czwartek, 8 czerwca 2017

Hirzli, 1640 m z widokiem na dwa jeziora.

"Albowiem sami dostatecznie wiecie, iż dzień Pański jako złodziej w nocy, tak przyjdzie."



To była wędrówka na najbardziej zielone obszary gór Glarus. Ze szczytu, który udało nam się zdobyć, mogliśmy spojrzeć na Jezioro Zuryskie i Walenckie. Punktem wyjściowym było miasteczko Niederurnen.
   Ze względu na poziom nachylenia, trasa w skali trudności oznaczona jet jako T2. Ostre podejście daje się we znaki, początek jest szczególnie zabójczy. Zdjęcia tego nie pokażą... do tego dołóżcie potężniejący z każdym metrem upał! Pierwsze zdjęcie jakie zrobiłam na tym szlaku, wcale nie zwiastuje jakiejś szczególnej trudności. Diabeł tkwi w szczegółach.


Po drodze napotkaliśmy niewyobrażalnie kuszącą jaskinię. Niestety brak latarek wykluczył zgłębianie jej tajemnic, a sami przyznajcie, oświetlanie sobie korytarzy lampą błyskową jest głupotą. Ani dobrze nie spenetrujesz podziemi, ani nie zrobisz już później żadnego zdjęcia, bo wyczerpiesz baterię.
   Jaskinia pozostaje w planach na przyszłość i z latarkami. Moment, do którego weszłam, zapowiadał się obiecująco. Końca nie było widać...
   To pierwsza taka głęboka jaskinia, w której naprawdę można poczuć adrenalinę i dreszczyk emocji. Zwykle poznając podobne dziury, była pełna aranżacja biletowa z przewodnikiem, a ta - wyobraźcie sobie - stoi wolna bez niczyjej ingerencji i bez turystów. Ukryta pod wzgórzem, na którym stoi zamek,  którym opowiadałam TUTAJ.



Napotkałam przez przypadek świeże pająki. Po raz pierwszy w życiu widziałam jak to zachodzi, jak one... tworzą się. Obserwowałam je kilka minut, zafascynowana jak dziecko. Nie potrafiłam oderwać oczu...



Mijaliśmy punkt czerpania wody, będący jednocześnie metą kolejki linowej, z której wysypała się chmara wędrowców, dlatego od tego momentu na szlaku zaczęło robić się tłoczno.
   My podążyliśmy na piechotę od samego początku, a droga otwierała się dla nas piękną, cienistą ścieżką pod koronami drzew. Żałujcie, obywatele! Bo niedługo dalej była już tylko spiekota...
   Tutejszą ozdobą są drewniane figurki rzeźbione piłą łańcuchową. Przedstawiały różne gatunki zwierząt, a było ich bardzo dużo w całym lesie, dokładnie opisanych na tablicach dydaktycznych. Dziwiło mnie tylko, czemu wśród nich pojawiła się dwukrotnie postać krasnoluda. Zwierzęcia mi on nie przypomina...



Góra, na którą wchodziliśmy, składa się z konglomeratu (skała osadowa), będącego pozostałością po istniejących tu, wielkich wodach. Gdy zobaczycie zdjęcia ze szczytu, wspomnijcie sobie o tym, że całe to terytorium było zupełnie zatopione. Ta świadomość jest przytłaczająca... Zatem w drogę!



Poprzednio pokazałam Wam początek listu z przeszłości, (konkretnie równo sprzed roku). Czas dokończyć go i podsumować zaszłe zmiany.
   W sposobie myślenia nie zmieniło się przez te lata nic. Jednakże wtedy miałam zachwianą percepcję postrzegania, czyli zepsuty złożony proces poznawczy, który doprowadził mnie do odbierania codzienności, jako skutku działania niechcianych bodźców, w tym robienie wielu rzeczy wbrew swoim zasadom. Wbrew sobie. No jaki człowiek robi coś wbrew sobie długo i nadal jest szczęśliwy? Klęska była tylko kwestią czasu.
   Do tego drażliwość, problemy z koncentracją, brak energii, poczucie beznadziei, bezradności i bezwartościowości. Chęć do niekończącej się izolacji społecznej, zaburzenia pokarmowe, zaburzenia snu, bezdech, a nawet duszenie się w nocy. To chyba brzmi jak depresja kliniczna, nie? ;] Ewentualnie, jakby to powiedziała jakaś szeptucha, atakował mnie w nocy incub.



"Lecz wy, bracia! nie jesteście w ciemności,
aby was on dzień jako złodziej zachwycił [złapał].
Wy wszyscy jesteście synowie światłości i synowie dnia;
nie jesteśmy synowie nocy ani ciemności."

Mój mąż ćwiczył tutaj wyfazowywanie. Na razie potrafi wyfazować jedną trzecią ciała. Śmiesznie to wygląda...
i jest niepotrzebne! Ja mu mówiłam, żeby nauczył się latać, a nie mi tu jakieś
wyfazowywanie będzie demonstrował.

W ostatecznym rozrachunku tylko szczęście ma wartość. Zainfekowani telewizją, internetem, gazetami, udręczeni i umęczeni - nie zgodzą się z tym. Nietolerancyjni, uświęcający tylko własne przekonania - nie zgodzą się.
   Stajemy się zgorzkniali, konserwatywni i sztywni. Nigdy tego bym nie chciała... Pragnę być ponad to, pragnę do śmierci być szczęśliwa.
   Nie chciałabym aby ludzie nagle rzucili wszystko w diabły i spędzali resztę życia na spacerach - przecież ciągle o tym piszę - "ruszcie się z domu". Wiem doskonale, że musimy pracować, bo przecież nie przyszłoby nam do głowy spacerowanie po parku, gdybyśmy byli bezdomni i głodni. Nauczmy się rozumieć siebie. Odłóżmy karabiny, zaniechajmy mordu, dajmy sobie spokój i weźmy głęboki oddech.
   Jeden dzień włóczęgi albo delektowania się ciszą bez tele-odbioru - spróbujcie choć raz w tygodniu odpocząć inaczej niż zwykle.

Będąc coraz bliżej szczytu, widoki nabierały swoistej dla gór jakości. Było widać inne góry :P Na tej wędrówce nie robiłam tak dużo zdjęć jak zwykle. Stromy szlak zmuszał mnie do trzymania aparatu w plecaku, jednak mam nadzieję, że udało mi się zobrazować co nieco. A czy pokazać konkretnie ten szlak? Sami powiedzcie.
   Czy wgl. na podstawie moich wpisów da się odtworzyć te wędrówki? Musiałby ktoś to sprawdzić i mi powiedzieć, czy nadaję się na wirtualnego instruktora ;) Po cichu zapatruję się w Rudą Paskudę, coś mi już raz parokrotnie napomniała, że ma chrapkę na Alpy ;) Niemniej jestem ciekawa jej mazurskich pomysłów na ten rok. 😎 Może sprowokowana w ten sposób, objawi swe plany sama XD No ciekawość mnie zjada!!
   Nawiasem mówiąc, polecam jej blog, nie dość, że fajna laska, to i znakomity przykład tego, że z dwójką dzieci też można hasać po górach. Dosłownie inspiruje mnie...



Wróćmy do konfrontacji z listem z przeszłości. Nie miałam czasu na to aby rzetelnie odpocząć, wszystko wykonywałam porywczo, na agresorze level hard, ale treść znamionuje, że doskonale wiedziałam co jest źle i co należy zrobić żeby to naprawić. Niestety nie mogłam. Nawaliła umiejętność cieszenia się, a realizm wywyższył się ponad oczekiwane standardy.
   Kieruję się rozumem we wszystkich okolicznościach. Z doświadczenia wiem, że sercem nie da się podejmować słusznych decyzji (nie zawsze miałam dobre doświadczenia), ale nie jestem maszyną - serce mam. We wszystkich związkach z przeszłości, zawsze podejmowałam jedną, naprawdę dobrą decyzję - zerwania. Na szczęście moje małżeństwo uważam za udane. Co z innymi decyzjami? Co z emigracją?
   O, wiem, teraz odezwie się ta strona obserwatorów, która uważa, że snuję brednie, bo w Polsce nie ma szczęścia, a na ulicach same smutne miny... - dobra, zgodzę się, że w większości. Wszędzie dobrze, gdzie Was nie ma! 😛

Na sąsiedniej górze, małe mróweczki zdobywały inny szczyt.
Jezioro Zuryskie i miasto Rapperswil.
Byliśmy: KLIK
 "którzy w nocy śpią, w nocy śpią;
a którzy się upijają, w nocy się upijają.
bądźmy trzeźwymi, oblekłszy się w pancerz wiary i miłości
i w przyłbicę nadziei i zbawienia"




Czy to nie dziwne, że idąc przez życie, krok po kroku zaczyna wydawać się nam, że to, co chcielibyśmy robić, zaczynamy odbierać jako coś, co jest nierealne? Hola! Ale kto nam tego zabrania?
   Już sam pomysł wydaje się być czymś narkotycznym. Przegrzebmy się przez najpopularniejsze z marzeń, lecz ostrzegam, że jedno z nich będzie zepsute. Po prostu zebrałam parę pomysłów od ogółu ludzi przyznających się do jakichkolwiek marzeń. Ale nawet zepsute marzenie, to przecież marzenie, nie?
   Seks z gwiazdą sceny muzycznej albo tytuł mistrza świata w boksie - miewamy przeróżne wizje siebie. I te bardziej babskie, jak kariera na światowych wybiegach mody, lub rola w romantycznym filmie. Ale jak Was przekonać, że nie ma rzeczy niemożliwych?
   Jednak nic od razu nie przychodzi, bo nie wystarczy tylko chcieć. Walczę z tym założeniem od dziecka, bo od dziecka słyszę wciąż to samo - wystarczy chcieć. Otóż nie wystarczy! Marzenia nie spełniają się od pstryknięcia palcami. Trzeba jeszcze coś zrobić.
   Nie prześpisz się z gwiazdą, jeżeli nie spróbujesz jej poznać osobiście. Nie zdobędziesz mistrzostwa w boksie, jeżeli nie zaczniesz oficjalnie trenować pod okiem trenerów. Nie zostaniesz modelką, jeśli nie pójdziesz na casting. Nie zagrasz roli w filmie, jeśli... też nie pójdziesz na casting, albo nie skończysz filmówki.
   Nie wystarczy chcieć czegoś - trzeba chcieć działać w tym kierunku.


Jezioro Walenckie.
Ciekawe, czy ktoś zauważył tego psa.

Uciekam, a za mną biegnie wielka armia i wrzeszczy - STÓJ! Na jej czele ludzie, których oblicza maluje ciągłe niezadowolenie albo rozczarowanie. Tuż za nimi biegną kobiety pchające przed sobą wózki z dziećmi, inni jeszcze, pchają kosiarki do trawy. Część ledwo telepie się za nimi, dźwigając na plecach stelaże z ogromnymi telewizorami. Potem truchta kapłan wraz ze swymi zwolennikami. Wszyscy ci podążają za mną hurmem i ten wrzask - STÓJ! ZA NIĄ! BRAĆ JĄ!
   Aż mnie ciarki przeszły... To wyobrażenie pojawiło się chyłkiem, kiedy wracając z pracy, zboczyłam na chwilkę w cienie kilku drzew rosnących na miedzy.
   Już wystarczy... To drzewo beze mnie nie upadnie, dość podpierania. Czas wracać do domu, a nie buszować w zbożu, bo z tego mogą wyniknąć tylko jakieś morderstwa.

Na szczęście biegam szybciej, bo jestem wolna. Sumienie mam czyste, a serce nie ciąży od nadmiaru kwasu i innych trucizn. Nie pcham żadnego ciężaru, nie taszczę na plecach niczego niewygodnego - innymi słowy - nie uziemiam siebie, nie przygniatam niczym, nie odbieram sobie swobody. Takie życie to skarb.
   Nie chodzi o leserskie życie bez zobowiązań. Bierzemy wielką odpowiedzialność za każdy aspekt naszego "ja", za każdą czynność, za każde uczucie, które tworzymy w innych. Za każde słowo, za każde potraktowanie kogoś w dany sposób, za każdą minę czy gest. Każdy człowiek ma jakieś zobowiązania.
   O tym jakim jesteś człowiekiem, świadczy Twój sposób bycia. Nie to jak wielki masz dom i ile stoi samochodów na podjeździe. Widzisz - ja nie mam nic i to jest moja wolność.




Ten to dopiero doświadcza wolności ;P
Dla jednych wolnością będzie duże zaplecze finansowe, dla innych zaś, wolnością jest bycie szefem we własnej firmie. I popieram, też mogłabym mieć firmę, ale nie wiem jak długo chciałabym być non stop pod telefonem. To raczej nie dla mnie perspektywa.

Dla mnie wolność to nie przywiązywanie się do rzeczy materialnych i nie uzależnianie się od utrzymywania ich.


Dla mnie wolność to wiatr we włosach podczas galopu, kiedy grzywa wierzchowca smaga moją twarz. Dla mnie także wolnością zawsze będzie możliwość wyjścia na szlak. Wolność jest wtedy kiedy nic nie zatrzymuje.

A oto nasza wolność - 1640 m zdobyte na butach.

Ten pan w dole po prawej, gaduła straszny, zagadywał mojego męża chyba z pół godziny :P
Pozdrawiamy pana! :))


Przeprowadziłam wywiad z moim mężem na temat wolności:

Ja:    Co czujesz kiedy zdobywasz górę?
On:  Wewnętrzną radość. Docieram na szczyt, cieszę się, że zdobyłem cel.
Ja:    Jak rozumiesz "wolność"?
On:   Swoboda wypowiedzi, swoboda czynów, oczywiście w granicach społecznych ram. Pozytywnie.
Ja:    Czy spełniałeś kiedyś cudze oczekiwania?
On:  Jest to kwestią każdego młodego człowieka - młodzież vs rodzic. Jako młodzi ludzie nie znający jeszcze świata - staramy się sprostać ich oczekiwaniom, nie wiedząc, że wcale nie musimy.
Ja:    Czy to dobrze, że wgl. występuje takie zjawisko jak "cudze oczekiwania"?
On:   Zależy czy to jest sprzeczne z naszymi założeniami.
Ja:    Quo vadis?
On:   To moje pytanie podstawowe, na które od dawna szukam odpowiedzi. Z drobnych informacji staram się wychwycić prawdę.





Pomimo że pisałam te słowa w chwilach gdy już praktycznie się poddałam, nadal wierzyłam w szansę. Podobno nadzieja jest matką naiwnych, lecz nie umarła do końca wraz z przekonaniem o tym, że życie jest piękne. Trzeba mieć dla niego czas.
   Byłam świadoma absolutnie każdego błędu popełnianego wielokrotnie w przeszłości. Przedawkowałam kawę i cukier, byłam na tzw. sztucznym wspomaganiu każdego współczesnego człowieka. Czułam się fatalnie.
   Cieszę się, że nawet w obliczu depresji, byłam w stanie złożyć do kupy wszystkie myśli, wysnuć tezę, świadome, mądre wnioski i sama wypisać sobie receptę na nieszczęście. Bezsiła potęguje wszelkie problemy, a wiedza o nich buduje podwaliny tragedii.
   Kiedyś myślałam, że najważniejsze w takich sytuacjach, jest uświadomienie sobie w czym leży problem i dążenie do zmian. Nigdy wcześniej nie wzięłam jednak pod uwagę warunków, w których zmiany są niemożliwe.
   Pozostało wtedy czekać na to, aż jedna sprawa rozwiąże się sama, bo to było do przewidzenia. Potem było już łatwiej. Troszkę to wykręcone, to co powiem: po deszczu wyszło słońce. Ale ja przecież nie przepadam za słońcem.

Chata w stylu włoskim.

moja przeszłośćinni ludzie

Suma - czyli co się działo w roku, w którym pisałam te słowa:

Wtedy mówili mi, że idę twardo przez życie, podziwiali, byli nawet dumni. Byli przekonani, że do czegoś dojdę, że coś osiągnę. A teraz? Zgadnijcie sami co mówią.
   Poprzedni post był alarmujący, a nawet złowieszczy. Otwarły się wrota piekielne i wylał Hades. Wydawało się, że nie chcę tu być, że żałuję. Jak z tym do końca jest, to sama nie wiem, jeszcze nie całkiem siebie poukładałam, na szczęście w tym pomaga mi mój mąż.

Spełniałam cudze oczekiwania, zamiast własnych. Miałam idealnie wypełnić cudzy plan. Nie zrobiłam tego - na szczęście.
   Jak zauważyliście, różni ludzie mnie "gonili". Żyłam w ich świecie, nie w swoim - kompletnie gubiąc siebie. Dlaczego napisałam, że "byłam pełna życia" w czasie przeszłym? Bo czułam, że nie spełniam oczekiwań. Że patrzą na mnie, wytykają palcami, a ja - perfekcjonistka - miałam zawalić?

Coś się we mnie na szczęście zaczęło buntować i na szczęście dobrze się stało. Musiałam poszarpać się z cudzymi opiniami, z cudzym zdaniem i przykazaniami, ale powiedzmy sobie szczerze - przecież jestem tu z własnego wyboru i na tyle daleko, aby nikt nie miał wpływu na następne decyzje.

Schodziliśmy inną stroną i zatopiliśmy się w jeszcze gęstszy las.



Wnioski:

Teraz zmieniło się bardzo dużo. Przede wszystkim, podejmując decyzję o emigracji, brałam pod uwagę konsekwencje porzucenia swoich ulubionych czynności na rzecz niewiadomej, więc nie jest tak, że nagle zderzyłam się z rzeczywistością.
   Jestem człowiekiem czynu, dlatego długi czas nie umiałam pogodzić się z pewnym etapem, nagle przecież weszłam w stagnację.

Już raz dawno temu, z przyczyn kompletnie niezależnych ode mnie, doświadczyłam konieczności porzucenia planów na siebie, hobby, ulubionych zajęć. Wtedy utknęłam i przysięgam Wam, byłam zdolna do słów naprawdę strasznych.
   Przypuszczam, że byłam na to wszystko po prostu zbyt młoda - na ścieranie się z takimi sprawami (szczeg. przemilczę), że zbyt brutalnie odcięto mnie od wielu możliwości, a byłam przecież dopiero na początku swojego dorosłego życia.
   I nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło - moje doświadczenia sprawiły, że szereg problemów, przez które przeszłam w Polsce, wzmocniły mnie i nauczyły jak radzić sobie na wypadek, gdyby znów mnie to spotkało. A może w każdej chwili, bo tak naprawdę one jeszcze nie skończyły się na dobre. To że jestem teraz daleko, nie znaczy, że widmo tamtego szaleństwa, już nie może namieszać w moim życiu.
   Co ważniejsze, wtedy moje priorytety zmieniły się o 180 stp. i uważam, że to bardzo dobrze.

Aby psychicznie to przetrwać, oraz nie znienawidzić osób, które przecież szczerze kocham, pomógł mi Bóg. On jeden potrafi wejrzeć w moje serce. Przeprowadził mnie przez morze absurdalnego gniewu.

I niby teraz miałabym się poddać? Podjąwszy własną, świadomą decyzję, miałabym cierpieć? No way!



Dlaczego rok temu tak się działo?

"Nowy" w pracy też zawsze stara się lepiej. Każdy z nas gdy wchodzi w nowe środowisko, pragnie zabłysnąć, pokazać, że jest kimś, że jest coś wart. Bo ja znam swoją wartość, a mój bunt każdorazowo jest bardzo świadomy i niestety bolesny.
   Kiedy ścierają się dwa zupełnie inne światy, nie wystarczy tylko chcieć aby było lepiej. W pewnych sprawach i starania nam nie wychodzą, bo do tanga trzeba dwojga, zgodnych ciał i chętnych serc.
   Osoby, których nie zadowoliłam i które czują, że być może zwracam się właśnie do nich - ja już nie będę się starać za wszelką cenę. Tak będzie lepiej, będę spokojniejsza. Odpuszczę i zadbam wreszcie o swój świat i o to aby zadowolić samą siebie. O to aby mój mąż też był zadowolony, bo nie będzie szczęśliwy jeżeli ja zacznę znów zarzynać się na cudze konto, spełniać cudze marzenia, cudzy plan na    m o j e    życie. I będę nadal robić, to co robię, bo to kocham.


"Zawsze się radujcie.
Bez przestanku się módlcie.
Za wszystko dziękujcie;

Ducha nie zagaszajcie.

Wszystkiego doświadczajcie, a co jest dobrego
tego się trzymajcie.
Od wszelkiego podobieństwa złości
się wstrzymajcie."

- wszystkie cytaty
pochodzą z listów apostolskich


Nawigacja:



Złota zasady:


  • Nigdy nie podejmuj nowych działań, jeżeli nie leżą one w zgodzie z Twoim sumieniem.
  • Jeżeli masz zamiar zarzucić się ogromem obowiązków, rób to rozważnie z kalendarzem w łapie. Bądź konsekwentnym racjonalistą. Bądź swoim mistrzem, a nie mistrzem na pokaz.

   I wreszcie: dlaczego popełniałam takie błędy? Bo chciałam szybko. Bo chciałam "na już". Bo chciałam zabłysnąć w nowym środowisku.
   I jak teraz w Waszych oczach wypada moja konfrontacja z przeszłością?


Jeśli ktoś nie zdążył jeszcze
poznać początku "listu z przeszłości",
zapraszam TUTAJ

21 komentarzy:

  1. Zacznę od zdjęć- boskie. Widoki- fantastyczne. Kocham chodzić po górach, ale takich szczytów to jeszcze nie zdobywałam.

    Twój wpis znów mnie poruszył. Nie wiem, o co biega innym, ale ja widze w tobie bardzo silną osobę, pełną wolności, która poznaje siebie, która wie co ważne, która jest utalentowana i niesamowicie odważna!!!

    Zgadzam się, w ostatecznym rozrachunku, tylko szczęście się liczy. Jak mamy dać coś od siebie dobrego skoro sami się kisimy. Ja wiele lat starałam się zadowolić innych. Trzy razy rezygnowałam ze studiów. Oczywiście niemal każdy widzi mnie jako lenia, tępaka. Kiedyś się tym przejmowałam, ale parę lat temu zrozumiałam, że nie żałuję, że nie chciałam studiować. Przecież nie oznacza to, że jestem mniej rozumna od pani magister. Teraz głośno mówię, co myślę i zajmuję się tym, czym chcę. Też można powiedzieć, że straciłam szanse, mogłam być naprawdę dobrą, a może i znaną śpiewaczką. Nie chciałam tego i tyle na temat.

    Mam 31 lat, ludzie widzą mnie, jak skaczę po łąkach, jak śpiewam sobie na głos, totalnie się wygłupiam. Mówią, że jestem dziecinna. Już to olewam. Tak, mam w sobie multum z dziecka, ale to nie oznacza, że kiedy trzeba być poważnym, to ja wyciągam lizaka i se śpiewam. Śmieszy mnie, kiedy ludzie nie znają mojej historii, a klepią swoje bzdury. Olać to. Każdy ma swoją wizję szczęścia i powinniśmy się tego trzymać. To jedyna droga, by rzeczywiście czuć prawdziwą radość.

    Osobiście jestem strasznie z Ciebie dumna. Wiesz, czym jest dla Ciebie szczęście i mówisz o tym i o to dbasz. Nie jesteś typowym Januszem. Nie płaszczysz się przed innymi. Nie mam pojęcia, ile masz lat, wyglądasz młodziutko, ale piszesz jak osoba, która wie co to życie, która potrafi się uczyć z popełnionych błędów. No totalnie podziwiam Twoją odwagę!!! No i znów Twój wpis obudził we mnie emocje. Rób co cię uszczęśliwia, walcz o siebie i swoich bliskich. Ty wiesz najlepiej, co daje ci i co może dać Ci szczęście, nie społeczeństwo. ( no może tylko Bóg wie lepiej. hehe Nie raz mi to już udowodnił hehehehe).

    Zgadzam się, nie wystarczy marzyć, trzeba robić. Ja muszę jeszcze nad tym popracować.

    Serdecznie Cię pozdrawiam.

    Ps. nie wiem, ale mega rozśmieszyło mnie zdanie 'Na sąsiedniej górze, małe mróweczki zdobywały inny szczyt.' :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam oj tam, tyle tych komplementów :P

      O co biega innym? Że nie jestem nimi. Podejrzewam, że życie poza pewnymi utartymi schematami, burzy troszeczkę harmonię ludzi przywykłych do jednolitego życia wielu osób w ich środowisku. Pewnie im mącę ;) ;P

      Również nie skończyłam studiów. Dziś byłabym jedną z wielu pań magister z działu psychologi i filozofii (byłam zainteresowana dwoma fakultetami). Wtedy było wielkie bum na psychologię. Moja negatywna decyzja o podjęciu studiów, nie wywołała żadnego pogorszenia mojej sytuacji. Co z tego, że z wykształceniem średnim mogłam iść w Polsce jedynie za ladę sklepową, skoro wraz ze mną pracowało kilku psychologów, a nawet jeden biochemik?
      Dziś robimy studia albo w konkretnym celu, albo z zamiłowania do danej dziedziny. Jako absolwentka filozofii, mogłabym najwyżej ją wykładać, a nie mam powołania w tym kierunku. Było jak było i nie uważam siebie za osobę gorszą od kogoś po studiach. Potrzebną mi wiedzę mam i z niej korzystam. Ba, wciąż się uczę, lubię to. Dużo czytam, nie tylko bzdur ;) choć też czasem :P

      Za miesiąc kończę 30 lat. Ludzie na co dzień patrząc na mnie, widzą osobę w kolorowych, dziwnych ubraniach, w szarawarach, rozmarzoną i planującą kolejne wędrówki. To mało popularny styl, a jak pisałam już nie tak dawno - ludzie dążą do ujednolicenia się. Po co? Kolejny punkt, który można by rozwijać w obszernych teoriach.

      Czy mówienie głośno tego, co się czuje to odwaga? W dzisiejszych czasach tak. Choć mówienie powinno być normą, ale ludzie sobie wzajem nie ufają. Cóż się dziwić, w czasach zaściankowości, plotek i pieniądza. A nie daj Boże opowiadać coś z serca w pracy! Wszystko co powiesz, będzie użyte przeciwko Tobie.

      p.s. bo ludzie w górach naprawdę wyglądają jak mrówki ;)

      Usuń
  2. Pierwsze słowa jakie cisną mi się na usta: "Jezu, jak tam pięknie". Chyba stałabym tam godzinami i gapiła się w taflę jeziora i jego okolic.
    Fajnie, że wplotłaś w Twoje przemyślenia fragmenty z Pisma Świętego. Przy tych okolicznościach przyrody i Twoim refleksyjnym, świetnym tekście są bardzo na miejscu.
    Dobrze, że potrafiłaś odnaleźć samą siebie i sens tej naszej ziemskiej, /czasem smętnej/, ale tak naprawdę jakże cudownej egzystencji.
    Nie bardzo wiem o co chodzi z brakiem nóg u Twojego męża? Co to za myk?:)
    Małe pajączki mnie oczarowały. Widziałam kiedyś takie wyklucie w domu. Nie sposób było ogarnąć tych szybko biegających małych potworów.

    Jakości zdjęć komentować nie będę. Przecież widać gołym okiem:):):)
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytam od dłuższego czasu Pismo rzetelnie od deski do deski, bo nie satysfakcjonowało mnie poznawanie jej po fragmentach w kościele. (Tak, kiedyś uczęszczałam regularnie). Ale zostawiłam na razie Stary Testament i studiuję Nowy. Stąd bardzo często gdy aktualnie o czymś rozmyślam, czytając, trafiam na idealnie pasujące cytaty. Bardzo dużo też mam już wypisanych na kartkach albo na komputerze. Pochłonęło mnie to... Proste prawdy, nic skomplikowanego i piękny język.
      Bóg przykazał nam radować się, nie chodzić smętnymi. Też gdzieś o tym fragment widziałam, ale tego akurat nie wynotowałam. ;) Kiedyś długi czas zastanawiałam się, co jest sensem życia i dlaczego jestem ja. Dziś zrozumiałam, że sensem jest samo życie. Długo by o tym mówić, bo to, co pojęłam w tamtych cięższych czasach, składa się z wielu więcej myśli. Może kiedyś o tym napiszę posta ;)
      I wtedy zapragnęłam być wzorem dla ludzi - żyj, ciesz się z małych rzeczy, pomagaj - to przecież takie piękne wzorce.

      A ubłocił się mąż mój okrutnie :P To normalne, bo w górach nie da się być zawsze czystym. Zażartował sobie, że tak się nie pokaże i mam mu nogi usunąć. Nie spodziewał się, że potraktuję prośbę dosłownie ;)
      Zaś termin "wyfazowywanie" zaczerpnęłam z komiksów Marvela. Pewien kosmita się wyfazowywał i robił się półprzezroczysty.

      W domu wykluwanie? Ups, to nie najlepsze miejsce na wylęg...

      Usuń
  3. Aniu... marzę o wędrówkach po Twoich śladach... jednak marzenie to znów się oddala w czasie :/... praca mnie znalazła... nieoczekiwanie, zaskoczyła mnie franca ;)... jednak nie mogę nie skorzystać z takiego... ,,daru losu". Zaczynam z początkiem lipca. Piszę tak trochę negatywnie, ha!!! ale pokrzyżowało to moje plany wakacyjne. Mieliśmy jechać na Mazury właśnie.
    Teraz czuję jakąś wielką potrzebę usłyszenia szumu fal... jeśli znajdziemy kilka dni w tym całym zamieszaniu, chcę pojechać na kilka dni nad morze :)!!! Wyciszyć się i nabrać sił na nowe wyzwania :)!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoja wędrówka jak zawsze piękna, kusząca i okraszona ciekawymi rozważaniami :)!!!

      Usuń
    2. Tak bywa, że plany nie wychodzą, dlatego w życiu potrzeba być elastycznym. To bardzo dobrze, że przed lipcem jeszcze gdzieś jedziecie. My również spędzimy wakacje na pomorzu, dlatego w okresie letnim pojawią się wyjątkowo, kompletnie inne widoki. Jednak nie będziemy nad samym morzem, a nad jeziorem. Już raz tam byłam, sielsko i przyjemnie, ale to było poza sezonem, dlatego boję się żeby inni wypoczywający znowu nam nie dokazywali. :P Najwyżej wyfazujemy się w inny region :) Jak elastycznym, to elastycznym - coś się wymyśli jak zawsze.

      Usuń
  4. Szkoda, że w tamte rejony mamy tak daleko :( Pozostaje nam jedynie póki co oglądać, obserwować i kto wie czy w przyszłym sezonie nasza noga gdzieś w Alpach nie postanie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szlaki górskie zawsze dla nas stoją otworem. Życzę żeby Wam się udało zahaczyć także o Alpy :)
      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  5. Piątnio. Wiesz, co mnie uderza w wielu Twoich ostatnich postach? Bardzo skupiasz się na tym, co myślą inni, na tym jak źle Ci życzą. Mam u siebie na wstępie wpisany taki fajny tekst: nie jesteś zupą pomidorową, żeby Cię wszyscy lubili.

    Kiedy przyszłam do mojej aktualnej pracy ludzie byli świetni i pomocny. Poza dwiema babkami, takimi wiesz narzekającymi na wszystko i obgadującymi wszystkich i powiedziałam im właśnie te słowa. Jedna powiedziała, że coś tam muszę zrobić, żeby mnie lubili, a ja jej na to ten cytat. Inna koleżanka zachłysnęła się ze śmiechu.

    Ludzie, którzy nas depczą są strasznie lękliwi, zwykle się czegoś boją, często im coś w życiu nie wyszło. Po co się skupiać na nich aż tak? Mogłabym napisać całe poematy na temat tego jak ludzie mnie bardzo rozczarowują. Tylko po co? Zawsze tak będzie.

    Mój brat, zauważywszy kiedyś, że nie mam mieszkania, męża dzieci powiedział, że jestem nikim. No bo według niego nic nie mam. Nawiązując do słów o wolności, które napisałaś, ja mam odmienne zdanie. Nie mam kredytu mieszkaniowego-mogę mieszkać, gdzie chcę. Nie ogranicza mnie mąż czy dzieci.

    Wolność finansowa też jest ważna. Dla mnie jednak wolność to chyba przede wszystkim życie po swojemu. Kiedy masz dookoła siebie ludzi, przy których możesz być sobą i spędzać z nimi naprawdę fajne momenty. Kiedy możesz sama pojechać w podróż, zachwycać się tym, pobyć ze sobą i wiedzieć, że wcale nie jest Ci z samą sobą źle. Wręcz przeciwnie. Kiedy mogę ubierać się jak chcę, mówić co chcę, czytać co chcę.

    Oj dużo rzeczy na wolność się składa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki był plan od początku, aby zobrazować sytuację, w której zbyt bardzo chcesz zadowolić otoczenie. Poza tym, nawet odrzucając tę kwestię, sytuacja pokazuje jak bardzo ludzie potrafią wejść na głowę pomimo tego, czyli nawet jeżeli próbuje się nie zwracać na nich uwagi.
      Wiadomo, że ludzie nieszczęśliwi, zawsze będą chcieli ingerować w cudzy życiorys. To stwarza im pozór, że pomagają nie doprowadzić danej osoby do popełnienia tego błędu, co oni kiedyś. Niestety ta ścieżka często zamienia się w obsesję...

      W pracy nigdy nie zwracam uwagi na ludzi, na których nie warto zwracać uwagi ;)

      Gdzieś kiedyś napisałam, że nadmierne interesowanie się cudzym życie, oznacza nieudane własne, bądź nudę.

      Chyba mamy takie samo zdanie, tyle że ja nie całkiem się do niego dostosowałam. Najważniejsze to było zejść z tej chorej drogi upodobania się. W takiej sytuacji jak moja, ważne jest przede wszystkim, by być dobrym dyplomatą i obserwować. Osoba szczęśliwa, zadowolona z własnego życia i znająca swoją wartość, nigdy nie da sobie w kaszę dmuchać ;)

      Kiedy osiągnę niezależność finansową - a co to do cholery jest :P I tak będą chcieli moich podatków, ZUSów, tych i tamtych :P
      No a tak poważnie, nawet jeżeli mówić o wolności w kwestii bycia panią samej siebie - bardzo lubię swoje towarzystwo i wędrówki w pojedynkę. Czasem gdzieś łażę. Jak zmieni się moja sytuacja zawodowa, to nawet gdzieś dalej pojadę. Tym czasem mam zasięg swojego roweru i swoich nóg. (ew. autobusu). To wbrew pozorom dosyć dużo, przynajmniej na ten obszar górzysty.
      Poza tym jest jedna osoba (w postaci mojego męża), z którą naprawdę mi się fajnie wędruje, że aż sama jestem w szoku :P dlatego z tym nie mam kłopotu, no i wtedy ruszamy samochód. Może tylko z dłuższymi wypadami mamy oboje problem, ale o tym już Ci mówiłam.
      Z obecnością bliskich ludzi jest już trochę gorzej, bo są tylko w Polsce, ale nikt mi nie zabroni (ani tu ani tam) ubierać się tak jak chcę, mówić tak jak chcę i czytać to, co chcę, a nawet pisać to, co chcę. A w ogóle to głupota, żeby zabraniać komuś takich prozaicznych rzeczy, ale kobieto, rozmawiasz z osobą, która miała na głowie dready, więc mi nie mów proszę o wolności wyglądu :P ;P

      Przede wszystkim wolność to stan umysłu. To wtedy kiedy czujesz, że nic Cię nie ogranicza, i że nie ma rzeczy niemożliwych.

      Usuń
    2. To nie jest proste, nie zwracać uwagi, kiedy ktoś jest Twoim przełożonym i koniecznie chce Ci uprzykrzyć życie;) Na szczęście już nie jest:D

      Też tak uważam. Osoby, które mają czas interesować się życiem innych mają zbyt mało interesujące swoje życie.

      Podatki, opieka zdrowotna są wszędzie. Od tego nie uciekniesz. Trudno, żeby państwo leczyło nas i ubezpieczało za darmo. Moim zdaniem najbardziej powinny być opodatkowane szkodliwe rzeczy.

      Ja też znam osoby, z którymi mogę się gdzieś wybrać i często to robię-na jeden dzień, dwa, ale nie na więcej. Ludzie mnie męczą na dłuższą metę. Zdarzało mi się pojechać z kimś na wakacje. Nie było ofiar w ludziach;)

      Wyobraź sobie, że są państwa i religie, które ingerują w wygląd obywateli. Czytałam niedawno artykuł, w którym było napisane jak mogą się obcinać kobiety w Korei. Wyobrażasz to sobie? Twoje dredy by tam nie przeszły. Albo zobacz obrzezanie kobiet. Nikt Cię tu nie okalecza. Nie zmuszał Cię nikt do małżeństwa w wieku 12 lat.

      Zawsze coś Cię ogranicza. Raz to są finanse, innym razem system. Nie ma tak, że nigdy nic.

      Usuń
    3. Zgadzam się, doświadczyłam mobbingu, zgłosiłam sk....a. ;] Albo ja albo on - padły moje słowa u menagera. Byłam w tej firmie potrzebna. Zmieniłam wtedy filię, ale próbowano mnie zatrzymać na wiele różnych sposobów. Jednak zwykły pracownik też się liczy.

      To się nazywa system. Od systemu uciekniesz tylko w dżungli albo w małym państwie o nazwie Ubuntu. Nigdy nie mów nigdy :D

      Mnie też męczą. Wytrzymuję góra 5 dni i serio - mój mąż jest jedyną osobą na CAŁYM ŚWIECIE, z którą wytrzymałabym nawet w ciasnej kawalerce. Z resztą tak się mieszka na wczasach i jedyne czego miałam dość już po pierwszym dniu, to innych turystów.
      Nawet do przyjaciółki jadąc na dłużej, obie żeśmy się musiały na pewien wieczór pozamykać w innych pokojach :P Ma tak samo jak ja ;)
      Nie oznacza to, że jestem aspołeczna, ale introwertyczna na pewno. Kocham być z ludźmi, z którymi podzielam pewne upodobania. Bo jeśli kochamy to samo, to będziemy sobie w tym wsparciem. Dlatego np, mogłam wytrzymać kilka dni w trasie koncertowej z tymi samym ludźmi i nie męczyli mnie, mimo żeśmy dzielili nawet te wspólne pokoje hostelowe - zero odseparowania.
      Tu chodzi o coś więcej niż samo towarzystwo - tu chodzi w wspólną radochę, o pasje także. Mogłam spędzić wczasy z moją chrzestną i także nie męczyła mnie jej osoba, bo też to mamy - wspólne zajawki. I żeśmy razem się izolowały od reszty ludzi. ;)
      Na tej podstawie chciałam powiedzieć - nie jestem mizantropem. Ale i tak będę potrzebowała od czasu do czasu wędrować samotnie i robię to niekiedy dla własnej spokojności w głowie. I nikomu przecież tym krzywdy nie czynię, że wyciszę się, odpocznę, a później dalej mogę szaleć.
      Po prostu cudze, kompletnie inne światy - męczą mnie i to wcale nie w pięć dni a od razu. Bo jeśli czegoś nie rozumiem, nie czuję - nie da się tego zmienić od pstryknięcia palcami, tak już jest - mama mi to nawet kiedyś tłumaczyła, dlaczego czasem na spotkaniach jest aktywna, a czasem milczy i myśli o ucieczce. Ja też to mam.

      W Biblii też jest napisane jak ma nosić się kobieta, a jak mężczyzna. Ale to był list do konkretnego narodu, który był konkretnie zepsuty, i trzeba było ich ogarnąć pewnymi... założeniami, ramami.
      Korea albo państwa Islamskie, to są tak złożone światy, że długo by opisywać punkt po punkcie z podpunktami. I każdy trzeba by brać pod lupę osobno. W wielu takich... nazwijmy to "grupach" społecznych, gdzie są jakieś radykalne sprawy, często również dochodzi do pozbawienia jakichkolwiek praw, gdzie np. kobieta jest traktowana jak niewolnik. Tego się nie ogarnie jednym komentarzem i temu jestem bardzo przeciwna.
      Natomiast jeśli chodzi o wygląd zewnętrzny - nie jestem może za ujednolicaniem, ale z drugiej strony, jeśli to szaleństwo na sexualną modę by się wreszcie skończyło... Może ludzie zaczęliby się szanować? Jeżeli coś miałoby jakieś konkretne podwaliny, nie sprzeciwiam się temu. Jeżeli miałoby to naprostować morale ludzkie, mogę nawet chodzić całe życie w szarej todze ;]

      Usuń
    4. Ja nie musiałam. Oprócz uprzykrzania mi robiła to samo szefowej. Wystarczyło.

      Bardzo w punkt. Nie opisywałam tego tak szczegółowo, ale mam tak samo. Dlatego w ogóle nie odzywam się, kiedy jakichś ludzi nie czuję. Tylko problem jest taki, że to widać. Taka impreza rodzinna to mnie męczy bardziej niż bym miała maraton przebiec:P

      Seksualna moda, jak ją nazywasz mi się nie rzuca w oczy aż tak. Byłam na urlopie, było gorąco i byłam zdziwiona, że ludzie chodzili bardziej ubrani niż rozebrani. Tak się robi, żeby słońce nie zrobiło z Ciebie prażynki. Sama przy 35 stopniach miałam sweterek na sobie. W Polsce czasami rzuci mi się w oczy, ale rzadko. Po drodze do pracy mam raczej kobiety, które jadą do pracy czy na studia, a wiadomo, że w takie miejsca nikt nie pojedzie rozebrany.

      Czyli jesteś zwolenniczką odebrania ludziom wolności, rozumu i sumienia?:P Wolałabyś, żeby ktoś z góry ich naprostowywał. Taki mały tyran z Ciebie:D

      Usuń
    5. Witaj w klubie. Cały drugi akapit mogłabym od Ciebie przepisać. I niestety to widać. Dlatego nie ma wzajemnej sympatii.

      Opisujesz Portugalię w tej chwili?
      Kobiety jadące do pracy czy na studia - jasne że nie. Ale za krótkie szorty i za głębokie dekolty widuję nagminnie. Każdy prowadzi się jak chce, mnie nic do tego w zasadzie, sama nie muszę tak robić. Rzuca mi się w oczy po prostu. Jakbym ubierała się podobnie, też rzucałabym się w oczy, ale nie chcę zwracać uwagi na moją seksualność, staram się by nie prowokować. Chociaż mam nadzieję, że niektórzy panowie prowokują siebie sami jak się tak gapią na kształty, kończąc wyobrażenie w swojej fantazji ;]
      Nie ubieram się prowokacyjnie, a i tak mam na ulicy problem. W Polsce prawie nie było wyjścia, by mnie ktoś nie zaczepił. I niestety w "kontekście". W Szwajcarii mam spokój, bo mieszkam w małej mieścinie. Każdy pilnuje swojego posagu ;)

      Nie. Ja jestem za tym żeby ludzie używali rozumu i sumienia, bo to co nieużywane zanika.

      Usuń
  6. Witaj Hexe.
    Ooooo, jestem pod wrażeniem.
    Często zmieniałem firmy, bo zawsze wychodziło na to, że się szefom stawiałem.
    I tym sposobem dotrwałem w nienaruszonym stanie do emerytury.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żeby pracować, nie można być niczyim popychadłem. Żeby coś robić dobrze, nie można pozwolić się nie szanować, bo co to za robota, jeżeli czujesz się nikim?
      Praca jest dla nas, a nie my dla pracy.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  7. To musiała być naprawdę ciężka wędrówka, ale dla takich widoków na pewno było warto. :) Piękne zdjęcia :)
    Pozdrawiam
    ---
    Sztuka parzenia herbaty [klik]

    OdpowiedzUsuń
  8. Pająki mnie strasznie obrzydzają. Te ich odnóża są okropne... Nawet nie mam odwagi, żeby włączyć ten filmik ;P Ale widoki za to cudowne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale takie malutkie były i takie żółciutkie! XD

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.