piątek, 3 listopada 2017

4 szwajcarskie przełęcze w jeden dzień, cz. III - Furkapass, James Bond i wnętrze lodowca Rhonegletscher.

"Góry milczą, wszystko co milczy nadaję się do przechowywania ludzkich tajemnic..."


-  ks. Józef Tischner


Pamiętacie jeszcze przełęcz Oberalp? Czas na kolejny wysokogórski przejazd, tym razem doczekała się swej opowieści Furkapass. Czy Waszym zdaniem różni się czymś od Oberalp? A może wszystkie przełęcze są takie same? Gdy jednak spojrzeć na mapę, możemy zobaczyć, że to, co wyróżnia Furka od wszystkich przełęczy, które zamierzam Wam w najbliższym czasie pokazać, to olbrzymi lodowiec, do którego środka weszłam. A jak! Ja bym nie wlazła? Zaciekawieni? No to jazda:
   Furka jest to przełęcz w Alpach Szwajcarskich, łącząca miejscowość Gletsch, Valais z Realp. Tędy biegnie linia kolejowa Furka-Oberalp. Przełęcz znajduje się na wysokości 2,429 m.... i teraz nurtuje mnie pytanie, kto miał rację: facet tworzący znak drogowy, czy ten, co pisał Wikipedię.




Furkapass zawsze robi wrażenie. Przejazd przez tę przełęcz jest długi i na każdym kilometrze odsłania wspaniały widok.
   Złote runo w jakie przebiera się jesienią przełęcz, drążą głęboko liczne potoki. Przy samej drodze płynie kilka wodospadów. Mnogość poboczy, na których można się zatrzymać i nabrać w płuca powietrza, które wprost uderza swa rześkością; umożliwia przypatrzenie się temu nieziemskiemu pejzażowi... jaka Waszym zdaniem może to być planeta?




Uwaga dla wrażliwych żołądków - droga jest kręta niczym ludzkie jelita. Potrafi wykręcić narządy na lewą stronę.
   Zawsze olśniewała mnie ta dzika przestrzeń. Wielkie, nieolesione góry, szlaki prowadzące w nieznane i jeszcze wyższe partie, wszędobylskich źródlanych szmerów...
   W podobne miejsca jesień i zima przychodzą zawsze najpierw i rozgaszczają się na bardzo długo. Szczególnie Pani Zima, kiedy już wpadnie swoimi saniami z lodu, nie chce się stamtąd wyprowadzić nierzadko aż do maja, bądź nawet czerwca. Wtedy przełęcz jest nieprzejezdna. Szlaban opada, a znaki na autostradach dojazdowych, informują o nieczynnym przejeździe już zawczasu.


Znajdź różnice:



Ciekawostką jest, że Furka była planem filmowym dla Jamesa Bonda "Goldfinger".

Cywilizacja jakaś tam jest. Przydrożna tylko, ale jest. Nie można więc powiedzieć, że to całkiem dzika przestrzeń, ale z doświadczenia wiem, że gdyby wleźć głębiej w te góry, gdyby droga zniknęła nam już z oczu, dosięgniemy wrażenia przeniesienia się w inny wymiar.
   Jeśli krajobraz mógłby przytłaczać i przygniatać swym ogromnym jestestwem, Furkapass ma do tego najlepsze predyspozycje.






Zdobywanie szczytów tonących w ciemno-szarych chmurach, to jak zdobywanie olimpu. Raz poszłam skraść starożytnym bogom nektar, ale zastałam tylko lód i szron. Zaś w tych górach jeszcze moja noga nie stanęła. Kto wie, może pomyliłam Olimp z jakąś inną górą i może to tutaj powinnam szukać nektaru? Może to jeden z tych stożków? Ale... właściwie to na co mi on, ten nektar? 😯




Jest to bardzo popularna część trasy biegnącej przez trzy przełęcze: Furka, Grimsel i Susten, zazwyczaj wybieranych dróg przez motocyklistów i fanów starych samochodów.
   Niezapomnianym przeżyciem może stać się nostalgiczna podróż koleją parową.



I nasza perełka na przełęczy: Lodowiec Rodanu (rzadko zwany także "Zgniły lodowiec", nie mam pojęcia dlaczego...). Jest źródłem rzeki na wysokości 1753 m n.p.m.. Ma imponujące 8 km długości, zaś jego średnia szerokość to około dwa kilometry. Obejmuje obszar około 16 km kwadratowych.
   To co widzimy poniżej, wyłania się na drodze do celu. Czas tylko znaleźć miejsce na parkingu i można ruszać pieszo w otchłań przygody.
   Podobno Królowa Śniegu porywa tam ładnych chłopców. Jak dobrze, że nie jestem ładnym chłopcem... Tego dnia jednak, jeszcze było dla niej zbyt ciepło.




Odwiedzający mogą zaparkować obok Hotelu Belvédère. Aby dostać się do głównej atrakcji, czeka każdego krótki spacer przez alpejski ogród. Czy zdajecie sobie sprawę z tego jak on wygląda? Tutaj, słowo "ogród" nabiera innego znaczenia. Surowość, gładkość wypieszczonych wodą skał i lód.
   A oto co podjechało w tym czasie na parking. W pierwszej chwili pomyślałam, że rodzina Adamsów zwiedza Szwajcarię. W drugiej zaś, że chcę taką trumnę na bagaż!


Kiedyś miałam podobny pomysł na zwiedzanie świata. Klasycznym marzeniem wielu wędrowców jest Ogórek pomalowany w kwiatki 😉 Wymyśliłam sobie jednak jako nastoletnia czarownica, karawan z posłaniem jednoosobowym, który miałby mnie przewieźć po całej Europie. Tzn. miałam być kierowcą, ale nie zamierzałam wynajmować pokoi w hotelach... if you know, what I mean 😉😸
   Planu nie zrealizowałam, ale pewien Brytyjczyk zrobił to już za mnie.


Lodowiec Rodanu był atrakcją turystyczną szczególnie w XIX i w początkach XX wieku ze względu na jego imponujących rozmiarów jęzor sięgający daleko do dna doliny. Dziś kończy się on zaledwie na wysokości hotelu Belvedere. Topi się nieprzerwanie od połowy XIX wieku. Szacuje się, że do 2100 roku, lodowiec całkowicie zniknie.
   Odwiedzałam kiedyś jeszcze inny lodowiec, o którym w opowieści zawarłam tą samą informację. Niestety lodowce topnieją, to już żadna nowość, ziemia uparcie dąży do całkowitego ocieplenia się. Zainteresowanych moją podróżą do innego lodowca, zapraszam TUTAJ.
   A przed Wami Alpejski Ogród Lodowcowy:





I wreszcie on, jego majestat, lodowiec. Wybaczcie mi, ale nie potrafiłam się zdecydować na dwa/trzy zdjęcia. Każde robi na mnie jednakowo WIELKIE wrażenie.
   Coś mi jednak mówi, że ten widok nie sprawi Wam przesytu...



Koczownicy na lodzie.
Mróweczki mkną przez lodowiec.



Alpejski ogród wiedzie swą aleją prosto do magicznej groty o gładkich, kryształowo-kobaltowych ścianach. U wejścia znajduje się sklep z pamiątkami, w którym także kupujemy bilet.
   Dla wymagających jeszcze jednego typu atrakcji, informuję, że Restauracja Hotel Belvédère jest otwarta aż do odwołania w związku z białą porą roku, kiedy przełęcz jest zamykana. Restauracja oferuje owiane już sławą "Gletscherwein". Na specjalne żądanie, można je wytoczyć na wynos w dębowej beczce. (Nie mam bladego pojęcia ile za to trzeba zostawić mieszków ze złotem...)
   Korytarze są przykrywane takim czymś jak poniżej widać, co wygląda jak nieudolna próba ukrycia statku kosmicznego. Za chwilkę pośpieszę z wyjaśnieniami.
   A tu krótki warsztat dydaktyczny:



Zdjęcie zdjęcia.


Niebieski tunel ma 100 m długości, plus lodowa komora. Udostępnienie lodowca w ten właśnie sposób, zostało zapoczątkowane już w 1870 roku. Z tego co mi wiadomo, nigdzie indziej w Europie nie można zetknąć się z tak bliska z lodowcem jak własnie w tym Ogrodzie.
   Jaskinia znajduje się na prawie 2300m n. p. m. po stronie Valais, 3 km poniżej przełęczy Furka. Stworzono już nowy szlak na terenie tego alpejskiego ogrodu, wkrótce bowiem, ma powstać platforma na jeziorze polodowcowym, która ma poprowadzić prosto do jęzora lodowca.

Zalecane wyposażenie:
Zakryte i ciepłe buty, kurtka, rękawiczki. Tunel jest nieprzystosowany dla osób niepełnosprawnych.
Czas trwania wizyty:
Wycieczka indywidualna, bez żadnego komentarza - maksymalnie  pół godzinki.

Liżę wszystkie lodowce. Ten miał smak wodnisty. No szokujące po prostu... 😪


Grota topi się 10 cm na dzień, dlatego każdego roku dbający o tę atrakcję, starają się utrzymać ściany tunelu sztuczne. Niestety koszta są duże, więc mimo iż twór właściwie można by było zwiedzać za darmo, musimy zakupić bilet i wspomóc utrzymywanie korytarzy.
   Szkoda by było, gdyby taka atrakcja zniknęła z powierzchni ziemi, ale to się jednak w końcu stanie. Póki co, osłania go biała derka chroniąca lód przed promieniami słońca, pod którą utrzymuje się stała temperatura.




Sezon dla tejże jaskini rozpoczyna się w czerwcu. Początkowo tunel ma nawet ponad 100 m długości, który w trakcie lata topnieje więcej niż 30 m.

Zdjęcie przez okienko w Sali Lodowej.

A potem znalazłam ten kryształ, niezwykle czarowny, gładki idealnie, jakby wypolerował go wiatr z anielskich skrzydeł. Gdy zbliżyłam do niego twarz, wydobyło się z niego nikłe światło, a w jądrze białego skarbu pojawił się ogień. Był również biały, tlący się żywo jednak nie powstawał żaden dym. Ogień ten okazał się zimny, co najmniej jak ten lud dookoła. A może zimniejszy?
   Swoisty czar światłości tlił się tak długo, póki nie odstawiłam klejnotu na pierwotne miejsce. Wiedźma na wszystkim musi te swoje paluchy położyć 😝


Informacje ze strony:

ÖFFNUNGSZEITEN

Anfang Juni - bis 2. Hälfte Oktober, täglich von 8.00 - 18.00 Uhr, im Hochsommer bis ca. 19.30 Uhr. (Kurzfristige Sperrung nach Wettereinbrüchen vorbehalten)

EINTRITTSPREISE Eisgrotte

(Änderungen vorbehalten)
•Erwachsene  CHF 9.--
•Kinder unter 5 Jahren gratis
•Kinder 5 bis 16 Jahre CHF 6--
•Gruppen ab 15 Pers. auf Anfrage
•Zuschlag bei Bezahlung mit Kreditkarte

BESICHTIGUNGSDAUER ca. 1/2 h

Krótko i na Polski ⇉ jak się da przyjechać na przełęcz, to da się i wejść do groty, ale uściślijmy, że najbezpieczniej będzie celować tutaj latem. Wejście do Ogrodów i do Groty od 8:00 do ca. 19:30.
   Dorośli bulą 9 Fr., za dzieci od 5 do 16 lat, rodzice bulą 6 Fr.

Naładowana lodową energią, którą z przyjemnością ukradłam Królowej Śniegu (wtedy jej przecież nie była potrzebna, zakopała się w ziemi i czekała na pierwszy śnieg), wyruszyliśmy w dalszą podróż.
   To zdecydowanie nie jest jeszcze koniec przygód.





27 komentarzy:

  1. Wow, zazdroszczę wycieczki :) Zdjęcia są cudowne :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Widoki zapierają dech i nie wiem czy bardziej zachwycają skały , drogi czy lodowiec. Nie bałaś się, że język Ci przymarznie?
    Nie dziwię się, że wybrano takie plenery dla Bonda, nawet dla filmu SF nadawałyby się bardzo.
    Zdjęcia przecudne, dzięki za ucztę !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie przed chwilą zapytała mnie o to moja mama. Odpowiem Ci tak samo jak jej: gdyby mi przymarzł, pochuchałabym ^_^
      Ja kiedyś zrobiłam (ze zdjęć innej przełęczy) kilka fotomontaży SF. Masz rację, pasuje :) Wygląda jak inna planeta.
      Proszę bardzo i mam nadzieję, że następne scenerie również Ci się spodobają :)

      Usuń
  3. To miejsce robi niesamowite wrażenie, nie mam pojęcia, jak mogłoby się komuś znudzić. Coś pięknego! I świetne ujęcia, pokazują wielki potencjał tych gór. Mnie zachęciłaś, ja bym kiedyś chciała tam pojechać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To było jak rekonesans dla mnie. W przyszłym roku chciałabym wejść w te góry, obrać jakiś szlak i zobaczyć co jest dalej.
      I oczywiście blogowiczów zabiorę razem ze sobą, ale większą mam nadzieję na to, że zachęcę kogoś do prawdziwej podróży.

      Usuń
  4. Jeśli nie wiesz po co Ci ambrozja, to znaczy, że jej nie potrzebujesz.
    szukaj czegoś innego - tego, czego brakuje.
    tylko mnie nie pytaj co to, bo to wiesz tylko Ty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wieczna młodość i nieśmiertelność. Któż o tym nie marzy? Ale musiałabym zostać na Olimpie, by móc spożywać nektar, którego słodkie skutki można sobie zapewnić, popijając go często. Wiec po cóż miałabym kraś nektar, który się wkrótce skończy? Trzeba ukraść recepturę. Trzeba porwać greckiego boga i torturować go, póki nie zdradzi sekretu lub... nie wyzionie ducha.

      Usuń
    2. po cóż tak drastycznie - cały Olimp był kochliwy bardzo - zamiast tortur rozkochaj - dostaniesz w prezencie, zamiast kraść

      Usuń
    3. Nie wiem co mój mąż powie na greckich bogów...

      Usuń
    4. ma wpływ na cudze uczucia?
      nawet te antyczne i platoniczne?
      to w okowach zazdrości zapewne żyjesz.
      nie pamiętam, czy to w tej mitologii, ale bogowie ciała kradli własnym duchem wypełniając - kto wie, który teraz ciało męża zasiedlił.

      Usuń
    5. Nie w okowach zazdrości na pewno nie żyję ;)
      Była też taka książka o złodzieju ciał, bardzo ciekawie przedstawiała zamianę dusz. Jeśli lubisz literaturę grozy, polecam Annę Rice.

      Usuń
  5. Zdjęcia piękne ale patrząc na niektóre łaskotało mnie pod kolanami :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jako Królowa Lodu jestem zachwycona. Naprawdę. Jedyne, co mnie napawa niepokojem to te drewniane bele w tym korytarzu. Serio? Podoba mi się jednak krajobraz lodowca i tunel też. Czuję, że mogłabym tam zamieszkać, a jeśli nie zamieszkać to spędzić sporo czasu.

    Kręte ścieżki są w wielu miejscach. U nas w Polsce również można spotkać słynne serpentyny na drodze do Brennej na przykład.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Deski były stabilne i konieczne. Dzięki nim dało się iść i nie wybić sobie zębów, bo oczywiście próbę zrobienia kroku na czystym lodzie zrobiłam, a w takim korytarzu nie ma się czego złapać. Chciałam tam zostać. Mogłabym tam sobie mieszkać jak w iglo.

      Wszystkie kręte drogi lubię, bez względu na narodowość :)

      Usuń
  7. Ależ widoki - rozmarzyłam się :)
    Smaczny ten lód :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bezsmakowy. Mogliby wanilię zamrozić :D

      Usuń
  8. Droga Hexe!
    Twój blog jest tak ciekawy, że wracam zawsze tutaj z wielką przyjemnością:)
    Pisałam już nie raz pewnie, że podziwiam ludzi z pasją! a tej u Ciebie nie brakuje- tak trzymaj!
    Pozdrawiam serdecznie na kolejne kolorowe jesienne dni:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci za te słowa :) Takie komentarze sprawiają, że jeszcze chętniej opowiadam o swoim życiu. Dziękuję także za Twoją obecność w moich skromnych progach :)
      Życzę samych pięknych, jesiennych chwil!

      Usuń
  9. Pan z karawanu rządzi moim zdaniem. :) Choć po chwili zastanowienia przyznaję, że ma to sens, w końcu z tyłu można się położyć, a o jakieś sprawy typu jedzenie to można zadbać w knajpach, za to odpada koszt hoteli.

    Piękne widoki, do tego zmieniające się jak dla mnie co chwilę, od gór, po lodowce, coś niesamowitego moim zdaniem. :)

    Danie z krewetkami było idealne po prostu, wszystko zostało na swoim miejscu, tylko ja miałem wrażenie przebywania we Włoszech i w Kosmosie jednocześnie. :D

    O, zdjęcia ślubne w śniegu brzmią dla mnie o wiele lepiej jak na takich pospolitych liściach w parku.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie o tym samym myślałam, kiedy to sobie wymarzyłam. Ale póki co, podróżujemy innym czarnym wozem z kozłem na masce. Też klimatycznie ;)
      Kierowca karawanu budził kontrowersje, my robiliśmy zdjęcia, jakiś pan podszedł do niego pogadać, fajna sprawa, indywidualizm zawsze przyciągał ludzi.

      A zdjęcia ślubne na lodowcu? [Właśnie to wymyśliłam]. Albo na jakimś skutym w lód szczycie, oczywiście wlot helikopterem, albo przebieranie się na końcu szlaku ;)
      Widziałam kiedyś sesję zdjęciową w górach, co prawda "tradycyjnie" latem ale mocno nietuzinkowo.

      Usuń
  10. Serpentyny zawróciły mi w głowie. Rzadko oglądam tak profesjonalne zdjęcia, bo magicznie uchwycone. Jest czym się zachwycać. Cudownie odpoczęłam na tych przełęczach.
    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za komplement. Wydaje mi się, że TAKA przyroda nie wymaga specjalnego talentu, żeby dobrze wyjść na zdjęciach. Albo może jeszcze nie widziałam skopanych zdjęć z gór.... sama nie wiem, co to tym sądzić ;P

      Cieszę się, że czas spędzony u mnie, był miłym odpoczynkiem. Będę się starać o więcej takowych :)
      Pozdrawiam ciepło.

      Usuń
  11. Stanąć na lodowcu, to moje marzenie :)!!! Wejść do wnętrza... też byłoby fajnie :).

    Bajeczna miejscówka Aniu... ach i ta droga przez przełęcz... coś pięknego!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alpy na Ciebie wciąż czekają ;)

      Usuń
  12. Witaj Hexe.
    Wspaniała wędrówka i fajne widoki.
    Twarz grzesznika widzę codzienne w lustrze. Kto z nas jest bez winy, niech pierwszu rzuci kamieniem.
    Oooo kur..., zarobiłem.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, ha, racja, któż z nas nie grzeszy, ale nie pasujesz do całościowego opisu ;P
      Pozdrawiam :)

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.