Wdzydze - 22 ha gospodarstw i pracujących warsztatów rzemieślniczych.

Mieszkańcy regionu pomorskiego i jej przyległych (i tych dalszych też), niniejszym ogłaszam:
Przed Wami miejscowość Wdzydze. Osobiste wtargnięcie kosztuje pół dnia czasu.
   Jest to zacny skansen, bytujący tu i dojrzewający od 1906 r. pod władaniem Teodory i Izydora, którzy do dni swych ostatnich gromadzili tutaj typowe dla tego czasu sprzęty domowe i gospodarskie oraz cenną kolekcję złotem haftowanych czepców, obrazów malowanych na szkle i ceramiki.
   22 ha obszaru położonego nad brzegiem jeziora Gołuń, sprawi że nudzić się nie będziecie. Jest pięknie i kwitnąco. Nie śmierdzi zbutwiałym drewnem, bida nie piszczy.
   Każdego zainteresowanego zwiedzaniem, zapraszam na ich stronę. (z której to opisy zaczerpnęłam)




Rozwój miejscowego rękodzieła brzęczy i huczy po dziś dzień z pasją i miłością godną każdego rzemieślnika, a ci na oczach naszych odkrywają piękno kaszubskiej sztuki ludowej, które tkwi w misternych plecionkach i wielobarwnych haftach.
   To nie tylko architektura i babskie zajęcia. To również męskie warsztaty, gdzie np. pracuje prawdziwy kowal.
   Ponad 50 obiektów z Kaszub i Kociewia pochodzących z XVII - XX wieku. Wiernie odtworzone wnętrza wraz z autentycznym wyposażeniem. Uruchamiane urządzenia gospodarcze i przemysłowe oraz przepiękne walory zadbanej przyrody, pozwalają poczuć się jak w prawdziwej, dawnej wsi.
   Najciekawsze moim zdaniem obiekty, pokrótce opiszę. Szczegółowy plan i treści szerszych tekstów jak i wszystkie zabytki, podam później w bardziej szczegółowym linku.


WIATRAK „HOLENDER” Z BRUS



Pochodzi z XIX wieku. Powstał z elementów drewnianych dawnej dzwonnicy. Był użytkowany do 1947 r. Posiada ruchomy dach mieszczący koło paleczne, osadzone na wale skrzydłowym.
   Obrotowy dach z silnikiem wiatrowym ustawiany jest pod wiatr za pomocą tzw. "baby" czyli kołowrota mocowanego do polerów wkopanych wokół wiatraka. Energia uzyskiwana z wiatru przekazywana jest za pośrednictwem kół zębatych i pasowych.
   Głównym elementem w systemie transmisji napędu jest pionowy wał centralny wprawiany w ruch obrotowy przez koło paleczne osadzone na wale skrzydłowym. Pierwotne jako urządzenia przemiałowe służyły dwa złożenia kamieni młyńskich, które po 1914 r. zastąpiono fabrycznym mlewnikiem, ustawionym nad piwnicą.
   Oprócz mlewnika w wiatraku pracowały również inne urządzenia jak wialnia i tryjer służące do oczyszczania zboża, łuszczarka i zgniatacz wspomagające mlewnik, a także odsiewacz odsiewający mąkę po każdorazowym przepuszczeniu mlewa przez dwuwalcowy mlewnik.


MOŻNA SIĘ TUTAJ POŁOŻYĆ





Taka inicjatywa może zrewolucjonizować nawet najbardziej opornego turystę, który przyjmuje, że w muzeach i skansenach zawsze się nudzi. W tejże chacie można nie tylko położyć się na łóżku z siennikiem, ale i korzystać z dosłownie wszystkich mebli, tak jak i zawartości półek, szafek czy sekretarzyka.
   Mąż przebrał się za dziadka, a ja... też spróbowałam, ale... zdjęcie trafiło do Tajnych Akt Kompromitujących.
   Odpoczęłam... ja się zapadłam w pachnącej krochmalem, pościeli z pierza. Mojej uwadze nie uszły również kuchenne szuflady pełne skarbów jak np. widelce z drewnianą rączką, na których punkcie mam obsesję... Niektórzy posiadacze takowego wiedzą, że najlepiej je się właśnie takimi sztućcami 😍


ZAGRODA GBURSKA Z POGÓDEK


XIX-wieczne gospodarstwo rolniczo-hodowlane. Chałupa i stodoła. Tą pierwszą wybudowano w latach 70-tych XIX w. We wnętrzu, wokół centralnego komina, rozlokowane są dwie sienie i cztery pomieszczenia użytkowe.


POKAŻ KOTKU, CO MASZ W ŚRODKU





Panowie śmiertelnie poważni...


KOŚCIÓŁ ZE WSI SWORNEGACIE



Pod wezwaniem św. Barbary ufundowany został przez starostę tucholskiego i mieszkańców wsi oraz proboszcza z Konarzyn u schyłku XVII wieku.
   Nawę, prezbiterium i zakrystię zbudowano w technice zrębowej z drewna sosnowego, dach pokryto gontem. Nadal pełni swe funkcje we wnętrzu odbudowanej świątyni. Są organizowane np. chrzty i śluby.


WARSZTAT STOLARSKI



Pan ochoczo opowiadało o swoim rzemiośle, a przy tym praktykował na miejscu jakieś ozdoby... najpewniej bardzo poważne zlecenie. Musicie wiedzieć, że wszystkie pamiątki jakie sprzedawano w kramikach, były ręcznej roboty.
   W razie pytań: nie zaopatrywałam się w nic, nie zbieram pamiątek, nie mają one dla mnie większej wartości niż wspomnienia i zdjęcia.


ZAGRODA PÓŁGBURSKA ZE SKORZEWA


Pochodzi z XIX wieku. Chałupa, budynek gospodarczy, piwnica i kapliczka. Podobno posiada charakterystyczną dobudówkę dla „starków”. Nie wiem, nie przypomina mi Winterfell...
W kapliczce stoi oryginalna rzeźba św. Jana Nepomucena.

(chodzi o małą dobudówki w ścianie szczytowej)


DWOREK Z NOWEGO BARKOCZYNA



Wybudowano go w II poł. XVIII w. Dobudowana w XIX w. wysunięta część, to izba dla parobka. Prawdopodobnie budynek miał służyć jako dworek myśliwski rodzinie Potockich.



ZAGRODA SZLACHECKA Z LUZINA, DWÓR


Wybudowano w 3 ćw. XVII w. Posiada wielodziałowe wnętrze z reprezentacyjnymi izbami. m.in. mieszkanie szlachecko - ziemiańskie z pocz. XX w.


SZKOŁA




To tutaj męczą się wycieczki szkolne z całej Polski. Nie mam wątpliwości, że gdybym kiedykolwiek miała wrócić do szkoły, to tylko w roli nauczycielki. Gadać lubię, uczyć lubię, jeśli jakaś dziedzina sprawia frajdę, to i wykładanie w danej, może być przyjemnością. Ale temat z kręgu zainteresowań, to jest warunek.


POKÓJ NAUCZYCIELSKI






Pachnie książkami, kałamarzem i jest cichutki. Szelestliwe konsultacje pochylonych nauczycielek nad klasówkami podopiecznych, stygnąca kawa w porcelanowym naczyniu, szelest pióra na papierze.
   A pani od muzyki odświeża sobie nuty na najbliższe zajęcia. Idylla, mówię Wam, idylla!


ŚWIĄTYNIA Z BOŻEGOPOLA WIELKIEGO

OŁTARZ GŁÓWNY
z 3 ćw. XVII w. zawiera obrazy św. Barbary i Jana Chrzciciela z pocz. XVIII w. XVIII wieczny PRAWY OŁTARZ BOCZNY jest rokokowo-klasycystyczny; LEWY - klasycystyczny, pochodzący z XIX w.
Deskowy strop pokryty jest malowidłami datowanymi z na pocz. XIX w., przedstawiającymi medaliony z wizerunkami św. Barbary, Jana Chrzciciela oraz Oka Opatrzności w bogatej oprawie roślinnej. Dekoracja ta nawiązuje do tradycji barokowej i podkreśla ludowy charakter wnętrza. 

Obecnie świątynia mieści wystawę o charakterze sakralnym. Znajdują się na niej m. in. dawne krzyże przydrożne oraz kapliczki, sprzęty i dewocjonalia charakterystyczne dla Pomorzan, a także XIX-wieczny, wiszący świecznik i oryginalny wiatrowskaz.



Pierwotnie świątynia służyła jako zbór protestancki, a po 1946 r. jako kościół katolicki. W XVIII wieku wymurowano w kościele kryptę grzebalną dla rodziny Wejherów, właścicieli wsi.
   Trumny z krypty kościelnej budziły nasze zainteresowanie, więc mąż z ciekawości zapytał urzędującą tam panią o ich zawartość. Pani zapewniła, że zawartość spoczywa w pokoju, albo raczej... w ziemi. Tak, myślę, że to chciała powiedzieć. Czyli wywalili zawartość do ziemi, a specjalnie dla nas, poustawiali fikuśne trumienki do oglądania.
   Wybaczcie, jestem odporna na takie tematy. Na swoim pogrzebie także zamierzam być sarkastyczna.


KOWAL


Nie mam nic do dodania, pan wyczerpał temat.


TEREN

Zwiedzanie tego terenu zajęło nam w istocie bardzo dużo czasu. Nie ulega wątpliwości, że jest to jeden z ciekawszych skansenów jakie dotąd w życiu widziałam, a i na pewno największy.
   Bardzo ciekawe jest to, że osiedle tych pięknych chałup okrasza zadbana natura i las. My przyjechaliśmy tam bardzo wcześnie, kiedy jeszcze było dosyć chłodno i nawet zastanawiałam się czy moje epickie lniane gacie to był dobry pomysł. Później jednak temperatura rozkręciła się na maxa, a turystów zaczęło przybywać, jednak my wtedy byliśmy już w połowie mapy.
   Warto wybrać się w to miejsce trochę wcześniej, zwłaszcza, że tak absurdalne widoki jak wtarabanianie się z wózkiem do młyna, mogą spowodować zator na dłuższy czas. Lepiej więc przyjść w godzinie otwarcia.





Z pozdrowieniami dla Filifionki 😊
Istnieje też kilka atrakcji, w których można spróbować swoich sił. Mąż np. chodził na szczudłach, ale tego nie pokażę, bo zdjęcie nie jest zbyt pochlebne. Znaj mężu moje dobre serce, ale... zdjęcie nadal istnieje i trafiło do albumu Dziwnych Figur.
   Mogłam sobie przypomnieć praktyki łucznicze. Gdyby tylko strzała była nieco cięższa, albo nawet jako taka, miała chociaż lotki, to łatwiej byłoby jej przelecieć przez wąski owal uwity ze słomy. Albo gdyby w cięciwie było trochę więcej mocy... No cóż, może po latach nie-praktyki, nie potrafię posłać strzały w dziesiątkę? Wciąż chodzi mi po głowie profesjonalny łuk...


Pranie i magiel, wszystko ręcznie w przydomowej izbie. Wielka maszyna pracowała cudownie, wprawiona w ruch siłą ludzkich rąk.
   Gdzie nie spojrzeć, oko uchwyciło coś miłego. Ciężko bardzo wybrać ze wszystkich zdjęć te najlepsze... bo w zasadzie wszystkie są dobre, bo każde przedstawia coś ciekawego.
   Kwiecisty pejzaż, złote kłosy, nawet strach na wróble, wspaniale i sielsko, tak jak w bajkach albo starych kreskówkach z mojego dzieciństwa. Nie wiem czemu, ale przypomniał mi się Huck Finn.








W spichlerzu zrobiono galerię zdjęć z czasów, które zna się tylko z filmów. Muszę przyznać, że fotografowie, którzy je wykonywali, mięli niezłe oko. Pokażę Wam kilka najciekawiej uchwyconych momentów.
   Jestem pod wrażeniem urodą pań. Ciała zakryte aż po szyję, a jednak... I nie trzeba im było sexi szortów czy polakierowanych paznokci na krzykliwy kolor. Na widok dzisiejszej mody, pewnie te panie w grobach się przewracają 😉




Jedną z ciekawszych kwestii w skansenach jest aranżacja wnętrz. Nie trudno jest odtworzyć dom przywieziony z daleka i zrekonstruować go deska po desce i niech sobie stoi. Trudniej jest nadać pokojom życia, tak jakby mieszkańcy dosłownie na chwilę opuścili swe włości.
   A jest co uchwycić, jest co zapamiętać i co pokazać. Najchętniej zasypałabym Was setką zdjęć, ale to, co tu jest, już ocieka niewątpliwie przesadą w ilości fotografii, przerastających samą treść, formą mającej być pełniejszą.
   Książki chyba nie będę ilustrować... Mąż coś mi podszepnął, że mogłabym, ale... 😵 Po prostu jak za coś się biorę, to bardzo ambitnie i niestety niekiedy trzeba mnie powstrzymywać.







Były to wnętrza dworskie, a teraz przejdziemy do zwykłych chałup, które - serio - podobają mi się o wiele bardziej. Nawet ten surowy beton w niektórych pokojach... to później.
   Niektórzy znają mnie z tego, że lubię sobie pogarszać warunki. Np. wyjeżdżając na wakacje, zdarzało się, że noclegi jakie sobie wybierałam, bywały bardzo surowe, a ja czułam się świetnie. Może w moim ciele fruwa jakaś średniowieczna dusza stęskniona do przeciągów zamkowych, pustych ścian i zimnych sal? (Mam teraz na myśli komnaty dla rycerstwa.) Póki co, gusta się zgadzają, uwielbienie do spartańskich warunków się zgadza, zamiłowanie do nagich mieczy tym bardziej, warrior diet i wiele innych.
   Kiedyś uważałam, że pewnie musiałam być Joanną D'arc, ale od kiedy przyjaciółka jest święcie przekonana, że to ona była, to ja już nie wiem kim...





I ten wszędobylski zapach ziół... Bogato wyposażone spiżarnie (większość może i była sztuczna, ale wyglądała prawdziwie). Co wygodniejsze w takich skansenach - brak much i os 😜
   I narodziło się pytanie - wieś czy zamek? Samowystarczalna chata czy rycerstwo? Wędrowanie! Wojownik, koń, wałówa i do przodu. Like a boss!






A to moja ulubiona hacjenda i ten w/w surowy beton. Słodki aloes w oknie, rozweselający wnętrze kwiat, potrzebne szpargały użytku codziennego i nic więcej. Bo czego chcieć więcej? Prądu i laptopa! Choć książkę przecie można pisać na maszynie. No świetnie, ale kto mi błędy podkreśli? 😉



- Te bardziej szczegółowe informacje,
uzyskałam ze strony internetowej: muzeum-wdzydze

30 komentarzy:

  1. Bardzo obszerny i ciekawy reportaż, lubimy z mężem takie zwiedzanie, uczy pokory wobec prostoty życia naszych przodków. W podobnych okolicznościach przyrody zwiedzaliśmy skansen w Dziekanowicach koło Gniezna. Dobrze, ze zachowały sie takie budynki, sprzęty, dawne receptury. Warto tam zajrzeć, a nie znałam wcześniej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Dziekanowiczach nie byłam. Bardzo lubię uczyć się historii z życia, czyli właśnie takie wydarzenia jak skanseny albo żywe wystawy, szczególnie zamkowe. Rycerstwo mnie bardzo interesuje, a więc turnieje i rekonstrukcje bitew. Kiedyś mieszkając w Polsce, jeździłam prawie na wszystkie zloty hufców.

      Usuń
  2. Takie cuda i to tak niedaleko mnie :O Jestem z pomorskiego, byłam nad jeziorem Gołuń, ale skansenu nigdy nie odwiedziłam. Wygląda niesamowicie, z ogromną chęcią bym tam pojechała. Klimat musiał być nieziemski - te kłosy, te drewniane chaty i dworki, ta pachnąca krochmalem pościel, intensywny zapach ziół... brzmi bajkowo, rzeczywiście. W ogóle uwielbiam miejsca przesiąknięte historią, takie, w których czuć atmosferę dawnych lat i ma się wrażenie, że mieszkańcy sekundę temu wyszli i zaraz wrócą, żeby kontynuować swoje spokojne czynności.
    Ja z kolei spartańskie warunki nie bardzo :'D Najbardziej ,,ekstremalne" warunki, w jakich spałam, to bardzo tani hostel, więc ten. Nigdy w życiu nie spałam nawet pod namiotem, chociaż kiedyś bym chciała.
    Szalenie miło czytało mi się ten post, rzeczywiście jest bardzo długi i bardzo obszerny, ale zdjęcia są piękne, a wyprawa naprawdę ciekawa. Aż sama poczułam się tak, jakbym przeniosła się w czasie :)
    Kurczę, dawno mnie tu nie było, mam ogromne zaległości z komentowaniem. W ogóle jestem do tyłu, jeśli chodzi o blogowanie, ale mam nadzieję, że uda mi się wygospodarować więcej czasu.
    Pozdrawiam ciepło!
    P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wygląda na to, że skusiłam Cię do odwiedzenia tego miejsca :) Wydaje mi się jednak, że sezon letni przynosi więcej atrakcji. (Nie sprawdzałam nawet czy poza sezonem są otwarci...)
      W namiocie spałam wiele razy, rodzice mnie zabierali jak mała byłam :) Mam przystosowanie :D W tanim hostelu też nocowałam, ale nie wiem co masz na myśli, mówiąc "bardzo tani", czyli czego mu naprawdę brakowało do poczucia swobody (poza prywatnością, rzecz jasna ;))
      Starałam się skrócić ten post jak najściślej... Serio Oo' Chciałabym zawsze pokazać WSZYSTKO, ale wiem, że potem robi się nieprzyjemny kolos, a nie chcę też zabierać ludziom całego cennego czasu, bo mi głupio potem ;P
      Ja jestem jak zwykle do tyłu z notatkami. Już dawno z Polski wyjechałam, a mam jeszcze trochę materiału ;)

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Na wycieczkach szkolnych zawsze spaliśmy w hostelach (w większości szalenie sympatycznych, nawiasem mówiąc) i raz po prostu trafił się taki, który był bardzo tani, ale tynk sypał się na głowy, wieczorem nie było ciepłej wody, meble trochę niszczały i w ogóle był lekko upiorny klimat. Jedna za to rzecz, która mnie fascynowała, to pieniek. Pieńki raczej. W prawie każdym chyba pokoju na parapecie stał pieniek. Element dekoracji? Praktyczna część wystroju w razie, gdyby trzeba było rozpalić ognisko? :D
      Post był serio niezwykle ciekawy, co zresztą widać po moim entuzjastycznym komentarzu wyżej :)

      Usuń
  3. Fajne te zdjęcia z Wami. Szkoda, że Twoje zdjęcie jest utajone. Pewnie jest bomowe. :D Toż to jak wielki domek dla lalek...buahahaha Wszystkim można się bawić...ostrożnie. :D

    Mega ciekawe miejsce, wlazłabym do tej szkoły i też udawała nauczycielkę...taką z horroru. buhahaha Już bredzę, to z choroby...powiedzmy. ;)

    Dobra z Ciebie żona, pewnie zdjęcie męża na szczudłach jest mega zabawne. Lubie takie fotki, nawet, jak ja na nich wyglądam, jak ufo czy coś. Nie ma to, jak się z siebie pośmiać. hehe

    Może teraz podpadnę, ale moim zdaniem kiedyś kobiety wyglądały bardziej kobieco. To tylko moje zdanie i piszę tak ogólnie. No wiesz...

    Ilustracja książki to świetny pomysł może takie co nieco, raz na jakiś czas...wyglądałoby to super i pogłębiłoby wyobraźnie. :)

    Wspaniała wyprawa. Multum świetnych zdjęć. Znowu bardzo nastrojowo. Lubię z Tobą podróżować. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie to miałam na myśli - kobiety miały klasę. Dziś ważniejszy jest seksapil. Coś pękło w świecie rozsądku, kiedy na świat wyszły spodenki ukazujące pół pośladka. Ktoś by mi teraz powiedział, że już kostium kąpielowy więcej pokazuje i przesadzam, ale... wszystko ma swoje miejsce.
      Oczywiście wyjątki są, nie umniejszam wszystkim panią klasy. No i ja też czasem mam dekolt (latem w szczególności), jednak bez przegięcia. Wydaje mi się, że tutaj jasno widać o jakim rodzaju kobiet obie piszemy.

      Ilustrację zostawiłabym jednak fachowcom, o ile w ogóle to dobry pomysł, bo czasem właśnie... psują wyobrażenie. Jak czytałam "Achaję", denerwowało mnie, że w każdym rozdziale muszę oglądać gołe cycki, bo to oczywiście były najważniejsze fragmenty powieści, które TRZEBA BYŁO KONIECZNIE zilustrować.

      Usuń
  4. Podoba mi się to miejsce. Mam znajomego, który jest kowalem i wytwarza broń białą. Mało już dziś kowali, stolarzy czy podobnych zawodów. Skansen zdobył mnie możliwością położenia się na łóżku!:P
    Tam na zdjęciu to chusta czy koc?
    Podobają mi się kapelusze, ale nie mam odwagi ich nosić. Tobie w kapeluszu bardzo do twarzy.

    I jeszcze jedno! Wiatrak. Uwielbiam wiatraki obok latarni i dzieł matki natury. I wiesz co? Za granicą to nawet każdy wiatrak jest rozreklamowany jako atrakcja, a u nas to te wiatraki są takie martwe. Przecież można zainwestować w turystykę.

    W ogóle czy wspominałam kiedyś, że moja rodzina pochodzi z kujawsko-pomorskiego? Mój brat i siostra w tych stronach się właśnie urodzili. Nie jestem człowiekiem południa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam kiedyś znajomego, który wykuwał miecze. Jak go ostatnim razem widziałam, mówił mi, że zabiera się za topór, którego ostrze ma być prawie tak długie jak on sam. XD

      Taaaak jak tylko to zobaczyłam, byłam pierwsza do leżenia! Panie opiekujące się tą chałupą zapewniły mnie, że tego dnia byłam pierwszą osobą kładącą się na tym łóżku :D
      Pytasz o zdjęcie jak leżę? To moje ponczo :P Byłam w nie ubrana wtedy :P
      Co to w ogóle znaczy, "nie mam odwagi nosić kapelusza"? :D Tłumacz mi :P

      A nie, nigdy nie mówiłaś o swoim pochodzeniu. Ja urodziłam się w Łodzi, a umrzeć zamierzam na Mazurach albo Warmii XD No chyba, że znajdę fajniejsze miejsce.

      Usuń
    2. Tak, mój znajomy miecze też wykuwa. Tworzył również prawdziwe rycerskie zbroje, ale zmieniło się prawo i musiał zamknąć interes.

      Prawda? Od razu człowiek chce się położyć, jeszcze jak widzi zachętę. W takim razie bardzo podoba mi się to poncho i ten kapelusz do niego:P No bo jakby to nazwać-kapelusz to taka ekstrawagancja. I ja nawet mam czarny, wełniany kapelusz w szafie, ale wyobraź sobie, że nigdy w nim nie wyszłam.

      Z mojej najbliższej rodziny tylko ja się urodziłam na Śląsku, ale ni kija nie uważam się za ślązaczkę.

      Usuń
    3. Za ekstrawagancję to ja uważam Cyber Goth :P

      Usuń
  5. Pewnie niedługo trzasnę podobny temat o Muzeum Wsi Lubelskiej :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam skanseny. Może nie chciałabym już na stałe na wieś wracać, ale mam do tego sielskiego klimatu wielki sentyment :)!!!! Skansen, o którym tu piszesz bardzo chcę zobaczyć. Któryś z urlopów musimy spędzić w tym rejonie.

    O, o, o... i kamienne kręgi nawet mają :)!!! Nie wiem, czemuż mnie one tak przyciągają ;)?

    Dzięki i również serdecznie pozdrawiam :)!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja się głowię od dawna, po co one w ogóle powstają, te kamienne kręgi. Tym bardziej, że to czasy Katolickie.

      Usuń
  7. Taki skansen to zajęcie na cały dzień. Zwróciłam uwagę na szkołę i te ławki. W pierwszych latach mojej edukacji takie ławki zastałam w klasach, ale szybko zaczęli je wymieniać na nowe. W ogóle to pamiętam, ż moja babcia przędła wełnę na drewnianym kołowrotku i sama robiło masło w czymś, co nazywała bijanką chyba... Zawsze jak jestem w skanksenie to wyłapuję takie sprawy. Spędziłam dzieciństwo na wsi, a w latach siedemdziesiątych jeszcze różne rzeczy można tam było zobaczyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W liceum miałam takie ławki w sali językowej :)
      Też troszkę pamiętam z dzieciństwa, jednak to były dla mnie tylko sezonowe wakacje.
      Skanseny bardzo ciekawie obrazują pewne rozwiązania, o których dziś wielu nie ma pojęcia. Strasznie łatwo jest iść do sklepu i kupić masło ;)

      Usuń
  8. Ale mieliście fajny wypad. Czułam się jak u mojej babci w domu.
    Wiesz, że ja jeszcze pamiętam taki wystrój dawnych wnętrz /piec kaflowy, łóżko z siennikiem ze słomy, itd./ i uwielbiałam bywać u dziadków.
    Mój dziadek miał podobny warsztat stolarski.
    Bardzo fajne są też stare, drewniane kościółki z malowidłami na ścianach.
    Powiem Ci, że Twój mąż siedzący w izbie, idealnie wkomponował się w otoczenie:)
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam jak wtulałam się w rozgrzany piec kaflowy pewnej wczesnej jesieni... To są urywki wspomnień, wielu rzeczy już nie mogę niestety pamiętać.
      Drewniane kościółki bardzo mi się podobają, maja osobliwy charakter i niepowtarzalny zapach.
      Mówisz, że powinnam była go tam zostawić? :P

      Usuń
  9. Przeuroczo wygląda to miejsce! I wierzę, że można wsiąknąć na pół dnia!
    Trumny troszku przerażające ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stając w takiej krypcie (a było trumien znacznie więcej) przewinęła mi się scena z "Wywiadu z wampirem", gdzie wpadł Louis z kosą w ręce, a potem wszystkie trumny podpalił. To dopiero przerażająca fantazja... O_O

      Usuń
  10. Ogromny obszar do zwiedzania :) I bardzo klimatycznie tam. Można odpocząć od zgiełku miast. Wyciszyć się i poznać historię :)
    Ładne zdjęcia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przede wszystkim rano jest bardzo cichutko. Później zdarzają się głośne historie...
      Dziękuję i pozdrawiam ciepło :)

      Usuń
  11. Świetne miejsce według mnie. Coś mi się kojarzy, że jak byłem w podstawówce to na wycieczkę pojechałem właśnie do tego skansenu. :)

    W sumie mogę nie wychodzić na dwór przez jakiś czas, jednak nawet i ja mam tak, że kiedyś też muszę, inaczej się uduszę niemal.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba większość szkół tam wyjeżdża, z tego co ostatnio słyszę. Moja jednak nie i miło było zwiedzić po raz pierwszy to miejsce. Mąż był tu drugi raz. Poprzednio również ze szkołą.

      Ja chyba jestem w połowie koniem, bo codziennie muszę się wybiegać. Nie można mnie zamknąć na dobę w mieszkaniu, bo wariuję.

      Pozdrawiam serdecznie w ten deszczowy dzień. Mam nadzieję, że złota z drzew nie zmyje.

      Usuń
  12. a domek BabaJagi gdzie?
    nie dowieźli? przydałby się do kompletu, a uczciwa wieś powinna dysponować BabaJagą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To była stricte katolicka wieś, więc raczej by tam nie pasowała... Choć dziwi mnie obecność kamiennych kręgów, które raczej kojarzą się z innowierstwem... Więc może Jaga tam mieszkała, ale deczko się ukrywała działając w ciszy i szeptach swych zaklęć? ;)

      Usuń
  13. Witaj Hexe.
    Wdzydze, jezioro, skansen... Byłem tak wiele lat temu i zwiedzalem ten skansen.
    Pozdrawiam serdecznie i do siebie zapraszam.
    Michał

    OdpowiedzUsuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.