Seriale - wciągają i uzależniają, czyli kult telenoweli.

"Bo fantazja jest od tego
aby bawić się na całego."


Czy zaskoczyłaby Was informacja, gdybym napisała, że osoby oglądające dużo seriali, częściej się rozwodzą lub z niejasnego wyboru zostają singlami? Zaskoczenie będzie większe, jeśli powiem, że to prawda. Przeczytałam kilka prac na ten temat, ogólnie wszystkie dane są dostępne w Internecie, więc nie odkryłam niczego nowego. Istniejące na ekranie wzorce czynią z ludzi pragnących wyzwolenia z okowów zwyczajności i normalności. A oto mój skrót:
   Co widzimy na ekranie? Wyemancypowane kobiety prowadzące dający do myślenia styl życia. Wg badaczy tematu, mogły przyczynić się do wzrostu liczby rozwodów, oraz ilości par żyjących w separacji. W serialu taki scenariusz jest poprzedzany gamą inteligentnych dialogów, stających się nierzadko argumentami nie do podważenia (które to, padają także z ust pacjentów mediatorów rodzinnych)
   Małżeństwo okazuje się próbą, której zostaje poddany sam mężczyzna. Istotną rzeczą jest, że związek to sprawa przechodnia - tak naprawdę liczy się zdobywanie. Zaś bohaterowie uznani za szczególnie ciekawych, prowadzą burzliwe życie międzyludzkie (głównie erotyczne).
   Oczywiście należy odsiać plew od prawdy, nie wszystko co piszą, musi być prawdą. Lecz gdy się nad tym zastanowić...


Podobno istnieje termin "kult telenoweli" i podobno ma on wpływ na prywatne aspekty życia oglądających. Między innymi rządzą ich aspiracjami. Bohaterzy w istocie bardzo często schodzą się i rozchodzą, choć celem reżyserów raczej nie była nigdy manipulacja, a utrzymywanie widzów w stałym stanie niedoczekania i palpitacji 😉
   Wśród serialowych postaci zawsze znajdzie się jakaś bojowa kobieta sukcesu, która jest singielką, jakiś mężczyzna, który podoba się kobietom (i namiętnie z tego korzysta, demonstrując tors gladiatora przed kamerą), a żeby było po równo (choć uważam, że wcale nie jest) aktorki często obnażają piersi. Występowanie całkiem realistycznie przedstawionych scen miłosnych, można już uznać za serialowy standard. Nie wolno też zapomnieć o parach homoseksualnych, które występują już w prawie każdej serii.
   Ogólna rozwiązłość, albo wymienianie "stałych" partnerów ze słynnym "nie warto się starać" skoro można zakochać się w kimś innym. A to wszystko pośród ludzi z wyższych sfer, w których oglądający są wpatrzeni. Bo są piękni, na ogół bogaci i zawsze potrzebni.
   A do tego wszystko powyższe jest akceptowane bez pytania i żadnych wątpliwości.


Dzieci coraz częściej otrzymują obce imiona po serialowych bohaterach. Istnieje lista przeprowadzonych badań, która to potwierdza. Ankietowani przyznawali się do nadawania swoim dzieciom imion po ulubionych bohaterach lub aktorach.
   Pojawianie się szczupłych i piersiastych blondynek odmieniło preferowane niegdyś namiętne brunetki o naturalnej urodzie. Jednak seriale nie samo zło przynoszą. Wpływają na wzorce zachowań, np. w Indiach, od kiedy pojawiła się kablówka, wzrosło zainteresowanie edukacją.


Dlaczego seriale uzależniają? Z podobnego powodu jak uzależnia np. alkohol. Wiąże się to głęboko z naszymi problemami lub po prostu nudą. Życie super bohaterów urozmaica nasz prąd myślowy, lubimy sobie wyobrażać, co byśmy zrobili na miejscu postaci fikcyjnej, lub marzymy, aby nasze zwykłe życie, zmieniło się w super ciekawe życie.
   Oglądając serial odrywamy się od rzeczywistości. Na chwilę przestajemy myśleć o nurtującym nas problemie, dajemy się wciągnąć w cudzy życiorys i odstawiamy nasze sprawy na dalszy plan. A później z nudów (najprawdopodobniej) bądź z chorej fascynacji, zaczynamy interesować się życiem aktorów odgrywających nasze ulubione role.
   Co uważam za najgorsze - emitowane odcinki nakazują potrzebę uregulowania sobie doby. Czas na serial często uświęcamy do tego stopnia, że dzieci nie mają prawa głosu "bo jest serial", wyłączamy też telefon "bo jest serial" i denerwujemy się kiedy akurat ktoś przychodzi "bo jest serial". Pół biedy jeśli gość daje się namówić na wspólne oglądanie.
   Psycholog A. Bandura stwierdził, że "w wyniku oglądania wielusetodcinkowych seriali następuje zjawisko tzw. modelowania. Demonstrują strategie radzenia sobie z problemami..." [dalej dodam sama, by skrócić długą tezę] ...w konkretny sposób, a te stają się sugestią, która nierzadko wpływa na przyszłe, odważniejsze wybory.

Mnie też ciekawią seriale, ale czy uzależniają? Sama sobie dyktuję kiedy chcę jakiś obejrzeć. W dzisiejszych czasach już na szczęście nie jesteśmy uzależnieni od godziny emitowania odcinka w TV.
   Co mogę powiedzieć więcej... mam nadzieję, że seriale nie wpływają znacząco na moje życie. Nie inaczej, niż po prostu zabierając mi czas na tzw. "odmóżdżenie się". Oglądanie seriali najczęściej przypada mi na weekendy, jeśli akurat nie wędrujemy po nieznanych szlakach, bo najciekawsze życie, to życie na zewnątrz. Nigdy o tym nie zapominajcie!
   A oto moje ostatnio oglądane tasiemce:


"Green Arrow"


To było... jeśli dobrze pamiętam, 5 długich sezonów i wciąż dogrywają następne. Serial akcji, genialne ujęcia walki wręcz, oraz przy użyciu różnych rodzajów broni białej (miecze, ciepanie z łuku itp.).
   Myślałam początkowo, że serial będzie płytki, ale jest po prostu świetny. Wielowątkowość, gdzie dosłownie każdy detal ma jakieś znaczenie, wskazuje na drobiazgowe dopracowanie scenariusza. Inteligentny film z gatunku "the power of people", z ledwie mikro dozą magii w tym wszystkim. Jak na film o łuczniku na tle obecnego wieku i cywilizacji, robi niesamowite wrażenie.
   Mroczna fabuła, główny bohater czasami wydaje mi się być zbyt "czarny" jak na pozytywny charakter. Wciągający Thriller i świetna sensacja w jednym. Uważam, że warto dać się temu porwać.


"Dr. House"


Wydaje mi się, że ten tytuł nie potrzebuje interpretacji. Lubię ponadprzeciętne umysły. A jego mizantropia i nihilizm zupełnie mi nie przeszkadzają.
   Serial jest wzorowany na Sherlocku Holmes'ie. Jest przyjaciel Watson, (choć pod innym nazwiskiem). I oczywiście są - ZAGADKI, choć w tym przypadku medyczne.
   Niektóre odcinki nawiązują do klasycznego kryminału,. np. gdy tytułowy Dr. House wchodzi do sali narad, gdzie zwykle diagnozują w bardzo barwny sposób kolejnego pacjenta. Cytuje wtedy tekst, który Holmes wygłosił, gdy wszedł do pokoju, w którym wszyscy czekali na wynik śledztwa.
   Przewrotny humor, ciekawe przypadki i przenikliwy, logiczny umysł bohatera, obiecują długie wieczory. Serial skończył się po ośmiu sezonach.



"Lucyfer"


 Kryminalny serial amerykański, stworzony na starym poczciwym schemacie:

ona, pani detektyw ⇢ człowiek;
on, pomocnik ⇢ zdolności co najmniej paranormalne.

Do tego on ją wytrwale podrywa, a ona równie wytrwale i z wielką klasą spławia, ale tak, że aż się miło patrzy.
      Identycznie prezentował się serial pt. "Więzy krwi", gdzie tym paranormalnym pomocnikiem był wampir. Przynajmniej pani detektyw mogła od niego odpocząć za dnia. 😏
   Serial jest adaptacją komiksu pod tym samym tytułem autorstwa Neila Gaimana i Sama Kietha, wydawanego przez DC Comics.
   Imię i nazwisko głównej postaci przyprawia trochę o zawał... ze śmiechu. Lucyfer Morningstar. Tu przypomina mi się moja historia z dokumentami firmy, w której pracowałam, gdzie kierownikiem działu był Tadeusz Kościuszko. Co miał zrobić, że mama mu tak dała? Wszyscy mi potem wmawiali, że mam lewe papiery i pracuję gdzie indziej, a to jest przykrywka.
   Wróćmy jednak do Lucyfera. Serial jest zabawny i błyskotliwy, przyznam, że z mojego pokoju dobywają się czasami zaskakujące ryki śmiechu... Nie wszyscy jednak mają identyczne poczucie humoru, a niektórzy nie mają go wcale, jak zapowiada jeden z portali plotkarskich, na który, Boże uchowaj, nie wiem jak ja trafiłam...
   ...wieść niesie, że jakaś amerykańska Rada Rodziców w ramach akcji "One Million Moms", zebrała 14 tysięcy podpisów pod petycją zmierzającą do zawieszenia produkcji serialu. To ponoć chrześcijańska organizacja. Uważają oni, iż "Lucyfer" pokazuje Szatana w nazbyt łaskawym świetle, tym samym szydząc z Biblii.
      Pamiętamy przypadek amerykańskiej wersji serialu "Skins", który Rada Rodziców uśmierciła w połowie sezonu.
   Czy serial ten, może obrażać uczucia religijne? Po pierwsze - to jest serial!!!, więc nie. Po drugie, jeżeli coś by miało mnie obrazić, to fakt, iż reżyser (a może autor komiksu) nie zna się zupełnie na biblii, podając błędne fakty, ale biorę poprawkę na to, iż jest to FANTAZJA i dobrze się bawię przy pozytywnej fabule i 'nieziemskich' dialogach.


"Supergirl"


Trochę wymęczona postać na łamach komiksów i seriali animowanych, zaraz po Supermenie i Batmanie.
   Urodzona na Kryptonie kuzynka Supermana, Kara Zor-El, przeżywa różne perypetie jako człowiek i jako superbohaterka. Przyznam, że scenarzyści mają bardzo ciekawe pomysły a propos wymyślania kolejnych wrogów bądź globalnych katastrof, którym ona musi zapobiec, ale nie jest sama - i tu się zaczyna mój narkotyk:
   Blondynka, która przyznaje się do słuchania Britney Spears (nie mogłam sobie darować napisania o tym) współpracuje z "Departament of Extranormal Operations". Dowodzi tam Extranormal dyrektor, który sprawia, że serial mocno nabrał smaczku.
   O.K. fabuła bywa przewidywalna, ale zabawne dialogi i sytuacje nie raz sprawiły, że popłakałam się ze śmiechu. Może ten radosny efekt nie jest tak częsty jak w przypadku "Lucyfera", ale uważam, że warto dać się pochłonąć tej kosmicznej fantazji. J'onn J'onzz wymiata 😎 (chyba faktycznie, skoro to jego fotka, a nie Supergirl, znajduje się na opakowaniach DVD 😜)


Książki to też tasiemce, choć z nimi sprawa wygląda nieco inteligentniej. Oczywiście wszystko zależy od tytułu, po jaki sięgamy.
   Przedstawię Wam książkowy serial z rodzaju fantasy w bardzo lekkiej formie odmóżdżacza na papierze, który czyta się szybko i zachłannie.


"Achaja"
autor: Andrzej Ziemiański


Cykl jest godny polecenia, chociaż muszę uczulić niektórych, iż jest to nie tylko lektura (zdecydowanie) dla dorosłych, ale i pozwala sądzić, iż najpewniej serię stworzył wygłodniały mężczyzna o bardzo niegrzecznej fantazji. Cóż mogę powiedzieć... to jest obecnie na topie, a moja powieść pod tym względem nie wygląda wcale poważniej, więc niech się autor nie obraża 😉
   Słowem krytyki ⇢ tytułowa bohaterka często paraduje sobie nago, a opisy nie pomijają najdrobniejszego szczegółu w wglądzie jej ciała. Lubi seks, powiedziałabym, że dziewczyna nie zmarnuje żadnej okazji, co pokazuje ją w nieciekawym świetle. Po penetracji kilku forów zrozumiałam, że to się ludziom bardzo podoba. Ponadto książka wydana przez "Fabrykę słów" dodaje do treści pikantne, czarno-białe ilustracje.
   Pozytywnym słowem ⇢ książka zawiera sceny, jakich dotąd nigdzie nie spotkałam. Pomysły i przygody, do których choćby podobieństwa nie dopatrzyłam się nigdzie indziej. Oryginalna i unikatowa powieść, w której przez cały czas coś się dzieje, nie pozwala na nudę.
   Za mną 3 części. Przede mną jeszcze 5.

(...)
- Jestem wasza! - wrzasnęła pod adresem wojowników, którzy ginęli właśnie gdzieś w otchłani, gdzieś za czarną pustką, w jakichś wojnach, w których nie mieli żadnych szans, ale walczyli do końca i czasem jednak wygrywali. - Jestem wasza, chłopaki! Jestem waszą siostrą, córką, żoną i kochanką! Czuję to samo, co wy... Otchłań. Otchłań mnie wzywa! Otchłań mnie wzywa. Ona mnie pragnie. Tak jak i was. Chłopaki, jestem wasza...
   Wycelowała palcem w jakąś gwiazdę. Miała nadzieję, że gdzieś tam jest wojownik, który umiera właśnie, walcząc do końca na swoim posterunku.
(...)

- "Achaja" tom III

Raten - Dreiländerstein w jesieni: KOLORY, KOLORY, KOLORY!!

"Podróże mają magiczną moc uzdrawiania duszy i zdecydowanie pomagają zdystansować się do problemów dnia codziennego. Nie rozwiązują ich bezpośrednio, jednak pomagają przewartościować i spojrzeć na nie jakby z drugiego brzegu rzeki."

- Martyna Wojciechowska


Jest to jeden z łatwiejszych szlaków, polecany za pośrednictwem internetowych portali także w zimę. Podejrzewam, że droga w białe miesiące jest tu wydeptana i wyjeżdżona, więc nawet w śniegu nada się dla mniej zaawansowanych trekkingowców.
   My wybraliśmy się tam we wrześniu, doświadczając pięknej, rdzawej jesieni. Podczas takiego marszu można prawdziwe odpocząć, zrelaksować umysł, nabrać przekonania do piękna tego świata, które tak wielu osobom wciąż umyka. Warto wyjść, warto otworzyć szeroko oczy duszy i dojrzeć więcej.





Wycieczka zajęła nam kilka godzin, to krótko jak na zwiedzenie 3 szwajcarskich kantonów 😉 Mowa o poruszaniu się na ich granicach, co w górach oznaczone jest nie tylko zwykłymi znakami, ale i murowanymi słupkami granicznymi, na których często widnieje data ustawienia (z reguły jest to miniony wiek).
   Jest to podróż pełna ciepła i pięknych barw. Chociaż wcale nie było słońca, a wiatr już kąsał, przypominając o nadchodzącej zimie. Zanosiło się na deszcz, ale i tak było pięknie. Bo nawet przy takiej pogodzie, można łatwo dostrzec urodę świata. Łatwo - pod warunkiem, że masz otwarte oczy serca.
   Droga wiodła długo przez las, a tam przyroda chyba zwariowała! Momentami było tak zjawiskowo, że nie dało się oczu oderwać! Cienista zieleń, złote igły, głęboki mahoń i soczysty burgund liści na drzewach. Mchy, porosty i bajeczne paprocie.





Co to jest??
Jesień to dla mnie najcieplejsza pora roku. Najcieplejsza dla oczu. Szarość nie istnieje, a zima jest czarno-biała. Nie ma złej pory roku, jest tylko ludzkie, złe nastawienie.
   Tylko po co?



Pułapka lejkowieca labiryntowego (Agelena labyrinthica).
Budują też skierowaną ku dołowi rurkę mieszkalną, w której czekają na ofiarę.
To prawdziwi łowcy, bowiem ich bardzo krótki czas reakcji
pozwala polować także na wolno przelatujące owady.

Droga ma charakter myślowy, wręcz spirytualny. Usypiająca powoli przyroda sprzyjała aby zastanowić się właśnie teraz, właśnie w tym wolnym czasie na spacerze, czy w mijającym roku zrobiliśmy już wszystko, co sobie zaplanowaliśmy? Czy odhaczyliśmy wszystkie punkty z listy naszych zamiarów?
   Gdy weszliśmy nieco wyżej, zaczęliśmy wyglądać poprzez gałęzie gęstego lasu, podziwiając roztaczający się na góry pejzaż. Ale las oszałamiał, ciągle... coraz bardziej...






Harmonogram ma zawsze swój określony kształt. Nigdy do tego nie biorę kartki i ołówka, planuję w głowie. Na schemacie oczywistości, powstaje rzut. Na nim nakreślam plan działania, co jest do zrobienia i przede wszystkim wyznaczam motywującą mnie datę zakończenia wszystkich projektów. Dokładnie tak samo jak z planem wędrówki:
   Wnikliwie obserwujecie mapę, jednocześnie wyszukujecie w internecie co ważniejszych informacji, by nie dać się niemile zaskoczyć.
   Czy uwinęłam się ze wszystkim? Rok się jeszcze nie skończył, a ja nadal jestem w trakcie i zbliżam się ku końcowi.
   Nasze wycieczki są zawsze ściśle zaplanowane, a nawet jeśli spontanicznie musimy zmienić drogę, mamy na to przygotowany plan awaryjny, choć nie ukrywam, że czasem wymyślamy go na szlaku. Pamiętajcie, że do celu zawsze prowadzi więcej dróg, choć nie są one najprostsze. Tak właśnie jest w życiu.

Siła życia. Na martwym od dawna pniu i tak zawsze coś wyrośnie, mimo że nie jest tak przyjemnie i lekko jak w glebie. Powinniśmy uczyć się od Ziemi. Ona nigdy się nie poddaje.
Trzcina w środku lasu na górze.

Szlak życia może być prosty jak ta wędrówka o ile nie zaczniemy sobie sami utrudniać i wyszukiwać problemów i nie poddamy się po napotkaniu pierwszej przeszkody. Bądźmy uparci. Pamiętajcie, że ludzie, którzy teraz stoją na życiowym szczycie, też mięli kiedyś pod górkę. Nigdy nie jest inaczej.
   Na wzniesieniu o niedużej wysokości istnieje rajska ławka. Można z niej obserwować świat. Rajska ławka okolona jest prostymi i silnymi drzewami - stróżami rajskiej ławki. Dookoła pełno rozłożystych, wielkich paproci i zamieniających się w złoto krzewów. Bo czego jesień się dotknie, to w złoto obraca.




Graniczny, betonowy słupek kamienny. Musiałam postawić za nim męża, żeby zdjęcie wydało się bardziej atrakcyjne.


Faktycznie na weekend zapowiedziano niesprzyjającą podróżom pogodę, ogłaszając w najbliższym czasie ciągły deszcz. Mógł nas trafić w każdej chwili, ale dla nas niejednolita pogoda to nie jest wyzwanie. Kwestia jest jasna - albo będzie padać, albo nie. Niebo zadekowane chmurami, słońca nie przewidziano. A piękno aury jest sprawą względną i bardzo zależną. Chodzi też o wygodę podróży.



Jeżeli idziecie w góry w piękny, słoneczny dzień, musicie się liczyć ze spiekotą, nie ma wtedy żartów. Nawet zimą trzeba pamiętać o filtrach p/s. Powiem teraz banał - im wyżej wchodzicie, tym jesteście bliżej słońca. Warto to zapamiętać.
   W dni niepewne, takie jak ten, to zagrożenie od strony deszczu, dlatego w plecaku zawsze musi być coś p/d., a na nogach wodoodporne buty - nawet kiedy droga jest sucha - podczas opadów, może ona nagle zamienić się w potok.






Wie ktoś może, co to za półprzezroczysty grzybek wydający się być z gumy?

Po drodze natknęliśmy się na mapę regionu, która wskazywała na ciekawe miejsce (zaznaczyłam na pomarańczowo), "Strumyczek Wiedźmy". Końcówka "li" może być obca wszystkim, którzy znają niemiecki, ponieważ pochodzi ona ze szwajcarskiego dialektu i ma za zadanie zdrobnienie słowa. Przykład:
   W niemieckim bułeczka - Brötchen. W dialekcie szwajcarskim - Brötli.

Potoczek było wyraźnie słychać, niestety zarósł i nie było doń dojścia. Ale JAKA SATYSFAKCJA mieć własny potoczek w Szwajcarii 😎





Przydybana na przydybaniu. Ale kogo przydybałam?


Wtedy to był samolot, ale jak ukucnęłam,
przydybałam takiego zielonego i takiego puchatego.







"Metaforyka lasu wiąże się pierwotnie z wyobrażeniami na temat dzikiej, tajemniczej i potężnej przyrody. Znaczenia tego rodzaju wiążą się np. z kryjącym się we wnętrzu lasu matecznikiem niedźwiedzia w Panu Tadeuszu. Las jest także schronieniem dla wygnańców nie mogących znaleźć sobie miejsca w społeczności ludzkiej, ale może służyć także do ukrycia przed okiem ludzkim morderstwa, zbrodni (od Balladyny począwszy, a na dwudziestowiecznej literaturze wojennej skończywszy). W polskiej martyrologii las kryje również inne tajemnice: bywał siedzibą powstańców oraz miejscem, gdzie po wojnach pozostały groby poległych i zamordowanych (por. Nad Niemnem)."

- nie znam autora tej analizy.





Jesień to taki bardzo wygodny moment w roku. Jeszcze drogi nie zostały skute lodem, jeszcze śnieg nie utrudnia przejść, każąc milionowy raz zawrócić, ale już nie ma os, komarów i much końskich. 💃
   Dookoła robi się bardzo kolorowo, że z uciechą żegnam jednolite, zielone lato. Nadchodzi zima, poważna i bardzo dostojna, ale wtedy to ja przestaję być poważna. Bawię się śniegiem, w tym roku już oberwałam śnieżką. A później będzie wiosna, pachnąca i kwitnąca jak żadna inna. I tak w kółko. Po co psuć sobie nastrój i rozpaczać na widok deszczu, zapadać w chandry po obróceniu kartki na listopad? Po co dodatkowo siebie gnębić?

Nie mam pojęcia co to jest. Półprzezroczyste i gumowe, bielsze od śniegu, niemal świecące.


Ktoś zostawił...

Niebo czasami się otwierało, a nawet eksplodowało jakąś kłębiastą chmurą od linii horyzontu. Taka niespodzianka ostatniego dnia w miarę przystępnej pogody. A później trzeba było poczekać aż pora deszczowa minie. Poczekać i odpocząć. Zebrać siły na następną podróż.
   Ostatnie spojrzenia z wysoka i czas zejść do doliny. Upocone ubrania zdjąć, (bo jednak było czasem pod górę) i założyć coś świeżego. A przy okazji można podczas przebierki też popozować 😉
   W to, co było za moimi plecami, mogłabym patrzeć się przez długie godziny. Jadeitowe, miedziane, karmelowe, ciepłe kolory...
   Zapatrzyłam się. Wy też się zapatrzcie. Bo jesień to fantastyczna pora roku!











Po drodze trafiliśmy na rzeźbę ślimaczka. Dużego ślimaczka. A czy wiecie, że istnieje ślimaczek lądowy, który jest niewiele mniejszy od tej rzeźby? To Achatina. Można go trzymać w domu w specjalnie urządzonym terrarium, w którym musi panować afrykańska temperatura.
   Doskonała sprawa żeby przyoszczędzić, jeśli dużo wyrzucacie resztek z warzyw. Liście z kalafiora czy brokuła, obierki z marchwi bądź jabłka, nawet pomidor się nada, właściwie są one kompletnie niewybredne.
   Idealne dla osób, których często nie ma w domu, lub po prostu nie mają czasu na opiekę nad zwierzęciem, a lubią, by coś obok nich żyło i nie koniecznie chodzi o sam kwiatek w doniczce. Nie są drogie przy zakupie, a jak się rozmnożą, pomnażamy wtedy swój zarobek przy sprzedaży BARDZO licznych młodych. No i jakie są śliczne... Wybaczcie, mam fioła na punkcie mięczaków muszlowych.


Stał na parkingu. Ileż zupy mogłabym z takiego domku narobić... 🍴
Ostatnie chwile przed deszczem, zdjęcia zrobione przez szybę samochodu:






Nawigacja: