Berggasthaus Aescher i Wildkirchli. Tajemnica dzikiego kościółka oraz dom prawdziwego pustelnika.

"Jakże się cieszę, że żyję na świecie, w którym istnieje październik! Jakież to byłoby okropne, gdyby natychmiast po wrześniu następował listopad!"


~ Lucy Maud Montgomery



Początek października.

Wycieczka rodem z National'a, marzenie wielu wędrowców. Miejscom, które zwiedziliśmy tego dnia, poświęcono część niejednej książki czy albumu. Pisze się o nich artykuły do gazet. Na pewno widzieliście już gdzieś te miejsca, choć z początku droga, o której Wam opowiem, z niczym nie będzie się kojarzyć. Jednakże cierpliwości, zacznijmy właściwie od tego tytułowego kościółka:
   Dlaczego "Dziki Kościółek"? Z prostego, językowego faktu: wild - dzikość, kirchli - kościółek (li - szwajcarskie zmiękczenie).
   Nim tak jednak dotrzemy, trafimy po drodze na kilka atrakcji. Słowem wstępu, mięliśmy do wyboru dwie drogi, jedna, wcale nie prosta, szeroka i przejezdna, ale monotonnie wiodła pod górę. Po obu stronach zamykały nas w wysokim korytarzu, dwa klify skalne. Druga droga wiodła po klifie, jednakże my wybraliśmy to dolną opcję z obawy przed śniegiem, którego - jak się potem okazało - wcale tam nie było.
   Nie, nie boimy się śniegu, ale zbyt często zaliczaliśmy "cofkę", a długa była jeszcze droga przed nami.




Kolejną ciekawostką jest "Spanie na sianie", dość popularne w Szwajcarii i zdradzę Wam, że można wybrać się na coś takiego w absolutnie każdym regionie tego kraju.
   Na myśl przychodzą dziecięce szaleństwa w sianie u rodziny na wsi. I zabawa snopkami siana w Świerklańcu na Śląsku... (to drugie przypomniało mi się teraz. Nieprzemyślane i zupełnie nieadekwatne 😪).


Powiększ.
Seealpsee czyli jezioro o idiotycznej nazwie Jezioroalpejskiejezioro. Znajduje się ono na wysokości 1,143. 2 m. Ma powierzchnię 13,6 ha. Dookoła znajduje się sieć tras łączących takie popularne atrakcje jak Wildkirchli i Säntis. Nad samym jeziorem znajduje się Berggasthaus Forelle, z dużym odkrytym tarasem. Dominuje na zachodnim brzegu.
   Wg badań z lipca 2010 roku, jezioro zawiera bardzo wysoką gęstość glonów Tovellia sanguinea. Są to czerwone roślinki, które kochając zimną wodę. Za ich sprawą występuje tu efekt pojawiania się czerwonych plam.
   Występowanie tych roślinek wskazuje, iż woda w tym jeziorze jest bardzo czysta.

I co widzimy w odbiciu wody? Säntis - Dziad we własnej, dziadowskiej osobie. Kiedyś go dojdę... I nawet sobie nie wyobrażacie, co wtedy będzie!
   Na ostatnim zdjęciu szczyt Hoher Kasten.

   Dla porównania:

Säntis ⇝ 2,502 m
Hoher Kasten ⇝ 1,791 m

Dziad nie jest wybitnym wyzwaniem pod względem wysokości, byłam już na trzech tysiącach. Chodzi o rodzaj jego szlaku. O trud oraz o to, że tam ludzie umierają.



Dziad z bliska.

Dla zainteresowanych - byłam tam
pieszo: TUTAJ
Szlak na samym początku jest utwardzony. Później zamienia się w bardzo stromą "kreskę", gdzie można przytrzymywać się łańcuchów, bowiem ścieżką popłynęła woda. To ważna informacja dla wszystkich, którzy uważają, że latem nie potrzeba specjalnego obuwia. Będę to powtarzać do znudzenia, bowiem komfort każdej wspinaczki jest moim zdaniem najważniejszy.
   W bardzo piękny sposób szlak przechodzi w wapnowanie. Opiera się na stromej skale i wiedzie aż do prehistorycznych jaskiń, do Wildkirchli oraz do pensjonatu - są to nasze główne cele.



Wierzymy, że znaleźliśmy prawdziwą skamieniałość. Jeżeli jednak jest to odcisk czegoś stworzonego przez człowieka, pogodzimy się z tym. Problem w tym, że nie wiemy jak tego dowieść.
[Filifionka, wykaż się. {kwiaty dla tej pani} 🌷🌹]
Jest jakaś metoda?
Cała droga spłynęła potokiem.


Istnieją trzy wzajemnie powiązane jaskinie w masywie Alpstein (Bandytce). Jaskinie znajdują się na wysokości 1,477-1500 m. Podobno zamieszkiwane były już w czasach paleolitu, wg książek szkolnych wychodziłoby, że w tym czasie żył tutaj neandertalczyk. Ślady szczątek wskazują także na niedźwiedzia jaskiniowego. Na miejscu możemy obejrzeć dom miśka, oraz jego pełny szkielet.
   Co do neandertali, mam mieszane uczucia, ponieważ wierzę w to, co wykłada na temat historii Biblia i jakoś nie bardzo nawet pokrywa się to z datami w książkach od historii. Odsuńmy to jednak na margines, bo aby to wyjaśnić w sposób naukowy oraz udowodnić wiarygodność Biblii, musiałabym trzepnąć wykład.





Te trzy jaskinie to Altarhöhle (jaskiniowy ołtarz), Untere Höhle (niższa "dziura") i Obere Höhle (górna "dziura"). Wszystkie znajdują się na Ebenalp (1,640 m), który jest szczytem Prealp Szwajcarskich, wysuniętym najbardziej na północ.
   Dla mniej wytężonych fizycznie, aby tu dotrzeć, istnieje możliwość wjechania kolejką. Potem już tylko 15 minut spaceru. To jedna z 4 kolejek na Alpstein. Masyw ten jest rajem dla paralotniarzy, którzy mają, moim zdaniem, najlepsze widoki. Ze wszystkich możliwych sposobów uprawiania turystyki, ta jest chyba najspektakularniejsza.
   Zimą są tam otwarte szlaki narciarskie dla bardziej doświadczonych. A oto przed Wami Wildkirchli:

Zdj. poglądowe z internetu.
Pierwsi turyści byli tutaj w 1863 roku. Zaszczyt ten należał go grotołazów Höhlenklub Appenzell. W 1658 roku, ksiądz Paulus Ulmanna, wpadł na dziwny pomysł założona kaplicy w jaskini niższej oraz siedzibę w górnej części. Od tego czasu miejsce to zamieszkiwali pustelnicy, którym jedzenie dostarczali pielgrzymi.
   Ostatni pustelnik zmarł w roku 1851 roku i domek ostatecznie przekształcił się w małe muzeum, które jest tak naprawdę rekonstrukcją oryginalnego domu pustelników.
   Po przyjrzeniu się ołtarzykowi, zapragnęłam dowiedzieć się, co ukryto za poukładaną z cegiełek ścianą. Była taka możliwość, istnieją bowiem drzwi w jaskini zaraz za kościółkiem, przez których zamgloną szybkę mogłam ujrzeć na własne oczy tę tajemnicę. Odkrycie lekko mnie zaskoczyło.



Tajemnica kościółka. Ot, takie tam skrzynki alkoholu.
Istnieje poszlaka, że wszystkie kości i inne zjawiska z dalekiej przeszłości znalezione w jaskiniach, pustelnicy sprzedawali pielgrzymom. Znajdywali m.in. narzędzia z krzemienia. Zainteresowali się tym specjaliści i zaczęli kopać.
   Ujawniono trzy warstwy geologiczne. Najniższa warstwa zawierała przede wszystkim kości niedźwiedzia jaskiniowego. Górna warstwa - narzędzia z krzemienia, kości zwierząt takich jak kozica, ibexes (takie kozły z potężnym porożem) i wilki, co sugerowało, że jaskinie służyły też jako miejsca polowań.






Potem mój mąż został teleportowany na pokład statku, uznał bowiem... to co uznał.
Następnie zesłano mi androida zbudowanego na wzór i podobieństwo mojego męża, ponieważ nie miał mi kto zdjęć robić.
Nie dajcie się zwieść. Pozory mylą.
Chata pustelnika, w której nie chciałabym mieszkać. Za dużo ludzi kręci się po obejściu. Za to wilki i misiek wydają się ciekawym sąsiedztwem.
   Tak naprawdę zniknęły stamtąd zanim pierwszy pustelnik płożył tam pierwszą deskę, ale perspektywa brzmi ciekawie. Awanturniczo dość... Przypuszczam, że misiek nie dawałby mi spokoju.

Zdj. poglądowe z internetu.




Dziś jaskinie stały się miejscem turystycznym. Na tej samej ścieżce istnieje Berggasthaus Aescher, 170- letni pensjonat, zbudowany w klifie. Został uwzględniony przez Huffington Post, jako jeden z czterech najbardziej ciekawych pensjonatów-restauracji i znalazł się na okładce publikacji National Geographic.
   Zupełnie niedawno pisała o nim Martyna Wojciechowska - nie zgadniecie - jako o miejscu, do którego marzy jej się pojechać. Hexe była pierwsza!!!!
   Zainteresowanych szczegółami noclegu oraz kartą menu, zapraszam na oficjalną stronę.

Zdj. z internetu.
Na pewno je znacie!
Na uwagę w tejże restauracji, zasługuje damska toaleta, (skrzydłowa kabina). Nie mam pojęcia jak sytuacja wygląda w męskiej części, ale ta, w której miałam przyjemność zaznania ulgi, była częściowo z kamienia. Ściany kończyły się na głazie, drzwi wykrojono pod kątem, tak by pasowały, podłoga to również kamień.
   Klif wykorzystano do granic, chata rzeczywiście jest w niego wbita, wklejona i przez to tak ładnie wygląda na zdjęciach, ale w środku to już meksyk.
   Z uwagi na okoliczności, nie robiłam zdjęć w toalecie. Sama restauracja zaś, była tak koszmarnie zatłoczona, że chyba tylko na jarmarku bożonarodzeniowym bywa więcej ludzi. Albo tyle samo... Tak więc znów prowiant okazał się nieoceniony, bo nim byśmy doczekali wolnego stolika, zamienilibyśmy się w relikty i potem sprzedawanoby nasze kości turystom.



Zdj. z internetu.
Podczas posiłku nieopodal w równie satysfakcjonującym miejscu co restauracja (a może nawet bardziej), zjadła z nami dwójka wędrowców z Polski. Panowie mocno zahartowani w bojach, zdobyli już większość szczytów, między innymi Säntis, który tak mnie jara... Poczułam nadzieję, że jednak może nie zabiję się przy podejściu na tego Dziada.
   Inaczej historia wyglądała przy zdobywaniu Altman'a. Jest to szczyt stojący nieopodal Säntis'a i tam, zważywszy na trud, umiera jeszcze więcej ludzi, niż na dziadowskim szlaku. Człowiek, który ma bardzo duże doświadczenie w alpinistyce, powiedział mi, że bał się tam wchodzić... W przypadku Starego Dziada, zwątpiłam w swoje powodzenie, zaś po jego opowieściach o Säntis, Dziad teraz wydaje mi się pestką. Zobaczymy w przyszłym roku, obym się na tej pestce nie poślizgnęła.

Dalej w drogę, B-54812658416-Adam-A345! 💀

Powiększ.

Jezioro Bodeńskie.


Końcóweczka drogi, łatwa, przyjemna, zalesiona, a potem rozpościerające się trawiaste łączki. Coll down, no stres etc... i nie było tak straszliwie jakby się można tego spodziewać przez rozreklamowanie doświadczonych podróżników.
   Określiłabym, że to wędrówka dla średnio zaawansowanych z podwójną satysfakcją na sam koniec. Raz, że każdy cel jest sukcesem, dwa, że stąpało się po ziemi uznanej przez National G. No i dla mnie prywatna satysfakcja, że byłam tam przed Martyną. Jestem bardzo zadowolona z tej wyprawy i cieszę się, że wreszcie tam poszliśmy. Z reguły jak coś stoi pod nosem, to się zawsze odkłada na potem. Przez 3 lata ten Berghaus wydawał nam się zbyt blisko domu... No cóż... a ludzie o nim marzą.


Z widokiem na Hoher Kasten.
Lokalizacja:


27 komentarzy:

  1. Patrzę na te zdjęcia i, nie wiedzieć, czemu, wprawiają mnie one w stan spokoju, w stan chwilowej zadumy i rozmyślania. Wzniesienia, góry i towarzyszący i klimat niewątpliwie skłaniają do rozważań, o czym zapewne sama się przekonałaś. Jak dla mnie góry pokazują potęgę natury :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, bardzo często chodziłam w góry terapeutycznie. Ze smutkiem, z problemem - wtedy szłam sama. Żeby pomyśleć, wymęczyć en problem. To bardzo dobra recepta na depresję.

      Usuń
  2. to takie ważne, żeby być przed Martyną?
    jej w bardzo wielu miejscach nie będzie, w których już byłaś - a sama piszesz, że tłok i beznadzieja.
    Fajny Janosik przed ową restauracją - zafunduj mu ciupagę na imieniny, żeby był kompletny i kapelusz - niechby tyrolski - bo reszta już jest ok

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A skąd, dowcipu w tym nie zauważyłeś? ;P
      Tłok, bo w sezonie, bo miejsce szalenie popularne i bo dostęp do kolejki górskiej. I tak uważam, że zobaczyć warto. Zawsze warto wejść.

      Usuń
    2. kiedy wspinam się na tę górę z mozołem i pot mi cieknie równo z Tobą, to humor mi się wykrusza chyba.
      I ten tłok - ani usiąść, ani zjeść, tylko siku i dalej w drogę, tom się zbiesił odrobinkę. Bo takie Martyny pokażą ludziskom miejsce i później już chwili spokoju nie ma i trzeba "śniadanie na trawie"... a to przecież z minionej epoki obrazek

      Usuń
    3. Eeee napisałam, że siku, a potem że zjedliśmy w ładniejszym miejscu niż tamta restauracja i w doborowym, przypadkowym towarzystwie ;)
      Posiłek na trawie z minionej epoki? To jak Ty sobie wyobrażasz chodzenie po górach? Myślisz, że tam co krok to stoły z krzesłami? ;)

      Usuń
  3. Martynie nie ma co zazdrościć, dysponuje takim budżetem i ekipą, że .... kondycję macie świetną i wytrwałość pielgrzymów, oby kasy starczyło Wam na długo, bo apetyt na wrażenia spory.
    Na sianie nigdy nie lubiłam spać, bałam się myszy lub robali!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie zazdrość. Wspomniałam o niej, ma ciekawą pracę, czytuję jej Fb i gdy napisała o tym, że jej się marzy to miejsce, odpisałam jej, że też bym chciała je zobaczyć, bo mam blisko, ale że właśnie dlatego nie chce mi się ruszyć i ciągle odkładam na później. Chyba ją rozbawiłam wtedy ;)
      I w tym tkwi szkopuł, że my na te podróże nie wydajemy ani grosza. Jedynie dojazd do celu. Gdybyśmy mieszkali w Polsce, nie zwiedzalibyśmy Alp tak często.
      Nigdy nie spałam na sianie. Jedyne obawy jakie mam, to że kułoby mnie w dupsko.

      Usuń
  4. Jezioro faktycznie ma dziwną nazwę, aż strach myśleć kto i w jakich okolicznościach ją wymyślił. @_@

    Wspaniałe widoki, a Dziad powala moim zdaniem.

    No i nieźle, tak trzeba robić moim zdaniem, żeby się nic nie marnowało. Też miałem do czynienia z podobnymi daniami, gdzie wiele różnych składników było. :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A w obcym języku tak ładnie brzmiało... Niektórych nazw lepiej nie tłumaczyć na polski, tracą magię ;P
      Dziad jest intrygujący, męczy mnie od 3 lat już... W tym roku miałam wchodzić, ale tam śnieg pojawił się bardzo wcześnie. Chcę żeby w miarę możliwości, było bezpiecznie. Tam jest wspinaczka, takie coś jak na Drei Schwestern (jeśli pamiętasz może tę opowieść...) więc nie chcę, by skały były oblodzone.

      Czasami powstają w ten sposób przepisy, o jakich nikt nie miał pojęcia i staja się popularne w rodzinie :D

      Usuń
  5. Piękne miejsca. Szczególnie jednak zaciekawiła mnie opisywana toaleta. Kiedy tak Cię czytam to wiem, że ja zupełnie do tego nie miałabym kondycji.

    Co do Biblii-taka jedna uwaga. Biblia to poezja, ona nie ma ukazywać faktów historycznych. Jeśli chcesz faktów historycznych sięgnij po książki historyczne. Biblia nie ma mówić o tym kiedy i jak coś się stało, ale że tak się stało-językiem ludzi ówczesnych. To księga, która jest jedną wielką metaforą.

    Długo się nie czepiałam. Prawda?;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chociaż jedna osoba zauważyła opis WC XD

      A co Cię tak przeraża, że nie miałabyś kondycji? Inna kwestia, aby iść, trzeba się porozchodzić na łagodnych szlakach. Pamiętasz jak Ci radziłam początek proste, klasyczne szlaki? Ja się porwałam na początku jak szczerbaty na suchary i bardzo tego żałowałam, nigdy nie miałam siły dojść do celu, zawsze zawracałam.
      Ciało ludzkie bardzo wolno się rozkręca i niestety bardzo szybko się rozleniwia.

      Dziwi mnie, że opierasz swoją wiarę na Słowie Bożym, a masz je tylko za poezję... Poszukaj sobie czegoś o archeologii biblijnej. Dziś wszystko, co mamy w niej opisane, po latach zostało udokumentowane i można powiedzieć - archeolodzy udowodnili jej wiarygodność na stopie naukowej. Okazuje się, że wszystko jest zupełnie zgodne z opisami biblijnymi, czas i miejsce.
      Ale żeby nad tym się pochylić, potrzeba wiele czasu. Są filmy w internecie, artykuły oraz wielogodzinne wykłady prowadzone przez naukowców.
      O tym nie mówi się głośno, ani nawet nie publikuje w telewizji, bo niestety gdyby wyszło na jaw, że Biblia jest prawdziwa i Bóg istnieje, dotychczasowy świat ległby w gruzach, a Władza (Ewolucjoniści) nie może do tego dopuścić.

      Zamierzam kiedyś napisać osobny post o tym, jednak nie o teoriach spiskowych, bo to nie jest fajny temat :P tylko o Biblii w kontekście naukowym. Ale wciąż zbieram informacje, zależy mi też, by oprzeć ten tekst na wielu źródłach.

      Usuń
    2. Toalety to mnie zawsze interesują!

      Nie tylko za poezję. Wiem, że jest słowem natchnionym, ale nie pokazuje faktów historycznych jak książki historyczne. Na przykład ewolucja-Biblia jej nie wyklucza. Jasne-potop odbył się naprawdę, rządy Heroda odbyły się naprawdę, a zaiste paskudny to był typ. Ja to wszystko wiem, ale i tak nie należy Pisma Świętego odczytywać dosłownie.

      A archeologii biblijnej nie muszę szukać. Ja to wszystko miałam na studiach:-)Wszystko nie zostało udokumentowane-jak udokumentować odwiedziny Gabriela? Jak udokumentować drabinę aniołów?

      Usuń
    3. Oj popełniłaś straszny błąd, Biblia nie ma nic wspólnego z ewolucją, to zupełne przeciwieństwo. Pokazuje za to dzieje człowieka, więc jak najbardziej można uznać to za naszą historię, ale do pewnego wieku tylko, bo opowieść ucina się. Mmm nie dogadamy się tutaj, bo nie wiesz, nie czytałaś i nie widziałaś tego, co ja. Mamy skrajnie różne źródła wiedzy.

      Przyjaciółka (z tego co opowiadała mi) to, co miała na studiach, świadczy o mocnym okrojeniu i dopasowaniu do ram programu nauczania.
      Drabina... hmmm to był sen. Albo i nie. Ale zupełnie nie o takie historie mi chodzi ;)

      Usuń
    4. No widzisz. A ja Ci po studiach teologii powiadam, że to nie jest przeciwieństwo, a uzupełnienie. Teoria ewolucji i stworzenie świata w biblii się ze sobą uzupełniają a nie wykluczają.

      Jaki sen? Kościół wierzy w rzeczywistą hierarchię aniołów;)

      Usuń
    5. Pokaż mi w Biblii gdzie jest napisane, że pochodzimy małpy? Gdzie jest napisane w Biblii, że kwaśny deszcz padał miliony lat na kamień?

      Nie wiem o co chodzi. Oo'

      Usuń
  6. A ja mam już to za sobą! Ha! Spanie na sianie - znaczy się, bo restauracja jeszcze przede mną.

    Ach, to były czasy! Jak niewiele potrzeba dziecku do szczęścia. Wtedy wystarczyło tylko zebrać swoją paczkę [rodzeństwo, kuzynostwo, koledzy], rozścielić koce na sianie i voila! Zabawa gotowa! Fajne wspomnienie z dzieciństwa.

    Dziś już raczej bym się na takie coś nie zdecydowała, bo i bardziej wygodnicka się zrobiłam, a świadomość o żyjących w stodole pająkach i robakach też nie pozostałaby bez znaczenia.

    Co do Santisa: ludzie giną nawet u siebie w domach! Nie można mieć wpływu na wszystko, ale rozsądek i mądry plan bardzo pomagają w przetrwaniu. Poradzisz sobie z nim. W swoim czasie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedyne obiekcje jakie mam, to to, czy by mnie nie kuło nic w dupsko :P

      Mam takie samo podejście do sprawy, jak Ty. Uważam, że dużo bardziej narażam swoje życie, jadąc samochodem, niż w górach.
      Oczywiście zdarzają się przypadki losowe, 2 lata temu, samotna wędrowniczka została zabita na podejściu na Santis przez głazy, które osunęły się wraz ziemią prosto na wąską drogę. Poszła wiosną. Roztopy to najniebezpieczniejszy czas w górach.

      Przyjdzie czas, zrobię plan, wejdę. Wejdę na Dziada - jakkolwiek to brzmi, w górach zawsze się szczytuje XD

      Usuń
  7. Witaj Hexe.
    O rany. No to sobie powędrowałem i jestem pod wrażeniem.
    Pozdrawiam i do siebie zapraszam.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
  8. W takie miejsca z wielką chęcią ruszyłabym razem z Tobą. Wygląda to po prostu obłędnie i chciałoby sie tam wpaść i zobaczyć, jak to się ma do rzeczywistości.

    OdpowiedzUsuń
  9. Taki błąd zrobił pan Łoźiński (jeśli dobrze pamiętam) tłumacząc ,,Hobbita", bo zaczął przekładać nazwy własne, nazwiska itp. Wyszło dziwnie co najmniej.

    Jasne, na takie góry to nie ma co w zimie albo jak śnieg jest wchodzić, nie ma co ryzykować.

    Jestem raczej przeciwny, a jak zobaczyłem jeszcze jakie luki ma ta ustawa, jak można obejść ten zakaz to się załamałem. Ale z drugiej strony nie ma co walczyć z tym, jeśli ustawodawca tak wymyślił.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem zdania, że nie powinno się tłumaczyć nazw własnych. Owszem, jak ktoś język zna, to sobie w głowie przełoży, ale nazwa to nazwa, a imię to imię. Jest takie, jak oryginalnie brzmi.

      Nie ma co walczyć i nie ma sensu denerwować się czymś na co wpływu nie mamy. Każdy sobie coś tam myśli, nie ma sensu, by dodatkowo wywlekać polityczne tematy np. przy stole.

      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  10. Piękne! Cudowne! Wspaniałe widoki! Życzę Ci tego, abyś zawsze mogła odkrywać ten raj, którego pragniesz tu na ziemi!
    Pozdrawiam ciepło! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świata całego pragnę ;) Raj mamy wszędzie dookoła. Kiedyś odkrywałam rajskie zakątki w Polsce, Dziś Alpy, może jutro w ogóle trafię gdzie indziej, ważne by poznawać, by się nie zatrzymywać, czego chętnie życzyłabym wszystkim ludziom. Ciekawości świata.
      Pozdrawia również, serdeczności!

      Usuń
  11. Napiszę od razu, bo po przeczytaniu całej relacji jeszcze zapomnę. Tak znaleźliście skamieniałość, a raczej jej odcisk. Odcisk amonita :)!!! Ale jak jest odcisk to i ,,robale" tam być muszą :)!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odcisk amonita... Toż to wspaniała wiadomość! Mąż marzył, by znaleźć skamieniałość, ja marzyłam, by znaleźć i móc wziąć, lecz w tym przypadku trzeba by było kuć... Dziękuję za informację i dowartościowanie odkrywców tą wspaniałą wieścią :D :D

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.