest to krótko widoczny kadr, pokazujący kwintesencję tego przejazdu.
Powiększ.



Altdorf, Andermat
Czas na obiadek.

Altdorf tylko przejazdem. Śliczne miasteczko, które zachęca do zwiedzania, oraz do wybrania jednego z okolicznych szlaków. Myślimy o tym.
   Andermat. Aby tu dojechać, przejechaliśmy się górskim tunelem i zrobiliśmy przystanek w tymże mieście u Curvy na dobrą Lasagne. Nieopodal znajduje się góra Gemsstock, będąca rajem dla narciarzy.
   Wspominałam Wam przy okazji opowiadania o jednej z przełęczy, że kręcono tam "Goldfinger". Bond zjawił się i tutaj. Konkretnie na stacji benzynowej Aurora, w pobliżu Gemsstock. Bond tankuje tam swojego Aston Martina po pościgu na przełęczy Furka. Stacja stoi tam nadal. Film zainicjował pomysł nadania nazwy ulicy "James Bond Str.". Jest ona gdzieś na Furkapass.
   W listopadzie 2012 roku, Andermatt pojawił się w serialu "The Gadget Show", gdzie prezenterzy Jason Bradbury i Pollyanna Woodward, prowadzili badania nad elektrycznymi rowerami i skuterami.


Kadr z filmu "Goldfinger".

A gdy już wracaliśmy do domu, na niebie pojawiła się kolosalnych rozmiarów, granatowa chmura. Zaczęły spadać potężne grochy deszczu, a na zjawiskowym tle roztańczyły się błyskawice.
   Dobrze, że nie wypuściliśmy się na szlak tego dnia. Deszcz to jedno, ale burza...


20 komentarzy:

  1. Czy dobrze rozumiem, że to swoiste podsumowanie roku pod względem podróży?

    No w małej miejscowości jestem w stanie sobie wyobrazić, że listonosz trafi bez numeru mieszkania. Ale już w mieście może problem być. Chyba, że poczta ma jakiś system opracowany, który bez tej danej pomaga w pracy listonoszom.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Źle rozumiesz, pewnego dnia zrobiliśmy sobie objazd po kilku miejscach ;)

      Tutaj nigdzie nie ma numerów, w całym kraju. Listonosz trafia po nazwisku na skrzynce.

      Usuń
  2. Kochana Hexe!
    Jesteś Mistrzynią fotografii:) oglądałam Twoje zdjęcia kilka razy, bo bardzo mnie urzekły:)
    Myśl Tadeusza Wywrockiego piękna, jak cała jesienna atmosfera:)
    Pozdrawiam najserdeczniej i dziękuję za foto- podróż:)
    W zamian zapraszam na mojego bloga na smaczne jedzonko:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bajkowa kraina, prześliczna jesień, cudne budynki - wszystko, czego poszukuje oko fotografa i dusza podróżnika. Nie można się nie zakochać ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękne zdjęcia :) przypomniało mi to, że już dawno nigdzie nie byłam. (kilkudniowe wizyty w stolicy się nie liczą)

    OdpowiedzUsuń
  5. ten krzew, to najprawdopodobniej jałowiec, na którym ktoś pozbawiony zmysłów usiłował przeprowadzić formowanie, jak w sztuce bonsai - tyle, że zamiast wyjść ładnie, wyszło sztucznie i pretensjonalnie.
    a kolorowy wąż skojarzył mi się z całą kiścią serdelków...

    OdpowiedzUsuń
  6. Boskie miejsca. Wszystko chciałabym zobaczyć na własne oczy. :)) Co ja tu czytam...chce narażać życie, włamuje się na dziedziniec...super...:D Życie pełną parą. :)) Zdjęcia przecudne, te barwy powalają. Jest tam zdjęcie drzew, zaraz pod tym, jak piszesz, że włamywałaś się hehe Zakochałam się, co chwilę wracam do tego zdjęcia i wrócę jeszcze raz po tym, jak wyśle Ci tę wiadomość. Stworzyłaś magiczne zdjęcie, zresztą wiele takich jest. <3
    Ty swoim blogiem bardzo zachęcasz do wyjścia w świat. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak napisałam, bo stamtąd wiedzie szlak na górę, którą już drugi raz musiałam sobie odpuścić ze względu na warunki. To najwyższy szczyt w regionie, podejście nie łatwe, (chociaż obok jest jeszcze trudniejsza góra). Tam ludzie umierają. Niestety. Dlatego chcę wyczekać warunki idealne. Tak więc wybieram się już dwa lata na Santis jak sójka za morze.

      Włamywałam się, bo teoretycznie nie-gościom wstęp był wzbroniony i ludzie trochę dziwnie na mnie patrzyli, ale udałam się za kobietą która zmierzała do muzeum, do którego wejście jest od dziedzińca. Ciekawe czy muzeum zamknęli na czas wesela. Nawiasem mówiąc, to było hinduskie wesele, może dlatego nie pieklili się z mojego powodu. Wiesz, "obcy" zwykle siedzi cicho.

      I tak ma być! Wychodzić macie! Wszyscy! :P Bardzo lubię zachwycać się miejscami, które pokazują inni blogerzy, a gdzie jeszcze nigdy nie byłam. To mnie również inspiruje.

      Usuń
  7. i jak nie zakochać sie w Szwajcarii
    i jak nie lubić jesieni
    skoro jest najpiękniesza

    Swietne jak zawsze zdjećia

    OdpowiedzUsuń
  8. Dzień dobry,

    Pięknie tam u Was niezależnie od pory roku. Jesień to pora roku do której mam duży sentyment. Najmniejszym uczuciem darzę lato. Upalne słońce nie jest dla mnie.
    Dobre u Was jest to, że możecie wybrać się w swoje wędrówki w każdym czasie. No i widzę, że nieźle zapaliłaś się do chodzenia po górach.

    Tak zupełnie na marginesie-mam problem z Twoimi postami, zdjęcia mi się bardzo długo wczytują. Może dałoby się pomniejszać przed umieszczaniem na bloga?;)

    P.S. Jak ja kocham stare samochody!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzień dobry :)

      Lato mogłabym całe przespać, nie lubię upałów. I wciąż dziwi mnie, dlaczego mam taki pociąg do suchych terenów, pustyni, molochów straszliwych, pustkowi, kaktusów, krzewów ciernistych, stepów i Marsa.
      Mieszkanie w górach wiele ułatwia. W Polsce mając na południe kawał czasu w podróży, byłoby to możliwe tylko w jakiś długi weekend, a tu, wystarczy jeden dzień. Moją historię od nienawiści do gór po dzień dzisiejszy znasz już dobrze ;)

      Zdjęcia są specjalnie zmniejszane i dopasowane do szerokości posta. Kolosy wstawiam rzadko, wtedy w miniaturze do kliknięcia do powiększenia. Myślę, że to przez ilość Ci się nie wczytują i przez toporne zdjęcie nagłówkowe O_O Moja mama też na to narzeka... -_-'

      Usuń
    2. Nie wiem. Może skrajności Cię przyciągają?;)

      Znam, znam.

      To nie wiem co się dzieje, ale mam tak tylko u Ciebie. Długo czekam aż się wszystko pootwiera i dopiero na końcu czytam.

      Usuń
  9. To już teraz wiem w czym rzecz. :)

    A jeśli jest kilka osób o tym samym nazwisku na jednej ulicy jak trafia z listem?

    No u mnie to już taka tradycja jakby z tym sprzątaniem. Niby też się stale odkurza i tak dalej, a jednak przed Świętami jest co do roboty.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Numer ulicy to też numer bloku. I jeżeli w nim mieszka więcej lokatorów o tym samym nazwisku, dopasowuje imię z przesyłki, do inicjałów na skrzynce ;)

      Usuń
  10. Dawno nie wyjeżdżałam poza Polskę, ostatnio inne mamy priorytety, ale ostatecznie każdy ma różne etapy w życiu, super, że teraz wykorzystujecie swój czas tak ciekawie i macie wspólne zainteresowania. Zdjęcia piękne, piękna jest ta nasza Ziemia :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Granice wymyślili sobie ludzie. Ziemia jest cała nasza - ludzi. Chcemy zobaczyć jak najwięcej :)

      Usuń
  11. życie może być jednak piekną podróżą....

    OdpowiedzUsuń
  12. Aniu, to była przepiękna wycieczka, również dla mnie :)!!!

    OdpowiedzUsuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.