Seriale - wciągają i uzależniają, czyli kult telenoweli.

"Bo fantazja jest od tego
aby bawić się na całego."


Czy zaskoczyłaby Was informacja, gdybym napisała, że osoby oglądające dużo seriali, częściej się rozwodzą lub z niejasnego wyboru zostają singlami? Zaskoczenie będzie większe, jeśli powiem, że to prawda. Przeczytałam kilka prac na ten temat, ogólnie wszystkie dane są dostępne w Internecie, więc nie odkryłam niczego nowego. Istniejące na ekranie wzorce czynią z ludzi pragnących wyzwolenia z okowów zwyczajności i normalności. A oto mój skrót:
   Co widzimy na ekranie? Wyemancypowane kobiety prowadzące dający do myślenia styl życia. Wg badaczy tematu, mogły przyczynić się do wzrostu liczby rozwodów, oraz ilości par żyjących w separacji. W serialu taki scenariusz jest poprzedzany gamą inteligentnych dialogów, stających się nierzadko argumentami nie do podważenia (które to, padają także z ust pacjentów mediatorów rodzinnych)
   Małżeństwo okazuje się próbą, której zostaje poddany sam mężczyzna. Istotną rzeczą jest, że związek to sprawa przechodnia - tak naprawdę liczy się zdobywanie. Zaś bohaterowie uznani za szczególnie ciekawych, prowadzą burzliwe życie międzyludzkie (głównie erotyczne).
   Oczywiście należy odsiać plew od prawdy, nie wszystko co piszą, musi być prawdą. Lecz gdy się nad tym zastanowić...


Podobno istnieje termin "kult telenoweli" i podobno ma on wpływ na prywatne aspekty życia oglądających. Między innymi rządzą ich aspiracjami. Bohaterzy w istocie bardzo często schodzą się i rozchodzą, choć celem reżyserów raczej nie była nigdy manipulacja, a utrzymywanie widzów w stałym stanie niedoczekania i palpitacji 😉
   Wśród serialowych postaci zawsze znajdzie się jakaś bojowa kobieta sukcesu, która jest singielką, jakiś mężczyzna, który podoba się kobietom (i namiętnie z tego korzysta, demonstrując tors gladiatora przed kamerą), a żeby było po równo (choć uważam, że wcale nie jest) aktorki często obnażają piersi. Występowanie całkiem realistycznie przedstawionych scen miłosnych, można już uznać za serialowy standard. Nie wolno też zapomnieć o parach homoseksualnych, które występują już w prawie każdej serii.
   Ogólna rozwiązłość, albo wymienianie "stałych" partnerów ze słynnym "nie warto się starać" skoro można zakochać się w kimś innym. A to wszystko pośród ludzi z wyższych sfer, w których oglądający są wpatrzeni. Bo są piękni, na ogół bogaci i zawsze potrzebni.
   A do tego wszystko powyższe jest akceptowane bez pytania i żadnych wątpliwości.


Dzieci coraz częściej otrzymują obce imiona po serialowych bohaterach. Istnieje lista przeprowadzonych badań, która to potwierdza. Ankietowani przyznawali się do nadawania swoim dzieciom imion po ulubionych bohaterach lub aktorach.
   Pojawianie się szczupłych i piersiastych blondynek odmieniło preferowane niegdyś namiętne brunetki o naturalnej urodzie. Jednak seriale nie samo zło przynoszą. Wpływają na wzorce zachowań, np. w Indiach, od kiedy pojawiła się kablówka, wzrosło zainteresowanie edukacją.


Dlaczego seriale uzależniają? Z podobnego powodu jak uzależnia np. alkohol. Wiąże się to głęboko z naszymi problemami lub po prostu nudą. Życie super bohaterów urozmaica nasz prąd myślowy, lubimy sobie wyobrażać, co byśmy zrobili na miejscu postaci fikcyjnej, lub marzymy, aby nasze zwykłe życie, zmieniło się w super ciekawe życie.
   Oglądając serial odrywamy się od rzeczywistości. Na chwilę przestajemy myśleć o nurtującym nas problemie, dajemy się wciągnąć w cudzy życiorys i odstawiamy nasze sprawy na dalszy plan. A później z nudów (najprawdopodobniej) bądź z chorej fascynacji, zaczynamy interesować się życiem aktorów odgrywających nasze ulubione role.
   Co uważam za najgorsze - emitowane odcinki nakazują potrzebę uregulowania sobie doby. Czas na serial często uświęcamy do tego stopnia, że dzieci nie mają prawa głosu "bo jest serial", wyłączamy też telefon "bo jest serial" i denerwujemy się kiedy akurat ktoś przychodzi "bo jest serial". Pół biedy jeśli gość daje się namówić na wspólne oglądanie.
   Psycholog A. Bandura stwierdził, że "w wyniku oglądania wielusetodcinkowych seriali następuje zjawisko tzw. modelowania. Demonstrują strategie radzenia sobie z problemami..." [dalej dodam sama, by skrócić długą tezę] ...w konkretny sposób, a te stają się sugestią, która nierzadko wpływa na przyszłe, odważniejsze wybory.

Mnie też ciekawią seriale, ale czy uzależniają? Sama sobie dyktuję kiedy chcę jakiś obejrzeć. W dzisiejszych czasach już na szczęście nie jesteśmy uzależnieni od godziny emitowania odcinka w TV.
   Co mogę powiedzieć więcej... mam nadzieję, że seriale nie wpływają znacząco na moje życie. Nie inaczej, niż po prostu zabierając mi czas na tzw. "odmóżdżenie się". Oglądanie seriali najczęściej przypada mi na weekendy, jeśli akurat nie wędrujemy po nieznanych szlakach, bo najciekawsze życie, to życie na zewnątrz. Nigdy o tym nie zapominajcie!
   A oto moje ostatnio oglądane tasiemce:


"Green Arrow"


To było... jeśli dobrze pamiętam, 5 długich sezonów i wciąż dogrywają następne. Serial akcji, genialne ujęcia walki wręcz, oraz przy użyciu różnych rodzajów broni białej (miecze, ciepanie z łuku itp.).
   Myślałam początkowo, że serial będzie płytki, ale jest po prostu świetny. Wielowątkowość, gdzie dosłownie każdy detal ma jakieś znaczenie, wskazuje na drobiazgowe dopracowanie scenariusza. Inteligentny film z gatunku "the power of people", z ledwie mikro dozą magii w tym wszystkim. Jak na film o łuczniku na tle obecnego wieku i cywilizacji, robi niesamowite wrażenie.
   Mroczna fabuła, główny bohater czasami wydaje mi się być zbyt "czarny" jak na pozytywny charakter. Wciągający Thriller i świetna sensacja w jednym. Uważam, że warto dać się temu porwać.


"Dr. House"


Wydaje mi się, że ten tytuł nie potrzebuje interpretacji. Lubię ponadprzeciętne umysły. A jego mizantropia i nihilizm zupełnie mi nie przeszkadzają.
   Serial jest wzorowany na Sherlocku Holmes'ie. Jest przyjaciel Watson, (choć pod innym nazwiskiem). I oczywiście są - ZAGADKI, choć w tym przypadku medyczne.
   Niektóre odcinki nawiązują do klasycznego kryminału,. np. gdy tytułowy Dr. House wchodzi do sali narad, gdzie zwykle diagnozują w bardzo barwny sposób kolejnego pacjenta. Cytuje wtedy tekst, który Holmes wygłosił, gdy wszedł do pokoju, w którym wszyscy czekali na wynik śledztwa.
   Przewrotny humor, ciekawe przypadki i przenikliwy, logiczny umysł bohatera, obiecują długie wieczory. Serial skończył się po ośmiu sezonach.



"Lucyfer"


 Kryminalny serial amerykański, stworzony na starym poczciwym schemacie:

ona, pani detektyw ⇢ człowiek;
on, pomocnik ⇢ zdolności co najmniej paranormalne.

Do tego on ją wytrwale podrywa, a ona równie wytrwale i z wielką klasą spławia, ale tak, że aż się miło patrzy.
      Identycznie prezentował się serial pt. "Więzy krwi", gdzie tym paranormalnym pomocnikiem był wampir. Przynajmniej pani detektyw mogła od niego odpocząć za dnia. 😏
   Serial jest adaptacją komiksu pod tym samym tytułem autorstwa Neila Gaimana i Sama Kietha, wydawanego przez DC Comics.
   Imię i nazwisko głównej postaci przyprawia trochę o zawał... ze śmiechu. Lucyfer Morningstar. Tu przypomina mi się moja historia z dokumentami firmy, w której pracowałam, gdzie kierownikiem działu był Tadeusz Kościuszko. Co miał zrobić, że mama mu tak dała? Wszyscy mi potem wmawiali, że mam lewe papiery i pracuję gdzie indziej, a to jest przykrywka.
   Wróćmy jednak do Lucyfera. Serial jest zabawny i błyskotliwy, przyznam, że z mojego pokoju dobywają się czasami zaskakujące ryki śmiechu... Nie wszyscy jednak mają identyczne poczucie humoru, a niektórzy nie mają go wcale, jak zapowiada jeden z portali plotkarskich, na który, Boże uchowaj, nie wiem jak ja trafiłam...
   ...wieść niesie, że jakaś amerykańska Rada Rodziców w ramach akcji "One Million Moms", zebrała 14 tysięcy podpisów pod petycją zmierzającą do zawieszenia produkcji serialu. To ponoć chrześcijańska organizacja. Uważają oni, iż "Lucyfer" pokazuje Szatana w nazbyt łaskawym świetle, tym samym szydząc z Biblii.
      Pamiętamy przypadek amerykańskiej wersji serialu "Skins", który Rada Rodziców uśmierciła w połowie sezonu.
   Czy serial ten, może obrażać uczucia religijne? Po pierwsze - to jest serial!!!, więc nie. Po drugie, jeżeli coś by miało mnie obrazić, to fakt, iż reżyser (a może autor komiksu) nie zna się zupełnie na biblii, podając błędne fakty, ale biorę poprawkę na to, iż jest to FANTAZJA i dobrze się bawię przy pozytywnej fabule i 'nieziemskich' dialogach.


"Supergirl"


Trochę wymęczona postać na łamach komiksów i seriali animowanych, zaraz po Supermenie i Batmanie.
   Urodzona na Kryptonie kuzynka Supermana, Kara Zor-El, przeżywa różne perypetie jako człowiek i jako superbohaterka. Przyznam, że scenarzyści mają bardzo ciekawe pomysły a propos wymyślania kolejnych wrogów bądź globalnych katastrof, którym ona musi zapobiec, ale nie jest sama - i tu się zaczyna mój narkotyk:
   Blondynka, która przyznaje się do słuchania Britney Spears (nie mogłam sobie darować napisania o tym) współpracuje z "Departament of Extranormal Operations". Dowodzi tam Extranormal dyrektor, który sprawia, że serial mocno nabrał smaczku.
   O.K. fabuła bywa przewidywalna, ale zabawne dialogi i sytuacje nie raz sprawiły, że popłakałam się ze śmiechu. Może ten radosny efekt nie jest tak częsty jak w przypadku "Lucyfera", ale uważam, że warto dać się pochłonąć tej kosmicznej fantazji. J'onn J'onzz wymiata 😎 (chyba faktycznie, skoro to jego fotka, a nie Supergirl, znajduje się na opakowaniach DVD 😜)


Książki to też tasiemce, choć z nimi sprawa wygląda nieco inteligentniej. Oczywiście wszystko zależy od tytułu, po jaki sięgamy.
   Przedstawię Wam książkowy serial z rodzaju fantasy w bardzo lekkiej formie odmóżdżacza na papierze, który czyta się szybko i zachłannie.


"Achaja"
autor: Andrzej Ziemiański


Cykl jest godny polecenia, chociaż muszę uczulić niektórych, iż jest to nie tylko lektura (zdecydowanie) dla dorosłych, ale i pozwala sądzić, iż najpewniej serię stworzył wygłodniały mężczyzna o bardzo niegrzecznej fantazji. Cóż mogę powiedzieć... to jest obecnie na topie, a moja powieść pod tym względem nie wygląda wcale poważniej, więc niech się autor nie obraża 😉
   Słowem krytyki ⇢ tytułowa bohaterka często paraduje sobie nago, a opisy nie pomijają najdrobniejszego szczegółu w wglądzie jej ciała. Lubi seks, powiedziałabym, że dziewczyna nie zmarnuje żadnej okazji, co pokazuje ją w nieciekawym świetle. Po penetracji kilku forów zrozumiałam, że to się ludziom bardzo podoba. Ponadto książka wydana przez "Fabrykę słów" dodaje do treści pikantne, czarno-białe ilustracje.
   Pozytywnym słowem ⇢ książka zawiera sceny, jakich dotąd nigdzie nie spotkałam. Pomysły i przygody, do których choćby podobieństwa nie dopatrzyłam się nigdzie indziej. Oryginalna i unikatowa powieść, w której przez cały czas coś się dzieje, nie pozwala na nudę.
   Za mną 3 części. Przede mną jeszcze 5.

(...)
- Jestem wasza! - wrzasnęła pod adresem wojowników, którzy ginęli właśnie gdzieś w otchłani, gdzieś za czarną pustką, w jakichś wojnach, w których nie mieli żadnych szans, ale walczyli do końca i czasem jednak wygrywali. - Jestem wasza, chłopaki! Jestem waszą siostrą, córką, żoną i kochanką! Czuję to samo, co wy... Otchłań. Otchłań mnie wzywa! Otchłań mnie wzywa. Ona mnie pragnie. Tak jak i was. Chłopaki, jestem wasza...
   Wycelowała palcem w jakąś gwiazdę. Miała nadzieję, że gdzieś tam jest wojownik, który umiera właśnie, walcząc do końca na swoim posterunku.
(...)

- "Achaja" tom III

35 komentarzy:

  1. Kiedyś oglądałam seriale, nie było jeszcze telenowel , takich codziennych niemalże. Wolałam seriale, gdzie kązdy odcinek był odrebna całością.
    Moje obserwacje pokazują, że podobnie jak w reklamach, telenowele ukazują nieprawdziwe lu wyidealizowane życie i jeśli ktoś traktuje je jak poradnik życia, to przeżywa same rozczarowania w rzeczywistości...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety wiele osób żyje serialami. Całe popołudnia na tym spędzają po to, aby w pracy wymieniać się spostrzeżeniami z innymi oglądaczami. Przerabiałam to, gdy pracowałam w całkowicie żeńskim zespole.

      Usuń
  2. Kiedyś nie miałam czasu na żadne filmy, seriale czy telenowele - teraz nadrabiam zaległości. Ale wolę on-line jak są dostępne wszystkie odcinki bo nie lubię czekać na kolejny odcinek :)) a Lucyfer mi się spodobał , bardzo :) kończę 2 sezon :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz z Lucyferem idę na bieżąco, a do tego czasu oglądałam po dwa lub trzy odcinki. Bardzo odpowiada mi ten humor, choć główna postać jest bardziej infantylna niż by można sądzić po diable ;) Mazikeeen to nadrabia ;) No i Ella Lopez... wspaniała postać :D

      Usuń
  3. Jak na razie nie mam problemów z serialami, może wybrałem takie, które nie są aż tak znakomite, by czekać w zniecierpliwieniu na kolejne odsłony, albo by szukać odcinków gdzieś on-line. Po prostu odpowiadają mi te co je śledzę, więcej mi na razie nie trzeba. :)

    ,,Achaja" coś niecoś mi mówi, jednak w formie książki sądziłem, że jest dostępna jedynie.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo Achaja jest TYLKO w formie książki. Oj nie doczytałeś ;) :P
      Uznałam, że ciekawie będzie dodać jeszcze "tasiemca" książkowego.

      Usuń
  4. Mój tatuś dawno dawno temu nauczył mnie nienawiści do TV. Jest on Władcą Pilota i zawsze mogliśmy oglądać to, co akurat jemu przypadło do gustu. Niestety głównie ogląda sport, a ja sporty wolę uprawiać, niż wodzić wzrokiem za piłkarzami goniącymi po boisku.
    Czasami był film, jednak gdy pojawiały się reklamy, tatuś zaczynał skakać po kanałach i tyle było z mojego oglądania.

    Teraz w jesienne wieczory oglądamy seriale w necie. Gra o tron rządzi :). Wcześniej był czas honoru, Usta usta (chyba tak to się nazywało :)), dawno temu Ally McBell.

    Niezbyt się orientuję co jest teraz na topie do oglądania. Od 8 lat nie mamy TV.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chcąc Ci odpowiedzieć na komentarz, muszę go skopiować i wkleić. Mój tatuś dawno dawno temu nauczył mnie nienawiści do TV. Jest on Władcą Pilota i zawsze mogliśmy oglądać to, co akurat jemu przypadło do gustu. Niestety głównie ogląda sport, a ja sporty wolę uprawiać, niż wodzić wzrokiem za piłkarzami goniącymi po boisku. Czasami był film, jednak gdy pojawiały się reklamy, tatuś zaczynał skakać po kanałach i tyle było z mojego oglądania.

      Stwierdziłam, że szczęśliwy dom, to dom bez telewizora. Nawet sobie nie wyobrażasz jak odpoczywam tutaj od niego. Dawniej w domu telewizor był włączony cały czas. Tata jak wchodził do mieszkania, włączał go nim jeszcze buty i kurtkę zdjął, to był zawsze priorytet. Nawet jak robił coś innego, czy np. w kuchni był, musiało być słychać telewizor. On śpi z pilotem w pobliżu, by włączyć odbiornik, kiedy tylko się obudzi.
      Możesz sobie wyobrazić jak drażniąco na mnie działa włączony telewizor kiedy do kogoś przychodzimy w gości?

      Usuń
  5. Nie oglądam prawie TV, a seriale trwające dłużej niż dwa sezony mnie nudzą. Telewizyjny "Lucyfer" to dno w porównaniu z komiksem Neila Gaimana, tam diabeł jest chłodnym intelektualistą, a nie jakimś fircykiem. House'a nawet lubiłem, ale też do momentu "ileż można".
    Ostatnio oglądałem Kaznodzieję (Preacher, też na podstawie komiksu i też adaptacja słabsza niż oryginał, ale da się obejrzeć. :) No i szykuję się do "Taboo", mam ściągnięty pierwszy sezon.

    Książki pochłaniam pasjami, ale Achaja mnie nie zachęciła. Wygląda jak Conan... bez spódnicy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. TV i telenowele mnie nie interesują. Nie oglądamy wiadomości, odbiornik nie jest chyba nawet podłączony... z resztą sama nie wiem, nie sprawdzałam :P
      Seriale wybieramy z innych źródeł.
      Lucyfer - na ekranie może być, pośmiać się z niego lubię. Ale przyznaję, że gdyby prywatnie pojawił się ktoś z takim charakterem, ustrzeliłabym.
      Oj można oglądać House'a, można w nieskończoność. W dalszych sezonach odcinki zaczynają się odróżniać. Nie ma wyłącznie samych zagadek medycznych, robi się... psychodelicznie. Serial podobał mi się do ostatniego odcinka.
      "Achaja" zachęciła mnie tym, że po raz pierwszy wojowniczka, która sprawnie włada mieczem, nie jest chuderlawą dziołchą. W tym wydaniu faktycznie mamy do czynienia z wojownikiem, a nie truchłem. Ten realizm mi się spodobał.

      Usuń
  6. Masz rację. Telewizja ryje mózg na całego, no i oczywiście uzależnia.
    My również popełniliśmy błąd kupując kilka lat temu wypasiony telewizor, a teraz moje dzieciaki /nie ukrywam, że ja też/ spędzamy zdecydowanie za dużo czasu przed tym płaskim pudłem:)
    Zastanawiam się nawet nad likwidacją TV, ale z drugiej strony ... lubię od czasu do czasu zasiąść wygodnie na kanapie i obejrzeć jakiś fajny filmik:)
    Seriali raczej nie oglądam.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas TV jest, ale nie korzystamy z podłączenia. Żadnych wiadomości, telenoweli i innych pierdół.
      Kilka seriali oglądamy z innych źródeł, włączamy kiedy chcemy. Przypuszczam, że gdyby pojawiło się u nas dziecko, długie lata nie wiedziałoby nawet o istnieniu telewizji [HAHAHA!!!]

      Usuń
  7. Coś w tym jest. Po za tym wiele osób ogląda seriale , bo nie jest szczęśliwy w swoim prawdziwym życiu.
    No my z ukochany uwielbialiśmy doktora Housa .
    Mimo tego uważam , że wszystko jest dla ludzi tak jak z alkoholem ważne by nie popaść w obsesje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak jest - nic absolutnie nie powinno nami rządzić. Tylko my sami decydujemy o sobie.
      Niestety człowiek z natury jest słaby i łatwo (i chętnie) uzależnia się od pewnej rutyny, nie tylko serialowej.

      Usuń
  8. czytałem Achaję i mam zdecydowanie inne zdanie na temat książki. Książkowa bohaterka nie znosi seksu, bo została pozbawiona podczas tortur zdolności odczuwania jakiejkolwiek rozkoszy, podczas niewoli seks był ceną za naukę i życie. Był monetą i walutą wymienialną, kiedy była konieczność a broń ostra była za tępa i zabrakło siły fizycznej - im dalej toczyła się historia tym bardziej rola seksu malała, bo umiejętności rosły - w mięśniach i głowie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałeś jedną książkę, prawda? Wydano trzy, w których była Achaja. W pierwszej sex miał swoją cenę, dzięki temu przeżyła kamieniołom.
      Później była ciekawska i jej się to spodobało i nie przepuściła żadnej okazji.

      Usuń
  9. na szczęście się nie uzależniam..lubię od czasu do czasu coś oglądnąć ale nie wpadnę w rozpacz jak nie włączę tv a wręcz odwrotnie,,często lubię pobyć w ciszy...zawsze zastanawiam się nad tym jak mocno ludzie potafią się utożsamiać z bohaterami filmów,seriali...Uzaelżniena to chyba w ogóle problem nadchodzących lat...Może potrzebujemy byc sterowani??:):):
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uzależnienia to nie jest problem nadchodzących lat. To problem od początku dziejów człowieka. Nawet Biblia ukazuje, że człowiek wciąż niszczył swoją wartość. Ciężko było Bogu utrzymać naród wybrany idealnym i wolnym od głupot. Non stop ktoś popełniał błędy i wciągał w to całe rodziny, miasta...
      To własnie były uzależnienia. Niektórzy się rozpijali, niektórzy obżerali, jeszcze inni chędożyli co popadło itd. Uzależnienia były różne. Tak samo jak teraz, tylko nikt nam tego nie mówi, a nawet część z tego społecznie się pochwala.
      Jedyny problem jaki mamy z przyszłością, to rozmnażające się w szalonym pędzie, ogólne zepsucie.

      "Jesteś człowiekiem - więc jesteś uzależniony. Jesteś uzależniony - więc jesteś człowiekiem."

      Tylko my mamy skłonność do uzależniania się i niestety mimo świadomości degeneracji, chętnie wchodzimy w uzależnienia głębiej. Nie tylko ludzie żyjący wiecznie w fantastycznym odrealnieniu. To samo palacze, nimfomanki czy narkomani. Nikt nie przyzna się, że to, co go tak pociąga, jest zdrowe i moralne. Ale bardzo niewielu decyduje się z tym skończyć.
      A cytat pochodzi z czarno-białego filmu "Uzależnienie".

      Usuń
    2. takimi to jesteśmy....ale ważne ,że człowiek wciąż próbuje:)

      Usuń
  10. Matko, jak mnie tu długo nie było!... cóż, natłok obowiązków, wolontariatów, organizowanych wydarzeń i nauki nie rozpieszcza. Jestem mocno do tyłu z blogami, w tym własnym.
    Dlaczego tylko seriale mają taki wpływ? Niektóre książki i filmy również pokazują odrealnioną, cukierkową rzeczywistość. Chociaż rzeczywiście, teraz królują zdecydowanie seriale. Ale... przecież nie wszystkie seriale to tasiemce. I nie wszystkie prezentują pięknych, bogatych, sławnych i romansujących. To tak jak z filmami - jest multum gatunków, od obyczaju, przez kryminał, aż do fantasy i horroru. Telenowele to tylko część z tych produkcji.
    Ostatnio dzięki Netflixowi (i nie tylko!) odkrywam nowe seriale, bardzo lubię klimatyczne i mroczne ,,Stranger Things", z uśmiechem wspominam netflixową, napakowaną czarnym humorem i świetną estetyką ,,Serię Niefortunnych Zdarzeń". Za to obecnie z mamą oglądam ,,Gilmore Girls" (o matce i córce, więc to taki międzypokoleniowy serial - świetnie się przy nim obie bawimy, nawiasem mówiąc bardzo Ci polecam. Jest ciepły, uroczy, wciągający, zabawny, nieco absurdalny, z mnóstwem poczucia humoru, ciętych ripost, nawiązań do kultury i popkultury, które padają z ust głównej bohaterki, humoru słownego i sytuacyjnego) i rodzimego ,,Belfra" (narzekam na ten serial wielokrotnie, ma sporo wad, ale jest dość mroczny i wciągający). Generalnie mam seriale, które oglądam sama i takie, które oglądam z rodzicami - mają dobry gust ;) Zresztą niesamowicie sobie cenię to, że mogę tak z nimi też spędzać czas, wspólnie oglądać, komentować w trakcie i wymieniać wrażenia po poszczególnych odcinkach.
    Generalnie teraz są czasy Netflixa i oglądania w Internecie. Całe sezony na raz, binge watching, szybka dostępność, na wszystkich urządzeniach. Mam wrażenie, że wypiera to telewizję, która na przykład młodemu człowiekowi ma bardzo niewiele, prawie nic do zaoferowania (przynajmniej polska).
    ,,Książki to też tasiemce, choć z nimi sprawa wygląda nieco inteligentniej. Oczywiście wszystko zależy od tytułu, po jaki sięgamy." - no właśnie, to nie reguła. Są seriale tak inteligentne i wartościowe, że przebijają wiele książek.
    ,,Uważają oni, iż "Lucyfer" pokazuje Szatana w nazbyt łaskawym świetle, tym samym szydząc z Biblii." - W takim razie boję się, co powiedzieli o ,,Mistrzu i Małgorzacie". Jeśli przeczytali. Pewnie nie :P
    Moją uwagę przykuł ,,Lucifer", już wcześniej słyszałam pochwały, więc może sobie obejrzę w wolnej chwili (o! słodka naiwności!).
    Pozdrawiam ciepło!
    P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Głównie chodzi mi o efekt, jaki może wywołać wyobraźnia, bo ona może uwięzić w złotych ramach wyidealizowanego obrazu. Byłabym hipokrytką gdybym sądziła, że każdy ma z tym problem i nikt nie powinien za żadne skarby oglądać seriali. Sama je oglądam.

      Mnie np. najbardziej rajcują te postaci, które są niedoskonałe, a nawet nieładne wg opinii otoczenia (na przekór ja je uważam za śliczne). Wczuwam się w takie role, często też dużo bardziej interesują mnie czarne charaktery, rozpatruję wtedy ich motywy pod różnymi kątami i to mnie pochłania, uzależnia - chcę wtedy śledzić ten umysł.
      Nie tylko serialowo, ale i książkowo oczywiście.

      A propos Netflixa, z niecierpliwością wypatruję nowej, lepszej wersji "Wiedźmina". Masz tu pewność, że się uzależnię od tego serialu ;)

      Z moją mamą mamy ten sam gust do filmów. Razem chodziłyśmy do kina na wszystkie, interesujące nas nowości. Oglądałyśmy seriale i komentowałyśmy je, miałyśmy przy tym sporo rozrywki. Brakuje mi tego czasem, na szczęście mąż nadrabia lukę ;)

      "Mistrz i Małgorzata" to klasyk, nie odważą się skrytykować ;) Przeczytałam tą książkę chyba już z 5 razy...

      Usuń
  11. :O Dzięki Bogu przestałam tyle oglądać. hehe Super ciekawy tekst, coś w tym jest i to bardzo. Seriale nieźle potrafią namotać. Znam osoby uzależnione od telenowel. Nie jednej totalnie odwaliło. Facet musi być idealny jak w telenoweli, najlepiej jeszcze, by miłość była tak idealna, jak w tej konkretnej teli. hehe Znam takie osoby. Ja na razie nie oglądam seriali, bo też nic mnie nie ciekawi. Choć ten Lucyfer fajnie się zapowiada. Lubię tego aktora z mojego ukochanego serialu Miranda.

    * Samara mnie przeraża. haha

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tego aktora znam z "Pasji", był apostołem Filipem i jeszcze z serialu "Przygody Merlina". Tam mi się nawet podobał, serial zawzięcie z mamą oglądałyśmy.

      Usuń
  12. Te rozwody, to może wynikają z uświadomienia sobie swojej sytuacji, albo porównywania jej na tle serialowych idolek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli z powodu uświadomienia jakieś nieciekawej sytuacji - to jeszcze pół biedy. Gorzej jak idealizujemy świat. Nie da się porównać realizmu życia do tworu telewizyjnego, zwłaszcza że aby podtrzymać napięcie, reżyser zawsze wymyśla jakąś dramaturgię.
      Mam wrażenie, że przez fikcję, ludzi zabija codzienność i zaczynają nazywać ją monotonią. Myślą, że rutyna niszczy miłość.

      Usuń
  13. Ja serialw bardzo lubię. Swego czasu uwielbiałam latynoskie telenowele, jednak czas na nie minął. Teraz seriale ogladam z moim chłopakiem, gdy nie mamy co robić. I jakoś nie zauważyłam, żeby to, co w serialach, przekładało się na nasze życie. Chociaz niestety to się świecie często zdarza, że powielane są nie te cechy i sposoby życia, co trzeba.

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie wiem czy jestem uzależniona od oglądania seriali, ale jeśli już jakiś oglądam, to od początku do końca i sporo rzeczy idzie wtedy w odstawkę. To jak z czytaniem książek - nie potrafię na raty. Jedna książka na 2 tygodnie? Umarłabym, wolałabym nie spać, a czytać. Już książka w 4 dni to dla mnie klęska urodzaju i z prawdziwym bólem przerywam, żeby może zjeść coś.
    Aktualnie jest na etapie postanowienia, żeby nie zaczynać nowych seriali, bo przepadnę, a już te które mają ileś sezonów po ponad 20 odcinków odpadają zupełnie, bo odeszłabym od komputera na emeryturze :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż tak nie mam, potrafię się oderwać, (chociaż niekiedy ciężko, jeśli fabuła naprawdę dobra, albo jeśli jakiegoś bohatera naprawdę lubię). Potrafię zrobić sobie przerwę na bardzo długi czas, tak dla zdrowia psychicznego ;)

      Usuń
  15. Witaj Hexe.
    Z telenoweli oglądłam jakąś Niewolnicę, ale mnie mdliło.
    Co do seriali, to jesteśmy na nie skazani. Takie czasy.
    Pozdrawiam i do siebie zapraszam.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skazani? E ta. Jak przez całe lata nic nie oglądałam. Zupełnie nic, serio!

      Usuń
  16. Seriale czasami oglądam, ale na szczęście nie nałogowo, więc może się nie rozwiodę! :D
    Arrowa obejrzałam trzy sezony (teraz jest ich chyba dwa razy tyle :O), Lucyfera aż jeden odcinek a Housa do połowy ;) później mi się znudził :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego oglądam seriale razem z mężem, żeby się nie rozwieść. Dzielimy razem emocje :D :P

      Usuń
  17. Mam w planach zacząć oglądać Lucyfera :)
    Klikniesz w linki w nowym poście bede wdzięczna:)

    OdpowiedzUsuń
  18. myslę, że ja oglądam seriale , gownie dlatego że postało kilka rewelacyjnych, poki nie kręcą kolejnego sezonu i kolejnego
    House of cards, wikingowie, braeking bad czy moj ukochany Dexter czy Most nad Sundem.
    Ostatnio Amerykańscy Bogowie ....
    nie czuje się uzależniona
    oglądam weekendowo jesiennie i zimowo
    przez 4 miesięcy w roku
    poza tym okresem prawie wogóle

    nie mam telewizora, zimą robimy sobie kino ...czasem familijne ..z duzym ekranem, dobrym przestrzennym dzwiękiem

    od wiosny wole księżke na tarasie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja oglądam weekendowo, a czasami wieczorami. Potrafię też na kilka miesięcy w ogóle zapomnieć o serialach, nawet tych, w których tkwię gdzieś pośrodku. U mnie oglądanie i czytanie jest całoroczne, nie ma też żadnego znaczenia pora roku czy pogoda za oknem.
      Inaczej jest z książkami. Troszeczkę inaczej... bo jesienią np. nie przeczytam Bolesława Prusa, bo mi pasuje do lata, ale za to listopad świetnie będzie się komponował z Bramem Stockerem :D Taki malutki szajbus z dopasowywaniem klimatu ;)

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.