Dlaczego nie lubię ZOO, ale i tak do nich chodzę?

Zwierzęta w klatkach - to już na samym początku robi się jakoś... niedobrze... I całkowicie rozumiem taką reakcję, bo gdyby można było przegłosować istnienie ogrodów zoologicznych, nie wahałabym się. Ale one istnieją już od czasów starożytnych i istnieć będą.
   Pierwsze ZOO na świecie zbudowano w egipskim Hierakonpolis, w roku 3500 p.n.e. Od 1235 w londyńskiej wieży Bulwark, trzymano dzikie lamparty. Najstarszy istniejący nadal ogród zoologiczny to wiedeński Tiergarten Schönbrunn, wybudowany na rozkaz cesarza Franciszka I w 1752 r.
   A jeżeli zajmują już miejsce na miejskich planach, to do nich chodzę, wykładam na drogi bilet bez żalu, niech im idzie na paszę i na dobrych weterynarzy. Kiedyś posiadałam niezłą menażerię w swoim domu. Jest taka dziwna sprawa, dość kontrowersyjna, że czasem ludzie muszą chronić zwierzęta przed ludźmi.
   Dziś na zdjęciach: łódzkie ZOO. Zwiedzaliśmy je w sierpniu, było piekielnie gorąco! I o dziwo, nie tylko nam - ludziom. Zwierzęta (nawet te z sawann i pustyń), wpadły w tajemniczy letarg...




Gdyby wyidealizowane głosowanie umożliwiło kompletną kasację tego typu obiektów "rozrywki", wiele musiałoby nadal istnieć, póki nie zdechłyby ostatnie, wychowane w niewoli sztuki. Większość z  nich, urodziła się w niewoli, a wolność dla nich mogłaby skończyć się różnie...
   Problemem jest np. karmienie zwierząt w ZOO. Po pierwsze, drapieżniki nie muszą polować, a po drugie, dostają pokarm o stałych porach. Z biologicznego punktu widzenia, nieregularność jest istotna.
   Wszystkie duże, inteligentne zwierzęta (niedźwiedzie, słonie, koty) fatalnie znoszą niewolę i zbyt małe przestrzenie z ograniczeniami. Te gatunki nie powinny być trzymane w zoo w ogóle! Lecz przecież właśnie te są najbardziej atrakcyjne.

To co zawsze podziwiam z przyjemnością, to akwaria. Kiedyś miałam pod opieką biotop afrykańskiego jeziora Malawi, duże gatunki ryb, wybarwione wcale nie gorzej niż ryby morskie. Dziś Wam tych konkretnych nie pokażę, ale samo akwarium w ZOO, które nawet wejście do środka ma nieziemskie, robi wrażenie.



Staw zewnętrzny. Zbiornik ciśnieniowy, do którego ryby dobrowolnie wpływały i wypływały.
Jak widać, bardzo lubiły ten kwadrat.
Roślinożercy zaś, wszystko mają podkładane pod pyszczki, nie szukają, bo nie muszą. Nie migrują, nie zachowują się już tak, jak w naturze. Tracą swój spryt i wigor, robią się ospałe.
   Chcąc wypuścić takie gatunki na wolność, powinno się uprzednio zapewnić im jak najbardziej naturalne warunki, aby obudzić w nich instynkty samozachowawcze, a przede wszystkim ducha poszukiwacza i zbieracza pokarmu, oraz czujność - zdolności do przeżycia w dziczy. 
   Ukrywanie jedzenia skłoniłoby roślinożerców do zdobywana, ale często ich klatki są na to za małe.
   Wybiegi można okrasić nowymi zapachami. Warto też wprowadzić nieregularne pory karmienia, a także na jeden wybieg wprowadzić różne gatunki. Ogród zoologiczny powinien stwarzać zwierzętom naturalny biotop, a tymczasem mamy beton, fosy, druty pod napięciem i jeszcze raz beton.


Na wielką uwagę zasługują terraria. Mam zamiłowanie do gadów, płazów i mięczaków, doświadczenie z lądowym żółwiem i kilkoma mięczakami, a także chwilowymi hodowlami jaszczurów i niektórych płazów. Wszystkie pochodziły z naszej sfery klimatycznej (prócz żółwia) i wszystkie zostały wypuszczone na wolność (prócz żółwia).



Nie mam pojęcia po co w ZOO jeden osobnik takiego wielkiego kalibru.
To z pewnością nie jest chów celem przywrócenia naturze.





Jestem całkowicie przeciwna odławianiu dzikich istnień z przyrody, o ile nie ma to na celu dobrej ingerencji... choć to nadal ingerencja - słowo sporne i wywołujące konflikty.
   Wśród moich dawnych znajomych była taka osoba, która zajmowała się odratowywaniem gatunków, którym groziło wyginięcie. Z tego co wiem, zajmuje się tym nadal i robi to skutecznie.
   Wyłapywanie zwierząt tylko po to aby zamknąć je w klatce i dać radość dzieciom, uważam za pozbawione humanitaryzmu.








Istnieją safari i rezerwaty, w których życie zniewolonych stworzeń wygląda lepiej niż w ZOO. Ich idea ochrony gatunku jest zaszczytna, choć na prosty rozum, można by to naprawdę robić inaczej.
   Ciekawą ofertą byłoby obdzieranie ze skóry kłusowników, albo zamykanie w ciasnych klatkach, pracowników cyrków. Brzmi okrutnie? Powiecie, że nie rozróżniam ludzi od zwierząt?
   Za to widzę różnicę między hodowaniem, a znęcaniem się. Uważam, że skoro już ogrody zoologiczne istnieją, powinno się zaostrzyć przepisy dot. przebywania na ich terenie.
   Zasadniczą funkcją ZOO miała być edukacja. Dziś jest to wyłącznie rozrywka, oraz miejsce, gdzie dzieci mogą się wyszaleć.

Na zdjęciu, kwitnąca przyjaźń z dzioborożcem. Notabene, te ptaki są kompletnie szalone. 😳



To się nazywa zalotne spojrzenie...

  1. Absolutny nakaz ciszy, żadnych wrzasków i innych tego typu wynurzeń emocjonalnych.
  2. Zakaz biegania na terenie ZOO czy safari. Żadnych gwałtownych ruchów, podskoków i innych wykazań euforycznych. I nie mówicie, że zwierzęta są przyzwyczajone.
  3. Zakaz stawiania placów zabaw (powiązane z punktem pierwszym). To nie miejsce na hulanki.
  4. Rezygnacja z restauracji, nie widzę sensu w psuciu powietrza fast-food'ami. Z resztą zawsze mnie zastanawiały te rodziny z tortillami w łapach, ucztujące np, przy hipopotamach... Smacznego.
  5. Dokarmianie zwierząt własnym jedzeniem powinno być karalne. Wiecie, że nadal trzeba o tym przypominać? Może właśnie likwidacja barów i sklepów by uchroniła przed "przypadkowym" wrzuceniem czipsa do pingwinów.
Pięć prostych punktów, a tak ciężko je ludziom przestrzegać.

Dzikie koty, najbardziej znienawidzone przeze mnie miejsce. Beton, fosa, druty pod napięciem i beton, oraz beton. Nic dziwnego, że ilekroć tu jestem, zwierzęta chowają się pod jedynym krzakiem na wybiegu. Rzadko można zobaczyć lwice, jeszcze rzadziej tygrysy.
   A pan lew miał na nas wywalone jaja...




Mnóstwo gatunków zwierząt zniewolonych za cenę stania się atrakcją, ze względu na swój behawior powinno otrzymać teren jak najbardziej zbliżony rozmiarem do tego, który mógłby dostać od natury. Zamiast tego lokum zwierzęcia jest zbyt ciasne i nierzadko pozbawione kryjówek, aby ludzie mogli lepiej widzieć.
   Uważam też, że powinna powstać lista gatunków niezdolnych do odchowywania w niewoli. Dobrym przykładem będzie niedźwiedź polarny, którego warunków jak i ogromu terenu, po jakim poruszałby się na wolności, zwyczajnie nie da się odtworzyć w innych strefach klimatycznych. Pingwiny, duże koty - tego powinno się zakazywać.



Żyrafy chyba wzięły mnie za małą żyrafę, bo był moment, że stadko zaczęło za mną iść wzdłuż płotu...
Później mąż uświadomił mnie, że miałam na sobie barwy żyraf!
Okazało się też, że mam dokładnie tyle samo wzrostu,
co świeżo urodzona żyrafka.


"Wiele na temat rzeczywistego stanu ogrodów dowiadujemy się z ostatniego raportu „The EU Zoo Inquiry 2011”. Jest to przedsięwzięcie brytyjskiej Born Free Foundation oraz ENDCAP, czyli koalicji 27 organizacji i specjalistów z 20 państw europejskich, których celem są działania na rzecz polepszenia standardów w ogrodach zoologicznych. Raport analizuje również sytuacje w polskich instytucjach, a ich ocena nie jest przychylna."

- info ze strony ulubiency.wp.pl

Sępy mnie... rozwaliły po prostu. Pamiętam przy poprzedniej wizycie kilka lat temu, te ich złowieszcze spojrzenia, to ich zaglądanie mi do obiektywu i patrzenie tak bardzo... głęboko... w oczy... jakby mówiły - "umrzyj..."
   A tymczasem:


Można bardzo łatwo poznać, że zwierzęciu w klatce jest bardzo źle. Już krótka obserwacja może ujawnić, np. że stworzenie chodzi w kółko, kiwa się, albo ciągle liże łapy. Jeśli zaś zwierzę wyrywa sobie sierść (tudzież pióra), sytuacja jest już naprawdę zła.
   Wielu ludzi burzy się przeciwko powstawaniu kolejnych ogrodów zoologicznych, jednak nie przynosi to żadnego efektu. Szkoda więc, że nikt nie stara się stworzyć im godniejszych warunków.


Ogólnie nie mam nic przeciwko trzymaniu zwierząt, póki ma to naprawdę jakiś dobry cel. I niech to będzie naprawdę mądrze przemyślane.
   Mając akwarium biotopowe z pielęgnicami, nie pchałam na siłę wodorostów (a wiem, że niektórzy próbują), bo ich naturalny świat to piach i kamory. Tak samo uważam, że jak ktoś decyduje się na psa średniej bądź dużej rasy, a mieszka w bloku, nie zapewni mu wystarczającej opieki, bo to nie tylko pełna miska i pieszczoty. Nie wiem kto wpadł na pomysł, aby trzymać np. Husky w bloku, gdzie przy centralnym ogrzewaniu jego organizm po prostu wariuje.
   Czasami przechodzi mi przez myśl, że biorąc zwierzę ze sklepu zoologicznego, ratuję je przed dziecięcym maltretowaniem. Niestety nadal małe zwierzątka kupuje się do zabawy. Rodzice wtedy mówią, że chcą je nauczyć odpowiedzialności, jednak w pewnym wieku takie działanie nie załącza się, sorry Memory, ale instynkty opiekuńcze przychodzą do młodego człowieka trochę później.


Opowiedziałam się bardzo krytycznie na temat łódzkiego ZOO i bardzo przepraszam jeżeli czyta mnie dyrektor albo jego poczciwy pracownik. Mam nadzieje, że przyszłość przyniesie lepsze życie już dawno przecież ogłoszono przetarg na rozbudowę ogrodu. Oby wszystko ułożyło się dobrze.


A co Wy o tym wszystkim sądzicie? Czy takie miejsca powinny istnieć, oraz czy trzymanie zwierząt w domach uważacie tylko za zwykły kaprys? A może sami macie jakieś ciekawe gatunki w domach, o czym też chętnie poczytam.

19 komentarzy:

  1. Taka jakby Arka Noego...
    Warunki życia zwierząt w ogrodach bywają różne, czasami całkiem dobre, a gdyby nie ogrody, nie zobaczylibyśmy niektórych gatunków w naturze nigdy, jedynie w mediach.Nie każdego stać na udział w safari.
    Bardziej bulwersują mnie cyrki i występy zwierząt, bo nie dość, że warunki życia są kiepskie dla zwierząt, to jeszcze występują w nienaturalnych dla siebie sytuacjach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie tak sobie wyobrażam ogród zoologiczny - jako taką arkę. Troszkę inwencji... (zazwyczaj na przeszkodzie stoją też fundusze). Myślę, że moje pomysły są całkiem niezłe, chociaż zupełnie nie znam się na hodowaniu większości egzotycznych zwierząt.
      Jak pisałam, ZOO miało służyć edukacji. Fantastycznie jest móc zobaczyć na żywo zwierzęta z całego świata, którego dzikie zakątki (z różnych przyczyn są dla nas niedostępne. Byle jednak nie kosztem tych zwierzaków, bo jak również pisałam, dla wielu gatunków nie jesteśmy po prostu w stanie odtworzyć im właściwych warunków życia. Pingwiny na betonie mnie bawią.

      Usuń
  2. Kochana!
    Dobrze, że chronione są gatunki coraz rzadsze. W ZOO możemy podziwiać zwierzęta z odległych krajów i unikalnych gatunków.
    Warunki jednak, zwłaszcza w Polsce dają wiele do myślenia. Chodziłam kiedyś z dziećmi, wycieczkami ze szkoły, nie raz miałam łzy w oczach.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zatem wiesz o co mi chodzi. Najbardziej chyba serce się kraje przy oglądaniu potężnych orłów w klatkach, w których są w stanie co najwyżej rozprostować skrzydła i przelecieć z żerdki na żerdkę. Raz widziałam ciekawe rozwiązanie, że gigantycznych rozmiarów korytarz z siatki (górujący nad całym ZOO), ciągnął się przez cały tern. Ptaki były praktycznie nieuchwytne wzrokiem i siedziały ponad koronami drzew albo latały z końca ogrodu w drugi koniec. To już lepiej niż w większości ogrodów.

      Usuń
  3. Kaprys? Nie. Kocham zwierzaki, przez całe dzieciństwo w Polsce miałam z nimi kontakt i wychowywałam się wśród nich niczym Mowgli :) I właśnie ta moja miłość do nich sprawiła, że po przyjeździe do Irlandii nie zdecydowałam się na żadnego zwierzaka. Uważałam, że takie zwierzę nie byłoby ze mną szczęśliwe, bo przecież przez większość dnia nie ma nas w domu. Jednak tak się stało, że grubo ponad 3 lata temu zmieniło się moje myślenie. Pewna wspaniała kotka wybrała nas na swoich otwieraczy do puszek. To dzięki niej mieliśmy okazję wychowywać 4 wspaniałe kociaki i patrzeć, jak żyje sobie kocia rodzinka i jakie relacje w niej zachodzą. To doświadczenie pokazało mi, że szczęśliwa symbioza człowieka i kota [nawet przy pracowitym trybie życia] jest jak najbardziej możliwa. Jestem pewna, że gdyby moje koty potrafiły mówić, stwierdziłyby, że są niesamowicie szczęśliwe. Mają do dyspozycji suchy kąt, miękkie łóżka, uwagę człowieka, pyszną i zdrową karmę, a do tego wolność i rozrywki. Jako że pozwalamy im na wychodzenie i zabawy na podwórku, nie są ograniczone do czterech ścian naszego domu. Czas na podwórku dostarcza im sporo frajdy, wtedy mogą do woli wspinać się po płotach, polować na insekty, gryzonie i ptaki [smutek], spędzać czas ze zwierzakami sąsiadów [wbrew powszechnym opiniom koty są bardzo towarzyskie, lubią towarzystwo ludzi i innych kotów, albo to mnie się takie towarzyskie sztuki zdarzały], abo zwyczajnie wylegiwać się na trawie. Jeden z moich kotów jest zdecydowanym miłośnikiem natury. Latem całymi godzinami spał na trawie w ogródku, lub u sąsiadki pod krzakiem.

    Wiem z czym wiąże się ta wolna ręka dana kotom, wiem, że są przez to narażone na większe niebezpieczeństwo, ale nie chcę im odbierać tego świata zewnętrznego. Straciłam już niestety kilka kotów, ale straty zawsze uzupełniam, choć to stwierdzenie w tym kontekście brzmi dość nieludzko i przedmiotowo. Robię to jednak dla samych zwierząt, bo przez głupotę i nieodpowiedzialność ludzi kotów ciągle jest za dużo. Wolę dać im szczęśliwe życie, nawet jeśli miałoby być krótkie, niż skazać na dożywotnie przebywanie w przepełnionych schroniskach, gdzie i tak ostatecznie mogą zostać skazane na uśpienie z braku miejsc i środków finansowych.

    Podsumowując: za każdym razem, kiedy patrzę w duże i mądre oczy mojej kotki "przybłędy", od której to wszystko się zaczęło, za każdym razem, kiedy moje koty przychodzą się poprzytulać, utwierdzam się w przekonaniu, że dzięki nim moje życie jest piękniejsze i pełniejsze. Poza tym to dzięki moim kotom jeszcze bardziej uwrażliwiłam się na krzywdę zwierząt i zaczęłam wspierać organizacje non profit mające na celu pomoc zwierzakom.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. O WŁAŚNIE o tym pisałam - niektórych zwierząt człowiek mieć nie powinien, jeżeli nie jest w stanie im zapewnić właściwych warunków, bo to już właśnie wtedy zakrawa o kaprys. Mam kota (no... teraz to rodzice go mają, bo kot wybrał moją mamę, bo mnie prawie w ogóle nie było w domu), ale w bloku. Uważam, że kot powinien móc zawsze wyjść na zewnątrz, to samo pies.
      Koty są bardzo towarzyskie, to jakiś mit o tych egoistach. HA! ja własnie z tego powodu przygarnęłam konkretnie kota (to był młody kociak, urodzony w komórce w bloku, do tego z pełnym pakietem chorób i pasożytów). Zwierzę okazało się szalenie absorbujące, trochę jak z dzieckiem próbującym cały czas zwrócić na siebie uwagę. ;)

      Też wychowywałam się jak Mowgli :P W moim domu zawsze było jakieś zwierzę, często kilka na raz. Np królik, który kiedyś był szkolną maskotką. Dzieciaki znęcały się nad nim, a nauczycielka ze łzami w oczach(!!) oddała mi go do domu, dziękując mojej mamie za zgodę.

      Rybki to chyba był jednak kaprys... ale ujmijmy, że ryby głosu nie mają. ;P Jednak do dyspozycji dałam im zbiornik wielkości wanny.
      Zaś kupując jakiekolwiek zwierzę w sklepie, wyobrażałam sobie, że to akcja na rzecz ochrony przed dziećmi :P Cóż... byłam świadkiem jak dziecko udusiło swojego myszoskoczka - od tego się zaczęło takie zbzikowane myślenie.
      Teraz mi trochę pustawo w domu. Nic nie biega po podłodze, nic jeść nie woła, to zaprzyjaźniłam się ze ślimakami O_O i podrzucam im nadmiary z lodówki... Przynajmniej przestaliśmy wyrzucać liście.

      Usuń
  4. Też uważam, że zwierzęta w niewoli nie powinny przebywać. Chyba że te udomowione. ZOO i jego idea dla czystej rozrywki czy zabawy od dawna mnie nie dziwi. Tym bardziej, że teraz to nie chodzi już tylko o edukację, czyli przyprowadzę małego synka czy córkę i pokażę jej hipopotama, żeby wiedziała jak wygląda. Przy okazji nauczę trochę o tym zwierzęciu i powiem, dlaczego dziecko nie powinno krzyczeć, biegać, roznosić terenu, podawać jedzenia zwierzęciu. W praktyce wiemy jak to wygląda. Dzieci są przyprowadzane, żeby się wybiegały i wybawiły.
    Brrrrr! Nie znoszę tego, mimo to lubię czasem odwiedzać warszawskie ZOO, z moją córcią to były zawsze spokojne wyprawy, bo ja tłumaczyłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra z Ciebie mama. Wiesz o co chodzi.

      Usuń
  5. Witaj Hexe.
    Mam mieszane uczucia, ale ZOO było i będzie.
    Wiele zwierząt byśmy nigdy nie zobaczyli na własne oczy.
    A i takich tumanów jak nasz Szyszko, którzy by je zastrzelili pełno jest na świecie.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na tym krótkim artykule chyba wyżyłam się dość, by pod wpływem chwili pomyślunku, wpaść na pomysł jak mogłoby to wyglądać, aby mnie działać na szkodę.
      Jednak moje podejście nie zmieni się w stosunku do cyrków. Chciałabym, aby te przestały istnieć całkiem.

      Usuń
  6. Mam podobne odczucia co do chorzowskiego ZOO. Byłam tam dwa razy w ciągu ostatnich 5 lat i zastanawia mnie, czemu lwy, tygrysy, nosorożce i inne duże zwierzęta są w ciągłym letargu. Apatia wywołana przebywaniem na tak małych przestrzeniach, a może też jakieś prochy uspokajające.
    Chodzimy do ZOO i puki są, chodzić będziemy.

    W domu mamy samiczki bojowników. Misiek ma na ich punkcie hopsia ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bojowniki śliczne są, szczególnie samce (czerwone są obłędne), ale to psychopaty, nie ryby :P Wśród pielęgnic, te najładniej wybarwione to też zawsze problem stanowiły, bo agresywne. To była skomplikowana układanka i mnóstwo przeczytanych poradników - jak dobrać gatunki, żeby się nie wyrżnęły, a jednocześnie atrakcyjnie wyglądały w zbiorniku, bo najspokojniejsze gatunki były jednokolorowe. Te szalone były po prostu boskie. Zobacz sobie w googlu Auleoncara. Jej odmian jest wiele, a wszystkie wyglądają jak ryby morskie. Tyle, że skurczybyki ;) no to jedna sztuka mogła być.

      Usuń
  7. Nie przepadam za zoo i za safari parkiem też nie, chociaż byłam w takim w Danii i to było przeżycie!
    Jednak lepsze zoo niż cyrk. Albo inaczej - zoo jeszcze jestem w stanie zrozumieć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nadal jednak - wybieramy mniejsze zło.

      Usuń
  8. Mam tak samo - widząc te smutne oczy zwierzaków za szybami czy kratami jest mi przykro. Ale z kolei szlag mnie trafia na ludzkie okrucieństwo jak czytam przy tych szybach ile zwierząt w Zoo pochodzi z przemytu.... Wtedy sama bym takiego czubka wyrwała z jego środowiska zapakowała w pudło a później zamknęła bym w klatce.... Może wtedy by pojął jeden z drugim że nie czyń drugiemu co tobie nie miłe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zupełnie jak z pracownikami cyrków, że należałoby wepchnąć ich w ciasny wagon, a czasami wypuszczać na arenę i lać batem każąc skakać przez płonące obręcze.

      Usuń
  9. Osobiście też mam mieszane uczucia w stosunku do trzymania zwierząt w ZOO.... Faktem jest, że choć one często dzikie i drapieżne, zachowują się w sposób bardziej cywilizowany niż ludzie ich odwiedzający.

    OdpowiedzUsuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.