piątek, 29 września 2017

Wdzydze - 22 ha gospodarstw i pracujących warsztatów rzemieślniczych.

Mieszkańcy regionu pomorskiego i jej przyległych (i tych dalszych też), niniejszym ogłaszam:
Przed Wami miejscowość Wdzydze. Osobiste wtargnięcie kosztuje pół dnia czasu.
   Jest to zacny skansen, bytujący tu i dojrzewający od 1906 r. pod władaniem Teodory i Izydora, którzy do dni swych ostatnich gromadzili tutaj typowe dla tego czasu sprzęty domowe i gospodarskie oraz cenną kolekcję złotem haftowanych czepców, obrazów malowanych na szkle i ceramiki.
   22 ha obszaru położonego nad brzegiem jeziora Gołuń, sprawi że nudzić się nie będziecie. Jest pięknie i kwitnąco. Nie śmierdzi zbutwiałym drewnem, bida nie piszczy.
   Każdego zainteresowanego zwiedzaniem, zapraszam na ich stronę. (z której to opisy zaczerpnęłam)




Rozwój miejscowego rękodzieła brzęczy i huczy po dziś dzień z pasją i miłością godną każdego rzemieślnika, a ci na oczach naszych odkrywają piękno kaszubskiej sztuki ludowej, które tkwi w misternych plecionkach i wielobarwnych haftach.
   To nie tylko architektura i babskie zajęcia. To również męskie warsztaty, gdzie np. pracuje prawdziwy kowal.
   Ponad 50 obiektów z Kaszub i Kociewia pochodzących z XVII - XX wieku. Wiernie odtworzone wnętrza wraz z autentycznym wyposażeniem. Uruchamiane urządzenia gospodarcze i przemysłowe oraz przepiękne walory zadbanej przyrody, pozwalają poczuć się jak w prawdziwej, dawnej wsi.
   Najciekawsze moim zdaniem obiekty, pokrótce opiszę. Szczegółowy plan i treści szerszych tekstów jak i wszystkie zabytki, podam później w bardziej szczegółowym linku.


WIATRAK „HOLENDER” Z BRUS



Pochodzi z XIX wieku. Powstał z elementów drewnianych dawnej dzwonnicy. Był użytkowany do 1947 r. Posiada ruchomy dach mieszczący koło paleczne, osadzone na wale skrzydłowym.
   Obrotowy dach z silnikiem wiatrowym ustawiany jest pod wiatr za pomocą tzw. "baby" czyli kołowrota mocowanego do polerów wkopanych wokół wiatraka. Energia uzyskiwana z wiatru przekazywana jest za pośrednictwem kół zębatych i pasowych.
   Głównym elementem w systemie transmisji napędu jest pionowy wał centralny wprawiany w ruch obrotowy przez koło paleczne osadzone na wale skrzydłowym. Pierwotne jako urządzenia przemiałowe służyły dwa złożenia kamieni młyńskich, które po 1914 r. zastąpiono fabrycznym mlewnikiem, ustawionym nad piwnicą.
   Oprócz mlewnika w wiatraku pracowały również inne urządzenia jak wialnia i tryjer służące do oczyszczania zboża, łuszczarka i zgniatacz wspomagające mlewnik, a także odsiewacz odsiewający mąkę po każdorazowym przepuszczeniu mlewa przez dwuwalcowy mlewnik.


MOŻNA SIĘ TUTAJ POŁOŻYĆ





Taka inicjatywa może zrewolucjonizować nawet najbardziej opornego turystę, który przyjmuje, że w muzeach i skansenach zawsze się nudzi. W tejże chacie można nie tylko położyć się na łóżku z siennikiem, ale i korzystać z dosłownie wszystkich mebli, tak jak i zawartości półek, szafek czy sekretarzyka.
   Mąż przebrał się za dziadka, a ja... też spróbowałam, ale... zdjęcie trafiło do Tajnych Akt Kompromitujących.
   Odpoczęłam... ja się zapadłam w pachnącej krochmalem, pościeli z pierza. Mojej uwadze nie uszły również kuchenne szuflady pełne skarbów jak np. widelce z drewnianą rączką, na których punkcie mam obsesję... Niektórzy posiadacze takowego wiedzą, że najlepiej je się właśnie takimi sztućcami 😍


ZAGRODA GBURSKA Z POGÓDEK


XIX-wieczne gospodarstwo rolniczo-hodowlane. Chałupa i stodoła. Tą pierwszą wybudowano w latach 70-tych XIX w. We wnętrzu, wokół centralnego komina, rozlokowane są dwie sienie i cztery pomieszczenia użytkowe.


POKAŻ KOTKU, CO MASZ W ŚRODKU





Panowie śmiertelnie poważni...


KOŚCIÓŁ ZE WSI SWORNEGACIE



Pod wezwaniem św. Barbary ufundowany został przez starostę tucholskiego i mieszkańców wsi oraz proboszcza z Konarzyn u schyłku XVII wieku.
   Nawę, prezbiterium i zakrystię zbudowano w technice zrębowej z drewna sosnowego, dach pokryto gontem. Nadal pełni swe funkcje we wnętrzu odbudowanej świątyni. Są organizowane np. chrzty i śluby.


WARSZTAT STOLARSKI



Pan ochoczo opowiadało o swoim rzemiośle, a przy tym praktykował na miejscu jakieś ozdoby... najpewniej bardzo poważne zlecenie. Musicie wiedzieć, że wszystkie pamiątki jakie sprzedawano w kramikach, były ręcznej roboty.
   W razie pytań: nie zaopatrywałam się w nic, nie zbieram pamiątek, nie mają one dla mnie większej wartości niż wspomnienia i zdjęcia.


ZAGRODA PÓŁGBURSKA ZE SKORZEWA


Pochodzi z XIX wieku. Chałupa, budynek gospodarczy, piwnica i kapliczka. Podobno posiada charakterystyczną dobudówkę dla „starków”. Nie wiem, nie przypomina mi Winterfell...
W kapliczce stoi oryginalna rzeźba św. Jana Nepomucena.

(chodzi o małą dobudówki w ścianie szczytowej)


DWOREK Z NOWEGO BARKOCZYNA



Wybudowano go w II poł. XVIII w. Dobudowana w XIX w. wysunięta część, to izba dla parobka. Prawdopodobnie budynek miał służyć jako dworek myśliwski rodzinie Potockich.



ZAGRODA SZLACHECKA Z LUZINA, DWÓR


Wybudowano w 3 ćw. XVII w. Posiada wielodziałowe wnętrze z reprezentacyjnymi izbami. m.in. mieszkanie szlachecko - ziemiańskie z pocz. XX w.


SZKOŁA




To tutaj męczą się wycieczki szkolne z całej Polski. Nie mam wątpliwości, że gdybym kiedykolwiek miała wrócić do szkoły, to tylko w roli nauczycielki. Gadać lubię, uczyć lubię, jeśli jakaś dziedzina sprawia frajdę, to i wykładanie w danej, może być przyjemnością. Ale temat z kręgu zainteresowań, to jest warunek.


POKÓJ NAUCZYCIELSKI






Pachnie książkami, kałamarzem i jest cichutki. Szelestliwe konsultacje pochylonych nauczycielek nad klasówkami podopiecznych, stygnąca kawa w porcelanowym naczyniu, szelest pióra na papierze.
   A pani od muzyki odświeża sobie nuty na najbliższe zajęcia. Idylla, mówię Wam, idylla!


ŚWIĄTYNIA Z BOŻEGOPOLA WIELKIEGO

OŁTARZ GŁÓWNY
z 3 ćw. XVII w. zawiera obrazy św. Barbary i Jana Chrzciciela z pocz. XVIII w. XVIII wieczny PRAWY OŁTARZ BOCZNY jest rokokowo-klasycystyczny; LEWY - klasycystyczny, pochodzący z XIX w.
Deskowy strop pokryty jest malowidłami datowanymi z na pocz. XIX w., przedstawiającymi medaliony z wizerunkami św. Barbary, Jana Chrzciciela oraz Oka Opatrzności w bogatej oprawie roślinnej. Dekoracja ta nawiązuje do tradycji barokowej i podkreśla ludowy charakter wnętrza. 

Obecnie świątynia mieści wystawę o charakterze sakralnym. Znajdują się na niej m. in. dawne krzyże przydrożne oraz kapliczki, sprzęty i dewocjonalia charakterystyczne dla Pomorzan, a także XIX-wieczny, wiszący świecznik i oryginalny wiatrowskaz.



Pierwotnie świątynia służyła jako zbór protestancki, a po 1946 r. jako kościół katolicki. W XVIII wieku wymurowano w kościele kryptę grzebalną dla rodziny Wejherów, właścicieli wsi.
   Trumny z krypty kościelnej budziły nasze zainteresowanie, więc mąż z ciekawości zapytał urzędującą tam panią o ich zawartość. Pani zapewniła, że zawartość spoczywa w pokoju, albo raczej... w ziemi. Tak, myślę, że to chciała powiedzieć. Czyli wywalili zawartość do ziemi, a specjalnie dla nas, poustawiali fikuśne trumienki do oglądania.
   Wybaczcie, jestem odporna na takie tematy. Na swoim pogrzebie także zamierzam być sarkastyczna.


KOWAL


Nie mam nic do dodania, pan wyczerpał temat.


TEREN

Zwiedzanie tego terenu zajęło nam w istocie bardzo dużo czasu. Nie ulega wątpliwości, że jest to jeden z ciekawszych skansenów jakie dotąd w życiu widziałam, a i na pewno największy.
   Bardzo ciekawe jest to, że osiedle tych pięknych chałup okrasza zadbana natura i las. My przyjechaliśmy tam bardzo wcześnie, kiedy jeszcze było dosyć chłodno i nawet zastanawiałam się czy moje epickie lniane gacie to był dobry pomysł. Później jednak temperatura rozkręciła się na maxa, a turystów zaczęło przybywać, jednak my wtedy byliśmy już w połowie mapy.
   Warto wybrać się w to miejsce trochę wcześniej, zwłaszcza, że tak absurdalne widoki jak wtarabanianie się z wózkiem do młyna, mogą spowodować zator na dłuższy czas. Lepiej więc przyjść w godzinie otwarcia.





Z pozdrowieniami dla Filifionki 😊
Istnieje też kilka atrakcji, w których można spróbować swoich sił. Mąż np. chodził na szczudłach, ale tego nie pokażę, bo zdjęcie nie jest zbyt pochlebne. Znaj mężu moje dobre serce, ale... zdjęcie nadal istnieje i trafiło do albumu Dziwnych Figur.
   Mogłam sobie przypomnieć praktyki łucznicze. Gdyby tylko strzała była nieco cięższa, albo nawet jako taka, miała chociaż lotki, to łatwiej byłoby jej przelecieć przez wąski owal uwity ze słomy. Albo gdyby w cięciwie było trochę więcej mocy... No cóż, może po latach nie-praktyki, nie potrafię posłać strzały w dziesiątkę? Wciąż chodzi mi po głowie profesjonalny łuk...


Pranie i magiel, wszystko ręcznie w przydomowej izbie. Wielka maszyna pracowała cudownie, wprawiona w ruch siłą ludzkich rąk.
   Gdzie nie spojrzeć, oko uchwyciło coś miłego. Ciężko bardzo wybrać ze wszystkich zdjęć te najlepsze... bo w zasadzie wszystkie są dobre, bo każde przedstawia coś ciekawego.
   Kwiecisty pejzaż, złote kłosy, nawet strach na wróble, wspaniale i sielsko, tak jak w bajkach albo starych kreskówkach z mojego dzieciństwa. Nie wiem czemu, ale przypomniał mi się Huck Finn.








W spichlerzu zrobiono galerię zdjęć z czasów, które zna się tylko z filmów. Muszę przyznać, że fotografowie, którzy je wykonywali, mięli niezłe oko. Pokażę Wam kilka najciekawiej uchwyconych momentów.
   Jestem pod wrażeniem urodą pań. Ciała zakryte aż po szyję, a jednak... I nie trzeba im było sexi szortów czy polakierowanych paznokci na krzykliwy kolor. Na widok dzisiejszej mody, pewnie te panie w grobach się przewracają 😉




Jedną z ciekawszych kwestii w skansenach jest aranżacja wnętrz. Nie trudno jest odtworzyć dom przywieziony z daleka i zrekonstruować go deska po desce i niech sobie stoi. Trudniej jest nadać pokojom życia, tak jakby mieszkańcy dosłownie na chwilę opuścili swe włości.
   A jest co uchwycić, jest co zapamiętać i co pokazać. Najchętniej zasypałabym Was setką zdjęć, ale to, co tu jest, już ocieka niewątpliwie przesadą w ilości fotografii, przerastających samą treść, formą mającej być pełniejszą.
   Książki chyba nie będę ilustrować... Mąż coś mi podszepnął, że mogłabym, ale... 😵 Po prostu jak za coś się biorę, to bardzo ambitnie i niestety niekiedy trzeba mnie powstrzymywać.







Były to wnętrza dworskie, a teraz przejdziemy do zwykłych chałup, które - serio - podobają mi się o wiele bardziej. Nawet ten surowy beton w niektórych pokojach... to później.
   Niektórzy znają mnie z tego, że lubię sobie pogarszać warunki. Np. wyjeżdżając na wakacje, zdarzało się, że noclegi jakie sobie wybierałam, bywały bardzo surowe, a ja czułam się świetnie. Może w moim ciele fruwa jakaś średniowieczna dusza stęskniona do przeciągów zamkowych, pustych ścian i zimnych sal? (Mam teraz na myśli komnaty dla rycerstwa.) Póki co, gusta się zgadzają, uwielbienie do spartańskich warunków się zgadza, zamiłowanie do nagich mieczy tym bardziej, warrior diet i wiele innych.
   Kiedyś uważałam, że pewnie musiałam być Joanną D'arc, ale od kiedy przyjaciółka jest święcie przekonana, że to ona była, to ja już nie wiem kim...





I ten wszędobylski zapach ziół... Bogato wyposażone spiżarnie (większość może i była sztuczna, ale wyglądała prawdziwie). Co wygodniejsze w takich skansenach - brak much i os 😜
   I narodziło się pytanie - wieś czy zamek? Samowystarczalna chata czy rycerstwo? Wędrowanie! Wojownik, koń, wałówa i do przodu. Like a boss!






A to moja ulubiona hacjenda i ten w/w surowy beton. Słodki aloes w oknie, rozweselający wnętrze kwiat, potrzebne szpargały użytku codziennego i nic więcej. Bo czego chcieć więcej? Prądu i laptopa! Choć książkę przecie można pisać na maszynie. No świetnie, ale kto mi błędy podkreśli? 😉



- Te bardziej szczegółowe informacje,
uzyskałam ze strony internetowej: muzeum-wdzydze