wtorek, 10 października 2017

5 kwestii, przez które nie lubię ośrodków wypoczynkowych.

A widząc to Faryzeusz, dziwował się, że się nie umył przed obiadem. (39) I rzekł Pan do niego: Teraz wy, Faryzeuszowie! to, co jest zewnątrz kubka i misy, ochędażacie, ale to, co jest wewnątrz w was, pełne jest drapiestwa i złości.


- Ew. Łukasza



Ośrodki wypoczynkowe mają wiele zalet, dobre warunki sanitarne, zaplecze gastronomiczne, dobrze przystosowane miejsca na ogniska, grille. Place zabaw, centrum rozrywki. Ale mają one swoje ciemne strony...
   Coraz częściej rezerwujemy noclegi przez internet, licząc się z tym, iż na miejscu może nas spotkać rozczarowanie. Katalogowe zdjęcia jak i piękny opis obiecują idyllę, jednak później może się okazać, że nie do końca ośrodek spełnia nasze oczekiwania.
   I to raczej nigdy nie jest wina właściciela ośrodka.



Oto lista kilku najbardziej denerwujących mnie kwestii
we wszystkich dużych ośrodkach wypoczynkowych:

1. Ośrodek Wypoczynkowy to nie tylko tłum. To także lans. To oczywiście nie przeszkadza, niech sobie ludzie błyszczą jeśli lubią, to miłe, że ktoś rzetelnie odwraca ode mnie uwagę. Jest tylko jeden mankament - i tak biorę udział w zbiorowym lansie. I tak...
   Ludzie Cię obserwują, a Ty doskonale zdajesz sobie z tego sprawę. Prostujesz plecy, pierś do przodu... Wiesz, że o Tobie mówią. Wiesz, bo robią to tak, abyś wiedział. Byś odwrócił twarz do nich, bo chcą ją zobaczyć. Wiesz już, że w najbliższym czasie nic już nie będzie zwykłe. Wchodzisz do gry, jesteś wzięty pod uwagę, zopiniowany i ometkowany.


2. Na terenie zawsze jest przynajmniej jedna knajpa, np. w pobliżu plaży, a stamtąd dociera do naszych uszu różna muzyka. Nie da się dogodzić każdemu, to oczywiste, dlatego być może najlepiej byłoby puścić zwykłe radio. Niestety Większość wygrywa, dlatego trzeba dogodzić Większości i zwykle leci to, czego Większość słucha. A Większość to... biesiadowicze.
   Jestem wszechstronna, słucham różnych nurtów muzycznych, lecz puszczana na okrągło ta sama niedługa płyta z disco polo, szarpnęła mnie trochę za struny nerwowe. (Nie ma muzyki, która denerwowałaby mnie równie mocno jak właśnie ta). Siłą rzeczy znam więc większość utworów na pamięć...


3. Wieczne imprezy i pijani ludzie to gorący temat. Wyobraź sobie taką sytuację (to przydarzyło mi się na tegorocznych wakacjach): Idziesz spać, jest 22. Rano wstajesz wcześniej, bo czeka Cię całodniowa, ekstra wycieczka. Nagle do Twej zmęczonej poprzednią przygodą głowy wwierca się muzyka. Głośna i donośna. Bardzo wyraźna z bardzo dobrego sprzętu. Żadne słowo wokalisty nie może w tej chwili ujść mimochodem.
   Sąsiedzi z kwatery obok, przenieśli imprezę z centrum ośrodka na swój tarasik. Wódka bez głośnej muzyki przecież gorzej smakuje, więc zaparkowano samochód tyłem do drzwi, otwarto bagażnik i hulaj dusza piekła nie ma.
   Mój mąż - oaza spokoju i pełen kultury osobistej - wychodzi aby poprosić o ściszenie. Impreza stwierdziła co następuje - wakacje są po to aby wypocząć, a wypoczywa się balując. Śpi się w domu. Po zamknięciu naszych drzwi, muzyka została podgłośniona na ful opór.
   Wiedząc doskonale, że z pijanymi nie pogadasz, opuściłam swój mający być azylem rewir i poszłam spać na fotel-huśtawkę na drugim końcu rozległego ośrodka. Powiedzmy że... ściszyłam sobie tym sposobem muzę o 60%. Słowa nadal dobiegały do mojego mózgu, nie zasnęłam. Leżałam tak może z godzinę... a właściwie wisiałam nad ziemią modląc się o deszcz, żeby impreza została zakończona. Potem owiana słodkim wiatrem zapowiadającej się burzy, przysnęłam. Burza nas ominęła, moja modlitwa nie została wysłuchana. Nie ta. Chciałam spać, a gdyby przyszła burza, przecież obudziłby mnie prysznic. 😔
   Była chyba trzecia nad ranem... dokładnie nie pamiętam, obudziła mnie... NAGŁA cisza. 😶 Wróciłam do domku, zasnęłam jak cegła.
   Rano wstałam napuchnięta z worami pod oczami, nie bardzo kontaktująca rzeczywistość. Dlatego na tych zdjęciach ze skansenu w Klukach, byłam trochę jak namoczona rodzynka.
   Następnego wieczoru niestety było to samo. Inny sąsiad już nie wytrzymał, poszedł na skargę do właścicieli. Właściciele kazali zabrać samochód z terenu ośrodka, (na samochód są przeznaczone parkingi). Zwracali im uwagę chyba 3 albo 4 razy. Muzyka była nadal, choć nieco ciszej i nie do rana. Poza kwestią muzyczną, byli zajadle hałaśliwi, wrzeszczeli do siebie całą dobę. Niestety docinki i głupie komentarze psuły eter przy byle okazji.
   Następnego dnia pakowali się do odjazdu, więc samochód stał i grał cały dzień, bo nie da się spakować rzeczy bez muzyki.
   Trzy zarwane noce, trzy pełne doby nerwów.


4. Dzieci. Ogólnie nie mam nic przeciw, nazi znajomi też mają dzieciaka i wspólnie razem fajnie spędzaliśmy czas. W mojej rodzinie nie spotkałam się z objawem rozwydrzenia, więc podejście ogólnie mam zdrowe aczkolwiek bez euforii.
   Wyobraź sobie taką scenerię (przydarzyła mi się również w tym roku): wychodzisz rano na taras poczytać książkę. W tym czasie budzi się rodzina sąsiadująca przez ścianę. Rodzice wychodzą na ganek od drzwi wejściowych, by sobie porozmawiać, albo wspólnie rozwiązać krzyżówkę, zaś dzieci wychodzą na (połączony z Twoim) taras i skaczą. Skaczą po deskach, bo to takie fajne jest. Natomiast rodzice uważają, że na wakacjach dziecko ma się wyszaleć i tak ma być. Skakały praktycznie cały dzień, bo to najlepsze, co można było robić w ośrodku, w którym plac zabaw zajmuje 50% obszaru. Nie wiem czy te dzieci były na nim choć raz, by się wyszaleć jak rodzice przykazali. Deski były fajniejsze.
   Na swoich wakacjach w ośrodku wypoczynkowym, ciszę uświadczyłam dwa razy, znajdując się na środku jeziora na łodzi. Mizantropia zaawansowała mi się do granic, z żadnymi ludźmi nie wolno było dyskutować, bo to przeradzało się w krzyk, awanturę i przekonanie, że tylko rodzic (nie ważne czyi, ale ogólnie rodzic) może mieć w tym świecie rację, a ja młoda i bezdzietna nie wiem nic o życiu.
   Poczułam się osaczona, bo ani wyjść na ganek, gdzie przesiadywali wrogo nastawieni Dorośli (celowo napisałam z dużej litery), ani wyjść na taras, który drżał w palisadach. Zaczęłam coraz więcej czasu spędzać w domku. W zamknięciu.


5. "Matki Polki" albo "Matrony", już różne nazwy słyszałam. To są te panie, które gdy zniszczą Ci buty najazdem topornego wózka, potrafią zrobić awanturę o to, że to Twoja wina i masz przeprosić. Opowiem tutaj historię z zeszłego roku:
   Razu pewnego zebrały się trzy Matrony, które na cały głos, tak żeby każdy słyszał (w tym ja) obrobiły mi tył ze wszech stron tylko dlatego, że czasem przesiadywałam w domku i to dziwne. Niestety nie było innego wyjścia, gdy potrzebowałam np. zadzwonić, a ich "trel" zakłócał każde słowo mojego rozmówcy. Dlatego ogólnie znalazłam się na piedestale najciekawszych tematów. Bo to dziwne na przykład, że nie korzystam z plaży. No nie korzystałam. Chodziłam wieczorem (bo wtedy woda jest najcieplejsza, a w wyznaczonym do pływania miejscu, już nie ma takiego tłumu), przepłynęłam się kilka razy i szłam pod prysznic. To też wg nich było dziwne, bo pewnie się czegoś wstydziłam. Miałam wtedy na końcu języka, że staram się nie gorszyć aniołów.


Remedium na udane wakacje?
Należało książkę rzucić w kąt, kupić 0,7l wódki, puścić na ful jakiś ukochany zespół havy metalowy z bagażnika i cieszyć się wakacjami razem ze wszystkimi współwczasowiczami. I narąbać się tak, żeby jeszcze sił starczyło na skakanie po deskach do trzeciej rano. I nie spać, bo przecież wakacje nie są od tego. Bo przecież śpi się w domu.

Ten tekst już od dawna siedział w mojej głowie. Spędzałam wakacje w różnych ośrodkach celem odpoczęcia w trochę inny sposób, niż to robię w swoich wędrówka podczas reszty roku. Kiedy podróżowałam sama, wybierałam małe ośrodki albo agroturystykę. Z mężem sprawdzamy teraz inne lokalizacje, ale nie wiem czy nie lepiej zrezygnować z tych "luksusów".
   Pewnego dnia doszłam do takiego zaskakującego wniosku, że najlepszymi towarzyszami na wakacjach są osły.

Jestem niezmiernie ciekawa, czy kiedyś jeden z tych punktów zaistniał w Waszym życiu.

24 komentarze:

  1. W większości ośrodków w Polsce tak jest, zwyczajny brak kultury ludzi i podstawowych zasad bycia razem, dlatego trzeba unikać spędzania tam wakacji. Lepiej wynająć sprawdzony domek agroturystyczny. Ciekawe, że za granicą Polacy muszą się dostosować do reszty, a w Polsce nie ma na nich tego przysłowiowego bata.
    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A właśnie wczoraj robiliśmy malutki przegląd małych domków agroturystycznych :) Ogólnie wakacje w agroturystyce spędzałam kiedyś dosyć często i to wg mnie najlepsze rozwiązanie. Klimat "jak w domu", a właściciele nie pozwolą sobie na żadne zachowanie z powyżej opisanych, chamstwo tłumione w zalążku.

      Usuń
  2. Zdarzyła mi się 3 z twojej listy, dlatego od dawna unikam miejsc, gdzie jest wiele pokoi lub domki, wybieram małe pensjonaty lub kwatery prywatne, ma być cicho, mało ludzi i daleko od centrum rozrywkowego...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kieruję się Twoimi zasadami, Jotko. Albo raczej kierowałam, kiedy podróżowała sama, a teraz po brutalnych doświadczeniach, nakierowałam na nie męża :) więc myślę, że od przyszłych wakacji będzie cudownie :)
      Mój mąż miał kiedyś inne motywy w związku z wyjazdami do dużych ośrodków. Kiedyś wczasy robił sobie poza sezonem, dlatego nigdy nie miał żadnych przykrych doświadczeń.

      Usuń
  3. współczuję urlopu ;)
    ja na ośrodki nie jeżdżę, bo nie po to jadę na wakacje by mieszkać na osiedlu i wśród tłumów ;) a wśród tłumów najgorsi są Polacy- smród papierochów i co drugie słowo qrwa
    to jeden z powodów, że rzadko spędzam urlop w Pl gdzie indziej niż dacza teściów na 10 ha polu czy kamping rodziców 3 km od najbliższych domów
    ale co do Hoteli - leże kiedyś w Egipcie przy hotelowym basenie i myślę sobie, no nie , jak na osiedlu w Tychach, bloki dookoła
    później jeżdziłam tylko na safari nurkowe, czyli kajuta na statku ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serio, masz rację, pety leżały nawet na plaży gdzie bawią się dzieci.
      Wychodzi na to, że Polacy są wiecznie na "zakręcie". Jakoś w Szwajcarii kurew (i innych przekleństw po niemiecku) jak dotąd prawie nie słyszałam. Obok mam remont bloku, kawałek dalej budowę. Stamtąd ani razu nie słyszałam ani jednej qrwy!!!!!!
      Raz byłam w kurorcie greckim. Odczucie podobne, bloki etc. Ale że to malutka mieścina, egzotyka przełaziła na każdym kroku. Przez główny parkur popylały zielone, metrowej długości jaszczury, po trawnikach biegały śnieżno-białe koty. Rekompensowało mi to beton pod stopami i conocne dyskoteki hotelowe.
      Wakacje w kajucie... myślałam kiedyś ogólnie o wakacjach na wynajętym jachcie czy coś w ten deseń. Albo pod namiotem w jakichś egzotycznych górach, np na Krecie :)

      Usuń
  4. Cóż, diagnoza trafna. My zwykle jeździmy z przyczepą i nie zatrzymujemy się na dużych polach. Ale niestety, to też nie jest gwarancja udanego urlopu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyczepa to też pewnie rozwiązanie. Zawsze możesz się "przeprowadzić". ;)

      Usuń
  5. Nigdy nie korzystam z takich ośrodków. Szukamy zawsze kwatery. Wychodzimy rano wracamy nocą. Nigdy nic mnie nie obudziło, albo nie przeszkadzało zasnąć. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś też tak robiłam. Kwatera - baza wypadowa, nie ma przesiadywania w pokoju, nie leżymy - zwiedzamy :) Trzeba wdrożyć w życie stare zasady :)

      Usuń
  6. Niestety, wczasowicze w tego typu ośrodkach często zachowują się koszmarnie. Bo uznają, że skoro są na wakacjach, to wszystko im wolno, bo płacą i mogą skakać po deskach, i puszczać głośno muzykę, i szaleć po nocach, i zachowywać się chamsko, BO MAJĄ WAKACJE. Masakra.
    O rany, sytuacja z nocną imprezą straszna... najgorsze, że tacy ludzie są często niereformowalni i jeszcze mają wąty.
    Rodzice niestety często dla ,,świętego spokoju" nie napominają swoich dzieci i jeszcze uczą je braku szacunku wobec innych. A kiedy ktoś śmie zwrócić uwagę, to od razu krzyk i wrogie spojrzenia.
    Kiedy byłam z rodzicami na wakacjach za granicą, po przyjeździe do ośrodka - pięknie położony, wokół natura, kwiaty, mały basen na zewnątrz, ładny widok, kameralnie, spokojnie - jedną z pierwszych rzeczy, które nas czekały, była właśnie podobna do opisywanych wyżej sytuacja. Idziemy na basen, wyczerpani po podróży i pierwsze, co słyszymy... disco polo. Rodacy w tym samym ośrodku. Rozłożeni nad basenem, mnóstwo butelek piwa, własne jedzenie, z głośników dudni disco polo. Dudni, podkreślam. Do tego niefajne, złośliwe komentarze po polsku na temat wszystkich wokół.
    Po jakimś czasie hałas był naprawdę trudny do zniesienia, ludzie zerkali krzywo, nie wytrzymałam, podeszłam, przywitałam się, uśmiechnęłam, grzecznie poprosiłam o ściszenie. Ściszyli, wydawało się, że nie było problemu. Odwróciłam się plecami. Ktoś pyta: ,,Ej, czemu ściszyliście?". Odpowiedź jednej z osób: ,,Bo my jesteśmy młodzi, a państwo są starsi" (ludzie w wieku moich rodziców). I się zaczęło. Komentarze rzucane głośno, na nasz temat, niby nie do nas, ale mimochodem. Cały czas. Kwas, atmosfera strasznie toksyczna.
    Ignorowaliśmy to wszystko, spokojnie wypoczywaliśmy, znikaliśmy zresztą na całe dni, bo bardzo intensywnie zwiedzaliśmy. Następnego dnia przy śniadaniu powiedzieliśmy im głośno i uprzejmie ,,dzień dobry". Speszyli się trochę, odpowiedzieli. Później nie było już żadnych komentarzy, nie było disco polo, za to było głośne dzień dobry i na koniec ich pobytu zagadnęli, zapytali o drogę do Polski (chociaż, jak się okazało, mieli już dawno ustaloną trasę). Rozstaliśmy się w pokojowej atmosferze.
    Życzliwość wygrała :) Tym razem. Bo niestety czasem nie kończy się miło.
    Pozdrawiam ciepło!
    P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I widzisz, w takich rodzinach najczęściej rozwijają się takie same dzieci. One pójdą w ślady rodziców, bo są nauczone, że na wakacjach mogą to, czego nie wolno im w domu. Ich rodzice zachowują się tak samo, bo na pewno nie puszczają muzyki do rana u siebie. (Przecież dom jest od tego, żeby spać.)
      Następne pokolenia nie przynoszą mi nadziei.

      Nam życzliwość wyszła bokiem, bo to ich podrażniło niestety. Dobrze, że na skargę poszła inna współwczasowiczka, bo ja nie chciałam zaleźć im za paznokieć. Oczami wyobraźni widziałam przebite opony.
      Nie wiadomo na kogo trafisz, a pewne kwestie rozwiązują się prędzej czy później. Nie jestem typem agresywnym, agresja nie rodzi we mnie agresji, a raczej litość.

      Usuń
  7. To wszystko akurat jest wybitnie upierdliwe dla otoczenia. Można się pluć ile wlezie (lamy też się plują a ludzie ich kochają) ale ludzie którzy chcą wypocząć muszą wyjeżdżać na bezludną wyspę -osobiście o tym marzę i już składam kasiorę. A te głąby wjeżdżające niemalże do wody albo płuczące koła swojej bryki w wodzie jeziora tuż obok srającego pieska i sikającego dziecka.... Kiedyś nawet pisałam "Jak zepsuć wakacje sobie i wszystkim wokół"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, widzę, że dobrze znasz ten temat. Dobrą opcją jest też spędzanie wakacji na łodzi na środku jakieś ogromnej wody. Opcja numer dwa, pod namiotem na szlaku górskim. W życiu nie widziałam w górach debila i tego się trzymam.

      Usuń
    2. Rozczaruję Cię v- widywałam kretynki w górach - wymalowane, w wysokich obcasach... ja pierd....

      Usuń
  8. Witaj Hexe.
    Nic dodać i nic ująć. Ja nie przepadam za takimi ośrodkami i omijam je szerokim łukiem.
    Niestety, takie mamy społeczeństwo, bez kultury i dobrych zasad współżycia z bliźnimi.
    Dlatego wolę swoje wędrowki.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepiej spać w znajomym, cichym zakątku albo po prostu wywędrować z namiotem na plecach.
      Lubię te Twoje wędrówki :)
      Pozdrawiam ciepło :)

      Usuń
  9. Droga Hexe!
    Dawno nie korzystałam z takiego ośrodka.
    Dawniej wyjeżdżaliśmy z całą rodzinką często, bo Mąż jest HDK. Zawsze mile wspominam te wyjazdy.
    Przeważnie to były miejscowości górskie: Zakopane, Krynica, Szczawnica, Duszniki Zdrój, Bukowina Tatrzańska, Ustroń.
    Teraz jeździmy na zorganizowane wycieczki.
    Pozdrawiam serdecznie:)


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie widziałam niedobrych ludzi w górach. Słowo daję. Może to dlatego miałaś zawsze fart ;)

      Usuń
  10. Dlatego właśnie najlepiej jeździć poza sezonem ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z tym. Ale jeśli pracodawca dyktuje warunki urlopowe, trzeba kombinować na inne sposoby.
      Nowy plan już powstał, pokładam duże nadzieje w przyszłorocznych wakacjach :D
      My tu październik mamy, a ja już snuje letnie plany ;)

      Usuń
  11. Chyba nie za bardzo wiem, o czym piszesz, i chyba nigdy w czymś takim nie byłam. A po Twoim mało zachęcającym opisie już raczej nie będę...

    OdpowiedzUsuń
  12. Dla mnie nocleg na wakacjach jest najmniej ważny. Całe dni spędzamy poza tym miejscem. A z reszta najczęściej wybieram takie zadupia, że nikt tam mieszkać nie chce :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Problemem nie był dzień, a właśnie nieprzespane noce ;)
      Pozdrawiam.

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.