czwartek, 6 lipca 2017

Dmuchawce latawce i... nie ma wiatru. Razem czy osobno?

"Ten, kto znalazł się za drzwiami pokonał najtrudniejszy etap podróży."



Od dawna już wiecie, że bardzo lubię wędrować w pojedynkę. Dlaczego skłaniam się ku samotnictwu i dlaczego takie podróże są dla mnie najbardziej terapeutyczne?
   Zacznę od tego, co może na szlaku denerwować, gdy idzie się z kimś. Chodzenia w dużej grupie doświadczyłam raz. Każdy chciał zjeść posiłek o innej porze, do tego dochodziły  jeszcze papieroski, a zwieńczeniem był wielki piknik i piwo, bo przecież każdy miał swoje w plecaku... ups 😦
   Prócz takich atrakcji 😌 które gwarantuje nam większa ekipa, mamy komfort bezpieczeństwa. W razie czego, ma kto wezwać pomoc. Ludzi w kupie nie napadnie żaden złodziej (kiedy chodzi się bardzo popularnymi drogami, trzeba uważać na kieszenie przy plecaku). Poza tym oczywiście jest mega wesoło 😁 bo podróże uszczęśliwiają!

Widzieliście kiedyś smutasa na szlaku?

Lasy to coś co wędrowcy chyba lubią najbardziej. Tutaj można schować się w błogim cieniu, ale jest wilgotno, więc uczucie gorąca nas nie omija. Szlakiem posuwają się dzielnie naprzód różne gatunki ślimaków, niektóre są długości ludzkiej stopy.
   Tak rozpoczyna się mordercza wędrówka na morderczą Bandytkę czyli mojego znienawidzonego 😉 Alpstein.





W parze idzie się łatwiej, ale z parą trzeba się dotrzeć. O tym troszeczkę już pisałam → prowadzi ten, co ma krótsze nogi ;]
   Posiłki są rzeczą kontrowersyjną, ja mam inną dietę, mój mąż ma inną dietę. Dopasowanie się jest prawie niemożliwe. Mnie zdarzają się nagłe ataki głodu. Siadam wtedy na czterech literach (gdziekolwiek, nawet na środku drogi) i jem. A ja jem wolno. Bardzo wolno. Prawdopodobnie jestem najwolniej jedzącym człowiekiem na tej planecie i guzik mnie to obchodzi, że innych to denerwuje. Moje nerwy są za to całkiem w porządku. Ja nie świnka, żebym miałam łykać pokarm w całości.
   No ale mąż akurat nie był głodny i co wtedy? I w godzinę po mojej sjeście, zatrzymujemy się kolejny raz - tera on zajada.
   Żeby mnie to denerwowało jakoś szczególnie, nawet opcji takiej nie ma! Przecież wędrówka to nie wyścigi. Ale wiecie o co chodzi - w parze z reguły nie ma prężnej płynności w marszu całkowitym. W parze każdy boryka się z innymi potrzebami: a to trzeba pod krzaczek, a to podjeść znowu cosik, a to zdjęcie zrobić, a tu znowu z nosa leci... W parze można wydłużyć czas trwania dobowej wędrówki o ponad godzinę (czasami zdarzało się i kilka godzin...). Ale jakże miło jest spędzić CAŁY dzień w górach 😊
   Dużą zaletą podróżowania we dwójkę jest to, że bardzo szybko znika z mojego plecaka ciężar butli z wodą, z której pijemy oboje (oczywiście mąż ma w swoim ekwipunku następną).

Ten szlak był zamknięty przez dwa lata z powodu remontu kolejki linowej. Dlatego możecie sobie wyobrazić, że przedzieranie się przez dżunglę, było dosłownie przedzieraniem się przez chaszcze (głównie pokrzywy), a czasami nawet szukaniem ścieżki stopą po omacku.





To co widzicie na powyższych zdjęciach to tzw. "moje miejsce", czyli mały wodospad, pod którym lubiłam sobie zasiąść i porozmyślać. Chodziłam na niego niezależnie od pory roku, w śniegu też już zdarzyło mi się tutaj przyjść. I odebrali mi je na tyle czasu...
   "Moje miejsce" znajduje się już na wystarczającej wysokości, aby faktycznie popatrzeć na wszystko z góry, ale to nawet nie jest połowa Bandytki, dlatego niech Was nie zdziwi fakt, że idzie się tutaj maksymalnie godzinkę. Moje miejsce ⬳ moje źródło mocy 💪


Wędrując w parze, tak naprawdę nie rozmawia się zbyt wiele. Idąc pod górę, można oczyścić swój umysł całkowicie, bo nie ma już sił nawet na myślenie. ;)
   Dla odmiany można też doświadczyć swoistego uczucia, kiedy to przez czaszkę przelatuje cała kawalkada myśli, a są to ciężkie myśli. Oj bardzo ciężkie i filozoficzne, niekiedy na tle religijnym nawet. I gdy wędrujemy w pojedynkę, to aż się wtedy żałuje, że nie ma kogoś obok, by podzielić się wszystkimi wnioskami.
   Gdy wędruję sama, przystanki są spontaniczne ale bardzo krótkie, bo aparat noszę w plecaku (nie wisi cały czas na mojej szyi), a nie raz coś NAGLE trzeba sfotografować. Mimo tego sama jestem w stanie skrócić czas dziennej tułaczki o nawet dwie godziny.

Mimo że prace remontowe zostały ukończone i kolejka już wozi turystów do znajdującej się na szczycie restauracji, chłopaki z budowlanki zostawili bajzel. Trochę im jeszcze pewnie zejdzie, zanim to wszystko uprzątną.





Wędrówka w parze ma zasadniczą zaletę, bo inaczej ciężko jest przekazać wrażenia. Mowa tutaj o dzieleniu się przeżywanymi chwilami.
   Są takie momenty, których nie da się wyrazić żadnym wypowiedzianym zachwytem. Przeżywając je wspólnie jest się bardziej RAZEM niż zazwyczaj. Mocniejsze współodczuwanie, wspólna radość ze zrobionego wcześniej wysiłku, scalają dwoje ludzi na krańcu szlaku.
   Prawdą jest, że wspólna podróż może pokazać, czy człowiek nadaje się na wspólne życie. Wtedy wychodzą na jaw nie tylko słabości ale bardzo wiele z charakteru, tych cech, których w tułaczce nie sposób jest ukryć. Jak to możliwe, że małżonek nie uciekł przed ślubem? 😮

Widzieliście na pewno nie raz zdjęcia przedstawiające kolejkę na Giewont, albo sznur ludzi na Orlej Perci.
   A tak sprawy mają się w Alpach:

Kolejka na szczyt.
Kiedy wędrujecie samotnie, możecie być pewni, że mijani ludzie będą Was zaczepiać, zagadywać. Kiedy idziecie w parze, tworzycie jakby bańkę zespołu, której raczej nikt nie będzie chciał przekraczać.
   Za czasów kiedy wędrowałam po Polsce, bardzo sobie to ceniłam. Na moje szczęście spotykałam dobrych ludzi i zawsze umilali mi czas ciekawą rozmową lub wskazywali mi miejsce naprawdę warte uwagi, gdzie ochoczo się udawałam. Przekonywałam się wtedy, że warto pozwolić się zaczepić, bo czy ktoś widział złego na szlaku? To były cenne spotkania.
   Pozostaje także zdrowa ocena sytuacji, na to uczulam - zależy gdzie jesteście i co możecie wyczytać z człowieka, bo przecież nie tylko po górach człowiek chodzi. Właściwa reakcja może ocalić Wam życie albo torbę podróżną.
   To czy wędrujecie samotnie, czy z większą ekipą, zależy już wyłącznie od Waszych predyspozycji. Znam ludzi, którzy nie potrafią długo znieść samotności, a i takich, którzy w grupie się... duszą. Dla mnie zawsze najważniejszą kwestią jest sama podróż, ale nie mogę powiedzieć, żeby to - czy idę z kimś czy sama - nie miało dla mnie żadnego znaczenia. Doceniam zalety wędrowania w pojedynkę jak i zalety wędrowania z moim mężem. Myślę, że już na tyle się dotarliśmy, że czujemy się oboje naturalnie na szlaku. Jak zdążyliście zauważyć, to co "może denerwować", to są same prozaiczne sprawy, przez które nie kłócimy się, ani nie zawracamy w nerwach 😉 więc spójrzcie na to z przymrużeniem oka i po prostu - jeśli tylko chcecie - wędrujcie razem lub osobno. Świat stoi otworem.


Kiedyś napiszę szerszy artykuł o tym, że zamierzam zestarzeć się z werwą. Dbam o to, aby nie uczepiły się mnie "podstawowe" choroby dojrzałego wieku. Dbam też, aby kości mi się nie zastały i ogólnie rzecz biorąc jestem w formie i nie dopuszczam do głosu żadnej z moich przypadłości. No dobra... czasem to one nie dopuszczają do głosu mnie, ale da się żyć.
   Nie mam konkretnej motywacji ani osoby będącej moim idolem, nie staram się BYĆ JAK KTOŚ. Ale znam kilku ludzi, którzy stali się pewnym wzorem, wskaźnikiem drogi, którą oni już mają daleko za sobą i wyszło im to na zdrowie.
   Bardzo często spotykam na swojej drodze osoby sporo starsze ode mnie, które swą witalnością aż mnie onieśmielają.
   - Serio? Pan wjechał na tę górę rowerem? - Spoglądam na jego siwe włosy i zmarszczki wokół uśmiechniętych ust i myślę sobie "JA TEŻ TAK CHCĘ!" I to robię!
   Robię tak, żeby podobne rzeczy w przyszłości nadal były dla mnie możliwe. Może sama kiedyś zainspiruję jakąś leniwą dziewuchę do akcji o radosną i zdrową starość 👴

"Większość ludzi umiera w wieku 25 lat i nie jest chowana aż do osiemdziesiątki".
- Benjamin Franklin


Jest taka chwila w górach, kiedy występujecie pierwszy raz na teren otwarty. To wygląda jakbyście po długich latach życia w okowach, nagle wyszli na wolność. Wytrzeszczacie oczy, rozdziawiacie paszcze, wytężacie słuch i nic nie słyszycie, choć wokół jest dosłownie wszystko. Cały świat w zasięgu wzroku.
   Zaczynacie czuć każdy mięsień, ale przed Wami jeszcze został najgorszy odcinek, więc właśnie teraz odpoczywacie. Napawacie się tą chwilą, czujecie się leciutcy jak dmuchawce.
   Wiatr milczy, powietrze dosłownie stoi, ciało osmalone potem jakby oliwą, zostaje wystawione na koszmarnie mocne słońce. Cienie zostały daleko za plecami.
   To był ostatni dzień fali upałów w Szwajcarii. (nadmienię, że po tygodniowej, deszczowej przerwie, wróciły z powrotem).
   Nie ma zmiłuj, nie ma, że boli, choć to przyjemny ból mięśni. Przed nami został katorżniczy fragment szlaku pod górę, serpentyna pod samo słońce.
   A tym czasem "dmuchawce, latawce..." ale wiatru nie było. 💨


Bodziszek leśny (łac. geranium)

Życie się liczy, naprawdę! To taki banał, ale szkoda by było zmarnować je w domu. Mam nadzieję, że na Końcu będę mogła sobie powiedzieć, że warto było. Myślę, że już mogę, ale do Końca przecież jeszcze wiele mogę nabroić 😇
   Mam przyjaciół, a oni mają słońce w sercach. Ktoś rozpuścił plotkę, że jak urodzi mi się potomek, już drugiego dnia będzie chodził, a trzeciego dnia podniesie sztangę...
   Mam wspaniałą rodzinę, o niej chcę napisać następnym razem.

Ogromnie się cieszę, że po latach milczenia, odezwał się do mnie ktoś, kto kiedyś był całym moim szczeniackim światem. Właśnie nadrabiamy minione przeżycia w długich listach.

Mniej więcej do końca roku skończę pisać swoją pierwszą powieść, mam obecnie taką wenę, że w szale twórczym brakuje mi czasu na odwiedzanie Waszych pamiętników, ale musicie mi to wybaczyć. To nie egoizm, to PRACOHOLIZM!
   Żyję szybko, a wciąż chcę więcej. Nie ma u mnie nudnych dni, cały czas mam zajęcie. Żyję wedle bardzo ambitnego grafiku, wszystko musi być zrobione. Także treningi przed wakacjami, pełna moc bez taryfy ulgowej.
   Po raz pierwszy spożywam gainer, to zobowiązuje 😶 Jestem w trakcie sezonu na dwugłowe i pośladki (ustanowiłam go sobie sama). Na wakacjach trochę odpuszczę (ale nie oznacza to całkowitego-nic-nie-robienia), zostanie sam izolat. W sezonie zimowym znów przejdę na gainer i biorę się za punkt newralgiczny, na którym dotychczas nie skupiałam się za specjalnie. To będzie sezon na bareczki. Jak zawodniczka do bikini-fitness 💃
   Oczywiście nigdy nie należy zapominać, że trenujemy całe ciało, proporcja must be! To kwestia odpowiedniego planu, częstotliwości treningów na daną partię i gęstości.

Jeśli nie robisz tego co kochasz
tracisz czas.



Chcecie wiedzieć jak strome jest to podejście? Wedle skali trudności szlaku, ten otrzymał T2, pomimo że wydziera z człowieka życie. Dlaczego?
   Bo szlak jest wyraźny, nie potrzeba mapy, by nim pójść (nawet mimo przebytej budowy, bałaganu i jeszcze zarośniętych dróg, ale to minie)
   Występują na nim bardzo strome odcinki, lecz nie wymagają używania rąk, dlatego szlak nie znajdzie się nigdy wyżej w tabeli. W moim odczuciu powinien dostać własną, indywidualną skalę. To Bandytka przecież!


Powiedziałam "wakacje"?  Że robię przerwę na wakacje? Ale na co? Ha! Ten najmilszy etap roku niekoniecznie kojarzy się z górami i poceniem się na wysokim szlaku... Popularne metody na spędzanie urlopu, przywodzą na myśl raczej plażę, bikini, kolorowe drinki i krótko mówiąc - balanga i rozpusta, panie.
   Cóż wiedzie nas do rozrywki, po której prócz (czasem wątpliwych) wspomnień, pozostaje nam jeszcze kac i dodatkowe kilogramy?
   Gdybym tak spędzała swój czas wolny, czułabym, że marnuję te letnie dni. Ale jest jeszcze jeden punkt widzenia melanżu. Ktoś na tym nieźle zarabia... Nawet mniej popularna impreza jest bardzo opłacalna, ot szatański plan dla urodzonych hedonistów.

Jestem na tej górze tak często, że kiedyś przyszłe pokolenia będą pokazywać to zdjęcie swoim wnukom, mówiąc: "a jakaś miejscowa nie miała gdzie chodzić i ciągle się tu szwendała".


Po drugiej stronie Bandytki znajdują się dwa jeziora. Np to.
A tu Dolina Renu:


Po alkoholu przestają istnieć konsekwencje, a włącza się zmysł przygody i oddziaływania na pokuszenie.
   Statystycznie na to patrząc, jako unikająca klubów, znajduję się w mniejszości ludzi aktywnych fizycznie na swoich urlopach. A nawet uważanych za dziwnych (w to mi graj), bo niepopularnym jest spędzać urlop bez kropli piwa, nawet na rybach.
   A propos, niedawno pierwszy raz jadłam suma i teraz za cel wakacji wzięłam sobie złowienie takiej ryby. Jak byłam młodsza, zawsze wyciągałam z wody dokładnie to, na co miałam akurat ochotę i to działało! Dziś nadal hołduję tej metodzie, ale niestety z miernym skutkiem. Może dzieci mocniej wierzą i dlatego zostaje im wszystko dane?
   Tak czy siak, od Sylwestra nie miałam alkoholu w gębie. Nie każdy musi lubić to samo. Zdecydowana większość widzi wakacje przy barze, ja widzę je np na końskim grzbiecie. Każdy ma, co chce. 
Pamiętajcie jednak, że:

nasze dzisiejsze wybory
stanowią naszą składkę emerytalną zdrowia





Nie staram się bojkotować planowania wakacji w ten sposób, nie będę przecież nad nikim stała i odliczała kalorii z każdego kieliszka, kiwając tylko palcem ku pogardzie. Pamiętajcie jednak, że jeżeli alkohol staje się rozluźnieniem i otwarciem Was na towarzystwo, to możecie sobie na początku z tego nie zdawać sprawy, ale powoli możecie zaczynać mieć problem z procentami (jeśli towarzyszą one każdemu spotkaniu).
   Jeżeli jesteście pogodzeni ze sobą i szczęśliwi, nie będziecie potrzebować dodatkowych "wspomagaczy" pewności siebie czy dobrego humoru w butelce. A poza tym kto nie poje, ten zawsze młodziej wygląda 😝
   Ktoś by zapytał, co ja mam z życia, siedząc przy grillu z rodziną bez alku, albo na wspomnianych rybach bez piwka? Śpieszę z wyjaśnieniem:
   Człowiek zawsze trzeźwy, ma szansę upoić się rzeczywistością. Mam zawsze przytomny umysł i zawsze świetnie sobie radzę w towarzystwie.
   W weekendy nie baluję. Dzięki temu potrafię w sobotę wstać wcześnie rano i zrealizować wszystkie plany, albo wyjść na górski szlak.
   Unikając procentów na co dzień, mogę dbać o to, aby stawać się coraz sprawniejsza fizycznie. Mam zaoszczędzone pieniądze, zdrowie i siły.
   Oraz to co uważam za najważniejsze: ROZWIĄZUJĘ problemy, a nie je ZAGŁUSZAM. Znoszę ból życia BEZ ZNIECZULENIA.

Zawsze szukałam lepszych fundamentów przyjaźni niż etanol.






Alviergruppe z bliska:



Staram się propagować troszeczkę inną modę niż panuje powszechnie. Uważam, że głownie z powodu alkoholu jest na świecie tyle nędzy i przemocy. To jest plaga społeczna obyczajności alkoholowej.
   Zwolennicy złotych kropel zaraz mnie zjedzą... Uważam, że korzyści zdrowotne wynikające ze spożycia małych ilości wina można wynieść poprzez m. in. zdrową dietę i ćwiczenia fizyczne.
   Kieliszek wina przy stole może blokować rozwijanie uważnego słuchania, sztuki rozmowy, zainteresowań, może powstrzymywać od czytania książek i pracy nad charakterem. Jeżeli wystarczy się napić, by się dobrze czuć, to po co się starać?

Pole golfowe z lotu wiedźmy.


A teraz taka mała dygresja... Kiedy w towarzystwie wszyscy prócz nas zamawiają alkohol, patrzą się krzywo i dziwią, "dlaczego nie?", co gorsza ładują w nas dowcipy o AA, skazując nas na fałszywą metkę. Kobietom dodatkowo dochodzi domniemana ciąża.
   I teraz pomyślcie: gdy w gronie osób tylko jedna zamawia alkohol, czy my nie powinniśmy ładować w niego dowcipów o alkoholikach, albo nawet obrazić się za to, że nie chce być z nami na trzeźwo? Taki paradoks obyczajności.
   Ktoś kto popija sobie winko co wieczór do książki, może pomyśleć, że z lekka przesadzam. Kiedyś robiłam tak samo, chcesz porozmawiać o moich ulubionych winach? Polecam Ci mołdawski Kagor, jest wyśmienity, ale uważaj, bardzo słodki.
   Nie zamraczam sobie umysłu drinkami na plaży, bo widzę dużo więcej korzyści ze spędzania czasu poza barem. Nie stronię od znajomych, wielu jest takich, którzy również podjęli działania szerzenia życia na trzeźwo. I na Boga - żadne z nas nie ma przeszłości alkoholika. Każdy ma różne powody, moje już wymieniłam, do tego dochodzi sport. Jestem świadoma, że po alkoholu wysiłek, jaki wykonałam w ciągu całego tygodnia, w sporej części pójdzie na marne. Nie dość, że piwo, czy kolorowe drinki dostarczą organizmowi gigantyczną porcję cukru, to jeszcze osłabią kondycję i nie dają organizmowi szans na regenerację.
   Alkohol wypłukuje z organizmu cenne minerały i skraca fazę REM. W trakcie picia napojów wyskokowych, dużo jemy (a zwłaszcza tłustych) rzeczy. Należy spodziewać się, że zaczniemy magazynować tłuszcz. Mówiąc prościej: kiedy pijemy nasz organizm zaczyna przetwarzać alkohol na ciepło i w związku z tym więcej spożytego tłuszczu zostanie zmagazynowane. Piwo nie tuczy (no chyba, że w gigantycznych ilościach). Problem polega na tym, że chmiel bardzo mocno pobudza apetyt (podobnie jak marihuana, obie te rośliny pochodzą z rodziny konopijnych).

Jestem ciekawa jaki rodzaj wypoczynku Wy planujecie na wakacje? Ja tylko mam nadzieję, że nie popadnę w paranoję...:


TU daję Wam do wglądu duże zdjęcie z mapą poglądową na to na co wlazłam. Polecam, świetne wykonanie, szkoda, że każdy region nie ma takiej zabawki.


"To ty kontrolujesz swoją przyszłość, swoje przeznaczenie. Ty decydujesz o tym, o czym myślisz, na czym się skupiasz. Przez swoje marzenia i cele odbywa się proces bycia osobą, którą najbardziej chcesz być. Umieścić swoją przyszłość w dobrych rękach - swoich rękach."

- Mark Victor Hansen

15 komentarzy:

  1. Przyznać muszę, że bardzo zmotywowałaś mnie tym postem do działania. Mimo iż piękne lato za oknem - mnie dopadło jakieś totalne nieróbstwo i lenistwo. Nawet na rower nie chce mi się iść, a tyłek rośnie:)
    Postawiłam sobie za punkt honoru, że razem z moim synem co najmniej 3 razy w tygodniu jeździmy na rowerze a 2 razy spacerujemy.
    Ja również bardo lubię samotne spacery, ale szczerze mówiąc taki samotny wypad do lasu napawa mnie strachem. Ostatnio miałam przyjemność stanąć twarzą w twarz z gromadą dzików, więc tym bardziej leśne spacery wywietrzały mi z głowy:)
    Jak zwykle patrząc na Twoje zdjęcia, aż chciałoby się być w tych cudownych miejscach.
    Świetne cytaty. Zapisuję do notesika.
    Dzięki za fajny post. Od jutra biorę się do roboty:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Upalne dni sprawiają, że i mnie nic się nie chce, tylko czytam bądź piszę przy szumie wentylatora... Jak wiesz, mam trochę problemów z gorącem, ale staram się z tym troszeczkę zawalczyć, dlatego wcale Ci się nie dziwię, że nie masz ochoty się ruszyć ;)

      Brawo! Im częściej człowiek wychodzi z domu, tym lepiej dla ciała i ducha. Kto dużo przebywa za domem, ten jest pogodnym człowiekiem, chyba przyznasz mi rację :) No i Twój blog wzbogaca się o kolejne efekty Twych wojaży :) Widziałam, że ostatnio byłaś w mieście, które prawie znam na wylot, zaraz idę czytać :D
      Ostatnio oglądałam zdjęcia z maratonu biegowego seniorów. Szczęka mi opadła, ile w nich zdrowia, podziwiam za hart ducha, niejednemu młodemu nie chciałoby się nawet pół kilometra przebiec. Damy radę, kiedy przyjdą siwe włosy, wystartować w maratonie? ;)

      Ja ostatnio miałam bardzo bliskie spotkanie z dzikami. Chciałam siku i poszłam pod krzaczek. Już miałam rozpinać pasek, a tam piątka dzików, w tym jeden dorosły kaban. Wycofałam się spokojnie, wierząc, że wszystkie zwierzęta gonią tylko to, co ucieka, więc przeprosiłam kabana i zniknęłam niespiesznie.

      Usuń
  2. Witaj Hexe.
    Jak zwykle niezwykle...
    Ja też lubię wędrować sam, albo z żoną, bo po tylu latach pożycia żeśmy się dotarli.
    Gdy wędruję w grupie, to idę sam na końcu. Żeby uniknąć swarów o posiłek, biorę go ze sobą i jem kiedy mnie przyciśnie.
    Pamiętaj z książką o mnie, a i ja o Tobie nie zapomnę. Jak dobrze pójdzie, to wydam ją w przyszłym roku i strzelimy sobie podmiankę.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Współmałżonek to chyba najlepsza para na szlak, prawda? :)
      W grupie trzymam się końca, bo mało wtedy mówię. Rozglądam się i robię zdjęcia, zadzieram głowę do góry, by dojrzeć to, czego inni nie widzą. Chociaż może nie w samych górach... tam bez przerwy patrzę pod nogi. ;) ;P
      Jak dobrze u mnie pójdzie, to zdążę. Czuję się zaszczycona :))

      Usuń
  3. Kurczę, jak Ty to robisz, że Twoje posty i komentarze często dają mi ogromnego kopa do działania?
    ,,Jeśli nie robisz tego, co kochasz, tracisz czas" - w sedno. Łapię się na tym, jak często spędzam czas na rzeczach, które nie sprawiają mi przyjemności, często są męczące i zbędne zarazem. Robię dużo dla innych, żeby tylko byli zadowoleni, ale w tym wszystkim czasem zapominam o sobie. Zbyt często. Ale wiem już chociaż, że mam ten problem, to zawsze pierwszy krok :)
    Moja kondycja fizyczna pozostawia wieeele do życzenia, mam nadzieję, że uda mi się to zmienić. Jak wspominałam, zaczęłam chodzić na zumbę, to na razie malutki kroczek, ale zawsze jakiś ruch w tygodniu. Bo kurczę, młoda jestem i to nawet bardzo, a już mam problemy z kręgosłupem. Niedobrze. Mam za sobą cały rok szkolny siedzenia w ławce, przy biurku i na kanapie, w wakacje trzeba w końcu wyjść z domu i się ruszyć.
    Oj tak, czasem ciężko dogadać się z towarzyszem/towarzyszami podróży, bo każdy ma inne zwyczaje, charakter, potrzeby, podejście. Jednak jeżeli jest się z fajnymi ludźmi, to naprawdę miło zwiedzać :)
    Ooo, to trzymam mocno kciuki za powieść!
    Widoki jak zwykle zjawiskowe, przepięknie tam jest ♥
    Pozdrawiam ciepło!
    P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piszę co myślę i czuję, sama nie wiem jak to działa ale ważne, że działa. To dowód na to, że udaje mi się to na czym mi zależało - docierać do serc ludzkich. Od początku kiedy zamierzyłam pisać publicznie, chciałam inspirować ludzi do kreatywnego życia. Uszczęśliwia mnie każda pozytywna reakcja :)

      Sama mam altruistyczne usposobienie, lubię robić coś dla innych, dlatego powiem Ci coś - nie przestawaj tak postępować, ale NIGDY nie zapominaj tak całkiem o sobie, bo jeśli Ty się wyczerpiesz, to braknie Ci sił i dla siebie i dla innych.
      To nie jest problem sam w sobie, ale nie możemy zarzynać się dla innych. Czasem warto spędzić wakacje w samotności, aby móc być dla każdego dostępnym w ciągu roku - jeśli wiesz co mam na myśli ;)

      Nic nie mów, ja mam problemy z kręgosłupem od dziecka, moja historia medyczna jest bardzo zawiła. Dbaj o zdrowie, które masz, zawsze można na nie wpłynąć, wystarczy tylko kilka zmian.
      Ja się podkręciłam kondycyjnie w górach, ale słaba nigdy nie byłam. Trenuję od hmmm... żeby nie skłamać, od dziesięciu lat chyba. Co? Siłownia, treningi interwałowe, tabata i jeszcze biegam. To jest dużo, ogromnie dużo w przeciwieństwie do zwyczajnych ludzi, którzy po prostu chcą o siebie zadbać. Ja narzuciłam sobie wyższe cele, dlatego tak "zaiwaniam". A każdy cel daje mi niesamowitego kopa do działania. Nauczyłam się już dawno być sama sobie motywacją.
      Grunt to zacząć. Jak wejdziesz na szczyt, potem będzie już z górki, dlatego nie daj się wymówkom, bo widzę, że i ty masz motywację :)

      Ta powieść sprawi, że na spotkanie autorskie przyjadę z balkonikiem :P Wczoraj spędziłam 10 godzin przy komputerze, nie pytaj co czułam w kościach... :P Ale dziś sobie to zrekompensowałam i drugie tyle spędziłam na szlaku :) Równowaga musi być, nie można ciągle tyle siedzieć ;)

      Pozdrawiam!

      Usuń
  4. Piękne zdjęcia, jak zwykle. Należę do osób, które duszą się wśród ludzi. Wolę zdecydowanie podróżować w pojedynkę. Ostatnio znalazłam na temat samotnych podróży świetny cytat-jest u mnie na blogu. Nie muszę pić alkoholu regularnie, ale raz na jakiś czas lubię się napić lampkę dobrego wina, razem z odpowiednią ilością wody, żeby nawodnić potem organizm. Zielona herbata czy herbata w ogóle, kawa również odwadniają organizm. Nawet woda wypłukuje z organizmu witaminy.

    Oczywiście jestem zdania, że jeśli ktoś potrzebuje lampki wina czy innego alkoholu to już ma problem.

    Dobrze, że potraficie się dograć i nie przeszkadzacie sobie. Nie raz i nie dwa słyszałam, że własnie ludzi dobrze się sprawdza podczas podróży.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmmm kawa i zielona herbata rzeczywiście wykazują działanie diuretyczne, nasilają wydalanie płynów z ustroju, a to sugeruje, że oba te płyny odwadniają. Tak naprawdę w kwestii odwodnienia, picie kawy ma taki sam wpływ elektrolitowy jak zwykła woda. Ktoś już dawno powinien zaktualizować ten popularny pogląd. Myślę żeby gdybyśmy w ten sposób do wszystkiego podchodzili, okazałoby się, że nie wolno zbyt dużo pić niczego, bo za dużo wysiusiamy minerałów w ciała, a przecież równie popularnym jest zalecenie minimum 2l wody ;)

      Usuń
    2. No właśnie! I jak tu być mądrym?:)

      Usuń
  5. Ja tam bardzo lubię wędrować samotnie i trochę mi tego brakuje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami jest tak, że czuję brak samotnych wędrówek, więc co robię? Pakuję plecak i idę ;)

      Usuń
  6. Już sam pierwszy cytat mnie powalił. Chodzisz sama. Podziwiam!!! Ja nie mam odwagi jeszcze. Kurcze no motywujesz. Wiesz, jak ja wolno jem. hahaha Strasznie tym wkurzam. Zawsze powtarzam, że się delektuję i już. ;) Nie mogę hahaha 'Ja nie świnka, żebym miałam łykać pokarm w całości.' :D

    Ale ty masz bary. Na serrio, jeśli kiedyś zechcesz napisać książkę o podróżach, masz chętną do czytania. Czuję się, jakbym normalnie czytała książkę.

    ahahahaha Małżonek nie uciekł, bo trafił na unikat pośród szaraków.

    Krowy mnie rozbawiły. Mućki kochane. :D hmmm hmmm coś tera mnie kusi, by połazić jednak w pojedynkę, jeśli ludzie zaczepiają, może kogo fajnego poznam. Niecierpliwie czekam na artykuł, też mam zamiar zestarzeć się z werwą. Czeeekam. Masz w sobie tyle mądrości. Cytat "Większość ludzi umiera w wieku 25 lat i nie jest chowana aż do osiemdziesiątki" normalnie spowodował, że mam przeszklone oczy. Wspaniały.

    Ok, czyli napiszesz o swojej rodzinie. Mega mnie to ciekawi. :)) Cieszę się, że tak wena Cię trzyma. Bardzo mocno Ci kibicuję. Masz rację, że jeśli nie robimy tego, co kochamy, tracimy czas. Muszę to powtórzyć mojej kochanej przyjaciółce!!!!

    Takim osobom jak ty alkohol nie jest potrzebny, jak ktoś nazywa Cię dziwną to świetny komplement. Uwielbiam, jak mnie tak nazywają. hahahahaha Nawet nie wiesz jak mnie kusi, by Cię zacytować. Cały tekst jest pełen mądrości, mi się normalnie dzięki tobie oczy jeszcze bardziej otwierają!!!!!! Opis tłumaczący, co masz z życia bez udziału alkoholu, można cały zacytować. Całkowicie się z Tobą zgadzam. Pamiętam, jak pierwszy raz zobaczyłam Twój blog i od razu poczułam, że warto zostać!!!! Nie myliłam się. Zawsze piękne zdjęcia, podoba mi się, że pokazałaś gdzie Szwajcaria, gdzie Niemcy. Bardzo to ciekawe. Ja chcę te wakacje spędzić aktywnie, chcę zwiedzić jak najwięcej miejsc. Chcę, by to był początek mojej podróży. Chcę więcej bywać w świcie, a ty do tego motywujesz mnie, zachęcasz ogromnie. Pisz, pisz i jeszcze raz pisz. Masz w sobie to coś!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zawsze chodziłam sama. Długi czas jako singielka z zamiłowania, podróżowałam po całej Polsce w pojedynkę ;)

      Ja mam bary? Jestem dość szorstka w samoocenie i uważam, że nie uformowały mi się tak jak powinny, to będzie moja partia priorytetowa na przyszły rok :P

      Mąż sam jest unikat. Wierz mi, poznałam już trochę mężczyzn, mam porównanie. I wszystkich z przeszłości wrzuciłabym do jednego worka podpisanego najgorszymi stereotypami. Dlatego uznałam, że mój mąż pochodzi z gatunku zagrożonego wyginięciem.

      Ja te wytłuszczone cytaty skądś mam na komputerze, ale kiedyś zbierając mądrości, zapomniałam podpisywać. Ja także uczę się od innych i właściwie dość często (nawet w wypowiedziach na żywo) cytuję kogoś z kim się zgadzam. Ja nie zawsze "samodzielnie" jestem taka mądra :P
      Ten artykuł o starzeniu się z werwą mam w głowie jeszcze. Za to nagromadziłam już na komputerze przepiękne zdjęcia starszych osób z prawdziwym tchnieniem żywotności. Napiszę o tym na pewno, ale nie mam pojęcia kiedy. Okres wakacyjny jest raczej całkowicie zajęty wędrowaniem, a do tego dojdą jeszcze wczasy.

      No właśnie jak komentowałaś ten post, powstawał drugi o spotkaniach z rodziną. Kilka akapitów, jakiś fragment rozmowy, takie tam, zanudzisz się :P

      Ty masz to coś też, tylko o tym jeszcze nie wiesz. Dowiesz się jak wyjdziesz do świata, jak zaczniesz rozmawiać z przypadkowo spotkanymi ludźmi, to się zacznie - ostrzegam, że to nieuniknione. Pamiętam jak raz kiedyś tak rozweseliłam człowieka rozmową, że zrobił sobie ze mną selfi ;)

      Usuń
  7. Chcąc, nie chcąc utworzyła mi się niezła ekipa do górskich wojaży :)!!!! Sama już nie dam rady maszerować ;)!!!
    Piękne plenery :)!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grunt że ekipa już chodzi samodzielnie ;)

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.