wtorek, 7 listopada 2017

4 szwajcarskie przełęcze w jeden dzień, cz. IV - Gletsch - pomiędzy przełęczami.

"Jeżeli ktoś był w stanie wyobrazić sobie twarz grzesznika lub osoby potępionej tudzież w inny sposób określonej jako nasienie zła, był o krok od wyobrażenia sobie twarzy tego monstrum. Pod wysokim czołem znajdowały się wielkie, okrągłe oczy o źrenicach przesłoniętych bielmem. W miejscu nosa ział jeden czarny otwór, a nadęte usta przypominały dwa wielkie i tłuste czerwie lśniące od żółtej śliny, która cały czas wyciekała stworowi w wnętrza gęby. Najbardziej jednak dojmujący był otwór w górze czaszki. Ludzie byli zbyt mali, by stwierdzić co widzą. Mózg miał tylko częściowy, zatopiony w czeluści głębokiej czaszki, której było brak sklepienia. Efekt przypominał połówkę skorupki jajka. Spękane, ostre kości o nieregularnych krawędziach, przypominały nieco koronę zespoloną z głową bestii."


- Fragm. mojej powieści


Ludzie, stworzyłam potwora! Niestety miałam tyle samo szczęścia co Dr. Frankenstein i mi uciekł. Wiem, że ostatnio pląsał radośnie przez nadmorską plażę, wymachując gigantycznym toporem. Czy ktoś go może widział? Muszę go złapać natychmiast!


Tę dolinę ukształtował lodowiec, którego jęzor sięgał samego dna. Lecz mimo utrudnień od wieków to właśnie tędy ludzie migrowali i podobno to właśnie stało się kolebką turystyki w Alpach. Niegdyś wędrowcy przychodzili pieszo bądź przyjeżdżali na mułach. Później pojawiły się pierwsze maszyny, samochody i pociągi. Chociaż kiedyś takie szlaki przemierzało się, by odmienić swoje życie, historia wskazuje, że wędrowców pragnących jedynie poznać świat, było na pęczki już wtedy.
   W 1830 roku rozpoczęto budowę pierwszego pensjonatu. Prawie żadne inne miejsca w regionie, nie oferują tak wiele. Raj przyrody, Jaskinia Lodowa, lodowiec Rodanu, kolej parowa, historyczne Hotele, alpejskie rolnictwo (czyli uprawa w surowych warunkach). Oto przed wami miejscowość Gletsch, gdzie ożywa historia turystyki.

Dzisiaj lodowiec kończy się wraz z pierwszą półką skalną. W celach logistycznych i dla bezpieczeństwa małego miasteczka, rzekę wyrównano i poprowadzono jednym korytem obok. Na jej starym miejscu stanął dworzec kolejowy. Zatrzymuje się na nim zabytkowa kolej.

Zdjęcie archiwalne z Internetu.



Gletsch znajduje się na wysokości 1 759 m. Jest to miejscowość niemieckojęzycznego kantonu Valais, znajdującego się w górnej części Doliny Rodanu, kilka kilometrów na południe od lodowca Rodan.
   Gletsch leży pomiędzy przełęczami Grimsel i Furka, co jakoby zdradza moje dalsze plany odnośnie następnych opowieści 😉
   W naszą trasę wybrali się także pasjonaci zabytkowej motoryzacji. Tym razem nie był to zlot samochodów wyścigowych, co mieliśmy przyjemność obserwować na Oberalppass. Teraz mięliśmy zaszczyt - bo takie limuzyny to w istocie zaszczyt oglądać - stanąć obok lustrzanej karoserii prawdziwych perełek motoryzacji.
   Rasowe Lincolny i inne limuzyny oraz dźwięk kolei parowej w tle... czy możecie to sobie wyobrazić? Mięliśmy naprawdę wielkie szczęście, bo być może sama miejscowość nie wydałaby się nikomu tak atrakcyjna bez tego błyszczącego kramiku.




Zasilanie lokomotywy.
Ale jest jeszcze ona - natura, która wtrąciła swoje grosze w pejzaż miasteczka. Morenowe ściany pochodzące z różnych epok, charakterystyczna roślinność, liczne strumienie, mokradła i torfowiska.
   Miasteczko, w którym atmosfera złotego wieku przechodzi w początek XIX i żyje nadal, jest warte odwiedzenia i dostępne dla każdego, a te maszyny prezentują się tutaj naprawdę wspaniale.





Pojechałoby się... 

Taka ilość zdjęć samochodów może być myląca, wszak chciałam pokazać okolicę, ale kiedy widzę takie cacka, po prostu odbiera mi rozum. Czyli... bardzo często.
   Osobiście muszę przyznać, że w żadnym innym kraju nie zdarzało mi się tak często zobaczyć oryginalnie odrestaurowanych, jeżdżących, maszyn z odległych czasów. Szwajcarię zamieszkuje bardzo duża liczba pasjonatów tego typu hobby, co uwidacznia się także na zwykłych, miejskich ulicach, czy autostradach.
   Dla zainteresowanych tematem, mam coś specjalnego, fotoreportaż ze zlotu fanów oldsmobilów, który odbywa się co roku w LiechtensteinieTUTAJ.


No dobrze, wróćmy na Ziemię...

Stacja kolejowa

...spod której majestatycznie odjeżdża stalowa piękność.
   Rozwój technologiczny minionych okresów interesuje mnie na poziomie namiętnym. Gdybym mogła cofnąć się w czasie i przeżyć wszystko do dziś, byłoby fantastycznie. Lata po latach obserwować jak powstają takie perły... Żyć w czasach, kiedy jeżdżą tylko takie? To jak fantazja szalonego naukowca. Pamiętacie "Powrót do przyszłości"? Teraz jedyne co mogę zaobserwować, to kolejne genialne myśli techniczne. Nowoczesność również bywa niezwykle inspirująca. (Może jednak poszukam tego nektaru bogów...)
   Wspaniale jest widzieć efekty pracy miłośników starej myśli technicznej. Całym sercem angażuję się w oglądanie i podziwianie starych maszyn - i jak widzicie: wszystkich, nie tylko kolei. Sama nigdy nie marzyłam o tak rzadkim garażu. Jednak w ryku silników niektórych starych samochodów, można się naprawdę zakochać...
   Widzę się za kierownicą Plymouth'a Fury Coupe z 1958... 😶 Właściwie... Delorean też może być.

Kościółek Anglikański 

...pochodzi z 1908 roku. Został zbudowany w stylu neo-gotyckim.
Doktryną anglikanizmu są 39 Artykułów Wiary, oraz tzw. Modlitewnik Powszechny. Religia ta, przypomina nieco protestantyzm, ale sami anglikanie pretendują do roli pośrednika między Katolikami, a Protestantami. Zatem po co właściwie istnieje?
   Utworzył go Henryk VIII, a powodem był... romans. Doczytacie sobie w Internecie. Kościół Anglikański niewiele tak naprawdę różni się od katolickiego. Dopiero z czasem myśl protestancka zaczęła wyjaskrawiać się w działaniach tego nurtu. Niektórzy mawiają, iż zbliża się on do doktryny kalwińskiej.
   Obecnie jest tam bałagan. Istnieją Kościoły skrajnie protestanckie jak i bardzo podobne do katolickiego. To właśnie ten Kościół Anglikański stał się najbardziej popularny w Stanach Zjednoczonych. Dlaczego?
   Popierają święcenia księży i biskupów otwarcie przyznających się do orientacji homoseksualnej i wyrażają swoją akceptację na małżeństwa homoseksualne, co jest mało zgodne z Biblią (delikatnie mówiąc). Jest to też Kościół, w którym wyświęca się na pastorów kobiety.



Nie wiem dlaczego ktoś obok tego kościółka wystawił sobie płaskorzeźbę pchły, ale jest. 6 pierścieni na odwłoku, postać krępa, na przedostatnim pierścieniu widełki (Furca), za pomocą których zwierzęta te skaczą, zwrócone ku stronie brzusznej.
   Na wodzie żyje skoczogonka, a na śniegu i lodzie widłogonka, czyli pchlica śniegowa, długa do 15 mm. Występuje czasem w takiej ilości, że śnieg wydaje się czarny.
   I nasza bohaterka, której wystawiono pomnik: Isotoma saltans (Desoria glacialis), pchlica, wytrzymuje do 10° C zimna, żyje na lodowcach alpejskich.

- Info stąd.


16 komentarzy:

  1. To teraz mam powód, żeby wybrać się do Szwajcarii :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow, znów jestem pod wrażeniem, zwłaszcza aut.

    Akurat grindcore to już prawie granice ekstremalnej muzyki. Tak czy siak jest jednak w tym gatunku parę zespołów, które mimo ograniczeń narzuconych przez rodzaj muzyki potrafią zaprezentować pewne zmiany harmonii, tempa, ogólnie pomysł na siebie. :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Delikatnie przesunęłabym tę granicę ekstremum, bo podoba mi się jeden zespół z gatunku ciężkiego metalu. Vesania. Są bardziej instrumentalni i melodyjni od klasycznych grup metalowych, pewnie dlatego mi pasuje. Generalnie głównym nurtem jaki mnie porywa to gotyk, ale nie pogardzę też takimi zespołami jak My Riot czy Hunter. Wokalistę tego pierwszego miałam przyjemność poznać osobiście jak jeszcze śpiewał pod szyldem Sweet Noise. Stare, dobre dzieje.
      A co powiesz o połączeniu folku z rockiem?

      Usuń
  3. Miejsce jak z bajki, a takim autem wyruszyć w podróż po Szwajcarii...następna bajka. Zdjęcia sprawiają wrażenie przeniesienia do innej epoki lub na makietę dla olbrzymów:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dasz wiarę, że tu pełno jest takich miast? Kiedyś wyjście na dłuższy spacer z domu było niemożliwe bez aparatu. Musiałam... się... uodpornić ;)

      Usuń
  4. Aniu, zafundowałaś mi dziś bardzo przyjemny wieczór w.... alpejskim stylu ;)!!!
    Dzięki :D!!!
    Pobudziłaś moją wyobraźnię i wydłużyłaś listę marzeń :)!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest, jak widzisz, szlak do wykonania w dobę. Jest jak najbardziej możliwy, a nawet gdybyście chcieli wejść w tamte góry głębiej, to też nie widzę problemu nawet z całą rodziną.

      Tu masz takie przykładowe wejście głębiej: http://wdrodzedonikad.blogspot.ch/2017/07/fluelapass-poczatek.html

      Nie ma specjalnie wymagających podejść, ani szczególnie stromych, za to jest efektownie :)

      Usuń
  5. Patrzę na te opisy w odcinkach i jakoś tak smutno - w jeden dzień...
    a gdzie są te czasy, kiedy taka przeprawa zajmowała miesiące i nieznane było za każdym rogiem/wzgórzem/porankiem...
    jak z morskimi podróżami, które wiodły do nie-wiadomo-kąd, tak piesze wyprawy na koniec świata, przez góry wysokie schowane w chmurach - to było coś. a jakie opisy owych wypraw? bajane przy ogniu w karczmach przydrożnych - w dawnych czasach zostałbym trubadurem i piesze wycieczki byłyby tematem bajania. może spotkalibyśmy się gdzieś na bezdrożach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To też się zrobi, to był zaledwie rekonesans ;) Trochę czasu wcześniej przejechaliśmy tak samo inną przełęcz, a potem wędrowaliśmy pieszo, z czego wyszły nam trzy dni ciekawych marszrut po tych górach.

      Przykład -> http://wdrodzedonikad.blogspot.ch/2017/07/fluelapass-poczatek.html

      Teraz już lepiej brzmi? Już nie masz uczucia zawodu? ;P W dawnych czasach byłabym powieściopisarzem i gawędziarzem, ale bardem nie, ponieważ nie potrafię grać. Ze śpiewem już lepiej, ale a cappella? E tam. Byłabym wędrowcem, który zawsze przywiezie ze sobą opowieść. Ale tego typu wędrowcem, który nie da się ograbić ani zgwałcić. W swych wyobrażeniach zakrawam trochę o wiedźmiństwo. I jak już podróżować przez świat, to koniecznie konno.

      Usuń
    2. ja nie umiałbym czytać ani pisać, a opowieści nosiłbym w głowie - nosił, rzadziej woził.
      albo szukałbym minerałów w Karkonoszach, albo kamienia filozoficznego - to dobre zajęcie i daje gwarancję dożywocia ( w dawnych czasach dość krótkiego niestety i zakończonego dramatycznie nagle).
      dopiero uświadomiłem sobie, że wtedy miałbym brodę, czego obecnie sobie nie wyobrażam...zgroza...

      Usuń
    3. Kiedyś golono się także. Nie każdy zarastał ;)

      Usuń
  6. Zachwyciłam się tym miejscem. Pierwsze trzy zdjęcia są niesamowite, a stare samochody w tym anturażu wyglądają uroczo.
    Chętnie przejechałabym się taką piękną maszyną po okolicy.
    Kościółek również bardzo mi się spodobał.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  7. nie wiem czy bardziej zachwycają mnie zdjęcia czy miejsca ze zdjęć
    dobre oko i warsztat
    bo że góry mnie kręcą to już wiesz ;)
    patrząc na twoje zdjęcia czasem mam ochotę rzucić wszystko , uciec i powędrować bez zobowiązań
    bo rodzina wymusza terminy - wakacje szkolne ;)


    Rzeknij krótko - bo pamiętam ze przy jakimś moim szwajcarskim poście pisałaś że maj to nie dobry pomysł na Szwajcarię ? to kiedy ? lipiec ? wrzesień ? Czerwiec ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest mi niezmiernie miło czytając takie słowa, ponieważ jestem samoukiem i polegam na wszystkich opiniach.
      Wiem, wiem, że Cię dosłownie ciągnie w góry, ale rodzina to zobowiązanie. Na Twoim miejscu wymyśliłabym sposób aby od czasu do czasu wyrwać zupełnie samodzielnie w jakąś podróż, nawet krótką. O ile mąż nie ma problemu z zaakceptowaniem takich pomysłów żony ;)

      Zależy czego oczekujesz od wyprawy do Szwajcarii. Jeśli chcesz zwiedzać piękne miasta, trzymać się raczej dolin, jest to wtedy obojętne. Latem jest zawsze więcej turystów.
      Ale jeżeli góry (i nie koniecznie na narty), to ja osobiście wybrałabym jesień, chociaż to termin kontrowersyjny, bo może się zdarzyć akurat uciążliwa pora deszczowa...
      Zaś jeśli chcesz poznać konkretnie przełęcze, to lepiej wybrać lipiec, sierpień albo wrzesień, tak żeby przełęcze były na 100% otwarte, bo w maju może jeszcze leżeć tam śnieg, a wtedy dojazd będzie zamknięty szlabanem.
      To jest właśnie specyfika podróżowania po przełęczach, nie są dostępne cały rok.
      Podawałam wyżej paru osobom link do przykładowego szlaku w górach przełęczy, nie pamiętam czy Tobie też już go kiedyś dawałam...: http://wdrodzedonikad.blogspot.ch/2017/07/fluelapass-poczatek.html
      Jest to jeszcze inna przełęcz, Fluela.

      Usuń
    2. taka przewrotnosc- niby maz by puscil
      dziewczyny gorzej ,zwlaszcza mlodsza ktora zakochala sie w gorach
      ale rodzina to tez takie zobowiazanie
      ze nijak sie cieszyc wyjazdem bez nich
      wiezienie jest zawsze w nas ;)

      Usuń
    3. Otóż to - my sami siebie ograniczamy. Samodzielna podróż nie oznacza niczego złego, a dziewczyny nauczysz w ten sposób, że rodzina to nie więzienie. A potem jakie opowieści można im snuć ;)

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.