Masz czas?

każesz mi być cicho bo
mając własne zdanie tracę na urodzie
ale nie po to stworzono mnie z ogniem w brzuchu
żeby można było mnie zgasić
nie po to stworzono mnie z iskrą na języku
żeby łatwo mnie było przełknąć
urodziłam się ciężka
mam w sobie trochę z ostrza i trochę z jedwabiu
trudno mnie zapomnieć i niełatwo
ogarnąć umysłem
Zdrowy tryb życia

- Rupi Kaur



Prowadząc kiedyś wirtualny poradnik dietetyczno-sportowy, spotykałam się z mnogą ilością komentarzy i prywatnych wiadomości w stylu "nie mam czasu na to wszystko". Zastanawiało mnie to, ponieważ treningi, to logistycznie wynajęty w kalendarzu konkretny termin pomiędzy innymi zajęciami - ale nic więcej. Czy widziałam kiedykolwiek problem w tym, by o siebie zadbać, pomimo napiętego grafiku? Czy miałam problem, aby coś zdrowo ugotować, pomimo narastającej ilości zajęć? O tym chciałam dziś opowiedzieć z prywatnego punktu widzenia i postawić dodatkowo pytanie ⤞ dlaczego ludzie nie dbają o stan zdrowia?
   Ci, którzy czytywali kiedyś tamtą (już nieistniejącą) stronę, uznają, że się powtarzam. Ci, którzy znają mnie krócej, widzą tylko osobę, która łazi po górach i od roku pisze książkę (nawiasem mówiąc, w poniedziałek ją skończyłam i rozglądam się już za wydawnictwem, powolutku jeszcze korygując to i owo w zaciszu domowym). Zapytana o to jak znaleźć czas na pasję, pracę i dbanie o siebie, odpowiem raz jeszcze, ale ze względu na sporą liczbę nowych czytelników, muszę coś koniecznie dodać.

🔻Może wielu z Was nie wie, lecz od kilku lat żyję wyłącznie jako Hausfrau. Po pierwszym, intensywnie przepracowanym roku na emigracji, po burzliwym etapie moich prób zaaklimatyzowania się na obczyźnie (co nie do końca się udało, wbrew temu co sądzą niektórzy), straciłam swoje zajęcie dorobkowe, ale nie żałuję. Pojawił się impuls - zrób to, o czym zawsze marzyłaś.
   Wiem jak to wszystko wygląda ⤏ wyleciała sobie babka za granicę, zaobrączkowała faceta i siedzi na jego garnuszku. A potem ta babka się dziwi, że są tacy ludzie, którzy traktują ją co najmniej protekcjonalnie.
   Tymczasem zajęłam się spełnianiem największego marzenia w moim życiu. Mam nadzieję, że w przyszłym roku, jak Bóg da, wydam swoją debiutancką powieść. To dlatego większość osób patrzy na mnie teraz z pobłażaniem. To dlatego krąży pogłoska, że jestem niezaradna życiowo (bo nie jestem nigdzie zatrudniona). To dlatego uważa się, że mam czas na wszystko i mogę sobie ćwiczyć, zdrowo gotować, bo przecież "normalna" osoba nie ma na takie rzeczy nawet chwili, chyba, że sama jest trenerem. Błąd myślenia. Ja nie ćwiczę od tych kilku lat, tylko już od ponad dziesięciu.

🔽Wiele kobiet mnie nienawidzi. Mam pewną hipotezę na ten temat, która ułożyła mi się sama jeszcze za czasów mojej pierwszej pracy. Nienawidziły mnie te kobiety, które były nieszczęśliwe w swoim życiu. Jest jeszcze milion innych możliwości i powodów do nienawiści. To niewiadoma. Symbol iks w równaniu matematycznym, osobliwość w kosmosie. Kobiety mnie nienawidzą i już.
   Mój mąż zwrócił mi uwagę, że kobiety gapią się na mnie na ulicy, w sklepie itd. - Wiem o tym, przyzwyczaiłam się. To kolejny milion niewiadomych, iksów i czarnych dziur. Mój mąż twierdzi, że może czegoś mi zazdroszczą? Ale czego? Może zazdroszczą mi czasu? Nie noszę zegarka, a to może oznaczać, że nigdzie się nie spieszę.

🔻Daruję sobie tę biurokratyczną litanię, słowo - nie mam biednego CV. W ilu ja pracach jednocześnie bywałam zatrudniona, to już większość zna. (jeśli ktoś chce uzupełnić wiedzę, odpowiem na każde pytanie w komentarzu).
   Bardzo łatwo jest wyrzucić wysportowanej osobie, że ma dużo czasu na te swoje hobby, sporty i poranne spacery. Prawda jest taka, że ja go zawsze miałam, niezależnie od liczby obowiązków.
   Aby o niczym nie zapomnieć prowadziłam kalendarz. Nie zawsze się wysypiałam (ważne, by nie zawalać nocy NAGMINNIE, bo może to się odbić na zdrowiu i naszej psychice, a złość i frustracje są nikomu niepotrzebne.)
   Przeżyłam także i taki okres, że byłam dosłownie wyeksploatowana jak stary samochód. Zawsze jednak realizowałam sumiennie swój plan treningowy. Nigdy nie zapominałam o sobie, ani o rodzinie, czy przyjaciołach. Zawsze znajdowałam dla nich czas, mimo iż niekiedy telefon dzwonił w najmniej odpowiedniej chwili, wtedy, gdy marzyłam tylko o tym, by wylogować się z życia. Bywało, że egzystowałam w totalnym rozregulowaniu, ale nic to, dawałam radę. Także więc → JA TO ZNAM!

🔽Gdybym tylko wiecznie narzekała, że na nic nie mam czasu, nie osiągnęłabym w życiu nic. Dalej miałabym problemy zdrowotne, które kiedyś utrudniały mi skutecznie życie. Zawsze miałam czas aby zadbać o siebie. Ujmijmy to tak: figura to "skutek uboczny" tej dbałości. Nie uznaję kultu ciała, który uwydatnia się na profilach większości popularnych sports'manek.
   Zgadza się, nie mam pod opieką małego człowieka, którym trzeba się zajmować 24/h ale kibicuję kilku kobietom, które mają jedno, dwoje, a nawet troje... i mają czas. Trening można zrobić wszędzie, nie trzeba wydawać szmalu na karnety na siłowni. Trening może zająć nawet 20 minut, a nawet 10, trzeba tylko zastanowić się nad tym, co się chce osiągnąć. (Jeżeli chcecie o tym pogadać, śmiało. Odpowiem w komentarzach.)
   Jeżeli brakuje Wam czasu, jeżeli faktycznie to jedyna przyczyna, zastanówcie się, co go zajmuje. Przykładowo ja nie śledzę wiadomości w TV i nie czytam kolorowych gazet. Nie robię połowy tych rzeczy, którym poświęca dużo czasu przeciętna kobieta (a długo by wymieniać). Kwestia wyborów.


🔻Co mi daje taki styl życia? Dzięki wieloletniemu doświadczeniu potrafię rozpoznać każdy sygnał od mojego ciała i w odpowiednim czasie zareagować.

   Sama dbam o to, aby mój jadłospis był jak najbardziej adekwatny do potrzeb ciała. Co na tym zyskałam?
   🏁 Pozbyłam się dolegliwości układu trawiennego, które kiedyś usilnie próbowałam zwalczyć tabletkami jakie dostawałam od lekarzy na receptę. Owszem, nadal muszę uważać, bo nie znaczy to, że jestem zupełnie zdrowa, ale wiem już jak postępować i czego dokładnie unikać, by kłopotliwy stan nigdy więcej do mnie nie wrócił.
   🏁 Poranne spacery, do których często i aż do przesady kiedyś zachęcałam,  sprawiły, że się zahartowałam. Nie choruję, w ogóle nie przeziębiam się. Uodporniłam się też na chłód (kiedyś byłam strasznym zmarzlakiem).
   🏁 Co mi dały hantle i ćwiczenia wytrzymałościowe? Wiem, że mogę więcej, że jestem silniejsza niż większość kobiet. Czułam te różnice, głównie w starej pracy (jeszcze w Polsce), gdzie to się najbardziej przydawało. /...inna sprawa, że mi przez tą pracę kręgosłup wysiadał, no ale to inna historia...

To wszystko nie przychodzi samo. To systematyka i właściwe wybory.

🔻Bywało, że w ciągu doby nie mogłam nawet na chwilę usiąść, zatrzymać się, cokolwiek. Bywało, że harowałam jak przysłowiowy wół. Teraz jest inaczej, zgoda.
   Wkrótce realizacja marzenia stanie się faktem. Być może przyniesie mi to sukces, a być może otrę się o ponure fiasko - to nie ode mnie zależy i nie będę rwać włosów z głowy jeśli się nie uda. Choć nie będę udawać, że ubodło w serce - pójdę dalej, wymyślę coś nowego.
   Póki co, nadal od lat robię swoje, nadal dbam o siebie, nadal mam czas na to, żeby znów nie zapuścić swojego zdrowia (tak jak było za młodu, kiedy myślałam, że jestem nieśmiertelna).

🔽Jedyna alternatywa dla narzekania na siebie i swoje życie, to wziąć się w garść i zacząć inteligentnie planować swoją dobę. Ja też pracowałam po 12 godzin, ja też miewałam parę etatów na głowie, wyjazdów i innych obowiązków. I dało się. Może czas zamienić nastawienie, miast pisać do mnie, że ja mam teraz łatwiej?
   I powiem Wam coś, skoro umiecie wyegzekwować czas na to, by czytać i pisać blogi, to znaczy, że potraficie zająć się też swoim otoczeniem i po prostu sobą. Coś zmienić, zrobić coś, o czym dawno już marzyliście.
   Uważam, że gdy ktoś mówi, że nie ma na coś czasu, oznacza to, że się poddał. Nic więcej. A za parędziesiąt lat będzie miał pretensje tylko do siebie.

🔽 A TU dowód na to, że sport i mądra kuchnia są dla każdego i w każdym wieku. Pozdrawiam serdecznie sympatyczną Blogerkę 😊

25 komentarzy:

  1. Fajnie,że możesz się spełniać....pewnie wiele kobiet Ci zazdrości, ale czy od razu nienawidzi?
    Zajrzałam na polecany blog, ja podobnie funkcjonuję w wakacje. Przez resztę roku nie jest to kwestia chcenia, po prostu po pracy nie mam siły, na aktywność zostają weekendy, a i w weekendy różnie bywa. Nie usprawiedliwiam się, taka jest rzeczywistość, nie mam już 25 lat i wierz mi, że jeszcze 10 lat temu nie wierzyłam, że wiek ma znaczenie, a do leniwych nie należę.
    A co do czasu- moja babcia odpowiadała: mam dwa, to Ci jeden pożyczę.
    Bywało, że na aerobik chodziłam z synem, bo nie miałam go z kim zostawić, poza tym dużo czasu był w przedszkolu, więc żal mi było znowu go gdzieś podrzucać.Ale czasem dzieci też stanowią przeszkodę...albo raczej wybieramy czas z dzieckiem zamiast czasu wyłącznie dla siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, nienawidzi. W tym momencie już nie chodzi mi o spojrzenia na ulicy czy w sklepie, bo żeby mieć pewność, trzeba się troszkę znać z daną osobą.
      Mam koleżanki, więc to nie jest tak, że rzesza kobitek na całym świecie szykuje na mnie stos.

      Też nie mam już 25 lat ;) i wierzę. Mimo wszystko staram się, żeby wiek mi nie dokuczył. Czy się uda, tylko Bóg to wie. Na razie mi się udaje. Moje rówieśnice już narzekają na zdrowie. Zobaczymy jak będzie.

      Kobiety, o których pisałam, że im kibicuję, też czasem zabierają dzieciaki na siłownię. Niektóre kluby są specjalnie wyposażone w mini place zabaw z opieką (w cenie normalnego karnetu).
      Nie trzeba zresztą przesiadywać na ćwiczeniach godzinami, trenować można też w domu, są przeróżne metody. Nawet treningi zajmujące 10 minut dziennie, przy czym są naprawdę efektywne. Czasem korzystałam z takich właśnie programów, zwłaszcza kiedy grafik miałam mocno napięty. Dodatkowe endorfiny zawsze mnie odstresowywały.

      Usuń
  2. Bardzo cenny wpis moim zdaniem dla tych, którzy jeszcze nie do końca wiedzą jak korzystać ze swojego czasu. Zwłaszcza koniec jest istotny, jak ktoś prowadzi bloga, to właściwie jest w stanie znaleźć czas na różne formy samorozwoju na przykład.

    Czy ja wiem? Wiele zależy od tego czy słucha się albumu na kanale zespołu, ostatnio coraz więcej grup pozwala słuchać swoich dzieł na youtube. Jeśli komuś tak bardzo spodoba się muzyka na krążku i kupi go w wersji fizycznej to właściwie jak dla mnie jest wszystko ok. :) Zachodzą spore zmiany w postrzeganiu przez muzyków swoich odbiorców, spora część artystów właściwie już nie walczy z piratami, czy do dobrze czy nie ciężko ocenić na szybko.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Zabawne, że to co robię w czasie wolnym, wygląda prawie tak samo jak to, co uważam za czas przepracowany. Czy to blog czy powieść - piszę. Dlatego mam zadatki na pracoholiczkę ;)

      Tak, to kanał zespołu, jednak wychodzę z założenia, że trzeba dać zarobić muzykom, których się szczególnie ceni. ;) A poza tym, płytę odtworzę sobie wszędzie, a internet nie zawsze jest, np. na wakacjach. Płyta jest mi wygodą, do samochodu można wrzucić (jak się ma odtwarzać na kompakty.)

      Usuń
  3. To jak z czytaniem książek, wiele osób mówi, że nie ma na to czasu, ale na serial czas już jest. To tylko kwestia wyboru. I teraz wyjdę na prostaka, ale ja jestem niepoprawnym leniwcem i mnie się po prostu nie chce. Całkowicie szczerze nie znoszę aktywności fizycznej i teraz poczuj mój ból, kiedy muszę przestawić swój dotychczasowy tok myślenia o 180 stopni, właśnie ze względów zdrowotnych, bo bez tego będzie tylko gorzej. Jak gołą dupą w pysk, nie jest łatwo. I słabo mi to wychodzi. Ale przynajmniej jestem szczera ;)
    Nie widzę powodu do nienawidzenia kogokolwiek, a już szczególnie dlatego, że jest po prostu szczęśliwy. O ironio do tego potrzeba pół tony odwagi i nie każdego na to stać, często wiąże się to z radykalnymi zmianami i sporym ryzykiem. Ty zaryzykowałaś i życzę z całego serducha żeby się powiodło. Powiedz proszę, że stworzyłaś potwora fantasy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O właśnie! Świetne porównanie.
      Lenistwo to nie jest prostactwo, no co Ty!! Nie twierdzę, że każdy z nas powinien się zmuszać do sportu, bo to jedyna droga, bla, bla, bla... Ja odnalazłam w tym przyjemność i pasję, a dla kogoś innego to może się okazać katorgą i niczym fajnym. To normalne. Ciebie może kręcić fizyka kwantowa, a ja mogę nie potrafić policzyć do dziesięciu i tak samo - nie będę się zmuszała do przedmiotów ścisłych, bo ich nie znoszę. Ale już np. jeść każdy lubi, więc zawsze będę zachęcała do zdrowej kuchni i racjonalnego podejścia do żywienia.

      Z moich doświadczeń (i analizy kobiet, z którymi miałam problem), wynika, że nienawidziły mnie te, co były nieszczęśliwe w życiu.
      Moje kumpele to wyzwolone kobitki, nadajemy na tych samych falach.

      TAK TO POTWÓR FANTASY!!!

      Usuń
    2. W moim przypadku jest już prostactwem, bo działam na własną szkodę i to taką jawną, i uświadomioną przez mądrzejszych ode mnie (skubani).
      Powiem tylko, że nie zawsze osoby nieszczęśliwe są nieszczęśliwe przez siebie, czasami jest to proces od nich całkowicie niezależny i nie idzie tego łatwo ruszyć. Oczywiście, że zdrowy tryb życia nikogo nie zabił (pewności nie mam) i może być początkiem do jakiejś zmiany, ale zła świata nie da się pokonać dobrze zbilansowaną dietą i regularnymi ćwiczeniami. A szkoda.
      Nie wiem czy to ważne, ale właśnie zyskałaś pierwszego, niezależnego nabywcę książki. Fantasy biorę w ciemno :D

      Usuń
    3. Zła świata dietą nie przegryziesz - racja ;) W tym jednak tkwi szkopuł, że niektórzy te nieszczęścia wyładowują na innych, już całkiem niezwiązanych z przyczyną. Jak mówisz - nie idzie tego łatwo ruszyć, ale jakoś spróbować, zmienić cokolwiek... każda historia ludzka jest inna, nie ma jednego remedium. Ale życie jest tylko jedno i szkoda je marnować.
      Wiem tylko, że dobry trening potrafi odmienić zwyczajny życiorys na taki pełniejszy życia i endorfin.
      Co do nieszczęść, akurat kobiety, które nagminnie mnie atakowały, wydaje mi się, że zostały za wcześnie żonami i matkami. Słyszałam niejednokrotnie jak narzekały na to i tamto, że tego i tamtego nie mogą, że tu i tam pójść nie da rady, a kiedyś to mogły wszystko. No i może dlatego mnie - wówczas singielkę, napastowały i zajeżdżały psychicznie. To tylko pusta teoria, która niczego nowego nie wnosi.

      No jasne, że ważne! Każdy jest wtedy ważny, jako odbiorca i powód do dalszego pisania! Planuję całą rodzinę potworów.

      Usuń
  4. Witaj Hexe.
    I tak trzymać i zawsze być sobą. Uważam, że dokonujesz fajnych wyborów.
    A kto jest zawistny niech sie goni.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
  5. Tekst powalający. Podoba mi się na maksa. Uwielbiam Cię za szczerość i siłę. Jak ja nie lubię, kiedy ludzie ględzą, że czasu im brakuje. Najbardziej wkurzają mnie osoby co, to czasu dla bliskich nie posiadają, ale na kosmetyczkę, codzienny perfekcyjny look to już tak... Tak jak napisałaś, to kwestia wyborów. Ja właśnie zaczęłam chodzić na codzienne spacery. Za często się przeziębiam. Też chcę się zahartować. Już widzę poprawę. Wróciłam do regularnej jogi i ćwiczeń oddechowych. Bez zdrowia wiele nie idzie zdziałać, więc dla zdrowia zawsze znajdę czas, tak samo dla bliskich. Czas jest, to od nas zależy, co z nim zrobimy. Ja Ci jeszcze raz gratuluję napisania powieści. To już sukces. Ileż osób zaczęło, a nie skończyło, ileż osób zaprzestało działanie na samym marzeniu. Ileż osób odwagi nie ma, by spełnić marzenia. Wielkie gratulacje. Tym również motywujesz!!! Życzę całym sercem powodzenia. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam czytać takie komentarze, balsam na serce! Zgadzasz się ze mną bardzo często we wszystkim, działasz podobnie jak ja, to szalenie fajne wiedzieć, że ktoś rozumuje ten świat podobnie.

      Czy się poddam z tą powieścią, czy nie, to się okaże jak zobaczę kosztorys :P

      Usuń
  6. Wróciłam i melduję się! ^^
    Och, ja też nie znoszę powtarzania "nie mam czasu", choć może będzie tu trochę zalatywało hipokryzją, bo kiedyś sama tak mawiałam. Ale na szczęście to było dawno. Uwielbiam wypełniać dni od A do Z, kładąc się do łóżka czuję się wtedy spełniona. Choć fakt... koleżanka z pracy nie chciała wierzyć, kiedy po całym dniu, nadgodzinach spędzonych na fotografowaniu dwugodzinnego przedstawienia, zakupach codziennych, miałam jeszcze czas na siłownię. Ale jakie to było fajne uczucie! W końcu - w tym samym czasie mogłam leżeć przed tv nie daj Boże jeszcze z piwem :D
    Jak się chce, to można, ot co. Choć zobaczymy, co będę mówić za jakiś czas :)

    I cóż, trzymam kciuki! Oby znalazło się jakieś w miarę przystępne i fajne wydawnictwo ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak, wracałam do domu tak samo usatysfakcjonowana. Pomimo iż od rana byłam w jednej pracy, potem wieczorem i do późna w nocy fotografowałam koncert, a następnego dnia rano byłam zdolna wstać na trening. I po południu iść znowu do pracy.
      Zdarzało się różne, bardzo różnie, nigdy nie miałam stałego grafiku zajęć, to mnie nauczyło bycia elastyczną i spontaniczną.

      Usuń
  7. Witam w klubie znienawidzonych - już jakiś czas temu przyznałam się publicznie że z własnej woli zrezygnowałam z pracy zawodowej i dostałam zalana hejtem. Przy tej dawne pomyj dowiedziAŁam się że jestem darmozjadem na utrzymaniu społeczeństwa (SIC) i wiszącym na kieszeni męża nierobem. Ale nawet pracując zawodowo, we wszystkie weekendy biegając na wykłady na uczelni, w tygodniu kończyliśmy dom, dwukrotnie się przeprowadzając w ciągu 6 miesięcy wożąc małoletniego na zajęcia dodatkowe, szkółki pływackie itp itd i tak miałam czas, nie przepraszam - miałam chęć, żeby choć ze dwa, trzy razy w tygodniu iść poćwiczyć. A teraz jestem szczęśliwym darmozjadem i nierobem. A jak słyszę "ty to się chyba nudzisz" budzą się we mnie instynkty mordercze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo nikt nigdy nie patrzy na to, co się faktycznie każdego dnia dzieje. Ludzie myślą sobie, że jak nie masz oficjalnej pracy, to coś z Tobą nie tak i pewnikiem leżysz brzuchem do góry. Nie zastanawiają się, co jest realną przyczyną. Łatwo jest ocenić.
      Jestem absolutnie w stu procentach cały czas zajęta. Z resztą nie potrafiłabym inaczej ;)

      Usuń
    2. Wreszcie mam czas na spełnianie swoich pasji, mam czas dla rodziny - żeby w spokoju zjeść śniadanie czy obiad mam czas na rzeczy o których pracując musiałam niestety zapomnieć. Ale zarówno kiedyś jak i dziś mam czas wypełniony w całości.

      Usuń
  8. Świetnie, że postawiłaś na marzenie! I że jest już tak blisko realizacji. Oczywiście mocno trzymam kciuki i deklaruję chęć kupienia książki! Egzemplarzem recenzenckim też nie pogardzę, ale to już na dalszą przyszłość pewnie :D Rozumiem, że myślisz o wydawnictwie tradycyjnym? Czy rozważasz self-publishing?
    Przyznam szczerze, że na początku chciałam zakrzyknąć: ,,przecież ja nie mam czasu!", ale po namyśle... chyba problem tkwi w braku dobrej organizacji czasu. Bo jakoś znajduję chwilę na obejrzenie serialu, czy tkwienie w sieci. Na bloga już mniej. Ale wydaje mi się, że wynika to też z intelektualnego przeciążenia - po ośmiu godzinach wytężonego skupienia, po masie kartkówek, sprawdzianów, nauki, prac, wydaje mi się, że potrzebuję odmóżdżenia. Tylko potem zawsze mam ogromne wyrzuty sumienia, że zmarnowałam czas, że znowu błąkałam się po sieci, nie zrobiłam absolutnie nic wartościowego i wściekam się na siebie. Trudno mi złapać równowagę, bo z jednej strony piekielnie ciężko pracuję, do wszystkiego się przykładam, jestem strasznie ambitna i nie lubię robić rzeczy po łebkach, z drugiej, kiedy już mam czas wolny, mam takie poczucie, że go marnuję. Tylko czasem jestem tak strasznie, strasznie zmęczona. Bywa, że na lekcjach (zwłaszcza matematyki, gdzie tempo jest zabójcze) czuję fizyczną prawie niemożność skupienia się. Nie wynika to z braku koncentracji, tylko po prostu - zmęczenia. Śpię niby długo, bo około siedmiu godzin, lepiej, niż moi znajomi, zdecydowanie, ale wydaje mi się, że potrzebuję więcej. Też są lepsze i gorsze dni. Poza tym mam też takie zainteresowania, że jak odchodzę od książek do szkoły, to siadam do własnych, piszę, tworzę, czytam, ostatnio też nielekką literaturę, oglądam filmy, z pasją grzebię w sieci i książkach w poszukiwaniu informacji. Bo ja lubię się uczyć. Uwielbiam proces przyswajania wiedzy, mam głód nowych rzeczy; uwielbiam nasiąkać kulturą, uwielbiam poznawać - to dla mnie naprawdę coś pięknego. Tylko wydaje mi się, że powinnam mieć też odskocznię od tych intelektualnych przygód, zadbać trochę o ciało. Bo z tym gorzej, mam strasznie siedzący tryb życia.

    Najbardziej chciałabym poprawić kondycję, bo chociaż jestem całkiem sprawna, lubię się ruszać i na przykład na takim wuefie idzie mi nieźle, to bywa, że szybko się męczę. Zależy mi na podreperowaniu pewności siebie, zwiększenia takiej... świadomości własnego ciała, własnych ruchów. No i wreszcie - kręgosłup. Bywa, że mam bóle pleców (siedzący tryb życia, co zrobić), czasem muszę leżeć przez jakiś czas na podłodze.
    Chciałam zapisać się na jakieś zajęcia, ale kiedy? Kiedy przychodzę do domu jest ciemno, itd, itd...
    Ale może to rzeczywiście kwestia organizacji czasu?

    Ja chcę uzupełnić wiedzę, niewiele wiem o Twoich zatrudnieniach :)

    Pozdrawiam ciepło!
    P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Normalne tradycyjne wydawnictwo. Mam na oku kilkanaście, które zajmują się fantastyką.

      Mogę teraz zaśpiewać - "mam tak samo jak Ty". Mam zdecydowanie siedzący tryb życia. Pisanie, tworzenie, to pierwsze, przy czym spędzam najwięcej czasu. Kiedy odpoczywam... też siedzę i zajmuję się literkami, tyle że w drugą stronę. Uwielbiam się uczyć, czytać o tym, co mnie interesuje, oraz poznawać nowe. Wyszukiwać, poszerzać horyzonty, oraz czytać książki. I wydaje mi się, że odpoczywam, choć w gałkach ocznych żyłki pękają, a kręgosłup wychodzi bokiem....
      Moim odmóżdżeniem na pewno są seriale i literatura fantasy. Ale znów pociągnęło mnie do czegoś ambitnego i sięgnęłam po filozofię. Wygląda na to, że albo nie umiem odpoczywać, albo jestem pracoholikiem ;) Być może jedno i drugie. Pisane sprawia, że jestem w tej chwili szczęśliwa, bo kocham literki :)

      Wymienię tylko zatrudnienia, które zdarzyło mi się świadczyć jednocześnie. Będzie zgodnie z tematem :)
      Pracowałam w piekarni, potem w zwykłym supermarkecie (zdecydowanie praca fizyczna), to był pełny etat. Trzy zmiany, także i nocki. Czasem 8h, czasem 10, czasem 12h. Dodatkowo zajmowałam się towarem pewnej konkretnej firmy, więc zostawałam dłużej po pracy i towarowałam półki, pilnowałam ekspozycji.
      W weekendy miałam wyjazdy dwu albo trzydniowe. Uczyłam się wtedy na fotografa imprez masowych, mimo iż nie miałam profesjonalnego sprzętu. Szalenie mi się to podobało chociaż nie wysypiałam wszystkich nocy i często mi się zdarzało po takim weekendzie rano prosto z pociągu iść od razu do pracy.
      Miałam też epizod ze sprzedażą perfum katalogowych, ale to pomniejsza sprawa. Hmmm jednak też zajmuje czas.
      I starczało go żeby iść na basen (przynosił ulgę na kręgosłup) albo zrobić zwykły trening w domu. Bo żeby pojechać na siłownię, to było już z dojazdem za długo, więc nazbierałam sobie sprzętu w pokoju ;) O wiele łatwiej sobie wszystko wtedy zaplanować.
      Czasami jak mi było tęskno za jeździectwem, lubiłam troszkę popracować jako stajenna, żeby odebrać wypłatę w postaci godzinki w siodle.

      Usuń
  9. dla mnie aktywność fizyczna jest jak codzienne mycie zębów
    rytuałem
    I to mimo pracy
    mimo pracy na zdecydowanie więcej niż jeden etat
    mimo pracy po 32 h ciągiem
    mimo pracy 6-7 dni w tygodniu
    mimo pracy i 2 dzieci
    mimo że codzienny dojazd do pracy zajmował mi 3h
    i nadal zajmuje tyle ,że teraz 3 razy w tygodniu

    wracam, padam na twarz, nie chce mi, bo zimno na dworze, bo czasem pada deszcz, bo jest tyle wymówek , ale wiem też, że jak nie pójdę to będę żałowała . Bo nawet po 5 km wracam zrelaksowana, pełna energii, szczęsliwa i .....jakoś tak lepsza dla świata i ludzi ;)

    i wiek dla mnie też nie jest wymówką, że jak ma się 25 lat to góry się przenosi. Ja je przenoszę po 40 ;) i mam znajome co je przenoszą dobijając 60 tki .... kwestia wyboru

    Twoj blog o aktywności sportowej gdzieś mi mignął, ale ....nie mam czasu na tyle, by spędzać go przed ekranem ;) lepiej pobiegać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można? Można. Powinnam opublikować Twój komentarz w notce :D
      Tamtego bloga już nie ma.

      Usuń
  10. Mnie też kilka osób nie lubi, ale nie ma się co tym przejmować :)
    Trzymam kciuki za tą powieść - może i mi się kiedyś uda coś wydać? :) byłoby super, jakby nasze książki spotkały się kiedyś w jednej księgarni :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Trudny post.

    Nie raz i nie dwa rozmawiałyśmy o tej nienawiści kobiet. Całe życie mam tak, że łatwiej mi się kumplować czy przyjaźnić z facetami-to pierwszy powód do nienawiści. Kobiety są potwornie zazdrosne o swoich mężczyzn. Zawsze ta relacja była spoko dopóki ten facet nie miał dziewczyny czy żony (pisałam o tym nawet ostatnio).
    Druga kwestia jest taka, że są po prostu tacy ludzie, którzy zazdroszczą wszystkim i nienawidzą wszystkich.
    Trzecia-nie jestem ósmym cudem świata, Ty też nie, ale myślę, że nasze piękno mamy wypisane na twarzy. Widać po nas, że jesteśmy zadowolone z tego jak żyjemy, niezależne, jesteśmy indywidualistkami. Generalnie widać po nas, że sobie w kaszę dmuchać nie damy. I teraz staje przy tobie taka dziewucha, która nie wie co ma z życiem zrobić, ma całe stado kompleksów. I jak ona się czuje? Nienawidzi Cię już za sam Twój widok. Takie są w większości kobiety. Jedynie te silniejsze, z temperamentem panują nad taką zazdrością i jadem.
    W każdej mojej pracy większością są kobiety i w każdej pracy przechodzę ten problem, że ktoś chce mnie bardziej lub mniej zniszczyć za nic. Po jakaś tam sobie postawiła taki cel (to też pewnie znasz).
    Kiedy wysłałam znajomym zdjęcia z ostatniej imprezy firmowej spotkałam się z takim komentarzem: zobacz jak Ty wyglądasz, a jak one wyglądają, dlatego tak Cię nienawidzą, jesteś najładniejsza i najmłodsza (ja tak wcale nie uważam-żeby nie było). Kiedyś inna, dużo starsza koleżanka blogowa mówi do mnie: popatrz na siebie, nie malujesz się za bardzo bo tego nie potrzebujesz, popatrz jak Ty wyglądasz, dziwisz się, że one wszystkie Cie nienawidzą? U Ciebie można by powiedzieć to samo. Zwracasz uwagę wyglądem-nie tylko ze względu na ubiór, ale też ze względu na urodę.

    Co do czasu kiedyś zdaje się doszłyśmy do tego, że robiłaś to wszystko kosztem snu. Najbardziej jednak zmartwiło mnie poniższe zdanie:
    "Bywało, że egzystowałam w totalnym rozregulowaniu, ale nic to, dawałam radę. Także więc → JA TO ZNAM!"-nie ma się czym chwalić. To jakby zaprzeczenie całego posta. Nie chodzi o to aby dawać radę i się zajechać, ale o to, żeby być zsynchronizowanym ze swoim organizmem. Wiedzieć, kiedy daje nam sygnały ostrzegawcze. Jeśli mam wybrać ćwiczenia a sen, wybieram sen. Ktoś mi kiedyś powiedział, że na snie organizmu oszukać nie można. I uwierz. Faktycznie nie mam kiedy-jedynie w weekendy, ale jak gdzieś jadę, co się często zdarza to też nie. Wychodzę z domu często siódma, szósta i wracam o siódmej. Po przyjściu jem i zajmuję się jedzeniem do pracy na następny dzień, kąpię się i idę spać. Jestem super zadowolona jak uda mi się przeczytać kilka stron książki. Teraz robię prawo jazdy i jest mi ciężko-bo też nie mam kiedy, jeśli już to kosztem snu. A jestem w domu tak późno, że spać też nie śpię tak długo jakbym chciała. Dotarcie do pracy i z powrotem zajmuje mi dziennie 3-4 godziny. Nie ma mnie w domu po 12-14h. A doba ma tylko 24 h. Kiedy są dni, że jakimś cudem mam chwilę zabieram się za brzuszki, rozciąganie, ale to się rzadko zdarza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z moich komentarzy u Ciebie, wiesz jak sprawa wygląda w moim życiu. Kobiety moich kumpli mnie nienawidziły - to standard i powiedzmy, że też jakiś motyw. Ale inne, to już nie wiem za co. Po prostu nie mam pojęcia o co chodzi.
      W jednej z odpowiedzi na zamieszczone tutaj komentarze, przedstawiłam moja hipotezę na ten temat. Myślę tak samo - zawiść i zazdrość.
      A właśnie... wspomniałam, że kobiety, które mnie nienawidziły, nienawidziły również siebie i swojego życia. I jeszcze jedno - chyba za wcześnie zostały żonami i matkami... Łatwo było sobie wybrać mnie za cel - niezależną singielkę. Pomyślałam o tym, ponieważ one między sobą zwykle narzekały na dom i to, czego nie mogą zrobić, bo mają dzieci.
      Emanując ogólnym zadowoleniem, podkreślając bardzo często, że nie mam kompleksów, bo są mi zbędne - byłam celem idealnym. Pokuszę się o stwierdzenie, że swoim optymizmem sama na siebie bat kręciłam. Mało spotykam optymistek.
      Myślę, że te silniejsze nie są zazdrosne. Są pewne siebie i otaczają się innymi pewnymi siebie. Moje koleżanki to wyzwolone, zawsze uśmiechnięte babki. Też czasami napomkną, że mają nieprzyjemności ze strony koleżanek (np. z pracy).
      Znam próby zniszczenia mnie. Najgorzej było jak znienawidziła mnie kierowniczka. Zdegradowała mnie, wyobrażasz to sobie? Tzn. nie zawodowo, ale okroiła mi obowiązki, bo uznała, że do niczego innego się nie nadaję... Wtedy miałam 3 lata praktyki, a poprzedni kierownik chciał mnie na zastępstwo. Taka zła i nieudolna byłam ;] Wiesz, że kiedyś spytałam ją prosto w twarz za co mnie nienawidzi? Stwierdziła, że mi się wydaje. Oj za dużo tego było, bym mogła to nazwać pomyłką...
      Wiem, że zwracam czymś na siebie uwagę, bo ludzie się gapią. Nie wiem czym, bo nie jestem Jesicą Albą. Ale sama przyznasz, że czymś obie do siebie przyciągamy. Twoje i moje historie temu dowodzą. Ciekawe co by było, gdybyśmy obie gdzieś w świat ruszyły. O_O

      Owszem nie było się czym chwalić. Byłam zawsze produktywna i nigdy nie odpuszczałam. Chorobliwa ambicja, ale mimo tego, psychiczne byłam z siebie zadowolona.
      Zajeżdżałam się czasami. To było między pracą, a wyjazdami na koncerty. Ale byłam optymistycznie do tego nastawiona, chciałam to robić, BARDZO. Byłam naładowana świetną energią - nie miałam czasami siły - ale chciałam działać dalej. Uszczęśliwiało mnie to, serio. I uzyskałam balans. W głowie, w duchu. I nie miałabym nic przeciwko powrotowi do takiego systemu życia.
      Zawsze pilnowałam się górnej granicy wytrzymałości organizmu, żeby jej nie przekroczyć. Po przeprowadzce do Szwajcarii przegięłam, bo nie zajmowałam się niczym, co kochałam, pełniłam uznane przez siebie obowiązki, już w ogóle prawie nie sypiałam i to było złe. Tego nikomu nie będę polecała. Wtedy miałam znowu zaczątki depresji.
      Ja bym na twoim miejscu zainteresowała się treningami 10-minutowymi. Są też 4-minutowe, ale te są już dla bardziej zaawansowanych. To jak kopnąć metabolizm glanem w tyłek. Na tym ja właśnie bazowałam wtedy kiedyś. Teraz mam czas - jest inaczej, miksuję treningi dowolnie, ale regularność jest taka sama. Mąż mnie kiedyś zagaił o to, że teraz mam więcej czasu na ćwiczenie. Błąd, ja zawsze ćwiczyłam tyle samo tygodniowo.

      Usuń
  12. Aniu mogę Ci przybić piątkę :)!!! Trening to jeden z ważniejszych elementów mojego obecnego życia. 3 razy w tygodniu to podstawa.
    Nie mając czasu na spacery, chodzę z pracy na piechotkę. Pół godzinki na... niezbyt świeżym powietrzu... potrzebuję tej chwili samotności :). Haha... ścigam się z autobusem i często wygrywam :D!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie komentarze jak Twój, powinnam doklejać do tego posta. Ty również jesteś wzorem tego, że można.
      Dziękuję za wszystkie komentarze :)

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.