czwartek, 29 czerwca 2017

Stätzerhorn, "szczyt wszystkiego" - 2’575 m

"Jeźli kto inaczej uczy, a nie przystępuje
do zdrowych mów Pana naszego
Jezusa Chrystusa, i do tej nauki, która jest
według pobożności,
Taki nadęty jest, i nic nie umie,
ale szaleje około gadek i sporów o słowa,
z których pochodzi zazdrość, swar,
złorzeczenia, złe podejrzenia,
Przewrotne ćwiczenia ludzi umysłu skażonego,
i którzy pozbawieni są prawdy, którzy rozumieją,
że pobożność jest zyskiem;
odstąpże od takich.
A jestci wielki zysk pobożność
z przestawaniem na swem.(...)
Mając żywność i odzienie, na tym przestawać mamy.
Bo którzy chcą bogatymi być,
wpadają w pokuszenie i w sidło i w wiele
głupich i szkodliwych pożądliwości, które
pogrążają ludzi na zatraceni i zginienie.
Albowiem korzeń wszystkiego złego
jest miłość pieniędzy, których niektórzy pragnąc,
pobłądzili od wiary i poprzebijali się
wieloma boleściami.
Ale ty, człowiecze Boży!
chroń się takich rzeczy, a naśladuj sprawiedliwości,
pobożności, wiary, miłości, cierpliwości, cichości."

- Listy apostolskie

Moja świadomość religijna rośnie z każdym rokiem i z zadowoleniem zauważyłam, że nie tylko ze mną tak się dzieje. Bo jeżeli ktoś naprawdę chce wierzyć w Boga (a nie w Kościół), to dojrzy prawdę. Zacznie czytać Pismo, zacznie węszyć. I wtedy zobaczy, że KrK. nie ma nic wspólnego z drogą Chrystusa.
   Cieszę się, że spotykam coraz więcej świadomych ludzi.




To był, moi mili, arcyważny dzień, bowiem przesunęliśmy znacznie poprzeczkę pokonując swój własny rekord. Nigdy nie stałam wyżej na Ziemi niż właśnie tego dnia. To był 'szczyt wszystkiego' - nic nie było wtedy dla nas ważniejsze.
   Widok z góry na przeszkody, które pokonaliśmy jest bezcenny, ale pokonywanie ich, choć męczy - hartuje i wzmacnia zdrowie. Nie pominęłabym tego szlaku wjazdem żadną kolejką. To była piękna sawanna, królestwo świstaków i kwitnących traw.
   Dla ułatwienia (aby Wam się wygodniej czytało) podzieliłam podróż na kilka etapów.


ETAP # 1
Genesis
To tam.
Ku mojemu zdziwieniu, droga wcale nie była aż taka ciężka, jak spodziewałam się po tej wysokości. A może po wyprawie na Drachenloch już wszystkie góry wydadzą się banalnie proste? Oby tak było, bowiem w tym roku czeka mnie jeszcze kilka poważnych wyzwań i kolejnych rekordów. Niemniej warto wędrować, aby nadać życiu smaczku.
   Stagnacja jest dla słabych albo dla leniwych. Jest dla tych, którzy nie mają pomysłu na siebie. Albo mają inne plany, przecież nie każdy urodził się dla sportu, tak samo jak nie każdy urodził się do tego, by np. wykładać fizykę kwantową na politechnice.
   Gdy człowiek robi coś tak z zamiłowania i prosto z serca, wtedy to nie jest już stagnacja. Ale będę potępiać życie podzielone na pracę i telewizor. Trudno, możecie mnie obwołać rasistką mentalną.

Cel z bliska. Kamory i śnieg.
Mam zamiłowanie do poznawania świata. Do przesuwania wciąż swoich granic wytrzymałości, do progresowania. Takie życie wydaje mi się bardzo atrakcyjne, a moim marzeniem jest, by było takie aż po grób. Wygląda na to, że umrę młodo, ale za to bardzo kreatywnie. ;] Pewien test internetowy zdradził mi, że umrę siłując się z niedźwiedziem. Hmm... 
   Pewnie niejedno z Was pomyśli sobie, że raduję się tym wszystkim, bo mam Alpy za oknem. Ale nie zawsze je tam miałam. Kiedyś za moim oknem stał drugi, wielki blok, a słońce wieczorami chowało się za wielką elektrownią. Życie mimo tego uznawałam za piękne. Nie zgodzisz się ze mną? Nie radujesz się życiem? Nie cieszy Cię zdrowie, świat dookoła, wiatr, słońce, deszcz, ptaki, las? Istnienie i życie? Nie sprawia Ci to radości?


ETAP #2
pierwsze podejście


Nie jest to bardzo stromy masyw, jednak długotrwały marsz pod górę, potrafi dać się we znaki. Zawsze znajdzie się doskonała pora na zaczerpnięcie głębszego oddechu, oraz by zrobić kilka zdjęć. Jeszcze stąd widok nie był tak mega imponujący (albo już przywykłam do podobnych...), ale już byliśmy na tyle wysoko, aby powiedzieć, że właśnie oderwaliśmy się od ziemi. Od rzeczywistości.
   W takich miejscach jak to, na ogół marzy się, by wskoczyć do zimnej wody. Lecz spokojne wody są na dole. Skok stąd? Mogłoby być bardzo ciekawie...



Ta wędrówka nosi wiele imion: wyzwanie, sukces, rekord... A jednak trwała zaledwie dzień. Kiedyś, kiedy jeszcze przez moje okno widziałam blok (czyli niecałe 3 lata temu), moimi małymi wyzwaniami były wszystkie jedno... ba! nawet pół -dniowe wypady za miasto, dosłownie gdziekolwiek. Myślicie, że moje nastawienie zmieniło się od wyjazdu do Szwajcarii? Owszem - zmieniło się co do gór, w które nigdy nie planowałam jechać. Wszędzie tylko nie na południe Polski... no chyba, że w Bieszczady (w których jestem zakochana platonicznie). Nawet kiedyś wygrałam sobie album Bieszczad w wojewódzkim konkursie plastycznym, który oglądałam prawie codziennie. Ale nie o góry mi chodzi. (W Bieszczadach właściwie chodziło mi o dzicz).
   Słowo "wakacje" to był i jest dla mnie STAN UMYSŁU. To nie coś, co czeka nas raz w roku latem, ani nie trwa wcale dwóch tygodni urlopu. To coś, co możemy sobie wypielęgnować w naszych głowach.





Pamiętam jak po pracy uciekałam do natury. Ważne było, aby znaleźć się jak najdalej od miejskich ulic. Nauczyłam się, aby (kiedy tylko tego potrzebowałam), pójść/pojechać gdziekolwiek gdzie będzie przyjemnie. I tak, znalazłam naprawdę mnóstwo interesujących miejscówek i to całkiem niedaleko domu (albo miejsca pracy). Np: odkryłam, że kilometr od zakładu, w kępce gęstego lasu, istnieje staw, w którym żyją ryby. I nikogo, ni żywej duszy tam nie było! a krzewy i drzewa skutecznie odgrodziły mnie od ulicznego harmidru.




Fiołek.
Zwany dzikim lub polnym bratkiem.

Nauczyłam się bardzo szybko, że wakacje są już wtedy, kiedy mijamy próg mojej firmy. Nie raz zdarzyło mi się po pracy pojechać na dworzec i wyruszyć w jednodniową (lub dwudniową) podróż pociągiem. Albo po drugiej zmianie wybrać się na koncert ulubionego zespołu. Nigdy nie czekałam na urlop z moimi wakacjami! A kierownik zawsze powtarzał mi, że w domu się nie siedzi, bo w domu ludzie umierają. Miał rację - umierają za życia.






ETAP # 3
atak świstaków


Pierwszy z nich pojawił się mimochodem, bo nie spodziewaliśmy się tu tych zwierząt. Gdy wstępowaliśmy na ścieżkę, nie było po drodze żadnych tuneli, które by zwiastowały ich obecność. Zaintrygowani pojedynczym gwizdem, zaczęliśmy się rozglądać. Okazało się, że one widziały nas już dawno... one! Było ich wiele...
   A później dostrzegliśmy całe przestrzenie pełne dziur, najpewniej łączących się ze sobą podziemnymi korytarzami. Przypuszczamy, że to mogła być największa siatka świstaków w tym kraju.

"Nikt nie oczekuje od chovihani, że się przystosują, One już takie są, że się dziwnie zachowują. Aspołecznie. Moja babka była chovihani. Matkę dar jakoś ominął, ale babka przepowiedziała mi, że ożenię się z gadziem, kiedy jeszcze leżałem w kołysce.(...) To mi zapewniło długie lata samotności."


- Daziel i Pascoe, okrutna miłość.

2 świstaki.
5 świstaków.
Urdzik karpacki.
Zwany także jaślinkiem. Urdzik karpacki jest endemitem zachodniokarpackim.
Płatki zebrane są w przyziemną różyczkę, przytuloną do podłoża, co chroni roślinę przed nadmierną utratą ciepła.
Endemit? Roślina w takim razie, nie uczyła się na geografii gdzie leżą granice państw :P
Było ich coraz więcej, "wypadały" z ukryć niczym świstacze lawiny, a do tego znienacka potrafiły wysypać się z każdej dosłownie, pobliskiej jak i odległej nory. Było ich coraz więcej, były coraz bliżej... Zaczęliśmy czuć się nieswojo...
   Otaczały nas coraz ciaśniejszym kręgiem, obserwując bacznie czarnymi, przenikliwymi oczami. Rozmawiały z sobą w języku owianym ścisłą tajemnicą, a podejrzenie, co do znaczenia słów, budziło w nas coraz większe obawy...
   - Coś się święci! - powiedział mąż, kiedy następny świstak pojawił się znikąd, dosłownie 2 metry przed nami na środku drogi. I się patrzył. Tylko tyle... złowieszczo się patrzył...
   Gdy nas przepuścił, gapił się dalej, ale tak, jak to robią najlepsi detektywi podczas przesłuchań. Ciarki przeszły nam po plecach. Odtąd wszystko było jasne, byliśmy intruzami! Było nas tylko dwoje ludzi bez żadnej broni, a ich krocie... A jeśli to były świstaki ludojady? A jeśli planowały nas obezwładnić, związać i ugotować w wielkim kotle?
   Dostąpiliśmy paroksyzmów strachu...





ETAP # 4
stepy


Zdobyliśmy grań. Do nas należało teraz przejście ostatniej, trudniejszej drogi po kamorach i hałdach śniegu. Ścieżka miała zdecydowanie większe nachylenie i w zdecydowanie mocniejszym słońcu. Na całe szczęście wiał przyjacielski wiatr, a nad głowami unosiły się ogromne, białe kłęby chmur, które niekiedy przyjemnie zasłaniały słońce.
   Mam prawo mieć dosyć słońca. Powtórzę się, ale jest to dla mnie ważne, by zaakcentować siłą rzeczy mój respekt, a także i nienawiść do gały ognia - po dwóch udarach słonecznych, po wielu nieprzyjemnościach związanych z toksyczną dla mnie opalenizną, po przeżyciu leczenia poparzeń, które powstało nie z mojej winy, bo generalnie nie opalam się; chucham i dmucham na siebie latem strasznie, jak jakiś chory na porfirię, a niestety to słońce świeci na naszą planetę coraz mocniej.
   Tutaj była chwila na to, aby rozejrzeć się spod szerokiego ronda kapelusza i odkryć parę ciekawych miejsc. Oczywiście nadal pod czujnym okiem świstaków.




Wrócę jeszcze na chwilę do czasów, kiedy mieszkałam w centralnej  Polsce. Pamiętam jakie zdjęcia wtedy publikowałam. Ciągle ktoś mnie pytał, czy ja mam ćwierć etatu. Otóż miałam cały oraz różne zajęcia dodatkowe. Mniej lub bardziej dochodowe, ale żyłam aktywnie, zarówno rozrywkowo jak i dochodowo.
   Cały czas w stanie "wakacje" być nie można, wiadomo, ale ileż to daje pociechy i rześkości, móc w środku tygodnia brodzić sobie w rzece, do której dojechałam w godzinę na rowerze, albo pospacerować po komnatach zamku z cegły, do którego dojechałam za 5 zł busem.
   Jestem przeciwniczką posiadania samochodu, przynajmniej na ile życie umożliwia mi obchodzenie się bez niego. Póki co, nie zadziwiłam samej siebie jeszcze nigdy stwierdzeniem "przydałoby się auto..." Jak to kiedyś nastąpi, rzucę się w morskie fale, ale się nie utopię, bo.... tralala ;)
   Nie martwię się ratami za ubezpieczenie, przeglądem ani awariami. Cenami paliw i korkami. Ani tym, że pewnego dnia trafi mnie jakiś idiota i to nic, że jechałam zgodnie z przepisami. Prawko mam, trochę żałuję, ale nic to. Samochód zawsze będzie dla mnie niepotrzebną skarbonką. Trzydzieści lat sobie rodziłam bez samochodu. Małżonek ma, ułatwia to życie - owszem, no bo ma ułatwiać, po to jest. Dzięki temu do Polski jedziemy 10 godzin, a nie 18 PKS-em, O.K. doceniam. Ale ja swojego auta mieć nie potrzebuję.
   Miałam zawsze multum pomysłów na to, aby ruszyć się z domu, a i tak (bawi mnie to do tej pory) niektórzy twierdzili, że non stop siedziałam w internecie. Przecież publikowałam regularne posty via FB i blog. Skąd to się wzięło? Z tego, że regularnie wracałam na wieczór do domu ;) A i tak już mistrzostwem świata nazywam publikowanie tzw. "planowane", czyli wpisywałam w timer, o której dana rzecz ma się wystawić na światło dziennie. Wybywałam z domu, a moje stronki uzupełniały się same.
   Wyjeżdżając na dłużej, miałam cały kalendarz zaprogramowany tak, bym nie musiała w ogóle myśleć o tym, co tutaj się dzieje. Ale i tak słyszałam "siedzisz w necie 24h!" Hmmm Skoro to wiesz, to znaczy, że Ty też. 😉


"Piątek wlókł się tak niemiłosiernie, jakby chciał dotrwać do końca świata."

- Daziel i Pascoe, okrutna miłość.

Wymarzone miejsce dla mnie. Gotowe z zagrodą, mogłabym warzywniak tu zrobić.
I jest jeszcze jezioro, najcenniejsza cicha woda.



Teraz wszystko się zmieniło. Zapachy, pory wschodów i zachodów słońca, dźwięki... Kiedy tak sobie siedzę przy książce lub innym, cichym zajęciu, popijam kawę, a przez otwarte okno docierają do mnie odgłosy kani lub jakiegoś sokolika, w serce wlewa się taka swoista błogość... Idąc w góry, takich odgłosów jest w brud, ale nie tylko tych drapieżnych.
   Tymczasem wróćmy do świstów, bo to naprawdę zaczęła być już bardzo zaawansowana w powadze  sytuacji sprawa. Ta trawiasta, wyschnięta niemal na wiór trawa, to cała kolonia tych gryzoni. Tyle że one są w kolorze tych sawann, dlatego musicie wytężyć wzrok, by je dostrzec.

"Jeżeli chovihani pyta cię o godzinę, ty idziesz kupić sobie zegarek."

- Daziel i Pascoe, okrutna miłość.


2 świstaki.
2 świstacze zadki. Ganiały się, popiskując w zabawie.

1 i pół. Drugi czmychnął pod ziemię.
Wspomnienia są jak kalejdoskop. Różnie obracają się te wzorki w środku pamięci, ale zawsze jest ładnie i kolorowo. Owszem, czasami wyjdzie jakiś bardzo dziwny wzór, ale co tam, wystarczy przekręcić jeszcze raz.


Miło było spojrzeć na już zdobyty szczyt, Piz Salottas. Podobne warunki, podobna aura, śniegu było znacznie więcej. Zdjęcia tych samych jezior, tyle że od innej strony.





 ETAP # 5
Stätzerhorn
2 575 m n. p. m.

Stätzerhorn stoi w regionie Lenzerheide, w kantonie Gryzonia. Szczyt jest dostępny przez szlaki turystyczne o stopniu T2 z wielu stron. Stąd roztacza się przepiękna panorama na: Lenzerheide, Oberhalbstein, Heinzenberg, Domleschg i górną część doliny alpejskiej Surselva.
   Kto rano nie śpi, ten zdobywa rekordy swoich osiągnięć 💪😃 Im wyżej, tym wcale nie jest chłodniej. To efekt odpoczynku w przepoconych ubraniach, dlatego zawsze wtedy lepiej zmienić bluzkę na suchą (odkrywcze, wiem...). Warto wtedy raz jeszcze poprawić warstwę ochronną filtra. A potem można już bawić się aparatem do woli.

Moment zdobywania szczytu, czyli jak to się prawidłowo robi:


Jak to jak? Z werwą i radością! 😁



Najpierw niby pokojowo, a potem...
"JUŻ NIKT NIE ZDOBĘDZIE TEJ WYSOKOŚCI! ZMNIEJSZĘ GÓRĘ O DWA METRY!!!" 😈



Posiedzieć sobie na wierzchołku góry - niesamowita satysfakcja jak i również duma z samego siebie. Człowiek nie wspina się dla chwały, ani nawet dlatego, by widzieli go inni. Człowiek robi to w celu spojrzenia na wszystko z innej perspektywy. Zdrowszej i spokojniejszej. Czasami warto pewne zdarzenia zmęczyć, a potem w oszołomieniu pięknem natury, wydać o wiele życzliwszy osąd. Albo bardziej radykalny, a najważniejsze to czuć, że słuszny i zgodnym z sumieniem.
   Polecam tę metodę wszystkim, szczególnie tym zafrasowanym.


Dawniej tytułowałam siebie Panią Jeziora,
dziś jestem Panią Świata XD
Niektórzy z Was pamiętają, że wybieram się na Marsa 😁 jednak pojawiło się u mnie kilku nowych czytelników, którym muszę wyjaśnić co nieco. Od początku roku mam w planie naprawdę gorącą wyprawę. Rozczytuję się w poradnikach dotyczących przetrwania w suchym i srogim klimacie jaki podobnie panuje też na pustyni. Co jakiś czas dzielę się z Wami tymi wiadomościami, które także przydają się w normalnych górach, bo pogoda jest tam równie tropikalna.
   Poprzednim razem opowiadałam jaki najlepiej zabrać ze sobą ubiór. Dziś pora (dedukcyjnie) opisać samą wędrówkę w takich trudnych warunkach.




Na wielu szczytach znajduje się puszka z tzw. 'księgą gości'. Problem w tym, że czasami historia wędrowców wygląda tak:

Była też nowa księga, zapakowana w plastikowy pojemnik.
Tradycyjnie zostawiliśmy swój wpis po polsku.
ETAP # 6
schodzimy na dół





Poniższe informacje zaczerpnęłam ze strony Łukasza Supergana.

Marsz i każdy inny wysiłek oznaczają produkcję ciepła. W połączeniu z gorącym powietrzem dokoła, może ono prowadzić do przegrzania organizmu. Nadmiernie nagrzane ciało traci zdolność do regulowania swojej temperatury.
   W „Diunie” Franka Herberta, istoty mieszkające na tytułowej planecie, podróżowały nocą. Tak samo podróżuje dwójka bohaterów z mojej książki.
   Sposób jest świetny, kiedy znajdziesz się w sytuacji, w której natychmiast musisz się wycofać ze szlaku, gdy czujesz, że zaczyna się udar cieplny, albo zaczynasz rozumieć, że masz zbyt mało wody. Marsz w czarny dzień może pomóc samodzielnie wrócić do cywilizacji. Jednak nie jest to recepta na upał, kiedy zależy ci jedynie na dotarciu do celu.
   Jestem zwolenniczką podróży dla samej idei wędrówki, więc przykro by mi było, gdybym przez brak światła dnia, miała nie zobaczyć tego, co mnie otacza.
   Wędrówka po rozgrzanej patelni nie ma sensu i nie daje żadnej przyjemności, dlatego jeśli prognozy zapowiadają naprawdę ciężkie temperatury, lepiej przesuń termin wyprawy.





Restauracja czynna tylko zimą. Kolejka także stała w miejscu.
Znawcy pustynnego tematu, doradzają aby około południa rozbić obóz na około cztery godziny i nie wykonywać w tym czasie żadnego cięższego ruchu. Nawadniać się, jeść i odpoczywać - nic więcej.
   Na prawdziwych pustyniach, kiedy rozpaczliwie szukamy cienia, zdarza się znaleźć jakiś mini wąwóz. Jednak nie jest to najlepsze miejsce do biwakowania z uwagi na nagle pojawiające się deszcze. W wąwozach równie nagle wzbierają rzeki (choćby początkowo tam żadnej nie było), pojawiają się wodospady, które utrudniają wydostanie się z takiego wąwozu. Znane są przypadki śmierci przez utonięcie właśnie w takich okolicznościach, a utonięcie na pustyni to głupia śmierć, więc lepiej tego nie rób.

To pełny cytat Łukasza. Opowiadał o zaskakujących zwrotach akcji, które z punktu widzenia czytelnika, wydają się być całkiem zabawne. Pytanie tylko, czy na Marsie są wąwozy?




Jak zapobiegać udarowi?

Nosić odpowiednie ubrania:
   W suchym i gorącym klimacie, w takim dokładnie jak ja chodzę, wybieram lekkie, krótkie szmaty i dużo filtru UV. Ale nie polecałabym tego na długie dni drogi. Filtr zawsze pozostawia lepką warstwę na ciele, której nie zmyjesz wieczorem pod prysznicem. Problem higieny wtedy staje się prawdziwym problemem, bo do kremu przykleja się tona brudu i kurzu. Dlatego idąc na długi, kilkudniowy trekking, wybierajcie odzież lekką, zwiewną, najlepiej z naturalnego lnu, zasłaniającą całe nogi i ręce. Warto wtedy posmarować filtrem same dłonie.

Iść wolno:
   To nie wyścig, po co tak gnać? Ważne by wędrówka sprawiała przyjemność. Dbać o systematyczne nawadnianie i regularne spożywanie posiłków, przecież nikt nas nie goni, jesteśmy tu dobrowolnie, prawda?

Odpoczywać, gdy to potrzebne:
   Nawet i co chwila, jeśli czujemy, że to konieczne. Przystanąć, rozejrzeć się, wziąć łyk wody, wytrzeć nos i iść dalej. Nie ma sensu się zarzynać.

    – czyli wszystko to, co składa się na pustynną sztukę przetrwania. W miejscu, gdzie trafisz na źródło wody, warto schłodzić organizm. Możesz to zrobić wkładając stopy do zimnej wody i mocząc w niej Twoją czapkę/kapelusz.
   Każde zdjęcie butów na szlaku to niesamowita przyjemność ;)

ETAP # 6
kojący, cienisty las





Specyficzną odmianą udaru cieplnego jest udar słoneczny. Wywołuje go nie tyle przegrzanie całego organizmu, co silne działanie słońca na głowę i kark. Rezultat jest zasadniczo ten sam. Zapobieganie jest proste: zawsze noś nakrycie głowy i karku. Może to być kapelusz z szerokim rondem lub czapka z daszkiem i osłoną na szyję.
   Jeśli w czasie marszu zaczynasz czuć ból głowy lub obserwujesz brak pocenia – zatrzymaj się, odpocznij i napij. W razie potrzeby zostań tam, gdzie jesteś do końca dnia.




Ważną kwestią jest zachowanie czystych rąk. Tam, gdzie musisz oszczędzać wodę, ich umycie może być niemożliwe. Na taką okoliczność miej ze sobą zapas żelu dezynfekującego lub niewielką butelkę alkoholu do odkażania rąk i użyj go za każdym razem, gdy wrócisz z pustynnej „toalety”. Zakażenie pokarmowe, zwłaszcza bakteriami pochodzenia jelitowego, a potem wynikająca z tego biegunka, to rzecz, której na pustyni musisz bezwzględnie uniknąć.


Dość pokaźnych rozmiarów, minerał.
Czy na Marsie żyją pająki i skorpiony? Tego nie wiem, ale pustynie na Ziemi są miejscem mało przyjaznym dla życia. Węże oraz pająki są raczej rzadkie, a ich ugryzienia – zazwyczaj mało niebezpieczne dla dorosłego człowieka. Inaczej ma się sprawa ze skorpionami. Ich ukąszenia rzadko są śmiertelne, ale traktować je trzeba jako groźne. Silny ból towarzyszący ukąszeniu może Cię unieruchomić, uniemożliwiając udanie się po pomoc.
   Na szczęście w Alpach nie ma tego problemu.

W przypadku ukąszenia postaraj się zdezynfekować ranę, ale nie wysysaj jadu, nie wyciskaj jej, nie nacinaj nożem, nie zakładaj opaski uciskowej. Staraj się nie poruszać zranioną kończyną i utrzymuj ją poniżej serca. Jeśli możesz, stosuj zimne okłady. I przede wszystkim nie panikuj. Szybka praca serca i pobudzone krążenie krwi pogorszą sytuację. Pamiętaj, że na pustyni nawet jadowite zwierzęta bardzo rzadko dysponują taką ilością jadu, która mogłaby zabić człowieka. Spokojnie udziel sobie lub komuś pierwszej pomocy i wezwij pomoc.
   Jak zapobiegać gdy już trafisz w tereny zamieszkałe przez jadowite gatunki? Śpij na piasku lub żwirze, unikaj fragmentów nagiej skały oraz zarośli – są potencjalnym miejscem, gdzie wygrzewają się zwierzęta lub gdzie się chowają. Skorpiony wielu gatunków unikają wchodzenia na tereny piaszczyste – staraj się biwakować właśnie na nich.

Zdjęcie z drogi. Wracając przez małe miasto.
Mam nadzieję, że nie będę musiała przeżywać na środku bezludzia burzy piaskowej. Jeśli jednak będzie zbliżała się ściana pyłu – to znak - jestem na drodze takiej burzy. Co zrobić?
   Znajdź wówczas osłonięte miejsce i schowaj się po stronie zawietrznej. Jeśli nie masz żadnej osłony, zakryj szczelnie twarz i oczy, i siądź plecami do wiatru. Załóż ubrania, gdyż pędzący piasek działa na skórę niczym papier ścierny. Jeśli przeczekujesz burzę, nie rób tego w zagłębieniu terenu – nawałnicy może towarzyszyć deszcz i niespodziewana powódź.

Nawigacja:

Jak już niektórzy z Was wiedzą (z mojego FP), Łukasz Supergan wybiera się w tym roku w moje rewiry wędrowne, bowiem ma zamiar przejść całą "Via Alpina", która przechodzi niedaleko mnie. Byłoby wspaniale, gdyby nasze ścieżki przecięły się i mogłabym temu człowiekowi uścisnąć grabulę.
   Istnieje jednak obawa (na którą wskazuje szacowana data przełażenia Łukasza pod moimi oknami), że miniemy się, bo ja z kolei planuję zwiedzanie akurat innego regionu Europy.
   To taki chichot losu trochę, że odkąd tu jestem, omijam najciekawsze spotkania, nawet jeśli ludzie mi niemal do domu włażą. A jest trochę istot, którym bym chciała podać swą grabkę.
   Czas pokaże, co ma być - to będzie.

11 komentarzy:

  1. Witaj Hexe.
    Przełamywać własne słabości...
    Wędrować szlakiem etapami,
    To czy nie byle jaki...
    A w nagrodę świstaki.
    Toście sobie powędrowali, a jakie fajne widoki...
    No i te świstaki.
    Pozdrawiam i do się na wypoczynek zapraszam.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świstaki. Te to dopiero mają widok z okna, nie? :)

      Usuń
  2. Wspaniała wędrówka Aniu i na jak śmiałe wysokości się wdrapaliście... w Polsce takich już nie ma... Haha... ale po sąsiedzku są :). Misiek mnie namawia na Gerlach, ale toż to nie jest taka prosta i tania wędrówka. Bez uprawnionego przewodnika nie nada :/.

    Niech mi te moje beskidniczki rosną, to może spotkam Cię kiedyś na alpejskim szlaku :)!!!
    Pozdrawiam serdecznie :)!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gerlach... o tym szczycie chodzą już legendy O_O Byłabym pod wrażeniem. Daj się namówić :)

      Usuń
  3. Jakie miłe zwierzaczki! A zdjęcia i tereny piekne...A są tam jakieś czynne schroniska?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat w tym miejscu schroniska są otwarte jedynie w zimie, głównie dla narciarzy. Modne jest także, aby np. Sylwestra spędzać w takich miejscach, dlatego zawsze w towarzystwie stoją też czynne restauracje.
      W lecie natomiast trzeba troszkę poszukać czynnych obiektów. Np. masyw Alpstin, na tej górze są dwa gasthausy, w których można także przenocować, są tą Hoher Casten i Staubern, oddalone od siebie ok. 3h marszu po grani.

      Usuń
  4. Kocham Boga. Modlę się po swojemu i traktuję go jak swojego przyjaciela. :) Jakoś nie wstydzę się mówić głośno, że wierzę. Dużo ludzi, zamiast zamknąć jadaczki, to klepią mi, że Boga nie ma. Ja wierzę i tyle, zbędne gadanie, ja i tak nie słucham.

    Jestem z Was dumna. Co za osiągnięcie. Taka wysokość. Ja cieszę się, jak wejdę na górę, powiedzmy o wysokości 1300m npm.

    Potępiaj i co tam, może otworzysz oczy komuś, kto marnuje czas przed tv czy kompem. Umrzesz siłując się z niedźwiedziem? hahahaha Ty z nim wygrasz!!!

    Ty to zdanie jest powalające i daje do myślenia. - Słowo "wakacje" to był i jest dla mnie STAN UMYSŁU. To nie coś, co czeka nas raz w roku latem, ani nie trwa wcale dwóch tygodni urlopu. To coś, co możemy sobie wypielęgnować w naszych głowach.

    Normalnie ja nie mam szans na pisanie krótkich komentarzy u Ciebie. Zawsze rezerwuję sobie więcej czasu. Nie dostaniesz ode mnie pustego komentarza!!!

    Również jestem osobą, którą ciągnie do odkrywania świata. No nie mogę żyć tak sobie. Za dużo trzeba odkryć. Ty nie wątp, że inspirujesz, bo czytam zdanie po zdaniu i bardziej żyć mi się chce.

    Chyba się zleję " świstaki ludojady" hahahahahahahahah :D Ty możesz zdecydowanie napisać ksiązkę również o podróżach!!

    Ohhh udary słoneczne. :(( Jesteś silną, mega pozytywną osobą. Brawo.

    Dobra, teraz mam szok. Ty masz 30 lat:O Ty wiesz, że ja ci dawałam z 21 ahahahahahahaha

    Musisz mi zdradzić swoja tajemnice, jak ty wszystko ze sobą potrafisz pogodzić.? No nie musisz zdradzać, ale może zdradzisz. ;) Plakat dla ślepców mnie powalił. hahaha Ludzie widzą swoje. Będę o tym pisać, bo spotyka mnie to regularnie i za często.

    Buhahaha i co zmniejszyliście górę;D Nie wiedziałam o takich puszkach. Fajowe.

    Świetne porady dałaś, chodzę po górach z bratem, warto wiedzieć takie sprawy. Czasami tak grzeje, że znieść tego nie idzie.

    Zdjęcia zrobiliście wspaniałe. Świetny post, a ja jak zawsze zostawiam Ci cały tom do przeczytania. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja do pisania komentarzy u Ciebie (długawe bywają...) potrzebuję artefaktów rytualnych - kawy w ulubionym kubku. Tak samo podchodzę do pisania notatek na bloga, albo dłuższych maili, czyli zawsze kiedy mam zamiar długo pomyśleć i się wypowiedzieć.Bez artefaktów ani róż, dodają +100 do elokwencji.

      Bo ja się nie starzeję odkąd zjadam te świstaki ludojady. Jak? Prosta sprawa - zjadam je, zanim one zjedzą mnie. Jestem większa!
      Tylko że tym razem było ich zatrważająco dużo...

      Jak teraz daję radę to wszystko pogodzić? Raczej jak kiedyś dawałam radę, kiedy miałam zdecydowanie więcej zajęć i obowiązków. Dziś to pestka.
      Przede wszystkim rozpoczynałam dzień od priorytetowych spraw, nawet jeśli strasznie nie miałam na nie ochoty. Zrobić - żeby było zrobione - i z głowy.
      Zawsze tak rozplanowywałam sobie zajęcia, by na koniec dnia zostawały mi te mniej ważne, które ewentualnie mogłam odpuścić na poczet (np.) jakiegoś wyjścia. Dziki temu to, co było najważniejsze lub "na już", zawsze robiłam w terminie.
      Tak samo rozkładałam swoje obowiązki w pracy i plusowałam na tym.
      A jak z wypadami na "wakacje"? Jeżeli dzień miałam po pracy naprawdę wolny i żadnych spraw do załatwienia, to zawsze :)

      I bardzo dobrze, że tyle słów zostawiasz, chwalę Cię za to :)
      Napełniasz mnie każdorazowo motywacją do pisania :)

      Usuń
  5. hahaha jaki gigant mi powstał. Mam nadzieję, że Ci to nie przeszkadza. Już wiem, Ania się zwiesz. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. A mnie od religii coraz bardziej odpycha...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie od religii też odpycha, ale jestem wierząca. To dwie różne kwestie ;)

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.