czwartek, 3 sierpnia 2017

Marsjanie od dawna trolują NASA.

"Nie zdobędziecie świata bez dobrego adwokata."

- "Marsjanie atakują"



Góry nam się wcale nie przejadły, jakby to mogło wynikać z niektórych moich wypowiedzi. Być może przejadła nam się nasza planeta, ale i tego nie należy brać na poważnie, bo w gruncie rzeczy, nie zdobyliśmy jeszcze całej.
   Marsjanie nigdy nie próbowali skolonizować Ziemi, choć niektórzy potrafią świetnie udawać nas i wtopili się w tło konsumenckie nie czyniąc nam szkód. Z uwagi na jedną taką znajomość, postanowiliśmy zwiedzić Marsa, a że nie mają tam ziemskiego zasięgu GSM ani połączenia z naszym internetem - a jakże mam Wam to wszystko opowiedzieć? - wróciliśmy do planetę ojczystą, choć było tak żal...


Oczywiście, że tlen był. Bardzo mało, ale był. Woda też i wcale nie męczyło nas gorąco jak by się mogło wydawać. Naszym środkiem bezpieczeństwa było posiadanie przewodnika. Wydaje mi się to oczywiste, bo póki co w kioskach Ruchu nie sprzedają jeszcze map Marsa.
   Przewodnik z zawodu nim nie jest, dlatego nie podam numeru telefonu 😝 niemniej ewidentnie miał nas po pewnym czasie dość. Entuzjastyczni i rozbiegani po całym terenie Ziemianie, nie są komfortowymi podopiecznymi. Zdjęć unikał. Mamy jedno, zrobione ukradkiem, na którym widać wyraźnie wnerw pospolity.
   Za to inni Marsjanie, mali i... trochę krewetkowaci... mięli z naszego przylotu stuprocentową radochę.
   Zapraszam na fotorelacje z wyprawy jakiej jeszcze nie było i jakiej nikt wcześniej jeszcze nie opowiedział.

"That's one small step for [a] man, one giant leap for mankind."





Tak jak już wspomniałam, brak tlenu to propaganda. Jest go niewiele ale żyć się da. Niewiele jest roślinności, ale jest. Niewiele jet wody, ale płynie gdzieniegdzie w wąskich potokach, a po deszczu, który też występuje, zbiera się w kamiennych nieckach. Do tego należy dodać roztapiający się śnieg, mający również wpływ na wielkość okresowych jeziorek, swoją drogą bardzo zimnych.
   Bliżej słońca, nie znaczy cieplej. Nigdy. Ale za to ostrzej pali. Wymagany filtr 100+ UV i tzw. "Stop Sun - bloker"


Niech Was ta buda nie zwidzie, to dobrze zabunkrowane wejście do głębokiej sieci tuneli prowadzących do serca podziemnego miasta Marsjan. To dlatego zdjęcia satelitarne i te z jeżdżącej maszyny, która tu niegdyś wylądowała, nie zarejestrowały niczego więcej prócz kamorów.
   Ale ja od dawna już wiedziałam, że Marsjanie regularnie trolują NASA.




I wspomniana woda, nieziemsko czysta, nieziemsko zimna. Kwintesencja barw lazuru i turkusu. Któż by pomyślał...
   Wygląda jak doklejona plama, jak komputerowy błąd, a jednak - była... JEST jak najbardziej prawdziwa.





Nie zdziwiło Was nigdy, że w filmach kosmici są zawsze anglojęzyczni? (A przynajmniej rozumieją zawsze angielski.) Zaś sami Marsjanie, są przeważnie przedstawiani w negatywnym świetle.
   Pod słowem "Marsjanie" kryje się jeszcze kilka ziemskich ciekawostek, jak choćby najdziwniejsza, że pod kryptonimem "The Martians" skrywają się (ale mało skutecznie, skoro są już na Wiki) naukowcy pracujący w Los Alamos nad amerykańskim projektem Manhattan - budową bomby atomowej.
   Co więcej, "Marsjanie" to także angielska grupa literacka.

Nasz przewodnik zna wszystkie języki. Serio - dosłownie wszystkie. 😵






Znany jest chyba wszystkim film zrealizowany na podstawie powieści Andy Weira - "Marsjanin", nagrodzony Złotym Globem. Bardzo realistyczna przygoda pewnego astronauty, jak najbardziej Ziemianina, którego możliwe przygody na czerwonej kuli, pozwalają przenieść fantazję do realizmu.
   Film nie trzyma aż tak bardzo w napięciu. Głodnych prawdziwego Sci-fi może nawet zawieść, bo nie zobaczymy tam żadnych tubylców, ani niczego z pogranicza fantastyki. Ja polecam, fabuła nie pozwoliła mi się nudzić. Niemniej jest to film do obejrzenia jeden raz.







Dla fanów klasyki, na pewno opcją obowiązkową jest „Inwazja porywaczy ciał”, czarno-biała produkcja amerykańska, w której główny bohater odkrywa, że miasteczku żyją... udający ludzi kosmici. Co ciekawsze tych - jako takich - nie ujrzymy. Cały czas przyjmują formę ludzką i do końca pod tym względem w filmie nie zmienia się nic.
   Za to lubię stare produkcje - skupiają umysł widza na treści, nie na efektach.







A pamiętacie film także z ubiegłego stulecia "Dzień w którym zatrzymała się Ziemia"? Nie przetrwał on próby czasu, efekty specjalne zawodzą, ale fabuła i sam fakt, że to również bardzo stara produkcja, napawają fanów klasyki miłym dreszczykiem emocji.
   Osobiście bardzo lubię czarno-białe filmy, od kasowej "Casablanki", po legendarną "Symfonię grozy", czy "Draculę" z fenomenalnym Bélą Lugosim.
   "Dzień w którym zatrzymała się Ziemia", to prawdopodobnie pierwszy film Sci-fi, który został nakręcony z powagą dla dojrzałego widza.




Na szczycie widnieje życie. Skoro on żyje, to my też możemy 😊


"Wojna światów" Spielberga to zdecydowanie nowoczesny film pełen rewelacyjnych zdjęć Janusza Kamińskiego i chyba najlepszy obraz inwazji kosmitów, jaki kiedykolwiek widziałam. Właśnie zachciało mi się obejrzeć go ponownie...
   Jest to ekranizacja słuchowiska radiowego, bogatego we wciągającą fabułę, skrojoną na potrzeby historii bez obrazu, a więc tekst musiał zawierać jakąś głębię.
   Opis jest prosty - bezwzględna inwazja obcych w 'dokumentalnym' zapisie. Uwierzcie mi, warto i tu na myśl przychodzi mi jeszcze jeden warty uwagi tytuł: "Dystrykt 9". Tego chyba nie muszę opisywać.

Selfik z Ziemianinem. Niektóre zdjęcia robili nam tubylcy.
Tu jeszcze udawał poważnego ale... uwierzcie mi, są nienormalni. 😔




Czarny humor, ewidentny pastisz filmów o kosmitach, pogrążający nasz realny schemat myślenia. Arogancja Ziemian jak i wyjaskrawiona pewność siebie - to wszystko znajdziecie w komediowym wg mnie filmie "Marsjanie atakują". Muzyka kończąca inwazję, pozostanie niezapomnianym wspomnieniem do końca życia. Uczcijmy to minutą ciszy.






Gdy zaczął padać grad, wcisnęłam się w szczelinę prowadzącą lekko w dół, między skały. Najważniejsze było zadaszenie z wielkiego, szarego głazu, który jakimś cudem był dosłownie nie do poruszenia. Na całe szczęście...
   Kulki lodu miały zaledwie milimetr, może półtora średnicy. Grad sypał niecałą minutę, więc troszkę wygłupiłam się z tym włażeniem w dziurę. Mogę jednak pochwalić się ciekawym rekonesansem. (Nasz przewodnik na mój widok popukał się w głowę...)


W środku.
Ze środka.
Kolejny selfik z Ziemianami. To zdjęcie zdradza głupawkę małych , krewetkowatych ludzików. I pojęcia nie mam co one gadały w tym swoim skrzekliwym języku. Dosłownie jakby się helu nawdychały.
   Przewodnik twierdził, że nas nie obrażają, uważam jednak, że jego nastawienie w stylu "to nie mój biznes", przekreśla jakąkolwiek wiarygodność jego słów odnośnie. Należało po prostu zachować spokój. Byliśmy przecież dla nich jak atrakcje w ZOO. 😔







Z niektórych kwiatków Marsjanie robią sobie kompocik. Ci mali konkretnie. Nie mięliśmy zamiaru próbować czegoś, co należało do ulubionych smaków istot sikających benzyną.
   Przewodnik, zapytany o konsekwencje takiego eksperymentu, skomentował to milczeniem. Nie należy bez wahania zabierać się do smakowania potraw obcych cywilizacji, szczególnie jeżeli  tubylcy przypominają nam krewetki. A może trzeba było zjeść ich? Może rzeczywiście mogli smakować jak owoce morza?




Widzicie sekretne drzwi? Kamień, który nie pasuje do okolicznych głazów? Nikt nie chciał nam zdradzić jak wygląda podziemny świat. Od samego początku zastrzeżono nam, że tam wejść nie możemy. Spacer tylko po wierzchu planety. Szkoda.






Ziemska eskapada tego dnia zawierała jeszcze kilka grup. Leźli bez przewodników, ponieważ taki jak nasz, jest tylko jeden. (Po odpowiedź na pytanie "dlaczego", odsuwam do Marvela😜)
   Samotnie można zwiedzać tę planetę, jednak uprzedzam, że krewetkowi mieszkańcy bywają bardzo upierdliwi. Często wpieprzają się w kadry i robią sobie z nami zdjęcia, niekiedy zapominając oddać aparat... I potem weź tu się ganiaj z takim...







Niektórzy z wycieczki postanowili oddać się w spokojne okowy sportu dla odważnych, czyli wspinaczka po gładkich ścianach. Przyznam, że całkiem imponujące zajęcie i... żmudne, zważywszy, że dopiero musieli postarać się o haczyki na linę.
   Owocne zdobywanie szczytu zagwarantowało im na pewno lepszy widok na panoramę Marsa niż my mięliśmy.



Nasz przewodnik, przyłapany jeden jedyny raz w obiektywie aparatu. Tu widać wyraźnie jak bardzo miał nas już dosyć, jednakże do nudnych i sztywnych to on na pewno nie należy.


To chyba pierwsza i jedyna pozytywna postać z czerwonej planety, przedstawiana już wielokrotnie w rozmaity sposób - komiksy, kreskówki i od niedawna - fabularnie w telewizji. Jeżeli lubicie seriale Sci-fi oraz marvelowską wizję superbohaterów, zerknijcie na najnowszą produkcję pt. "Supergirl", gdzie można zapoznać się z postacią naszego przewodnika, nieco bardziej 'realnie' 😉
   Z Marsjaninem znamy się od dawna, głównie z kreskówek. Czy ktoś z Was pamięta "Ligę sprawiedliwych"? (Justice League, 2001–2004) Przewodził jej Superman (nigdy typa nie lubiłam). Marsjański Łowca (Martian Manhunter) istniał w czołówce bohaterów i można było odnieść wrażenie, że w pewien niewypowiedziany sposób to on tam rządził. Dopóki Superman go nie wywalił... bo to kryptoński egocentryk i arogant był.
   Uważam, że jakby zorganizować im pojedynek, gdyby tak Marsjanin się dobrze spiął 😁 rozwaliłby Supermana. To co on potrafi zrobić, jest całkiem... psychodeliczne... 😁 I like it.
   J’onn J’onz (czyt. prze "Ż") poza tym, że jest telepatą, jest też zmiennokształtny. Może być każdym... Ma też możliwość przemiany w ducha... czy coś w tym rodzaju... chodzi o to, że staje się niematerialny, może np. przenikać przez obiekty.






Ja: Jak się zapisuje twoje imię? 😐
J.: Normalnie 😁
Ja: No jasne... 😔

J'onna wzięliśmy z Ziemi. Mieszka sobie u nas, wygląda jak człowiek, pracuje i płaci podatki. Jak to jest, że je to, co my i nie umiera? Stąd myśl, by eksperymentalnie zjeść na Marsie wszystkie kwiatki... Jak to smakuje? Jak to pachnie? Jakie ma właściwości odżywcze? Czy są wśród nich lekarstwa?

Ja: Masz zieloną krew?
J.: A czy ja wyglądam jak Wolkanin???

Gdyby życie w ten sposób było możliwe, gdyby cywilizacje pozaziemskie istniały, gdyby mieszkńcy z różnych planet mieszkali z sobą we wspólnych miastach, żyjąc podobnie jak w świecie "Gwiezdnych Wojen" [czyli przehandlowując dobra swoich ojczyzn], to byłabym Jedi...

Ja: Czy można jeść Marsjan? 😶
Zapoznajcie się z TYM. Zdarzenie możliwe tylko u Rosjan.





Na miejscu nabyliśmy sobie drogą kupna, buteleczkę oryginalnej, marsjańskie wody. Smakuje normalnie.


O tym, że na Marsa można normalnie dostać się bez większych przeszkód, wie nadal niewielu i może dobrze, bo zaraz transport turystów oblekłby planetę niczym Giewont w Tatrach.
   A tymczasem już wiecie skąd wzięły się w marketach te kartofelki:


I wiecie co? Prawdopodobnie po przybyciu na wakacje do Polski, nie odczujemy specjalnej różnicy.


Lokalizacja rzeczywista: Fluellapass - jest to ciąg dalszy poprzedniej wyprawy. Ale to jeszcze nie był koniec drogi. Mam nadzieję, że bawiliście się dobrze i że tym razem nie zamęczyłam, ani nie zanudziłam Was górami i kamorami 😇
   Niech moc będzie z Wami! Live long and prosper! Ziemia dla ziemniaków!

14 komentarzy:

  1. Witaj Hexe.
    Ciekawa wędrówka. Ale już nie dla mnie. Spacerować po takich kamyczkach, to jakby wędrować po ruchomych piaskach. Trzeba mieć wygodne traktory na nogach i laskę.
    W czasie moich dawnych wędrówek po Karkonoszach takie podłoże nazywano zwietrzeliną. Popraw mnie, jeśli się mylę.
    A Marsjanie... No cóż, kiedyś zobaczyłem takiego zielonego ludzika z rękami do ziemi i wytrzeszczonymi oczami, ale okazało, że to był gajowy, co kasztanił pod krzakiem.
    Ale wody marsjańskiej bym się napił.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Buty z twardą podeszwą - koniecznie. My bez lasek ani kijków, ale nie przeczę, że to wygodna rzecz, szczególnie przy schodzeniu.
      Gajowy XD niezły dowcip XD
      Powiem tak - woda u źródła ma niesamowity smak. To co lejom nam do plastikowych butelek i nazywają wodą źródlaną, nawet jest niepodobne w smaku.

      Usuń
  2. Brakuje tlenu? Mars? W czasie takiej wędrówki, każdemu bez waszej kondycji raczej zaszkodziłby nie niedosyt co nadmiar tlenu ;) Zamiast kosmicznego skafanderka musiałby kroczyć z papierową torebką przy ustach. Oczywiście dech zapierają również surowe, cudne widoki... W tych warunkach i Mistrz Yoda powiedziałby: "Musisz poczuć otaczającą cię Moc." i wykrzyknął: "Wspaniały Wszechświat jest!"
    Jest. Choć niepojęty...
    Serdeczności ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozważałam skafandry, bo dobrze wyszłyby na zdjęcia... ale stwierdziłam, że będą za ciężkie. Z grawitacją było w porządku, z powietrzem też O.K., os i im podobnych nie było - żyć nie umierać, Moc była wszędzie :D

      Usuń
  3. Przezajebiaszcze górki... ja chcę na tego Marsa :)!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fluellapass zaprasza przez całe lato i jesień :D

      Usuń
  4. Na jakimś blogu przeczytałam Twój komentarz, spodobał mi się na tyle, że postanowiłam zajrzeć na blog. Pierwsze wrażenie nie było powalające. W swoich notatkach zapisałam:blog podróżniczy, dużo zdjęć, mało tekstu. Ponieważ nie mam duszy globtrotera, raczej będę rzadkim gościem. Obecny post szalenie zabawny przez słowny komentarz i to nawiązywanie do filmów(szalenie ciekawy zabieg narracyjny). Oglądając zdjęcia miałam wrażenie, że wiele z nich się powtarzało, przez co miałam wrażenie przesytu materiału ilustracyjnego. Samej notce jednak daję 6+, bo zrobiłaś ja genialnie. Pozdrawiam serdecznie i mimo wszystko czekam na dalsze podróże.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie jest blog stricte podróżniczy. Dużo wędruję, to prawda, jednak przy samych już wędrówkach nie ma sensu się rozpisywać. Wtedy pokazuję to wszystko, co sama zobaczyłam, bo uważam, że naprawdę warto. Dodać parę słów, co w duszy gra też można, albo wkomponować ciekawy temat, ale nie za dużo, bo albo zdjęcia albo treści, nie ma sensu ładować w post, który potem będzie się czytało i oglądało dwa dni. Głębszym tekstom poświęcam tylko "wolne notki", bez konkretnej marszruty.
      Nie przypominam też sobie, żebym brała udział w jakimś konkursie blogowym.

      Usuń
  5. Czytając Twoją relację chciałam Ci polecić Marsjanina. Najbardziej podobała mi się jego hodowla i nawożenie ziemniaków. Ja to pyra jestem i bez ziemniaków bym sobie na Marsie nie poradziła. Co tam woda. Świetna, ale trudna wędrówka.

    Nie jestem fanką filmów fantastycznych. Widziałam Marsjanina, Interstellar czy Grawitację, ale na tym koniec. No, może jeszcze Armageddon.

    Filmy czarno białe widziałam Felliniego i te z Monroe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta, po co woda... A jak te pyry przygotujesz do jedzenia? :P
      Wędrówka trudna tylko pozornie. Nie było wysokich podejść, żadnej wspinaczki. Tyle że to długa wycieczka na cały dzień, jak ktoś nieprzyzwyczajony do chodzenia, mógłby wymięknąć.
      Lubię filmy, które dają odrealnienie. W większości podzielam Twój gust, ale mam tak szeroki rozrzut gatunkowy, że oglądam naprawdę różności. Choćby ostatnio coś mnie naszło na historię i włączyłam Rocky'ego, potem Obcego. ;)

      Usuń
  6. Buhahaha Ja już na wstępie się śmieję. Uwielbiam Twoją kreatywność. Co za zdjęcie. Jednak byłaś na marsie. :D Kurcze...może ja jestem taką Marsjanką. Nazywają mnie UFO....buahahaha Tekst mnie normalnie rozwala. hahaha Ten plakat...ja normalnie nie wiem co pisać, co tak mi śmiesznie. Ale radochę mi dziś dajesz. :* Kurcze nawet podziemne wejście do świata Marsa pokazałaś. Co, jeśli teraz ludzie rzucą się na to i będą chcieli zawładnąć Marsem. buahahahaha Ta woda marsjańska jest boska...może ma jakieś nadprzyrodzone właściwości. :D Piękny ten Mars, nawet kwiecie ma cudne. Szczęściara. Widziałam wiele z tych filmów. Dystrykt 9 jest naprawdę mocny. Nie mogę. buahahaha A co to...ufo...hahaha Patrzta...lubią modeling. hahahaha Ty wiesz, że ja nie mogę przestać się śmiać...minuta ciszy...ok. :D :D

    No ja nie mogę, a te drugie selfie. buahahaha Jaki fan rocka czy co...;D Ciekawe co kryje się za tymi drzwiami, a może tam byliście, ale nie chcecie się przyznać... hahaha Nawet wodę kupiłaś na marsie. Gratuluję Wam odwagi. Sławni się staniecie. :D

    Buhahahahahaha Jaki plakat z tym Marsem, Księżycem i Łodzią. Ja bawiłam się i nadal bawię się superowo. Więcej takich blogów, takich postów. Świetna robota. Moc jest z Tobą. UWIELBIAM TEN POST!!!!!!!!!!!!!!! :* :*

    Dałaś mi duuuużo radochy. :D :*
    ps. Ileż ja razy 'Mars' napisałam. buahahahahahaha

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to była notka do popatrzenia i pośmiania się :)

      Ludzie zawsze chcieli kolonizować planety. Z natury chciwi i próżni jednak poniosą fiasko. Zanim odkryją jak to zrobić, nasza planeta skończy swój żywot. ;] Na razie bogacze bawią się w kolonizowanie naszego księżyca, kupując sobie fikcyjne działki na jego powierzchni, wmawiając postronnym, że będzie tam ich bunkier i Sąd Ostateczny ich nie będzie dotyczył. Dajesz wiarę? ;]
      Nadprzyrodzonych właściwości woda nie miała - wystarczy, że ja je mam XD

      Fan rocka! Dobre XD

      E tam zaraz sławni. Przecież nikt nam w to nie uwierzy ;)

      Usuń
  7. ooo Boż zazdroszczę, mam ochotę rzucić wszystko, zabrać namiot i tak własnie sobie gdzieś wyjechać. Może w końcu się odważę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli tylko możesz, jeśli nic nie stoi na przeszkodzie, to ruszaj. Pamiętaj, że najwięcej ograniczeń stawiamy sobie my sami.

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.