piątek, 10 listopada 2017

4 szwajcarskie przełęcze w jeden dzień, cz. V - Grimselpass. Natchnienie artystów.

- Wynoś się stąd! - Krzyczał (...) czerwony na twarzy jak bukiet piwonii.
- Nie. - Odparł (...), spokojny niczym sam Zenon z Kition.
- Przychodzisz tutaj jak do siebie, panoszysz się, robisz co chcesz, dlaczego?!
- Bo mogę.


- Frag. mojej powieści, okrojony o imiona i część opisów.
Przyznam, że udał mi się ten bohater,
chyba najbardziej go lubię ze wszystkich 😊





Grimsel (fr. Col du Grimsel, wł. Passo del Grimsel, niem. Grimselpass) - przełęcz w Alpach Berneńskich na wysokości 2165 m n.p.m. Łączy ona Innertkirchen w kantonie Berno na północy z Gletsch w kantonie Valais na południu.
   Pierwszy dokument będący raportem z bezpiecznego przejścia wraz z transportem, pochodzi z XIV wieku. Dawniej, szlak był wykorzystywany w okresie rzymskim przez wojska księcia Zähringen. W 1397 roku zawarto umowę, podług której zapewniono wolny i bezpieczny handel. Pozostało podobno wiele śladów z zabytkowego szlaku wzdłuż rzeki Aare, aż od przełęczy w dolinie Goms, ale co to było i gdzie to jest? Pewnie szlag na szlaku trafił, albo państwo zabrało 😉
   Droga tutaj wznosi się dość stromo, liczne serpentyny zabrały nas do maksymalnej wysokości przełęczy gdzie stoją trzy Hotele, kilka jezior, a m.in. Totensee, czyli Jezioro Martwe.

Dziś zabiorę Was w podróż dydaktyczną, bowiem przełęcz ta, była nie tylko szlakiem, ale i natchnieniem dla artysty. Wiążę się z tym miejsce jeszcze jedna gorzka tajemnica, o której opowiem Wam nieco szerzej, a wiąże się ona z etymologią nazwy martwego jeziora. Gotowi na zgłębianie szwajcarskich tajemnic? To nie będzie tym razem kolejna opowieść o urokliwym miejscu. Będzie źle. Zatem zachęcam do czytania 😉

No to wjeżdżamy na górkę.

Ścieżkę unowocześniono i przystosowano do przejazdów stosunkowo późno w porównaniu do innych szwajcarskich przełęczy. Droga została ukończona w 1894 roku. W wyniku budowy elektrowni Kraftwerke, dopiero w latach 1920-1950 została rozbudowana i częściowo przebudowana, otrzymując ostateczny wygląd jaki mamy dzisiaj. Jednak musicie wiedzieć, że to część świata wyjątkowo upierdliwa i... tajemnicza. To tak jakby natura ustawicznie walczyła z człowiekiem. Ale nie tylko o niej dziś będzie.
   Na tej przełęczy istnieje odcinek, gdzie wydarzyło się bardzo wiele poważnych wypadków, dlatego uznano, iż należy wprowadzić zakaz prowadzenia pojazdów na tym odcinku drogi nocą. Był jeszcze jeden problem.
   Skalista odkrywka, o nazwie Chapf , 900 metrów powyżej drogi, czasem... spadała na ulicę. Sytuacja była bardzo niestabilna, aż władze federalne posunęły się do kontrolowanego wyburzenia tej ściany. W 2001 r. Chapf został wysadzony w powietrze. Pozbyto się 150'000 metrów sześciennych skał. Była to największa rozbiórka geologiczna tego typu w Szwajcarii.

Krótki spacer nad martwym jeziorem:

Zwróćcie uwagę na kolor tego jeziora wyżej. To nie jest błąd na mapie.

Istnieją jeszcze trzy zbiorniki na przełęczy Grimsel. Räterichsbodensee, Grimselsee i Oberaarsee. Räterichsbodensee i Grimselsee leżą bezpośrednio przy drodze dlatego można je podziwiać przez szyby samochodu.
   Zbiorniki obsługują niewielkie elektrownie.


Jezioro Toten to dosłownie Jezioro Martwe. Około 800 lat temu, żołnierze Armii księcia Zähringen z Walsers zginęli własnie nad tym jeziorem. Nieco później około 200 lat temu w ich ślady poszli żołnierze Armii generała Suworowa i Napoleona. To nie koniec żniw Kostuchy.
   Jest to jezioro naturalne o powierzchni 18 hektarów. Część jego wody wpływa do Grimselsee, która następnie spływa do rzeki Aare i tym samym stanowi część zlewni Rhine. W listopadzie 2006 roku padły całe populacje ryb. Badania naukowe wykazały, że nadwyżka glonów okradła zbiornik z tlenu i tym samym spowodowała śmierć ryb. Od tamtej pory nigdy nie widziano żadnych żyjących stworzeń w tym jeziorze.

Długo się zastanawiałam, co przedstawia ten pomnik... Widzicie przygarbioną kobitę drapiącą się po plecach?
Ostatecznie niech będzie, że to kozica...


Spacer, poziom "Jezus".
 Park świstaków. Pokusiłabym się o inną nazwę, np: miasto świstaków. Zobaczcie: TO.

Jezioro Räterichsbodensee posiada tamę, tworzącą bardzo ciekawy pejzaż. Stało się także wielkim płótnem, które posłużyło artyście Pierre Mettraux, do namalowania sporego rozmiaru obrazu "Mélisande".
   Ukończył go we wrześniu 2007 roku.

Fota z internetu.
Postać "Mélisande" pochodzi od starej legendy flamandzkiej. Belgijski dramaturg i poeta Maurice Maeterlinck napisał na tej podstawie dla jego przyjaciela Claude Debussy, libretto do opery "Pelleas i Mélisande".
   Najbardziej znany jest akt, w którym bohaterka siada na brzegu fontanny, a jej niewiarygodnie długie i gęste włosy nurzają się w lekkich falach wody.


"Dramat liryczny Claude’a Debussy'ego, będący adaptacją symbolistyczno-impresjonisycznego dramatu Maurice’a Maeterlincka, przejął ze swego literackiego pierwowzoru aurę niedomówień, których ucieleśnieniem jest nieznanego pochodzenia tytułowa bohaterka. Zachowania postaci determinuje nieokreślony lęk, jaki odczuwają, oraz przekonanie, że nie decydują o sobie, lecz podlegają tajemniczemu, nieznanemu Fatum. Śpiew jest ściśle wyprowadzony z prozodii tekstu poetyckiego, a orkiestra dostarcza nastrojowego tła dla rozgrywających się zdarzeń. Łącznikiem pomiędzy niedługimi scenami są instrumentalne interludia."






Wygląd skał i kolor następnego jeziora, pozwalają przypuszczać, że coś tutaj jest jeszcze nie tak. I w istocie na sam koniec zachowałam Wam mroczniejszą z tajemnic tego regionu, choć dostępność informacji w internecie przyćmiewa nieco czujność... ale przecież nie o wszystkim napiszą, prawda?
   W okolicy przełęczy i elektrowni istnieje prawdziwe laboratorium Mont Terri Rock Grimsel Nagra gdzie popełniane są eksperymenty na skałach krystalicznych. Chodzi o unieszkodliwiania odpadów promieniotwórczych...
   Ten tekst nieładnie sugeruje wypadki panów naukowców, ale rzecz w tym, iż będąc tam i widząc to wszystko na żywo, moje pierwsze skojarzenie było dosyć kosmiczne. Że niby wpadło do jeziora coś radioaktywnego i wybuchło, ew. mamy na dnie złoża kryptonitu. I wszystko dookoła tej wody zzieleniało. Dobrze, że nie jestem z Kryptona, a moi rodzice siedzą bezpiecznie na Marsie... Co tutaj się wyrabia na tej Ziemi... 😞
   A teraz poważnie - siedząc w domu i szukając informacji o tej przełęczy, aż wryło mnie w fotel jak odkryłam, że w istocie tutaj dzieje się coś z pogranicza filmów Sci-Fi. Niemniej, mając dość bajdurzenia i wymyślania, chciałabym naprawdę wiedzieć, dlaczego to wszystko tutaj tak wygląda.
   Ma ktoś jakiś pomysł?







Na stronie internetowej Laboratorium Rock Grimsel istnieje bardzo ciekawa oferta dla studentów i przyszłych naukowców. Proponują oni młodym idealne warunki do przeprowadzenia szerokiej gamy doświadczeń. Laboratorium dziś koncentruje się na wydajności i bezpieczeństwie możliwości inżynieryjnych. W ich projektach badane są koncepcje utylizacyjne w skali 1:1. Kontrolowane strefy w laboratorium pozwalają także na testowanie radionuklidów, które mają być używane do testowania modeli transportu substancji radioaktywnych. To nie wszystko.
   Funkcjonowanie bariery inżynierii bezpieczeństwa i transportu substancji toksycznych w układzie geosfery stają się możliwe za pośrednictwem projektów badawczych w laboratoriach.
   Laboratorium obejmuje wszystkie obszary nauk o ziemi i inżynierii. Młodych studentów zapraszają do aktywnego dialogu z naukowcami podczas wizyt publicznych, podczas których są poruszane wszystkie aspekty działalności w laboratorium Grimsel. Można wówczas odwiedzić to miejsce samemu.
   Po szczegóły zapraszam TUTAJ.

Jezioro Śmierci, potem to Grimselsee o dziwnym kolorze, zielone skały z licznymi luftami prowadzącymi do nie wiadomo czego, badania nad radioaktywnością... hmm... Daje do myślenia, prawda?



Grimsel jest częścią szlaku Aare, krajową trasą rowerową nr 8 w Szwajcarii. Droga wznosi się krótko, ale stromo i ma długość 26 km, co stanowi nie lada wyzwanie dla kolarzy.
   I oczywiście jak na wszystkich przełęczach, można zobaczyć mnóstwo motocyklistów oraz zabytkowe samochody.
   Tymczasem zjeżdżamy już z Grimselpass, przejeżdżamy przez tamtejsze miasteczko i...





...i następnym razem zapraszam Was dla odmiany (po tych wszystkich wysokościach) pod ziemię. Mam więc nadzieję, że znajdziecie dla mnie czas w tygodniu, bo będzie na co popatrzeć! 

32 komentarze:

  1. To cudowne kiedy możemy podróżować :) Twoje zdjęcia zachwycają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze można podróżować. Ludzie są mobilni, choć każdy na swój sposób. Zawsze można dopasować jakąś podróż do swoich możliwości, do czego zawsze zachęcam :)

      Usuń
  2. serio, torturujesz mnie nadmiarem piekna

    OdpowiedzUsuń
  3. niesamowite widoki:):)
    Pięknie i bardzo starannie to opisujesz aż warto zapisąc to w notatkach ..moz esię kiedysinformacja przyda??:) Nigdy nie wiadomo gzdie rzuci człowieka:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze warto zapamiętać, w tym celu lubię czytać opowieści prawdziwych podróżników. Lubię sobie wymarzyć, że kiedyś pójdę ich szlakami.

      Usuń
    2. Aby droga od marzenia do realizacji była najkrótsza, życzę Ci:)

      Usuń
    3. Dziękuję serdecznie :)

      Usuń
  4. Co przełęcz to ciekawsza :-) Pierwszy szlak na tyle stary, że pewnie niejedno znalezisko archeologiczne byśmy znaleźli. Piękno skał aż nieprawdopodobne, a dziwny wygląd wody i skał? Może i da sie wyjaśnić, ale tajemnice też muszą być! W końcu to one stanowią atrakcję turystyczną...
    Bardzo lubię te swojskie obrazki zabudowań, które przypominają mi dawny serial Klinika w Szwarcwaldzie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te kolory pozostają dla mnie zagadką i mam obiekcje co do dotykania tej wody... Ale powędrowałabym tam :)
      Serialu nie znam. Zawsze jednak można nadrobić ;) Teraz po raz drugi przechodzę przez Dr. House'a, więc temat medyczny jest mi bliski w filmach. Kiedyś nałogowo oglądałam "Ostry dyżur" i "na dobre i na złe" :P

      Usuń
  5. Kochana Hexe!
    Cudne te Twoje podróże, pięknie opisujesz swoją pasję:)
    Uwielbiam u Ciebie bywać:)
    Przytulam i pozdrawiam milutko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za wszystkie przemiłe słowa od Ciebie. Staram się nie przynudzać ;) :P
      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  6. Witaj Hexe.
    Na mój gust, to jednak kozica, ale taka bardziej uwspółcześniona.
    Uważaj z tym chodzeniem po jeziorze i... Po palach złotko, po palach.
    Fajna wędrówka, choć dla mnie wirtualna.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że kozica, tylko że moja wyobraźnia lubi podsuwać mi ciekawsze alternatywy ;)
      Temat podróżowania na poziomie "Jezus", my już wcześniej obgadaliśmy ;)

      Usuń
  7. no tak - piesze wycieczki zdecydowanie bardziej mi się podobają - a czarne skały w mgle wyglądają jak chrupki czekoladowe w mleku - tylko trochę mniej ciepło.
    a rzeźba przypomina literkę R i chyba jest bramą do innego świata - może podwodnego? wyspa tak mała, ze z zamku zmieściły się tylko wrota - żadne mury, baszty, jedynie drzwi do.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Płatki w mleku, ciekawe porównanie, słodsze od moich pomysłów na opowieść ze szlaku.
      Zdecydowanie może to być "R" i brama. Może jezioro jest martwe, bo tajemnica tkwi znacznie głębiej, gdzieś w mistyce, a my - ludzie - nie mamy z tym nic wspólnego? Może Neptun istnieje? ;)

      Usuń
    2. Styks - niech ma greckie korzenie - do tej mitologii jest wystarczająco daleko, a skoro i ambrozji szukałaś pośród tych gór, więc i Styks się zmieści z martwym morzem i bramą w zaświaty - widać, że żywy nie wejdzie, a martwy nie wyjdzie. drzwi do tam, skąd powrotu nie ma.

      Usuń
    3. Podoba mi się ta teoria. Oby Hades nie wylał, bo by się wtedy narobiło ;)

      Usuń
    4. Olimp zatrzyma - w końcu ta banda staruszków może coś zrobić innego niż machanie szabelką i spółkowanie, czy knucie - Polacy ze szwedzkim potopem dali radę, to takie nadprzyrodzone konsylium miałoby mieć kłopot z jakąś rzeczułką i lokalnym piekiełkiem? na dodatek już umartwioną rzeczułką i piekiełkiem w okowach lodowców?

      Usuń
  8. Powiem Ci, że wygląda to strasznie. Jeszcze te skały to może być zrozumiała, ale woda w takim kolorze sugeruje coś naprawdę niedobrego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie to od samego początku zastanawia. Już na mapie satelitarnej wygląda to dziwnie, niczym błąd w pikselach, a na żywo nieco niepokoi. Nie zauważyłam też żadnej lekkiej fali od wiatru. Jezioro Martwe zachowywało się normalnie, zaś to zielone było zupełnie gładkie jak zupa. Czy to może świadczyć o gęstości wody? Brakowało tylko oczek na powierzchni, pomyślałabym, że to może ogórkowa zabielana śmietaną...

      Jezioro zaopatruje elektrownię. Teoretycznie nie powinno mieć to żadnego wpływu. Myślałam jeszcze o jednej teorii. Ze względu na dużą zawartość węglanu wapnia, jezioro może stać się zielone, ale... byłoby krystalicznie przejrzyste, a to jest jak szlam.
      Nadal jednak będę się upierać przy obarczaniu wina elektrowni. Może to mieć związek także z losami skały odkrywkowej (eksplozja, o której pisałam). Przypomniałam sobie własnie o jeziorze w Koninie. Dno konińskiego jeziora pozbawione jest jakiejkolwiek roślinności. Biologicznie jest martwe.
      Z odpadów z elektrowni wytrącają się substancje chemiczne powodujące zwiększeniem mineralizacji wód zbiornika i mamy zieloniutki kolorek. Tyle że nadal nie wiem, czemu Grimselsee jest nieprzeniknione i ma się wrażenie, że również gęste... to konińskie jest lazurowe jak Błękitna Laguna.

      Usuń
  9. O kurczę ale przeróżne widoki.

    Jak na razie próbuję sobie pozaznaczać jakieś najważniejsze sprawy omawiane w każdym akapicie, na pewno wymagana jest duża uwaga w czasie czytania tej konkretnej książki.

    Pizza jest najlepsza w lokalu według mnie.

    Jakoś udało się wyminąć trudne tematy w czasie spotkania.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubie się uczyć i tonąć w notatkach, nie tylko z książek. Czasami puszczam sobie wykłady z internetu. Lubię być non stop konsekwentnie zajęta ;)

      Nie wiem czy jest u Ciebie jakaś filia sieci pizzeri pt. "Biesiadowo", mają dobre jedzenie w lokalu, do którego chodziłam gdy mieszkałam w Polsce. Zniewalały mnie zawsze nazwy dań. Moja ulubiona pizza nosiła miano "Widły w plecach" :D
      Taki dodatek do klimatu, nic zupełnie nie wnoszący do smaku, ale cenię sobie humor ludzi ;)

      Usuń
  10. Żadna odpowiedź nie ciśnie mi się na usta, ale powiem tyle, że zdjęcia robią wrażenie wręcz przytłaczające swą monumentalnością. Być tam, zobaczyć i wyjechać, ale mieszkać w tych rewirach nie miałabym ochoty :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ze względu na podejrzewaną toksyczność (a być może radioaktywność) tych rewirów, też bym nie chciała tam mieszkać.

      Usuń
  11. Wydaje mi się (w ja wciąż za bardzo wierzę w ludzi), że to może być kwestia tych skał, a nie żadne eksperymenty. Kto normalny pozwoliłby na odpady radioaktywne pośrodku Alp? I to jeszcze Szwajcarzy? Wierzyć mi się nie chce.

    Świetne i tajemnicze miejsca. No i ciągle te piękne zabytkowe samochody...Jakby czas się zatrzymał w miejscu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ja tego nie zmyśliłam, podałam nawet stronę internetową, na której oficjalnie przyznają się do takich poczynań. Jest po angielsku, możesz zerknąć. Szwajcarzy lubią takie rzeczy, przecież mają CERN, nie pamiętasz? I Bóg raczy wiedzieć co jeszcze ukrywają w tych górach za tajemnice.

      Usuń
  12. Hej, a ten kolor wody nie jest spowodowany zamuleniem rozpuszczającymi się miękkimi skałami. Miś wróci to go podpytam co o tym myśli :).

    Kolejne piękne miejsce... i to wszystko zrobiliście w jeden dzień?!!!
    Podziw i zazdrość wielka :)!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam teorię wiążącą obecność elektrowni oraz rozpierniczenie w nieopodal skały odkrywkowej, (tak powstało martwe jezioro w Koninie), ale ono byłoby wtedy lazurowe i czyste. To wygląda jak szlam.

      Całodniowy rekonesans i krótkie zwiedzanie każdego miejsca. Rokuje na przyszły rok wędrówkami pieszymi po każdym z nich. :)
      To także udowadnia, że da się. Bo mi czasem ludzie marudzą, że moje wędrówki nie dla nich... mogą tak samo wiele zobaczyć, trzeba tylko logistycznie to zaplanować.

      Usuń
    2. Pan Miś potwierdza. Z gór spływa błotko ze zwietrzałej skały i tak zamula wodę. Musi być tego dużo i się nie odstaje. Haha... no chyba, że pod jeziorem rzeczywiście ukryte jest jakieś COŚ i specjalnie utrzymują wysoki poziom zamulenia, aby to ukryć :)!!!
      Jeśli tam robią jakieś doświadczenia to cholera ich wie :/

      Usuń
    3. Dziękuje za wyjaśnienie zagadki zupowatego jeziora :) i pozdrowienia dla małżonka :)
      Jeśli tam coś ukrywają (czego nie wykluczam) to skutecznie, bo nawet nurkowanie tam jest niemożliwe.

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.