niedziela, 13 sierpnia 2017

Stereotypy - wychowywanie na błędnych założeniach.

"Dzisiaj po południu, wpadł do nas znajomy. Przy kawie rozmawialiśmy o życiu, codziennych sprawach. W pewnej chwili powiedziałem: "Poczekaj chwilkę, pozmywam tylko i zaraz wracam." Popatrzył na mnie jakbym co najmniej oznajmił, że idę budować rakietę kosmiczną. Odpowiedział z mieszanką zaskoczenia i podziwu: „To fajnie, że pomagasz żonie. Ja swojej nie pomagam, bo jak to robię, to Ona nie wykazuje żadnej wdzięczności, np. w zeszłym tygodniu umyłem podłogę i nawet nie usłyszałem dziękuję."
   Usiadłem z powrotem i wyjaśniłem mu, że ja nie „pomagam” żonie, bo moja żona nie potrzebuje pomocnika – potrzebuje partnera. To nie jest kwestia pomagania, bo mamy podział obowiązków. Mieszkamy razem w domu, więc to oczywiste, że sprzątam ten dom, bo też go brudzę.
   Ja nie pomagam mojej żonie w kuchni, bo ja również muszę jeść, więc muszę też gotować. Ja nie pomagam mojej żonie zmywać naczyń – robię to, bo ja też używam talerzy, szklanek i widelców. Nie pomagam żonie przy dzieciach, bo to też moje dzieci i to mój ojcowski obowiązek. Nie pomagam żonie w praniu, wieszaniu czy składaniu ubrań – robię to, bo to także ubrania moje i moich dzieci.
   Ja nie jestem „pomocą” w domu, jestem jego częścią. A jeśli chodzi o wdzięczność i podziękowania, to zapytałem znajomego, kiedy ostatni raz podziękował swojej żonie, kiedy skończyła sprzątać dom, zajmować się praniem, zmieniać pościel, kąpać dzieci, gotować, zajmować się całą resztą…
   Czy Ty Jej podziękowałeś tak naprawdę, coś w stylu: „Super, Kochanie! Jesteś fantastyczna!”? Czemu oczekujesz nagród i pochwał, kiedy raz w życiu zdarzy Ci się umyć podłogę? Zastanawiałeś się nad tym, przyjacielu? Może dlatego, że nasza kultura jest nadal maczystowska i wierzymy w to, że zajmowanie się domem jest obowiązkiem kobiety, a facet nie musi kiwać palcem. Podziękuj swojej żonie, tak jak byś chciał, żeby Tobie podziękowano. Rusz się, zachowuj jak prawdziwy partner, a nie jak gość, który przychodzi tylko zjeść, spać, wykąpać się i zaspokoić potrzeby seksualne… Poczuj się u siebie, jak w domu. W swoim domu!"


   - Nie znam autora tego tekstu, jeżeli ktoś zna jego nazwisko, bardzo proszę o udostępnienie, chciałabym go podpisać.



"Po hiszpańsku znaczy to po prostu „samiec”. Cultura machista, maczystowska kultura – słyszy się to wszędzie, w dzienniku telewizyjnym i na ulicy. Ale samcem raczej nikt się nie rodzi. Na samca chłopca trzeba wychować."

   - źródło



Stereotypy istnieją i niestety ludzie najczęściej na nich opierają swoją wiedzę o życiu. Stereotypy w ten sposób, stają się nieodzowną, elementarną wiedzą dla małych dziewczynek i młodych chłopców.
   Muszę przyznać, że kiedy słyszę różne "klasyczne" głupoty, przechodzą mi ciarki po ciele. Są one jednak masowo powielane przez społeczność, aż nie chce się wierzyć, że w tych czasach panują nadal takie nauki.

źródło
Nadal na przykład, bycie singlem z powołania szokuje społeczeństwo. Mówię "z powołania", bo to analogiczny wymiar w kwestii powołania do kapłaństwa (tutaj no problem względem celibatu). Lub powołanie do macierzyństwa, sercem oraz wnętrzem całym łona kobiecego. Gdzie tu paralelizm?
   Musicie przyznać, że niektóre nasze piękne panie, są dosłownie stworzone do wychowywania dzieci. Znacie na pewno w swoim środowisku kobiety, które - odkąd pamięcią sięgnąć - marzyły o dziecku, aż wreszcie osiągnęły pełnię swego szczęścia. Poznałam też ludzi, którzy od młodości marzyli o konsekracji, o przysiędze i naprawdę odnalazły się w wierze. I to jest cudowne - znać swoje powołanie, swój cel od najmłodszych lat. 😊
   Jednakże kim jest singielka z powołania? Wybierają życie bez partnera i są bardzo szczęśliwe. Długi czas byłam jedną z nich, marzyłam o samotnych podróżach, o podboju świata (albo światów), a wesela do tej pory to dla mnie infernalnym przeżyciem. Co się zmieniło? Właściwie nic.
   Noszę obrączkę (jak nie zapomnę) i ustawicznie marzę o podróżach 😁 powolutku je realizując. Nadal plany prokreacyjne zarysowują się mętnie i blado niczym widmo, więc w zasadzie naprawdę nie zmieniło się nic od tamtych czasów. A jak się zdarzy (wszak mając partnera, jest się automatycznie w grupie ryzyka...) pakowność będzie bardziej skomplikowana, zaś ładowność będzie trzeba po prostu zwiększyć. Widzicie jak ja myślę? Bo ja świat chcę zdobywać, warunki mnie nie obchodzą.

źródło
Inny bardzo popularny stereotyp, został już obalony na samym początku tamtym przepięknym cytatem. Musicie wiedzieć, że w podział obowiązków domowych nie wierzę. Jest coś takiego w ludziach (przynajmniej powinno być), że jak wypada się za coś wziąć, to się człowiek bierze, a nie ogląda na współmałżonka.
   Mój mąż na przykład, jak zobaczy brudny kibel, nie będzie potrzebował dopingu, żeby chwycić za szczotę i środek myjący. Po prostu ogarnia sytuację, a ile mu to zajmie? Trzy minuty? Przyznać muszę, że nie zdarzyło się nam jakoś tragicznie zapuścić mieszkania, więc zawsze kiedy biorę się za sprzątanie, ja czy on, zajmuje to około godziny - CAŁOŚĆ.
   Jest mnóstwo zajęć domowych, które po prostu lubię. Kiedyś Wam pisałam czego absolutnie nienawidzę robić w domu, a dziś Wam powiem, że np. lubię zajmować się praniem, dlatego nie mogę znieść, kiedy mąż chce mnie zastąpić, bo np. widzi, że zajęłam się czymś innym już bez pamięci, wpadłam i przepadłam. Nie ma tak! Znajdę chwilę. A nade wszystko lubię prasować, ale chwytanie za żelazko jest u nas rodzinne. Obydwoje moich rodziców lubi prasowanie. 😉
   Macie jakieś swoje ulubione zajęcia domowe?


Stereotypy sportowe to okrutna działka. Pozostawię ją bez litości! Otóż na pewno słyszeliście wiele razy, że dobrze zbudowany facet nie może być zbyt inteligentny, że robi muskulaturę by podrywać laski. A najlepiej powiedzieć "głupi koksu". Tyle że ten "koksu" ma wiedzę odnośnie dietetyki i anatomii ciała ludzkiego większą niż pośredni nauczyciel z podstawówki.
   Stereotyp o inteligentnych ludziach wydaje mi się adekwatny do tego wątku. Podobno są nimi ludzie wyjątkowo nieatrakcyjni, niemodni i kompletnie nie uosabiają zewnętrznie, osoby ciekawej. Zaś piękna, zadbana i nie daj Boże blond włosa kobieta, z pewnością jest głupia.
   Dla mnie wszystkie powyższe opinie są sygnałem oznajmiającym, że czas zmienić środowisko.


Moim zdaniem wychowanie przyszłych pokoleń oparte na stereotypach, jest przede wszystkim krzywdzące dla dzieci. Istnieje pewna elitarna grupa wsparcia związana właśnie z walką z takim wychowaniem. Zajmuje się także z ludźmi tłumiącymi w sobie damskie i męskie strony. O co chodzi? Tak się dzieje nie tylko pod względem duchowym czy też w świadomości. Kwestia jest dobrze znana naukowcom, wszak w każdym z nas jest mieszanka hormonów obojga płci.
   Według starożytnych, męskości i żeńskości odpowiadają poszczególne żywioły. Sęk w tym, że aby wszystko było w porządku, potrzebna jest równowaga. Lekarze zajmują się tą równowagą od strony hormonalnej, a psychologowie, tą od strony duchowej. I ja opowiem Wam o tej drugiej, jednak jak później zauważycie, to niewiele odbiegnie od tematu stereotypów.

źródło
Pełna równowaga jest wynikiem integracji męskości i kobiecości, są one zależne od siebie. Oznaki nierównowagi potrafią być utrapieniem głównie dla otoczenia tejże osoby... niezrównoważonej. Od dziś chyba tak będę nazywać osoby negatywnie nacechowane 😈
   Przede wszystkim objawem jest przesada w podkreślaniu swych cech albo wręcz na opak, zaprzeczanie i odrzucanie swej kobiecości tudzież męskości. Osoba ta, nie potrafi sobie uświadomić, że utknęła w negatywnych emocjach jest samochwałą albo wstydnisią. Zdarza się też agresor: przechowuje wewnątrz siebie urazy, oskarżenia, często jakąś permanentną nienawiść, co niestety realnie prowadzi do chorób... Osoba 'niezrównoważona', jest destrukcyjna głównie dla samej siebie, staje się swoją własną ofiarą i co ważne, a być może najważniejsze - nie potrafi po przyjacielsku integrować się z innymi ludźmi. Jest niespokojna i łatwo ją wyprowadzić z równowagi, co oznacza po porostu, że nie jest pewna siebie. Wszystko chorobliwie bierze do siebie. Masz wrażenie, że ten tekst jest o Tobie? Hmmm może słusznie...(?)
   Co jeszcze? Może kiedyś... (a w rezultacie nigdy). Marzę o... (ale w zasadzie to tylko miraż). Ale gdybym miał więcej pieniędzy... gdy ktoś zajął się dziećmi... (niemal artystyczne wymyślanie wymówek).
   ⇒Nierównowaga dotyczy braku dopełniła i umiejętności realizacji swoich planów. Stagnacja z tysiącem powodów dlaczego nie żyje inaczej.
   ⇒Wzorem równowagi jest życie z możliwościami, ale nie, jak ja to mówię: życie mistyczne. Brak pewności siebie i ciągłe narzekania.
   Gdzie tu stabilność emocjonalna? Ewidentny jej brak, wiara w zabobon, całe swoje jestestwo zostaje przerzucone na plik możliwych wyjaśnień. Np. wymówkami bardzo często stają stereotypy, "wypada/nie wypada", "co ludzie powiedzą". Przypominam jednak, że człowiek nie zupa - nie każdy musi go lubić. Czas wreszcie zająć się sobą.

Bądź wojownikiem swojego życia
- decyduj o swoim życiu
- zwyciężaj w nim!
Wiecie po co taka grupa wsparcia istnieje? Na świecie jest całe multum ofiar stereotypów i błędów wychowawczych, wpajających od małego bzdury, które gromadzą się przez cały młodzieńczy okres i wybuchają jak wulkan, oblewając dorosłego później człowieka, lawą skutków ubocznych.
   Wynik wpajania "nieżyciowości" to nie tylko te oznaki, które wcześniej wymieniłam. To także nieśmiałość, nieobyczajność, a nawet przeciwnie - postawa wszystkowiedzącego ważniaka.
   Wyleczenie się z tego to proces niełatwy i długotrwały o tym można by napisać książkę. Stereotypy w domach uczą, że kobieta jest od garów i sprzątania, a mężczyzna od ciężkiej pracy. Kobieta jest od rodzenia, a mężczyzna od chodzenia na siłownię. Kobiecie nie przystoi pić wódki całymi kieliszkami, a mężczyźnie nie przystoi wyprasować ubrań. Kobieta zostaje z dziećmi, a mężczyzna idzie na wojnę etc.
   A potem rosną kobiety, które nawet nie potrafią przykręcić wieszaka do ściany oraz mężczyźni, którzy jedyne co potrafią ugotować, to zupkę chińską z wrzątku. Mam nadzieję, że nowy czas przyniesie bardziej wszechstronnych ludzi.
   Naprawdę nie ma znaczenia, czyja kryje się twarz pod kapturem łucznika. Jeśli zamierza - to i tak Cię zabije. Dlaczego wciąż głupio jest ginąć od strzały wypuszczonej przez kobietę, niżeli przez mężczyznę?


Jestem oficjalnie przeciwniczką grup i terapii, bo uważam, że jeśli człowiek wyleczy się sam, będzie niepodważalnie nie do pokonania. Ale jest mały w tym szkopuł - są takie sprawy, z którymi nie poradzi sobie żaden "mentalny Herkules". Brak odwzorowania może grać kluczową rolę, ale nie zawsze trafiamy na właściwy wzór. Czasem po prostu nie da się inaczej, czasem trauma jest tak wielka, że nawet nie wiemy, że można inaczej. Dlatego istnieją takie grupy i chwała pomysłodawcom za to!
   Są na przekór rodzinom pogrążonym w oleistym kwasie stereotypów, "wypada/nie wypada" oraz ratują spod skrzydeł zwykłego psychicznego szantażu, będącego atrapą sławetnego rodzicielskiego "ja wiem lepiej". Znacie na pewno osoby, które nie potrafią podejmować decyzji, wybierać, a nawet wybić się w społeczeństwie. Potrzebują ciągle kierownika, nie potrafią samodzielnie żyć - to właśnie efekty wychowawcze, kiedy rodzic całe młodzieńcze życie decydował za dzieciaka.
   Są grupy społeczne, są fundacje, które finansują podobne spotkania na większą skalę. Są słuchowiska mentorskie, które prostują światopogląd młodych ludzi pochodzących z rodzin pozornie bezproblemowych, bo gdy słyszy się pojęcie "rodzina z problemami", od razu na myśl przychodzi patologia. Nie, moi drodzy, kompletnie nie o to chodzi. To teoretycznie zdrowe, dobre rodziny, nierzadko bardzo kochające i poczciwe. Problem leży w błędzie myślenia w sztuce wychowania.

więcej praczy TUTAJ 😜
Jestem ciekawa jakie stereotypy wkurzają Was najbardziej i z czym musieliście dorastać, a potem mierzyć się w późniejszym życiu?
   Świadomość ludzka rośnie i mam nadzieję, że następne pokolenia będą już wychowywane w zdrowych warunkach, pozbawionych ludowego zabobonu.

"...Ptaki w jej warkoczach drzemią
Gdy spełnioną słońcem ziemią
Jak ta wola co od Boga
Chodzi gdzieś po swoich drogach...

... I w pachnącą niedzielę pójdę za południcą"

- Kazimierz Grześkowiak


Lato powoli zwija swój majdan. Zarejestrowałam pierwsze złocące się subtelnie drzewa (ale nie te przewrócone). Tymczasem - idę zagrać z południcą w szachy. Zauważyłam, że nieludzie nie oszukują, więc liczę na fajną rozgrywkę. A dawno nie grałam w szachy... południca tym razem może wygrać.

czwartek, 10 sierpnia 2017

Flüelapass - koniec. Dywagacje wyobrażone 'gdyby istniało inne, doskonalsze życie?'

Świecą ciała jest oko; jeźliby tedy oko twoje było szczere, i ciało twoje wszystko będzie jasne; a jeźliby złe było, i ciało twoje ciemne będzie. (35) Patrzajże tedy, aby światło, które jest w tobie, nie było ciemnością. (36) Jeźli tedy wszystko ciało twoje jasne będzie, nie mając jakiej cząstki zaćmionej, będzieć wszystko tak jasne, że cię jako świeca blaskiem oświeci.


- Ew. Łukasza 11:31-37, Biblia Gdańska





Szlak Fluellapass dobiega końca. Otwierają się przed nami ostanie zielone skały. Po czerwonawych i surowych pejzażach Marsa, aż dziwnie jest patrzeć na intensywne kolory Ziemi (choć zielonego nie brakowało 😁). Dobrze wiecie, że mnie kręcą pustkowia. Ogrom, przestrzeń, uczucie, że świat jest tak wielki, że mimo iż nie ma ścian ani cienistych lasów, można naprawdę się zgubić. Aż prosiło się o jakąś maszynę rodem ze Star Wars, którą można by sunąć w bezmiar tego jednostajnego krajobrazu. Pędzić i nie zatrzymywać się, póki wiatr szarpie włosy.
   Nowo przybyłych zapraszam do pierwszej części relacji TUTAJ i do wizyty na Marsie TUTAJ.

Myślę, że ten pojazd nadałby się na Marsa. 😶
Nie mogłabym wrócić na Ziemię bez jakieś refleksji. Istotną sprawą była utopijność życia tamtych istot, notabene - ludzi - bo przecież dla innych nacji, to my będziemy zawsze dziwolągami. Nie jesteśmy idealni, a w oczach obcych cywilizacji, będziemy zawsze obcymi. Potworami, którym nie należy ufać.
   Tymi słowy, zapraszam do dywagacji wyobrażonej - 'gdyby na Marsie istniała cywilizacja doskonalsza od naszej?'

"Póki czucie w sercach nie zagasło 
Póki zmysły gest znikomy jeszcze budzi 
Nie wstrzymamy biegu, nie pozwolimy 
By codzienność nas zmieniła w szarych ludzi"





Flüelapass to nie jest wcale jednostajny szlak. Pamiętacie lazurowe jeziora z początku? Kamienie na potęgę porośnięte zielonymi porostami, odmieniają całkowici otaczający nas teren. Żółto-czerwono-grafitowy odcinek (Mars) należy moim zdaniem do poziomu maestro boskich czynów. Góry, które kompletnie nie przypominają tych dobrze znanych z większości wojaży. Strzeliste, ostre i nagle zaczynasz wierzyć, że Mordor wcale nie był makietą stworzoną na potrzeby filmu.
   Ostatnia faza przenosi nas do kamieniołomu. Szlak, niewyraźny na pierwszy rzut oka, ale doskonale oznaczony, więc nie sposób go zgubić, prowadzi przez wielkie głazy, po których skacze się jak kózka. Bardzo przyjemny i szybki kawałek.
   Dodam, że głazy są stałe, nie poruszają się pod ciężarem ludzkim i można śmiało przeskakiwać znaczniejsze odległości z jednego na drugi.

Jak postrzegają nas inne cywilizacje? Kino transmitowane w telewizji pokazuje nas w okrutnym świetle. Już chociażby na podstawie tego, można by sądzić, że jesteśmy źli i niebezpieczni. Agresja, niepoczytalność, broń, zamiłowanie do władzy i pieniądza.
   Uważam, że to egoistyczne, by sądzić, że jesteśmy jedyni w całym Wszechświecie, ale wątpię żeby ktokolwiek przyleciał nas odwiedzić, odbierając takie materiały. Chyba, że celem wyplenienia nas, dla bezpieczeństw Wszechświata...

"Halo Ziemia! Wołam z oddali 
Kocham nieważkości stan 
Halo Ziemia! Niech tak zostanie 
Płynie i wiruje świat 
Zmienia kształty serce gorące 
Spływa jak topiona stal 
Karuzela, obok Słońce
w mych objęciach tłumi strach"



Czasem pojawiały się hałdy śniegu. Mąż bardzo lubił po nich biegać... To na tej wycieczce zbudował bałwana 😏 Kiedy maksymalna wysokość i minimalna temperatura zaczęły umykać wraz z pierwszym zejściem w dół, znów jawiły się nam zielone skały. Wzbierała na intensywności ta zieleń, co krok namnażając roślin.

Zatem utopijny Mars. Wyobraźcie sobie świat, w którym panuje pokój. W którym nie istnieje takie pojęcie jak bogactwo. Gdzie władzę, jako taką umniejszono do rangi ludzi podejmujących różne decyzje, oczywiście w zgodzie z wolą pozostałych.
   Nie istnieją klasy społeczne, a każdy zajmuje się tym, do czego odkrył w sobie talent. Zawody istnieją - czyli miejsca pracy typu zarobkowego. Istnieje także górna granica bogactwa, co spowodowało, że bogactwo - jako takie - nie istnieje. Jest maksymalny pułap jaki można osiągnąć i oczywiście minimalny, niezbyt zaniżony. Summa summarum, między najbiedniejszym, a najbogatszym, istnieje niedenerwująca różnica. W istocie - bieda na Marsie nie istnieje. Burżujstwo też nie.

"Halo Ziemia! Niech tak zostanie 
Halo Ziemia! Wołam z oddali
Gonitwa jak miłosny taniec 
Splecionych w jedno nocy i dni 
Pożar ugasić się nie daje 
Nic to, przecież dobrze nam z tym"





Trawa i kwiaty. Pierwsze ptactwo szybujące nad nami w szalonym pędzie. Atrakcje dobiegają końca, wchodzimy na szlak, który poznaliśmy na początku. Jednak każdorazowo tak samo wart uwagi, skłonił mnie do tego, aby dalej fotografować tą piękną przestrzeń.
   Jak widzicie, góry potrafią jeszcze zaskoczyć i sprawić, że człowiek nie może się nudzić w ich objęciach. Nie ma mowy! Nie tutaj!

Religia jest ciszą pośród czterech ścian, należącą do każdego z osobna. Nie ma eksponowania się w wierze, tworzenia podobizn bożków, nagłośnienia w telewizji i w radiu, że bez tej konkretnej religii, nikt nie dostąpi zbawienia. Wiara należy do cichych i jest to dla każdego indywidualna sprawa.
   Istnieje kapłaństwo, które jednak ma zupełnie inne cele. Kapłani wskazują właściwą drogę. Rozwiewają wątpliwości, uczą przebaczać (także samemu sobie). To mędrcy. Uczeni i głęboko uduchowieni. Utalentowani w sprawach radzenia sobie z jednostkami cierpiącymi w sercu. Ciepli, serdeczni. Mający tylko dach nad głową, własne uprawy, którymi się karmią. Bo do tego, aby przeżyć, pieniądz nie jest potrzebny. Reszta społeczeństwa napędza system, ale za to jaki!

"Karuzela - wyżej, wyżej 
Karuzela - Ikara sen 
Karuzela - prastary lęk 
Moje Słońce - nie oddam Cię"






Tutaj otwiera się przed nami dolina, w której zaparkowaliśmy samochód. Dolina... Ha - to jest nadal buńczuczne 2383 m n.p.m. tam na dole!

System Marsjan to bardzo ciekawa struktura. Jak już mówiłam, każdy robi to, do czego odkrył w sobie talent, dlatego pracuje na 100% z pasją i pełnym zaangażowaniem. Są w swych zawodach szczęśliwi i to bzdura, że każdy pewnikiem wybrałby najmniej zajmującą profesję. To nie tak - to profesja wybiera ich.
   Jeżeli ktoś ma talent pisarski albo oratorski, zostaje przedstawicielem. Firmy, gazety - obojętne. Ma talent do tego, aby przemawiać do ludzi, pisać felietony. Lekkość pióra i piękna mowa, nie każdy to ma i nie każdy może zostać erudytą.
   Jeżeli ktoś ma zamiłowanie do gotowania, otwiera restaurację albo zostaje kucharzem u kogoś bardziej przedsiębiorczego, który odnalazł w sobie inną smykałkę - np. pomysłowe planowanie kultury.
   Kogoś innego pasjonuje nauka, ślęczenie nad mikroskopem i w ten sposób zostaje naukowcem. Z chęci pomagania innym rodzą się takie zawody jak lekarz czy opiekun nad starszymi - niby dwa osobne rozdziały, ale nie każdy przecież ma talent i cierpliwość do potrzebującego, czy zgodzicie się ze mną?
   I nikogo nie brakuje. Planeta jest na tyle wielka, tak wiele talentów mają, tak wiele zamiłowań, pasji, że wszystkiego jest w bród, starcza jedzenia, nie brakuje żadnych usług i co najważniejsze - panuje pełna zgoda. Ile jesteście w stanie oddać za brak wojen? Za pełną harmonię między narodami, za szczęście?
   I chyba najważniejsza kwestia tego pokojowego narodu: na Marsie nie ma różnych krajów. Jest po prostu Mars.

"Mówią, że szczęście tak szybko mija 
Lecz takich chwil nie zapomina nikt 
Kolorem głównym Twych obrazów chcę być 
Na resztę naszych dni

Halo Ziemia! Wołam z oddali..."






Nic by z tego u nas nie przeszło. Chyba że stałoby się coś takiego, co kompletnie by nas zdziesiątkowało na całej planecie i zaczęlibyśmy od nowa, ale nie ma pewności, że nie wyewoluowałoby to samo gówno jakie mamy teraz.
   W zatwardziałości serc, w chciwości i próżności, w kwintesencji pożądania - nie ma szansy na uzyskanie przeważającej cząstki dobra i prawości. Jakieś takiej moralności. Chęci dobra dla mas, nie wyłącznie dla siebie. I dotyczy to każdego z nas.
   Dlatego pozostaje utopijna planeta, zbyt idealna, zbyt stabilna i zbyt poukładana, aby mógł na niej żyć człowiek z Ziemi. Utopijna planeta naszych marzeń, na której możemy mieszkać jedynie w naszych spokojnych snach. A gdyby ona istniała, z pewnością byłaby tak chroniona, że żadne z nas nie miałoby szansy się na nią dostać. Nie sądzę, by przyjmowali tam imigrantów... Islam już by o tym wiedział. 😞







Zaskoczę Was - ten post powstał z burzy mózgów trzech osób. Kilka pomysłów pochodzi z mojej głowy, kilka z głowy męża, a pomysł o górnej i dolnej granicy zarobków, całkowicie wymyślił i opracował nasz dobry kolega, którego pozdrawiam serdecznie 😀 Niech Mars będzie z Tobą!







A następnym razem pokażę Wam krainę cieni, gdzie mrok zdaje się być żywym, gdzie nie dociera słońce i gdzie w środku lipca wszystko kompletnie zamarza...

Cytaty: utwór Closterkeller "Halo Ziemia!"

czwartek, 3 sierpnia 2017

Marsjanie od dawna trolują NASA.

"Nie zdobędziecie świata bez dobrego adwokata."

- "Marsjanie atakują"



Góry nam się wcale nie przejadły, jakby to mogło wynikać z niektórych moich wypowiedzi. Być może przejadła nam się nasza planeta, ale i tego nie należy brać na poważnie, bo w gruncie rzeczy, nie zdobyliśmy jeszcze całej.
   Marsjanie nigdy nie próbowali skolonizować Ziemi, choć niektórzy potrafią świetnie udawać nas i wtopili się w tło konsumenckie nie czyniąc nam szkód. Z uwagi na jedną taką znajomość, postanowiliśmy zwiedzić Marsa, a że nie mają tam ziemskiego zasięgu GSM ani połączenia z naszym internetem - a jakże mam Wam to wszystko opowiedzieć? - wróciliśmy do planetę ojczystą, choć było tak żal...


Oczywiście, że tlen był. Bardzo mało, ale był. Woda też i wcale nie męczyło nas gorąco jak by się mogło wydawać. Naszym środkiem bezpieczeństwa było posiadanie przewodnika. Wydaje mi się to oczywiste, bo póki co w kioskach Ruchu nie sprzedają jeszcze map Marsa.
   Przewodnik z zawodu nim nie jest, dlatego nie podam numeru telefonu 😝 niemniej ewidentnie miał nas po pewnym czasie dość. Entuzjastyczni i rozbiegani po całym terenie Ziemianie, nie są komfortowymi podopiecznymi. Zdjęć unikał. Mamy jedno, zrobione ukradkiem, na którym widać wyraźnie wnerw pospolity.
   Za to inni Marsjanie, mali i... trochę krewetkowaci... mięli z naszego przylotu stuprocentową radochę.
   Zapraszam na fotorelacje z wyprawy jakiej jeszcze nie było i jakiej nikt wcześniej jeszcze nie opowiedział.

"That's one small step for [a] man, one giant leap for mankind."





Tak jak już wspomniałam, brak tlenu to propaganda. Jest go niewiele ale żyć się da. Niewiele jest roślinności, ale jest. Niewiele jet wody, ale płynie gdzieniegdzie w wąskich potokach, a po deszczu, który też występuje, zbiera się w kamiennych nieckach. Do tego należy dodać roztapiający się śnieg, mający również wpływ na wielkość okresowych jeziorek, swoją drogą bardzo zimnych.
   Bliżej słońca, nie znaczy cieplej. Nigdy. Ale za to ostrzej pali. Wymagany filtr 100+ UV i tzw. "Stop Sun - bloker"


Niech Was ta buda nie zwidzie, to dobrze zabunkrowane wejście do głębokiej sieci tuneli prowadzących do serca podziemnego miasta Marsjan. To dlatego zdjęcia satelitarne i te z jeżdżącej maszyny, która tu niegdyś wylądowała, nie zarejestrowały niczego więcej prócz kamorów.
   Ale ja od dawna już wiedziałam, że Marsjanie regularnie trolują NASA.




I wspomniana woda, nieziemsko czysta, nieziemsko zimna. Kwintesencja barw lazuru i turkusu. Któż by pomyślał...
   Wygląda jak doklejona plama, jak komputerowy błąd, a jednak - była... JEST jak najbardziej prawdziwa.





Nie zdziwiło Was nigdy, że w filmach kosmici są zawsze anglojęzyczni? (A przynajmniej rozumieją zawsze angielski.) Zaś sami Marsjanie, są przeważnie przedstawiani w negatywnym świetle.
   Pod słowem "Marsjanie" kryje się jeszcze kilka ziemskich ciekawostek, jak choćby najdziwniejsza, że pod kryptonimem "The Martians" skrywają się (ale mało skutecznie, skoro są już na Wiki) naukowcy pracujący w Los Alamos nad amerykańskim projektem Manhattan - budową bomby atomowej.
   Co więcej, "Marsjanie" to także angielska grupa literacka.

Nasz przewodnik zna wszystkie języki. Serio - dosłownie wszystkie. 😵






Znany jest chyba wszystkim film zrealizowany na podstawie powieści Andy Weira - "Marsjanin", nagrodzony Złotym Globem. Bardzo realistyczna przygoda pewnego astronauty, jak najbardziej Ziemianina, którego możliwe przygody na czerwonej kuli, pozwalają przenieść fantazję do realizmu.
   Film nie trzyma aż tak bardzo w napięciu. Głodnych prawdziwego Sci-fi może nawet zawieść, bo nie zobaczymy tam żadnych tubylców, ani niczego z pogranicza fantastyki. Ja polecam, fabuła nie pozwoliła mi się nudzić. Niemniej jest to film do obejrzenia jeden raz.







Dla fanów klasyki, na pewno opcją obowiązkową jest „Inwazja porywaczy ciał”, czarno-biała produkcja amerykańska, w której główny bohater odkrywa, że miasteczku żyją... udający ludzi kosmici. Co ciekawsze tych - jako takich - nie ujrzymy. Cały czas przyjmują formę ludzką i do końca pod tym względem w filmie nie zmienia się nic.
   Za to lubię stare produkcje - skupiają umysł widza na treści, nie na efektach.







A pamiętacie film także z ubiegłego stulecia "Dzień w którym zatrzymała się Ziemia"? Nie przetrwał on próby czasu, efekty specjalne zawodzą, ale fabuła i sam fakt, że to również bardzo stara produkcja, napawają fanów klasyki miłym dreszczykiem emocji.
   Osobiście bardzo lubię czarno-białe filmy, od kasowej "Casablanki", po legendarną "Symfonię grozy", czy "Draculę" z fenomenalnym Bélą Lugosim.
   "Dzień w którym zatrzymała się Ziemia", to prawdopodobnie pierwszy film Sci-fi, który został nakręcony z powagą dla dojrzałego widza.




Na szczycie widnieje życie. Skoro on żyje, to my też możemy 😊


"Wojna światów" Spielberga to zdecydowanie nowoczesny film pełen rewelacyjnych zdjęć Janusza Kamińskiego i chyba najlepszy obraz inwazji kosmitów, jaki kiedykolwiek widziałam. Właśnie zachciało mi się obejrzeć go ponownie...
   Jest to ekranizacja słuchowiska radiowego, bogatego we wciągającą fabułę, skrojoną na potrzeby historii bez obrazu, a więc tekst musiał zawierać jakąś głębię.
   Opis jest prosty - bezwzględna inwazja obcych w 'dokumentalnym' zapisie. Uwierzcie mi, warto i tu na myśl przychodzi mi jeszcze jeden warty uwagi tytuł: "Dystrykt 9". Tego chyba nie muszę opisywać.

Selfik z Ziemianinem. Niektóre zdjęcia robili nam tubylcy.
Tu jeszcze udawał poważnego ale... uwierzcie mi, są nienormalni. 😔




Czarny humor, ewidentny pastisz filmów o kosmitach, pogrążający nasz realny schemat myślenia. Arogancja Ziemian jak i wyjaskrawiona pewność siebie - to wszystko znajdziecie w komediowym wg mnie filmie "Marsjanie atakują". Muzyka kończąca inwazję, pozostanie niezapomnianym wspomnieniem do końca życia. Uczcijmy to minutą ciszy.






Gdy zaczął padać grad, wcisnęłam się w szczelinę prowadzącą lekko w dół, między skały. Najważniejsze było zadaszenie z wielkiego, szarego głazu, który jakimś cudem był dosłownie nie do poruszenia. Na całe szczęście...
   Kulki lodu miały zaledwie milimetr, może półtora średnicy. Grad sypał niecałą minutę, więc troszkę wygłupiłam się z tym włażeniem w dziurę. Mogę jednak pochwalić się ciekawym rekonesansem. (Nasz przewodnik na mój widok popukał się w głowę...)


W środku.
Ze środka.
Kolejny selfik z Ziemianami. To zdjęcie zdradza głupawkę małych , krewetkowatych ludzików. I pojęcia nie mam co one gadały w tym swoim skrzekliwym języku. Dosłownie jakby się helu nawdychały.
   Przewodnik twierdził, że nas nie obrażają, uważam jednak, że jego nastawienie w stylu "to nie mój biznes", przekreśla jakąkolwiek wiarygodność jego słów odnośnie. Należało po prostu zachować spokój. Byliśmy przecież dla nich jak atrakcje w ZOO. 😔







Z niektórych kwiatków Marsjanie robią sobie kompocik. Ci mali konkretnie. Nie mięliśmy zamiaru próbować czegoś, co należało do ulubionych smaków istot sikających benzyną.
   Przewodnik, zapytany o konsekwencje takiego eksperymentu, skomentował to milczeniem. Nie należy bez wahania zabierać się do smakowania potraw obcych cywilizacji, szczególnie jeżeli  tubylcy przypominają nam krewetki. A może trzeba było zjeść ich? Może rzeczywiście mogli smakować jak owoce morza?




Widzicie sekretne drzwi? Kamień, który nie pasuje do okolicznych głazów? Nikt nie chciał nam zdradzić jak wygląda podziemny świat. Od samego początku zastrzeżono nam, że tam wejść nie możemy. Spacer tylko po wierzchu planety. Szkoda.






Ziemska eskapada tego dnia zawierała jeszcze kilka grup. Leźli bez przewodników, ponieważ taki jak nasz, jest tylko jeden. (Po odpowiedź na pytanie "dlaczego", odsuwam do Marvela😜)
   Samotnie można zwiedzać tę planetę, jednak uprzedzam, że krewetkowi mieszkańcy bywają bardzo upierdliwi. Często wpieprzają się w kadry i robią sobie z nami zdjęcia, niekiedy zapominając oddać aparat... I potem weź tu się ganiaj z takim...







Niektórzy z wycieczki postanowili oddać się w spokojne okowy sportu dla odważnych, czyli wspinaczka po gładkich ścianach. Przyznam, że całkiem imponujące zajęcie i... żmudne, zważywszy, że dopiero musieli postarać się o haczyki na linę.
   Owocne zdobywanie szczytu zagwarantowało im na pewno lepszy widok na panoramę Marsa niż my mięliśmy.



Nasz przewodnik, przyłapany jeden jedyny raz w obiektywie aparatu. Tu widać wyraźnie jak bardzo miał nas już dosyć, jednakże do nudnych i sztywnych to on na pewno nie należy.


To chyba pierwsza i jedyna pozytywna postać z czerwonej planety, przedstawiana już wielokrotnie w rozmaity sposób - komiksy, kreskówki i od niedawna - fabularnie w telewizji. Jeżeli lubicie seriale Sci-fi oraz marvelowską wizję superbohaterów, zerknijcie na najnowszą produkcję pt. "Supergirl", gdzie można zapoznać się z postacią naszego przewodnika, nieco bardziej 'realnie' 😉
   Z Marsjaninem znamy się od dawna, głównie z kreskówek. Czy ktoś z Was pamięta "Ligę sprawiedliwych"? (Justice League, 2001–2004) Przewodził jej Superman (nigdy typa nie lubiłam). Marsjański Łowca (Martian Manhunter) istniał w czołówce bohaterów i można było odnieść wrażenie, że w pewien niewypowiedziany sposób to on tam rządził. Dopóki Superman go nie wywalił... bo to kryptoński egocentryk i arogant był.
   Uważam, że jakby zorganizować im pojedynek, gdyby tak Marsjanin się dobrze spiął 😁 rozwaliłby Supermana. To co on potrafi zrobić, jest całkiem... psychodeliczne... 😁 I like it.
   J’onn J’onz (czyt. prze "Ż") poza tym, że jest telepatą, jest też zmiennokształtny. Może być każdym... Ma też możliwość przemiany w ducha... czy coś w tym rodzaju... chodzi o to, że staje się niematerialny, może np. przenikać przez obiekty.






Ja: Jak się zapisuje twoje imię? 😐
J.: Normalnie 😁
Ja: No jasne... 😔

J'onna wzięliśmy z Ziemi. Mieszka sobie u nas, wygląda jak człowiek, pracuje i płaci podatki. Jak to jest, że je to, co my i nie umiera? Stąd myśl, by eksperymentalnie zjeść na Marsie wszystkie kwiatki... Jak to smakuje? Jak to pachnie? Jakie ma właściwości odżywcze? Czy są wśród nich lekarstwa?

Ja: Masz zieloną krew?
J.: A czy ja wyglądam jak Wolkanin???

Gdyby życie w ten sposób było możliwe, gdyby cywilizacje pozaziemskie istniały, gdyby mieszkńcy z różnych planet mieszkali z sobą we wspólnych miastach, żyjąc podobnie jak w świecie "Gwiezdnych Wojen" [czyli przehandlowując dobra swoich ojczyzn], to byłabym Jedi...

Ja: Czy można jeść Marsjan? 😶
Zapoznajcie się z TYM. Zdarzenie możliwe tylko u Rosjan.





Na miejscu nabyliśmy sobie drogą kupna, buteleczkę oryginalnej, marsjańskie wody. Smakuje normalnie.


O tym, że na Marsa można normalnie dostać się bez większych przeszkód, wie nadal niewielu i może dobrze, bo zaraz transport turystów oblekłby planetę niczym Giewont w Tatrach.
   A tymczasem już wiecie skąd wzięły się w marketach te kartofelki:


I wiecie co? Prawdopodobnie po przybyciu na wakacje do Polski, nie odczujemy specjalnej różnicy.


Lokalizacja rzeczywista: Fluellapass - jest to ciąg dalszy poprzedniej wyprawy. Ale to jeszcze nie był koniec drogi. Mam nadzieję, że bawiliście się dobrze i że tym razem nie zamęczyłam, ani nie zanudziłam Was górami i kamorami 😇
   Niech moc będzie z Wami! Live long and prosper! Ziemia dla ziemniaków!