Niech słońce życia nie zachodzi już za życia.

Tytuł posta wziął się od cytatu "niektórzy umierają za życia".


"Twoje sny określają, kim jesteś i o co się troszczysz. Ich wielkość określa ogrom twej duszy".


- "Przyjazny kapitalizm"
Rich DeVos


Pewnego popołudnia wpadliśmy na zupełnie spontaniczny pomysł zjedzenia kolacji na ławeczce z widokiem na jakiś nietuzinkowy widok. Przypomniały mi się wtedy wszystkie niepowszednie kolacje jakie zdarzało mi się już w życiu jadać. Najwięcej posiłków poza domem, przejadłam chyba na dworcach. Chcąc jednak wspomnieć o czymś pięknym, będą to głównie wszystkie kolacje zjedzone z przyjaciółmi. Wspominam też całe mnóstwo tych posiłków, którym towarzyszył zachód słońca nad padokiem, na którym pasły się konie. I także te kolacje z widokiem na mazurskie jezioro.
   Pamiętacie na pewno ostatnią kolację nad jeziorem Voralp. Przejście przez przełęcz Nideri, jaskinia pustelnika i takie tam...
   Tym razem nasza kolacja odbyła się w dużo niższej dolinie. Słońce kładło się za wysokim horyzontem gór, malując ciekawe kolory na niebie, które odbijały się w niespokojniej tafli dużego jeziora Walen. Za plecami cichło miasto o tej samej nazwie.
   Kolacja była spontaniczna, więc posiłek nie bardzo pakowny... ale jakoś sobie poradziłam. Zupka do termosu, a reszta... bo to była dwudaniowa kolacja... właściwie teraz nie pamiętam co jadłam. Był to początek października. Zanim jednak przyszła spektakularna pora, pozwoliłam sobie na trochę wygłupów. Spokojnie, pierzasty nawet się nie zorientował.




W tym samym czasie wpadł na teren białosierścisty łowca kaczek. Przy okazji, spójrzcie jak te chmury szybko się posuwały. Wbrew pozorom to wcale nie był wietrzny i zimny dzień. Odczuwałam nawet komfort termiczny.


Zawsze potrafiłam odnaleźć bajkowy plener i z wstępu wynika to jasno... no może wyłączając kolacje na dworcach, to jednak bywało naprawdę pięknie. Jestem z tego dumna. Dumna ze swojego zamiłowania do poszukiwania ładnych miejscówek. Taki mam styl, że dostosowuję swoje otoczenie (np. mój pokój - choć tutaj wcale nie mam na myśli przedmiotów) lub szukam jeszcze lepszego pleneru. Zachwycam się światem i dziękuję Bogu, że tak go nam ładnie poniszczył. (Śmieszy mnie fakt, że przecież to, co dziś oglądamy, to pozostałości po potopowe).
   Tak samo jest z ludźmi, kocham przebywać w radosnym towarzystwie. Kocham wspólne żarty, zabawę i ogólnie mówiąc - wzajemne ładowanie się pozytywną energią. Głęboko reaguję na negatywne fluidy. W przestrzeni takich osób, jako empatka (bo inaczej nie potrafię nazwać tego, że mi towarzystwo nie jest obojętne), duszę w sobie wybuch bomby jądrowej. Staram się unikać przykrych sytuacji, ale w życiu różnie wychodzi. I wtedy cieszę się, że potrafię udać słup soli i nie dać się porwać wylewającemu się z ludzkich żył Hadesowi.



Od dłuższego czasu poznając Wasze zdanie (na różne tematy) w komentarzach, zauważyłam, że przyciągnęłam tutaj w większości osoby o podobnych poglądach nie podążających ślepo za popularnymi ideałami.
   Jest kilka blogów life-stylowych, które czytam z wielką przyjemnością, a wiem, że daleko mi do nich, ale nie zazdroszczę. Ktoś np. zaimponował mi sposobem w jaki wychowuje całą swoją rodzinę. Mentalny luz. Kobieta nie ogłasza całemu światu, że mając trójkę dzieci, nie może podróżować czy wykonywać sportu, bo robi jedno i drugie.
   Każdy otacza się tym, co uważa za ładne. Ja np. lubię w tym celu włazić tam, gdzie wiedzie trudna droga. Wierzę, że to, czym się człowiek z przyjemnością otacza - świadczy o nim samym. I wiem, że im trudniejsza ścieżka, tym potem są ładniejsze widoki, ale w życiu jest tak samo - żeby było pięknie i przyjemnie, trzeba się najpierw natrudzić.


Czytam aktualnie książkę, której tytuł może budzić błędne skojarzenia. "Przyjazny kapitalizm" autorstwa Rich'a DeVos'a, nie dotyka sfery polityki ani ekonomii (chyba, że tej domowej). Jest to książka o życiu. O dobrej filozofii. O tym jak patrzenie na świat może wpływać na rodzaj naszego życia - w kilku słowach: liczy się nasz punkt widzenia.
   Od dawna to powtarzam, kiedyś pisane przeze mnie eseje, (odnoście naszego nastawienia do życia), zalewały ten blog (i poprzedni), ale wiedziałam, że miałam w nich rację. Testowałam te poglądy na sobie i wiem, że przynoszą rezultat, nawet w walce z depresją.
   Zawsze też powtarzałam - uśmiechaj się do ludzi i bądź życzliwy, bo nigdy nie wiesz z jakimi demonami musieli oni stoczyć walkę. Człowiek to istota - to życie. Nie ważne jak wygląda i jakie idee popiera - to żywy duch.
   Owszem, niektórzy zachowują się jak śmiecie, ale to nie usprawiedliwia naszych złych reakcji czy myśli. Uważam, że ocenianie, a potem obrabianie tyłka, jest po prostu chore.




"Większość z nas żyje defensywnie. Każdego ranka wstajemy bez jakiegoś szczególnego celu i dziwimy się, dlaczego kładziemy się wieczorem spać, niczego nie osiągnąwszy. Życie staje się pewnego rodzaju mozołem, któremu posłusznie się poddajemy. Robimy to, czego żądają rodzice, co zadają nam nauczyciele, co polecają zwierzchnicy, czego oczekują od nas przyjaciele czy rodzina i co nakazuje Kościół lub rząd. Pozwalamy, by prawo określało naszą moralność, a ulgi podatkowe wyznaczały granice naszej dobroczynności."

W książce wspomniano także słowa pewnego filantropa, którego telewizyjny show lubiłam oglądać jako dziecko. Bill Cosby powiedział: "Nie znam klucza do sukcesu, lecz wiem, że klucz do niepowodzeń ma każdy."
   Powiedział też "Aby odnieść sukces, Twoje pragnienie sukcesu musi być większe niż Twój strach przed porażką."



Baw się życiem, doświadczaj, poznawaj, rozmawiaj, podróżuj. "Życie polega na odkrywaniu" jak napisała Anima Aga, pewna radosna postać z blogosfery.
   Przede wszystkim podstawową i chyba najtrudniejszą umiejętnością, jest nauczyć się, by codziennie dostrzegać piękno świata, a jeszcze trudniejsze, by w najgorszej sytuacji życiowej, zobaczyć jakieś pozytywy - i tego się trzymać, mocno i nie puszczać nigdy! To jest właśnie dobre nastawienie - i nie proste.
   Pewnie znajdzie się ktoś, kto mnie zakrzyczy w tym kontekście, ale sądzę, że warto się nad tym zastanowić.



"Wierzę w przekazywanie nadziei, nie rozpaczy".

- "Przyjazny kapitalizm"
Rich DeVos

Chciałabym tą książkę przeczytać szybciej, by móc zostawić ją już niedługo kilku osobom do przeczytania, (wszak zaczyna się pora odwiedzin). Uważam, że pozycja jest wartościowa, ale... raczej nie zdążę. Mam teraz sporo pracy. Praktycznie większość mojego czasu pochłania redagowanie własnej książki. Wydrukowana, leży na biurku i cierpliwie zaznaczam na tych kartkach to, co później poprawiam na komputerze.
   Ten sposób znacznie oszczędza moje oczy. A przeczytać muszę ten ostatni raz jeszcze. Nie wiem czy będzie idealnie, ale chcę mieć pewność, że stworzyłam ten fantastyczny świat najlepiej jak potrafiłam. W redagowaniu pomaga mi mój mąż - nieoceniona osoba - mój obiektywny, "zewnętrzny" punkt widzenia.

Powiększ.
Inna blogerka, Rose, dała mi również sporo do myślenia w kontekście ogólnego zadowolenia z życia. Naszła mnie taka refleksja, czytając jej słowa. Refleksja, o której opowiem częściowo jej słowami - że nie zamieniłabym tego co mam, na wielki dom, na trójkę dzieci i urabianie się nad pozycją perfekcyjnej matki polki. No way.
   A kiedy na starość nie będzie mi miał kto szklanki wody podać (to jeden z popularniejszych argumentów) to włączę sobie drżącymi, pomarszczonymi rękoma laptopa i będę usychać z pragnienia oglądając zdjęcia i przypominając sobie te wszystkie historie, które sprawiają, że czuję, że moje życie ma sens.
   Maria Czubaszek zapytana kiedyś o to, kto jej poda na starość wodę, odpowiedziała z uśmiechem, że już stoi przy łóżku cały kontener. Odeszła jednak, wcale go nie potrzebując. Zgadzam się z Tobą, Rose, to była mistrzyni ciętych ripost.



Zawsze mawiam, że jeżeli w życiu jest dobrze, to po co coś zmieniać? Z reguły robi się to, aby zaspokoić oczekiwania innych. Bardzo to przykre... Z drugiej jednak strony, uważam, że zmiany są dobre, ale tylko te, których się naprawdę pragnie. Wtedy trudno jest mieć coś przeciwko.
   Jeżeli cokolwiek w moim życiu napotka pozytywny i zupełnie nowy obrót spraw, to możecie mieć pewność, że ja tego chciałam, (bo fałszywym sugestiom losu, zawsze uciekałam).
   Aby życie miało sens, należy słuchać swoich pragnień. Nie cudzych. Nie dajcie się nigdy zwieźć namowom, choć wielu na pewno widziałoby Was w innych rolach. To jest Wasz czas na Ziemi i Wasza szansa na szczęście. Wasz indywidualny scenariusz.
   Jeżeli w moim życiu przyjdzie czas na radykalne zmiany - to po prostu przyjdzie. I po co tu więcej mędrkować? Bo na życie jestem otwarta.

"Nie wiem, co jest kluczem do sukcesu, ale kluczem do klęski jest chcieć zadowolić wszystkich."

- Bill Cosby



Chciałabym wreszcie uwierzyć, że nie wszystko muszę. Że jestem wolnym człowiekiem i mam prawo powiedzieć "nie". Czasami jednak silniejsze okazuje się inne słowo: "wypada".
   Wśród przyjaciół uchodzę za osobę asertywną, nawet aż za bardzo. Nie godzę się na kwestie, które są mi niewygodne, lub po prostu wbrew mnie. Jednakże wydarło mi się to spod kontroli. I cóż rzec, chwilo trwaj, chwytaj dzień, a transwestytom sukienki.



"Nawet jeden mały Gest...
Jeden dotyk Nieba...
żeby znaleźć w każdym z Nas...
Jeden wspólny wielki Raj,
który da nam skrzydła...
i pozwoli dotknąć gwiazd...
To dla Takich chwil -
całe życie wędrówką...

Jeden Dar, jedno własne skrzydło,
żeby potem poczuć wiatr...
To dla Takich chwil -
całe życie w szaleństwie...

Jeden świt...
żeby wznieść się ponad mrok...
Śpij Aniele mój...
Może sen uchroni Cię przed moim złem...

Jeden Mały Wielki Świat...
Dziwny świat w szaleństwie...
Oszukując rajem...
niespełnionych marzeń...
Tutaj dzień po dniu...
gaśnie To, co sprawia, że przemija ból..."

23 komentarze:

  1. Musimy się spotkać na wspólnej kolacji! Chociażby na dworcu, bo ja nigdy nie jadłam tak pięknych kolacji jak opowiadasz :)
    A i ten cytat z tytułu posta - ty to wiesz jak mnie trafić prosto w sam środek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nadal będę upierać się przy swoim, że na dworcach nie jest ładnie i przyjemnie :P

      Usuń
    2. Oj tam, może są jakieś wyjątkowe dworce :)

      Usuń
    3. Ten w Łodzi może być - nowy, ciepły i suchy :)
      http://wdrodzedonikad.blogspot.ch/2017/02/o-odzi-podziemnej-i-stajni-jednorozcow.html

      Usuń
  2. Piszesz o dwóch ważnych sprawach - sens i sukces. Mówi się , że całe życie poszukujemy sensu, a sukces każdy postrzega inaczej i dobrze, bo każdy z nas ma inne oczekiwania od życia.
    Nawiązując do tytułu - niektórzy rodzą sie już starzy mentalnie i zmęczeni i żadna siła ich nie rozrusza, ale świat zmienia sie dzięki tym drugim: ciekawym świata, odważnym, pracowitym...
    A na dworcu w Żninie jadłam kiedyś pyszne flaki :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówisz o ludziach, którzy umierają za życia. Zbyt poważnych, zbyt dorosłych... mnie to nie interesuje, mogą sobie być tacy - nikomu nie bronię. Sama jednak wzięłam się za kreowanie swojego świata w inny sposób i o tym opowiadam.
      Nie lubię flaków! :P

      Usuń
  3. Niebanalne i pozytywne Twoje myśli. Dzięki takim postawom, wewnętrznej radości, chwytaniu ciekawych chwil i szukaniu piękna, życie staje się ciekawsze, bogatsze w przeżycia. Córka mojej koleżanki chodziła od lekarza do lekarza, a zaczęło się od depresji. Wykluczona w czasie choroby, pozostała w domu nawet wówczas, gdy czuła się dobrze. Dopiero namówiona na wyjazd w góry, nabrała właściwego dystansu do życia.
    Bardzo pożyteczny Twój esej. Wiele osób powinno skorzystać z Twoich rad.
    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo ludzie nie potrzebują psychologa. Potrzebują dziczy, a góry to akurat bardzo dobre remedium, bo nie tylko się wyogląda, ale i wymęczy (endorfinki robią swoje).
      To nie pierwszy górski przypadek takiej odmiany, o jakiej usłyszałam. Szlaki powinno się przepisywać na receptę.

      Dziękuję za piękne słowa :)

      Usuń
  4. Zostaw ptaka :)

    Na pytanie jak żyć odpowiedziałbym - bez przerwy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ptak mnie olał, daj spokój ;P

      Bez przerwy - jeśli wierzysz, że jest coś dalej. Z ciekawością jutra - to najlepsza motywacja. Z uśmiechem - przynajmniej dla samego siebie. Też warto. ;)

      Usuń
  5. Kochana Hexe!
    Odpoczęłam na Twoim blogu, po trudzie pracy. Dziś u nas w miarę ciepło, słonecznie, wolne od pracy zawodowej, zatem pranie firan, zasłon i porządki p/ świąteczne.
    Ale wracając do Twojego posta, jedzenie nieważne jakie, ale za to z kim i gdzie.
    Ja z kolei rzadko jem, po za domem, nie za bardzo służą mi posiłki barowe.
    A żyć należy tak, aby innym nie sprawiać przykrości, a samemu z chwil i drobnych szczęść się cieszyć. Zwłaszcza w wieku dojrzałym.
    Piękne myśli nam przekazujesz:)
    Pozdrawiam najserdeczniej:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja droga, Twoje komentarze czyta się jak prywatne listy. Zawsze coś opowiesz, nadmienisz co u Ciebie słychać, przyjemnie "rozklejać takie koperty".
      Rzadko jadam w barach, preferuję zabieranie prowiantu z domu. Mam określoną dietę, nie wszystko mogę jeść.
      Dodałabym do tego, co napisałaś, że żyć należy tak, aby inspirować tych, którzy zgubili drogę. Myślę, że naprawdę warto byłoby pokazywać, że świat wcale nie jest szary i ponury.
      Dziękuję za wspaniały komentarz :))

      Usuń
  6. Witaj Hexe.
    Lubię Twoje filozoficzne rozważania.
    Fajna wędrówka.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
  7. Ewidentnie łabądek nie ma ochoty na Twoje towarzystwo:)
    Cóż ja mogę dodać. Twoja mądrość życiowa, mimo młodego wieku jest niezwykle bogata.
    Wiesz co myślę? Byłabyś świetną terapeutką dla zagubionych i poszukujących sensu życia nastolatków /i nie tylko/:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zignorował mnie zupełnie ;P
      Myślę, że wiek ma mniejsze znaczenie. Doświadczenie to mądrość ludzi, ale nie każdy z niej korzysta. Każdy przecież zna różnicę między dobrem, a złem, a popatrz jak jest na świecie.
      Dziękuję za pozytywną opinię. Gdy jeszcze mieszkałam w Polsce, myślałam o zajęciu się Couching'iem, ale na emigracji trzeba myśleć o mniej wymyślnych zawodach.

      Usuń
  8. Spontaniczne wypady są najlepsze. Nie tylko znajdujesz piękne plenery ale masz oko do zdjęć :)
    Cudnie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwielbiam takie wypady spontaniczne! Super.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ależ bajeczne niebo... uwielbiam wschody i zachody słońca :)... na takie kolacyjki to ja się zapisuję ;)!!!!

    Z wiekiem o asertywność jakoś łatwiej :)!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że z wiekiem mniej "wypada" i człowiek jest częściej brany pod uwagę.
      Ta emerytura wcale nie zapowiada się tak tragicznie XD

      Usuń
  11. Fantastyczne zdjęcia! zachwyciłam się :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Tak sobie pomyślałam, że chyba nigdy nie jadłam na dworcu. Za to w pięknych okolicznościach przyrody-często.

    Często myślę sobie, że życie jest takie jakie chcemy, jak sobie pozwolimy. Mamy to, w co wierzymy, to, za czym podążamy, to na co sobie pozwolimy. Nie uważasz?

    Niestety uczę się ciągle asertywności. Jestem mało asertywna i mam zbyt dobre serce. Dupa blada.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przede wszystkim to, na co sobie pozwalamy, czy też innym. Życie tak naprawdę jest bardzo proste, jednak sami na siebie nakładamy bardzo liczne ograniczenia. Żyjemy bardzo często w wielkiej fikcji.

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.