"Emigranci" w życiu codziennym.

"Nie skarbcie sobie skarbu na ziemi,
gdzie mól i rdza psuje
i gdzie złodzieje podkopywują i kradną."

- Mat. 6:19-21


"Miłosierdzia chcę, a nie ofiary".


"A między ciernie posiany, ten jest, który słucha słowa; ale pieczołowanie świata tego i omamienie bogactw zadusza słowo, i staje się bez pożytku."





Brnąc powoli przez sprawy łódzkie, docieramy do niezwykłego tematu, który wtłoczył w moje myśli kilka intratnych wniosków. Ale od początku:
   Nawet sobie nie wyobrażacie, jak się ucieszyłam, kiedy mój tata zdobył dla nas bilety na teatr plenerowy w terminie, w którym akurat byliśmy w Łodzi!
   Umówiliśmy się ze znajomymi i ruszyliśmy na podbój sztuki wieczorem, gdy już zapadał zmrok. Scena znajdowała się w zabytkowym parku Źródliska.

Źródło zdjęcia.
Letnia Scena Monopolis - spektakl „Emigranci Sławomira Mrożka z Teatru Polskiego w Warszawie.
Reżyseria: Piotr Cyrwus.
Bilety darmowe, trzeba było tylko się po nie pofatygować i zdążyć, bo ilość ich była ograniczona.

Sztuka okazała się naprawdę niebanalna (jak chyba wszystkie pomysły "Mrożka") i ponadczasowa, bo to wcale nie była nowa sztuka.
   Krótko streszczę: W wynajmowanym, obskurnym mieszkaniu gdzieś za granicą, mieszkali sobie intelektualista i przeciętny zjadacz chleba.
   W zasadzie na tym mogłabym skończyć opowieść, bo spektakl to dialogi, ale pierwszorzędne i w okrutnej grze.
   W jednej z recenzji jakie czytałam, zostały postawione trafne pytania odnośnie:
Czy przestajemy „być”, a chcemy już tylko „mieć”? Czy coś zmieniło się w hierarchii naszych wartości?
   I od tych pytań chciałabym wyjść, pisząc dalej o spektaklu i... o życiu.

Dlaczego na samym początku napisałam, że miałam kilka "intratnych wniosków"? Bo zyskałam ponownie otwierając oczy, jak kiedyś, gdy po raz pierwszy zdecydowałam się wejść na trudniejszą (z pozoru) drogę, by wyrzec się materializmu. Oj tak... młodzieńcze czasy grzeszne były 😉
   Minęły lata. Mogę śmiało rzec, że weszło mi to w krew i zdarza mi się zapominać jak bardzo różnię się na tle większości. Bywa, że kiedy ponownie spotykam się z przejawem konsumpcjonizmu i materializmu, czuję wibrujący w powietrzu dysonans charakterów. Nie znaczy to, że czuję się lepsza, ale na pewno jestem przez to wolna, bo posiadane skarby czy kapitał, ograniczają (oczywiście dla posiadaczy będzie to wierutną bzdurą).
   Wróćmy do tematu sztuki, bo jej treść świetnie obrazuje to, co mam na myśli.


Człowiek, który "miał, a nie miał" - zarabiał, ciułał kasę, a mimo to ciągle pożyczał i podkradał jedzenie współlokatora, by jak najmniej wydać swoich pieniędzy. Wciąż opowiadał, że jak uzbiera na dom, to wróci do ojczyzny, do żony i dzieci. Intelektualista zaś mówił mu, że inaczej widzi jego przyszłość, bo gdy uzbiera na ten dom, to pomyśli sobie, że jak zostanie troszeczkę dłużej, to dozbiera sobie na samochód. A znów jak pomyśli sobie, że gdyby został jeszcze dłużej, to ten dom mógłby zbudować jeszcze większy. Summa summarum - straszył go Intelektualista -  on nigdy już nie wróci.
   Nie zdradzę Wam zakończenia tych dysput, bo może kiedyś będziecie mieli okazję obejrzeć tę sztukę. Podziałała na mnie jak odświeżenie moich prywatnych obserwacji.
   Ludzie niestety tacy są. Chcą mieć, a jak mają, chcą więcej. Gdy wydają pieniądze, to tak, że musi być widać. Pieniądz, rzecz szlachetna, złoty bożek narodów. Bez niego nie wrócą do domu, bo to wstyd. Im więcej tym lepiej. Moje ego jest zbyt małe, żeby to zrozumieć...


Konsumpcjonizm leży daleko poza moją aprobatą. Kupowanie, wydawanie, zagracanie sobie domu. Coraz więcej rzeczy, szafy pękające w szwach, marka, metka, prezencja. Podróż all inclusive - aby tylko się pokazać na bogato.
   Tutaj nasuwa mi się kawałek Manolo:

"A Ty sprzedajesz swoją duszę za talara.
Nie widzisz że kult pieniądza jest kultem szatana.(...)
Pracujesz dniami i nocami bierzesz nadgodziny.
Dostajesz więcej kasy byś myślał "jestem szczęśliwy".
Zawalają Twoją głowę reklamami byś był bardziej chciwy.
Lecz poza pracą nie ma czasu nawet dla rodziny.
Dostałeś awans myślisz: "idę przez życie twardo"
Tych co pod Tobą traktujesz z pogardą.
Nie jesteś sobą bo w tych czasach już nie warto.
Próbujesz z tym walczyć, ale z opuszczoną gardą."

- Całość w oprawie muzycznej TUTAJ.

Bo nie o to chodzi jak wielki jest dom,
tylko ile jest w nim szczęścia.

Źródło zdjęcia.
Życie niekonsumpcyjne jest bardzo proste. Ograniczamy w ten sposób swoją dumę z powodu posiadanych majątków, znika próżność, pojawia się miejsce na życie troszkę bardziej duchowe. Zdaję sobie sprawę z tego, że w dzisiejszym systemie pewne rzeczy są konieczne (no chyba, że jesteś zakonnikiem), ale nie można pozwolić, by stały się pierwszoplanowe. To cienka linia. Bo nie ważne ile macie, ważne jacy jesteście. Nie ważne dokąd w swym życiu podążacie - ważne z jakim podróżujecie sercem.
   Nie jestem próżniakiem, ani niepoprawną marzycielką. Jestem marzycielką i realistką jednocześnie, ponieważ wierzę, że marzenia są po to, aby je spełniać i dążę do tego systematycznie. Moje marzenia są realne. Nie wymyślam sobie domku na chmurze z waty cukrowej i stajnią jednorożców. Wystarczy mi jedna taka stajnia w moim rodzinnym mieście... Uwierzcie mi, życie jest kosmiczne.
   Są inne wartości, znacznie cenniejsze od pieniędzy. Miłość, ludzie, pogodny duch i talenty umożliwiające samorealizację. Bo po coś Bóg nam je dał, prawda?
   Posiadam całkiem nieźle rozwiniętą wyobraźnię, czym - mam nadzieję w niedalekiej przyszłości - pochwalić się szerszemu gronu (do tego powinnam dodać "i kompletnie zepsute pomysły...". Nie ukrywam, że piszę powieść dla dorosłych).
   Kiedy nad czymś pracuję, lub układam plan, polegam na logice, trochę jak Mr. Spock. Zawsze podobał mi się tok jego rozumowania. Wydaje mi się, że jestem dosyć rozsądna, a znajomi chętnie i często proszą mnie o trzeźwą radę w jakiejś sprawie. Analizuję sprawy, przesiewając je przez rzeszoto racjonalizmu. Zawsze radzę sobie nawet z najbardziej skomplikowanymi problemami, traktując je jako wyzwania. Nie panikuję. Wierzę, że Bóg rzuca nam kłody pod nogi jako lekcje. Rzeczywiście niektórzy miewają ich sporo... warto więc może zainwestować w tartak? Kłopoty potrafią się namnażać, ale trzeba je umieć dobrze wykorzystać. Miałam kiedyś nawet dwie filie w tej branży... 😯 Tartak - dobry biznes. 😄 Buduje doświadczenie, czyni nas zaradnymi.
   Mogłabym być pustelnikiem. Wiem, że się nadaję i że także byłabym szczęśliwa. To jest przecież logiczne, w ciągu roku napisałabym kilka książek, a przeczytała kilka tysięcy. Czego więcej chcieć? 😉 Właśnie - człowiekowi nie potrzeba wiele. Potrzeba tylko, aby to zrozumiał.


"Rzekł mu Jezus: Jeźli chcesz być doskonałym, idź, sprzedaj majętności twoje, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie, a przyszedłszy, naśladuj mnie.
   A gdy młodzieniec te słowa usłyszał, odszedł smutny; albowiem wiele miał majętności.
   Tedy Jezus rzekł uczniom swoim:
Zaprawdę powiadam wam, że z trudnością bogaty wnijdzie do królestwa niebieskiego."

18 komentarzy:

  1. Pozdrawiam ciepło. Najpiękniejszych widoków życzę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem pod wrażeniem tylu mądrości w Twojej młodej głowie, szkoda, że tak wielu ludzi nie docenia tego, co mają, a ciągle szukają i nie znajdują. Świetne te obrazki :-)
    Bardzo jestem ciekawa tej powieści :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja młoda głowa była kiedyś niemądra, no ale powiedzmy sobie szczerze, kto jako nastolatek, nie miał głupot w głowie? ;)
      Jeszcze jeden zabawny pomysł przyszedł mi do głowy: kiedy życie rzuca pod nogi kody, Ty naucz się biegać przez płotki.
      Chyba mam już złoty medal ;)

      Powieść chyba nie będzie łatwa... bo prócz fantastycznej historii pełnej magii i potworów, prócz wątków brutalnych i strasznych, będzie też o człowieczeństwie, wierze i mnóstwie innych, dość filozoficznych kwestii, które mam nadzieję, dotrą do rdzenia wielu czytelników. Takie przesłania poukrywane w bajce dla dorosłych ;)

      Usuń
    2. Tym bardziej jestem ciekawa:-)

      Usuń
  3. Wiesz, wychodzę z założenia, że każdy ma to, co lubi. Jeśli ktoś lubi sobie pojechać na all inclusive i leżeć dwa tygodnie na leżaku, popijając drinki, wszystko dostawać pod nos-to proszę bardzo. Jeśli ktoś potrzebuje do życia najnowszych gadżetów i go na to stać-niech sobie kupuje. Jeśli ktoś ma codziennie na obiad sushi cz krewetki, bo go stać i lubi to ja mu życzę smacznego.

    Bo Twój minimalistyczny styl życia to Twój wybór. No i w sumie nie masz prawa oceniać tych wszystkich powyższych ludzi. Bo oni to wszystko niekoniecznie robią na pokaz. To, co widzimy na zewnątrz jest często tylko połową prawdy. Nigdy nie wiesz co ktoś ukrywa pod kołderką swojego życia. No nie wiesz. Łatwo, potwornie łatwo ocenia się innych ludzi.

    Ja na przykład uwielbiam swój telefon i jest dla mnie potwornie praktyczny. Robię nim zdjęcia, liczy moje kroki, mam w nim w końcu aplikacje, które śledzą mój cykl i przestałam się wstydzić u lekarza, kiedy mnie pytał o datę, a ja się oblewałam rumieńcem. Słucham w nim muzyki, często opłacam nawet rachunki.

    Jasne. Mogłabym notować wszystko w zeszyciku, ale prawdę mówiąc to na taki zeszycik ile drzew trzeba wyciąć. Jasne mogłabym nosić kalendarz oprócz zeszycika i tam notować cykl, ale to się nie sprawdziło. Bez muzyki nie potrafię się obejść. Po co mam siedzieć w jaskini jak ludzie z jaskini dawno wyszli? Pamiętam jak nie chciałam telefonu dotykowego, a po pierwszym dotykowcu nie zamieniłabym się na inny.

    Wstawiam zdjęcia z wakacji na blogu, na fb. Nie robię tego, żeby się chwalić. Wiesz ile razy ludzie mnie inspirowali przez swoje zdjęcia? Po zdjęciach stwierdziłam:o, właśnie tam chcę pojechać.

    Wszystko zależy moja droga od stylu i klasy. Wiadomo, we wszystkim trzeba zachować umiar.

    Ot takie buty markowe, skórzane. Zwykłe buty psuły mi się raz na miesiąc, a jak kupiłam markowe, ze skóry miałam je pięć lat. Nie wszystko jest na tym świecie czarno-białe. Pomiędzy jest jeszcze cała gama kolorów.

    Podoba mi się Twój styl życia, jesteś ciekawą indywidualistką. Lubię Twoje wędrówki, nie ze wszystkimi poglądami się zgadzam.

    Ludzie tacy są. Chcą więcej i więcej, ale jest to wpisane poniekąd w naszą naturę. Bo patrz powyżej: gdybyśmy nie chcieli więcej, ambitniej-do dziś bylibyśmy w epoce kamienia łupanego;)

    Nie każdy postęp jest dobry, ale też nie każdy postęp jest zły.

    Amen;)

    A! I z tym Jezusem na koniec to przegięłaś:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale przegięłaś! :P :P
      No dobra, powoli i od początku ;)

      Napisałam "Podróż all inclusive - aby tylko się pokazać na bogato". Nie chodziło mi o samą formę wypoczynku, bo jak niedawno raz już napisałam, nie każdy musi kochać góry czy też mieć zamiłowanie do sportu.
      Pisałam też, że nie czuję się wcale lepsza od bogatych ludzi, czyli że wcale nie zamierzam nikogo krytykować, tylko zwrócić uwagę na te sytuacje, w których pojawia się lekka przesada. Nowe gadżety nie są nam potrzebne do życia, to tylko dodatki, które odwracając uwagę od ważniejszych spraw. Tak samo praca potrafi zniewolić. Wyobraź sobie rodzinę, w której mężczyzna wychodzi rano do pracy, wraca późnym wieczorem żeby tylko położyć się spać i tak codziennie. Nie towarzyszy w rozwoju dziecka, a matka popada w depresje, bo ze wszystkim jest sama. I to nie jest zmyślona historia, ani nie jedyna ofiara systemu. Bo czynsz wzrósł, po kredyt się pojawił, różne są przyczyny. Rzadko się zdarza, że gość po prostu lubi swoją robotę.

      We wszystkim trzeba znaleźć umiar, a w życiu jakąś sensowną równowagę.
      Krewetki też nie są potrzebne, by przeżyć. Równie dobrze można zaspokoić głód kurczakiem pieczonym ;) Ale zrozum dobrze o co mi chodzi - nie potrzeba się zarzynać, by mieć wszystkie skarby świata, bo tak naprawdę potrzeba nam niewiele.
      Ja napisałam o ludziach robiących wszystko na pokaz.

      Lubię swój laptop, który - jak to każdy komputer - jest urządzeniem bardzo funkcjonalnym i służy mi zarówno dla relaksu jak i do pracy. Wbrew pozorom, prowadzę siedzący tryb życia ;)
      Ale go nie uwielbiam, to bardzo wyniosłe słowo... Mój laptop jest tylko urządzeniem. Służy mi w wielu ważnych sprawach, a jak nawali, to się naprawi albo wymieni. Nie ma tu żadnej większej filozofii.
      Telefon to inna bajka, bo strasznie nie lubię telefonów, ale w dzisiejszym świecie trudno go nie mieć. Np. pracodawcy zawsze go wymagają, prawda? ;)

      O wstawianiu zdjęć nie musiałaś mi pisać. Przecież wiesz, że też wstawiam :P

      Nie zgodzę się z kwestią o pożądliwości ludzkiej, mającej być dla nas naturalną. Ambicja to zupełnie co innego, jak i praca dla pewnej idei, np wyjścia z jaskini i zbudowania pierwszego domu z drewna. Ale chciejstwo i megalomania to już totalnie inna para kaloszy. Nie mam też nic przeciwko ambicji naukowców, doktorów, matematyków, niech im pomyślność przyświeca.

      Usuń
    2. Lubię to :P

      W końcu możemy podyskutować zamiast łechtać się czule po głowie:D

      Nigdzie Ci chyba nie zarzuciłam, że czujesz się lepsza. Po co chciałaś zwrócić uwagę? Nie Twoje małpy, nie Twój cyrk:P Po co się tak przejmować innymi ludźmi i ich życiem? Nie od dziś wiadomo, że gdyby głupota miała skrzydła to bylibyśmy super ekologiczni, bo większość z nas by fruwała pod chmurkami;]

      Wiesz, w realnym życiu mało kto może sobie pozwolić na pracę freelancera. Ludzie pracowali i pracować będą. Wszystko kosztuje. Jeśli chcesz mieć swoje mieszkanie, potem samochód czy jeśli chcesz się uczyć, czytać. A jeśli masz dzieci to już ło ho ho. Ludzi, którzy całe dnie pracują na rodzinę trzeba szanować. Bez pracy nie ma kołaczy.

      Wiele rzeczy nie jest potrzebnych, aby przeżyć. Idąc tym tokiem rozumowania mogłabym codziennie jeść za 6 zł fryty i hamburgera z Mc zamiast pełnowartościowego jedzenia, bo pełnowartościowe jedzenie to niepotrzebny zbytek. Podobnie z podróżami. Można uznać, że nie są potrzebne, aby przeżyć, a jednak nieustannie podróżujemy bo czy Ty, czy ja kochamy to. Nie jest to nam konieczne to życia, prawda? A wracając do krewetek myślę, że mają zdecydowanie mniej antybiotyków i były zabijane w bardziej humanitarny sposób;]

      Nie lubię strasznie byle jakości. Lubię dobrą kawę, dobrą herbatę czy czekoladę. Pracuję między innymi na to. O kosmetykach naturalnych nie wspomnę.

      Są i tacy, ale oni najczęściej nie są świadomi swoich błędów.

      A ja się przywiązuję do rzeczy. Jeśli zepsują mi się moje ulubione, najwygodniejsze spodnie czy buty, mam ochotę wyć. Czy to robi ze mnie materialistkę?:D

      Jakoś muszą do Ciebie zadzwonić i poinformować, że dostałaś u nich pracę;)

      Uważam, że chęć posiadania jest w naturę ludzką wrodzona identycznie mocno jak poligamia. Przyznasz mi chyba rację, że i w jednym i w drugim przypadku trzeba używać rozumu, nie popędu. To mniej więcej na tym samym polega.

      Usuń
    3. Ja się nimi nie przejmuję, no co Ty ;) Wiesz jaki mam styl, piszę o tym, co uważam za istotne, opowiadam o czymś na swoim przykładzie to wolna dyskusja. Nie wszyscy będą mnie rozumieli... czy to Ty kiedyś napisałaś mi, że nie jestem jak zupa więc nie wszyscy muszą mnie lubić? Bardzo mi się to podobało i używam czasem :)

      Pragnę zaznaczyć jeszcze raz, że napisałam notatkę o ludziach dumnych ze swoich majątków, pyszni, żyjących ponad stan w sensie bardzo próżniaczym. I o sztuce Mrożka nie zapominaj, w niej nakreślono standardowy schemat osoby jadącej za pieniądzem. Bardzo wiele znam takich przypadków, co to wracają jako "wielcy panowie", albo już wcale nie wracają. Chodzi o to, co mamy w głowach, niekoniecznie w portfelu.
      Wiesz, że ja żyję w tym systemie zwyczajnie, podatki są płacone, czynsz, prąd itd. wiesz, że nie udaje pustelnika na końcu świata, nie izoluję się, a wręcz bardzo przeciwnie... chociaż kolega pod spodem jest zdania, że pustelnik bywa bardzo zajęty ludźmi. I jest też doskonałym przykładem tego, że można żyć nie używając pieniędzy w ogóle.

      Mam wątpliwości co do tego, czy na fast-foodach można MĄDRZE przeżyć. Strasznie mnie przedefiniowałaś...

      Nadal twierdzę, że chęć posiadania człowiek sobie wyrobił, kiedy zobaczył, że może mieć jeszcze więcej. Apetyt rośnie w miarę jedzenia.

      Usuń
  4. Nie będę się rozpisywał, choć dobry w tym jestem. Krótko - ujęłaś mnie, widzę przez pryzmat tekstu Twoje dawne doświadczenia - nie co do konkretnej formy, lecz raczej istoty i koloru. Witaj w klubie świadomych wędrowców przez życie. Co do jednego tylko się nie zgodzę - cytuję Ciebie "Mogłabym być pustelnikiem. Wiem, że się nadaję i że także byłabym szczęśliwa. To jest przecież logiczne, w ciągu roku napisałabym kilka książek, a przeczytała kilka tysięcy". Pustelniczką to jesteś, bez względu na to jak mieszkasz, ale książek tylu byś ani nie napisała, ani nie przeczytała. Wbrew pozorom, pustelnik bywa czasem dość zajęty ludźmi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fragment o pustelnictwie miał troszeczkę taki wydźwięk żartobliwy, bo przecież aby dużo pisać i jeszcze więcej czytać, nie trzeba od razu nim zostawać, chociaż... jedno nie wyklucza drugiego. Książka może nieść swoiste przesłanie i być napisana właśnie po to, by wnieść ludziom coś słusznego w życie. Zasadniczo wszystko zależy od treści, a książka jest formą bardzo szerokiego przekazu, mogącą trafić dosłownie wszędzie. Coś mi się zdaje, że niewiele rozminęłam się z prawdą.

      Usuń
  5. Ten domek z ostatniego zdjęcia to byłby raj.
    Oczywiście mój realizm podsuwa mi jednak pytania: z czego żyć na takim odludziu. Czy mają wodę, prąd, jak zdobywają jedzenie, produkty spożywcze. itd. tak więc na razie mój materializm to próba zabezpieczenia się przed światem. No i jeszcze, czy żyjąc w takim skromnym domku są w ogóle w stanie dostrzec piękno otaczającego ich krajobrazu...
    To tyle, co umiem w tym momencie powiedzieć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zależy jak chcesz żyć. Możesz zamieszkać w kurnej chacie i być samowystarczalna, uprawiać jedzenie w swoim ogródku. Prąd to już inne zagadnienie, bo takie akurat pustelnictwo, do jakiego ja nawiązałam, wiąże się też z ascezą i rezygnacją z dóbr materialnych. Brzmi skrajnie, ale wtedy byś się nie zastanawiała nad tym, skąd brać prąd, bo jak prąd, to i rachunki, jak rachunki, to musisz iść do pracy i dalej obracasz pieniądzem.

      Materializm to chyba nie jest zabezpieczenie przed światem. Odwrotnie - jesteś częścią jego systemu.

      Jeżeli nic Cię nie rozprasza, nic nie odwraca Twojej uwagi od prostego życia, to tym bardziej widzisz i zachwycasz się pięknem dookoła. Kiedyś robiłam sobie takie wakacje od wszystkiego. Wyjeżdżałam do domku znajdującego się nigdzie, miałam do dyspozycji las i jezioro i w zasadzie to nawet do sklepu nie potrzebowałam wtedy jeździć. Pasowało mi to.
      Ale zauważ, że to tylko parę tygodni i o ciepłej porze roku, więc tak naprawdę mam blade pojęcie o survivalu. Nie wiem czy zawsze byłoby mi takie życie w smak. Raczej nie, bo ja lubię móc wyjść do ludzi.

      Wybrałam sobie skromną drogę i pomimo że lubię mieszkać nigdzie, nie chciałabym być nikim, co nie ma nic do powiedzenia, bo przeciwnie mam i to bardzo dużo. I chcę to wykorzystać.

      Usuń
  6. Hexe dałaś mi wiele do myślenia tym postem. Mam trudną decyzję/.
    Nie szukajmy Boga w mamonie, bo nie zaznamy radości z życia dodam
    Moja podopieczna miała 75 lat. Uwielbiała siadać w swoim ogrodzie, patrzeć na dom. Któregoś dnia powiedziała:

    Na co to wszystko. Zostawiam po sobie dwa wielkie domy i komu to się przyda. Pochowałam syna, drugi nie ma żony. Nie mam wnuków.
    W kolejnym roku umarła. Domy stanowią problem dla rodziny, nie tak łatwo je sprzedać, aby podzielić majątek...
    Życie...
    Pozdrawiam
    https://goodmorning73.blogspot.com/
    https://zolza73.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo często ludzie pracując na swoje majątki, marzą o wielkich korzyściach dla siebie i pokoleń, a dopiero na starsze lata kiedy już przygasają, zaczynają rozumieć, że nie w tym sens życia tkwi.
      Ale czy dobrą ideą jest sławetne "carpe diem"?

      Minimalistyczny styl życia nie jest zły. Ale dopiero później człowiek udomawia się w nim i zaczyna zauważać, o jak wiele niepotrzebnych kwestii wcześniej się starał i na jak wiele niepotrzebnych rzeczy tak ciężko pracował.
      We wszystkim trzeba mieć umiar i zawsze pogodne serce czego Ci życzę :)
      Pozdrawiam.

      Usuń
  7. obserwator, to dobrze jest? cieszę się niepomiernie.
    czytania i pisania życzę po same pachy, albo i wyżej, byle wzroku nie przesłoniło.
    kiedy po okulary?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Źle na pewno nie będzie, jeśli nikomu nie zaszkodzimy.
      "Nikt nie jest nigdy ślepy tak, żeby kiedyś pewnego dnia nie przejrzeć na oczy".
      Jasny rozum i trzeźwy osąd - bez tego żadne okulary nie pomogą.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  8. Jestem zachwycona tekstem. Nawet nie wiem, co napisać, bo praktycznie ze wszystkim się zgadzam. Naprawdę tak dużo ludzi chce posiadać coraz więcej, wiecznie im za mało i to większość z nich unieszczęśliwia. Jakby się tak przyjrzeć, to coraz mniej radosnych ludzi widać. Może to tylko moje spostrzeżenia. Pięknie napisane, nieważne ile pieniędzy, a ile szczęścia jest w domu. Zdjęcie pieniądza jest superowe. Coś czuję, że gdybyś napisała książkę, o życiu to ludziom japa opadłaby.

    'Bo nie ważne ile macie, ważne jacy jesteście. Nie ważne dokąd w swym życiu podążacie - ważne z jakim podróżujecie sercem.' Kocham to.

    Toż hahahaha stajnia jednorożców mnie rozwaliła. buahahaha Ok, przeczytała właśnie, że piszesz powieść dla dorosłych i jest bardzo szczęśliwa i zaciekawiona.

    '...człowiekowi nie potrzeba wiele. Potrzeba tylko, aby to zrozumiał.' - Wiem, że napiszesz powalająca książkę. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczęśliwych ludzi nie brakuje, ale to prawda, że smutnych, poddenerwowanych swoją sytuacją finansową jest na pęczki. Jakby to było absolutnie najważniejsze w życiu każdego człowieka. Dlatego tacy jak ja i Ty, mamy często między ludźmi pod górkę ;)
      Cieszę się, że przyciągam na swoją stronę takie osoby :)

      Nie Ty jedna mi powiedziałaś, że powinnam napisać książkę o tym jak żyć. Ale nie jedna książka tego typu została już wydana. Nie jestem przekonana czy pisanie duplikatu autorów myślących podobnie jak ja, ma jakikolwiek sens. Powielałabym to, co już i tak istnieje.
      Zobaczymy, może kiedyś. Na razie skupiam się nad czymś innym. Wszak przez powieść fantasy, robię przemyt życiowych mądrości XD

      Stajnia dla Jednorożców, nie wiem czy pamiętasz, to nazwa przystanku centralnego w Łodzi :)

      Prócz oprawy magicznej i kilku potworów, będzie trochę brutalnych i strasznych scen, ale zamierzyłam też przemycić coś o człowieczeństwie, wierze i mnóstwie innych, dość filozoficznych kwestii, które (jak napisałam wyżej jotce) mam nadzieję, dotrą do rdzenia wielu czytelników. Takie przesłania poukrywane w bajce dla dorosłych ;)

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.