Dlaczego staram się nie podobać?

Podobno z miernym skutkiem, ale pozostanę na to sceptyczna. Mowa o takim podobaniu się, jak to bywa u seksownych kobiet: strój, dobry makijaż, wysoka szpilka i milion sekretów, jakie zna niewiasta na to, by zrobić się na bóstwo. Ja robię się na ubóstwo i to ostatnio coraz bardziej. Workowate spodnie, luźne T-shirty, a w szafie szpilek brak. Zdecydowanie nie cierpię na ekshibicjonizm uliczny.
   Moja kosmetyczka w świecie kobiet byłaby uznana za obrabowaną. Nie używam także żadnych perfum, a moja szkatułka na biżuterię zawiera bandamki, obrączkę i zapasową parę kolczyków spiralnych oraz klucz do przejść prowadzących w inne wymiary. Noszę badziewne plastikowe kolczyki, ni w ząb nie są kojarzone z kobietą z klasą, którą warto by zagadać.
   Wolę się nie podobać. Podobając się, można wpaść w niezłe tarapaty... Na ulicy, w pracy, między przyjaciółmi, wśród nowych znajomych, na koncertach i na wakacjach... po kolei:



Na ulicy.

Często wracałam do domu bardzo późno. Kończyłam pracę po 22, moje miejsca pracy zawsze były dość daleko, więc do przedarcia się kawał miasta. Nie zawsze zdążyłam na autobus i nie zawsze powrót miałam spokojny. Najczęściej zaczepiali mnie przypadkowi imprezowicze, ale uznajmy, że to nic nadzwyczajnego.
   Za to kiedy czujesz na własnej skórze, że ktoś Cię śledzi i jedzie za tobą minibusem, a Ty zaczynasz meandrować ciasnymi uliczkami osiedla, żeby go zgubić... lecz nagle facet zajeżdża Ci drogę(!!!) tuż przed Twoją klatką schodową i pyta:
- Pójdziesz ze mną za stówkę?
   Zaczynasz rozważać habit, obcięcie włosów albo amputację nosa. Niestety podobne numery zdarzały się nie raz.

Dodam teraz trochę psychodelicznej akcji:
Pan w T-shircie, w zielonych rajstopach, na boso. Jeśli wiesz jak wyglądają "męskie oczy ważki", efekt nie wymaga więcej komentarza. Dodaj do tego godzinę 23, ta sama sytuacja - wracam z pracy.
   Maszeruję dziarsko do swojej klatki schodowej, kiedy ten oto jegomość wychodzi mi naprzeciw i pyta:
- Chciałabyś dotknąć? - i wystawia do mnie swoje czarcie kopyto obleczone w pończochę.
   W tym przypadku dzięki temu, że mam nieźle gadane, udało mi się bezinwazyjnie wyjąć z plecaka klucze i wejść sama do domu.

Z trzykrotnego spotkania ekshibicjonisty zdawać relacji nie będę. Nadmienię dla odmiany, że dwa razy była to 5 rano gdy szłam do pracy.

Spotkania bez dreszczyku:
Kiedyś miałam zamiłowanie do pijania kaw w kawiarni. Wtedy zajmowałam cały stolik jakąś pracą, np. listem do przeczytania, na który odpisywałam na bieżąco. Niekiedy zaś, tyko czytałam książkę usadawiając się z boku bufetu. Lubiłam w ten sposób wykorzystywać czas wolny przed popołudniową zmianą w pracy.
   Rzadko się zdarzało bym mogłam pobyć w tej chwili sama, bo mężczyźni najwyraźniej myślą, że jeśli kobieta przychodzi sama do kawiarni, to SZUKA właśnie jego! Zajmowanie stolików kawalerskich też nic nie dawało, bo przysiadali się z własnym krzesłem. Nawet wybór kawiarni, gdzie były wielkie i ciężkie meble, nie skutkował... 😔
   Od lat nie byłam sama w kawiarni z powodu traumy.

Inna przygoda: wracałam tego dnia z obiadu u dziadka. Czekałam na przejściu dla pieszych aż zapali się zielone światło. Zima, ja: czarny, puchowy płaszcz do ziemi, zniekształcający sylwetkę do postaci pnia drzewa. Nie wyglądałam w tym szczupło ani tym bardziej elegancko. I podszedł do mnie pan. Zapytał:
- Czy nie umówiłaby się pani ze mną na kawę?
   Cóż moja odpowiedź była jednoznaczna. Nie. Ale niektórzy panowie nadal wierzą, że jak kobieta mówi "nie", to myśli "tak". Przypuszczam, że jakby wsiadł ze mną do tramwaju, zabiłabym gościa...


W pracy.

To szczególnie niebezpieczne miejsce, gdzie ściany mają uszy, a za molestowanie można iść do paki. Nic jednak nie powstrzymywało biseksualnej koleżanki przed wysłaniem mi SMSa:
- pragnę cię spenetrować...
   Ponieważ koleżanka wyraźnie zaczęła się jarać moją osobą, zgłosiłam tę kwestię kierownikowi. Zamilkła ino roz. Opuściła się w pracy, że aż ją zwolniono. Prawdopodobnie łamiąc dziewczynie serce, złamałam też jej życie. Miała dziecię na utrzymaniu, nie powinnam była... Ale tolerować też nie powinnam. Powiecie, że byłam niedelikatna, idąc z prywatną sprawą do szefa, ale ona też wcale nie była. Za to była bezpośrednia. Trafiła kosa na kamień.

Zdarzały się też takie sytuacje, że kiedy poszłam do pokoju ochrony celem uzyskania podpisu na pewnym papierze (typowa procedura, wykonuje się ją codziennie) zamknięto za mną drzwi... niby dla żartów, trala la la... i kolejny raz uratowało mnie to, że mam nieźle gadane 😐
   Oczywiście pokój ochrony to jedyne miejsce w całej firmie, które jest niemonitorowane.

Klienci wcale nie lepsi. Jeden amant zablokował kolejkę przy punkcie obsługi klienta (w którym akurat pełniłam służbę), bo ja nie chciałam mu dać swojego numeru. Ludzie zaczęli już mi grozić... Ich nic przecież nie obchodzą moje sprawy prywatne. Phi, jakby mnie w tamtej sytuacji obchodziły...
   Dla złagodzenia chorej akcji, pan numer dostał i chciał się spotkać ze mną o 22... Ciekawa pora. Później dostał ode mnie SMSa kończącego tą sromotną znajomość. Odgroził się, że więcej nie zrobi zakupów w tej firmie nigdy! NEVER! No straszne!


Między przyjaciółmi.

Właściwie już od dawna wiem, że nie istnieje coś takiego jak przyjaźń damsko-męska. Oczywiście są na pewno gdzieś w świecie jakieś wyjątki... kobieta + gej? Mężczyzna + lesbijka?
   Moja przyjaźń z kolegą z czasów szkolnych trwała wiele lat. Był mi naprawdę bliski, ale... zakochał się we mnie, jednak udało się jakoś sprawnie zachować dobre relacje. Minęło jeszcze więcej lat, minęło krocie lat... i postanowiłam dać mu szansę. Związek rozsypał się bardzo szybko, a przyjaźń poszła do lamusa.
   To jest to, czego w relacjach między ludzkich po raz pierwszy pożałowałam. Tego punktu zwrotnego, do którego nie powinnam dopuścić.

Koleżeństwa zdarzały się nieudane do tego stopnia, że choć w wieku szkolnym byliśmy kumplami na zabój, tak później chłopcy podojrzewali i... no bo jak to inaczej ująć? No i nie mam kolegów z dawnych lat. Bezpieczniej tak było, uwierzcie mina słowo, bo działy się  b a r d z o  d z i w n e rzeczy...


Wśród nowych znajomych.

Właściwie nigdy nie docierało do żadnej męskiej głowy moje sentencjonalne "kocham być sama". Zawsze kiedy zaznajamiałam się z nową paczką, przytrafił się jakiś amant albo dwóch. Nawet na wakacje pojechać nie można, by przez pół turnusu nie toczyć boju z jakimś natrętem.
   Jako mężatce, przestały mi się zdarzać podobne sytuacje, ale trzeba też wziąć pod uwagę, że teraz nie wychodzę na żadne eventy, koncerty, wakacji nie spędzam sama i nie poznaję też nowych grup. Nie wiem co by było, gdybym wróciła do starego, wszędobylskiego życia w Polsce.


Na koncertach.

Skoro dziewczyna sama jeździ na koncerty, to znaczy, że szuka okazji, prawda? Jak wsiada do busa zespołu, to już ma metkę zdziry, to oczywiste. Jak jedzie z grupą muzyków do hotelu, to pewnik, że tam odbywa się orgia.
   Nikt tylko nigdy nie brał pod uwagę, że dziewczyna mogła być zaprzyjaźniona z tymi panami, a oni mogli być wierni swoim żonom. No bo takie coś nie występuje w świecie, prawda? Nieprawda.
   Ale widząc taką dziewczynę, łatwo było podejść kiedy odłączała się od grupy, żeby zadać jakieś pytanie poniżej godności mojej i świata ludzkiego, stworzonego na podobieństwo Boga. Zaczynam się zastanawiać, co my właściwie mamy z Boga. Nogi? Uszy? Nosy?


Na wakacjach.

Dużo podróżowałam sama i zawsze padało pytanie:
- poznałaś kogoś?
   Dziwne, że mogłam chcieć tylko odpocząć i pozwiedzać. Do tego, by kogoś poznać, wcale nie trzeba wyjeżdżać z miasta. Ale na tychże wyjazdach bywało podobnie. Restauracje, kawiarnie i inne przybytki, z których chętnie korzystałam na wczasach. Zawsze, ale to ZAWSZE ktoś chciał mi towarzyszyć albo pójść gdzieś ze mną, albo coś mi pokazać...
   Gdyby faktycznie dotyczyłoby to turystyki, powiedziałby gdzie mam iść, a nie próbował wprowadzić na nieturystyczne osiedle lub do lasu. Prawda?


Wśród zaczepek nie brakowało także gwizdnięć, cmoknięć, a także innych, wzbudzających irytację reakcji.
   Mężczyźni nie zdają sobie sprawy, że w odbiorze wcale nie jest to sympatyczne. No przecież to komplementowanie, a kobiety tylko na to czekają! Mało bierze jednak pod uwagę, że wieczorem kobieta może po prostu chcieć bezpiecznie wrócić do domu, bez serca podchodzącego do gardła.
   Od kilku lat nie przydarzają mi się podobne historie. Nie wiem czy to zaleta bycia żoną (choć przecie mąż mój nie wszędzie mi towarzyszy), czy może zmiany kraju zamieszkania... choć to bardzo brzydka sugestia, przecież sama jestem Polką z dziada pradziada. A może fakt, iż wreszcie skutecznie robię się na ubóstwo i się nie podobam? Tak! To pewnie to!

"Według statystyk organizacji Stop Street Harassment, nawet od 70 do 99% kobiet doświadcza zaczepiania na ulicy, co przejawia się m.in. komentarzami, czy gwizdami."

21 komentarzy:

  1. Cóż możną powiedzieć, skojarzyła mi się tutaj anegdota - koleżanki w pracy debatowały nad starzeniem się kobiet i jedna tęsknym głosem zapytała: a wiecie czego najbardziej mi żal? że za mną już nikt na ulicy nie zagwiżdże...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może kiedyś. Kiedyś gdy ta kultura, gdy ten poziom... istniały.

      Usuń
  2. Mega ciekawe, choć momentami mrożące krew w żyłach historie...

    Świetne określenie - "robię się na ubóstwo" :D

    I żeby wybierać kawiarnie z ciężkimi krzesłami...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To już był taki dowcip ;) Prawda jest taka, że nie przyzwyczajałam się do jednej jedynej kawiarni. Często zmieniałam miejsce posiedzeń z ciekawości (głównie ta ciekawość dotyczyła menu). A jak zobaczyłam pana dosuwającego naprawdę ciężki mebel do mojego stolika, śmiałam się do łez. Zdarzały się zabawne, sympatyczne sytuacje, nie da się tego ukryć, ale schowałam to w mrokach sarkazmu i czarnego humoru. Tak dla Waszej zabawy ;)
      Wszystkie opisane tutaj historie są prawdziwe i przydarzyły się mnie.

      Usuń
  3. Aż się boję odezwać, jednak ze względu na odległość zaryzykuję.
    Bardzo dużo smutnych doświadczeń. Przydałoby się coś dla równowagi, bo męski świat wygląda tak paskudnie, że w końcu ktoś wpadnie na pomysł rozstrzelania tej części społeczeństwa. a to i tak gatunek wymierający ponoć.

    OdpowiedzUsuń
  4. no troche tych przypadkow miałaś ;)
    ja lubię się podobać ...sobie
    choć moje stroje -sukienka i niewiele dodatków i tak zwraca uwage wśrod noszących potki pań -francuzek, ponoć mistrzyń stylu ;)
    ale co tam.... zawsze piękna czy zawsze świetnie ubrana to nie powód do zmarwień
    gorzej jak mój bardzo psychotyczny pacjent telepatycznie łączy się ze mną by mi powiedzieć że jestem zawsze chic;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja, to nie powód do zmartwień. Te "przypadki" (kojarzą mi się z 'medycznymi' XD) wskazują na to, że ani uroda, ani ubiór nie mają absolutnie żadnego wpływu na reakcje mężczyzn, którzy po prostu szukają okazji i byle pretekstu.
      Czy faktycznie się podobam czy nie, jak wskazałam, nie staram się o to. Podobam się sobie, podobam się mojemu mężowi i właściwie na tym świat podobania może się zamknąć, ja nie eksponat w muzeum, żeby mnie wszyscy podziwiali ;)

      Usuń
  5. Najwyraźniej jesteś piękna z natury, i nawet robiąc się na ubóstwo - przyciągasz. Odwrotnie niż ja, nigdy mnie taka przygoda nie spotkała ( i dobrze), a mimo prób upiększenia się...hm... w efekcie też nie próbuję, bo to niczego nie zmienia. Ostatnio dałam sobie zrobić zdjęcie q grupie, przy zawodowej okazji. Nigdy więcej...
    I, chociaż w kontekście twojej opowieści dziwnie to zabrzmi - tak, chciałabym być piękna. Chociaż raz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje opowieści wniosły przede wszystkim jedną, konkretną puentę - ubiór, uroda - nie mają tu absolutnie żadnego znaczenia.
      Nie noszę się prowokacyjnie, a panowie prowokacje i tak odstawiali.
      Tak naprawdę chyba jasnym jest, że nie staram się wcale spotwarzać (inaczej pewnie wykąpałabym się w kwasie ;)) ale też, nie staram się podobać. Podobam się sobie, podobam się mężowi i właściwie po co skupiać się na szerszej perspektywie?
      Uroda nie powinna grać aż takiego znaczenia. Popatrz, tylu ludzi ma świetną pracę, robi karierę, ale czy wśród nich są jakieś wybitne piękności? Nie. Liczą się umiejętności w danym zawodzie i pewne cechy charakteru. Czy na randkę pójdziesz z przystojniakiem, czy pasqdem, to i tak nie odegra większej roli, bo na drugą randkę umówisz się z tym, z którym fajnie się czułaś i mieliście wspólne tematy.
      Właściwie uroda nie powinna mieć znaczenia w żadnej dziedzinie. Piosenkarka dziś musi być śliczna i najlepiej sexy, a przecież chodzi o jej talent, jej śpiew i artyzm. Właściwie modelki też nie musiałby być tymi najładniejszymi. One mają pokazać ubranie, które dobrze leży na każdej pani i na każdej sylwetce, tymczasem one głównie prezentują siebie.
      Przemyśl sobie dobrze moje słowa i wspomnij tego posta, że kobieta, która może się podobać ogólnie ludziom, może też mieć nieźle przerąbane ;)

      Usuń
  6. Niestety często spotykam się z zaczepkami, od pijanych mężczyzn, starych dziadów w autobusie, czy małolat w pubie. Jedne komentarze są straszne miłe, ale zaczna się robić nieprzyjemnie gdy ktoś narusza moją strefę komfortu i wsadza mi łapy pod sukienkę.
    Ciekawy wpis i śliczne zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To niestety też przerobiłam... w autobusie panu się coś pomyliło i władował mi łapy pod spódnicę. Sprawiał wrażenie trzeźwego, więc tym bardziej chora sytuacja, że w pełni świadomy, dorosły człowiek tak się zachowuje. Oczywiście taki rejwach na cały autobus zrobiłam, że facet wysiadł zaraz na następnym przystanku.

      Usuń
  7. Bardzo dużo tych zaczepek i propozycji niestety najczęściej chamskich i nieodpowiednich też przeżyłam właśnie chcąc być sama albo po prostu chcąc z kimś pobyć tylko, żeby porozmawiać. Teraz już mam trochę spokój, pewnie z racji wieku i tego, że rzadko gdzieś chodzę sama. Ale szkoda, że tak mało jest kulturalnych i miłych komplementów, po których niejedna z nas pewnie by się zastanowiła i mogła chcieć zgłębić znajomość z danym panem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdarzało się, że ktoś mnie zagadał na ulicy czy w kawiarni i to była bardzo miła rozmowa bez akcentu matrymonialnego. Kulturalni mężczyźni istnieją, szkoda, że cała reszta nie bierze z nich przykładu.

      Usuń
  8. Też pamiętam różne historie, doszło do tego, że przestałam w końcu uważać mężczyzn za lepszych kumpli niż kobiety, a wolałam ich dość długo, bo dobrze mi się z nimi rozmawiało, jakoś tak konkretniej, a te babskie gadki-szmatki-ploteczki nigdy specjalnie mnie nie kręciły. Niestety, często okazywało się, że za męską przyjaźnią często kryło się oczekiwanie czegoś więcej. Pamiętam sytuację, kiedy koledze wysłałam życzenia świateczne, hurtowe zresztą, a ten po świętach w pracy zaczął coś poufnie sygnalizować, że o mały włos jego żona nie odkryła tego smsa. To było dla mnie kompletnie nie zrozumiałe. Teraz mam już dość męskiej przyjaźni, chyba nawet mężczyźni drażnią mnie lekko ;-) Z drugiej strony prawdą jednak jest to, że w tzw. pewnym wieku kobiety stają się niewidoczne. Więc poczekaj jeszcze z 15 - 20 lat i będziesz miała większy spokój ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O własnie - mówiłam to samo -> że faceci są konkretni w rozmowach. Także miałam dużo kumpli kiedyś i to coś więcej, o czym piszesz, psuło te relacje.
      Z wiekiem było coraz gorzej, a potem, jak mówisz, pewnie już przestanę nawet wspominać o dziwnych nieporozumieniach i "kraksach" ulicznych.

      Usuń
  9. Cóż ja mogę dodać jako facet, przede mną już tyle komentarzy, wydaje mi się, że najważniejsze wątki się wyłaniają z notki i z komentarzy właśnie. Może to, że jakoś nigdy nie przychodziło mi do głowy, żeby gwizdać, cmokać czy jakoś inaczej jeszcze reagować na mijaną gdzieś kobietę. Wydaje mi się to niesmaczne jakoś. Nie mówiąc już o jakichś komentarzach niewybrednych, nawet jeśli znam już jakąś kobietę X lat.

    Ten sam system niespodziewanie mnie na czerwono zakreślił, ważne jest to, że w jeden dzień udało się załatwić wszystko. :) Może kiedyś zacznie to wszystko funkcjonować jakoś w służbie zdrowia, bo na razie różnie jest. Otóż to, wyniki są najważniejsze w tym wszystkim.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz absolutna rację, poza samą notatką, sedno wyjawia się w rozmowach z czytelnikami. Swoiste forum opinii moim zdaniem dopełnia cały temat.
      Przemawia przez Ciebie kulturalny człowiek :)

      Tak, wyniki są zawsze najważniejsze, ale że mogą się popsuć tuż przed badaniem z powodu nerwów przy załatwianiu sobie wizyty, to już inna kwestia ;)

      Usuń
  10. Boziu...u mnie jest tak samo. Coraz mniej się stroję. Kiedyś było inaczej. Szpilek u mnie nie było, bo ich nie lubię, ale ubierałam się znacznie bardziej kobieco, a kolczyków miałam sporo. Teraz stawiam na wygodę. :D Mnie również śledzono, różnie bywało. To nie jest zabawne. Przyjaźnie z facetami oczywiście to istne niewypały. Komplementy ok. Dziękuję. Tyle że ja nie znoszę, kiedy ktoś gada mi kilkanaście razy, że jestem piękna. Potem wyznaje uczucia po 10 minutach znajomości i zaczyna oglądać od góry do dołu. Kiedy zaczyna dotykać, to zamieniam się w furię. Facet ma przesrane. Nie znoszę tego. Tylko wygląd się liczy i seks. Mnie to już tak męczy. Nie, nie czuję się dowartościowana, bo faceci podchodzą. Zawsze chodzi o to samo i mnie to już wkurza na maksa. Szybko takich debili wywalam na bezpieczną odległość. To, że sama chcesz, gdzieś być nie oznacza, że szukasz miłostki. Bardzo dużo Cię spotkało!!! Artykuł pierwsza klasa. Temat mi bardzo bliski. Napisałaś świetny post. Ja już nie powrócę do strojenia się, nie ma szans. Zresztą jest mi dobrze teraz. Jestem bez faceta to niestety i tak idioci mnie męczą...nawet jak idę do lokalu jak kocmołuch... Tyle że teraz wrzasnę i uciekają. hahaha Moim zdaniem jesteś piękna i nie potrzebujesz upiększania!!!!

    Moim zdaniem jest to jeden z Twoich najlepszych artykułów. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim skromnym zdaniem, jesteś atrakcyjną kobietą bez żadnego strojenia się. Masz ładną twarz, wyraziste spojrzenie i długie włosy. To wystarcza żeby zawrócić komuś w głowie, ogólnie zrobić wrażenie.
      Miło by było gdyby mężczyźni patrząc na kobietę, widzieli osobę, duszę, a nie ciało do igraszek.
      Bardzo dobrze, że napisałaś taki komentarz, jednocześnie cieszy mnie to (moje słowa nie poszły w las, nie jestem odosobniona), ale i smuci, bo jakoś bym przegryzła ten gorzki owoc, że tylko ja przyciągam dekli. Niestety z większości komentarzy wynika jedno - niektórzy mężczyźni mają ze sobą duży problem.
      Dziękuję za komplement, a przede wszystkim za to, że doceniłaś moje wypociny :)

      Usuń
  11. Zaczynam być wdzięczna losowi, że wychowałam się w małej wiosce i nie miałam za młodu takowych przygód.

    Raz miałam taką niefajną sytuację, zaraz po przyjeździe do Sosnowca na studia. W samo południe w zatłoczonym tramwaju, jakiś obleśny typ zaczął sapać nade mną i z łapami się przystawiać. Nie mam gadanego, więc zwiałam na najbliższym przystanku i długie do pasa włosy ścięłam w pierwszym napotkanym zakładzie fryzjerskim na "chłopaka".

    Przy Twoich "przygodach" to pestka, a jednak trauma na całe życie :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykro słuchać czego takiego :(
      Na przestrzeni lat, od przygody do przygody, zmieniałam się coraz bardziej z beztroskiej dziewczyny odnajdującej siebie w popkulturze, po zlęknioną nocnymi powrotami do domu, zadekowaną w luźne dresy kobietę. Liczę, że w podeszłym wieku nikt nie będzie mnie traktował w taki sposób. Włosy znów zapuściłam, czuję się teraz pewniej od kiedy mam swojego strażnika ;) ale przecież czasem pójdę gdzieś sama. Zaczynam też rozumieć mojego tatę, który bardzo pilnuję moje mamy. Kiedyś wydawało mi się to chorobliwe, ale coś mi mówi, że mogła mieć kiedyś podobne przygody, co ja. Tez nosiła długie włosy, ogólnie była zawsze atrakcyjną kobietą. Świat się zepsuty, nic się nie poradzi.

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.