4 szwajcarskie przełęcze w jeden dzień, cz. VII - Sustenpass.

Jest to czwarta - ostatnia przełęcz, jaką przejechaliśmy tego pamiętnego dnia, robiąc szeroki rekonesans, a przy tym planując przyszłoroczne wędrówki piesze. Przełęcz Susten łączy kantony Uri z Berno. Ma 45 km długości i jest jedną z nowszych przełęczy w Alpach Szwajcarskich. Została zbudowana w latach 1938-1945, jest czynna od czerwca do października.
   Zdjęcia robiłam moją wysłużoną, piętnastoletnią cyfrówką firmy Sony, w dodatku większość zdjęć przez szybę jadącego samochodu, dlatego fotki są widocznie przekombinowane w programie do obróbki zdjęć. Ale i tak muszę przyznać, że jak na te czasy, aparat jest niezły. Pracowałam na nim długie lata, więc jeżeli ktoś preferuje bezlusterkowce, z aparatu tej firmy będzie zadowolony.
   Powodem, dla którego go ten aparat, był czas trwania naszej wycieczki. Już w połowie dnia, groźne, czerwone ślepię w lustrzance groziło (głodne), że mnie zeżre, a po całym dniu umarło definitywnie (nic mi się nie stało). Niestety nie posiadam drugiej baterii na zmianę.





Architektonicznie spektakularna przełęcz Susten serwuje głównie atrakcje dla turystów. Nie wiąże się ona z żadną główną przełęczą łączącą istotne punkty strategiczne, dlatego jest jednym z ostatnich czyszczonych i restaurowanych po zimie przejazdów. Często pozostaje zamknięta od początku listopada do czerwca.
   Na czele atrakcji tej doliny wysokogórskiej stoi majestatyczny Fünffingerstock, mający zacne 2994 m n.p.m. Znalazłam ciekawą stronę pokazującą możliwe dojścia na szczyt: TUTAJ.




Tym razem nie ominął nas żaden stary wóz, a za to śmigało mnóstwo tych bardziej futurystycznych modeli, które nie specjalnie trafiają w moje gusta. Chyba nie rozumiem tych finezyjnych kształtów. Dla urozmaicenia pejzażu, w mój kadr trafiło mnóstwo motocyklistów, co już z kolei mieści się w kręgu moich zainteresowań.
   Po stronie berneńskiej znajduje się duży parking, a wokół niego roztacza się interesująca przyroda oraz jezioro, nad którym można przez chwilę drogi wypocząć.
   Tutaj ucztowaliśmy w towarzystwie stada czarnych kijanek. Niektóre były kolorowe.






Znaleziska archeologiczne wskazują, że teren samej doliny był wolny od całkowitego zlodowacenia, podczas gdy wokoło lodowe kolosy istnieją do dziś.
   Najpóźniej od średniowiecza prowadził tędy szlak handlowy.
   Przed II wojną światową z powodów strategicznych, armia zażądała lepszej zabudowy tego połączenia. Nowa droga biegnie wzdłuż starej drogi. Została otwarta dla ruchu po 1945 roku, a jego budowa miała koszt 32 milionów franków szwajcarskich.




Lodowiec Steinen to główna atrakcja, każdy kto tu przyjeżdżam chcę go zobaczyć. Wiedzie do niego dwu i półgodzinny szlak okraszony interesującymi informacjami z tematycznych słupów wzdłuż tejże drogi.
   Chyba już wiecie, że się tam wybieram? 😯 Przecież muszę wiedzieć jak on smakuje...





Dzięki nabywanej wiedzy, wędrówka w takim terenie umożliwia dosłownie zanurkowanie w geologiczny świat. Strona internetowa podaje, iż szlak ma stopień T2, więc bez obaw może się tego podjąć każdy, kto tylko tutaj dojedzie. Co oznacza T2? Że są zalecane odpowiednie buty. Nie poleca się podchodzić do lodowca w trampkach.
   Opowiem o tym miejscu szerzej, dopiero gdy przejdę się tu osobiście 😉





Przełęcz Susten jest jedną z kilku tras, które są używane w rowerowych maratonach alpejskich. Podziwiam kondycję i siłę kolarzy, zdolnych wytrwale jechać pod górę przez bardzo długi czas. Ciekawe, czy ktoś kiedyś przebiegł jakąś przełęcz...
   Takie miejsca mocno pobudzają fantazję. Jedno z Was napisało kiedyś, że teren jest idealny pod filmy, także Sci-Fi. Np. mogłyby z tego topniejącego bezustannie lodowca wysypać się jaja, następnie powykluwaliby się kosmici (złożeni tutaj przed epoką lodowcową) i... i co? Co Wam podpowiada wyobraźnia? 😀




Piękna jesień rozpoczęła się tutaj pierwsza, bo w dolinach nadal było jeszcze nazbyt zielono, by mówić tutaj o królewskiej, złotej porze roku. Nawiasem mówiąc, podróż przez przełęcze odbyliśmy na początku września.
   Choć w tych regionach było już dość chłodno, doliny rozgrzewała nadal siła letniego słońca, o czym przekonacie się w następnych opowieściach z moich podróży.




I w ten oto sposób zamykam cykl przejazdów przez szwajcarskie przełęcze. Mam nadzieję, że ten projekt sprawił Wam wiele przyjemności z poznawania w taki sposób tych kilku punktów na mapie... no troszkę się nakropkowałam na niej, przyznaję 😉
   Może jeszcze kiedyś wpadniemy z mężem na taki szalony pomysł objazdowy, aby Was uraczyć ciekawą opowieścią, ale jedno jest pewne, po zobaczeniu tego wszystkiego - oboje wiemy, że musimy w te wszystkie przełęcze WEJŚĆ! 💪



Mówi się, że przełęcze wysokogórskie niewiele się od siebie różnią. A jednak w każdej jest coś wyjątkowego, w każdej doświadczymy innej aury indywidualności naszej Ziemi i każdą warto odwiedzić osobiście.
   To jeszcze za wcześnie, aby jednogłośnie stwierdzić, które miejsce najbardziej Wam przypadło do gustu, bo dopiero poznajecie Sustenpass. Wynik pozostawiam Wam. Zaspokójcie moją żądzę poznania odpowiedzi i powiedzcie mi: która opowieść (które miejsce) z całego cyklu "4 szwajcarskie przełęcze w jeden dzień" zrobiła na Was największe wrażenie❔❔❔❔

Przełęcz pierwsza: Oberalppass.
   (latarnia morska i krystaliczne jezioro)

   - Pomiędzy przełęczami: Czarci Most.
   (diabelska legenda)

Przełęcz druga: Furkapass.
   (James Bond oraz nieziemska grota prowadząca wgłąb lodowca Rodanu)

   - Pomiędzy przełęczami: miasteczko Gletsch.
   (zlot starych samochodów i kolej parowa)

Przełęcz trzecia: Grimselpass.
   (Jezioro Martwe, laboratorium badań nad radioaktywnością, zielone skały i zielone jezioro)

   - Pomiędzy przełęczami: Aareschlucht.
   (cienisty wąwóz i legenda o olbrzymim jaszczurze)

Przełęcz czwarta: Sustenpass.
   (serpentyny prowadzące przez liczne tuneliki, oraz lodowiec Steinen)

12 komentarzy:

  1. Wspaniała wycieczka, te wszystkie kamienne mosty, tunele, lodowce, po prostu najlepiej chyba by było tam zamieszkać i codziennie podziwiać takie widoki. :)

    Też lubię podziwiać obrazy Beksińskiego, właściwie za każdym razem znajduję w nich coś innego, jakiś detal itp. O to może wyglądać ciekawie jego obraz na całą ścianę. Tylko tyle jest jego prac, że trudno się zdecydować na coś. Ja bym nie umiał chyba wybrać jednego obrazu.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zamieszkać. O tym nie pomyślałam. I nie byłoby problemu z tym, że teraz przełęcz jest zamknięta. Byłabym i podziwiała dalej. (Utknąwszy do wiosny).

      Widzę konkretny obraz na mojej ścianie. -> http://www.boszart.pl/pl/beksinski-obrazy-na-plotnie/267-zdzislaw-beksinski-obraz.html#/oprawa-bez_blejtramu/format-100120_cm
      (mam nadzieję, że wyświetla się on)

      Usuń
  2. No cóż mogę powiedzieć, zazdroszczę, gratuluję i wypada zaplanować samej podobnie :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. gdybym miał wybrać jedno miejsce do zwiedzenia - bez żadnych wątpliwości idę tu - Aareschlucht. niekoniecznie na jeden dzień.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aareschlucht zwiedza się niecałą godzinę. Proponowałabym coś dołączyć, np. Grimselpass, z którego wpływa do wąwozu ta zielona woda :)

      Usuń
  4. Zdecydowanie Przełęcz Furkapass :)!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Furka zrobiła na mnie bardzo duże wrażenie, a możliwość wejścia do lodowca to była wisienką na torcie. Wąwóz za to, był wisienką dla całego dnia. Nie ma jednej odpowiedzi. Susten też ma swój lodowiec, a pozostałe miejsca mają inne ciekawe legendy. Dlatego padło pytanie do czytelników. I chyba właśnie zdałam sobie sprawę z tego, jakie ono jest trudne ;)

      Usuń
  5. Jestem pełna podziwu dla waszej pasji wędrówkowej i umiejętności, dzięki którym dajecie radę nawet w trudnych warunkach pogodowych.
    Największe wrażenie muszą robić te górskie krajobrazy i serpentyny na żywo. Pewnie tam nie dotrę, chociaż bardzo chętnie bym chciała. Za to zawsze chętnie obejrzę Twoje zdjęcia i poczytam, jak było na waszej kolejnej wędrówce. :)
    pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat na te przełęcze mogłabyś przyjechać. Ile masz z Bremerhaven w te tereny? 10 godzin? Co to dla Ciebie ;P ;)

      Usuń
  6. nie szkodzi - utopię zegarek i zejdę z kładeczki na te kamole.
    mogę spokojnie noc spędzić w jakimś namiocie - niech mi poszumi woda z gór, a czas nie się spieszy beze mnie.
    w tych meandrach można się zapomnieć.

    OdpowiedzUsuń
  7. Powiem tak, górskie wycieczki to nie moja bajka, ale obserwować góry uwielbiam!
    Trochę przypomina mi to nasze podróże na wakacje przez Austrię i Wochy, tunele, góry, przełęcze i lęk wysokości;)
    Pozdrawiam cieplutko:)

    OdpowiedzUsuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.