wtorek, 12 września 2017

Pasja - nasz styl lub sposób na życie.

"Łamał ciszę trzaskiem co rusz pękających pod stopami gałązek. Szeleścił trącanymi krzewami, przedzierając się przez niegościnną gęstwinę, aż wreszcie wyszedł na polanę pełną gigantycznych, czarno-grafitowych pni, których czasze listowi rozkładały się niczym ciemno-zielone parasole. Były tak wysoko nad głową, że aż nieprawdopodobnym wydawała się, możliwość wspięcia na jakieś. Niżej nie zwisały żadne gałęzie, nie było też lian ani bluszczy, które później owszem, pojawią się oplatając pnie swymi, wężowymi ciałami, grubymi na pięść."


- frag. mojej powieści


Czym jest i czym może się stać pasja? Dla jednych to hobby, które pozwala na aktywne spędzenie czasu. Dla innych, to sposób na idealny relaks. Dla wielu pasja staje się stylem życia, a nawet pracą zawodową. Dla mnie jest to namiętność, a nawet obsesja i nieodłączna część mnie. Od dłuższego czasu staram się też, aby również była formą przynoszącą korzyści (ale nie tylko materialne, to nigdy nie było i nie jest na pierwszym miejscu).
   Wierzę gorąco w to, że Bóg obdarował nas talentami po to właśnie, aby spełniać się w pocie czoła, każdy w swojej indywidualnej dziedzinie. I to jest możliwe! Posiadanie pasji ma jeszcze więcej korzyści:
   Naukowcy już dawno udowodnili, że kreatywne życie pełne pasji i ich realizacji, przedłuża życie. Ludzie z pasją są szczęśliwsi, seniorzy do końca zachowują sprawność umysłu, są pogodni i przyjaźnie nastawieni do świata. Bo pasja to coś, co uskrzydla na CAŁE ŻYCIE.

Najciekawsze jest to, że ci, którzy nie mają pasji, uznają mnie za dziwaka.




Wakacyjny czas płyną nam wyjątkowo leniwie. Żyliśmy bez planu, dni same okazywały swój cel. To prawda, zdarzył się dzień stagnacji w całości poświęcony edytorowi na komputerze, podczas gdy dżdżysta pora uniemożliwiła nam nawet codzienne wyjście na ryby, a rowery mokły spętane łańcuchem, niczym niespełnieni więźniowie śniący co noc o leśnych wojażach.

   Zabierając ze sobą lekturę (jedną do czytania, drugą do pisania, bo nie wyobrażam sobie rezygnacji z pisanego słowa/taki znowu alien ze mnie 👽), nie ma możliwości, bym położyła się w pięciu kocach z marsową miną obrażona na pogodę. Wiem, wiem... to trochę jakbym zabrała pracę na wakacje, ale... ja to naprawdę lubię! W tym tkwi sens na znalezienie idealnego zajęcia - robisz to, co kochasz i co jednocześnie Cię relaksuje. W takim świetnym układzie, można pracować i cały dzień, a do tego mieć satysfakcję i czuć się w porządku.
   Kreatywne życie wyjaskrawia się w deszczowe dni najbardziej, ale nie tylko autorstwo gra tutaj swoją rolę. Znajomi np. mięli ze sobą grę planszową. Taką nietypową, bo z pięknymi figurkami. Widziałam w ich domu niezły zbiór podobnych gier.
   Tego typu strategie są osadzone w różnych realiach. Od nawiązujących do prawdziwej historii, po scenariusze baśniowych krain lub science fiction. Ciekawe, nakłaniające do logicznego i perspektywicznego myślenia.


Delektowałam się herbatkami zakupionymi w górskiej chacie na moje urodziny. Widzieliście już TO miejsce? Moją oczywistą pasją są podróże, chyba o tym nawet nie muszę pisać, prawda? Nie tylko miejskie atrakcje (których ostatnio sporo pokazywałam), ale i nasza wspaniała natura, która niekiedy zadziwia, a nawet potrafi rozbawić.
   Np. po brzozie rosnącej przed naszym tarasem, prędko pomykały małe ptaki, kora chrupała - harmider na całego. Kawałek dalej wariowały wiewiórki, a to wszystko w ciszy znudzonych ludzi, zadekowanych w swoich domkach letniskowych.
   Deszczowa pora, cóż... rozleniwia, to fakt, ale jakaś pogoda być musi! Przyznam szczerze, że za typowo plażową pogodą nie przepadam. Trafiliśmy na warunki idealne, ponieważ przez większość dni było dosyć ciepło, czasami pochmurno, lecz to w niczym nie przeszkadza, zaś upał wystąpił na zaledwie dwa dni - a te, całkowicie spędzone w warunkach nadjeziornych. Nic tak nie rzeźwi jak zrobienie kilku prostych w zimnej wodzie 😊


Łódź znacznie poszerzyła nasze granice wędrówek. Mąż okrzyknął się Wioślarzem Pomorskim 😉 i śpiewał wymyśloną przez siebie pieśń, (nawet całkiem do rymu), niosącą się po brzegach echem.
   Jako że Łobez to jezioro przepływowe, popłynęliśmy na rekonesans do sąsiedniego zbiornika.





"Nadspodziewanie poszybowały w jego kierunku dwa jego własne noże. Wyprostował się ledwie nim zauważył w jakiej sytuacji się znalazł gdy o włos przed nim zmaterializowała się w nieprzeniknionej chmurze, paskudna postać. Gdy mglista osłona opadła, wszyscy zobaczyli monstrum z odrywającymi się strzępami gnijącego ciała, z którego piersi wystawały dwie czarne rękojeści. Stwór wyciągnął oba ostrza z siebie, odwrócił się i podał noże swojemu panu."

- frag. mojej powieści



To właśnie taki krajobraz widzę w tle swojej emerytury 😂 Nie góry.
   To gęstwiny przybrzeżne lasów, spokój jeziora i unosząca się w powietrzu słodka wilgoć. To fauna bagnistych terenów i flora... niestety to napiszę: mazurskich i warmijskich uroczysk, ale tu, na Pomorzu jest bardzo podobnie.
   Tam gdzie grążel i lilie wodne kwitną, tam mogę odnaleźć kawałek raju dla siebie. Gdzie trzcina i tatarak szumią, gdzie narybek się pluszcze, gdzie gleba grzybkami pachnie, jest po prostu cudownie.
   Nie przeszkadza mi żaden deszcz czy chłód, bo to nie ważne. Mam takie nastawienie do zewnętrznego świata, nie pozwalam sobie na pochmurność w duszy kiedy nie ma słońca, bo słońce każdy powinien mieć w sobie.
   A pogoda? No cóż... powtórzę: jakaś być musi! I te burze krążące wokół nas, błyski piorunów dreszcze budzące. Wiatr szarpiący trawy wysokie. Fale na złotych łanach zbóż...




"Wypowiedział nowe imię, którego dawno już nie używał. Wymówił je bardzo czule, wręcz z namaszczeniem, tak jakby od tego zależało, czy wzywany obejdzie się z nim łagodnie. Jego oczy na krótką chwilę zaszły mu bielmem. Pojawiło się daleko przed nim czarne jak noc wężowisko mgieł, znacznie większe i jeszcze mniej przeniknione niż te, w których zjawiały się nieumarłe istoty. Kotłowała się jak wściekła burza, choć była cicha i(...) na tyle pokorna, by to, co zaraz miało się objawić, nie pozabijało ich bez pytania.
   W niej łagodnie uwydatnił się kształt.(...)
...Miał założoną czarną, błyszczącą kropierz, która przypominała rybie łuski, obszytą rogowymi, matowymi płytkami. Stalowy, czarny napierśnik był przymocowany do siodła również czarnym łańcuchem, ale pozbawionym połysku. Naczółek i folgowany nakarczek, połączono ze sobą w elegancki sposób metalowymi plecionkami..."

- Frag. mojej powieści




Wędkować nauczyłam się jako niedorostek. Dla mojego męża jednak, jest to szczególna pasja, (przynajmniej nie muszę się martwić o dobry zestaw czy zaplątywanie przynęty, co nigdy nie było moją mocną stroną...). Lubie spining. Od początków jednak najbardziej relaksuje mnie klasyczny spławik. Łowienie na grunt nigdy mnie nie wciągnęło.
   Jak to ja, kiedy uznałam, że pożywienia mamy aż zanadto i już zaczęliśmy mrozić zapasy (zamrażalkę mięliśmy małozasobną), odłożyłam kij na bok. Mąż jednak łowił zapamiętale do ostatniego dnia prawie każdego bladego poranka i we wszystkie piękne wieczory.
   Ja w tym czasie w domku rozkładałam na podłodze koc i zabierałam się za trening 💪😁 Sport jest nieodzowną częścią mojego świata, pasją jak najbardziej i nauką. Wiedza na temat motoryki ciała, dietetyki, wszelkich zasad fitnessu, wszystko to odmieniło mnie o 180 stp. Jest czas na odpoczynek (to także ważna część treningu) i jest czas na pracę nad sobą, która wypełnia ważną część wielu dni, nawet tych wakacyjnych, bo po prostu to lubię 😉 To mogę mieć codziennie choć w różnym stopniu natężenia o różnej objętości ćwiczeń. Na wakacje nie zabieram ze sobą hantli i innych obciążeń 😆 Było wakacyjnie lekko 😏
   Ale kiedy czegoś nie możemy mieć na wyciągniecie ręki, człowiek jakby na zapas starał się angażować w swoje hobby, bo na następną taką okazję będzie musiał poczekać rok. Tak mam właśnie ja z końmi.


Kiedyś myślałam, że część mojego życia spędziłam w siodle, a resztę zmarnowałam.

To coś więcej niż sport, móc obcować z tymi pięknymi zwierzętami, swoista wyjątkowość. Ten moment, kiedy wkładasz nogę w strzemię, świat zewnętrzny znika, następuje reset. Wskakujesz w siodło, wszystkie problemy, codzienność - po prostu odsuwają się na bok. Zaś galop to już prawdziwa magia. To jak dosiadać wiatr...
   Kiedy przyjechaliśmy z mężem w to miejsce (właściciel naszej wypoczywalni polecił je nam), japa uśmiechnęła mi się od ucha do ucha gdy rozpoznałam, że to ten ośrodek. "LARIX".
   Mam bardzo miłe wspomnienia z tego miejsca. Pośród wielu wspólnych tras koncertowych z zespołem Kozak System, raz okazjonalnie tutaj się zatrzymali na nocleg. To były niezwykłe czasy. W zasadzie mogłabym je dodać do listy moich pasji, zdjęcia imprez masowych to była świetna robota, bardzo to lubiłam.

Pasja to podmuch szczęścia pozwalający się uwolnić ze stalowego uścisku szarej codzienności.


Synchro, tak ma na imię ten koń, okazał się grzecznym wierzchowcem. Zsynchronizowanym z jeźdźcem 😉
   Mogę polecić ciekawą stronę definiującą prawidłowe zsynchronizowanie z koniem i poprawny dosiad TUTAJ. Szukałam czegoś, co pozwoliłoby mi nie pominąć najważniejszych kwestii, chcąc w kilku słowach wyjaśnić o co z tym prawidłowym dosiadem chodzi (jako ciekawostka), ale uznałam, że ktoś zrobił to już o wiele lepiej ode mnie. Przy okazji - świetny warsztat pokazowy, zrozumie nawet największy laik.


W klasycznym stylu angielskim jeżdżę już od najmłodszych lat. Kiedyś praktykowałam ten sport regularnie jako aktywna członkini Stajni "Oleńka" w Łodzi, którą serdecznie polecam wszystkim chętnym z centrali Polski.
   Jednym z moich marzeń jest nauczyć się westernu. To totalnie inny styl jazdy pochodzący (no przecież) ze Stanów Zjednoczonych. Różni się nie tylko używanym sprzętem, ale i rodzajem tresury konia wedle osobliwych zasad, które nie mają nic wspólnego ze stylem angielskim. Nie pojedziesz na koniu trenowanym klasycznie, w sposób w jaki jeździ się w westernie (i na opak). Jest tak skrajnie różny.
   Dla mnie jazda konna wydaje się prosta, ale... pomyślcie teraz, czy zaufalibyście nieprzewidywalnemu zwierzęciu, który z łatwością może Was zabić? Wypadki zdarzały się najlepszym, ale to nie jest wcale mniej niebezpieczne niż jazda samochodem albo przechodzenie pieszo przez ruchliwą ulicę. Wystarczy jeden błąd, nieuwaga, jeden idiota na pobliskim pasie ruchu... i pozamiatane. Dlatego nie rozczulam się nad sobą. To mnie uszczęśliwia.


Jak widzicie, Hexe spędza wakacje raczej tradycyjnie jak przeciętny człowiek. Nie fruwa na miotle, nie udaje się na sabaty czarownic, ani nie dziczeje w lesie w domku na kurzej łapce.
   Ten czas to dla mnie przede wszystkim poświęcanie się zajęciom, które najbardziej kocham. Od jeździectwa na czele, po teatr miejski (o którym już pisałam), czyli wszelkie atrakcje kulturowe, muzea, skanseny, urokliwe mury architektury i o tym wszystkim opowiem (i pokażę) jeszcze więcej wkrótce.
   Swój wakacyjny czas spędziłam właśnie tak - realizując się w swoich głównych zamiłowaniach. Od pewnego czasu staram się jedną z nich przemienić w sposób na życie. O tym czy mi się to uda, nie zdecyduję ja. Mogę tylko obiecać samej sobie, że włożę w tę pracę wszystkie moje siły i cały plan skupię wokół tego... właściwie już tak jest. To długa i żmudna praca, czasami od niej aż łupie w karku 😉 ale mam nadzieję, że wkrótce poczuję pomyślne wiatry.

Pamiętajcie - zawsze róbcie to, co kochacie, nawet jeśli inni mówią Wam, że to głupie!

Zdjęcie pochodzi z wilczej strony.
"podróże, rozwój, inspiracje".
Społeczeństwo w większości nie lubi indywidualistów, którzy robią coś niestereotypowego. Jak nasza młodzież: sami indywidualiści, wszechstronni outsiderzy, a ubierają się tak samo. (Tą sugestię podsuną mi mój mąż).
   Każdy człowiek jest wyjątkowy, każdy jest inny, ma inne marzenia i co innego śni. Pozwolę sobie zacytować fragment jednej książki, za którą dopiero zamierzam się wziąć, jest to wstęp, ale doskonale uderza w sedno: "[człowiek] Kieruje się mało sprecyzowaną orientacją, raczej wynikającą z konformistycznego dostosowania swoich przeświadczeń i dążeń do kierunku ruchu większości."
   "Gdy człowiek doraźnie i profilaktycznie nie rozwiązuje swoich bieżących i wcześniejszych problemów, nie podejmuje wyzwań i wysiłku, wówczas jakość jego życia ulega stopniowemu pogorszeniu i regresowi." To jakby definicja bezbarwnego życia, ale żeby nie siać propagandy, na razie zostawię ten wątek w spokoju. Jak zapoznam się z całą lekturą, dopiero wtedy wrócę do tego.

- Z uwagi na cytowane fragmenty
podaję autora: Ryszard Krupiński
"Rozwój osobisty, medytacje terapeutyczne".


Pora się przyznać, co stanowi tak naprawdę moją absolutnie największą pasję. Jestem pasjonatką życia, ciekawą świata i ludzi. Nie ważne gdzie, ale ważne z jakim sercem wędrujesz, bo nigdy nie wiesz kogo możesz spotkać na swojej drodze.
   Każdy dźwiga swój bagaż doświadczeń, każdy ma do opowiedzenia inną historię i nigdy nie wiecie z początku, z czym musieli się zmagać... Dlatego bądźcie zawsze pogodnego ducha, zawsze otwarci, bo kiedyś ktoś może potrzebować Waszej pomocy lub rady. Jestem pewna, że nie bez powodu znajdujemy się na danej, konkretnej drodze.
   Tak sobie właśnie pomyślałam, że kroczenie drogą Chrystusa można także podpiąć pod styl życia, choć to niełatwa wcale rzecz i bez otwartego serca po prostu się nie da.

Zdjęcie pochodzi z wilczej strony.
"podróże, rozwój, inspiracje".
Jestem ciekawa Waszych pasji. Jak najbardziej lubicie spędzać swój wolny czas? A może jest tutaj ktoś, kto pracuje w zawodzie z kręgu swoich bliskich zainteresowań? Teraz Wy mi opowiedzcie 😀

22 komentarze:

  1. Witaj Hexe.
    Zaiste fajny spływ, więc jestem pod wrażeniem.
    Nie czas jeszcze swoje marzenia do szafy kłaść... Jak napisał kiedyś Jędrek Połonina.
    Jak widać, łatwo ci być wioślarzem i Amazanką.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wioślarzem głównie był mąż, ale ja też to lubię. Zawsze wybierałam łódź wiosłową, podczas gdy kobiety wynajmowały raczej rowerki wodne ;)
      Tobie pasji raczej nigdy w duszy nie braknie :)
      Pozdrawiam również :)

      Usuń
  2. Uwielbim spływy kajakowe. Jeszcze tak niedawno uczestniczyłam w nich razem z moim synem. Zazdroszczę Ci kontaktu z końmi. Był czas kiedy regularnie chodziłam na naukę z Młodym. Uwielbiam konie. Na Litwie w Szawle jest przeogromna stajnia z końmi ujeżdżanymi. Są przepiękne...
    Pozdrawiam
    https://zolza73.blogspot.com/
    https://goodmorning73.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To akurat był spływ na łodzi wiosłowej :P Ale mało istotne.
      Także był w moim życiu taki czas, kiedy regularnie uczęszczała do stajni. Teraz mam to raz do roku.

      Usuń
  3. Z wędkarstwa najlepiej opanowałem pożeranie szczupaków. dlatego mało kto zaprasza mnie na ryby, chociaż ostatnie lata - nie mogę narzekać na nieurodzaj.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiele z tego co napisałaś jest mi bliskie, wprawdzie nie jeżdżę konno, ale wszystko inne jak najbardziej. Człowiek z pasjami drażni ludzi, którzy sami są bardzo przyziemni, leniwi i wolą umniejszać czyjeś osiągnięcia, cele, marzenia. Ileż to razy słyszałam - a co ty z tego masz, a po co Ci to, ile ci za to płacą? A przecież pasja nie musi oznaczać zarobku, świetnie jeśli tak jest, ale można czuć satysfakcję także bez zapłaty. Pasja powoduje, że chętnie wstajemy z łóżka, planujemy, cieszymy się na spotkanie...
    Jedna z moich pasji nieco przybladła, bo prawdziwą pracę z książką i czytelnikiem musiałam ograniczyć na rzecz zajmowania sie darmowymi podręcznikami dla uczniów, ten aspekt edukacji bowiem scedowano na bibliotekarzy...robiąc z nas magazynierów. Dlatego dobrze mieć pasje pozazawodowe - weekendowe zwiedzanie, spacery, fotografowanie, czytanie, blogowanie...
    Twoja powieść zapowiada się intrygująco:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po co Ci to, co z tego masz? Ile płacą? Te pytania zadają pasjonaci zysku, którzy z niczego innego nie mają satysfakcji jak właśnie z dobrego pieniądza, który wg nich świadczy o tym, że idą twardo przez życie. Pasje są dla słabych.
      Przede wszystkim warto mieć kilka takich miłych sercu zajęć, a jeszcze jest ciekawiej, jak można je z kimś dzielić. Z moich licznych pasji, mój mąż podziela jedną szczególną, mianowicie podróże, szczególnie piesze. Nie byłoby dla mnie problemu gdyby musiała chodzić sama, ale cieszy mnie bardzo, że mąż mnie rozumie i robi to samo. Zaraziłam go też końmi, ale ufa tylko jednej (najlepszej moim zdaniem) instruktorce i nigdzie indziej nie chce jeździć ;) A szkoda, bo powinien to szlifować.

      Usuń
  5. Piękne wakacje. Dochodzimy do momentu, w którym się zgadzamy. Bo widzisz-mogłabym przez lata odkładać pieniądze na mieszkanie, na które i tak nie będzie mnie stać, a ja wolę jeździć na wakacje.

    Jazda konna zawsze była moim marzeniem, ale nigdy nie było mnie na to stać. Podobnie jak na wiele innych rzeczy.

    Moją pasją jest podróżowanie. Kocham ocean, jego horyzont, mgłę unoszącą się nad nim. Abstrakcyjnie jestem człowiekiem wody, chociaż nie potrafię pływać. Ogrom oceanu i fal grzmocących o skały przynosi mi ukojenie. Podobnie jak wszelka natura. Daje mi to poczucie niesamowitej wolności, obcowania z czymś, czego nie jestem w stanie ogarnąć rozumem, co jest wyższe ode mnie i było tu lata świetlne przede mną. Matka natura szepta mi do ucha, a ja wiem, że należy jej się szacunek.

    I chyba mi się udaje ta synchronizacja z przyrodą, bo zawsze dzieje się tak, że kaczki, łabędzie z młodymi ode mnie nie uciekają. Ptaki się nie płoszą, a rzadkie motyle przysiadają na torebce. Pamiętam jak ptaszek kiedyś żebrał ode mnie o jabłko.

    Uwielbiam czytać. Nie wyobrażam sobie życia bez materialnych książek, a na widok biblioteki i większego zbioru książek dostaję oczopląsu.

    Uwielbiam jeść i smakować nowe rzeczy. Spotykać ludzi po drodze. To wszystko jest czymś, co myślę sobie zamykając kiedyś ostatecznie oczy-da mi ostateczne ukojenie. Że żyłam naprawdę i tego jednego życia nie zmarnowałam. Mieszkania, samochodu, innych rzeczy nie zabiorę ze sobą. Nie będę myśleć podczas ostatniego tchnienia ile miałam. Będę raczej myśleć ile doświadczyłam, zasmakowałam, kochałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. WOW ZGADZAMY SIĘ :D :P

      Te opinie o cennikach jazdy konnej są trochę jak dla mnie przereklamowane. Gdzie nie powiem, że jeżdżę, myślą, że ja bogata z domu, a przecież wcale tak nie jest.
      Zaczynałam naukę z konkursu gazetowego, moja mama wygrała w brukowcu kilkanaście lekcji jazdy konnych. Mogłam mieć... 16 lat.
      Kilka lat później na mazurskich wakacjach z rodzicami tata zawiózł mnie spontanicznie do pewnej kobiety, z którą utrzymuję kontakt po dziś dzień. Ona dopiero mnie nauczyła jeździć tak naprawdę. Nie mogę pamiętać tak dokładnie ile wtedy tata dawał za jazdy, ale coś około 30zł za godzinę nauki. (oczywiście inaczej wygląda cennik dla osoby samodzielnie jeżdżącej, jest taniej).
      Rok później pojechałam do niej sama na 2 tyg. wakacji. Jeździłam codziennie, trochę jej też pomagałam, że czasem zdarzało się pojeździć darmo, albo za cenę kowala.
      Potem w moim mieście zaangażowałam się na kilka lat w dużej stajni (ta Oleńka co pisałam), gdzie chodziłam 2/3 razy w tygodniu i to już była samodzielna jazda tylko i wyłącznie, od podstaw. Od wyprowadzenia sobie konia z boksu, wyczyszczenia i osiodłania, po jazdę i w drugą stronę, rozsiodłanie... itd. Całkowita samoobsługa i uwierz mi, mnie jako pracowniczce hipermarketu - starczało kasy - więc nie jest tak źle.
      Kosztowne są tylko początki, bo wypadałoby sobie kupić chociaż ochraniacze na łydki (sztylpy albo czapsy) i buty. Kask wszędzie możesz darmo wypożyczyć.
      I fajnie jest się też zaprzyjaźnić z osobami posiadającymi konia ;) Kiedy moi rodzice mięli dość, że ja gadałam tylko o koniach non stop :P z wielką dla nich ulgą zaczęłam angażować się w takie właśnie znajomości. Tak też czasem jakaś jazda w gratisie się trafiała ;)
      Teraz w stopniu w którym ja jestem, właściwie nie ma to znaczenia jakie są warunki, okoliczności, po prostu kiedy mam okazję, wsiadam i jadę.
      Fajnie jest zaangażować się w jakąś stadninę na dłużej, bo możesz wówczas dogadać się i nająć do pomocy, zaś oni mogą Ci płacić w jazdach.
      Kiedyś najęłam się do współpracy z początkującymi, uczyłam ich siodłania, takie tam. A potem brałam po nich konia i "dogalopowywałam" go - na pierwszych lekcjach nie ma jeszcze galopów, a konia trzeba porządnie rozbiegać.
      Byłam pomocna, a przy okazji nie zostawiałam ani grosza i mogłam pojeździć.
      Jak się bardzo chce, to można ;)

      Następna notatka Ci się spodoba. Dam Ci posłuchać szumu morskich fal ;)

      Na mnie mówią, że zaklinam zwierzęta, a mąż, że jestem druidem. Zaczęłam ostatnio swoje przygody nagrywać, nie wiem czy pamiętasz, jak całe stado owiec i baranów za mną przeszło hale. Albo krowy zebrały się wokół mnie popatrzeć na człowieka. Nie nagrałam jeszcze jak koty codziennie rano witają się ze mną. Albo... itd...

      Ja nie mogę wchodzić do księgarni, bo nie umiem wyjść bez książki. Nienawidzę czytać na komputerze, musi być pachnący, szeleszczący papier. Wyobraź sobie więc moje poświęcenie, kiedy piszę powieść cały dzień :P
      Dostałam ostatnio książkę na komputer do czytania, zapowiada się ciekawie i ją przeczytam, mimo że będę przeklinać jak szewc jak mi w oczach żyłki puszczą, ale ją przeczytam, BO CHCĘ :P

      Ostatni akapit chyba sobie pożyczę i zacytuję...

      Usuń
    2. Chciałam kiedyś być wolontariuszem w stadninie w Krakowie. Wolontariusze też płacili tylko mniej. Może faktycznie nie zainteresowałam się tak bardzo tematem, wychodząc z założenia, że mnie nie stać. Po prostu.

      Właśnie dotarłam i przeczytałam Twoją morską notkę.

      Ja mam podobnie, dlatego raz na miesiąc kupuję książkę internetowo:P Tak jest bezpieczniej. Zdarza mi się czytać na komputerze książki, na które szkoda by mi było pieniążków :)

      Usuń
  6. Bardzo zmyślny wpis, a zdjęcia znów podobają mi się, że ho, ho. :)

    Lubię poszerzać swoją wiedzę, zwłaszcza z zakresu szeroko rozumianej socjologii, politologii i pokrewnych dziedzin. Bardzo lubię pisać, na blogu, do szuflady, dla samego siebie, różne rzeczy, od wierszy, przez mini dramaty po mini powieści. Poza tym staram się jak jest możliwość poznawać nowe tereny, smaki, tradycje...

    W pewnej mierze to zrozumiałe, bo jak ma się trzy posiłki podane na stołówce można zapomnieć właściwie o wycieczkach. Nawet zwykła wyprawa nad morze jest ograniczona czasowo.

    E tam. Wcale nie nazywałbym chaosem tego co lubisz słuchać. Ja tak jak zaznaczyłem na boku na swoim blogu najbardziej lubię wszelkie odmiany metalu (no może poza doom metalem i black metalem), jednak jak coś mnie natchnie słucham właściwie wszystkiego od bluesa, przez rap, pop, muzykę elektroniczną itp.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też bardzo lubię socjologię. Psychologia ogółem i psychiatria... też.. analizuję choroby umysłu pod względem przyczyny pojawiania się ich. Są o tym bardzo ciekawe doktoraty pisane.
      Blog, choć to znowu pisanie, uważam za swój relaks w czasie wolnym. Wygląda to niekiedy dziwnie, że jak piszę jakiś rozdział do książki, to w przerwie [znowu] piszę, a potem np biorę się za naukę czegoś. A właściwie... chyba to moje domowe studiowanie też wynika z hobby. Przy takiej pracy odpoczywam. O cholender... to ja cały czas się obijam tak naprawdę XD

      Raz jeden byłam na All Inclusive i nie podobało mi się właśnie przez to, że chcąc gdzieś pojechać, coś pozwiedzać, musieliśmy się zawsze spieszyć żeby zdążyć na posiłek. Innym razem wakacje ze śniadaniem też okazały się kłopotliwe, bo mięliśmy plan bardzo wczesnego wstawania (a śniadanie miało być 2h później) i musieliśmy wytrzymać bez śniadania parę godzin.

      Swego czasu byłam zainteresowana młodym zespołem Vesania. Na wokalu stoi Orion z Behemotha. Jest dużo melodyjniejszy i moim zdaniem w ogóle nie ma nic wspólnego z Behemothem w swojej aranżacji artystycznej.

      Usuń
  7. Powoli jesiennie się robi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nadal są zdjęcia z początków sierpnia, ale widziałam już wtedy żółciejące się drzewa. Zaś obecnie w górach w najwyższych partiach pojawiły się już złote trawy :)

      Usuń
  8. Wow. Jestem zachwycona. Taki krótki fragment Twojej powieści, a ja już mam ciary i wyobraźnia pracuje po całości. Cudnyyyy fragment!!!!!

    Kobieto...ja Cię uwielbiam. Uzmysłowiłaś mi, że tak jest... ludzie bez pasji mają mnie za dziwaka. Ja też alien, nawet mnie tak przezywają. Łączmy się. Niech moc będzie z nami.buahaha

    I jest kolejny fragment. Toż ty piszesz mega wciągająco. Już się zastanawiam co to za monstrum, kim jest jego pan.

    Życzę Ci, byś właśnie w takim miejscu spędziła swoje życie. No zgadzam się...słońce trzeba mieć w sercu.

    No i kolejny fragment. Jest przerażająco i meeeega ciekawie. <3

    Zapisałam się do klubu fotograficznego. Ileż tam profesjonalistów...wiadomo. Jako jedyna nie posiadam lustrzanki, nie znam się na teorii. Stres mam ogromny, ale poszłam na pierwsze spotkanie i pójdę na drugie, jak zdrowie pozwoli, bo coś choroba mnie nie opuszcza. Chodzi mi o to, że dla pasji staram się pokonywać swoje lęki. Akurat napisałaś post o pasjach. Czuje się, jakbyś przez ten post dawała mi rady, dodawała otuchy i siły. No bo przecież ja się uczę. Masz rację, co z tego wyjdzie, zadecyduje Bóg, ale ja muszę i chcę dać z siebie, co tylko mogę. Nie chcę żałować, nie chcę być sama sobie winna. Mimo stresy, mimo obaw...no idę, bo chcę być, jak najlepszym fotografem, nie zatracając siebie.

    OOO tak społeczeństwo nie lubi indywidualistów. Bardzo dodałaś mi sił. Jesteś pełna życia, masz w sobie tyle wiary nie tylko w siebie, nie tylko w bliskich, ale i ogólnie w ludzi. Z Tobą jest łatwiej. Jeśli będę się dobrze czuła, a o to się staram, to idąc na drugie jeszcze bardziej stresujące spotkanie fotografów...będę myślała o Tobie, o tym, co napisałaś. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że kilka fragmentów potrafiło zrobić wrażenie :)
      A uwielbienie to Ty zostaw Bogu ;)

      To fantastycznie, że rozpoczęłaś taki kurs. Ja jestem samoukiem, a i tak bardzo wielu rzeczy jeszcze nie umiem zrobić. Lustrzanka poszerza możliwości, cały czas uczę się robić zdjęcia w różnych sytuacjach, ale wiedz, że przez 10 lat pracowałam na cyfrówce i wszystko wydawało mi się wtedy znacznie prostsze. Zaś teraz zdanie mam takie, że nagle wszystko stało się możliwe. Przede wszystkim to ja teraz decyduję, który plan chcę mieć ostry, nie lubię automatyzacji w aparatach. Nadal jednak jeszcze parę kwestii muszę się dopiero wyuczyć.

      A wyobraź sobie, że powiedziano mi prosto w oczy, iż we mnie nie ma życie. Cóż, może go nie widać, może je sobie tylko wyobraziłam? Może monstrum przyniosło te sztylety mnie i ja żyję w świecie schizofrenika? ;)
      Tak czy owak - jak słusznie zauważyłaś - mam w sobie dużo wiary w ludzi i liczę na to, że kiedyś po prostu będzie normalnie.
      Cieszę się, że to co ja tutaj bazgram, nie idzie w pustą przestrzeń, że nie jest tylko obejrzane i skomentowane ot aby było, bo może ja też zostawię komentarz... cieszę się, że te słowa ktoś naprawdę czyta i umie wyciągnąć wnioski.

      Z Ciebie naprawdę pogodna dziewczyna, a mając nadal w pamięci Twoją niełatwą przeszłość, ja - jako blogowa koleżanka - jestem z Ciebie dumna, że nadal podzielasz optymizm.
      I uważaj na zdrowie, dbaj o siebie ;)

      Usuń
  9. Droga Hexe!
    Mam wiele pasji, zainteresowań. Niektóre trwają latami.
    Moją miłość do roślin, kulinarii już znasz. Dochodzi czytanie książkę, słuchanie muzyki, oglądanie filmów.
    Blog, to także pasja. Pisanie moje trwa już 12 lat.
    Lubię podróże, ale nie tak często wyjeżdżam, jakbym chciała. Teraz zdrowie nie pozwala.
    Najważniejsza jednak jest dla mnie rodzina!
    Pozdrawiam pięknie i dziękuję, że Jesteś:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hobby, zainteresowania, tak wiele rozmaitości można podpiąć pod to słowo. Realizowanie pasji - i wtedy czujesz, że żyjesz :)
      Właśnie zdałam sobie sprawę z tego, że nie potrafię powiedzieć ile lat już bloguję. Bladego pojęcia nie mam, ale zaczynałam na pewno jako niepełnoletnia ;)
      Hmmm czy rodzina może być podpisana pod pasje czy zainteresowania? Coś mi się zdaje, że uczucia jakimi ja ogarniasz, to już inna kategoria. Ale pięknie podkreśliłaś, co jest dla Ciebie w życiu najważniejsze, co czyni Cię szczęśliwą.
      Pięknie dziękuję za miłe słowa, cieszę się, że czas spędzony u mnie, nie został zmarnowany ^_^
      Dużo zdrowia życzę i pozdrawiam!

      Usuń
  10. Podróże, wycieczki, góry, fitness, moje dzieci i te nieszczęsne szmaty... tak haha... inaczej nie prowadziłabym bloga o tej tematyce i nie miała szafy wypchanej po brzegi ;P. Przeróbki, dzierganie - małe przyjemności, na które wciąż brak czasu. Książki... czekam na Twoją... zapowiada się dobra lektura :)!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest fascynujące jak patrzę na te Twoje rzeczy, co je sobie sama dziergasz, a one nie dość że oryginalne, to jak spod igły profesjonalisty. Zdecydowanie nie mogę pochwalić się takimi umiejętnościami, jest to dla mnie czarna magia.

      Nawet nie mówię z jakich klimatów czerpię natchnienie O_O Ale w tym poście pokazałam, że planuję liczne dreszczyki grozy XD

      Usuń
  11. ???? a gzie moj dlugi wypracowany pieknie komentarz ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, niczego nie kasowałam, musiał się nie zapisać O_O

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.