piątek, 21 lipca 2017

Dzień Włóczykija oraz zwierzenia trzydziestoletniej kobiety.

"Nie ma współzawodnictwa wśród dzikich kobiet... są zbyt dzikie, żeby je złapać w ciasną pułapkę zazdrości.. Zamiast tego tańczą razem...."


W lipcu, dokładnie 23go, jest najważniejsze na świecie święto - Dzień Włóczykija 😉 Każdego roku, tego właśnie dnia, aby uczcić jego urodziny, wybieram się na wędrówkę. To taki prezent ode mnie dla niego.
   Jak byłam mała, Włóczykij był moją pierwszą miłością. Zdarzały mi się fikcyjne miłości, bardzo długie miłości i nie ma w tym nic złego. To nigdy nie boli, nie wymaga, ani nie absorbuje. Wieczny singiel ma prawo do abstrakcji w sercu. A do czego ma prawo małżonka?
   W moim sercu, pozostało miejsc jeszcze dla... wielu fikcyjnych miłości. Ale jednak f i k c y j n y c h .Przewagą mojego męża jest niezaprzeczalny fakt, iż on istnieje. 😜
   I tak sobie pomyślałam, że może już czas na zmiany? Po latach tego udanego związku z Włóczykijem, może w końcu ja coś dostanę od niego? Mam prawo żądać czegoś... czegokolwiek, przecież to także mój dzień i w dodatku mój kawał życia właśnie przeminął.




jak to możliwe że jesteś tak dobra dla innych
i tak łatwo ci to przychodzi - spytał

mleko i miód kapały mi
z ust gdy odpowiadałam

bo inni nie byli
dobrzy dla mnie

- Rupi Kaur

Jaką jestem trzydziestolatką?
Empatia i empiria życia codziennego przekonały mnie do ludzi. Wielokrotnie powtarzałam, że pomagać w zamian za wdzięczność czy przyjaźń dozgonną, to byłby egoizm. Pomagamy sobie nie dla korzyści, ale dla idei - skoro jesteśmy dobrymi ludźmi - to po prostu mamy to we krwi.
   Ludzie jednak są różni, niektórzy nie warci uwagi, a i tacy, których lepiej omijać szerokim łukiem. Od dawna nawoływałam do tego, aby separować się RADYKALNIE od toksycznych ludzi, wywołujących agresję lub poczucie winy, po prostu niedobrych i dwulicowych.
   Jednakże nie zapominajmy, że każdy z ludzi ma własną, odrębną historię. Każdy, kogo spotykacie, toczy bitwę, o której nie macie pojęcia... Dlatego bądźcie życzliwi. ZAWSZE!

"I nigdy nie przestanę wierzyć, że z natury dobrzy są...
Ludzie tylko czasem błądzą!
Ze swojej drogi może skręcić nawet ten najtwardszy ziom...
Podaj rękę mu pomocną!
Może się trochę łudzi
Ten, który wierzy w ludzi,
Lecz wiara ta potrzebna jest, by zmieniać świat!
Zapału nie ostudzi,
Gdy ktoś mi w życiu brudzi!
Na moją pomoc zawsze może liczyć brat!"


- Mesajah "Wieżę w Ciebie"


Depresja trzydziestolatki?
Kobieta w dniu trzydziestych urodzin - to termin, którym straszono mnie na tle depresji wiekowej. Otóż nie doświadczam tego, a nawet cieszę się, że w mojej metryczce jest już taka liczba. Jestem nadal szalenie ciekawa swojej przyszłości, a nawet coraz bardziej ciekawa i to jest mój motor napędowy do działania.
   Mam plan z podglądem w przeszłość, ułożony na podstawie z teraźniejszości. To ten worek doświadczeń na plecach, który dźwigając, wykreował mnie taką, jaką jestem dzisiaj. Niczego w życiu nie żałuję, czuję się doskonale. Przeżyłam dość, by mieć pojęcie na czym polega człowieczeństwo, oraz odgadnąć ten świat.
   Moja droga nie kończy się w tym miejscu. Mam się bać tego, że przemijam? Że starzeję się, marszczę, że w przyszłości będę siwa? Tylko po co?


Czy świat nadal inspiruje po trzydziestce?
Życie już samo w sobie napędza mnie do działania. Świat wokół, który mnie woła. Zew dzikości, który mnie przytula do siebie jak wilczyca i karmi swoim mlekiem...
   Bloggerzy publikowali różne treści w swe trzydzieste urodziny... Nie rozumiem kompleksu wieku, ale depresja trzydziestolatków okazuje się nie być tak do końca mitem.
   W życiu każdej czarownicy jest pełno magii. Dla mnie magią jest każdy świt, za który dziękuję Bogu co rano. Magią jest każdy owoc, który samodzielnie wyhoduję. Magią jest każdy dziki zwierz spotkany w cichym otoczeniu, który pozwala mi na siebie patrzeć i to długie pióro, które podarował mi myszołów, jest jak bajeczny czar. Leży na biurku obok i przypomina mi o tym, że nigdy nie jestem sama, bo moim towarzystwem jest każde życie wprawione w ruch siłą woli bożej.
   Niektórzy ludzie za życia umierają. Nie dostrzegają najprostszych prawd, żyją w misterium kłamstwa i najchętniej widzieliby mnie na stosie: za optymizm, za pozytywne nastawienie, za życie pełne pasji, za zdrowe szaleństwo ⇝ za różnice, które dzielą nas przez pryzmat ich zazdrości i kompleksów. Miraż, którym się karmią... oni chyba pomylili bogów...

"Głęboko w Tobie zapłonął ogień, co kazał przed siebie biec,
Wiec jak pijany pobiegłeś za nim, by modlić się pośród świec.
A teraz leżysz jak kupka starych szmat, za ścianą matka łka.
Trafiły w pustkę wszystkie słowa skierowane do Boga 
I głowę podnosi strach."


- Closterkeller "Miraż"


"Moje życie barw milionem malowane, a każda chwila nazbyt droga,
By błądzić między mirażami"
{Tekst piosenki nie jest całkiem zgodny z "moją Prawdą".
Lubię ten utwór, lubię jego brzmienie, jego melodię.
Przydał się jako wyrwany fragmentarycznie z kontekstu.}

Czy kroi się balanga?
Nie obchodzę urodzin tradycyjnie ze świeczkami na torcie. Nie urządzam imprez, nie chcę nikogo angażować w "obowiązkowe" kupowanie głupot na prezent. Ja mam wszystko, moi drodzy, wszystko, co mi jest niezbędne do przeżycia, a resztę to już sobie sama nabędę, dopasowane do moich indywidualnych potrzeb 😉 Ja nawet nie obrażam się za niewysłanie mi życzeń, to na prawdę nie jest najważniejsze.
   Ważni są ludzie, z którymi uwielbiam spędzać czas. Przyjaciele, przy których mogę być sobą. Znajomi, z którymi mogłabym konie kraść. Ludzie, w których oczach mogę - jak w lustrze - oglądać prawdziwą siebie. A to jest niezwykle cenne.
   Nerwy, przebiegłość, żądza korzyści, Boże jak ja nie cierpię przebywać w takim towarzystwie... Znam sofistów - mistrzów wykręcania kota ogonem. Mówiących kłamstwa pod pozorem prawdy. Za wszelkim staraniem dowodzący swoich racji, bez posiadania logicznych dowodów. Na szczęście ludzie weryfikują się sami. Czas nadal jest moim sprzymierzeńcem.


Co zmienia trzydziesty rok w sportowym stylu życia?
Wiecie, że jestem sportowym świrem. Czasem lekceważonym, czasem nie branym na poważnie, jakby zagubionym pośród tego, co bardziej lub mniej ważne... - i właśnie ten pogląd mija się z prawdą. Co jest tak naprawdę dla mnie ważne? Nie obwód w pasie ani też nie samochód w garażu. To mój indywidualny styl życia.
   Dla mnie ważne jest przede wszystkim zdrowie, które pozwala mi robić to wszystko, co robię aktualnie. Mój mały, prywatny reżim i wielkie efekty. Świadomość, że nie robię tego, bo taka moda. To jest moja profilaktyka zdrowotna i szansa na godną starość.


Trzydziestka krytykowana za bycie FIT?
Spotykam się z różnymi opiniami, oczywiście osób, które uważają, że sport i dieta są zbędne. Surowy ostracyzm nie sprawi, że przestanę się tym zajmować. Właściwie nic nie sprawi, bo... szczerze? To chyba moja największa pasja. Wiem, że robię dla siebie coś bardzo ważnego i w przyszłości - jeśli Bóg da (i nie objawi się w moim ciele nic, na co nikt nie będzie miał wpływu) - będę dziarską babcią 😉
   Wiem, że krytyka mojego sposobu odżywiania jak i tego, że dźwigam ciężary, bierze się stąd, iż ścierają się ze sobą różne kultury, no bo jak to? Kobieta i takie rzeczy? Rodzić dzieci powinna, a nie... 😜
   Stara psychologia podpowiada mi wtedy, że taki bojkot wynika z niezadowolenia z własnego życia. Nie muszę dostosowywać się do innych, doświadczenie pokazało mi, że nie warto się zarzynać dla zadowolenia innych. Mam  szansę na naprawdę fajną przyszłość i po raz pierwszy w liczbie osób krytykujących mój styl, nie ma mojego mężczyzny. Bo wreszcie mam kogoś kto mnie wspiera, a nie zabrania. Mimo iż kilka lat jesteśmy w małżeństwie, wciąż nie mogę wyjść nad tym z podziwu... Serio. Nie miałam szczęścia do dobrych mężczyzn.
   MOJE CIAŁO TO NIE WYNIK PRÓŻNOŚCI. To efekt rozsądku samozachowawczego. Wygląd to kosmetyka, to... skutek uboczny 😉


Trzydziestka będzie apetyczna, pod warunkiem,
że zadbasz o dobry smak jeszcze jako dwudziestka.
Bóg stworzył nasze ciała zdolnymi do ruchu. Nawet Biblia podaje, że aby żyć w pełni zdrowia, należy czasem spocić się przy ciężkiej pracy... nie pamiętam już gdzie był ten cytat...
   Nie jesteśmy stworzeni tylko do tego, żeby siedzieć i żreć dla przyjemności. Bieda nie bierze się z tego, że nie ma jedzenia dla biedaków, ale że bogaci wiecznie nie mogą się nażreć - tak samo otyłość i choroby, biorą się stąd, że staliśmy się hedonistami. Wygoda i żarcie, to motto cywilizacji.
Pomyślcie, czy nie fajniej byłoby pojechać rowerem do pracy? Wypielić ręcznie ogródek? Aktywnie bawić się z dzieckiem? (nie wciskajcie im laptopów od małego 😝) Iść na basen czy pograć w piłkę z kumplami? To ruch jest kluczem, nie jego rodzaj. Ciało ludzkie ma wysoki potencjał BEZ WZGLĘDU NA WIEK, szkoda je marnować.
   Dbałam o siebie jako dwudziestka, dbam jako trzydziestka i dbać nie przestanę. To moja własna składka emerytalna, to mój własny fundusz zdrowia 💪


Trzydziestka abstynentka?
Jeszcze raz przyczepię się kwestii spożywania alkoholu, ale robię to dlatego teraz, bo wakacje sprzyjają procentom.  Alkohol to kalorie. I nie ma cudów: on w całości odłoży się w postaci tłuszczu. Alk. zwiększa apetyt, więc problem jest podwójny. Procenty rozregulowują poziom glukozy we krwi, obciążają pracę nerek (a nie pomagają im - to popularna propaganda). Regularne picie np. piwa na dobranoc, powoduje nadciśnienie. Dla osób trenujących - każda dawka alkoholu, zmniejsza sprawność mięśniową. W dodatku zmniejsza odporność organizmu i podrażnia śluzówkę przewodu pokarmowego.

Przekrój lat :) Moje przygody.
Jakieś pytania odnośnie którejś konkretnej miniatury? ;)
Hexe ma trzydziestkę?
Ludki Wy moje miłe, w tym miesiącu Waszej wiedźmie za chwilę stuknie trzydziestka! I wcale nie dostałam depresji, którą mnie straszono. Czuję się lepiej niż 10 lat temu, mam lepsze wyniki badań lekarskich niż 10 lat temu i dalej będę robić to, co robię, aby to samo móc powiedzieć za kolejne 10 lat!¡!


Wyimaginowane miłości wiecznie żywe.
Stare miłości można nazwać natchnieniami życia, które z zapatrzenia w nie, pozwoliły odnaleźć swoje zamiłowania. Wzorce, choć nieistniejące, w swej treści szlachetne, wręcz idealne - wpuściły mnie w dorosłość pełną marzeń i pomysłów. Żyję z zapałem w każde 1440 minut dziennie. Staram się wykorzystywać je dobrze, bo wiem, że te minuty nie przechodzą na następny dzień.
   Nigdy nie pozwalam, aby ktoś kto nic w życiu nie zrobił, mówił mi, co mam robić, a co nie. Podejmuję każde ryzyko próby realizacji swoich marzeń. Wiem, że jeśli się uda, będę szczęśliwa i dumna z siebie. A jeśli nie, to będę mądrzejsza. Życie to przecież nie czekanie, aż przestanie padać. Życie to taniec w deszczu! Tego nauczyłam się już w dzieciństwie 😏


Felinae.
Zostałam lwem górskim, częściowo z braku wyboru, potem już z zamiłowania. Także zodiakalnie kocur towarzyszy mi w życiu, choć nie wierzę w horoskopy, lecz z jakimś dziwnym zatrwożeniem w sercu potwierdzam, że trudno nie zgodzić z charakterystyką zodiakalnego układu gwiazd.
   Mówi się, że lew to jeden z najszczęśliwszych znaków zodiaku 😏 Kiedyś jakiś specjalista od gwiazd, polecił mi nawet zawód dobrany do dnia urodzenia. Wojsko. Kazał mi iść do woja. Tam bym trenowała sobie do woli, a jeszcze by mi za to płacili. Ciekawe, nie? I nawet przyznałam, że to interesujący pomysł.
   Dawno temu składałam swoje CV w Straży Miejskiej. (Docelowo marzyłam przenieść się do Konnej, jeśli byłaby taka możliwość). Niestety w tamtym czasie było BOOM na tę posadę i spośród wielu mnie nie wybrali. I wtedy przypomniałam sobie o tym, jak trafnie ów znawca gwiazd zauważył, że będą mnie w przyszłości pociągały takie zawody.
P.S. Nie, nigdy nie byłam u wróża. To była przypadkowa znajomość.
   Podobno w kosmosie sprzyja mi Słońce. Really? 😶 "Sprawia, że Lwy są emocjonalne, zdolne do wielkiej miłości i poświęceń w jej imię oraz są bardzo dobrymi ludźmi, nastawionymi na czynienie dobra i pomaganie innym." 😁
   Wiem, że to bzdety dla czytelników skazanych wyłącznie na to, co sama tu nabazgram, bez żadnych oznak wskazujących na prawdę. Znacie tylko mój tok myślenia. A co on może podpowiadać o moim usposobieniu? Czy gwiazdy mogą kłamać? A czy gwiazdy w ogóle mogą spadać? 😉

Mnie ze sobą jest bardzo dobrze. I cieszę się, że potrafię sama spakować plecak, wyjść z domu i nie wracać do późnego popołudnia. Nie wiem co to znaczy "nie znosić cichego domu". Cisza pośród czterech ścian jest dla mnie kluczowa. Tak jak i ta, kiedy wędruję z dala od miast.
   Tylko w uporządkowanym życiu, mógł się znaleźć ktoś jak najbardziej realny. Wierzę, że tylko w harmonijnym sercu jest szansa na prawdziwą miłość. Bo jeśli nawet Ty siebie nie kochasz, to kto Ciebie pokocha?
    Moje urodziny spędzę w najlepszym dla mnie miejscu, będzie ono w pewnym sensie symboliczne. Opowiem Wam o tym kiedyś... bo zanim to się stanie... Wiecie, że ja uparcie trzymam się chronologii wydarzeń, if you know what I mean...
    W planach mam także emocjonującą historię o tym, jak Hexe poleciałam na Marsa. 😁 Mówiłam, że ja nie żartuję!

19 komentarzy:

  1. Moja Droga, jeśli trzydziestolatka ma mieć depresję z powodu wieku, to ja już dawno powinnam strzelić sobie w łeb:)
    Nie wiem czy tylko u mnie tak to działa, ale biorąc pod uwagę moje 20 urodziny a obecnie 45-te niewiele się mentalnie zmieniło.
    No może częściej strzyka w krzyżu, ale w głowie nadal sto pomysłów i nieustająca radość życia.
    Widzę, że Tobie również niezależnie od metryki i biegnących do przodu lat, starość raczej nie grozi.
    Tak trzymaj.
    Jeśli kocha się Boga oraz ludzi - życie naprawdę potrafi być fascynujące.
    Życzę Ci nieustającej pasji oraz radości w odkrywaniu ciągle nowych horyzontów:):):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że nadajemy na tej samej fali :)
      Dziękuję Ci bardzo, bardzo za życzenia, nie zamierzam zmieniać niczego, jest mi dobrze tak, jak jest, więc tylko te nowe horyzonty potrzebne, aby zawsze było dokąd pójść :D

      Usuń
  2. Droga Hexe!
    Tak trzymaj! krocz swoimi ścieżkami, ciesz się i czerp z życia całymi garściami:)
    Pozdrawiam pięknie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W życiu najważniejsze jest, by wydeptywać własne ścieżki. Nie potrzeba mi uczyć się cudzych ról.
      Pozdrawiam cieplutko :)

      Usuń
  3. Aniu. Niech wszelkie ścieżki, którymi podążasz Ci sprzyjają. Niech słońce oświeca Ci szlak, a wiatr wieje w plecy. "Przewagą mojego męża jest niezaprzeczalny fakt, że istnieje"-podoba mi się to zdanie:D To jak to? Nie wymyśliłaś go sobie? No weź. Czuję się zawiedziona :P Myślałam, że to kolejny bohater Twojej powieści.

    Kryzys wieku średniego u kobiety istnieje naprawdę. To nie mit. Znałam singielki, które go miały. Różnie to się objawiało. Zwykle szukały męża na gwałt bo bardzo mocno wierzyły, że ich zegar biologiczny tyka. Charakterystyczne było to, że nie były szczęśliwe same ze sobą. Jedną znałam w czasach, kiedy ja często wyjeżdżałam i była potwornie zazdrosna. Potem poznała w końcu chłopa i słuch po niej zaginął. Druga była moją współlokatorką i opowiadała mi jak po odwiedzinach u swoich przyjaciół z dwójką dzieci, ledwie drzwi się zamknęły, a ona miała ochotę wyć. To były szczere, owocne rozmowy.

    Mnie to nie spotkało. Jedyne, co czuję po 30 to zwalniający metabolizm, ale nie wiem czy to kwestia wieku, czy też mojej tarczycy. Bo wiesz, otyłość nie zawsze niestety wiąże się z jedzeniem. Jem dużo mniej niż wcześniej, a waga wcale nie spada. Spadła po urlopie, ale po powrocie do pracy wszystko wróciło do "normy". Leki nie działają tak, jak powinny. Chodzę na basen, chodzę piechotą do pracy, ze dwa razy w tygodniu ćwiczę w domu. Jako dwudziestka nie dbałam o siebie, byłam zbyt zajęta zarabianiem na utrzymanie się i skończenie studiów.

    Jak piszesz o tej starości to przypomina mi się Bergen i staruszkowie, którzy wbiegali na tą górę, którą ja szłam. Jedna staruszka przyznała się, że wbiega na nią i zbiega codziennie. Miała ponad 70 lat! Takiego wigoru na starość to ja Ci życzę.

    Cytat o ciężkiej pracy i rodzeniu w bólach dzieci jest w Genesis, księdze Rodzaju moja droga.





    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam tak genialną wyobraźnię, tak idealnie go spreparowałam w swojej fantazji, że zaczął mieć swoją formę i nawet nieźle wychodzić na zdjęciach. Jakiś czas nawet bałam się, że mogę mieć schizofrenię. Ale jak się później okazało, on jednak jest prawdziwy. No chyba, że to psychoza zbiorowa :P

      To w takim razie nie był kryzys wieku średniego. Ja tu widzę 1 wspólny mianownik u kobiet, które opisałaś - hormony zaczęły wyć. Niestety my, babki, mamy tylko częściową wolną wolę odnośnie pewnych naszych decyzji ;] To nie nasza wina że nam hormony czasem fiksują i nam bije na dekiel. Tego się nie da opanować. A jeśli załącza się instynkt macierzyński to będzie na ON LINE aż do skutku.
      Wiem, jest to zimna, wyrachowana opinia naukowa, ale taka jest prawda.

      Zauważyłam, że te singielki, które są szczęśliwe pomimo wieku, nie poczuły w ogóle pędu na rozmnażanie. Znów chłodno się wyrażam, ale to fakt. Znajome "samotne" kobietki jakie znam, w ogóle nie czują instynktu macierzyńskiego. Natomiast znam też parę takich, które nie cieszyły się swoim życiem i - ciekawostka - rozważały nawet przygodny seks, byle tylko zrobić dziecko.
      Niestety im bardziej płodna kobieta, tym ma w życiu bardziej pod górkę.

      Teraz żałuję, że nie dopisałam do notatki słów JAK WÓŁ, o tym, że nie mam na myśli żadnych chorób, ale nie chciałam się powtarzać, bo to zaznaczyłam odnośnie samej siebie na starość. Ja pisałam w kontekście zwykłego zaniedbania.
      Tak, mam świadomość, że niezdrowo wyglądająca sylwetka, może być wynikiem chorób.
      O tarczycy już Ci pisałam, znajoma schudła dzięki trzymaniu się pewnych zasad żywieniowych względem tarczycy, bo też ma chorą.
      Z resztą sama powiedziałaś, że na wyjeździe schudłaś, więc teraz wiesz, że JEST to MOŻLIWE.
      Jako dwudziestka już pracowałam, już szukałam rozmaitych zajęć, więc można powiedzieć, że do trzydziestego roku życia byłam równo zajęta. Plan dnia napięty na ostatni guzik i tak 10 następnych lat. Tylko dlaczego miałabym zapomnieć wtedy zadbać o siebie? Never! Bo jak się wypalę i zacznę chorować, kto będzie tak zaiwaniał? ;)

      Yyy nie o ten cytat mi chodziło. Nie pamiętam teraz na prawdę.

      Usuń
    2. Wiedziałam! Ty go po prostu sobie wyczarowałaś i użyłaś do tego czarnych mocy;)

      Ja bym jednak upierała się przy kryzysie wieku średniego. Mężczyźni też tak miewają, że przychodzi czas parcia na kobietę, dziecko, rodzinę. Wszelkimi możliwymi sposobami.

      Owszem, da się, ale (znienawidzisz mnie za to ale) na co dzień nie jestem w stanie przejść 20 kilometrów. Pięć czy siedem to góra moich możliwości czasowych. Taka subtelna różnica. Wiem, będziesz mi pisać, że jak się chce to się da, ale kiedy nie ma mnie w domu ponad 12 h to po powrocie marzę o chwili dla siebie przy książce, blogu czy w kuchni. Ta chwila trwa czasami zaledwie poł godziny lub godzinę.

      W wieku dwudziestu lat miałam dwie prace i studia dzienne. Sypiałam po 3-4 godziny (praca magisterska się sama nie napisała) i żyłam na kawie i obwarzankach krakowskich. Zaczynałam dzień o piątej rano, do domu docierałam często o 22. Brakowało mi czasu na sen, o ćwiczeniach i innych takich nie wspominając.

      Życie to kwestia wyborów. Czasami jak to mawiają nie można mieć ciastko i zjeść ciastko;)

      Hm. Sama najlepiej wiesz o co Ci chodzi:P

      Usuń
    3. Tak, włożyłam nogi do miski, spojrzałam kotu w oczy i poraziłam się prądem. Polecam :P Tyle, że Ty musisz użyć rudego kota XD

      Upieram się przy tym, iż to nie wiek, a hormony. Dotąd nie było innych objawów u osób w średnim wieku, czy jakimkolwiek, ale u singli z deprechą.

      Będę pisać, że się da, bo też miałam kiedyś grafik napięty jak baranie jaja. Te trzy dni w tygodniu zawsze znajdowałam na jakieś choćby i pół godziny treningu bez wychodzenia z domu, żeby zaoszczędzić czas. Także notorycznie nie dosypiałam. Wiem jak to jest.
      Ja jestem uparta, jak mi na czymś bardzo zależy, to znajdę na to chwilę i zazwyczaj było to kosztem bloga i książek. Mniej wtedy czytałam, stawiałam sobie inne priorytety.
      I zawsze, odkąd pamiętam, pilnowałam jakości i regularności jedzenia.

      Usuń
    4. Słuchaj, super. Bo widzisz-mój brat ma rudego kota. A jakim napięciem się muszę porazić? I jak to wygląda w praktyce? Zaraz po porażeniu obok będzie mój rudy mąż?:P

      Nie wiem czy jestem kompetentna, aby się wypowiadać. Nigdy nie widziałam napiętych baranich jaj. Nie no, zdarza mi się ćwiczyć w domu, ale ja mam takie wrażenie, że to takie po łebkach jest. Książki są najlepsze. Mogę być gruba, ale książki są najlepsze;)

      Ja niestety nie. Dlatego dziś mam zdrowie, jakie mam. Krąży legenda, że mam siedem żyć-jak kot. Na moje oko właśnie toczę czwarte czy piąte.

      Usuń
    5. Paralizator :D

      Jak kiedyś zaczęłam czytać książki o sporcie, to stwierdziłam, że już całkiem przegięłam. Powieści są jednak najlepsze :D

      A mnie ostatnio dopadły wszystkie moje plagi. Jednocześnie: upał, oraz gryzące muchy, na które mam alergię (dopadły mnie zbiorowo).

      Usuń
  4. Witaj Hexe.
    Brawo Ty! Oooooooo!
    Najważniejsze, ze my wędrowcy rozumiemy się bez wielkich słów.
    Do twarzy ci z miotłą, skuterkiem i....
    Pozdrawiam i do siebie zapraszam.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że wędrowiec, to rodzaj długowieczny :)
      Pozdrawiam i... wpadnę jak tylko znajdę czas. Ale wiesz, że zawsze w końcu wpadam :)

      Usuń
  5. To ja od razu złożę życzenia: wszystkiego najlepszego! :)
    Zdrowie jest bardzo ważne i to właśnie ze względu na nie, a nie na sylwetkę, zaczęłam myśleć o zmianie trybu życia na bardziej aktywny (może nie aż tak aktywny jak Ty, ale chociaż mniej kanapowy ;)). Bo skoro już teraz mam bóle kręgosłupa i często czuję się osłabiona lub zmęczona, to co będzie dalej? Warto się ruszać.
    A wciskanie dzieciom od małego laptopów i I-padów... potem są takie przypadki,że dziecko dotyka okna i próbuje sobie przybliżyć widok, jak na telefonie. Poza tym, te najmłodsze lata to czas badania, odkrywania, wąchania, dotykania, obserwowania, słuchania, poznawania świata. A nie pozna się go poprzez telefon czy tablet.
    Zawsze denerwowało mnie myślenie typu ,,kobieta nie może np. podnosić ciężarów, bo...". Bo co? Po co mamy się ograniczać? Irytują mnie takie stereotypy, przypisywanie płciom zajęć czy zainteresowań. To ograniczające i dyskryminujące. Nie warto się słuchać innych w takich kwestiach, bo to nasze życie, nasze wybory, my nim kierujemy. Czasem ludzie widząc osobę pełną pasji odnoszą się do niej negatywnie, z dystansem, niechęcią, chcą ją ,,zgasić", bo patrzą przez pryzmat zazdrości i kompleksów. Nie zawsze ze złej woli, czasem nawet nieświadomie, ale to może zniechęcać. Nie można się dawać, tylko dalej robić swoje :D
    Pozdrawiam ciepło!
    P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo :)
      A właśnie, tu jest pies pogrzebany. Ciało łatwo przyzwyczaja się do wygody i szybciutko przechodzi na tryb oszczędnościowy. Tylko, że później się okazuje, że robi się coraz mniej wydajne niestety. Z tym zamierzam zawalczyć. Także i z kręgosłupem, bo w moim przypadku to dość przykra sprawa. Dzięki wysiłkowi fizycznemu mniej boli. Czasem nawet wcale.

      SERIO! Widok z okna chcą przybliżać? No nie :D Jest to smutne i zabawne zarazem.
      A nie masz tak, że jak patrzysz na boiska, trzepaki, podwórka, które są puste, to aż żal ściska? Plastikowe pokolenie nam rośnie.

      Dlatego ja dalej robię swoje, a niektóre osoby dalej się do mnie zniechęcają. I nie ma się czym przejmować ;) Szkoda, że nie można takich wątków całkiem unikać, bo się nie da, ale cóż, pierś do przodu, niezadowolonych ignorować i w drogę przez życie!

      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  6. Wszystkiego najlepszego Lwiczko :)!!! (Choć to jutro dopiero ;)!!!). Jam też lwica, choć mysią mam naturę ;P.
    Życie po 30-stce jest całkiem przyjemne ... jestem w połowie i nie narzekam :)!!!
    Pozdrawiam gorąco :)!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koty mają różne charaktery. Lwicą raczej też nie jestem. Samice polują stadnie na zwierzynę, by nakarmić leżącego na sawannie, niczym małżonek na kanapie - lwa alfa. Ten obraz w sumie mógłby się zgadzać... ale ja nie chadzam w stadzie XD
      Stąd przyrównanie do lwa górskiego. To taka puma, trochę mniejsza od lwicy, chociaż podobna umaszczeniem. Łazi samotnie i poluje na zwierzęta. Ja też, tyle że z aparatem ;)
      Ty nie narzekasz, bo Ty w ogóle nadajesz się na wzór fajnego i poukładanego życia. Kreatywnie i kolorowo je prowadzisz :)
      Pozdrawiam również :)

      Usuń
  7. Super cytat na początku. :) Co z tym Włóczykijem...hahaha Też był moją pierwszą miłością. :D
    Już się z Tobą zgadzam, w ogóle to jak na razie zawsze się z Tobą zgadzam co do ważnych spraw. hahaha Staram się być zawsze życzliwa, jak mam fatalny dzień to czasami źle mi to idzie.... No ale się staram, bo przeca to mój fatalny dzień, a nie ich. Zresztą gnębię tylko i wyłącznie jak ktoś mega zajdzie mi za skórę. Nie wiem, po co to pisze. hehe

    Wspaniale opisałaś siebie jako trzydziestolatkę. Mnie też straszyli, mam 31, a czuję się na 20 czasami na 10. :D Tekst na temat magii mnie kurna oczarował. Ci, co najchętniej widzą Cię na stosie, to chyba płaczą po nocach z zazdrości. Taką kobietę się tuli w radości.
    Urodziny świętuję tak jak ty. Naprawdę, powtórzę się, ale ty piszesz tak pięknie, ukazujesz, co jest ważne i nie owijasz w bawełnę. To naprawdę przyciąga. Co do pustaków...nie znoszę. Ludzie czasami to wręcz ode mnie uciekają, jak nie potwierdzam wszystkiego, co sobie zażyczą. haha Niech uciekają, nie trawie takich znajomości.

    Toż widać, że sport uprawiasz, bo kochasz i dla zdrowia. Widać to jak tylko wejdzie się na Twój blog. Opinie ludzi czasami mnie śmieszą. Jakby co to posiadanie dziecka nie zapewnia ani radości, ani bezpieczeństwa. Ten, kto o tym nie wie, nie zna życia. Ja najbardziej podziwiam takie osoby jak Hexe. Żyją pasją, są życzliwymi, dobrymi duszyczkami pełnymi dobra. Nie słodzę...taka moja natura, piszę, co myślę i już.

    Nie wytrzymałam, muszę Ci pokazać zdanie, które mnie powaliło: 'Nie jesteśmy stworzeni tylko do tego, żeby siedzieć i żreć dla przyjemności. Bieda nie bierze się z tego, że nie ma jedzenia dla biedaków, ale że bogaci wiecznie nie mogą się nażreć - tak samo otyłość i choroby, biorą się stąd, że staliśmy się hedonistami. Wygoda i żarcie, to motto cywilizacji.'

    Na samych miniaturkach widać kobitę co wie, jak należy żyć. Uwielbiam foto te pierwsze z miniaturek, szramy tam masz czy coś. hehe super i te wyżej czarno białe też jest świetne. Masakra, znów mój komentarz wygląda jak cały wręcz post. Ohhh wspaniały koniec posta. Tyle w Tobie wiary, rozdajesz ją!!!! Nie wiem, kiedy dokładnie masz urodziny. Życzę Ci, co w życiu najlepsze. Dużo prawdziwej miłości, dużo wspaniałych przygód, spełnienia marzeń i oczywiście zdrówka super kobieto. :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale facet miał powodzenie... Już wiem dlaczego to wieczny singiel XD
      Ja się staram nie gnębić. Ale za to umiem dotkliwie ignorować :>

      Wolę milczeć niż mówić "cokolwiek". Stąd może te wyimaginowane stosy w cudzych głowach, bo skoro nie daję siebie poznać, to tworzę w cudzych głowach sztuczny wzór na osobę niesympatyczną. Zawsze mnie jednak zastanawiało, że skoro nie daję się poznać, to PO CO próbować mnie oceniać?

      Ej weź, bo się zarumienię... :P Radość zapewnia nastawienie do życia, wewnętrzny optymizm. Dopełnienie życia należy znaleźć najpierw w sobie. Dopełnienie rodziny, to już zupełnie inna półka, ale należy najpierw zastanowić się nad tym, ile to kosztuje poświęcenia, co to zmieni w życiu (a zmieni wiele) i na czym najbardziej nam zależy. Widzisz, ja kocham wolność i ciszę. Dziecko to chaos i płacz. Ale nie potrafię powiedzieć, bym nie mogła nigdy współżyć z nowym człowiekiem - bo jeżeli, po pierwsze - zechcę je mieć, to - po drugie - dopasuję się do niego, a ono do mnie. Symbioza nie pasożytnictwo ;]
      Ograniczenia nakładamy na siebie my - dorośli ludzie. Jak mówiłam - nastawienie do życia. Wewnętrzna werwa, tylko tyle, a może aż tyle. Nigdy bym nie chciała stać się klasyczną matką Polką siedzącą w domu i wyłażącą tyko z wózkiem do parku obok albo do sklepu. Ja wtedy umarłabym za życia. Wiem, że innym kobietom to pasuje i są szczęśliwe. Dla mnie byłoby to okrutnie za mało. Wiem też, że wcale nie musi tak być, bo mam ku temu liczne przykłady aktywnych rodzin.

      Namalowałam sobie na twarzy zwykłą kredką do oczu tatuaż wzorowany na wojowniczkach z obrazów Louisa Royo. Polecam artystę, maluje przepięknie. Co prawda najczęściej są to akty, ale przedstawia też kobiecą siłę.
      Na tym zdjęciu mam też żółte oczy z pionowymi źrenicami, to były szkła kontaktowe a'la wiedźmin ;)
      Zdjęcie w powiększeniu masz w tym poście: http://wdrodzedonikad.blogspot.com/2016/12/gothic-co-to-jest-i-czym-by-dla-mnie.html

      Dokładnie w Dniu Włóczykija ;)

      Dziękuję serdecznie, cieszę się, że tak mnie odbierasz, każdy Twój długaśny komentarz czytam z wielką przyjemnością :)

      Usuń
  8. Ciekawy blog i bardzo fajne zdjęcia :)
    https://rudyszalik.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.