O czarownicy, która jeździła koleją.

"Światem zaczęła rządzić jesień, 
Topi go w żółci i czerwieni, 
A ja tak pragnę czemu nie wiem, 
Uciec pociągiem od jesieni. 

Uciec pociągiem od przyjaciół, 
Wrogów, rachunków, telefonów. 
Nie trzeba długo się namyślać, 
Wystarczy tylko wybiec z domu.

W taką podróż chcę wyruszyć, 
Gdy podły nastrój i pogoda 
Zostawić łóżko, ciebie, szafę, 
Niczego mi nie będzie szkoda. 

Zegary staną niepotrzebne, 
Pogubię wszystkie kalendarze. 
W taką podróż chcę wyruszyć, 
tylko czy kiedyś się odważę 

By Wsiąść do pociągu byle jakiego, 
Nie dbać o bagaż, nie dbać o bilet, 
Ściskając w ręku kamyk zielony, 
Patrzeć jak wszystko zostaje w tyle"

- Maryla Rodowicz - Remedium



Od tego zaczęły się moje pierwsze podróże. Pamiętam to jakby wydarzyło się całkiem niedawno. Był stres, ogromne emocje, ale i mądre posunięcie, bo przed wybraniem się na pierwszą w życiu samodzielną wyprawę, jako nastolatka, postanowiłam poradzić się naszego rodzinnego inspektora d.s. kolei, mojego chrzestnego (wielkiego pasjonata kolei), który wszyściutko mi wytłumaczył i wdrożył mnie w świat stalowych gigantów. Od tamtej pory miarowe "stuk - stuk, stuk - stuk" stało się jedną z moich ulubionych zajawek w życiu.
   Dziś pokazuję Wam zabytkowy (ale wciąż czynny) dworzec w Rogowie. Wagony stoją otwarte, można do nich wsiadać, oglądać i dotykać. Stare lokomotywy parowe to już klasyka tego tematu. Wszystko jest ogólnodostępne dla zwiedzających, a wedle rozkładu jazdy regularnie odjeżdża stąd kolej, którą można udać się w prawdziwą podróż.




Możliwości podróżowania jest bardzo wiele. Na pieszo, rowerem, samochodem, na stopa, pociągiem, PKS'em lub samolotem. Moje wszystkie podróże jakoś przecież trzeba zacząć, gdzieś się dostać, zapoczątkować ten pieszy szlak.
   Do bliskiego celu można podjechać rowerem, a potem iść przez cały dzień. Ażeby jednak wybrać się gdzieś dalej, występuje potrzeba logistycznego myślenia i konkretnego planu. Tak zrodziła się moja miłość do podróży kolejami. Coraz dalej i coraz to dalej...




Wiadomo, że najistotniejszą rolę przy wyborze środka transportu pełni cena za bilet. PKP niestety wywindowało sobie cenniki i z ekonomicznego punktu widzenia wiele razy wybrałam PKS, co jednak nie umniejszało mojego pociągu do pociągu 😉
   Podróżowałam koleją gdzie tylko się dało. Zjeździłam tak kawał Polski i zdecydowanie najwięcej nabyłam biletów kolejowych niż jakichkolwiek innych. Po mieście też chętniej wybierałam tramwaj, to już sentyment, szczególnie gdy na potrzebnej linii jeżdżą zabytkowe wagony - wtedy niech trzęsie, niech szarpie, niech rzuca!
 
Ciekawe czy tata wiedział, że siedzi w przedziale dla niepalących 😝
Rodzinka w komplecie 💞
Coś tam się musiało zabawnego chyba wydarzyć 😜
Po Szwajcarii podróże koleją nie są już takie emocjonujące. Nie ma tego charakterystycznego "stuk - stuk, stuk - stuk". Troszkę nie podoba mi się rozkład jazdy, gdyż przyzwyczajona jestem do polskich obyczajów, że wsiada się do pociągu danej relacji (która np. przejeżdża przez nasz cel), tymczasem na danym dworcu wsiadamy do pociągu, który wyświetla którąś z kolei miejscowość... mnie osobiście nadal to gubi, ale może to kwestia przyzwyczajenia.
   Bez internetu ani rusz. To tam możemy obejrzeć sobie całą trasę danego pociągu, który ma swój określony numer (tak jak autobusy miejskie), a nie nazwę swojej mety. Gdyby zaś pójść prosto na dworzec i tam rozszyfrować prosty, bo skądinąd jasny rozkład - możemy się nie dopatrzyć miejscowości, do której chcemy dotrzeć, bo jest np. tylko pierwszy fragment trasy. To mnie osobiście dezorientuje i tracę pewność, czy mam wsiąść czy czekać dalej.
   Główny cel też pewnie znajdziemy na tym rozkładzie, ale co jeśli szukamy małej miejscowości, która jest pomiędzy pierwszym odcinkiem, a metą?
   A żeby było ciekawiej, pociąg w trakcie swojej trasy zmienia numer. I to nadal ten sam - nasz - pociąg, chociaż ciężko się powstrzymać wtedy przed wysiadką...
   Muszę przyznać szwajcarskim kolejom jeden bardzo ważny plus: skubańce są naprawdę punktualne!




Wszystkich zainteresowanych tą i poprzednią wycieczką, zapraszam po informacje TUTAJ. Każdego kto miałby chęć przejechać się kolejką wąskotorową: wszystkie informacje znajdują się TUTAJ.
   Muzeum kolejki wąskotorowej w Rogowie nie istniałoby gdyby nie wolontariusze. Zabytkowy tabor nie stałby się tak atrakcyjny bez miłośników dawnej techniki, którzy byli gotowi poświęcić swój czas zupełnie bezinteresownie.

"Wolontariat na Kolei Rogowskiej oferuje w zamian coś czego nie da się kupić za żadne pieniądze – satysfakcję z przemienienia kolejnej, zardzewiałej bestii w kolejny piękny, pachnący świeżą farbą czynny eksponat, oraz uśmiechy ludzi tych dużych i tych małych podróżujących w odrestaurowanych wąskotorowych pojazdach.(...)
    Można śmiało powiedzieć, że kolejka jest w stanie w ciągu paru lat przekształcić kogoś niepotrafiącego trzymać młotka w dłoni w fachowca na miarę Adama Słodowego…

Serdecznie zapraszamy każdego, kto chciałby nam pomóc. Nie wymagamy jakichś wyjątkowych zdolności, czy nadnaturalnej siły. Zapewniamy natomiast dużo radości z wykonanej pracy i niezapomnianą atmosferę."
- napisali na swojej stronie.




Odjazd!!

18 komentarzy:

  1. W Pińczowie też mamy wąskotorówkę. Kilka razy pojechaliśmy nią na wycieczkę :)!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. A w Sochaczewie jest muzeum wąskotorówki. I zagubione w Puszczy Kampinoskiej tory. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajna wycieczka, w moich stronach jest kolejka wąskotorowa, która jeździ ze Żnina do Biskupina przez Wenecję, a w Wenecji jest Muzeum kolei wąskotorowej i ruiny zamku.
    Uwielbiam takie małe wagoniki jak dla krasnali, a i muzeum robi wrażenie :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj!
    Piękna foto-relacja i opowieść z duszą i sercem:)
    Pozdrawiam jesiennie:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Twój dzisiejszy post jak dla mnie ma typowo westernowy charakter.
    Takie mam skojarzenia. Ty, przebojowa kowbojka w kapeluszu oraz te unikatowe ciuchcie - wyglądacie jak żywcem wyjęci ze scenariusza filmowego o Dzikim Zachodzie. Widzę, że cała Twoja rodzinka nieźle się bawiła.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To teraz przypomniały mi się kadry z filmu "powrót do przyszłości" ^_^

      Usuń
  6. Dawno dawno temu potrafiłam przejechać kraj pociągiem :) przespać się dwie godziny i jechać dalej. Pociągi towarzyszyły mi od zawsze. Teraz wolę tyłek wsadzić w samochód i jechać nawet 10 godzin :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nadal 10 godzin w pociągu mnie nie przeraża. Za to w PKS'ie tak. Jadąc do Szwajcarii 18 godzin na noc, bez możliwości opuszczenia siedzenia, myślałam, że pęknie mi kręgosłup.
      10 h samochodem mam do Polski, jest O.K. zwłaszcza gdy ma się sposób na umilanie czasu, ale to nadal nie jest moja ulubiona forma podróży. Fakt, łatwa i można napchać bagażnik, dlatego uważam za konieczną.

      Usuń
  7. Bardzo podobają mi się zdjęcia, lubię od czasu do czasu zobaczyć na żywo pociągi, te nowe i te starsze też. :)

    :) Dzięki za polecenie serialu, jak wszystko obejrzę z tych co teraz śledzę sięgnę po ten tytuł.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  8. Mogłabym jeździć pociągami, gdyby nie to ch...e drzwi! Tylko raz jechałam takim, gdzie drzwi otwierało się przyciskiem, a tak zawsze trauma, szukanie jakiegoś mężczyzny, który pomoże, bo ja szarpię się z drzwiami bezskutecznie. Kiedyś na starym blogu, po którejś podróży byłam tak wkurzona, że o tym napisałam, w komentarzach odezwało się wiele kobiet, które tak jak ja bezskutecznie walczyły z drzwiami od pociągu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdarzało się, nie powiem, ale mężczyźni natychmiast wyłaniali się znikąd, skorzy do pomocy. ;)

      Usuń
  9. oj napodrozowalam sie pociagami w zyciu...
    ale sprzedam ci anegdote pociagowa

    rok temu wybralam sie dzielnie z corkami w podroz do Pl
    Z Katowic wezmiemy pociag, bo jeszcze nigdy nie podrozowaly , najwyzej metrem,
    wsiadamy w polski obskur jak z PRL i ruszamy w huku, drgawkach... dziewczyny w strachu , ze sie rozleci i nie dojedziemy do dziadka

    idzie pani konduktor, w galowce; tez rodem z PRL

    moja corka z mina bardzo powazna i zaniepokojana o final podrozy pyta pani konduktor
    -Prosze pani czy ten pociag jest zepsuty?
    -nie , tylko stary

    -jak stary?
    - hmmmm ma tyle lat co ja, a ja jestem stara ?
    -bardzo
    -?!


    pani konduktor zapomniala nam sprawdzic biletow
    i to mimo ze mi cisnelo sie na usta ze trzyma sie lepiej niz ten pociag

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo wesoła historia :)
      Mam sentyment do podróżowania pociągami, choć standardami jesteśmy daleko za Europą - jak to mawiają w telewizji ;)
      Lubię, nie znaczy, że trzymam się kurczowo zdania o doskonałości tej formy transportu publicznego, które, jak wiemy luby czasem zawieść.
      A już szczególnie przygody dworcowe przyprawiają o zawroty głowy, ale to zupełnie inna historia.

      Usuń
  10. Piękne :) Moja córa by się ucieszyła. Ma hyzia na punkcie pociągów :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Witaj Hexe.
    I znowu podróże małe i duże. Kiedyś też podrózowałem wąskotorówką i pociągami retro z parowozami. Jest taka stara parowozownia w Wolsztynie.
    Wczoraj jechałem wzdłuż torów kolejki wąskotorowej i stacji kolejowej w Śiglu.
    Pozdrawiam i zapraszam do się.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
  12. Jest coś bardzo klimatycznego w starych, tuk-tuk, pociągach, też się najeździliśmy po Polsce w swoim czasie :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Uświadomiłaś mi coś. Uświadomiłaś mi, że i moje podróżowanie zaczęło się od pociągów. Nigdy nie zapomnę jak pierwszego stycznia jechałam do Gdyni. Na korytarzu, tyle było ludzi.

    Lubię pociągi. Lubię to bujanie, trzęsienie, stukot o szyny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też to bardzo lubię. Pomimo pewnych niewygód, pomimo niehigienicznych toalet - lubię i już :)

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.