Moi bohaterowie z dzieciństwa.

Minister zdrowia rzetelnie ostrzega przed czytaniem tego posta.
Istnieje ryzyko zarażenia się chorobą zakaźną, żywiącą się szarymi komórkami.




Każdy w dziecięcym wieku miał ulubiony temat, za którym totalnie szalał. Fikcyjną postać, na myśl o której miał ciarki z ekscytacji. Odczuwał dziecięce podniecenie i niedoczekanie na kolejną, fascynującą historię. Ja dziś chcę Wam opowiedzieć o swoich bohaterach, jakie postacie mnie wtedy interesowały i dlaczego.
   A jakiż to dzieciak nigdy nie lubił filmów, kreskówek i książek o tematyce daleko wykraczającej poza świat realny? Zacznijmy od tego, że sama miałam swój własny... a nawet kilka światów, do których lubiłam uciekać w marzeniach albo śnić o nich. W wieku lat nastu jeden z tych światów ewoluował, a nawet pokusiłabym się o sformułowanie "dorósł".  Obecnie wspominając go, piszę o tym wyimaginowanym świecie książkę (A właściwie już ją kończę), a przyszło mi to z lekkością, zupełnie tak, jakby znała się z moimi bohaterami od lat. I w zasadzie tak jest. Do tego czasu nabrali osobliwej wyrazistości i odrębnych charakterów.
   Uważam, że to, co dziecko ogląda i czym się głównie otacza, jest pierwowzorem jego zainteresowań w dorosłym życiu. Tak rodzi się jego światopogląd. Czy obserwujecie rodzące się zamiłowania u Waszych dzieci? Czy już widzicie czemu szczególnie chętnie się poświęcają?

Obecnie bajki dla dzieci głęboko różnicują chłopców i dziewczynki. Nigdy mnie nie obchodziło, że koleżanki w szkole oglądają "Sally czarodziejkę", a ja wolałam anime "Kapitan Jastrząb". Nigdy też nie chciałam zostać księżniczką, być bogata, mieć wiele sukien, władzę i poderwać księcia. O tym marzyła cała grupa dziewcząt w przedszkolu i w podstawówce. Dodam, że z Disneya wolałam "Piękną i bestię". "Pocahontas" i jej blond don Huan mnie nie pociągał.
   Oto mały ranking tego, co mnie rajcowało jak miałam te kilka lat. Poszukajmy cech wspólnych z dorosłą mną:



Włóczykij
...i jego senne, zielone spojrzenie.

Oczywista oczywistość spośród wszystkich oczywistości jakie już o mnie wiecie. Dużo wędruję, mam zielony kapelusz, plecak i glany. A tak serio... Kto z Was oglądał Muminki, będzie te kwestie pamiętał.
   Dużo rozmyślam. Właściwie to ja myślę bezustannie. Uwielbiam słodką kawę, najchętniej piję ją powoli i w samotności. Mam przyjaciół, z którymi kocham przebywać, ale moja introwertyczna dusza ma limity. Jestem przyjacielska, empatyczna i lubię pomagać, ale często też znikam i nie ma mnie dla nikogo. Lubię wyłączyć telefon na kilka dni... Lubię ciszę.
   Kocham piesze wędrówki. Nienawidzę wszelkich zakazów, oraz tego co wypada i nie wypada. Staram się posiadać jak najmniej rzeczy, coś między zwykłym minimalizmem, a wyższą ascezą. To mi pomaga czuć się swobodnie, wiedzieć, że zawsze jestem mobilna i w każdej chwili mogę zmienić miejsce pobytu. Nie przyzwyczajam się do rzeczy, nie mam sentymentów.
   Przy ludziach uziemionych w złotych klatkach swoich domów, zachowuję się jak mizantrop. Nie rozumiem i nawet się o to nie staram, jedynie chciałabym, aby traktowano mnie sprawiedliwie.


Żółwie Ninja
...to nie jedna postać, ale cała ekipa.

Nie miałam swojego ulubionego gada, ale za to rodzaj broni przypieczętował na zawsze moje upodobania. Im więcej ostrych zabawek, tym lepiej, co szczególnie wyjaskrawia się w mojej powieści, w książkach, które dobieram sobie do czytania, w filmach, serialach, prawie zawsze jest ktoś taki. Lubię patrzeć na dobrze zekranizowaną walkę.
   "Żółwie, którym nadano imiona włoskich malarzy renesansu, posługiwały się różną bronią, taką, jaką mięli w użyciu prawdziwi ninja. W wyniku działania mutagenu przeobraziły się w antropomorficzne istoty o dużej inteligencji. Pod okiem ich sensei - antropomorficznego szczura o imieniu Splinter, zostali wyszkoleni w sztuce ninjutsu. Jest to sztuka maskowania się, strategii oraz niekonwencjonalnych działań zbrojnych." /Wikipedia
   Kręciła mnie metoda walki dwoma katanami i dwoma sztyletami Sai. Posługiwali się nimi Leonardo i  Raphael.
   Muszę dodać od siebie, że komiks czy serial animowany, wprowadza ludzi w błąd. Ninja nigdy nie posługiwali się nunchaku. Broń została włączona do serii wyłącznie na potrzeby komiksu i szkoda, że jego twórca nie postarał się o komplet informacji.


Spiderwoman
...a zaczęło się od Spiderman'a.

Odkrywszy, że babki też potrafią nieźle dokopać bandytom, poprzestało na tym i tata musiał zdobyć wszystkie VHS ze wszystkich okolicznych wypożyczalni. Czasy bez internetu, ach... 😜 Dosłownie oszalałam na punkcie tej kobiety.
   Bochaterka Marvel Comics, która (podobnie jak wszyscy superbohaterzy), toczy normalne życie pod zwykłym nazwiskiem, ale prowadzi podwójne życie. Walczy ze złem, ratuje ludzi. Standard dzisiejszego kina, który kiedyś robił na mnie spore wrażenie.
   Co ma wspólnego ze mną? Zamiłowanie do nadprzyrodzonego i niebywała sprawność fizyczna.


Batman
... mózgH i mHrok.

Tu prawdopodobnie wyszło na jaw, że na pewnym etapie swego życia, zatrzymam się w nocnym klimacie i będę wiedźmą (wcale nie z wyboru), postrachem ulic po zmierzchu (z zamiłowania), zakochaną w kulturze gotyckiej (chociaż kompletnie nie w związku), głaskającą nietoperze (są naprawdę milusie), a w mężczyznach doceniającą mózgi.
   Kręcą mnie inteligenci tacy jak Bruce Weyn, Scherlock Holmes, Tony Stark, Doctor Strange czy Dr. House. Nie w sensie erotycznym, czy coś. Ja... chcę... JEŚĆ MÓZGI!
   A poważnie? ⇒ Uważam, że Batman, chociaż to zwykły człowiek bez żadnych mocy ani kosmicznych korzeni, jest w stanie pokonać wszystkich innych superbohaterów. Dosłownie. Jeden odcinek w animowanym serialu "Liga sprawiedliwych" to udowadnia.
   W "Grze o tron" też by wygrał. Jestem tego pewna w stu procentach.


Modo
...motomysz z Marsa

😈 I to charakteryzuje mnie ostatecznie jako (niespełnioną) motocyklistkę ze szczególnym zamiłowaniem do cięższej muzyki, która to, była podkładem dźwiękowym kreskówki.
   "Motomyszy z Marsa" to kanadyjsko-amerykański, animowany serial telewizyjny, stworzony w 1993 roku, opowiada o trzech humanoidalnych marsjańskich myszach - Throttle, Modo i Vinnie.
   Dlaczego akurat ten Mysz? Charakter przemówił. Dziś dokładnie nie pamiętam. Jeździł najładniejszą maszyną 😉


Rei Hino
...tak, przyznaję, oglądałam japoński serial "Czarodziejka z księżyca".

I nigdy nie wiedziałam, która z nich jest fajniejsza: ta z Jowisza, czy ta z Marsa. Wizualnie bardzo podobały mi się Trzy Gwiazdy, co dowodzi dalej o moim pociągu do czarnych wdzianek.
   Z tego wynika, że mam pociąg do: wiedźmowania, burzy (Jowisz strzela piorunami), ognia (marsjańska strzała) i lateksu (Gwiazdy). Hmmm... To tyle wizualnie. A dlaczego stanęło na Rei?
   Odpowiedź podszepnął mi pewien głos, że Rei Hino (Sailor Mars) interesowała mnie pod wieloma więcej względami niż reszta. Na to pytanie, ów głos musiał należeć do kogoś, kto znał mnie dosyć długo. Spisałam więc jego podszepty.
   Rei ma na własność dwa czarne kruki, na co od razu dziecięce oczy mi błyszczały mocniej (noszą imiona marsjańskich księżyców). Rei prywatnie jest spokojna, poważna i praktyczna, nieufająca większości ludzi i zniechęcająca swoich przyjaciół do rozwijania relacji. To przypomina moją teorię o tym, że ludzie weryfikują się sami i nic na siłę. Do tanga trzeba dwojga i takie tam. Ja nie zmuszam nikogo do tego, aby mnie lubił i odradzam ludziom toksyczne znajomości, pomimo uczuć.
   Rei posiada wrodzone zdolności do przewidywania przyszłości, identyfikowania nieznanego wroga i kontaktów z siłami nadprzyrodzonymi (przez czynienie znaków z ognia). To z kolei kojarzy mi się z czasami, kiedy autentycznie miewałam ostrzegawcze sny.
   Lubi medytacje oraz czytanie poezji (sama także pisze wiersze). Ja poszłam drogą wizualizacji. Piszę wszystko, nie tylko wiersze 😛
   Ten sam głos podszeptuje mi, że genialnie wyglądam w czarnych włosach. Słodko dziękuję, moja droga 😉 niech Bóg Cie w kotach wynagrodzi.
   Dla Sailor Mars robią zaje... cosplaye 😶 To jedno muszę przyznać, że szukając zdjęcia do tej notatki, miałam maślane oczy.


Po dłuższym zastanowieniu, zgodnie z tym co napisałam na samym początku - to, czym się kierujemy w dzieciństwie, wyjaskrawia nasze potencjały w danym kierunku, stąd - TAK - te pięć postaci TO JA.
   Mam nadzieję, że rozwaliłam Wam system na dzień dzisiejszy, opowiadając o głupotach z dzieciństwa 😛
   Suma wyprowadziła mnie na prostą. Obecnie emocjonalnie podchodzę tylko do jednego serialu (tym razem nie animowanego), o tematyce Sci-Fi. I na podstawie tego wszystkie razem, podejrzewam, że... ktoś w mojej rodzinie był z Marsa...
O___O

A teraz Wy przyznajcie się, co w Waszych dziecięcych sercach grało najgłośniej? 😁

22 komentarze:

  1. Niestety nie mam się do czego przyznawać, bo w czasach mojego dzieciństwa (jak staro sie poczułam) była telewizja czarno-biała i dwa programy, a tam kilka tylko spektakli dla dzieci i to głównie popularnonaukowych. Nawet Disney'a nie było. Jako nastolatka uwielbiałam poniedziałkowy Teatr TV i Teatr Sensacji w czwartki, niedzielny serial westernowy Bonanza i oczywiście takie filmy jak: Stawiam na Tolka Banana, Czterej pancerni i pies, Szaleństwa Majki Skowron itd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bonanzę oglądałam z rodzicami, chociaż bez zrozumienia, to nie był wtedy mój poziom. Chodziło mi o to, że mogłam popatrzeć na konie.
      Czterech pancernych widziałam już setki razy całą serię. Jako dziecko oglądałam z tatą, a później sama również "dorosłym okiem" na to spojrzałam. Nieśmiertelny serial.
      Pozostawały jeszcze książki, dość wcześnie nauczyłam się czytać. W przedszkolu dzieci ledwie składały literki, a ja już czytałam i pisałam całkiem sprawnie. Miała sporo książeczek dla dzieci, np. "Stefek burczymucha". Nie pamiętam niestety jaka była moja pierwsza, poważna książka bez obrazków.

      Usuń
  2. Każdy z nas miał w dzieciństwie swój kreskówkowy autorytet. Ja się wychowałam na disneyu, dlatego nie mam swojego bohatera, ale żyję w przekonaniu, że dobro zawsze zwycięży nad złem. Co do tego nie mam żadnych wątpliwości. Obecnie wszystko zamyka się w obrębie płci - gdy ma przyjść na świat dziewczynka, pokój malowany jest na różowo. Mały człowiek ma niewiele do powiedzenia w tej sprawie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Disney także mógł przywiązać do jakiejś konkretnej postaci, dzieci przecież szaleją za nimi, otaczają się gadżetami z ulubionej bajki Disneya. Jednak żadna z nich nie wpadała aż tak głęboko w moje serce. Puenta każdej z nich jest taka sama, to nie mój świat.

      Szufladkowanie przez płeć. O tym kiedyś nawet napisałam artykuł. Jeśli masz ochotę, spójrz na to: http://wdrodzedonikad.blogspot.ch/2017/08/stereotypy-wychowywanie-na-bednych.html

      Usuń
  3. A ja stanowię pokolenie, które wzorowało się na filmie "Kosmos 1999". Moje dzieciństwo nierozerwalnie wiązało się z lotami statkami kosmicznymi ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kojarzę jak przez mgłę, szczególnie kształt statku kosmicznego. Lubiłam serial "Star Trek", a gdy teraz wychodzi w kinach jako pełnometrażowe filmy, to aż miło powspominać :)

      Usuń
  4. Ha ha. Nikt z kreskówki - Old Shatterhand, Skrzetuski, Sherlock Holmes ... Później, o wiele później może Indiana Jones, ale nie wiem czy można było już o nim mówić bohater. Wolałem książki i komiksy niż bajki TV, choć Batmana również lubiłem, nie wiem czy jako postać filmową, czy komiksową - miałem dwa rewelacyjne komiksy "Zabójczy Żart" i chyba 'Demon", w którym człowiek nietoperz był wykorzystany do odczynienia okultystycznego rytuału, mającego wywołać demona - cudo. Oprócz tego wychodził Spider Man i Punisher, chyba ten drugi imponował mi bardziej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Old Shatterhand" pamiętam, że rodzice to oglądali. Orginalnie to było „Alte Schmetterhand“, niemiecka produkcja :D
      Skrzetuski? Dzięki mojemu tacie znałam wszystkie postacie i ich historie z całej twórczości Sienkiewicza.
      Holmesa nawet wymieniłam, choć nie przedstawiłam, bo skupiłam się na kreskach.
      Indiana Jones jest inspirującą postacią, później jeszcze była podobna historia Lary Croft. Ach te podróże do rdzeni tajemnic... XD
      Przy okazji, pamiętam, że oglądałam z mamą serial "Zagadki z przeszłości". Dwoje detektywów mięli podobne przygody jak powyżsi, szukając zaginionych artefaktów.
      "Punishera" nie znam, ale jak popatrzyłam na prezentację, którą zaproponował mi Google, pomyślałam sobie, że to coś dla mnie :E

      Usuń
  5. Ciekawy bohaterów wybrałaś :) . Rzeczywiście coś w tym jest jak to opisujesz :) Coś co nas teraz interesuję i podoba miało początek w bajkach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te same bajki okiem dorosłego człowiek, potrafią nieźle zaskoczyć. Obejrzałam sobie na próbę pierwszy odcinek "Motomyszy z Marsa" i zobaczyłam rzeczy, jakich nie widziałam jako dziecko. Poczułam inną, nową ciekawość. Myślałaś, by kiedyś wrócić do oglądania jakiejś najukochańszej bajki z dzieciństwa? Tak z ciekawości?

      Usuń
  6. Witaj Hexe.
    Każdy ma jakichś bohaterów z dzieciństwa. Moi to Winnetou, Mały Bizon, Old Shaterchend, Tomek Wilmowski, Tomak Sawer, Huck, etc...
    To bohaterowie książkowi, telewizorów wtedy było mało, a i to z jednym programem.
    Na szczęście były jeszcze magiczne miejsca, do których można wrócić.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To same opowieści wspaniałej przygody, Twoi bohaterowie nie są mi obcy. A "Przygody Hucka Finn'a" były kiedyś jako kreskówka.
      Czy nie masz takiego wrażenia, że kiedyś bez telewizorów i komputerów życie było pełniejsze?

      Usuń
  7. Nie miałam - ale ja zawsze odstawałam od ogółu :) Za to uwielbiałam czytać Anię z Zielonego Wzgórza :) wszystkie części mam do dziś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam całą serię o Ani, bo moja mama zbierała dla mnie te książki jak dużo młodsza byłam. Ale ja nigdy żadnej nawet do ręki nie wzięłam, nie mój klimat ;)
      Co nie znaczy, że kiedyś nie przeczytam choćby z ciekawości.

      Usuń
  8. W czasach mojego dzieciństwa królowała Pszczółka Maja, Smerfy, Bolek i Lolek, Miś Uszatek, Gumisie. Pamiętam, ze telewizor mogłam ogladać tylko w oznaczonych porach, a wiec dobranocka o 19-stej była świętością :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie też to była "święta godzina". I oglądałam to, co akurat było, nawet jak niespecjalnie mi się podobało. Z tego co wymieniłaś, taką bajką był Miś Uszatek. Nie przypadał mi do gustu w dzieciństwie ;)

      Usuń
  9. A wiesz, jakoś nie potrafię wymienić bajki, którą bym wspominała z wielkim sentymentem. Oglądałam wieczorynki i Disneya w soboty, była Czarodziejka z Księżyca... ale czy je lubiłam jakoś specjalnie? Chyba nie :).


    OdpowiedzUsuń
  10. Muszę Ci się przyznać, że w siedemdziesięciu procentach nasze upodobania się pokrywają. Uwielbiałam też Power Rangers. Kochałam nad życie bajki disneya, szczególnie psa Pluto, bo od zawsze kochałam psy i zwierzęta. Jako dziecko marzyłam o byciu weterynarzem. Myszka Miki była moją przyjaciółką.

    Król lew skradł moje serce na zawsze. Muminków się bałam. Była też taka bajka Troskliwe misie.

    W dzieciństwie oglądałam Batmana, Spidermana i wszystkich innych super bohaterów, od dawna już do nich nie wróciłam.

    Dr House to dla mnie najlepszy serial ever i chyba nikt tego nie powtórzy. Czekam aż w sieci pojawi się nowy sezon Peaky Blinders.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też kiedyś chciałam iść na weterynarię. Anatomia, choroby O.K., ale gorzej niestety było z chemią. Ogólnie medycyna mnie bardzo interesowała. Kiedyś mama mi przypomniała, że jak miałam kilka lat (nie pamiętam ile już dokładnie, to stara historia) to ogłosiłam światu, że chcę zostać chirurgiem.

      Ja wracam do tych superbohaterów z Marvela i CD Comiks, są świetne seriale i filmy (nie-animowane). Ostatnio grali w kinie Wonderwoman. Niegdyś znana z kreskówek, a teraz ujrzałam ją realistycznie - wspaniale jest wrócić do przeszłości w dorosły sposób.

      Jestem w trakcie oglądania wszystkich sezonów Dr. House'a jeszcze raz, wciągnęłam w to męża XD

      Usuń
    2. U mnie problem był z fizyką. Totalnie nie kumam fizyki. No nie da rady.

      Biedny ten Twój mąż. Czeka go całe siedem, osiem sezonów?;)

      Usuń
    3. Fizykę akurat rozumiałam. Kręciła mnie też bardzo astrofizyka.
      mąż biedny nie jest, wkręcił się i sam chce oglądać :)

      Usuń
  11. Świetny pomysł na post i na książkę, naprawdę.
    Za mojego dzieciństwa, cóż to było w tv, hmmm... Bolek i Lolek, Zaczarowany ołówek, Miś Uszatek i bajki Disneya od wielkiego dzwonu, bowiem były to czasy głębokiej komuny. Uwielbiałam Kopciuszka, bo ja taka romantyczna dusza jestem:) Czy coś do mnie pasuje? Chyba porządek Misia Uszatka, bo też zawsze wszystko w kostkę układałam:)))Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.