Proste życie blisko Boga - Skansen w Klukach.

"...Oczywiście w konstrukcji współczesnego świata, w którym żyjemy, pieniądz jest wymiernym celem pracy(...) Pogoń materialna jest więc koniecznością, lecz nie musi przybierać formy żądzy..."


- Ryszard Krupiński




Słowińskie chaty i obejścia wypełnił gwar pracy i zapach tradycyjnie przygotowanych potraw. XX-wieczna wioska w Klukach tętni bardzo pracowitym życiem pośród białych ścian i drewnianych zagród, pośród zwierząt i pomorskich pejzaży.
   Czy proste życie w surowych warunkach dawnej wsi może być szczęśliwe? Czy znój pracy może wystarczyć aby przeżyć? Czy życie w pocie czoła można nazwać idyllicznym? Oczywiście, że tak. Zatem zapraszam Was w podróż do przeszłości, gdzie trzoda głośno jeść wołała, gdzie dzieci pomagają w pracach domowych i tylko od Boga zależy urodzajność pól.
   A wszystkich zainteresowanych prezentowanym miejscem - Skansenem w Klukach - zapraszam na ich stronę.
   A Was na sam koniec o coś zapytam 😊

Oryginalnie wyposażone chaty w skansenie mają zawsze drzwi otwarte.
A w środki zapachy najprzedniejszych wyrobów przygotowywanych na miejscu.
Plac zabaw z przeszłości 😁


Każdy z nas chyba kiedyś spędził trochę czasu na wsi. Przeważnie w wieku szczenięcym, a i pewnikiem dziś niektórzy z Was jeżdżą do swej rodzinki i tym razem patrzą na swoje dzieci. Jak to było i jak mogłoby być teraz, zdecydowałam się napisać z perspektywy mieszczucha na bazie swoich wspomnień.
   To co można zauważyć to z pewnością system życia. Kiedy jest praca, to jest praca, kiedy można usiąść na ławce, to choćby i w milczeniu, można popatrzeć w dal, porozmyślać... zdaje się, że to aż nie do pomyślenia obecnie, kiedy obowiązki wypełnia się w wielkim pośpiechu, nietrudno wtedy o zamieszanie i zawrót głowy.
   Sielskie życie, a czymże jest? Kiedyś nie znano tych wszystkich rzeczy, które odwracały ludzką uwagę od tego co ważne. Plan był prosty i nie walczono z chaosem ani zabieganiem. Plan był prosty? Po prostu żyć.

Co mogłabym tutaj dodać od siebie? Wychowanej w wielkim mieście gdzie zasadniczo trzeba było chodzić do jakiejkolwiek pracy, a dom to było tylko mieszkanie, w którym raczej niewiele jest do zrobienia?
   Owszem, standardowo powtarzam, że pogodne serce sprawia, że praca przebiega z rozmyłem i pozytywnym nastawieniem. Pęd, szaleństwo, gonitwa za szmalem, często nie pozwalają nam zauważyć własnych potrzeb i uczuć... Często zapadamy się w pracy na rozkaz szefa, zapominając o tym, co w życiu faktycznie jest istotne. I co tutaj konkretnie jest nie tak?

Obserwując życie z dala od miast, czy to w dzieciństwie, czy dziś, zrozumiała, że do przeżycia potrzebne nam są proste narzędzia. Dziś zmodernizowane wsie posiadają pełną automatykę. Jest to nie lada ułatwienie ale i troszeczkę przydaje niezależności od pewnych utrudniających czynników środowiskowych. I tak zamieniono np. woła na traktor itd etc...
   Pamiętam, że na wsi zawsze było pełno zwierząt. Że trzeba było nakarmić świnie, że trzeba było pozbierać jajka z kurnika (co czasem robiłam), a wieczorem trzeba było przyprowadzić krowy z pastwiska. Pamiętam też jak dziadek oswoił gęś, która - jedna jedyna z całego stada - przychodziła do niego i pozwalała się pogłaskać. Przypuszczam, że właśnie po nim odziedziczyłam te tajemnicze zdolności zaklinania niektórych zwierząt...






To o czym pisałam nie tak dawno, opierając się na sztuce Mrożka, spotkało się z przedefiniowaniem. Pisałam wtedy o osobach, które ustawiły swoje życie podług monety i stanu posiadanych rzeczy. [TUTAJ] Nie minęłam się wiele z prawdą, którą chciałam subtelnie przytoczyć, ale okazało się, że zrobiłam to zbyt mało dosłownie.
   Muszę więc rozjaśnić tamtejszą atmosferę. Nie marzę o życiu jaskiniowca na skraju nędzy. Mam też wątpliwości co do tego, czy na fast-foodach można MĄDRZE przeżyć... z pozdrowieniami dla Rose 😝
   Piszę o tym, co uważam za istotne, opowiadam o czymś na swoim przykładzie to wolna dyskusja.

Kiedyś nikt się takimi rzeczami nie przejmował, nie rozpisywał felietonów w internecie (teraz pozdrawiam samą siebie), ale przez to był mniejszy kontakt ze światem zewnętrznym. Jednak Internet swoje zrobił.
   Wymarzyło mi się, aby wyjść światu naprzeciw z pewnym przekazem. W moich marzeniach o przyszłości pojawia się chałupa z samowystarczalnym gospodarstwem, a do tego taki projekt wcale nie kręci się wokół poklasku, westchnień i autopromocji. Wymarzyłam sobie samowystarczalny dom. I jest on zupełnie realny i nie ja pierwsza wpadłam na taki pomysł w dzisiejszych czasach.




Tu widać jak strasznie byłam napuchnięta z niewyspania...
O przyczynach opowiem przy jakiejś okazji, bo nie zamierzam tego zostawić bez echa.
Na miejscu panie gospodynie gotowały różne potrawy, którymi częstowały każdego, kto tylko miał ochotę spróbować jakieś tradycyjnej pyszności. Poniżej mamy dżem. W innej chacie dwie gosposie przyrządzały pszenne placuszki, a w jeszcze innej, załapaliśmy się na ostatnie dwie porcje przepysznej zupy!
   Oryginalne piece nie były wcale oszustwem, napalono w nich węglem, sprawdzałam - była ta piekielna moc!




A tutaj miła pani produkowała sowy. Pamiętajcie, że jak już musicie sobie coś kupić,
to nie kupujcie byle czego - kupcie sowę.



Zagracamy mieszkania, gromadzimy rzeczy, zaś potem niczym smok na swych skarbach, polerujemy je na błysk i pilnujemy ich... i tak do końca życia? aż w końcu przestajemy się nimi cieszyć, nasze priorytety czynią chaos w głowie, przestajemy myśleć refleksyjnie. Szafy rosną, półek przybywa uwięziwszy nas w przeszłości, często jako ludzi smutnych, zatroskanych, na skraju depresji i desperacji. (tu już mówię o skrajności)
   To zawsze bałagan nie tylko w mieszkaniu, ale i w głowie. Zagraconej zmartwieniami głowie. A ten chaos potęguje jeszcze większy plik głupich myśli, zawziętych i... agresywnych. Takie szaleństwo odbiera nam nie tylko panowanie nad samym sobą, ale i nierzadko zdrowie. Empatia staje się niezrozumiałą frazą, logiczne myślenie pętami, które rozrywamy (tak jak więzi z bliskimi) i ostatecznie zaczynamy działać impulsywnie.

Wnętrza, które Wam dziś prezentuje, są ciekawą interpretację domów z dawnych lat, ale i obecnie tak potrafią wyglądać. Dobrze pamiętam ostatnie odwiedziny na wsi, gdzie spędziłam ułamek dzieciństwa. I chociaż ta ostatnia wizyta odbyła się kilka lat temu, wiem, że tam nie zmienia się nic. Poza wyjątkiem... smutnym wyjątkiem tego, że zwierząt żadnych już nie ma, a dziedzice wyfrunęły do miast.





Moje życie nie jest nastawione na zysk, spotyka się to z brakiem zrozumienia. Niektórzy kręcą głowami, na coraz to kolejny wpis o ascetycznym życiu. Kiedyś to się tak nie nazywało. Kiedyś było to proste życie, połączone z pracą na swój własny byt.
   Nie szaleję w galeriach handlowych, nie magazynuję tego, co aktualnie w modzie błyszczy, wychodzi też na to, że jestem nihilistką, której nie interesuje ponad połowa tego, co uważa się za normalny sposób spędzania czasu.
   Żyję prosto. Moimi priorytetami jest realizacja tego, do czego Pan Bóg dał mi smykałkę. Rozwijam się duchowo, uczę się sama wielu rzeczy (często na raz), bardzo dużo czytam no i poznaję świat, zachwycam się nim, dużo wędruję. Po prostu mam nieskomplikowane życie. Nie gromadzę dóbr, nie staram się ich ulepszać, nie chcę mieć wielkiego domu wraz z wielkim dobytkiem, który jest mi niepotrzebny. Jest kotwicą, a ja nie chcę mieć kotwicy.
   Mieszkamy z mężem w małym mieszkaniu, a nasze ruchomości ograniczają się do niezbędnego minimum, plus przedmioty, które tworzą hobby, ale nie są niezastąpione. Gdybym nie miała aparatu, pewnie szlifowałabym dalej swój warsztat malarski. Mam mnóstwo książek, bo bardzo dużo czytam i to jest ta moja słabość... 😓 Generalnie nie przywiązuję się do rzeczy. Nie wiążę się z nimi przez sentyment, nie płaczę jak mi się coś zniszczy 😔 Rzecz to rzecz. Jest nabyta.





To co najmocniej charakteryzuje wszystkie przedstawiane dziś wnętrza, to święte obrazki, które nadal wiszą w starych domach (i nie tylko), przekazywane z pokolenia na pokolenie, a serce rośnie kiedy wspomnieć widok seniorki skupionej przy różańcu. Wydawałoby się, że niczego tutaj nie brak.
   Dawne wioski, charakteryzowała nie tylko praca, ale i głębokie uduchowienie. Podobno prostota jest kluczem do rozwoju duchowego i poświadczy o tym każdy asceta.
   Starożytni mędrcy są świetnym przykładem, onegdaj to właśnie do nich chodziło się po radę, a oni nigdy nie odmawiali pomocy. Kiedyś spodobało mi się takie jedno wyczytane gdzieś zdanie... że tacy mędrcy, potrafili spojrzeć na spotkanego człowieka tak, jak patrzył kiedyś Chrystus.

Tutaj były robione wspomniane wyżej placuszki.



Między materializmem, a posiadaniem niewielu rzeczy też istnieje granica i to gruba. Potrzebna jest równowaga, a nie np. śmierć głodowa na skraju ubóstwa. 😉 Tak jak kiedyś, dosłownie i dziś można osiągnąć pewne rzeczy, żyć i przeżyć, a i cieszyć się owocami swojej pracy i życiem jakie wokół pięknie trwa.
   Pomimo skrajnych słów jakie tutaj czasami padają (często też w tonacji sarkastycznej), moje wypowiedzi bywają brane na zbyt poważnie. Ktoś niedawno mi napisał, jakoby porównywał mój wzór prostego, ascetycznego życia z nędzą... no proszę państwa - NIE!
   Chociaż w kurnej chacie nie mieszkam, chociaż płacimy z mężem podatki i nie uprawiamy własnego jedzenia (tylko trochę), uważam, że mogę wypowiedzieć się w takiej formie. W formie jakiegoś tam marzenia o jakiejś tam strukturze jakiegoś tam, własnego systemu.
   Oczywiście prym wiedzie siła ludzkich rąk. Sielskie życie to niełatwe życie. Zawsze zastanawiałam się, czy bym podołała zamieszkawszy w samowystarczalnej chacie...






Życie na wsiach w XX wieku (z resztą nie tylko, bo jest tak po dziś dzień) kręciło się wokół kościoła. Kościół, dożynki... etc... to z perspektywy małych ośrodków miejskich, stworzony jest "rodzimy katolicyzm".
   Obecnie mieszkam w malutkim miasteczku... właściwie to wioska, wokół pola kukurydzy, słychać dzwoneczki pasących się zwierząt i co rano - że tak to patetycznie ujmę - budzi mnie kościelny dzwon. U drzwi pojawia się gazetka, tzw. "forum parafialne". To co można z niej wyczytać, to przede wszystkim szereg spotkań małych wspólnot, żyjących w małej przestrzeni sąsiedzkiej.

Od pamiętnych czasów zawsze towarzyszył mi Bóg. I to Jemu zawdzięczam, że nie uczestniczę po dziś dzień w tym miejskim karnawale, w pogoni za konsumpcją.

"Najpopularniejszym, choć jednocześnie najprymitywniejszym wyjaśnieniem jest brak pieniędzy. Jak tu być szczęśliwym, gdy wciąż brakuje pieniędzy na zaspokojenie różnych potrzeb? Zrozumiałe gdy pieniędzy brakuje na elementarną żywność lub poprawę szkodliwych dla zdrowia warunków mieszkaniowych. Ale już wątpię, gdy przeszkodą do szczęścia staje się niemożność zakupu lepszego samochodu, wyjazdu wakacyjnego, większego mieszkania, czy choćby nawet markowych ubrań, kosmetyków, nowoczesnych i zwracających uwagę gadżetów..."

- Ryszard Krupiński





Sady i pola wciąż są mocno zależne od pogody, dlatego w wiejskiej tradycji Bóg jest jako czuwający nad rolniczą dolą.
   Niestety nadal praktyki religijne Krk są wpajane od maleńkości i nierzadko miast wyborem, są obyczajem dyktującym normy życia. Takie społeczne tradycje stały się najsilniejsze pod koniec XIX w. i na początku XX w.

A niegrzeczne dzieci idą do pieca!
Przypadł mi do gustu ten domek 😁
A tu inna mini-zabudowa.

Zabytkowe chaty tworzą dziś w różnych miejscach kompleksy skansenów dostępne sezonowo dla turystów. Ale takie gospodarstwo wcale nie pozostaje fikcją, choć w bardzo młodych umysłach może to się w głowie nie mieścić 😜
   Znajduję czasem ciekawe artykuły o ludziach, którzy egzystują w bardzo podobny sposób, spokojnie i bez pośpiechu, czego zgubne skutki opisywałam na samym początku oraz w starym poście opartym o sztukę Mrożka.







I teraz sami powiedzcie, czy bylibyście w stanie żyć w ten sposób? Bez TV, bez łażenia do sklepu, a raczej pracując na własne wykarmienie i paszę dla zwierząt? Żyć   s a m o w y s t a r c z a l n i e?
   Na tyle przynajmniej, na ile Wam wyobraźnia podpowiada. Temat wolny, rozpiszcie się 😖

21 komentarzy:

  1. Zwiedzając tamte strony, dotarliśmy także do tego skansenu, a ponadto odbywał się wtedy jakiś festyn i napróbowaliśmy się różnych ciast, miodów itd. Lubię takie żywe muzea, z namiastką ówczesnego, prostego życia.
    Co do twoich wyborów i preferencji, myślę, że nie musisz się nikomu z niczego tłumaczyć, to Twoje życie i Twoje wybory...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie muszę się nikomu tłumaczyć - masz rację, ale jeśli wybrałam, że opowiadam o sobie na forum publicznym, to chcę być dobrze rozumiana.
      Jeżeli coś pisać, to z poprawnym sensem.

      Usuń
  2. Droga Hexe!
    Jak Ci wiadomo, jestem rocznikiem 50+. Zatem wiele z tych przedstawionych tutaj zdjęć nie jest mi obca.
    Byłam w skansenie na Kielecczyźnie, skąd pochodzę , kilka lat temu z moimi dziećmi. I łezka nie raz stanęła mi w oku.
    Pamiętam: chaty kryte strzechą, proste narzędzie rolnicze i sprzęty domowe.
    Ogródki przydomowe pełne ziół, kwiatów, a sady bogate w owoce. Pola pięknie obsiane, żniwa bogate w zbiory, łąkę pachnącą sianem.
    Nie raz boso biegałam po podwórku, czy rano po rosie.
    Uwielbiałam wyprawy do lasu na grzyby i jagody.
    Dzieciństwo, to moim kochani Dziadkowie, świat radości, beztroski, ciepła i miłości, zapachów i smaków.
    Z tamtych lat pamiętam sklep na wsi, w którym było wszystko: chleb, marmolada na wagę, gwoździe i grabie.
    To był może biedny czas, ale pełen dobra, wzajemnej życzliwości i zrozumienia.
    Pozdrawiam refleksyjnie, ech...



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest to także, o czym marzę, skromny, ale wystarczający, dom pełen serca.

      Moje wspomnienia nie są tak pełne jak moich rodziców, bo byłam zbyty młoda. To właśnie rodzice mnie zabierali na wieś do rodziny. Pamiętam dziadka, pamiętam ciotkę, bardzo bliską mi osobę, która już niestety nie żyje. Nic mi po niej nie zostało, tylko te wspomnienia, wspólne rozmowy w tajemnicy przed innymi starszymi...
      Dom pełen życia, zapach ziół, owocowy sad, dużo zwierząt.

      Marzy mi się takie coś. Żebym kiedyś, miast wspominać daleką przeszłość z refleksją, zestarzeć się z taką samą gracją jak moja ś.p. ciotka na wsi pełnej życzliwości i pozytywnego ducha.

      Usuń
  3. Chyba też zwiedzałem ten skansen, głowy nie dam za to jednak. :)

    Sądzę, że jestem za bardzo przywiązany już do współczesności. Chociaż gdybym miał się od kogo nauczyć tego wszystkiego, co jest potrzebne by być względnie samowystarczalnym to wtedy mógłbym spróbować takiego życia.

    Przywiązanie do naszych krain geograficznych bardzo dobrze rozumiem, sam mam już parę takich miejsc, do których chciałbym wrócić.

    To mi się już chyba tak robi, niby chodzę spać koło 24-1 w nocy, a wstaję bez większego problemu koło 8 rano.

    O kurczaki, to nie zazdroszczę takich snów. Oby się oddaliły jak najszybciej, tego życzę mocno.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A właśnie, ja też musiałabym najpierw się nauczyć. Jestem zbyt nasiąknięta wielkim miastem i nowoczesnością, chociaż... tym drugim może nie zupełnie. Nadal mam telefon z klawiszami :P

      Jak pisałam ten post, wyobraziłam sobie, że idę przeszkolić się na survival do kogoś kto tak sobie własnie żyje, i mnie nie wypuszcza "na własne" póki sam nie stwierdzi, że się nie zabiję ^_^'

      Jak dotąd nic nie przebiło w moim sercu Warmii i Mazur. Jak dotąd, marzy mi się, by to tam właśnie osiąść. Ale muszę też pamiętać, że nie miejsce jest ważne, a to, jak się urządzę. Bo jeśli się wszystko kiedyś uda zrealizować, to mogę być szczęśliwa równie dobrze pod Ozorkowem ;)

      Kładę się o 22, wstaje o 6. Przyzwyczaiłam się. Wychodzę wtedy na spacer albo na jogging. :)

      Nie wiem czy wierzyć w interpretację snów, bo to w sumie zabobon, ale ponoć naukowcy udowodnili znaczenie kilku podstawowych... z kolei czy warto wierzyć im? Myślę, że sen może dać na jakąś wskazówkę, impuls, dzięki któremu wpadniemy na jakiś trop. To jak właściwa książka, która pojawia się w naszych rękach w najodpowiedniejszym czasie i daje naprawdę do myślenia.

      Usuń
  4. NIE :D!!!
    Wychowałam się na wsi i dosyć się już narobiłam za dzieciaka. Gdy inne dzieci jeździły na kolonie, ja żniwowałam, grabiłam siano, plewiłam ziemniary, jejciu, najgorszą karą było łuskanie maku i kukurydzy. Nasz tatuś zawsze miał dla nas jakieś ,,ciekawe" zajęcie ;P. Wiosną sadzenie, jesienią zbiory, zimą młocka zboża-koszmar, kurz, huk, syf i myszy :). Latanie po krowy i zbieranie jajec to dziecinna igraszka :).

    Dziś wspominam to z nostalgią... haha... szczerze... ale nie chciałabym tak znowu żyć. Gospodarstwo to odpowiedzialność. A ja nie potrafię być uwiązana w jednym miejscu. Chcę oglądać świat... będąc małą Justynką bardzo o tym marzyłam... nie przeszło mi :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajne zrobiłaś zdjęcia we wnętrzach chat. Nam się spierdzieliła lampa w aparacie i wszystko nieostre wyszło.

      Niestety przed sezonem nie było tych ludzi w strojach ludowych... ani jedzonka ;P.
      Miejsce jednakowoż bardzo przyjemne :)!!!

      Usuń
    2. Mam na myśli gospodarstwo mające wykarmić kilka osób, bez handlowania zasobami, czyli bez wielkiej nadprodukcji. Więc nie potrzebuję stada krów (ale stado kur owszem, bo bez omleta nie przeżyje dnia :P), mam na myśli takie poletko, które sprawi, że przeżyję dni ciepłe i jeszcze będzie na zapasy na zimę. Więc żniwa odpadają, bo ja w zasadzie bez ziarna żyję. Siano (jeśli chcę mieć konia, to będzie, chociaż nie wiem czy będę kiedyś miała we władanie tak wielką ziemię, by zapewniła zwierzęciu całą wielką belkę siana na zimę...) warzywniak obowiązkowo i to dość duży. Ziółka z przyjemnością :) Świnie niet. Wieprzowina be.

      Ja wiem, że możesz mieć awersję, ja Cię doskonale rozumiem. Ale ja kobieta pracująca, żadnej pracy się nie boję :D

      Ja też chcę oglądać świat i ja wcale tego nie zamierzam wykluczyć. Wszystko jest to zrobienia, do zorganizowania. Nie sama tam bym była :) A i do pomocy na zastępstwo jak mnie gdzieś by wywiało na dłużej, może też ktoś by się znalazł ;)
      Wiesz, nastawiam się do tych marzeń najzupełniej pozytywnie, a wiadomo, że może być gorzej niż się tego spodziewam (dla zdrowych zmysłów i trzymania się twardo ziemi, jestem raczej pesymistką, kiedyś już autentycznie ustalam projekt.) Póki co, są to marzenia, bo póki co, majątku nie dorobiłam się na tyle, aby stać mnie było wstęp. Nie przypominam sobie też, bym miała po kimś dziedziczyć gospodarstwo, przede mną byli już inni dziedzice.

      Jeśli nic takie zrealizować się nie uda, też rozpaczać nie będę, choć szkoda, bo chciałabym się wypróbować w takich warunkach na stałe. Jak ta Warszawianka, która wyjechała na wieś do mamy, z powieści "miłość nad rozlewiskiem" ;)

      Nie używałam lampy w ogóle :P

      Usuń
    3. Dopóki jednak mam zapał do wędrówek, jak mówiłam, marzenie o takim gospodarstwie, pozostaje planem na odległą przyszłość. Na razie wiem, że nie potrafiłabym usiedzieć zbyt długo w jednym miejscu (gdyby się okazało, że pomocy nie ma i muszę włości osobiście doglądać ;))

      Usuń
  5. Witaj Hexe.
    Lubię zwiedzać takie skanseny, bo mają swój urok i magie. Ba, pokazują jak się drzewiej żywociło i jakie były sprzęty i narzedzia.
    A tak na marginesie, masz coś z Baby Jagi, bo coś Ciebie do mioteł ciągnie, że o piecu nie wspomnę.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W końcu Hexe, nie? ;)
      A Jaga to według Polskich Legend całkiem ładna babka była ;D

      Spójrz sobie: https://www.youtube.com/watch?v=uKbuFYd468w

      Usuń
  6. powiem szczere ze nieznosz skansenowow
    tego srodu stechlizny
    butwiejecego drewna
    szmat
    biedy

    ba nawet jak odwiedzalam dom Freuda w Wiedniu przygnebialo mnie takie drobnomieszczanstwo
    co nie zmienia faktu ze masz fajne portaski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To niekoniecznie musi wiązać się z biedą. Takie gospodarstwa żyły ze swojej pracy i nikt tam raczej głodny nie chodził.

      A dziękuję :D Portaski może takie trochę nie współczesne, ale szalenie wygodne ^_^

      Usuń
  7. Oj droga Hexe,

    Nie byłabym sobą, gdybym się z Tobą zgodziła i nie wdała się w dyskusję. Nawet za cenę postowego karniaka;)

    Nie chcę burzyć Twojego sielskiego wyobrażenia o wsi, ale wieś to ciężki kawałek chleba, co już pisała jedna z koleżanek wcześniej. Jeśli nawet nie masz dużego gospodarstwa, ale masz kurki, kozę czy krowę, parę zająców, kawałek dookoła domu z tymi nawet swoimi ziółkami i jeszcze do tego kawałek (o zgrozo)pola (a musisz mieć jeśli chcesz być samowystarczalna) to to jest naprawdę ciężki kawałek chleba. Wstajesz często nawet o 4, 5 rano, aby wykarmić zwierzęta, wypuścić kurki na wolność. Jesienią idziesz o tej porze do pobliskiego lasu na grzyby. Jeśli masz normalną pracę to idziesz do pracy, wracasz po południu, tudzież wieczorem i do zimy tyrasz w polu jak głupia. Opisała też to już jedna z poprzedniczek. Jeśli jesteś nawet dzieckiem to nie ma taryfy ulgowej-każde ręce do roboty się liczą. Padasz wieczorem na twarz (żeby nie powiedzieć na ryj)i tak w kółko. Jeśli nie masz normalnej pracy to musisz mieć albo takie pole, żeby na siebie zarabiało-albo bogatego męża, który Cię utrzyma. A utrzymanie jakiejkolwiek zwierzyny, roślin również kosztuje. To nie jest taka od bułka z masłem.

    Jest jeszcze trzecia opcja. Dużo czytam od dawna (jeszcze zanim się stało modne slow life) o blogerkach, które żyją normalnie i mają na weekendy chatkę na wsi, gdzie jadą z rodziną (bez zwierząt i upraw) albo ludzie odchodzą z korporacji, żyją na uboczu, ale są freelancerami i utrzymują się z pracy w sieci.

    Na wsi rzadko jest czas, żeby siedzieć i pomyśleć. Tam jest zawsze całe mnóstwo roboty.

    To tak tylko pięknie wygląda z zewnątrz. Wyspy Aran w Irlandii są cudownie dziewicze. Jeden sklep na wyspę, żadnego bankomatu. Stada krów, owiec i srogi ocean dookoła. Jednak kobieta, u której spałam zapytana jak oni tu żyją odpowiedziała: tylko próbujemy przeżyć z dnia na dzień. Bo przychodzi zima, sztormy i czasami nawet produkty do sklepu nie dopływają-z resztą podobnie i bywa u nas w Świnoujściu, gdzie produkty na wyspie są dużo droższe, ponieważ muszą dopłynąć. Zimą czasami staje się to niemożliwe.

    Poczytaj Życie pasterza, poczytaj o ludziach na Spitsbergenie, o ludziach na Islandii czy o tym jak 20 lat temu wyglądało życie na wyspach Aran. I powiedz mi wtedy, że chcesz żyć tak jak oni.

    Nie potrafiłabym tak żyć. Wiele razy wydawało mi się to kuszącą wizją, ale nie potrafiłabym tak żyć. Wystarczy sobie wyobrazić poród, jakiekolwiek problemy zdrowotne-na odludziu, gdzie nawet karetka nie dojeżdża. Selekcja naturalna. Trochę za daleko zaszliśmy jako ludzie, żeby wrócić się do czasów selekcji naturalnej.

    Jestem za powrotem do szanowania przyrody. Sama miałam na balkonie zioła i pomidory, ale na co dzień, gdzie zdecydowana większość ludzi pracuje na etacie, wolę jedzenie upolować w super markecie.

    I płaczę za ulubionymi rzeczami. Umiłowałam wielce moje skórzane botki, które w niejednym kraju ze mną były. Przechodziłam w nich sporo kilometrów, dawały moim nogom ulgę i bezpieczeństwo. Czy to robi ze mnie materialistkę?

    Przedefiniowanie było sarkastyczne. Trochę sokratejskie. Sokrates pytał w starożytności: co to jest człowiek? Ludzie odpowiadali mu, że istota na dwóch nogach, nieopierzona. Obdarł kuraka ze skóry i zapytał: czy to jest człowiek? Istota na dwóch nogach, nieopierzona? Takie było moje przedefiniowanie. Świat nie jest czarny czy biały. Masz prawo żyć po swojemu, ale po co przy tym wkładać ludzi w szufladki? Szufladkowanie jest słabe, mało inteligentne. I nie odbieram tego personalnie, daję tylko swoje przykłady na zasadzie dyskusji;)

    Faktycznie. Mało znałam majętnych ludzi mądrych. Ale znałam i mądrych. I takich, którzy wiedzieli, że tymi pieniędzmi ani życia, ani śmierci nie pokonają.

    I zobacz jak dzięki Panu Mrożkowi wywołała nam się dyskusja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisałam o tym (także pod tym powyższym komentarzem), że jestem świadoma ciężkiej orki. Plan pozostaje w kwestii marzenia i jestem ciekawa czy bym sobie poradziła. Nie urodziłam się wczoraj ;)
      Z drugiej zaś strony, nie wiem czy nie bardziej wciągnęłabym się w długoterminowe podróże, co wyklucza takie pełne gospodarstwo, dlatego wcale nie powiedziałam, że klamka zapadła i teraz będę do tego dążyć za wszelką cenę. Jednak póki co, pozostaję Włóczykijem.
      Aaa coś Ci jeszcze powiem, nie poznałaś całego wariackiego marzenia. Żeby bardziej Cię upewnić, że zwariowałam :P Mnie interesuje średniowieczne gospodarstwo XD

      Nie chcę żyć na wyspach odcięta, mając nadzieję, że żarcie do mnie w końcu nadpłynie. Myślałam o samowystarczalnym gospodarstwie mającym wykarmić kilkoro ludzi, żadnej nadwyżki, żadnego gigantycznego pola. A i tego wystarczyłoby, aby zająć cały mój dzień ciężką pracą. Prąd można wytwarzać samemu. Z kablówki czy satelity nie korzystam. Pewnie porzuciłabym internet, ale jeśli zamierzam wydawać książki, mogę sprawić, by one "stały się moim blogiem".
      Bardzo dużo czytam artykułów o ludziach, którzy żyją w taki właśnie sposób. Coraz więcej natykam się też na takich, którzy w ogóle żyją bez pieniędzy, choć ja w swoim wypadku wcale ich nie wykluczyłam. Podziwiam ich za zapał i zaradność, jest w tym coś... pierwotnego, w tych ludziach żyjących praktycznie jak na survivalu.

      Nadal nie wiem skąd Ty to odludzie wzięłaś :P Naczytałaś się chyba o ascetach i pustelnikach na moim blogu, kiedy w tle były dzikie, puste góry. Nie... tam by mi się żadna uprawa nie utrzymała. To był inny temat.
      Kupić ziemię na wsi i postawić dom przy normalnej drodze to jedno, pustelnia to drugie, bo rozumiem, że masz na myśli taką hardcorową.

      W skład tego projektu wchodzi niezatrudnianie się w korporacji, ale też nie rezygnację z pieniędzy. Start w coś takiego jest podle kosztowny, ale np. gdyby dodać do tego chów koni jakiejś kosztownej rasy, nagle zwierzęta zaczynają utrzymywać się same. To jedna z wielu opcji na pytanie, co zrobić by mieć, ale nie harować na dwa etaty - u siebie i u kogoś. Jeśli uda się z wydaniem książki (a wtedy pójdą następne) to też jakby problem o zarobkiem zniknie.

      Podam Ci pewną ciekawa wypowiedź wędrowca Łukasza Supergana, który przytoczę jako sedno mojego toku myślenia, odnośnie małej potrzeby posiadania rzeczy: "Żyjemy w świecie, nastawionym na szybkość i konsumowanie. Łatwo uwierzyć tym, którzy mówią, że potrzebujemy więcej i więcej, choć jest dokładnie odwrotnie. Wędrowanie na lekko pozwala zrozumieć, jak niewiele w istocie potrzebujemy."

      Już bardziej robią z ludzi materialistów pełne butów garderoby pod kolor do każdej torebki ;) Przypominam po raz enty, że ja pisałam o snobach :P
      Posiadam jedne, drogie, skórzane buty na jesień i zimę, które noszę już chyba ze 7 czy 8 lat. Wedle Twojej zasady jakości. Przeczytaj tamten komentarz pod Mrożkiem.

      Nie twierdzę, że bogacze to idioci. Wielu z nich udziela się charytatywnie, inwestuje mądrze i tworzy nowe miejsca pracy. Jeszcze raz powiem: ja pisałam o uzależnionych od szpanu i konsumpcji.

      Usuń
    2. Nie urodziłaś się wczoraj? Nie powiedziałabym, młodo wyglądasz:P

      Marzenia są różne. Gorzej jakbyś już miała całą zwierzynę i się rozmyśliła;)
      Temat wsi nie jest mi obcy. Moja siostra mieszka na wsi. Nie ma dużego pola, ale takie, żeby rosły na nim różne warzywa i owoce. Ma też całkiem osobno ogródek z kwiatami, a za polem las...I nawet przy takim małym kawałku ziemi narobić się trzeba. Ja osobiście przyznaję się, że w ziemi grzebać nie lubię.

      Skąd ja wzięłam takie miejsca? Z zainteresowań. Na najmniejszej wyspie Aran-byłam. Marzy mi się podróż na Spitsbergen, na Alaskę, ale już wiem, że żyć bym tam nie chciała. Za bardzo cenię zachodni luksus prysznica i toalety;) Taka wygodna jestem.

      Ja Ci życzę powodzenia, z resztą jak zawsze. Marzenia są po to, aby je spełniać. Są krainą, z której nigdy nie czeka nas wygnanie.

      Hexe. Uspokój się. Przecież ja to wszystko rozumiem, ale lubię sobie podyskutować i podroczyć się z Tobą:P Za takie podejście ceniłam Beatę Pawlikowską, ale mówienie o konsumpcjoniźmie, a potem pisanie książek o dupie marynie dla kasy jest hipokryzją. Bo albo masz swój plan na życie i żyjesz na pewnym poziomie wartości, albo pozwalasz sobie na byle jakość. Ona poszła w stronę byle jakości i bardzo straciła w moich oczach.

      Lubię wędrować. Lubię mieć dobrze przeżyty dzień, ale jeszcze bardziej lubię wtedy kolację i ciepły prysznic.

      To w tym kraju żyją jakieś snoby, doprawdy? U la la;) Ty to musisz mieć znajomości:P:P

      Dobrze już, dobrze.

      Usuń
    3. To bym łysa była :P

      Moja chrzestna ma działkę na wsi. Postawiła dom, by mogła tam siedzieć całe lato. Lubi grzebać w ziemi. Warzywniak, zioła, kwiaty... Poza zbożem ma wszystko. Las za płotem, a w nim grzyby. Staw niedaleko zarybiony. Czego chcieć więcej do przeżycia?
      Kiedyś często u niej siedziałam, spędzałam czasem kilka dni z rzędu. Podoba mi się u niej. Widzę się w czymś takim.

      Czy Ty byś była w stanie wybrać się w drogę, która miałaby trwać kilka tygodni albo pół roku? Tylko na szlaku, bez hoteli? (prysznica :P)
      Mnie to nie przeraża, a nawet nastawiam się na to (się i męża). Chcę wyruszyć i długo nie wracać.
      Jednak żeby gdzieś żyć, jak piszesz, 'w kręgu swoich zainteresowań', trzeba sobie zapewnić pewne elementarne potrzeby. Nawet na hardcorowej pustelni wypadałoby mieć możliwość umycia się. Przynajmniej raz na jakiś czas :P No chyba, że planujesz już więcej nie gorszyć aniołów :D

      Ostatnio się zastanawiałam, co ty masz wymalowane na twarzy, kiedy piszesz do mnie komentarze :P

      Nie wiem co z tą Pawlikowską, bo ja w sumie obserwuję ją od... ja wiem... od 3 lat, może 4... i co mi to daje? Wiem jak żyje? Nie wiem. Pokazuje zdjęcia swoich wypraw, opowiada o nieznanych mi miejscach, w zasadzie nie dostrzegam bylejakości, ale skoro była kiedyś "pełniejsza", to opowiedz mi jak to wyglądało?
      [Za pominięciem tego, że wydaje książki dla kasy. :P]

      Znam różnych snobów XD Oni sobie, ja sobie XP

      Usuń
    4. Nie wiem czy byłabym w stanie się wybrać, ale docelowo chciałabym się wybrać. Na szlaku to może nie. Nigdy nie spałam pod namiotem, uwierzysz? Raczej wówczas bym korzystała ze schronisk po drodze. Zdarzało mi się nie korzystać z prysznica na kościelnych wyjazdach: Zdarzało mi się wtedy całą noc siedzieć na mokrej ziemi podczas ulewy. Nie jestem chyba taka, za jaką mnie uważasz;)

      I ja bym chciała. Marzy mi się przejście drogi Św. Jakuba do Santiago de Compostela. Znałam dwie osoby, które ten szlak przeszły i obie mówiły, że to było najlepsze, co zrobiły w życiu.

      To jest dobre pytanie:D Nie maluję się jakoś w barwy wojownicze.Uwierz. Najczęściej jak czytam blogi i komentarze to na twarzy mam uśmiech. Ja się generalnie często śmieję.

      Żeby wypowiadać się na jakiś temat, trzeba mieć minimalne o tym pojęcie. Prawda? Zna się na podróżach, bo jest podróżniczką. Może jej książki nie są dziełem wybitnym, ale opowiadała tam o podróżach, przygodach, kulturze. To było ok. Szanuję ją za przejście najbardziej malarycznej dżungli świata, co się udało niewielu. Pisanie książki na temat depresji nie będąc terapeutą, pisanie książek na temat kotów nie będąc weterynarzem i wiele innych jest posunięciem dosyć ryzykownym. Ma ponadto bardzo dużą skłonność do pokazywania swoich prawd jako jedynych słusznych, a to już jest bardzo wkurzające.

      Usuń
    5. Ja bym chciała przejść Narodowy Szlak Izraelski. Od kiedy poznałam na blogu innej osoby jak to wygląda, plus porady jak go przeżyć, tak nie potrafię o tym przestać myśleć.

      A myślałam, że masz to, co sobie Rambo nakładał na twarz, jak szedł na akcję XD

      Pawlikowska ponoć miała depresję. No i trzymała w domu koty... z punktu widzenia osoby doświadczonej w ten sposób, można napisać coś miłego. Tak mi się wydaje.
      Ja nie jestem historykiem, a opisuję czasy średniowieczne, czy powiesz mi, że jestem niewiarygodna?
      Czytuję to co ona pisze na FP, może to niewiele, ale jak dotąd nie spotkałam się z jakąś "jej prawdą", która by mnie wkurzała. Nawet dosyć często się z nią zgadzam, kobitka chce zarażać optymizmem, nie wieje od tego naiwnością. Czy szczerością, to już nie wiem, musiałabym znać ją prywatnie.

      Usuń
  8. Takie miejsca nie tylko mają swoją historię, ale i klimat. Muszę kiedyś namówić mojego by zobaczyć to na własne oczy.
    Słodkie gęsi :)
    o nie wiem czy dobrze widzę dżemik mniam

    OdpowiedzUsuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.