piątek, 14 lipca 2017

Chärpfbrugg i najstarszy rezerwat w Europie.

"Doskonałość rzeczywistości - napisał B. Crick, biograf Orwella - można częściowo wytłumaczyć wyczuwalną obecnością(...), iż nadzieję musimy pokładać w prostych, przeciętnych ludziach.
   Czerpać radość życia z przewidywania katastrof i tragedii."

Lubicie czytać Orwella?
Ja po każdej jego książce
czuję niedosyt.



Chärpfbrugg-Rundweg to malownicza wędrówka po najstarszym w Europie rezerwacie. Szlak prowadzi pomiędzy miękkimi skałami fliszu, tworząc najbardziej spektakularne miejsce w regionie Glarus. Te skały wyglądają jak posklejane z szorstkich płytek. Wydawały mi się tak niezwykłe, że musiałam dotknąć każdy, obok którego przechodziłam. Na niektóre musiałam także wleźć...
   Płynie tędy wielki potok, który w najciekawszym momencie, dostaje się pod ziemię. W najobfitszym czasie, przepływa tędy 50 metrów długości i ok 3 do 4 metrów wysokości wody podziemnej. W jej tunel można wejść lecz tylko na własne ryzyko - a skoro istnieje taka możliwość - my z niej skorzystaliśmy. Zaciekawieni? Mam nadzieję, że tak ;)
   Zapraszam dalej:







Muszę zacząć od tego, że wybraliśmy się na tę wędrówkę w dzień niepewny i pochmurny. Koniec fali upałów przyniósł ulgę w burzach, a wraz z nimi jeszcze kilka dni słoty.
   Czuję się w takie szarugi doskonale, rano wstaje bezproblemowo, przez cały dzień nie brakuje mi energii i mam pełno chęci do pracy. Wszystko robię szybciej, a planowane zajęcia kończę przed czasem. Taka dynamiczność i szwung mogłyby mnie nie opuszczać nigdy.
   Z uwagi na niebezpieczeństwo wychodzenia w góry przy takiej pogodzie, wybraliśmy teren, na którym nie trzeba specjalnie się wykazywać, nie ma też zbyt stromych podejść.
   Od rana do samego południa lało jak z cebra. Gdy po obiedzie wypogodziło się, ziemia zaczęła parować, a słońce przebijać nieśmiało przez warstwy kłębowisk chmur, zrobiło się aż idyllicznie. Wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy w region Glarus.
   Jak widzicie na drugiej mapie, nasza wędrówka nie należała do szczególnie długich. Ale za to zalicza się do jednych z bardziej widowiskowych!



Z takiego powodu, że - jak na dopiero wchodzenie na szlak - było już dosyć późno, zdecydowaliśmy się wjechać na tę górę kolejką. Podpowiem, że kupno biletu od razu w obie strony jest zdecydowanie tańsze: 18 Fr. Bilecik łatwy do zgubienia, mały i cienki, nadrukowany na kwiecistym tle.
   Pierwsze podejście i właściwie ostatnie, bo później utrzymywaliśmy mniej więcej ten sam poziom, przypomniało mięśniom o swoim istnieniu. Dość upierdliwie przypominało, zwłaszcza jak się jest takim deklem upartym i robi się w przeddzień trening na uda i pośladki ;]







"Wydaje mi się wtedy, że sam jestem jakimś wyschniętym strąkiem, niewartym złamanego pensa, i że moja idea sprowadza się do powołania do życia dwojga(...) istot i wykarmienia ich podczas dorastania(...) Wcale mi też nie odpowiada rola potulnej mlecznej krowy.
   Tam gdzie nie mają dzieci, brakuje łysinki."
- "Brak tchu"

Dziś Orwell króluje w mojej notatce. Tekst wycięty z kontekstu, ale dobrze pamiętam ten rozdział. Bohater dywagował o powszechnym modelu rodziny. Opowiadał o tym, że potrafi rozpoznać tatusia i mamusię, wcale nie pytając o to, czy mają dzieci.
   Dużo obserwował ludzi i dostrzegał z biegiem lat zachodzące w nich zmiany. Czy to nie dziwne, że rodzice - stając się nimi - jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zmieniają się w swoje karykatury? Dawniej prężni i pełni pasji, a w następstwie bardziej zajęci niż sanitariusz po katastrofie naturalnej. Nie mający czasu zadbać o siebie po to chociażby, aby zawsze mieć siłę na to by być dla tego dziecięcia zdrowym.
   Tymczasem dzieci wraz ze swym wzrostem, sprytnie wytykają nam nasz mijający czas. I to szybko mijający... Czy znacie takich rodziców, których widzieliście zaraz po narodzinach ich potomka, a później dopiero po... powiedzmy roku? Ona większa od niego, a on już prawie bez włosów.
   Ktoś kiedyś głupio palnął, że dziecko to poświęcenie i tego zawzięcie trzyma się teraz ludzkość, aż w końcu okazuje się, że wyniki badań wyglądają jakby sam diabeł je ogonem machnął na chybił trafił.
   Moi rodzice na szczęście nie słuchali tych głupot. Poświęcenie, też coś. Pamiętajcie, że zdrowie jest tylko jedno, a jeśli będzie się je długo i przewlekle psuło, może się okazać, że już żaden lekarz nie pomorze.
   Pamiętam jak mi w podstawówce zazdrościli, że mam młodą, ładną mamę. Wcale nie była najmłodszą matką w klasie. Po prostu nie zapuściła się ;]
   Orwell miał sporo racji w swoim krytycznym spojrzeniu na rodziny. Wiele spośród jego stereotypowych twierdzeń odnajduję bez problemu w życiu i mam nadzieję, że nigdy nie uplasuję się w tej klasyfikacji. W końcu mam najlepszy wzór we własnym, rodzinnym domu :)


Po wejściu na ostatni pułap, marsz stał się niczym spacerek. Odsłoniło się także niebo, ale chmury wciąż krążyły, przeczołgując się wolno przez zębate granie.
   Wiecie jak ja lubię fotografować w takiej aurze ;)





"Bo w naszym życiu, mam na myśli nie życie w ogóle, tylko życie w dzisiejszych czasach i w tym kraju - nigdy nie oddajemy się temu, co nas naprawdę pociąga. I to wcale nie dlatego, że przeszkadza nam praca. Nawet wiecznie zagoniony parobek czy żydowski krawiec czasem wypoczywa. Widzicie, każdy z nas ma swojego diabła, który siedzi nam na karku i zapędza do wykonywania wiecznie tych samych, idiotycznych czynności. W rezultacie znajdujemy czas na wszystko, wyjąwszy sprawy i rzeczy naprawdę czegoś warte. Nie wierzycie? To pomyślcie o czymś, co naprawdę lubcie. Potem podsumujcie godziny i obliczcie sobie, ile czasu w życiu temu czemuś poświęciliście. A potem obliczcie, ile czasu zeszło wam na takie czynności jak golenie się, jazda autobusem do pracy i z powrotem, oczekiwanie na pociągi(...) albo czytanie gazet."
- "Brak tchu"

Czyż nie prawda? Często słyszę, że ktoś nie ma na coś czasu. Wykonują masę idiotycznych czynności, a biadolą, że nie mają czasu np. pójść na basem albo zająć się czymś, co za młodu kochali.
   Wy też nie macie czasu? To po co trwonicie go przed telewizorem? Czy siadacie do serialu tylko wtedy, kiedy naprawdę już wszystkie obowiązki zostały wypełnione? Ile trwa serial? A dlaczego w tym czasie nie zrobić tego, o czym dawno marzyliście?
   Gdybym robiła głupoty, nie zaczęłabym nigdy pisać książki. Nigdy nie zapisałabym się na żadne dodatkowe zajęcia sportowe. Prawdopodobnie w ogóle bym się nie ruszała. Gdybym wolała trwonić swój czas na rzeczy niepotrzebne, pewnie też nie zainteresowałabym się wieloma ciekawymi dziedzinami, o których uczę się stale. Byłabym nastawiona na odbiór, a nie na naukę. Byłabym jak każdy przeciętny Kowalski, który wstaje, aby iść do pracy, a wraca do domu, aby obejrzeć mecz i napić się piwa.
   Orwell bojkotuje szarość zmarnowanych dni. A ja na każdym kroku mówię - żyjcie kreatywnie i nie trwońcie swego czasu. Życie na to jest zbyt cenne. 💖


To był nasz wierzchołek góry... tak jakby. Najwyższy poziom wędrówki. Nie brakowało mi na tym szlaku pomysłu i ciągle gdzieś właziłam wyżej, więc można powiedzieć, że zdobywałam szczyt za szczytem, a wszystko musiało być okraszone właściwą, dumną "pozą zdobywcy" 💪
   Choć w zasadzie to symbol sportów sylwetkowych ;) Miałam kiedyś taki pomysł, by wystartować w reprezentacji, ale cholera... brakło mi czasu na zaangażowanie się w to... ;P
   A tak serio, jednak wolałam zacisze domowe od sceny i oceny.







"Pamięć jest mimowolna. Nie można zapomnieć o czymś jedynie dlatego, że się tego chce.
   Tylko umysł zdyscyplinowany, jest zdolny postrzegać rzeczywistość.
   Zdaje ci się, że rzeczywistość istnieje obiektywnie, zewnętrznie i samoistnie. Ponadto twoim zdaniem te cechy rzeczywistości są dla każdego oczywiste. Kiedy wmawiasz sobie, że coś widzisz, sądzisz zaraz, że wszyscy postrzegają to identycznie. Ale wiesz mi, rzeczywistość wcale nie jest czymś zewnętrznym. Rzeczywistość istnieje w umyśle ludzkim i nigdzie poza nim."
- "Brak tchu"

Każdy człowiek inaczej interpretuje świat. Chociaż gdy postawisz przed nimi słonia, każdy zobaczy słonia, ale ewidentnie ideologia będzie inna. Mnie będzie interesowało, czy on stoi na wolności czy w cyrku, a kogoś innego może zainteresować, czy da się wsiąść i pojechać.
   Mam umysł zdyscyplinowany, dlatego stawiam prężne kroki każdego dnia i nie waham się dokonując wyborów. No chyba, że idzie o smak lodów...
   Moje życie przypomina swego rodzaju musztrę. Opiera się na godzinach posiłków, między którymi wyznaczam sobie poszczególne zajęcia. To trochę jak grafik zajęć w pracy. Czas na pisanie, czas na trening, czas na czytanie, czas na naukę, jeszcze raz czas na pisanie... etc... i wychodzi na to, że ja wcale nie prowadzę aktywnego życia. W 80% bowiem - siedzę. Taka jest rzeczywistość mola książkowego.







"Rzeczywistość mieści się w mózgu(...) Nie ma nic, czego byśmy nie potrafili dokonać. Niewidzialność, lewitacja, to dla nas nic trudnego. Gdybym chciał, mógłbym unieść się w górę niczym bańka mydlana. Nie chcę, gdyż nie chce tego Partia. Musisz pozbyć się tych dziewiętnastowiecznych przesądów o prawach przyrody. To my ustanawiamy prawa przyrody."
- "Brak tchu"

To kojarzy mi się z tym co wypada, a co nie wypada. Nienawidzę tego... Na przykład nie rozumiem, dlaczego małżonkowi nie wypada odwiedzić rodziny, kiedy małżonka musi zostać w domu. Dlaczego nie wypada mu iść samemu? Moi rodzice nigdy nie stosowali tego "wypada", a wręcz zawsze ktoś był tym "reprezentantem domu" i szedł czy to na imieniny, czy na zwykły, rodzinny obiad. To tak jakby nie wypadało mi myśleć, być, wychodzić osobno, dlatego, że już mam męża. Nie brzmi przesadnie?
   Nie wypada nam lewitować - bo nie wolno się wyróżniać. Zaraz skończę trzydziestkę, nie wypada mi posiadać pasji. Jestem kobietą, nie wypada mi podnosić ciężarów. Na szczęście wypada mi być w kuchni. Cieszę się z tego powodu, bo tam stoi lodówka. ;]




No i powiedzcie, że te głazy nie są fascynujące!



Nie sposób nie próbować ich dotknąć i na nich nie siadać...


Wiecie co? Kiedy piszę ten post, cudownie szumi jednostajny deszcz. Ptaki poukrywane w krzakach śpiewają pomimo tego, a zapach jaki wpada do pokoju przez otwarte na oścież okno, jest obłędny.
   Ktoś mnie może zapytać - jak można lubić słotę? Ja natomiast pytam - jak można lubić upały? Słońce jest dobre, ale na krótką metę. Zauważcie, że każda rzecz na świecie, która znajduje się stale w promieniach słońca, dąży do zniszczenia. Wszystko ginie, wysycha, blaknie albo parcieje. Nasza skóra szybciej się starzeje na słońcu. Nasz organizm szybciej zużywa mikroelementy. Albo ja jestem z innej planety (wówczas nie wypada mi się odzywać), albo większość ludzi nie rozumie, czym jest to, co naprawdę daje życie. Nawet Bóg obiecał, że w nowym świecie (po wypełnieniu się Pisma) nie będzie słońca i nie będziemy cierpieć gorączki. Coś to chyba znaczy, nie? ;]







"Moja wartość jako człowieka jest niezależna od mojej pracy, dochodu, znajomych i nieznajomych. Jestem wartościową osobą DLATEGO, ŻE JESTEM. Jestem na świecie. Żyję!
   Mam cudowną, niepowtarzalną przyszłość."
- Beata Pawlikowska

To było napisane w moim kalendarzu. I zgadzam się z tym w pełni, bo życie to cud. Należy dbać o nie. Być troskliwym także o cudze życie. Nie bać się pomagać, ale też nie wymagać od nikogo wdzięczności czy zawziętych podziękowań. Oczekiwanie podziękowań to byłaby wtedy wyłącznie chęć podbudowania własnego ego. Pomaga się nie da laurów i oklasków. Pomaga się, bo to dobry uczynek.


Uwielbiam takie kadry jak ten poniżej. Troszkę Mordor, ale i on miał piekielnie piękny urok. Lubię takie pustkowia i ich absolutną ciszę.
   Kiedy mogę pójść w podobne miejsce, mogę doświadczyć definicji idealnego bezgłosu. W takich obszarach przychodzi równowaga i pełne uspokojenie dosłownie obejmujące duszę. Wyciszenie, psychiczny luz. Nawet ptaki wtedy wiedzą, co to znaczy 'morda w kubeł'.


Spójrzcie jak te chmury powoli przeczesują się przez te kły:






"Należenie do mniejszości, nawet jednoosobowej, nie czyni nikogo szaleńcem. Istnieje prawda i istnieje fałsz, lecz dopóki ktoś upiera się przy prawdzie, nawet wbrew całemu światu, pozostaje normalny. Normalność nie jest kwestią statystyki."
- "Rok 1984"

To kolejna genialna książka Orwella, którą przeczytałam z wielkim apetytem. Normalność jest kwestią punktu widzenia. Mam tą świadomość, że na tle wielu kobiet wyróżniam się, a nawet bardzo. Chodzi o światopogląd i styl życia. Uzmysłówcie sobie więc, że z mojego punktu widzenia, to one są szalone. Może dlatego zawsze miałam więcej kolegów niż koleżanek. Może dlatego dawno temu w szkole usłyszałam od dziewczyn, że ja jednak pochodzę z tej męskiej planety.
   No i powiedzcie sami, czy nie były szalone?!





A tu kolejna nadprogramowa wspinaczka poza szlakiem:




"Czy nie rozumiesz, że nadrzędnym celem nowomowy jest zawężenie zakresu myślenia? W końcu doprowadzimy do tego, że myślozbrodnia stanie się fizycznie niemożliwa, gdyż zabraknie słów, żeby ją popełnić. (...) Z roku na rok będzie coraz mniej słów i coraz węższy zakres świadomości."

- "Rok 1984"

To właśnie zachodzi. Nasz język ubożeje. Tzw. mowa potoczna, przecież tak zawiła, barwna, posiadająca multum synonimów, w użytku codziennym staje się prostszą formą pechowo przekazywaną z pokolenia na pokolenie. Ale to nie wszystko.
   Myśli faktycznie zawężają się. Ludzie zamykają się w ciasnych ramach swoich przekonań. Zanika otwartość, pojawia się upartość. Wszelkie żądze zamknięte w jednym słowie - pożądanie. Klapki na oczach, świadomość zanika. Społeczeństwo staje się powszechnością i jednolitością.

"wszędzie, na całym świecie, żyją setki tysięcy milionów takich samych ludzi, nieświadomych nawzajem swojego losu, rozdzielonych murami kłamstwa i nienawiści, a jednak tak bardzo podobnych."
- "Rok 1984"


Rezerwat zamieszkiwany jest przez rzadkie gatunki zwierząt. Po raz pierwszy w życiu udało mi się ujrzeć w naturze SALAMANDRĘ. Jarałam się tym jeszcze przez tydzień... (Zielonych dzięciołów nie było, poszukiwania trwają nadal.)


Świstak. Mam nadzieję, że jeszcze Wam się nie znudziły.


"Dwójmyślenie oznacza przede wszystkim umiejętność wyznawania dwóch sprzecznych poglądów i wierzenia w oba naraz. Partyjny inteligent wie, kiedy powinien zmienić swoje wspomnienia, a zatem w pełni się orientuje, że przekręca fakty; równocześnie jednak, dzięki dwójmyśleniu, święcie wierzy, iż prawda nie została pogwałcona."
- "Rok 1984"

Otwartość umysłu. Prawdomówność. Szczerość. Umiejętność szantażowania. Spryt i dobry grunt pod własnymi stopami. Czego uczy nas świat?
   Dobrej żonglerki słowami.

"Dawniej ukrywał heretyckie poglądy pod płaszczykiem prawomyślności. Teraz cofnął się o krok wstecz: oddał im w niewolę swój umysł, jednakże serce zachował nieskażone. Wiedział, że nie ma racji, ale wolał jej nie mieć, niż być taki jak oni."
- "Rok 1984"






W tych jeziorkach, które wcześniej mijaliśmy, żyły małe stadka traszek. Wiecie, że po raz pierwszy w życiu oglądałam je w środowisku naturalnym?


Zobaczcie jak one są pięknie wybarwione. Niebieska nawet coś złapała na obiad:


A teraz zapraszam Was pod ziemię, do stromego tunelu. Prowadzi weń wąska ścieżka pełna kruszcu, więc jest ślisko. Trzeba schodzić ostrożnie, na ugiętych nogach i mieć świadomość, że w razie czego, nie ma się czego złapać. ;]
   Świadomość ogólna mówi nam też, że ryzyka brak. Woda sięgała wtedy może do pół łydki, (to nie był ten najobfitszy czas dla potoku), zaś sama jaskinia to krótki korytarz. Wpadnięcie do wody groziłoby najwyżej obiciem ryja i wypadnięciem po drugiej stronie na kamieniste wypłycenie. Ale wiem - wygląda strasznie niebezpiecznie.







"Czyż świadomość faktu, iż Partia może wetknąć łapę w przeszłość i oznajmić, że jakieś wydarzenie NIGDY NIE MIAŁO MIEJSCA, nie jest bardziej przerażająca niż najsroższe tortury lub śmierć?"
- "Rok 1984"

A wiecie, że Orwell miał z tym sporo racji? Bo świat nie do końca jest takim, jakim go znamy ze szkoły. Chociażby nawet nasz kraj, jego historia... ale to już temat na osobną dyskusję...

"Przełykali wszystkie kłamstwa i to bez najmniejszego dla siebie uszczerbku, bo przelatywały przez nich - nie strawione - niczym kamyki przez uklad pokarmowy ptaka."
- "Rok 1984"



Tak to wygląda i tak to hałasuje:


Żeby zrobić to zdjęcie, musiałam ustawić się w bezruchu, a i tak widać drżenia ręki (nie chciało mi się sięgać po statyw). Długie naświetlanie - coś, za co kocham lustrzanki. Wiele zdjęć byłoby niemożliwych z moim starym aparatem.
   Mam nie tylko satysfakcję z możliwości jakie daje lustrzanka, ale i przede wszystkim rozwijam swoją pasję. Choć przyznaję, że 10 lat pracowałam na zwykłej cyfrówce i też miałam efekty, tak teraz mogę odetchnąć z ulgą, bo wiem, że już nie ma rzeczy niemożliwych. Np zdjęcie słońca albo księżyca. Dobrze ustawiona lustrzanka nie rozproszy światła. Ona je pięknie skupi. To samo z wodą, jej prądem. Poniższe zdjęcia są nierealne do wykonania cyfrówką, chyba że przypadkiem ;] lub jakimś wymyślnym sposobem, którego nie znam.


A to już z drugiej strony. Woda wypływa na światło.



"Utrata wiary to coś wielce tajemniczego - równie tajemniczego jak sama wiara. I podobnie jak wiara, nie ma korzeni w logice; jest to zmiana w klimacie umysłu."
- "Córka proboszcza"

Jest to bardzo wielka zmiana. Ale u mnie wygląda to inaczej, gdyż wiary nie straciłam nigdy. Za to pozbyłam się wszelkiej religijności i dogmatów Kościoła rzymskiego. Jest to instytucja całkowicie sprzeczna z Pismem, całkowicie niechrześcijańska.
   ("Córki proboszcza" jeszcze nie czytałam.)

To już ostatnia prosta w stronę stacji, ale jeszcze nie koniec przygody.






Ciekawa jestem ilu idiotów próbował wejść na ten kamień, by zrobić sobie słodkie zdjęcie między zakochanymi.
   By tam wejść, trzeba by naprawdę nie mieć rozsądku. Uwierzcie mi na słowo.


"Wynalezienie druku ułatwiło jednak manipulację opinią publiczną, a film i radio przyspieszyły ten proces. Wraz z rozwojem telewizji i postępem technicznym, który umożliwił podwójną, nadawczo-odbiorczą rolę sprzętu telewizyjnego, skończyła się prywatność życia obywateli. Policja mogła – jeśli uznano to za pożądane – obserwować każdego obywatela dwadzieścia cztery godziny na dobę; cały czas bombardując ludzi oficjalną propagandą, odcinano ich jednocześnie od innych źródeł informacji."
- "Rok 1984"

Hmmm... myślę, że ten akapit nie wymaga komentarza.

"(...) to nie wojna jest taka straszna, tylko świat, jaki po niej nastąpi. Świat, w który wpadamy jak w bagno, świat nienawiści i sloganów."
- "Brak tchu"







W obrębie Europy Środkowej zwierzę zamieszkuje jedynie Alpy. Salamandry żywią się bezkręgowcami (chrząszcze, ślimaki bezmuszlowe, skąposzczety). Brak wrogów.
- więcej TU.


"Był samotnym duchem głoszącym prawdę, której nikt nigdy nie usłyszy. Dopóki jednak będzie ją głosił, w jakiś niejasny sposób ciągłość nie zostanie zerwana. To nie przez fakt, że ktoś cię słyszy, ale dlatego, że nie dajesz się ogłupić, trwa kulturowe dziedzictwo."
- "Rok 1984"

Czuję się czasem takim samotnym duchem, który głosi różne prawdy. Chociaż może nie wielu tego słucha, nie wielu chce słuchać i jeszcze mniej w ogóle do mnie trafia, ale będę głosić i nie spocznę.
   Gdyby choć jedna osoba na całym świcie otworzyła dzięki mnie oczy i odcięła się od wszelkiej propagandy (a tą można rozumować na wiele sposób, bo sama pomyślałam w tym momencie o kilku rzeczach), wtedy będę pewna, że było warto.



Potok dalej spada w kolejną podróż. Zdjęcie z kolejki linowej.


Droga samochodem też dostarczała wrażeń. Na pewno nie jest to dobra trasa dla kierowców z lękiem wysokości.
   Niestety nie zrobiłam dobrego zdjęcia, by dokładnie pokazać co mam na myśli ;)


A później kulturalna przejażdżka przez górskie miasteczka.





"Zazdrosny jest ten który wie, że nigdy Ci nie dorówna!!! Obgaduje za plecami, pluje i zaczepia, ale też nie bez powodu jest za Tobą daleko z tyłu...., olej to i rób swoje, a dla życzliwych zawsze będziesz INSPIRACJĄ!!!"
- Michał Karmowski

10 komentarzy:

  1. Witaj. Piękna wyprawa. Nie ma nic lepszego niż oglądanie zwierząt w ich naturalnym środowisku.

    Pewnie Cię zaskoczę, bo wiadomo, że jestem książkofilem, ale nie czytałam nigdy Orwella poza fragmentami. Mam to gdzieś tam na liście.

    W moim domu słowo "wypada" istnieje po dziś dzień niestety. Nie wypada nie iść na imprezę, która w ogóle Ci nie leży. Zmarnowana sobota, robienie dobrej miny do złej gry. Czułam się jak marsjanin pośród ludzi. Nie znoszę takiego podejścia w stylu zastaw się, a nie daj się. I tego oceniania. Niby wszyscy siedzimy przy stole, ale ledwie opuścisz stół już każdy Cię za plecami obgaduje. Nienawidzę tego.

    Nie wypada w niedzielę wynosić pościeli na balkon, bo co ludzie powiedzą:D W końcu jest niedziela, dzień święty i to nic, że osoba, która to mówi nie jest wierząca;)

    Takie tam różne. Wychowywanie się w domu, w którym ludzie mają otwarte umysły, są tolerancyjni i elokwentni (choćby odrobinę) to niezwykłe szczęście. Serio.

    Z głupcami zwykle bywa tak, że nie rozumieją nawet tego, że są głupi.

    Bez sensu są te wszystkie stereotypy jaka powinna być kobieta. Najważniejsze to być sobą. Nawet jeśli nie malujesz paznokci i nie gadasz godzinami o make upie:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podpisuję się pod Twoją wypowiedzią. Na imprezach, (na których moją obecność się wymusi), czuję się równie "obco", nie tylko jak Marsjanin. Wyobraź sobie, Marsjanina nihilistę, w którym z wolna kiełkuje mizantropia. (pomimo że w gruncie rzeczy taki nie jest)
      Obgadywanie zaraz po odejściu od stołu... heh żeby tylko ;]

      Ja w niedzielę wietrzę pościel, odkurzam, robię pranie, czyszczę buty po sobotniej wyprawie i ogólnie mam gdzieś, że to "nie wypada", jestem w końcu u siebie. Tyle że osobom religijnym "nie wypada o tym wspomnieć" ;]

      Więc mam to szczęście, bo moi rodzice mają otwarte umysły. Nigdy nie zrobili mi awantury z tego powodu, że np podważam istotę Kościoła, mimo iż są wierzący. Ale nie tak fanatycznie religijni - dzięki Bogu ;]

      Nie bądź sobą. Bądź Marsjaninem XD Mam pomysł: ja, Ty i jeszcze kilka osób, które same wybierzemy, załóżmy kulturalną cywilizację na innej planecie. To będzie doskonała alternatywa na odizolowanie się od głupców.

      Usuń
  2. Marsjanin był przykładem. Równie dobrze można tą sytuację porównać do zamknięcia w klatce z rekinami dookoła, kiedy nie wiesz co się wydarzy;)

    Ja właśnie włączyłam pranie. W tygodniu nie będę miała kiedy go zrobić.

    Mądrzy rodzice nie robią awantur dzieciom z powodu innego światopoglądu. Tak to sobie wyobrażam.

    Tylko czy jest planeta, na której damy radę przeżyć?;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I nagle pierwsza śrubka pęka od uderzeń silnych ogonów... [czyt.: prowokacja przy stole.]
      Ja także w ten sposób sobie wyobrażam mądrych rodziców. My chyba byłybyśmy mądrymi rodzicami, nie? Jakoś to logicznie rozumujemy i potrafimy odróżnić dobro od zła.
      Na Marsie się da, przecież niedawno tam człowiek kartofle posadził.

      Usuń
  3. Witaj Hexe.
    Lubię Orwella. Smutno mi się robi, że jego przepowiednie stają się w Polsce aktualne.
    Wędrówka spoko, ale już nie ma moje siły i kondycję.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Przepowiednie Orwella" - dobrze powiedziane, zacznę chyba o nim mówić "prorok".
      Zdziwiłbyś się. Wjazd kolejką załatwia problem znalezienia się w tym rezerwacie, a spacer tymi ścieżkami na pewno nie sprawiłby Ci trudności. ;)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  4. Witaj Hexe!
    Piękny, jak zwykle reportaż opatrzony cudnymi fotkami:)
    Wiesz- zrelaksowałam się czytając.
    U mnie przygotowania do wesela trwają, to już w sobotę...
    Pozdrawiam milutko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że miło spędziłaś u mnie czas :)
      No to niedługo emocje opadną. ;) A tymczasem szampańskiej zabawy! :D

      Usuń
  5. Rok '84 Orwella czytałam w zamierzchłej przeszłości. Mój mąż go uwielbia. Tak więc ;), gdy byliśmy w fazie zakochiwania się, nadrabiałam literaturowe zaległości (coby było o czym rozmawiać ;P). Z książką tą wiąże się pewne niecodzienne wspomnienie mojego Miśka z czasów licealnych. Na próbnej maturze Misiek miał się wypowiedzieć na temat: Miłość w literaturze. Powołał się na ,,Rok '84" Orwella, za co pani polonistka wyrzuciła go z klasy. Reakcja karygodna... pani nie przepadała za samodzielnie myślącymi uczniami. Haha... albo nie czytała tej książki i bała się dyskusji :)!!! Ostatecznie Misiek z polaka miał na koniec 3, a na maturalnym świadectwie 5 :)!!!

    Pojechałam z prywatą ;)...
    Haaa... odnośnie prorokowania Orwella... Misiek często powtarza - ,,Orwell to przewidział" :).... myślę, że znalazłabyś z moim mężem wiele tematów do dyskusji :).

    Piękne plenery... znów Ci zazdraszczam... tym bardziej, że bachorki taką traskę (z kolejką oczywiście) dałyby radę zrobić :)!!!
    Coś tu jeszcze miałam pisać, ale mi umknęło... a o rodzicielstwie. Jeśli świadomie podejmujesz to hmmm...wyzwanie, to trud wniesiony w wychowanie potomka nie jest w stanie Cię zmienić. Szczerze mówiąc wydaje mi się, że jestem teraz bardziej wartościowym człowiekiem, niż zanim pojawiły się dziewczynki. Moje życie nabrało sensu, nabrałam na nie apetytu i widzę, że zarażam tym moje Szkódniczki. To jest super :)!!!
    Pozdrawiam :)!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo nauczycielka była nieszczęśliwa i z kolei jej skojarzenia z książką, nie były najlepsze, albo masz rację i bała się dyskusji. Bo to była.. kontrowersyjna miłość, sama przyznasz. Albo nie, nie kontrowersyjna. Trudna do zdefiniowania w wymiarze wykładowym, ale jakże wdzięczna. Mogłabym o tej miłości notatkę napisać :D

      Jeszcze więcej tematów niż kamienie? Super :D Jakbyśmy kiedyś we czwórkę (albo w w szóstkę) poszli na szlak, to nigdzie byśmy nie doszli. ...zasiedli na kamieniu i zaczęli rozprawiać o dziejach ziemi i proroctwach...

      Bez kolejki nie wiem czy nawet ja bym dała radę to zrobić. Widziałam to podejście z góry... MASAKRATOR!!! O_O

      I własnie o to chodzi - macierzyństwo jako dopełnienie, a nie "wypadałoby". Macierzyństwo jako wartość. Czytam parę blogów i FPy babeczek, które mają właśnie takie podejście i pięknie o tym opowiadają. A czytam głównie dlatego, bo jedna pisze stricte o sporcie, a druga stricte o wędrowaniu no i + dzieci / tak do nich trafiłam.
      Z obserwacji wielu matek w moim środowisku, wysnułam jeden bardzo ważny wniosek - jeżeli zamierzasz mieć dzieci, bo już czas, albo bo należałoby już - będziesz nieszczęśliwa. Ale to w taki depresyjny sposób nieszczęśliwa, że na zewnątrz być może nikt tego nie zobaczy, ale Ty zobaczysz co się będzie działo z Tobą, kiedy zostaniesz w domu sama z dzieckiem, męża nie będzie, koleżanki nie będzie - wtedy to poczujesz i zapłaczesz.
      Mając dosyć wycierania łez nieszczęśliwym matkom, powiedziałam sobie kiedyś, że nigdy nie będę mieć dzieci.
      Dziś mówię, że dopóki nie poczuję, że chcę dopełnić swoje życie, to nie. Uważam to za wielką zmianę w nastawieniu ;]

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.