wtorek, 11 lipca 2017

Kilka dni w Polsce.

"Zdolność obserwacji bez oceniania jest najwyższą formą inteligencji człowieka."
~ Krishnamurti


Kilka dni w Polsce, czyli wędrówki od jednej przychodni do drugiej. Przyjazdy do ojczyzny, do Domu rodzinnego, zaczynają przypominać sanatorium, albo turnus zdrowotny. Oraz zakupy na większą skalę - te z kolei, kojarzą mi się z czasami młodości moich rodziców, kiedy po pewne rzeczy jeździło się na przykład do Czech.
   Istnieje cała gama artykułów, których po prostu nigdzie w Szwajcarii nie dostaniecie. Np bób - nie dostaniecie go nigdzie w tym kraju. Pełnotłusty ser twarogowy - jest tylko jakaś cienka podróbka do smarowania. Albo kasza pęczak. Chciałam porobić przetwory w tym roku, w Szwajcarii nie można dostać świeżego kopru do ogórków.
   Zatem zapraszam Was w drogę, którą kroczyłam po moim mieście rodzinnym. I ostrzegam, że tym razem nie będzie to turystyka, a zwykła opowieść dni powszednich. Będzie nudno.


W recepcji siedziała mitologiczna Ariadna. Dała mi do ręki nić, która zaprowadziła mnie do kolejnej Ariadny. Potem trafiałam po szpulce od gabinetu do gabinetu. Summa summarum zostały mi już tylko jedne badania do wykonania, które odbędę przy następnym pobycie w Polsce. Póki co, wychodzi na to, że jestem zdrowa.
   To była naprawdę spontaniczna i krótka wizyta w ojczyźnie. Te jednak nie są już tak częste jak onegdaj, ale kot o mnie nie zapomniał, mimo iż powszechnie mówi się o krótkiej pamięci tych zwierząt, a nawet całkowitym braku uczuć względem ludzi. Nie jest to prawdą, tak samo jak i to, że koty przyzwyczajają się wyłącznie do miejsca. Plotki o tych stworzeniach to wiedza powszechna i bardzo błędna, której sensu nie zrozumie nigdy żaden posiadacz kota.
   Kot ten, choć ja go adoptowałam, nie jest związany ze mną. Utrzymuje niewidzialną nić nieprawdopodobnego połączenia z moją mamą. Wyobraźcie sobie, że kot nawet w odległości kilkunastu kilometrów wie, że mama właśnie skończyła pracę i będzie zaraz wracać do domu, co oznajmia monotonnym miauczeniem, (ale radosnym). Mama kończy pracę nieregularnie, co dnia inaczej i zdarza się nawet, że zostaje dłużej. Mam pewność, że mama nie informuje o tym kota, gdyż zwierz nie posiada telefonu komórkowego.


Mimo dobrego zdania o kotach i fascynacji ich parapsychicznymi zdolnościami, nie zamierzam żadnego mieć. To z uwagi na dzielące nas charaktery, które stały się sumą nerwowych akcji. Ja chodzę własnymi ścieżkami, lubię czasem gdzieś się schować przed światem, a przede wszystkim kocham ciszę w domu. Kot, kiedy lubi człowieka, łazi za nim, zawsze go znajdzie i głośno nawołuje, aby zwrócić na siebie uwagę. Koty, niby indywidualiści, ale są cholernie towarzyskie.
   Na domiar kiedy człowiek czyta książkę, albo używa komputera - wiąże się to z niepoprawną interpretacją tej czynności. Wg zwierzęcia, człowiek wtedy siedzi i nic nie robi. W efekcie kot będzie próbował znaleźć człowiekowi zajęcie. Dacie wiarę? Kot martwi się, aby jego człowiek się nie nudził. Jeszcze pół biedy jak wciska się na kolana, to nawet miłe. Gorzej jeśli chce czegoś innego i podnosi miauczące larum na całe mieszkanie, kiedy Wy akurat np. próbujecie coś w spokoju przeczytać.
   Kiedyś dostałam książkę pt. "Jak kot z kotem" autorstwa Pam Johnson-Bennett. Polecam wszystkim posiadaczom kota oraz tym, którzy zamierzają mieć kota. To doskonała instrukcja, pomogła mi się z kotem nie pozabijać.


Powiedziałam, że nie chcę mieć kota w domu - ale gdybym miała kiedyś podwórko, to wtedy chcę mieć kota. Mogę mieć wtedy nawet tuzin kotów. Koty przychodzące na żarcie i na głaskanie są O.K. Reszta won. Bo w sumie lubię koty. I szwajcarskie koty osiedlowe lubią mnie.
   Codziennie kiedy idę na ścieżkę biegową, muszę przywitać się z kilkoma, które wybiegają z okolicznych domów, pomiaukując w swoim zabawnym truchcie z ogonem ustawionym w pion. Z boku może to wyglądać... dość dziwnie.
   Zaklinałam już kozy, krowy, osły i konie... to czemu nie koty? Wiedźmy tak już mają.


Próbowaliśmy nadrobić kino, którego nam brak w Szwajcarii straszliwie. (wyprzedzam pytania - mają kina w Szwajcarii, ale z niemieckim dubbingiem.) Ze wszystkich filmów, jakie bardzo chcieliśmy obejrzeć, musieliśmy wybrać dwa. Na pozostałe tytuły, drogą eliminacji będziemy musieli poczekać i doświadczyć już w postaci krążka w zaciszu domowym. Jednak doświadczenie kinowe ma więcej zalet, np 3D.

"Piraci z Karaibów"
Piraci mnie zaczarowali, świetna fabuła, dobry pomysł, genialna reżyseria - dialogi jak zwykle przewrotne i zabawne. Nowy wróg bardzo wymyślny. Lubię mroczną tematykę, dlatego ta postać spodobała mi się od pierwszego, martwego wejrzenia ;) choć i tak moim ulubieńcem pozostaje Captain Davy Jones
   W tej części mogliśmy zobaczyć jak Jack Saparrow został piratem. Jako młody mężczyzna, w wyniku pewnej potyczki morskiej... ach co ja Wam będę opowiadać, tak ładnie to zmontowali, że trzeba to zobaczyć na własne oczy I JUŻ! Bardzo, bardzo ładnie to wyszło 😍

"Wonder Woman"
Wonder Woman to ja, więc poszłam tylko sprawdzić, czy film aby nie przyniesie mi szkody... ;) a tak serio: właśnie taką jakość produkcji chciałam widzieć i dokładnie tak sobie wszystko wyobrażałam. Główna bohaterka (zgodnie z komiksem) powinna być troszkę bardziej umięśniona, ale urody jej nie ujmę, kobieta pasuje do tej roli.
   Wprost genialne sceny walki, dreszcze na ciele miałam przy każdej akcji, było warto zobaczyć to w wielkiej projekcji.


Na razie tylko w ten sposób mogłam zasmakować kultury. W terminie, w którym byliśmy, nie odbywały się akurat żadne ciekawe wystawy, koncerty, festiwale itp. Za to dzień po naszym wyjeździe... odbyła się genialna wystawa, na której bardzo mi zależało. Cóż, musiały mi wystarczyć zdjęcia znajomej, która wybrała się na nią ze swoim aparatem. Wspomnę jeszcze o biletach, które dostałam na sztukę, ale w jej terminie byliśmy już w domu.
   Szwajcaria nie jest nudna pod tym kątem, tu naprawdę dużo się dzieje. Tylko ten kanton, w którym mieszkam jest zubożały w tych sprawach. Poza koncertami zespołów, które mi nie wpadły nigdy w ucho, albo festiwalami, które przyciągają naśladowców Justin'a Bieber'a, nie ma nic ciekawego. Przynajmniej natura rekompensuje. Ostatnio biegłam w stronę tęczy.


Ale księżycowe myśli niech pozostaną milczeniem.

Udało mi się wbić w czas wolny mojego zapracowanego dziadka. Gdyby nie to, że przypadkowo przyszłam za wcześnie do stomatologa (nie spodziewałam się, że tak szybko dotrę na piechotę), nie zadzwoniłabym akurat o tej godzinie i tego konkretnego dnia, co sprawiło, że udało się spędzić wieczór w przemiłym towarzystwie i wypić razem kawę. I herbatę. I nawet pączka zjeść.
   Lubię robić plany, ale zawsze trzeba być elastycznym i zawsze gotowym na wszelkie ewentualności, bo pomimo napiętego grafiku, w każdej chwili może wydarzyć się jakiś pomyślny zwrot akcji, a wtedy wykona się jeszcze pełniejszy plan!
   Staram się unikać cukrów, oj staram, ale jak nie mam innego wyboru, a robię się głodna, zmieniam się w potwora ciasteczkowego... 👾 (W wersji zielonej, bo taka skóra bardziej pasuje mi do oczu niż kobalt sierści ziomka z ulicy Sezamkowej.)
   U dziadka to jest tak, że tematów przewija się bez liku, a najciekawsze są te, związane z jego młodością. Uwielbiam słuchać opowieści z lat, w których mnie nie było na świecie.
   Nie miałam pojęcia, że dziadek nadal ma konto na kurnik.pl Może w takim razie go kiedyś zajmę małą, wirtualną partyjką szachów, bo musicie wiedzieć, że mój dziadek całkiem nieźle radzi sobie w sieci. ;)


U mateczki chrzestnej czas spędzaliśmy miło w okolicznościach działkowej przyrody pod lasem, nieopodal zalewu, więc w pełni natury i w absolutnej ciszy. Szkoda, że nie wzięłam ze sobą aparatu, mogłabym Wam pokazać jak urządziła swój ogród i kawałek lasu (oczywiście jeśli by przyzwoliła). Ma sad, a ja mam względem niego plany, gdyż własnie wykiełkowała mi pierwsza jabłonka.
   Nie udało się nam spotkać z całą jej rodziną, minęliśmy się, ale to jest do nadrobienia. Nagraliśmy pozdrowienia na komórkę, nie damy o sobie zapomnieć! Grunt to kreatywny pomysł 😏
   I podobno tam żyje dzięcioł zielony, gatunek, którego ja uparcie poszukiwałam w szwajcarskim rezerwacie przyrody, jednakże bez skutku. A wystarczyło do centralnej Polski pojechać... Zasadzę się któregoś razu w chaszczach z lornetką...
   Przyjaciółka ostatnio napomknęła, że u niej na osiedlu latają. To już przesada, żeby w największym mieście Europy latały i wszyscy je mogą obserwować, a ja jedna - która się staram o to - ani razu nie widziałam go w naturze! Cóż za sromotna niesprawiedliwość...


Zawsze bardzo się cieszę na spotkanie z kuzynem. Choć jego rodzinka nie była tym razem w komplecie, umówiliśmy się już dużo wcześniej, że i tak z mężem wejdziemy. A tak to wyglądało:
On: Wytrawnie czy na słodko?
Ja: Dosłownie na kawkę.
On: Czyli piętrowy tort i trzy kawy.
Ja: CROCAMBUSH!!!! I trzy kawy.
   Crocambush nie było, ale kawka owszem. W Polsce czasami sobie jej muszę odmawiać, bo w ciągu dnia wypijam jej zbyt wiele, bo przy każdej okazji, a potem... przyzwyczajam organizm i chce mi się kawy non stop, bo tak ją lubię! Ale przecież nie stół jest ważny, a wytrawna rozmowa.
   Nie lubię kiedy ktoś co chwila przypomina "no jedzcie!" do tego wzbudzając wyrzuty sumienia "bo to wszystko będzie trzeba wyrzucić". To troszkę... żenujące...
   Czasami nic w gościach nie jem i nie piję, bo po wielu wizytach czuję się przesycona tym wszystkim. Przecież spotykamy się aby porozmawiać - to jest najważniejsze. Muszę też mieć zawsze na uwadze alergeny pokarmowe... Są w stanie wykręcić moje wnętrzności na lewą stronę...
   Zatem... crocambush nie było, ale tematów co niemiara. Między innymi nagadałam się o dietetyce. To nowa zajawka kuzyna :) Również i moja więc czas zaczął nam pędzić nieubłaganie. Chciałoby się posiedzieć dłużej, ale następnego dnia czekała nas długa podróż do domu...


Teraz jestem już w domu, rozkoszując się prawem do siedzenia w swoim kącie z otwartym na komputerze edytorem tekstu. Ostatnio chyba pobiłam rekord - pisałam 10 godzin...
   Dłuższe przerwy w innym środowisku pozwalają odpocząć od tej pracy, zresetować bazę danych i odświeżyć płat kreatywności. Chociaż...  nie czuję, bym potrzebowała przerw od pisania, bo to po prostu bardzo lubię. Ale mój kręgosłup tego potrzebuje. Lecz porządna wena twórcza świetnie rokuje na przyszłość, choć ona nadal jest nieodgadniona.
   Nadal jednak pamiętam swoje własne rady o tym, żeby wychodzić z domu. I tak, pewnego słonecznego dnia, przytrafiło mi się urocze spotkanie. Piękne (a przede wszystkim szczere) uśmiechy, pozostają w pamięci na bardzo długo. Jadąca z naprzeciwka dojrzała kobieta, pozdrowiła mnie, a uśmiechnęła się wtedy w taki sposób, że dosłownie uderzyła mnie fala jej szczęśliwości. Stało się to kilka dni temu, a ja nadal nie mogę zapomnieć tego przelotnego spotkania...
   Uśmiechajcie się do siebie, nawet jeśli jesteście sobie obcy. Warto utkwić komuś w pamięci właśnie w ten sposób, a nawet być może naprawić jego nastrój. 😊


Jakie to uczucie kiedy piorun pirzgnie Wam centralnie w ziemię za oknem? Przez chwilę zrobiło się biało, miałam wrażenie, że straciłam na ułamek sekundy wzrok i omal też słuch przez huk. Szkoda, że wtedy nie otrzymuje się żadnych super mocy...
   Nic co nieludzkie, nie jest mi obce. Ogłaszam, że kilka dni temu wróciłam pomyślnie z obcej planety, ale na relację będziecie musieli jeszcze długo poczekać.

Fotkę ustrzelił mój mąż.

26 komentarzy:

  1. Witaj !
    I u mnie od wczoraj burzowo i "błyskawicznie" od grzmotów za oknem!
    Piękne spotkania każdemu człowiekowi są potrzebne, zwłaszcza te niezbyt częste i odległe.
    Uśmiecham się do ludzi, kwiatków, ptaków. Kiedyś nazywano mnie nawet "Słoneczkiem" :)
    Pozdrawiam milutko na kolejne dni:)
    U mnie przygotowania do uroczystości rodzinnej, bardzo ważnej:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo Ty całkowicie pogodna i słoneczna kobieta jesteś :) Pomimo, że ostatnio doskwiera Ci cierpienie fizyczne...
      Dlatego dużo zdrówka ażebyś mogła nacieszyć się tą chwilą razem z rodziną.
      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  2. O bobie mi nawet nie mow - w Czechach to towar deficytowy dla kazdego mieszkajacego tu Polaka. No, chyba, ze ma krowy i swinie - bob jest dla Czechow karma dla zwierzyny chlewnej (chrum, chrum, muuuuu!). Mozna czasem w sklepach dla ludzi kupic suszony, ale jesc sie go nie da.
    Za koprem, takim do ogorkow wlasnie, musze sie ostro nabiegac, a czasem, jak nie znajde, uzywam zwyklego, bez kwiatow, niestety.

    Moja potwora tez zawsze wie, kiedy wroce. Jak wyjde z windy - juz ja slysze. W czytaniu czy przy kompie mi nie przeszkadza, polozy sie metr ode mnie i spi ("mamusia jest obok, dom jest bezpieczny, mozna sie wyspac" - pewnie jakos tak sobie mysli).
    Przyznam, ze to pierwsza kota, ktora sobie mnie wybrala - pierwsza kochala babcie, druga tate, trzecia... no, trzecia nie kocha nikogo, ale lubi mame, bo mama uzupelnia miske ;) ChiChi chodzi za mna jak pies, aportuje pileczke, spi mi na poduszce.

    W 15. najwiekszym miescie Unii Europejskiej raz nawet latalo jakies 20 ibisow - burza zniszczyla woliere w zoo i ptaki uciekly. To wlasnie wtedy odkrylam dzieciola, cos mi dziwnie wrzeszczalo za oknem, myslalam, ze to moze ibis (kilka znalezli zaledwie 5 minut drogi ode mnie), ale to byl dzieciol (tutaj "žluna zelená"). Wczoraj widzialam, dla odmiany, dzieciola duzego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy siedzę przy komputerze, mój kot drze ryło że ogłuchnąć można. Oczywiście zamyka się od razu jak wyłączam laptop. Jeśli nie, to wtedy przechodzi do ataku i włazi mi na komputer, zasłaniając monitor. ;]
      Długo ją uczyłam jak chodzić po klawiaturze. Już mi nie wciska mi żadnych tajemniczych skrótów klawiszowych, omija wszystkie guziczki.

      Z książką bywało trochę lepiej. Preferuję czytanie na siedząco, ale wtedy "widziała, że człowiek siedzi i nic nie robi". I przechodziłam na kanapę, a kot kładł się obok i zasypiał. Mogłam czytać dalej.

      Byłam jej wybranką, ale odzwyczajałam ją od siebie powoli, bo nie lubię jak jakieś stworzenie zbytnio mnie absorbuje. Kot miał być indywidualistą i mieć mnie gdzieś, a okazało się jednak, że koty to niezwykle towarzyskie i uczuciowe zwierzęta. Po latach próby "odstawienia" kota, zakochała się w mojej mamie. I dobrze się stało, bo z wyprowadzką byłby problem.

      I myślę, że koty nie traktują ludzi jak rodziców... -_- Żadne dorosłe zwierzęta.

      Dzięciołów dużych to wszędzie pełno, mam już całą galerię tego gatunku. Ale salamandrę ostatnio trafiłam i traszki. Z tą pierwszą to czułam się jakbym wygrała los na loterii. To niezwykle rzadkie spotkanie.

      Usuń
  3. Witaj Hexe.
    U mnie też pora deszczowo-burzowa. Mnie to nie bardzo rusza, ale tych, których burze pozbawiły dorobku jak najbardziej.
    Zaiste godne to i sprawiedliwe umieć obserwować bez oceniania, pogłaskać kota i odwiedzić bliskich. Warto się spieszyć kochać ludzi, bo tak szybko odchodzą.
    Pozdrawiam i do siebie zapraszam.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Burze są groźne. Póki możemy je obserwować z bezpiecznego miejsca, są po prostu piękne.

      Usuń
  4. Taki usmiech o ktorym piszesz dostalam od przecudnej, pieknej i bardzo eleganckiej choc skromnie wygladajacej starszej pani. To bylo w czasie naszej podrozy po Szwajcarii, w miasteczku Thun, kiedy poszlismy do malej, pustej kawiarenki, z zielona sofa, napic sie kawy. Pilismy szybko ta kawe bo zaparkowalismy w zlym miejscu i wtedy weszla Ona. Starsza kobieta, spelniona, szczesliwa, spojrzala na nas i poslala nam TEN usmiech. To byl taki wlasnie usmiech o jakim sie nie zapomina. A Twoja opowiesc tylko to potwierdza. Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obyśmy posiedli taką moc uśmiechu i taką siłę szczęścia na wszystkie nasze przyszłe lata.
      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  5. Krótki ale jakże intensywny wypad do Polski :)!!!
    Pozdrawiam serdecznie :)!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale dzięki temu następny, wakacyjny, będzie na luzie :)

      Usuń
  6. Byłam tu w czwartek wieczorem, napisałam dłuuugaśny komentarz, po czym chyba diabeł mnie podkusił, by dodać do niego jeszcze jedno zdanie. I stało się to, czego szczerze nie znoszę - jeden niezdarny ruch, palec mi się omsknął i po komentarzu zostało tylko wspomnienie.

    Nie było mnie tu trochę, bo ostatnio jestem albo w rozjazdach, albo w pracy, albo w domu pełniąc rolę gospodyni w czasie corocznej wizytacji z Polski. Czasu na swoje przyjemności, a do tego zaliczam blogowanie i czytanie innych ciekawych stron, pozostaje mi tyle, co kot napłakał. Za niedługo wszystko powinno się jednak unormować, więc wtedy doczytam te zaległ posty. Bo kiedy mnie nie było, Ty nie próżnowałaś ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam to z autopsji, to boli. Szczególnie jak się projektuje długi i konkretny komentarz...
      Nie próżnowałam być może, ale znów mam troszeczkę zaległości, a gdy sama wyjadę w "delegację" do Polski (na dłużej tym razem), będę miała ich jeszcze więcej.

      Usuń
  7. Uwielbiam zwierzęta i uwielbiam ludzi, którzy je uwielbiają i są wrażliwi na ich krzywdę. To jest dla mnie miara człowieczeństwa. Ludzki stosunek do zwierząt. Wolę z daleka trzymać się od tych, którzy celowo krzywdzą tych naszych braci mniejszych. Człowiek, który nie ma szacunku do zwierząt, który bije je, nie dba o nie, najprawdopodobniej nie będzie miał szacunku do innego człowieka.

    Co do Twoich spostrzeżeń, to częściowo się z nimi zgadzam. Częściowo, dlatego że, koty naprawdę bywają różne. Lubię je porównywać do ludzi. Mają różne upodobania, różne temperamenty i niesprawiedliwie jest generalizować. Oczywiście nie zgadzam się z tym pokutującym w naszym społeczeństwie stereotypie o wrednych i złośliwych kotach. Miałam szczęście i przyjemność mieć już około dziesięciu kotów własnych, nie wliczając w to tych wałęsających się, które dokarmiam i wiem, że kot kotu nierówny :) Jedne są otwarte, przyjacielskie i po prostu ufne. Inne - nawet jeśli oswojone - bywają powściągliwe w okazywaniu uczuć i nieśmiałe. Jedne są głośne i otwarcie wyrażają swoje odczucia i przekazy, inne z kolei niesamowicie ciche. Mam teraz w domu takiego słodziaka, który w ogóle nie miauczy, dasz wiarę? :) Nieraz żartowaliśmy sobie, że jest niemową ;) Nie miauczy, kiedy jest głodny, tylko siedzi i patrzy na jedzenie, nie miauczy, kiedy chce, żeby go w(y)puścić. Normalnie kot idealny! Za to cudnie mruczy - nigdy nie miałam kota, który mruczałby w taki sposób. Wchodzi na wysokie obroty i wydaje przezabawne dźwięki. No i jak obserwuje ptaki lub poluje na owady, wtedy wydaje te swoje charakterystyczne odgłosy bojowe ;) Jego brat bliźniak jest z kolei zupełnie odmienny. Nie jest taki przytulaśny jak on, nie lubi, kiedy bierze się go na ręce, nie reaguje na komendę "co to??" [ten pierwszy rzuca się wtedy do ataku na wskazaną muchę lub innego owada], nigdy nie wychodzi na kolana, na klatkę piersiową, plecy ani na inne części ciała, co Kłębuś uwielbia robić, zwłaszcza wtedy, kiedy siedzę w fotelu i oglądam tv. No i główna różnica - jest znacznie głośniejszy, co powoduje, że czasami pieszczotliwie nazywamy go "piszczałką". Ma dość piskliwy głosik, z którego często robi użytek, kiedy chce wyjść na podwórku, być głaskany, lub chce jeść.

    Moja kotka to też dość spokojne stworzenie, z tym, że ona ma fazy na pieszczoty. Jeśli akurat ma ochotę na kocimiętkę, sygnalizuje, żeby jej popstrykać kocią szczotkę, o która uwielbia się ocierać. Jeśli chce być głaskana, wyskakuje na nas i miauczy. Jak dostanie to, czego chce, odpuszcza i milknie. Poza tym uwielbia obserwować świat, więc leżenie na parapecie i patrzenie, co się dzieje na osiedlu, to jest jej ulubione zajęcie. A tak na marginesie, to jest czarna, postawna i często przesiaduje na naszym ogródkowym murku [nasze koty uwielbiają być na wysokości]. Wtedy śmiejemy się, że należy do Nocnej Straży i ma akurat wartę na murze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, że prędzej bym zabiła człowieka (który chce mi zrobić krzywdę), niżeli zwierzę (które ewentualnie postanowi mnie zjeść)?? To może wydawać się przerażające, ale znając motywy człowieka i zwierzęcia, ten pierwszy z całą pewnością wie, co to jest zło.

      Miałam tylko jednego kota w życiu i moje wnioski są jakie są. Przyjaciółka miała wiele kotów i przeważnie trafiała na egzemplarze DUŻO mniej towarzyskie. U kotów, jak u ludzi - różne są charaktery i usposobienia. Inaczej zachowują się w blokach, inaczej te wychodzące na dwór i spotykające inne zwierzęta, a jeszcze inaczej te koty, które trzymają się w stadzie innych kotów, niezależnie wtedy od miejsca zamieszkania ich właściciela. - Moje spostrzeżenia wynikły z badań na ludziach/właścicielach kotów ;)

      Ja też nie zgadzam się z tą tezą o złośliwych kotach. Ale za to przyznam, że bywają mściwe. Na szczęście mój kot nie miał powodu okazywać tejcechy, ale widziałam na własne oczy zemstę innego kota!

      Kot, który nie miauczy - bomba! :P

      Kot - 'Wrona', no, no :) A Twoje koty też ganiają jakieś wyimaginowane rzeczy? Uwielbiam obserwować to zjawisko. :D Mówimy z mamą wtedy, że prawdopodobnie Kota wejrzała w inny wymiar i goni coś, czego tu nie ma.

      Usuń
    2. Tak! Tak! Ten maluch, o którym wyżej pisałam! Połówek mówi, że jest nawiedzony i że kot widzi coś, czego my nie widzimy! Myślałam, że tylko nasz tak ma! Wcześniej się z tym nie spotkałam u innych kotów.

      Opowiedz o tej zemście, brzmi intrygująco :)

      Usuń
    3. Złośliwość w czystej formie. Właściciel był dla kota niedobry, surowy. Nie bił go, ale sprawiał, że kot się po prostu go bał. I zawsze kiedy go nie było w domu, kot lał mu do butów. (Dodam, że kot był wysterylizowany).
      Dla reszty domowników kot był normalny, przyjacielski, łasił się, jak zwykły kot. Zaś gdy pan domu wracał z pracy, kot znikał w ogóle całkiem. Potrzeby załatwiał w nocy, jak pan domu spał. No i w dni, kiedy pan domu wychodził do pracy.
      A później taki facet opowiada znajomym i rodzinie, że koty są wredne i złośliwe. ;]

      Usuń
    4. Hehe, to znana kocia zemsta, mnie też to raz, a nawet dwa razy spotkało, tylko za cholerę nie mogę sobie przypomnieć, za co mi się tak oberwało :) Ale i tak uwielbiam koty, bo te, które znam, są naprawdę super.

      Usuń
    5. Jest to znana zemsta i potrafi trwale uszkodzić system złego właściciela, co ma niestety negatywne skutki dla kota. Ów właściciel może sobie kupić nowe buty, ale jeśli nadal będzie wprowadzał w świecie kota grozę, pożegna się z następnymi butami, a kot będzie coraz bardziej gnębiony.
      Uważam, że jeżeli w rodzinie miłośników zwierząt mieszka jedna (tylko jedna wystarczy) osoba nieadekwatna z innymi gatunkami, nie powinno się sprowadzać zwierzęcia do domu. I kto w ogóle trzyma w domu człowieka, którego zwierzęta nienawidzą? :P

      Usuń
  8. Generalnie to zauważyłam, że koty - jak większość zwierząt - są naprawdę towarzyskie. Lubią towarzystwo ludzi, ale też bardzo cenią swoje. Miałam ogromną przyjemność wychowywać pod dachem kocią rodzinkę [mamę + czwórkę maluchów] i wielokrotnie widziałam, jak szukają kontaktu z rodzeństwem i mamą. Zawsze razem się bawiły, zawsze razem sypiały, tworząc przy tym takie węzły gordyjskie, takie sploty, że czasem nie było wiadomo, gdzie się kot zaczyna, a gdzie kończy ;)
    Często przychodzą do nas tylko po to, by być w naszym towarzystwie. Jeśli ja zmieniam pokój, kot idzie za mną, nawet jeśli nie chodzi mu o głaskanie. Po prostu chce i potrzebuje świadomości, że jego człowiek jest tuż obok, tak na wyciągnięcie łapki. Dlatego często śpią u nas w łóżku w nogach, nawet jeśli niekiedy wierzgamy i wiercimy się, śpią na plecach, kiedy leżę na brzuchu i czytam, leżą na sofie obok, kiedy siedzę w fotelu i oglądam tv. No i mają bardzo dużo kocich znajomych. Już przyzwyczaiłam się do widoku nawet pięciu czy sześciu kotów w naszym ogródku [z czego połowa nie jest nasza] ;) Generalnie nasz dom jest bardzo cat friendly. U mnie każdy kot znajdzie coś do jedzenia. Akurat jestem na etapie oswajania zabiedzonego, smutnego i wychudzonego kota. Postępy ogromnie mnie cieszą, już daje mi się pogłaskać, wręcz domaga się pieszczot głowy i grzbietu. Chyba nigdy nie zaznał dobrego dotyku od żadnego człowieka. Odżył, nabrał wagi, już nie jest samą skórą i kośćmi, a przede wszystkim jego futerko jest milsze w dotyku... Mimo to, serce mi się kraje, kiedy na niego patrzę. Nie rozumiem i nigdy tego nie pojmę, jak można być nieczułym na krzywdę zwierzaka. Mieć koty, nie sterylizować ich, a potem, jak już przydarzy się "problem", a przydarza się często i regularnie, to zapakować je do wora lub pudła, wyrzucić na ruchliwą drogę, albo do lasu, rzeki... I po sprawie, wieczorem można się z ulgą położyć do łóżka i zasnąć. I tak do usranej śmierci. Kotki.

    Na koniec zaś chciałam serdecznie podziękować za dodanie mnie do Twoich linków. Bardzo mi miło z tego powodu! :)

    PS. Ale się rozpisałam! Wychodzi na to, że o kotach to ja mogę dłuugo! Musiałam podzielić komentarz, bo nie chciało go przyjąć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kot chodził za mną dosłownie wszędzie i to czasem naprawdę chodziło mu tylko o towarzystwo. Teraz mnie nie ma i chodzi za mamą. W nocy śpi jej na plecach, a kiedy ogląda tv, mości się na jej kolanach.
      Jak kiedyś dorobię się własnego ogródka, z pewnością też będzie cat friendly :) Na razie na osiedlu "wszystkie koty moje są" :D
      O traktowaniu młodych kotów nawet się nie wypowiem... wrr ;/

      Usuń
  9. Widzę, że mnie Twoja wizyta w Polsce ominęła. Z tego co piszesz była pełna dobrych wrażeń. Od dawna już nie mam dziadków, ale jak na drugim roku studiów mieszkałam u ponad 90 letniej Pani słuchałam dużo o czasach jej młodości. Mieszkanie wyglądało jak z innej epoki opowiadała o dwóch wojnach i o tym, jak cudem udało jej się wyjść cało i z jednej i z drugiej. Pokazywała pożółkłe listy od męża, który wysyłał je z wojny. Piekła czasami ciasto śliwkowe i tak siadałyśmy w tych niemal zabytkowych fotelach w weekendy i oglądałyśmy telewizję.

    I wiesz? To jest coś, czego młodsze pokolenia nigdy nie uświadczą.

    Nie lubię kotów. Większość życia miałam w domu psa, ale po dramatycznych wydarzeniach z moim własnym piesełem nie chcę już żadnego. Do tego, który tu mnie wita staram się nie przywiązywać emocjonalnie. Kiedy mieszkałam sama posiadanie futrzaka byłoby trudne. Nie ma mnie po 12,13 godzin w domu.

    Piraci są na mojej liście do zobaczenia, chociaż ta część ma kiepskie recenzje. Sparrow to mój bohater, co tu dużo mówić;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pełna nie tylko dobrych marzeń, ale to chyba oczywiste, że preferuję te miłe wspomnienia i to właśnie o nich chcę pisać. Tym bardziej, że to blog publiczny ;)

      Kiedyś zawsze miałam jakieś zwierzę, a nawet kilka (od zwykłego kota, po egzotyczne egzemplarze). Ale mieszkając z rodzicami, wiedziałam, że w razie czego ma się kto nimi zająć, na co oczywiście wyrazili zgodę. Nie ważne czy danego dnia pracowałam 12 godzin, albo wyjeżdżałam na cały weekend, bądź dłużej. Wiedziałam, że mają opiekę.
      Teraz jest inaczej, bo z mężem dużo podróżujemy i żaden pies nie utrzymałby pęcherza od świtu do zmierzchu. A inne zwierzęta? Nie widzę jazdy do Polski z żadnym gatunkiem. Kilkanaście godzin w samochodzie to dla zwierząt nic przyjemnego.
      Musiałam wybrać - podróże albo futrzak (ew. łuskowiec). Wybrałam dobrze, bo jakoś nie żałuję, że nic mi się nie pałęta po podłodze.
      Psa chciałabym mieć, bo interesuje mnie tresura i posłuszny zwierz, ale jest jeden mankament - uziemiłby mnie. Z psem nie wszędzie można jechać/lecieć, więc jestem negatywnie nastawiona do posiadania psa w domu. I na pewno kategorycznie NIE w blokach. I raczej ogólnie wątpię, bym kiedykolwiek zgodziła się na psa. Kot pałętający się po podwórku to inna para kaloszy.

      Kiepskie recenzje? Nie spodziewałabym się... To była naprawdę świetna część. Trójka (jeśli dobrze pamiętam) zawiodła mnie strasznie.

      Usuń
    2. Wrażeń Aniu, wrażeń;) Jeśli jesteś pełna marzeń to dobrze dla Ciebie:D

      No właśnie to jest to. Da się podróżować ze zwierzakiem (tak jak i z dzieckiem). To akurat nie jest wielki problem. Problemem jest, że taki zwierzak miałby być tyle godzin w domu bez zorganizowania jego fizjologicznych potrzeb.

      I tak uważam, że jedynka była najlepsza:)

      Usuń
    3. Wrażeń, marzeń, jedno z drugim ma wiele wspólnego ;)

      Da się podróżować z psem, bo niejedną taką "parę" widziałam. Jednak jestem zdania, że bez zwierzęcia można więcej. Jeżeli nastawieni jesteśmy na bardziej skomplikowane podejścia górskie, nie możemy w tej sytuacji myśleć o adoptowaniu psa, bo to po prostu nie wypali. A zostawianie go na jedną dobę bez zapewnienia wszystkich potrzeb... mieć psa aby tylko go mieć, to czysty egoizm.
      Wszystko zależy od tego jaki rodzaj podróży preferujesz.

      Jedynka była najlepsza i oglądałam ją już kilka razy :)

      Usuń
  10. Postanowiłam jednak zajrzeć do Ciebie. Piszę z komórki na której nie lubię pisać. Klawiatura jest straszna.Nie zwracaj uwagi na błędy, proszę. Hehehe Tekst w ogóle nie jest nudny. Znakomicie mi się czytało. Totalnie oderwałam się od rzeczywistości. Ciebie czyta się jak naprawde fajną, wciągającą książkę. Kotek śliczny. Ciesze się, że wyprawa do ojczyzny się udała. Zdrówka Ci życzę. Na początku troche przeraziłam się czytając o tym " sanatorium". Duuuużo zdrówka. Widze, że mam jeszcze dwa teksty do przeczytania. Teraz musze załadować telefon.:/ To juz taki dziad.... Czy ja dobrze widzę na tym moim małym ekranie....czy na plakatach Ciebie widzię.:D Super to wyszło.
    Pozdrawiam.:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie. "...zaczynają przypominać sanatorium..." przebywając w Polsce, mieszkam u rodziców. Ale liczba wizyt u kilku specjalistów, przypomina mi takie właśnie wyjazdy. Nie są głównym celem, lecz bardzo istotnym. Nie chcesz wiedzieć, ile musiałabym w Szwajcarii zapłacić za wizytę u stomatologa... (nie podlega pod składki zdrowotne).

      Chodzi Ci.... o zdjęcie główne bloga? Tak, tam w dole to ja :)

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.