Byłam w Mordorze.

"Jest kilka "rzeczy", których nie kupisz za żadne pieniądze - pewność siebie, samoakceptacja, satysfakcja; możesz jednak je wypracować"


- Sylwia Pawlak




Przejazd przez dowolny fragment Szwajcarii aż do punktu, z którego rozpoczynamy naszą pieszą wędrówkę, każdorazowo przysparza nam tak samo ciekawych wrażeń, co sam szlak podczas marszu. Zazwyczaj obierany cel, w którym zostawiamy samochód, znajduje się nieco wyżej w górach w miasteczku lub na jego peryferiach, a musicie wiedzieć, że alpejskie wioski są interesująco "wbite" w te góry.
   Wiele sławnych w Internecie chat, zwisających na skarpie czy postawionych na wierzchołku jakieś szpiczastej skały, to zdjęcia zrobione w tym kraju. Nasz przejazd skupia się wyłącznie na dotarciu do parkingu, lecz wcale nie trzeba jakoś szczególnie się wystarać, by mijane widoki były troszkę bardziej spektakularne niż szara i nudna autostrada, którymi to, głownie przemierza się ziemie Helvetów. Wystarczy tylko wybrać dłużą trasę.
   Zabytkowa zabudowa to bardzo ważny element szwajcarskiej aglomeracji. Dbają o to, aby jak najwięcej pozostało z oryginału - takie jest bowiem prawo. Historia jak żywa, mieni się kolorami nieco już wyblakłymi od ostrego słońca, ale jeszcze cieszy oko współczesnych turystów, których jest w takich miejscach jak na lekarstwo. Powiem Wam dlaczego tak rzadko zwiedzam miasta - bo tam w letniej porze są tłumy, które odbierają mi przyjemność podziwiania. Wiem, że w sezonie jest piękniej, bardziej kolorowo, wszystko kwitnie, a z okien zwisają skrzynki pełne barwnego kwiecia, ale... ja jestem człowiekiem dziczy, wiedźmą z buszu i Marsjanką z upodobania.
   Czasami budzi się we mnie pragnienie pozostawania na dłużej gdzie popadnie. To tu, to tam, popatrzeć, przeżyć, iść dalej i znów pomieszkać, poznać, i znów iść dalej. Nasz Polski Włóczykij, Łukasz Supergan, właśnie rozpoczął podróż powrotną z dalekiej północy na Alpejski szlak. Marzy mu się teraz zobaczyć Matterhorn. 4478 metrowy stożek, przywodzący na myśl góry, jakie rysowaliśmy na brystolach w dzieciństwie. Też bym chciała go zobaczyć. A można go nawet zjeść, to te stożkowate czekoladki "Toblerone".








I tu powinnam wstawić mapę, ale zostawię to na sam koniec. Podjeżdżaliśmy coraz wyżej aby dostać się na przełęcz Flüella, która mieści się na 2383 metrze n.p.m. Przełęcz należy do 5 wielkich wododziałów tego kraju. Jest ona przejezdna normalną, asfaltową drogą od XIX wieku. Wcześniej, zanim położono w Szwajcarii całą nowoczesną sieć dróg i tuneli, doliny były odseparowane od siebie, a niektóre nawet całkiem zamknięte.
   W bardzo odległych czasach, kiedy poszczególne regiony musiały być samowystarczalne, nie istniał masowy transport, a po obejściach gospodarstw, psy dupami szczekały, wcale nikt się nie spodziewał, że to będzie kiedyś najważniejsze finansowe centrum świata.
   Wcale nie jest prawdą, że ziemie te były wolne od wojen i politycznych niesnasek. Między innymi niespokojne wieki średnie, praktycznie co kawałek gdzieś w kalendarzu, upamiętniano jakąś większą bitwę o całe kantony. Bili się o te góry Austriacy, Germanie, a nawet Rzym, niszcząc przy okazji wszystko, co dziś mogłoby stać wdzięcznie i cieszyć zwiedzających. Wojny są be! Historia Szwajcarii to tak naprawdę historia klepania się po mordach. Poczytajcie sobie, a sami się przekonacie.
   A dziś co tu mamy? Ponad 630 banków, liczne międzynarodowe przedsiębiorstwa ubezpieczeniowe i sześć giełd papierów wartościowych oraz sławna szwajcarska precyzja w branży zegarmistrzowskiej i jubilerskiej - to było kiedyś nie do pomyślenia.
   Przejechałam samochodem niejedną już przełęcz. Zawsze marzyłam, by w którąś się wbić na piechotę, zobaczyć co jest dalej, co oferuje nam ten surowy klimat. W tym roku, mogę śmiało powiedzieć, że spełniło się jedno z moich marzeń, bo to już druga wędrówka po tym rewirze.







W dolinach było ponad trzydzieści stopni w cieniu. Nie pamiętam ile dokładnie, ale Szwajcaria bije pod tym względem w ostatnich latach rekordy.
   Wiedziałam, że tam gdzie się wybieramy, będzie chłodniej, ale nie wiedziałam, że aż tak... To znaczy nie aż tak, że przemarzłam, pochorowałam się i umarłam, bo względnie było mi ciepło, nie trzęsło mną i nie byłam później chora, ale brakowało mi jednego tylko kawałka dodatkowej garderoby, mianowicie - rękawiczek. Gdybym miałam tylko te cholerne rękawiczki, byłoby idealnie. Lecz nie było, bo mi paluchy tak zgrabiały, że mąż musiał mi rozpakowywać kanapki.
   Na niższych szlakach przełęczy panuje umiarkowana temperatura, jednak znacie już moje preferencje, mimo chłodu ostatnia podróż w te rejony, była odbyta w szortach i t-shircie... Znam takie osoby, które by zmarzły już po wyjściu z samochodu.
   A zatem przed Wami otwieram ponownie tajemnice szlaków Fluellapass:


Już na samym początku zaczynało się robić niezwykle.
Zawsze to powtarzam - zachmurzenie to najlepsza pogoda w góry.


Świstak :)
Woda wylewała się ze środka skały.
Bardzo podoba mi się kolczasta roślinność. Nawet oset jest wg mnie piękny.
Pojedyncze rozlewiska lazurowej wody to norma w tych rejonach.










Nie wiem co ja mam, że jak widzę coś takiego, to muszę chociaż spróbować wyprostować...
Dlatego nie mogę jechać do Pizy.
To ostatnie fragmenty łatwej drogi po w miarę płaskim terenie, gdzie mchy i kwiaty cieszyły oko, świstaki świszczały i ogólnie mówiąc - panowało tutaj życie. Ten szlak mogę skatalogować jako T1.
   Oczywiście nie należy wybierać się w taki teren w sandałkach, tak jak to zrobiła pewna turystka, którą mijaliśmy, idącą z grupą anglojęzycznych dziewuch. Nie chciałabym aby taka idąc przede mną, poślizgnąwszy się na niewinnym, małym kamyku, zrypała mi się na głowę. Na szczęście mijaliśmy ją wracając.
   Następne podejście już zdecydowanie bardziej wymagające, ale nadal nie uważam, aby ten szlak zarzynał ludzi i wymagał super bojowej formy. Alpstein zarzyna o wiele bardziej. Torturuje, wykrwawia i morduje, uwierzcie mi. A że to góra na której trenuję, przełęcz nie była wyzwaniem. Była dla mnie przyjemnością.
   Czego się spodziewać? To podejście T2, w porywach T3, czyli: czasem ręce będą w użyciu. Ścieżka rzadko znika (a tak bywa pośród rumowisk), wtedy trzeba po prostu wypatrzeć następny symbol szlaku. Z reguły bywa wymalowany na jakimś kamieniu, rzadziej są to tyczki - są lepsze, bo nie znikają zimą. Chciałabym aby Szwajcarzy zawsze oznaczali trasy tyczkami w kolorze szlaku.
   Zdarzało się, że trasa była zwieszona nad przepastnym widokiem, dlatego to nie jest zabawa dla ludzi z akrofobią. Czasami zdarzało się przechodzić przez piargi, dziury w rumowiskach albo po śliskich, szerokich głazach.
   Szlaki na przełęczy są zdecydowanie najdalej położonymi od cywilizacji, dlatego wycofanie się w przypadku nagłego załamania pogody, jest nieproste.
   Wkraczaliśmy na teren bestialsko mroczny i morderczo piękny zarazem. Raj dla fotografa o czarnej duszy... 👿






Pierwsze czarne skały już w zasięgu wzroku.
Ścieżka zwisająca nad zieloną doliną, z której przywędrowaliśmy.
Lepiej się nie poślizgnąć...




Zobaczcie jak tam było:

Strzeliste góry Mordoru.


Zauważyłam, że wiele kamieni miało tam trójkątny kształt. Zagadkowe...

Ciepła i przyjazna dolina już daleko w tyle. Wychodzimy poza strefę komfortu.
Tutaj wspinasz się na własną odpowiedzialność...



Tak, tak, szlak prowadzi w górę, trzeba na tą hałdę wejść.
Modor, to w języku elfickim 'Sindarin', najczęściej używanym w Trzeciej Erze. Oznacza "Ciemny Kraj". Podobno rządził tam niejaki Sauron, co w podstawowym języku elfów oznacza "Ochydny". Został zniszczony przez ludzi, którzy o coś się na niego wkurzyli. Podobno zabijali go dwukrotnie.
   Mordor z trzech stron otoczony jest łańcuchami górskimi. Sam posiada zacny pejzaż gór bardzo strzelistych i ostrych. Jego skały są grafitowe, czarne i czerwone.
   Głównym wejściem jest Czarna Brama mieszcząca się u podnóży przełęczy. Naszym celem był "Czarny Róg", którego wierzchołek sięga aż 3’146 metrów n.p.m. Gdzieś poniżej powinna stać forteca Minas Morgul czyli "Wieża Złych Czarów". Mieszkają tam Nazgûle. Szczerze, liczyłam na spotkanie, myślałam o zakupach. Zawsze chciałam mieć takiego karosza, któremu oczy świecą się na czerwono, ciekawe ile by kosztował... Niestety nie tym razem, żadnego z tych wojowników nie spotkałam.
   "Góry Przeznaczenia" nie było widać. Wbiliśmy się w mgły i chmury, co niezaprzeczalnie dodawało tym skałom odpowiedniego smaczku. A propos, tę wędrówkę odbyliśmy w lipcu. Plaża, morze i palmy? Przecież to nudy 😁

Grobowiec Tutansaurona.
Serio, znaleźliśmy takie drzwi we wnęce skalnej.








Sfotografowałam wierzchołek sąsiedniej góry. Stoją tam jakieś cztery monolity i niestety na ten masyw nie prowadzi żadna droga. A szkoda, wielka szkoda...


Straight way to hell...

Ostatnia prosta przez zmarzlinę. Mogłabym napisać poradnik dla wszystkich aktywnych Morsów - "Jak zmarznąć w lipcu?" Myślicie, że by się sprzedał?
   Jest to wbrew pozorom proste podejście, i gdyby nie te chmury, odległość i monotonia łażenia pod górkę, mogłyby znudzić. Jednakże tańczące wokół nas, biało-szare kłębowiska, wzbudzały niedoczekanie tym, co kolejno wyłaniało się nam przed oczami.
   Śnieg nie był wielkim zaskoczeniem, zdarza się bowiem na wysokich szczytach ujrzeć zalegający gdzieś w cieniu, a niekiedy nawet na szlaku. Ale lód i szron? A mimo panującego powszechnie mroku, wybijał się bardzo kolor czerwony i miedziany.

Zapraszam do włączenia sobie oprawy muzycznej:
"...Bezkształtne ciała
Skryte w twierdzy gdzieś na skraju mroku
Uwięzione dusze wojowników
Witaj w Minas Morgul."





"Popatrz na mgłę, ileż cudów ukrywa mgła!
Chcesz do nich dojść, lecz niewiele masz szans,
mgła cię pochłonie, ale wiedz - kiedy przegrasz z nią,
zęby zaciśnij i idź jeszcze raz!"


- Władimir Wysocki




"Mgła sprawia, że znajome wydaje się obce. Do tego dochodzi zapach - pradawna, mewia woń, wciskająca się głęboko w nozdrza i budząca ukrytą część umysłu, zdolną do uwierzenia w potwory, gdy skraca się perspektywa, a serce ogarnia niepokój."


- Stephen King








"Niezręczny anioł wylał z konwi mleko."
- Ludmiła Marjańska, "Mgła"




Schwarzhorn, czyli "Czarny Róg", jest najwyższym wzniesieniem krajobrazu Davos. Jego zacna wysokość: 3146,2 m n.p.m. robi spektakularne wrażenie.
   Nazwa wzięła się stąd, iż masyw ma niezwykle ciemny kolor. Jest zbudowany w całości z Amfibolitu - skały metamorficznej, masywnej i bardzo zwięzłej.
   Schwarzhorn to podobno najlepiej dostępny trzytysięcznik Alp. Należy do łańcucha podgrupy Albula. Na jego szczycie znajduje się granica kantonów Davos i Dusch.
   Tradycyjnie na takich szczytach znajduje się księga wędrowców. Na tej szlachetnej górze, umieszczono profesjonalny, specjalny dziennik, który nocami jest czytywany przez ducha zmarłego Saurona.



Czasami wydawało mi się, że to świat podwodny...








Ta wyprawa zasługuję na miano "Wędrówka roku 2017" Moim zdaniem najbardziej spektakularna jak dotąd, choć... ex aequo z wyprawą na Marsa.
Jest to przy okazji nasz rekord zdobytej wysokości 😁 więc kto wie, co wygra pod koniec roku?
Jednak dwa tysiące siedemnasty jeszcze się nie skończył... Schwarzhorn i Mars zostają wobec tego nominowane do tej roli.

Przez dosłownie chwilę, od strony jednego zbocza góry, otworzyło się niebo. Mgła ustąpiła i właściwie dopiero wtedy uświadomiliśmy sobie jak wysoko jesteśmy. Nie byłoby o czym opowiadać, gdyby w ciągu tych kilku minut nie udało się nam zrobić zdjęć tego, co zazieleniło się w dole.
   Przeciwległa góra, jakiś dwutysięcznik - pięknie pofałdowany - zdawał się z tej perspektywy niemal łagodny, choć przecież dobrze wiem z autopsji, że takie masywy potrafią ostro dać w kość. Jednak stojąc na tej czarnej górze, w której Bóg zatopił jakieś krwiste odłamki minerałów, można było się poczuć jak w odwiedzinach na Olimpie, którego królewski szczyt tonął majestatycznie w chmurach. Tylko sławetnego Nektaru tam brakowało...


Teraz widać wyraźnie czerwień skał...

...jak i ich czerń.

Udając się w dół, przez chwilę stan "otwarty" nieba, utrzymywał się po drugiej stronie, akurat tam, gdzie prowadził szlak. Teraz możecie sobie porównać zdjęcia tego osłonecznionego kawałka drogi z ocienionym jaki był poprzeednio.
   Ujrzawszy świat wyraźniej, nie trudno jest dostrzec wyjątkowość regionu. Gdzie indziej w Alpach tego nie uświadczycie... no chyba że na innej przełęczy. Lecz czy na pewno są takie do siebie podobne? O tym kiedyś się przekonam!




Opuściwszy czarne, kamienne schody góry Schwarzhorn, udaliśmy się na inny szlak. Najciekawsze powroty to te, odbyte inną trasą. Dzięki temu mięliśmy okazję zobaczyć z bliska, kilka rozlewisk, które wcześniej mogliśmy obserwować jedynie z daleka. To krystalicznie czysta woda, choć efekt pozwala przypuszczać, że jest tam tylko muł i zawiesina z brudu. Dopiero w słońcu ujawnia się ich prawdziwe, turkusowe zabarwienie.
   Spokojne, stojące wody są jak lustra, w których można się dokładnie obejrzeć. Tafla była gładziutka jak w niewielkiej kałuży. Czasami wzbierał wiatr, który na chwilę marszczył powierzchnię.





Wędrówka po kamieniach, pośród których nie ma szans, by dojrzeć szlak. Trzeba było wypatrywać oznaczeń szlakowych, które tutaj malowane były dostatecznie często.
   Właściwie i tak każdy szedł jak chciał. Mijaliśmy się z kilkoma grupkami pieszych jak i z samotnymi wędrowcami i każdy szedł inaczej. Ludzie jednak lubią to miejsce. Fajna zabawa takie kamory.





Efektowne, kolorowe piarżyska.
Malutki lodowiec.





Na chwilę zboczyliśmy z trasy, aby wyjrzeć zza węgła. Po drugiej stronie tej grani, oczarował nas obraz niemożliwego. Bo czy to możliwe, że taki jednolity z pozoru teren, może być tak różny na każdym hektarze kwadratowym?
   Warto czasem "zajrzeć" gdzieś. Wydłużyć sobie podróż o chwilę, która w rzeczywistości może być nawet godziną, ale wiedzcie, że zawsze będzie warto. Trzeba korzystać z takich możliwości, bo nigdy nie wiadomo, czy kiedyś będzie jeszcze okazja...






"Jak wygląda wolność?
Normalnie, brama się otwiera i wychodzimy."

- Michał Wójcik "Królestwo za mgłą"

I przekroczyliśmy bramę obok twierdzy Minas Morgul. Lodowy zapach, czysty i rześki, który nam towarzyszył przez cały czas podróży, może mieć wg mnie tylko jedną definicję - tak pachnie wolność.

Nawigacja:



Nasz szlak docelowy:

26 komentarzy:

  1. Witam. :) Widzę, że mam zaległości u Ciebie. Nadrobię. Mnie tłumy delikatnie mówiąc...wkurzają. Nie lubię pośpiechu i przepychanek. :D Jakoś mroczną atmosferę wyczuwam z tych zdjęć. I ja to lubię. :D Buhahaha nie wiedziałam, że psy dupą potrafią szczekać. ;D

    Jestem zachwycona, zakochana w zdjęciu. Pochmurne niebo i promienie słońca, wydostające się zza chmur, oświetlając dolinę. Cudo. <3

    Mega rozśmieszyło mnie foto, jak starasz się wyprostować skałę. hahaha

    No nie...tam jest naprawdę bosko. Uwielbiam takie mroczne klimaty. Istny Mordor. hehe No i już mam dużo więcej ulubionych zdjęć. Zachwycająco tam. Chyba nie weszłabym tam...może jakbyś mnie pchała. buahahahaha Te drzwi to jak z horroru wyglądają. Ty to masz życie pełne przygód. :)

    Gratuluję Wam. Mega motywacje dajecie. Muszę to jeszcze raz napisać... zachwycam się...miejsce cudo. Wspaniała relacja. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaległości Ci nie uciekną. Moja sytuacja jest poważniejsza. Wynika, że o moich wakacjach opowiem dopiero we wrześniu albo nawet październiku ;P I też nie ma pośpiechu ;)

      Nie lubię tłumów z jeszcze jednego powodu - kieszonkowcy...

      Tam dupami szczekają, gdzie jest kompletne zadupie. Tak się mówi ;)

      Aaaa wiem, które to zdjęcie, bo to moje ulubione :)

      Z tym prostowaniem skał to nie żart. Za każdym razem jak widzę coś takiego, próbuję...

      I to wszystko jest normalnie dostępne dla ludzi, a ludzie są mobilni ;)

      Usuń
  2. Faktycznie, niczym w Mordorze :-) Piękne zdjęcia, aż czuje się te chmury i chłód napływające zewsząd. W Szwajcarii mieszka i pracuje mój bratanek, właśnie czekam na wieści, co tam u niego. Może i ja się kiedyś wybiorę, bo zachęciłaś bardzo :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A więc masz świetną ku temu okazję :)

      Usuń
  3. No, moja droga - Wasz wynik naprawdę imponujący. Zdobyć taki szczyt to nie lada gratka.
    Wspaniale mi się z Wami maszerowało. Kurcze, jakie fantastyczne widoki. Coś pięknego.
    O ile na początku tej wyprawy wszystko było okey, o tyle pod koniec wędrówki poczułam ciarki na plecach.
    Po pierwsze z powodu wysokości, a po drugie zimna. Brrrr.
    Ja chyba bym zamarzła.
    Zdjęcia są niesamowite.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to mówią Szwedzi - nie ma złej pogody, są tylko złe ubrania ;) Mnie brakowało tam rękawiczek. Reszta była w porządku. W ruchu człowiekowi nie jest łatwo zmarznąć.

      Usuń
  4. Witaj Hexe.
    Zaiste jestem pełen podziwu dla was. Piękne widoki, góry we mgle i onieżone...
    To już nie na moją kondycję i zdrowie. Jestem pod wrażeniem tych kościółków z kogutami na szczycie wieży. No i ten zegar...
    A te stalowe drzwi w skale przyprawiają mnie o dreszcz emocji i ciekawość co jest dalej.
    Pozdrawiam serdecznie i do zamku Czocha zapraszm do mnie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te drzwi znaleźliśmy przez przypadek. Wejście było skryte w między wystającymi skałami, więc osoba trzymająca się grzecznie szlaku i patrząca pod stopy, mogłaby nie zauważyć. I tam była krata. Przez tę kratę właśnie, przełożyłam obiektyw, włączyłam flesz, by zobaczyć co jest dalej, bo gołym okiem nie widziałam nawet tych pierwszych drzwi. Dosłownie egipskie ciemności jak w krypcie.
      A tam jedne i drugie drzwi, grube jak od sejfu, ale otwarte, więc przypuszczam, że obiekt jest już od dawna nieużywany.
      Ciekawość mnie bierze, co tam kiedyś ukrywali w tych górach na tej wysokości...?
      I powiem Ci, że takich tajemnic, szwajcarskie wojsko ma bez liku. Sami mieszkańcy tego kraju, nie raz dziwują się nad kolejnymi odkrytymi drzwiami gdzieś w wysokich skałach. Przypuszcza się, że całe góry na całym obszarze kraju, muszą być nieźle podziurawione jakimiś korytarzami. Tylko co jest na końcu każdego z nich? Zagadka praktycznie nie do rozwiązania.

      Usuń
  5. Jestem pod wielkim wrażeniem Waszego wędrowania. I nie wyobrażam sobie przetrwać w takich górach i takich temperaturach w gatkach do kolan :)))
    Z wielką ciekawością obejrzałam też świstaka. A mgliste krajobrazy rzeczywiście niby żywcem wyjęte z książek Stephena Kinga!
    A przeżycie wejścia do Mordoru musiało być niesamowite! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Człowiek w ruchu mniej marznie, uwierz mi. Zahartowałam się przez ostatnie lata głownie dzięki bieganiu, kiedy zima, mróz i śnieg nie stanowią problemu by wyjść pobiegać w samych legginsach i bluzie. Trzeba się ruszać cały rok ;)
      Mordor jest niesamowity. Lubię taki klimat, takie zjawiska atmosferyczne i wszechobecny mrok. Czułam się tam doskonale i chcę tam jeszcze wrócić XD

      Usuń
  6. A Oko Saurona gdzie?

    Fajne zdjęcia, pewnie bym się ślinił na widok sprzętu. Mój się zje... i teraz trzaskam jakimś prztykadełkiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale Sauron już nie żyje O_O
      Używam najmniejszego z Canonów. EOS 100 D i mam do niego obiektyw Sigmy. To może nie jest reporterski sprzęt, ale mnie wystarczy. Moja pierwsza lustrzanka.

      Usuń
  7. Sama byłam w Szwajcarii trzy razy, jedno z piękniejszych miejsc jakie w życiu widziałam <3
    Za pierwszym razem mieszkałam w schronisku górskim, pojechałam tam w okolicach sylwestra. Mało co zwiedziłam z powodu OLBRZYMICH ilości śniegu jakie wszędzie panowały, ale był to chyba najpiękniejszy widok jaki można zobaczyć zaraz po Bożym Narodzeniu, taki typowy widoczek z tych kartek jakie się wysyła na święta do rodziny. Za drugim razem znów byłam w tym schronisku w środku lata, pomijając udar słoneczny (polecam brać czapkę >.<) pochodziłam po górach, chodzenie w górach kiedy jest środek lata i leży śnieg jest jednak magiczne <3 i ostatni raz byłam jakieś dwa tygodnie temu, była to wycieczka objazdowa i w Szwajcarii zobaczyłam tylko wodospady; nie wiem czemu ale moje wyobrażenia przerosły to co zobaczyłam i byłam lekko rozczarowana, chociaż podpłynięcie łódką pod wodospad naprawdę było fajną sprawą.
    Zdjęcia piękne, dziwię się że nie spotkaliście tam gdzieś jakis dwóch niziołków którzy biegli z pierścieniem! :D
    Mega Wam zazdroszczę takiej wycieczki i zazdroszczę Wam że macie z kim tak podróżować! Ja sie tak wybieram do Norwegii ale ceny mnie przerastają, chociaż! Może za rok spełnię swoje marzenia, jako studentka może załapię się na jakiś program.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli krótko mówiąc, byłaś zimą i się zablokowałaś w górach przez śnieg. ;P Tak, w Szwajcarii jest dokładnie jak na widokówkach. O każdej porze roku.
      Udar słoneczny miałam dwa razy w życiu. Jednak w Szwajcarii nabawiłam się go nie w górach a w dolinie, jadąc na rowerze trasą rowerową. Chorowałam przez 2 dni. A w góry, kiedy jest ostre słońce, zabieram kapelusz z szerokim rondem. :D
      W takich wielkich górach, to my się czuliśmy jak te niziołki ;)
      Czy mamy z kim? Mamy siebie ;) Chodzimy we dwoje, a czasem ja chodzę sama.

      Usuń
  8. Obrazy oglądałam jak dobry film. Powiało grozą i ta mgielna aura..
    Podziwiam
    https://goodmorning73.blogspot.com
    zolza73.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest to może londyńska mgła, ale kojarzy się podobnie. Mrocznie ;)
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  9. Piękne zdjęcia-jak zwykle. Nie zgodzę się jednak z tą mgłą. Mgła zasłania widoki, jest mroczna. Jest jak muminkowa buka;)

    Podziwiam. Wątpię, żebym tak wysoko weszła, jeszcze z Twoimi problemami z kręgosłupem. Jestem pod wrażeniem. Naprawdę. Piękne makro.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie możecie sobie podać ręce z moim mężem. On też był zły na mgłę, bo nie widział widoków :P
      Bardzo lubię Bukę :) Ja i ona mamy chyba ten sam gust...
      Kręgosłup mi w tym nie przeszkadza, to kolona zawsze pozostawiają tą mroczną niewiadomą - wrócę do domu, czy nie... O_O'

      Usuń
  10. Niesamowite miejsca widziałaś, jestem pod wrażeniem właściwie każdego zdjęcia, ta atmosfera, te mgły. Super. :)

    Tego to się chyba nie dowiem już, bo sen się skończył szybciej niż się zaczął. Mogło chodzić w sumie o coś w stylu tego co u mnie piszesz. Bo to także ważna sprawa jest, aby nie krzywdzić nikogo, także słowami.

    Mi się kiedyś śniło, że widzę pewne ślady słonia, jednak nie takie zwyczajne. :) Więcej nie napisze, bo to trochę dziwne było.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie dziś śnił się księżyc, ale nie ten nasz, bo on normalnie był widoczny na niebie. Miniatura księżyca, krążąca nocą po mieście. Bądź mądry i interpretuj... niemożliwe, kompletnie z niczym mi się to nie kojarzy.
      Ale lubię śnić. Pozostawają rano jako głupia mina na mojej twarzy ;)

      Usuń
  11. Aniu, katujesz mnie tymi pięknymi zdjęciami. Tak bardzo chce mi się w Tatry, a tu wciąż stają nam na przeszkodzie życiowe przeciwności losu (związane głównie z tym, że nie mamy komu podrzucić piskląt ;P).
    Wspaniała wyprawa... choć popatrzę sobie :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przecież już zabieraliście je ze sobą nie raz. Nie poddawaj się ;)

      Usuń
  12. Przepiękne miejsce, przepiękne zdjęcia!!! Zazdroszczę wyprawy i... kondycji!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na początek - plan. Potem - realizacja.
      Pamiętaj - marzenia są po to aby je spełniać. Jeżeli marzą Ci się takie podróże, to nigdy nie mów sobie, że takie coś raczej nie jest dla Ciebie. Uszy do góry ;)
      A kondycji kiedyś nie było. Sport to podstawa, ewentualnie regularne chodzenie w góry - też wystarczy ;)

      Usuń
  13. Cudowne miejsce i zdjęcia, sama chętnie tam pojadę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętaj jednak, że tylko w sezonie letnio-jesiennym. Na zimę przełęcz jest zamknięta, a i wiosną długo jeszcze tam śnieg leży. Otwierają tylko jak na 100% jest już bezpiecznie.

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.