4 szwajcarskie przełęcze w jeden dzień, cz. I - Oberalppass.

Siedział tak długo w kontemplacji wspaniałego widoku. Chciał to zamknąć w sobie, uczynić swoją własnością, utrwalić na zawsze – nie mógł. Piękno wymykało mu się, przesączało się przez jego zmysły, niknęło – był bezsilny. "W takich chwilach ludzie malują naturalistyczne pejzaże i fotografują – to daje im złudzenie, że złapali przemijającą chwilę zachwytu nad światem" – pomyślał, ale nie był z tej myśli bardzo zadowolony.

-  Stanisław Ignacy Witkiewicz



Przełęcze stały się moimi ulubionymi miejscami od kiedy zobaczyłam pierwszą w swoim życiu. Jeszcze mocniej upewniłam się w tym uczuciu, kiedy stanęłam na jednej w porze jesiennej. Złote runo istnieje! Złote trawy, ogromne przestrzenie i szum ukrytych w głębokich rowach, potoków.
   Zapraszam Was na małą/wielką wędrówkę samochodową - cztery szwajcarskie przełęcze w jeden dzień - udało nam się to zrobić, a przy okazji poznać ich prawdziwe oblicze. Czym różnią się one od siebie, oraz jakie atrakcje skrywają? O tym dowiecie się w kilku najbliższych notatkach od teraz.
   Dziś pierwsza na ruszt idzie Przełęcz Oberalp.




Jest to przełęcz w Alpach, będąca połączeniem kantonów Uri i Gryzoni. Droga ta, jest zamknięta w okresie zimowym z uwagi na bardzo ciężkie warunki i olbrzymią ilość śniegu. Jedyny, działający transport to linia kolejowa, łącząca przełęcze Oberalp i Furka z dworcem Gothard. Kolej w zimie oferuje transfer samochodów, lecz wymagana jest uprzednia rezerwacja.
   Droga otwierana jest po roztopach (i po ewentualnych remontach) pod koniec kwietnia albo nawet i maja. Dla zainteresowanych ważna wiadomość - dojeżdżając autostradą do każdej z przełęczy, długo przed zjazdem pojawiają się znaki informujące o tym, czy dana przełęcz jest otwarta.
   W pobliżu Tomasee, jeziora, przy którym stoi latarnia, istnieją drogi prowadzące do źródeł Renu. Planujemy nimi pójść już w przyszłym roku.





Z tego przejścia korzystano już w czasach średniowiecza jako małej ścieżki handlowej (wąska ścieżka mieszcząca gęsiego konie z wozami). Była uczęszczana głównie przez miejscową ludność od wielu setek lat. Później zrobiła z niej użytek fala emigrantów, uchodząca tędy ze swych kłopotliwych terenów rodzinnych. (Być może ma to związek z nieobecnością graniczników w tamtych czasach.)
   Przełęcz wysokogórska stała się dla nich przepustką na lepsze życie, dlatego w okolicznych miejscowościach można zaobserwować ciemnoskórą ludność, żyjącą tam z dziada pradziada.




Był to również słynny konny pas pocztowy, który nierzadko zabierał na wóz turystów. To z tej własnie okazji, od 1921 roku (na niektórych liniach) zwykłe autobusy zostały zastąpione przez autobusy pocztowe, mające kultywować bardzo stary zwyczaj. Dziś żółte autobusy z trąbką na boku (często są to piętrusy) jeżdżą po całej Szwajcarii.
   W 1926 roku zaczęła działać kolej, łącząca przełęcze Furka z Oberalp - linia: Matterhorn-Gotthard. Trasa została zelektryzowana w roku 1942 roku, ale nadal największą atrakcją pozostają pociągi parowe.

Kto się dobrze przyjrzy, zobaczy śmigłowiec 😊


Jeżeli lubicie motoryzację, a szczególnie stare wozy, które wciąż są sprawne, odpalają za pierwszym razem i wyglądają jakby dopiero co wyjechały z fabryki, zdradzę Wam sekret: miłośnicy takich pojazdów, bardzo często spotykają się w restauracjach na przełęczach.
   Co takiego jest w tych asfaltowych serpentynach? Przygoda, frajda, zabawa! Przełęcze to raj dla hobbystów motoryzacji, fanów nie tylko czterech kółek. Równie często można tu spotkać motocyklistów, kładących się na zakrętach - ALE! - żeby była jasność - osobiście nie odnotowałam tam nigdy żadnego szaleństwa. Brawura mogłaby w takim wypadku skończyć się katastrofalnie. Są takie odcinki, gdzie zakręt po zakręcie, łamie się pod niebotycznym kątem.
   Na przełęczach spotyka się tak samo wielu kolarzy, których podziwiam za siłę, determinację i kondycję nie z tej ziemi.




Zdarza się wypatrzyć w tych górach jakieś tajemnicze zabudowy, albo dziwne wejścia do wnętrza ziemi... krótko mówiąc bunkry i budynki wojskowe. W cieniu skał, w kolorze ziemi, niektóre nawet nie opisane na żadnej z map.
   Swoją drogą to właśnie po to zawsze mam przy sobie latarkę. Bunkry bardzo często są opuszczone i otwarte, a wnętrza odłączone od energii. Te długie korytarze to wspaniała gratka dla poszukiwaczy tajemnic, choć powiem szczerze, że w żadnym bunkrze nie znalazłam nic więcej prócz echa 😉
   W tej przełęczy nie zwiedziłam żadnej, ale pewnikiem wszystko przede mną.

Być może jest to przykład tego, o czym powyżej opowiedziałam,
ale nie mam pojęcia co to akurat za budynki.
Zamieszkałe sezonowo chaty, stoją całkiem licznie w takich miejscach. Mogłoby się wydawać, że tu nie da się żyć, co tu w ogóle robić, często nie ma elektryczności, a bieżąca woda, to tylko ten ledwie cieknący kran ze studni...
   Tu, w okresie letnim, kiedy trawy już dojrzeją, pracują pastuszkowie, doglądając swej trzody przez całą dobę. Wczoraj w sklepie rzucił mi się w oczy artykuł w gazecie o pastuszku, który rzekł, iż nigdy nie jest sam. Na okładce widniała twarz siwego mężczyzny z bujną brodą. Chciałoby się rzec - pasterz i pustelnik. Być może. Tytuł jednak temu przeczy.
   Artykułu nie poznałam w całości, więc nie wiem co pan w wywiadzie miał na myśli. Dojeżdżających do niego pomocników? Turystów pytających o drogę? A może same zwierzęta? Macie jakiś pomysł?



Na Oberalppass byliśmy krótko, ale dalej - obiecuję - będzie jeszcze piękniej. Przed nami czeka jeszcze sześć opowieści, które zaserwuję Wam jedno po drugim, bez przerywania opowieściami o innych wydarzeniach.
   Dodatkowo pod każdym postem będzie pojawiała się mapka zbierająca po kolei wszystkie te punkty razem. Komu w drogę, temu sandały! Następna przełęcz to...



36 komentarzy:

  1. Jak pięknie! Pojechałabym tam bez zastanowienia, a potem tylko patrzyła, wdychała świeże powietrze i dalej patrzyła na to, co ma świat do zaoferowania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na tej wysokości jest bardzo rześkie powietrze przez cały rok. Późniejszą jesienią łapie już nawet lekki przymrozek, a obecnie... zdaje się, że leży tam spora warstwa śniegu.
      Zawsze warto - polecam :)

      Usuń
  2. Przepięknie tam :) . Patrząc na takie widoki można zapomnieć o cały świecie.
    Ciekawe dlaczego tam zbierają się pasjonaci takich aut :) czyżby miało jaką magie to miejsce .
    Tak jak zachowała się magia w każdym starym autku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pasjonaci zbierają się w wysokich górach z uwagi na frajdę jaką daje przejazd asfaltowymi serpentynami. Przyjeżdżają tam także motocykliści i kolarze. A przy okazji jest też dobre miejsce do spotkań przy kawce.
      Po rejestracjach było widać, że to miłośnicy nie tylko ze Szwajcarii, ale i okolic. Włochy, Liechtenstein i Austria.
      W tym drugim państwie, odbywa się co roku zjazd wszystkich posiadaczy starych aut, niezależnie od lat. Można tam trafić na niesamowite perełki i wszystko sprawne!

      Usuń
  3. Witaj Hexe.
    Komu w drogę, temu stary samochód, ale odpicowany i na chodzie.
    Fajne widoki...
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz - teraz mi nie powiesz, że szlak nie do zdobycia dla Ciebie ;) bo całą wędrówkę jaką tu będę teraz pokazywać, można objechać wygodnie samochodem. Taka objazdówka po Szwajcarii :)

      Usuń
  4. Bajeczne widoki, podróż marzeń można powiedzieć. Słyszałam, ze Szwajcaria jest droga i trzeba sie przygotować na większe wydatki, ale na pewno warto. Jakimś zabytkowym pojazdem byłoby tez fajnie:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest bardzo droga, praktycznie wymieniając złotówki na Franki, dopiero wtedy uświadamiasz sobie, jak marnie zarabiasz. Mam jednak pewną teorię odnośnie tego, że w rzeczywistości ceny są tutaj bardziej rzeczywiste niż nasze. Np. i przede wszystkim adekwatne do zarobków. A po drugie, zdrowe jedzenie jest tanie. Przykładowo - jesteś alergikiem, potrzebujesz kupować mleko roślinne, bo odzwierzęce Ci nie służy. W Polsce mleko roślinne kosztuje około 11-15 zł. za litr. W Szwajcarii jest droższe od krowiego o jednego Franka (ryżowe) albo o kilka rapów (owsiane).

      Nie trzeba wcale aż tak się obawiać cen, jeśli postawisz na konkretne zwiedzanie. Popularne jest zadekowanie się w samych górach z namiotem i np. w takich przełęczach jak ta. :) Lecz to, przyznam, dla ludzi z kondycją. Wtedy jest też druga opcja - schroniska górskie.

      Taka ciekawostka dla Ciebie: Szwajcaria nałożyła na właścicieli starych samochodów ograniczenia. (Chodzi o spalanie i zanieczyszczanie środowiska.) Jeden taki samochód, może zrobić w ciągu roku tylko... żeby Cię nie skłamać, bo mogę źle pamiętać, ale 1000 bądź 2000 kilometrów.
      Na rok - powtórzę - więc raczej regularne, dalekie wycieczki oldmobilem odpadają.

      Usuń
  5. Pięknie. Najbardziej podoba mi się jednak ta latarnia, a zdaje się, że morza tam nie ma. To musiała być ciekawa wyprawa. I te stare samochody! Rozmarzyłam się!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Latarnia mnie rozbawiła. Szwajcarzy nie mają dostępu do morza, ale kto im zabroni latarnię postawić? :P Latarnię górską XD
      Ciekawa, owszem, a obiecuję że zrobi się jeszcze ciekawiej :) Będziesz też więcej starych samochodów i kolej parowa ;>

      Usuń
  6. w górach nikt nie jest sam, bo góry dotykają nieba.
    tam najłatwiej spotkać majestat - każdemu jego własny, więc imię przestaje mieć znaczenie.
    w ciszy dzieją się niepojęte historie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie powiedziane... Chyba zacytuję Cię w którymś następnym poście :)
      A cisza tam bywa absolutna...

      Usuń
    2. proszę uprzejmie.
      słów na świecie wiele.
      a ja jakoś je rozsiewam po nim...
      zupełnie niechcący.

      Usuń
  7. WOW. W porównaniu do notki o górach (chyba też w Szwajcarii) te tu robią zupełnie inne wrażenie, tamte były takie dzikie, niedostępne, a te robią wrażenie bardziej łagodnych (co nie znaczy ugłaskanych).

    Może chodzi o to, że jak wszyscy są w podobnym wieku to patrzy się na innych przez inne pryzmaty niż później. Wiem mniej więcej co masz na myśli, bo sam doświadczyłem podobnych sytuacji, że charakter osoby był stały, jednak osoba z nim kojarzona była już zupełnie inna.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poprzednia notatka o górach - to był Liechtenstein i Austria, góra graniczna. Było bardziej dziko, a pomogła temu pogoda. Mam wrażenie, że tylko ona przydaje różnym zakątkom danego klimatu.
      Kiedyś na jednej z podobnych przełęczy zdobywałam szczyt, ale zajęła go chmura, przymroziło. Było dosłownie czarno i lekko przebijał się bieluśki szron, a do tego czerwono-czarna skała. Wyobraź to sobie. Bardzo podobne miejsce do tego.
      Oglądałam zdjęcia ludzi, którzy wchodzi na tę samą górę w słoneczny dzień. Robiło zupełnie inne, miłe wrażenie.

      Usuń
  8. Zdjęcia zapierają dech, niesamowite piękno gór widać wyraźnie. Znajomi w Szwajcarii są z własnym jedzeniem i tylko jeden dzień, za to zwiedzanie intensywne.
    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie intensywne zwiedzanie jest chyba najlepsze. Można naprawdę dużo zobaczyć tanim kosztem. Właściwie wtedy wystarczy mieć tylko na bilet.

      Usuń
  9. ranisz moje serce takimi postami, jest tak pięknie a ciągle tak niedostępnie dla mnie....ech...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ludzie są mobilni, pamiętaj. Jak już ustaliłam powyżej z jedną czytelniczką, można wpaść do Szwajcarii na jeden dzień i zobaczyć to wszystko. Kwestia dobrego rozplanowania i kasy na bilet w tę i z powrotem. Można pokombinować ;)

      Usuń
    2. tak przekornie napisałam ;) tuż po powrocie ze Szwajcarii ;)
      czemu proste.... męża niechętna górskim wycieczkom, a młode za młode bym sama je ciągnąła ....
      męża z jedną z cór fundują mi koszmar urlopowy na nastene wakacje - all inclusiv w Grecji , bo to ich rok ....

      Usuń
    3. To akurat samochodowa wycieczka w całości. Myślę, że na takie atrakcje dałby się namówić ;)
      Hym.... często słyszę, że dzieci są za młode na góry itd... ale kiedy ja widuję na swoich szlakach takie berbecie, które już łażą samodzielnie, a jeszcze za dobrze nie potrafią mówić. Serio. Dwulatki, trzylatki, a młodsze w nosidle i całymi rodzinami po górach tak łażą.
      A Ty masz już przecież prawie dorosłe dzieci!! ;)
      Grecja kontynentalna czy wyspa? Jestem zakochana w Krecie ;)

      Usuń
    4. oj z zakrętami mogłoby być ciężko, na zakrętach młodsza rzyga, przerabialiśmy we Włoszech ... da się ,ale jest przyjemna do momentu "tata, będę ..."
      Zasada zawsze była jedna - chodzimy tylko tam gdzie dzieci dojdą same, żadnego noszenia. A ja dwulatka nie dałabym już rady targać na plecach, nosiłam w chuście tak do 12-14 msc ...potem za ciężko ,a kręgosłup ważna rzecz
      i prawda można z dziećmi ,jak wytrenowane, ale szlaki mają ograniczony kilometraż- w tym roku z moją 7miolatką uskuteczniałam Tatry i 15 km to max ...mimo że bardzo dzielna i nie marudziła wogóle była to jednak po 12km było jej bardzo ciężko
      a wieczór się zbliżał ( zajęło nam 8-9h ) także jak najbardziej da się ...ale nie wszędzie
      W każdym razie Ola mimo trudów pokochała góry i po cichu planujemy Góry Szkocji ;) w niej mam orędownika wakacji w górach
      ( juz w ubr we Włoszech dopytywała czemu nad morzem jesteśmy ,skoro w górach ciekawiej :)

      to tak w temacie...( 2-3 latki mają tragarzy - ja nie ;)

      Usuń
    5. No to... odradzam... ja teoretycznie nie rzygam na trasie, ale tego dnia po przebyciu tych wszystkich serpentyn... uratowało mnie tylko to, że zatrzymywaliśmy się w różnych punktach zwiedzać. Pod tym względem pasażer ma gorzej.

      2-3 latki same szły ;) Kilometraż na pewno miały skromny i wymagały częstych przystanków, ale dzieciak potrafi się wyrobić. Co innego niektórzy dorośli. Ale - do tego trzeba naprawdę systematyczności.

      Mój kręgosłup ledwie nosi mój własny plecach, dlatego na pewno bliźnięta odpadają :P

      Usuń
    6. żebym nie była gołosłowna http://pannaanna-mmanna.blogspot.lu/2017/06/tatry-zachwyt-absolutny.html

      wierz mi 2-3 latek nie dałby rady na własnych nogach ;)

      Usuń
    7. Grunt, że dzieciaki dostrzegają w tym coś fajnego. Wiele znam takich, co to od monitora oczu nie oderwą, a wychodzenie na szlak uważają za dziwne i niepotrzebne. Gratulacje wychowania :)

      Usuń
    8. hahaha z nami była 12letnia córka koleżanki...koszmar...najlepsze co było na Kasprowym to wifi ;)

      Usuń
  10. Zanim mi się strona załaduje to mogę kawę zrobić. Ale zdjęcia super - dobry sprzęt to jest to. No i miejsca niebanalne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakbym moją mamę słyszała... Ona w tym czasie robi sobie kanapki.

      Usuń
  11. Czyli wychodzi na to, że się nie poznałem. :) Na mnie największe wrażenie do tej pory zrobiła Tatrzańska Łomnica, jej szczyt w chmurach tonął, gołe skały powodowały u mnie zachwyt. Czysta natura można rzec.

    Mogę się zgodzić z Tobą, że przy takiej pogodzie można zrobić coś twórczego, bowiem inne działania zostają dość mocno ograniczone. Jednak ja i tak nadal nie lubię takiej pogody, wolę więcej Słońca i ciepła. :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tam wyżej to mój wpis jakby coś. :) Zapomniałem zmienić w ustawieniach: ,,Odpowiedz jako".

      Usuń
  12. super wyprawa,piekne widoki i na pewno doznania niesamowite..

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja powiem tak, nic co zbudował człowiek nie może się równać z tym co "zbudowała" natura. Przepięknie! Tylko mogę się domyślać jakie tam powietrze musiało być. Można zwariować od nadmiaru tlenu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej niedomiaru. Im wyżej w górach, tym powietrze jest bardziej rozrzedzone. Ja tam non stop ziewałam ;P
      Ponad to jest bardzo rześkie i naprawdę czyste.

      Usuń
  14. Jakże ja bym tam chciała zaciągnąć rodzinkę :)!!!
    Na serpentynach to i ja bym mogła pawika puścić (odnośnie dyskusji o dzieciach w górach z Anią luksemburską :)), ale dla tych widoków warto pocierpieć :)!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wówczas należy się często zatrzymywać. Polecam. Po przejechaniu kilku takich przełęczy w jeden dzień, uwierz mi, też byłam bliska pawika. A każde, powiedzmy "piętro", to już coś inaczej widać i można już nowe zdjęcia zrobić :)
      Przeżyłam, to i Ty być przeżyła. Miejsce zdecydowanie przyjazne rodzinom ;)

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.