wtorek, 25 lipca 2017

Flüelapass - bloger na przełęczy.

"Podróżowanie jest brutalne.
Zmusza cię do ufania obcym
i porzucenia wszelkiego co znane i komfortowe.
Jesteś cały czas wybity z równowagi.
Nic nie należy do ciebie.
poza najważniejszym -
powietrzem, snem, marzeniami, morzem i niebem".

- Casare Pavese


Tak naprawdę podróżowanie dla blogera jest maksymalnie brutalne. Im więcej podróżuje, tym ma więcej przygód i jeszcze mniej czasu na komponowanie opowieści oraz treści graficznej. Choć to dla blogera wielka przyjemność, to najczęściej on nie ma na to czasu, bo jest ciągle w drodze. Bloger ma też inne obowiązki.
   Pragnąłby również zatroszczyć się o chociaż śladowe słowo u innych użytkowników przepastnego Internetu, ale z reguły nie ma czasu. W dodatku osobiście jako bloger nie jestem typem "przelatującym" zdjęcia i zostawiającym komentarz dla samego skomentowania. Ja czytam. Wszystko czytam. Od deski do deski.
   Idealnie do tego tematu pasuje mi przejazd przez przełęcz wysokogórską. Przed Wami Flüelapass. Jest to szwajcarska przełęcz w Alpach Retyckich łącząca Davos z Susch, zlokalizowana na wysokości 2383 m n.p.m. Znajdują się tam zacne szczyty: Schwarzhorn (3147 m) i Weisshorn (3085 m). Na jeden z nich wleźliśmy lecz o tym powiem innym razem.
   Przełęcz jest zamknięta w okresie zimowym. Jako że to 'przejazd', zdjęcia zostały zrobione przez szybę samochodową (oprócz jednego, tego ze mną), więc niektóre mogą nie być powalającej jakości, choć w większości mogą zniewalać. Mają w sobie tę nutkę dekadencji...




Asymilacja w podróży.
Prosta nie jest, a mój typ nawet nie wymaga stałego dostępu do Wi-Fi. Po prostu jak nie ma, to nie ma. Wobec tego znaczy, iż (wobec powszechnej opinii) nie jestem absolutnie uzależniona. Z resztą istnieją jeszcze zegary internetowe, które można zaprogramować na automatyczne wstawianie gotowych postów. Taki sprytny joke. 😉
   Kiedyś w ogóle nie zabierałam ze sobą laptopa. A w trasy koncertowe zabierałam jedynie notebook, ponieważ lider zespołu "wymagał ode mnie" (😝) zdjęcia "na już". Czysta przyjemność, ogarniać zdjęcia zaraz po ich wykonaniu.
   Teraz notebooka nie mam, stał mi się zbędny, od kiedy trasy koncertowe przeszły do historii. W przyszłości jeśli uda mi się z nimi spotkać, na pewno nie w charakterze admina strony graficznej, bo nim już nie jestem. Zaś jednorazowe tournee - czemu nie 😁





Czas przecieka przez palce.
problem dot. odwiedzania ojcowizny
Rodzina. Gdyby to było możliwe, skrzyknęłabym obie rodziny (moją i męża) w jedno miejsce o jednakowej porze. Niestety tak się nie da i odbijam się od drzwi do drzwi.
Ważne sprawy. Godziny otwarć placówek, którymi jestem zainteresowana, nie ułatwiają mi czasu, bo zdarza się pocałować klamkę i trzeba epizod przenieść na następny dzień.
Kultura. Uparłam się na inną niż kino. (nie bojkotuję kina, po prostu pożądam także innych emocji) Tata załatwił mi zaproszenia do teatru plenerowego i WRESZCIE COŚ SIĘ WYDARZY!! 👿
Znajomi/przyjaciele. Niektórzy ludzie są... poszkodowani... bo nie schodzą się nam czasy i żadne z nas nie ma na to najmniejszego wpływu. Pozostaje uzbroić się w cierpliwość i aktywnie dążyć do spontanicznego spotkania.
Marnowanie czasu. Ten dłuży się najbardziej, kiedy trwonię go w poczekalni jakiejś instytucji, gdzie absolutnie trzeba załatwić jakąś sprawę. A wtedy nie ma przebacz, czekamy... i czekamy... czekamy... 💣




Beztroski spokój.
Ale to nic, bo gdy siedzisz już w wozie i rozkoszujesz się widokami za oknem słuchając kolejnego rozdziału jakiegoś ciekawego audiobooka, wiesz - Ty po prostu dobrze to wiesz - że jesteś we właściwym miejscu.
   Patrzysz się w to absolutnie błękitne niebo, oddychasz rozgrzanym powietrzem i pomimo panującego upału, jesteś w stanie wysilić mięśnie twarzy do uniesienia obu kącików ust.
   Na przełęczach jest troszkę inaczej z tym powietrzem, jest ostre, zimne, cudowne. Następnym razem opowiem Wam jak jest na takiej wysokości, jakie są różnice i co wtedy czułam, bo po raz pierwszy to nie był sam przejazd. 😉




Stres publikowania.
Blogerowi bardzo często leży coś na sercu i koniuszku języka jednocześnie. Zacznę od tego, że bloger to takie stworzenie, które uwielbia przemawiać publicznie, a gdy nie może, pisze dla publiczności.
   Korzystając z wolności słowa jak i tego, że nikt absolutnie nie ma problemu, aby rzec coś niemiłego blogerowi w twarz, ten mimo to ma jeszcze jakieś humanitarne skrupuły, aby nie pisać o kimś wprost.
   Podobno tłumienie w sobie emocji prowadzi no wszelkiego rodzaju nerwic, a nawet długotrwałego zaburzenia czynności ośrodkowego układu nerwowego, czego obawiam się jako bloger - istota lubiąca przemawiać - już się powtarzam... 😈


Umiej znosić wszystkich, jak i Bóg znosi ciebie.
 ~Św. Ignacy Antiocheński.

Staram się! Spokój ze mnie emanuje, stoicyzm. Dosłownie nie da się mnie wyprowadzić z równowagi. Szanując sprzeczności cudzych teorii i wierzeń - nie zabieram głosu z czystej kultury, nie próbując oddziaływać na nadpobudliwość i tendencje do kłótni. Tylko spokój może mnie uratować i jeszcze podobno błogosławieni są ludzie cisi...
   Epiktet z Hierapolis powiedział kiedyś, że "jest tylko jedna droga do szczęścia. Przestać się martwić rzeczami, na które nie masz wpływu." Mimo że z natury nie jestem osobą, która tłumi w sobie emocje, wyuczyłam się chować w sobie wszystkie reakcje. Kiedyś byłam bardziej czytelna, ale do diaska, jestem też elastyczna. Dopasowałam się.
   Nie reaguję, nie opisuję (chyba że metaforycznie), unikam konfrontacji. A mimo to, one i tak mnie znajdują. To chyba magia!




I jak tu żyć?
Normalnie. Doświadczenie nauczyło mnie na wielkim błędzie, że nie warto się podporządkowywać. Nie ma szansy na zadowolenie wszystkich niezadowolonych, tak samo jak nie ma szansy, byś w zmianach (jakich oczekują od Ciebie inni), był szczęśliwy. Jesteśmy jacy jesteśmy.
   Droga przez życie pozwala wypielęgnować niektóre myśli. Zahartować nas, nauczyć radzić sobie ze słabościami, nauczyć się lepiej naszego prawdziwego imienia. Uczula na potrzeby własne i współpodróżników - choć nie zawsze vice versa. Należy bowiem pamiętać, że nie zawsze to, co jest dobre dla nas - jest tak samo dobre dla innych. I na opak. Istotą szczęścia między ludźmi jest uprzejmość i życzliwość, mimo że czasami można na tym kruchym cieście złamać sobie ząb o twardy orzech.




Bloger na przełęczy.
(mutant pośród ludzi)
Wyobraźcie sobie człowieka - pisarza - stojącego pomiędzy wielkoludami. Każdy z nich ma naręcza pełne głazów, każdy z nich może spuścić śmiertelną lawinę. Trzeba uważać, bo jedno niewłaściwe słowo i nerwy puszczą...
   Wierzę wtedy, że chroni mnie toga Boga i że żaden głaz nie uderzy mnie w łeb. Wierzę w to bardziej, niż że żaden głaz mógłby nie spaść na mnie wcale. Dodam jeszcze, że żaden arbitraż nie ma racji bytu. Roznieca ogień postępowanie arbitralne. Arbitralne sądy, wobec których fizycznie nie chroni mnie nic.
   Nastawienie mam całkiem O.K. z punktu widzenia kogoś, kto dostał nie raz kamieniem w ryj. Zachowanie niezmienne: szacowne i szacunku pełne, miłe, nader uśmiechnięte. Nie nad wyraz ostentacyjnie pogodne, powściągliwe i jasne. Bez zachowania tej pokerowej twarzy, bardziej swobodna, szczera i otwarta, ja - jako ja - reagująca i konkretna, szczera jak powinnam być - prawdziwa i prawdomówna - już nie miałabym wstępu do przełęczy.




Szczęśliwy bloger.
(człowiek pośród mutantów)
Mimo że bloger ma zawsze dużo pracy (i masę zaległości 😜), jest w tym absolutnie szczęśliwy - to jego lot w nieznane tereny nowych splotów słów, układających się w przepastne opowieści o jego przygodach, przeżyciach, troskach i małych, pięknych chwilach, które nawet blogera mogą zaskoczyć.
   Prowadząc aktywne życie, z którego jestem zadowolona, aż trudno w to uwierzyć jak ludzie mogą sami siebie ograniczać, szufladkować i poniżać. Narzekania i rozterki umartwiają duszę, takie okrutne traktowanie samego siebie, odczłowiecza. Boli i czasami zatruwa otoczenie. Może dlatego dzieci zawsze płaczą, kiedy w powietrzu wiszą nerwy. One przecież chłoną emocje jak gąbka.

Bądźcie szczęśliwi, planujcie życie z godnością, nie poddawajcie się cudzym sugestiom. Sami czujecie najlepiej co dla Was jest najlepsze - nikt nie ułoży Wam życia lepiej, niż Wy sami. Przyjemnego tygodnia Wam życzę. 😊


15 komentarzy:

  1. Witaj Hexe!
    Ja bloguję od dosyć dawna, a ten, to już 3 mój blog.
    Bywało różnie, ale zawsze przez szacunek do czytających nie usunęłam się nigdy w cień.
    Twoje podróże są piękne, pełne pasji i radości życia. I tak trzymaj !
    Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam za sobą wzloty i upadki. Czasami kasowałam bloga, czasami nawet na długo, ale zawsze wracałam. Jak coś lubi się robić, ta czynność zawsze Cię znajdzie.
      Pozdrawiam również :)

      Usuń
  2. Witam dziś. :) Nie znoszę, jak ktoś zostawia byle komentarz tu, czy na Instagramie. Mega mnie to wkurza. Również czytam. U Ciebie to już jak wiesz mam zawsze zarezerwowany czas, bo zwyczajnie chcę czytać w skupieniu na maksa.

    Jak ja czytam, na jakich wysokościach ty już byłaś, to mi japa opada. Ja niebawem opiszę wejście na... Stożek Wielki. hahahaha :D No ale ważne, że nie siedzę na zadzie, a z moimi stawami to i tak sukces. Zresztą niby mam zakaz chodzenia po górach na takiej wysokości. Chodzę bardzo ostrożnie i z kijkiem i litrami picia. :D

    Mega mnie ciekawi fakt, że miałaś zespół. Pisałaś już tu o tym dokładniej? Jak tak, to podasz link? Co do czasu, to leci mi jak oszalały. Im jestem starsza tym szybciej. Już końcówka lipca...gdzie ten czas tak biegnie. ;)

    Ojjj ja żeby się uspokoić muszę poprzeklinać, wywalić co mi na sercu leży, ale z sensem nie gnębiąc bliskich. Jeśli to zrobię, to mija mi po chwili. Pyk i złe emocje uleciały. Patrz, ale się przed Tobą otwieram. Taka Twoja moc. Uczę się nie przejmować, a działać. Jeszcze się uczę, ale efekty już widzę.

    HAHAHAHA' bloger wśród mutantów'. :D Oooo tak, bloger ma zawsze dużo roboty i zaległości i to go i tak uszczęśliwia. :D Ja normalnie podziwiam, że ty potrafisz tak szybko posty dodawać i to tak dopracowane. Wspaniałe zakończenie. Wspaniałe!!! Super tygodnia dla Ciebie i męża. Piękne zdjęcia. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wymagam od nikogo felietonów, ale nie lubię jak ktoś zadaje mi pytanie odnośnie czegoś, na co odpowiedź jest w już w tekście. Może to nieistotne... ale denerwujące, kiedy ktoś zaczyna się kłócić o coś, co sobie sam dodał - nie doczytując, a już o tym napisałam.

      Zgodnie z tym, co mówiłam poprzednio - kluczem nie jest rodzaj sportu a sam ruch - nie ważnie na jakie wysokości wchodzisz. Zdobywasz to, co akurat jest dla Ciebie dostępne, nie ma spiny ;)
      Mnie np bardzo marzy się wędrowanie po Bieszczadach, a to żadne wyzwanie po zdobywaniu trzech tys. Chodzi o frajdę z samego wędrowania po dziczy :)

      Nie miałam zespołu. Jeździłam w trasy koncertowe z zaprzyjaźnionym, ukraińskim zespołem Kozak System. Nie pisałam o tym nigdy bardziej szczegółowo, może gdzieś kiedyś w jednym akapicie, ale to by było na tyle. Prowadziłam im wraz z kumpelami FP, który z resztą istnieje do tej pory, ale ja już nie jestem adminem, bo przestałam z nimi jeździć. Jak sobie zerkniesz w zdjęcia archiwalne, zobaczysz tam Anne "Sówkę" Kołodziejczyk (moje panieńskie nazwisko i ksywka nadana mi przez lidera grupy ;))

      Bloger jest szczęśliwy z tego tytułu, inaczej nie byłby blogerem ;) Przecież to nie praca zawodowa, nikt mu nie każe :)
      Dziękujemy serdecznie :)

      Usuń
  3. Hej!
    Chcesz poćwiczyć swoje pisarskie umiejętności i przy okazji wygrać książki, upominki, reklamę bloga i grafikę? Tak? W takim razie zapraszam Cię serdecznie do konkursu literackiego „Już nie zapomnisz mnie” – www.przedwojenny-konkurs.blogspot.com Wystarczy napisać opowiadanie o dowolnej tematyce do 5 stron i… co dalej? Dowiedz się szczegółów, czytając regulamin na blogu.
    Niech pamięć o naszych artystach nadal trwa, a osoby lubiące pisać - doskonalą swe pióro!
    Pozdrawiam ciepło!

    Ps. Przepraszam za spam, ale wiadomo, jak trudno jest się zareklamować. A może akurat Cię zainteresuje konkurs?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A i owszem, zainteresowało, tylko że czas nie ten, bo aktualnie mam nadaktywny tryb życia i nawet moja własna książka tymczasowo leży odłogiem... Ale poczytam i prześledzę blog. :)

      Usuń
  4. Albo jestem zupełnie nie skupiona (co jest możliwe, bo widzę już bardzo niewyraźnie) albo nie wiem o czym jest ten post;) Piękne zdjęcia-jak zawsze.

    Przez chwilę zastanawiałam się, gdy wspomniałaś o rodzinie i instytucjach, że jesteś w Polsce, ale zdjęcia zamieszczasz w Szwajcarii. Tak więc pozwól mi dziś być nieogarem.

    Ja też nigdy nie brałam komputera. Do czasu aż kupiłam sobie maleńki i lekki komputer, który mogę zabierać ze sobą, bo mieści mi się w torebce. Jest pomocny, bo relacje na bloga spisuję od razu (do tej pory robiłam to w zeszycie i nie potrafiłam się sama po sobie rozczytać), nie muszę się stresować, że nie wystarczy mi moich kart pamięci, bo zdjęcia mogę zrzucać na komputer i ostatnie-wieczorami mogę nadrabiać braki filmowe. I o ile mniej waży niż laptop, z którego korzystam na co dzień. Choć "na co dzień" to duże nadużycie, bo zdarza mi się w tygodniu czasami tylko raz otworzyć laptopa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisałam o kilku rzeczach z punktu widzenia blogera. U mnie zazwyczaj jest dość wielowątkowo, a to że myślę o Polsce, znaczyć może tylko dwie rzeczy - że albo szykuję się do wyjazdu na wakacje, albo już jestem w Polsce. Jednak to gdzie jestem, owiewa tajemnica, bo wiedźmy roztaczają je hobbistycznie XD

      Dla mnie laptop w podróży to miejsce, na które zgrywam zdjęcia i filmy. Na pewno nie pozbywałabym się mojego starego, leciutkiego notebooka, gdybym dalej podróżowała sama, ale że z mężem wozimy dupska samochodem, stało się to po prostu nieważne, bo jest bagażnik.
      Jednak >minimalizm bagażowy< nadal jest u mnie na pierwszym miejscu.

      Podobno na morzu sztorm, widziałam zdjęcia, wygląda imponująco. (w domyśle: wakacje tym razem planujemy na północy kraju).

      Usuń
    2. Tia, tajemnice. Ja jedna przestałam mówić gdzie jestem i już wszystkie mają tajemnice:P

      Ha! Ja się zabieram w jednej walizce i torebce. To jest trudniejsze logistycznie niż posiadanie bagażnika. Poza tym, nawet jeśli w przyszłości będę miała samochód i tak nad morze nie będę jeździć samochodem:)

      Na północy którego kraju i kiedy? Kto wie, może gdzieś się miniemy;)

      Usuń
    3. Ja je miałam zawsze. Kiedy ostatnio byłam na bieżąco z moją lokalizacją? :P

      Trudniejsze? Czy ja wiem... Przyjemniejsze, niż denerwować się na widok ile jeszcze tobołów zostało do zniesienia do samochodu :P Minimalizm to dla mnie komfort, pamiętam jak kiedyś jeżdżąc na wakacje z rodzicami, zabieraliśmy pół domu ze sobą i była okrutnie nerwowa atmosfera. Być może dlatego właśnie sama wprowadzam nerwową atmosferę, jak tylko zobaczę choćby jedną, nadprogramową torbę. Mam fioła na tym punkcie.
      Nad wyraz sobie cenię podróżowanie pociągiem. Tylko ze względu na cenniki, przez ostatnie lata wybierałam PKS.

      Na północy Polski. Wyjątkowo nie na Mazurach, ALE nad jeziorami. Teraz :P

      Usuń
  5. Witaj Hexe.
    Jestem starym blogerem (mam już trzeci blog), ale nie uważam, że należy pisać pod czyjeś oczekiwania, ale dla tych, którzy szanują mnie i moje opisy, oraz zdjęcia. Staram się nie rozpisywać, gdyż dla ciekawskich zawsze są materiały w sieci i w moich zakładkach.
    Lubię twoje wędrówki, opisy i zdjęcia.
    I oby nam się dobrze działo (poimieninowo).
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A właśnie... te moje posty - czy nie uważasz, że są zbyt długie? Staram się dostosować do czytelnika, to nie książka, nie muszę tak obszernie się rozpisywać, a jednak... lubię to. Zdaję sobie sprawę z obecności wszelkich informacji i map w internecie gdy opowiadam o jakimś miejscu, stąd wielowątkowość. Wyczerpuję temat w dwóch akapitach, a dalej wypełniam luki między zdjęciami, różnymi rozważaniami (zwykle z tychże ścieżek), bo głowę mam pełną pomysłów.
      Pozdrawiam serdecznie i do popisania już niebawem :)

      Usuń
  6. Ależ piękna trasa!!! Pewnie bałabym się nią jechać zachwycając się jednocześnie widokiem gór :)!!!

    Haha... u mnie nie musisz dużo czytać ;P. Kiepska ze mnie pisarka :/.
    Pozdrawiam :)!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Powiem tak: przyjemnie, dobrze, wygodnie, smakowicie, mądrze itd. się z Wami podróżuje... itd. ;)

    OdpowiedzUsuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.