czwartek, 15 czerwca 2017

"Gelbberg - kobieta na katorżniczym szlaku." > cz. 1

"Jeźli kto biskupstwa żąda, dobrej pracy żąda.
Ale biskup ma być nienaganiony, mąż jednej żony,
czuły, trzeźwy poważny, gościnny, ku nauczaniu sposobny.
Ni pijanica wina. ni bitny, nie sprośnego zysku chciwy,
ale słuszność miłujący, nie swarliwy, nie łakomy;
Któryby dziadki miał w posłuszeństwie
ze wszelką uczciwością;
(Bo jeźliby kto nie umiał swego własnego domu
rządzić, jakoż pieczę będzie miał w kościele bożym?)
Nie nowotny, aby będąc nadęty, nie wpadł w sąd potwarcy."



Dalej czytam listy apostolskie. To samo napisano o Dyjakonach, później zaś, są opisane żony księży, jakie powinny być, głównie mowa o usposobieniu. Bardzo miłe sprawy, to ładny tekst.
   Ciekawe, prawda? Zastanawia mnie ile jeszcze znajdę w Kościele odstępstw od Biblii. Biorąc pod uwagę te najgorsze (ich najcięższe grzechy), stwierdzam, że grabiom sobie cały czas. ;]




"A Duch jawnie mówi, iż w ostateczne czasy odstaną

niektórzy od wiary, słuchając duchów zwodzących
i nauk dyjabelskich.
W obłudzie kłamstwo mówiących i piątnowane
mających sumienie swoje,
Zabraniających wstąpować w małżeństwo"





Gelbberg to masyw górski, który dosłownie wycisnął mnie jak wyżymaczka do bielizny. Ale takie podejścia już nam się przecież zdarzały, już wędrowaliśmy przecież na czworakach, ale... był to zawsze ostatni, kamienny fragment, dosłownie kilka metrów i już szczyt... Zaś tym razem... to był dopiero początek. Długotrwały, monotonny, ciężki początek wędrówki.
   Las zamykał się nad naszymi głowami niosąc ulgę od palącego słońca. Był to dzień prawdziwie upalny, im wyżej, tym mocniej temperatura dawała się we znaki, dlatego moje tempo było dość emeryckie, ale czułam już szum ogni piekielnych pod czaszką, dlatego spokojnie, szczyt nam nie ucieknie... Co nas nie zabije, to nas wzmocni! Naprzód!! 💪

Oto cel widziany z perspektywy ludzkiej mrówki. Szczyt nosi dumną nazwę Drachenloch, co oznacza jaskinię smoka. Szukałam w internecie skąd taka nazwa, jednak nie odkryłam niczego zdumiewającego. Nawet żadnej legendy, nic.
   Skoro historia na żadne smoki nie wskazuje, to może chociaż teraźniejszość? Wypatrywałam więc kołujących nad nami gadów z myślą o skorzystaniu z łuskowatego transportu na górę (tudzież później w dół), ale też nic. Na ziemi nie malował się żaden cień o kształcie nietoperzych skrzydeł. Ale wyobraźnia podsunęła mi ciekawy scenariusz do książki, tak więc wędrówka natchnęła mnie w bardzo prosty sposób do dalszego pisania. "Fantazja, aby bawić się na całego" :)

Zdjęcie z doliny ukazuje nasz cel. Za tymi lasami, za paroma wzniesieniami i licznymi strumieniami, na samym końcu jawi się wielka skała, ledwie widoczna, blada w słońcu - to Drachenloch. Idziemy w tamtym kierunku:


Bliższa perspektywa.
_______________________________


Cień wymalował na ziemi zwinne, nietoperze skrzydła na gadzim kształcie, wydłużonym o wąski ogon. Prężnie sunął naprzód, a krajobrazy pod nim zmieniały się od kniei po wielkie, zielone sawanny, aż po step. Czarny kształt przemierzył obszar w bardzo szybkim tempie, aż wreszcie dotarł do wysokiej ściany pasma górskiego, po której wpełzł niczym czarny duch. Wstrzymał swój lot niedaleko za ostatnią granią, gdzie rozciągało się już tylko widmo śmierci na niegościnnej, suchej pustyni, niezbyt głębokiej doliny.

_______________________________

Lecz my ten cały kawał ziemi, przeleźliśmy, a nawet przepełzliśmy, jeszcze będąc nieświadomymi o tym, że tam dalej w ogóle jest jakieś widmo. Chodzi o upały, o tym napomknęłam w poprzednich postach, że nadchodziła dla Szwajcarii fala bardzo poważnych temperatur. Rzekomo mam się teraz hartować, stwierdziłam więc, że jeżeli pogorszy mi się stan zdrowia, to może wtedy zobaczę te smoki... Ale mój organizm zaskoczył mnie samą, nie miałam halunów.

Co z tym szczytem? Generalnie on był w planie jako dodatek, ale nie zamierzaliśmy się na niego napinać. Generalnie nasza mapka prowadziła nas tak, jak wskazują moje żółte strzałki. Drachenloch był obok.

Powiększ mapę.



Skąd czerpać siły na takie gigantyczne zamiary? Jak - jako kobieta - nadążam za moim długonogim mężem? Po pierwsze, ja muszę iść pierwsza, bo robię mniejsze kroki i kiedy on idzie "normalnie", ja pędzę. Po drugie, muszę sobie sama wydeptywać grunt, np. w śniegu, bo choć korzystanie z cudzych śladów to przyjemne udogodnienie, tak jego ślady są zbyt daleko od siebie. Gdy próbuję wkładać stopy do gotowych dziur, zazwyczaj kończy się to glebą. Ale to tylko "kosmetyka" wędrowania w parze.
   Z parą na szlaku, trzeba przede wszystkim trochę się pościerać, zupełnie tak jak w związku: poznać jego nawyki, upodobania, potrzeby i system karmienia, w który trzeba się wzajemnie wstrzelić, by przystanki na posiłki nie występowały x2 częściej.
   I nasza kobieca fizyka + chemia. Jak to jest z naszą sprawnością i naszymi uwarunkowaniami do katorżniczych treningów bądź ostrych podejść górskich?

Tymczasem przed Wami seria nudnych zdjęć w chaszczach. To podejście na żywo przedstawia obraz bałaganu i rozpaczy. Ciężko jest zrobić zdjęcie szlaku, którego nie widać, a do tego jest jeszcze przechył, przez który można stracić równowagę.




To właśnie nam – kobietom, zostało dane chodzenie po świecie w jednym tylko celu – wydania potomstwa i przedłużenia naszego gatunku. Tak chciał Bóg i pewne mechanizmy sprawiły, że nasz organizm jest dużo bardziej wrażliwy od męskiego. Można pokusić się o stwierdzenie, że w wielu przypadkach trudniej nam się zaadaptować do ciężkich warunków (a współcześnie przez ciężkie warunki, rozumiemy nie bieganie z dzidą za zwierzyną w celu upolowania obiadu, ale np. przez ciężki trening lub długotrwały trekking po górach).
   Mamy mniej testosteronu, jesteśmy z natury słabsze, nasza gospodarka hormonalna jest bardziej wrażliwa. Poza tym, powiedzmy sobie szczerze, babeczki: gdyby nie taki doskonały wynalazek jak biustonosz sportowy, nie byłybyśmy w stanie np długo trenować jogging'u.





Dla dobrej formy i kondycji, trzeba zachować kilka prostych warunków, najlepiej przez całe nasze życie. Powiedzmy sobie szczerze, że coś takiego jak "robienie formy na wakacje" nie istnieje. Formę - jeżeli ktoś naprawdę zamierza żyć aktywnie - robi się cały czas.
   W obecnych czasach żyjemy w świecie, gdzie żywność dosłownie przepełnia półki sklepowe i nasze w lodówce. Większość z nas zapomniała już co to jest prawdziwy głód. I choć nie jest to może najprzyjemniejsze odczucie, istnieje szereg teorii wiążących permanentny brak głodu z powszechnością występowania wielu cywilizacyjnych chorób. Należałoby się zastanowić, czy te wszystkie popularne rady typu "jedz co 3h", są dobre. W górach nie bardzo... Takie częste przystanki, znacznie wydłużyłby wędrówkę. Czas gra tutaj bardzo ważną rolę, a to, co mamy do jedzenia w plecaku to fundament udanej podróży. Źle by się stało, gdybyśmy zasłabli gdzieś tam w lesie, albo rozbolałyby nas głowy, prawda?





Nikogo nie zdziwi więc fakt, że naukowcy zajmujący się problematyką nękających nas przypadłości - związanych z nadmiarem jedzenia - wpadli na szatański pomysł aby sprawdzić, co się stanie jeśli ograniczymy ilość przyjmowanych kalorii w ciągu doby. [Spokojnie, nikogo nie zagłodzili.]
   Biblia mówi - pośćcie. Dietetycy mówią - jedzcie często żeby nie czuć głodu. A ja Was teraz zaskoczę, na tę wędrówkę wybrałam się na czczo. (Swój pierwszy posiłek zaplanowałam na drugą godzinę naszej wędrówki.)
   Obecnie mam system żywieniowy, w którym w ciągu doby zaplanowałam tzw. "okno karmienia". Jest to przerywany post.
   Dla wszystkich zainteresowanych dietą IF, zapraszam do obejrzenia filmiku TUTAJ, który trwa kwadrans. Ta przesympatyczna dziewczyna, w ciekawy sposób (nie przynudza), wyjaśnia na czym to polega, oraz jak post wpływa na organizm ludzki, szczególnie u kobiety.

Mijały kolejne godziny. Szlak nadal był niewidoczny, ale gdy zadarliśmy głowy, tam wysoko majaczyły już skalne kolosy. To wszystko nadal zdawało się takie odległe i nieprzemierzone...





Z czym jeszcze zmaga się kobieta, która nie funkcjonuje podług schematu jak poczciwa żona, a łazi po tych górach i łazi i na siłowni dźwiga ciężary? Z opinią ;)
   Powinnam bawić swe dziecię, o którym nadal nic nie wiem. Ale czy ktoś ma jeszcze wątpliwości, że dziecię wcale by mnie nie uziemiło? Szaleństwo mam we krwi, ono napełnia moje życie kolorami, więc ewentualne dziecię lądowałoby na plecaku i tyle. W Szwajcarii niemowlę-Alpinista to normalny widok, dlatego nie miejcie złudzeń.

A teraz pora wyleźć z lasu.


_________________________

Cień rósł, aż w końcu na spękanej od suszy ziemi, wylądował rzeczywisty kształt smoka o czarnej, szorstkiej skórze. Usiadł na dwóch postawnych, umięśnionych nogach i podparł się skrzydłami przechyliwszy mocno do przodu, przypominając w tej pozie nietoperza. Spuścił wielką głowę na dół, podobnie jak to robią sępy gdy czemuś bacznie się przyglądają, jednak miast pomarańczowych, niepokojących oczu i ostrego dzioba, spozierały na świat żółte, okrągłe ślepia z poziomymi źrenicami. Z zamkniętej paszczy wystawały równe kły, a na końcu pyska poruszały się miarowo dwa wielkie otwory nozdrzy. Smok machał ogonem na boki, wzbijając tumany kurzu.
_________________________

A dalej była już tylko "patelnia".







Nie przejmuję się krytyką na swój temat, szczególnie kiedy ktoś nie znający mnie, ocenia w sposób dość - przyznaję - abstrakcyjny. Jakbym się przejmowała, to nie wychodziłbym z domu, skasowała blog i popadła w depresję.
   Żyjąc pośród różnych ludzi, musimy liczyć się z "dennymi" komentarzami, bo nie mówię tu o konstruktywnej krytyce i wymianie zdań na poziomie. Kto urodził się niezgułą wylewającą swoje żale przy byle okazji, ten ma smutne życie i tak już zostanie.
   Za to ten kto ma silny charakter i wie czego chce, osiągnie cel i będzie skupiony na sobie, a nie na cudzych życiorysach.
   Każdy z Was na pewno mierzył się z podobnym zjawiskiem. Ono bywa niszczycielskie, a nienawiści, zawiści - zalewają nas nieprzyjemną żółcią, wtedy tak niemiło robi się w sercu...
   Wyrzucajmy zawsze ze swojej głowy to, co próbuje nas ograniczać. Spełnianie samych siebie i realizacja marzeń to jest przecież Cel przez duże "C". Jeżeli ktoś go nie ma i przetacza swoją życiową energię na cudze sprawy, będzie zalewał żółcią wyłącznie samych siebie - i niech tak będzie. Bądźmy ponad to.




Goryczka wiosenna.
Często powtórnie zakwita we wrześniu. Kwiaty reagują bardzo silnie na bodźce termiczne, nawet różnica 1C może powodować śrubowate zwijanie się kielicha kwiatu. Równie silnie reagują na wstrząsy.
Goryczka trojeściowa.
Polska nazwa goryczka pochodzi od gorzkich substancji, które zawiera roślina. Łacińska natomiast (gentiana asclepiadea) łączona jest z żyjącym w I wieku p.n.e. królem Ilirii, Gencjuszem II, odkrywcą leczniczych właściwości goryczki żółtej, stosowanej przeciw dżumie.
Albo jest to Goryczka Klusjusa, właśnie nie jestem pewna...
Czy ogrom może przytłaczać? Z pewnością monumentalny Gelbberg może zachwycić, może nawet onieśmielić. Nagle bowiem, człowiek zdaje sobie sprawę z tego jaki jest maleńki. Boża potęga stworzyła nasz świat, a w tym gigantyczne kolosy tworzące całe górskie pasma. Z dołu przytłaczają na pewno. Zaś wszedłszy na wierzchołek, ma się wrażenie, że gdyby się rozpędzić prosto w tą przestrzeń, ten bieg trwałby bez końca.
   Cisza, wszechobecna, nie mająca kresu, która aż brzęczy w uszach jako pustka przyrodniczego majestatu, będącego kwintesencją milczenia.
   Milcz - to cię ukoi. Milcz człowiecze, ani nic nie myśl, nie ruszaj się. Tylko oddychaj. Milcz, niech to, co pozostawiłeś na dole, już więcej ciebie nie kąsa.



Każdy zdobyty szczyt, każda podróż to mój prywatny sukces, których nie pozwalam nikomu umniejszać. Na to, co obecnie posiadam w życiu - na każdej płaszczyźnie - zdrowie, pasja, czy związek, wymagało jakiegoś wysiłku, na wszystko trzeba sobie zapracować.
   Mam na siebie plan, chcę tego i będę go wytrwale realizować krok po kroku. I dalej będę pokazywać swoją pracę bo dlaczego miałabym tego nie robić?
   Są za moimi plecami takie głosy, które demotywują, oceniają jako arogantkę lub chłodną chwalipiętę. A ja Wam powiem dlaczego tak się dzieje - bo przypominam niektórym osobom o ich niespełnionych marzeniach, o ich słabościach i o ich lenistwie.


A tam za mną w dole, stała tama:



Wcale nie chcę, aby każdy odwzajemniał moje szczęście, nie chcę żadnych gratulacji czy podziwiania. Wystarczy mi, że ja znam swoją wartość i że ja jestem dumna ze swoich osiągnięć - cieszę się z tego, co mam i mam do tego pełne prawo. Mam prawo do bycia szczęśliwą.
   Przede wszystkim chroni mnie niezaskorupiałe serce, mimo iż większość czasu spędzam w odosobnieniu, to nie szkodzi. Ważne jest, żeby to serce zachować szczerym i bijącym w pozytywnym rytmie.

Stary indiański wódz opowiadał kiedyś swojej wnuczce:
– W moim wnętrzu toczy się walka. To jest straszna walka, toczona pomiędzy dwoma wilkami. Jeden z wilków jest zły. On jest gniewem, zazdrością, smutkiem, żalem, chciwością, pychą, użalaniem się nad sobą, poczuciem winy i niższości, kłamstwem, fałszywą dumą, pragnieniem dominacji i ego. Drugi wilk jest dobry – starzec rozpromienił się. – On jest radością, pokojem, miłością, nadzieją, pokorą, uprzejmością, dobrocią, hojnością, prawdą, współczuciem i wiarą. Taka sama walka toczy się w Tobie – podsumował wódz – i wewnątrz każdego innego człowieka.
Młoda indianka zastanowiła się przez chwilę, a potem zapytała:
– Który wilk wygra??
– Ten, którego będziesz karmić.

Jestem twórcą i opiekunem mojej rzeczywistości. Zachowuję stale swój wewnętrzny balans, który bezpośrednio wpływa także na moje otoczenie. Jak to działa?
   Czy zastanawialiście się kiedyś, dlaczego niektórzy ludzie przyciągają same nieszczęścia? Albo dlaczego niektórzy ludzie przyciągają do siebie najczęściej złych ludzi?
   To właśnie ten balans (albo jego brak), emanujący dobrą chęcią, czystym, łagodnym sercem i optymizmem. Bez niego... emanujemy zawartością tej pozostałej po nim, czarnej dziury. Z tego nigdy nic dobrego nie wynika.

Jak o to zadbać? Zacznijcie od ciała, które harmonizuje się z naszą duszą. Śpijcie tyle, ile potrzebuje organizm, to ważne dla naszych neuronów i odnowy biologicznej narządów wewnętrznych. Jedzcie zdrowo, unikajcie cukrów i alkoholu, po co Wam zmienianie świadomości? Czy bez tego świat już nie jest piękny? Nie palcie, (że o innych używkach nie wspomnę...) Inaczej nie poczujecie życia własnymi, zdrowymi zmysłami.
   Wolność to coś, co nie ogranicza nas żadnym "muszę się napić", ani nie spowalnia nas żadnym "zaczekaj, muszę zapalić". Przemyślcie to sobie.





W 1917 roku do jaskini wszedł nauczyciel Theophil Nigg Vättis wraz z 9-letnim synem Toni'm Nigg. Odkryli kości bardzo starej odmiany niedźwiedzia.
   To wszystko, żadnych smoków :P


Monitorowałam na wysokiej rozdzielczości odbicie drogi na jaskinię. Choć nie była ona w planach, przeszło nam przez myśl, że można by... Porozglądaliśmy się w odpoczynku po złowieszczej, skalistej okolicy ziejącej pustką i... coś nam podszeptywało, że lepiej nie iść... Nie wiem skąd taka intuicja się bierze, pogoda przecież była cacy, szlak dużo lepszy od początkowego odcinka (chociaż też podle ostry), ale... NIE.
   Tak naprawdę, nie byłam pewna, czy moje stawy kolanowe pociągną potem tyle kilometrów w dół. Nie bolały w tym czasie, ale przy wracaniu w doliny, zawsze jednak coś się w nich odzywa, a później w domu, kiedy przychodzi na człowieka pierwsze zmęczenie i chęć na sen, taki żywy błogostan po udanej acz męczącej podróży, moje kolana zaczynają swoją torturę... Dlatego uważam, że intuicja nas nie zawiodła. Kto nie ma zdrowia na 100%, musi nauczyć się czasem odpuszczać. Jednak co by nie było - plan przecież został wykonany.

Poniżej szlak niezdobyty:

Powiększ zdjęcie.




Wcześniej mijaliśmy parę Szwajcarów wracającą z samej jaskini. Porozmawialiśmy chwilę, małżonek przedstawił swoje wątpliwości a propos innej drogi w ramach powrotu (tej, którą zaznaczyłam także na mapce). Po dłuższym przyjrzeniu się jej, myśleliśmy, że jest zniszczona i będziemy musieli wracać tak samo, jak weszliśmy, czyli przez las.
   Ale gdy zawracaliśmy, ci sami ludzie przywołali nas do siebie z chaty stojącej nieopodal, w której zatrzymali się na odpoczynek. Powiedzieli nam, że panowie stacjonujący w tutejszej chatce górskiej, dokładnie dwa dni temu szlak naprawili i można iść.
   A owi panowie poczęstowali nas sznapsem. Ja grzecznie odmówiłam, małżonek śmiało się integrował, jak to mężczyźni ;) po czym niedługo później ruszyliśmy na fantastyczny szlak!
   Gdybyśmy nie zawrócili w tamtym momencie, uparcie brnąc do jaskini, nie spotkalibyśmy tamtej pary ponownie, a wówczas wracalibyśmy lasem. Nie wiedziałabym wtedy czego żałować. A warto było tędy iść!






Wyjścia w góry wiążą się z bardzo wczesnym wstawaniem, niekiedy nawet przed świtem. Czy lubicie poranki? Ja je uwielbiam. Lubię wtedy wyjść na spacer, obserwować co słońce maluje na niebie. Oddychać rześkim powietrzem z wdzięcznością w sercu i modlitwą.

Początkowo aby przybliżyć sobie obraz, robiłam zdjęcia szlaku, by go dokładnie obejrzeć na powiększeniach. Wtedy (zanim ponownie spotkaliśmy tamtych ludzi) wydawało nam się, że pewien fragment drogi oberwał się i nic z tego nie będzie. Jednak dało się przejść nim bez żadnego problemu.
   Zobaczcie sami tę drogę z daleka. Jest imponująca! To ta cieniutka kreseczka :)






Gdy ostatnio byłam w górach, zszedłszy ze szlaku, zobaczyłam zaparkowany obok mojego roweru najnowszy model Jaguara w sportowej wersji cabrio. Bogacz, ale z pasją. Ciekawiło mnie zawsze bardzo, co tutaj ludzie robią w wolnym czasie. Mając okazję obserwować Szwajcarów, po paru latach zaczęłam sobie myśleć, że oni doskonale rozumieją pojęcie pasji i nie toną tak w tych swoich majątkach. Przecież szlaki są za darmo, choć w świecie biznesu może nie imponują bardziej niż wakacje na Malediwach, ale nikt się tym nie przejmuje.
   Ja nie jestem bogata, chociaż w Szwajcarii chyba nie ma biedaków. Są rzeczy, na które mnie nie stać, choć nie weryfikuję tego tak skwapliwie. Po co mi to? Nie przeglądam reklamówek ze sklepów, od razu je wrzucam. Nie zaprzątam sobie głowy marketingiem ani nowinkami technicznymi ani motoryzacją.
   Moim zdaniem pożądanie przedmiotów stoi na równi z agresją. Dalej mamy już blisko do oddalania się od człowieczeństwa, do zarzutów, szantażu i złośliwości. Mam wrażenie, że to od tego się zaczyna - od żądzy pieniądza.
   Zamiast zakopywać się rzeczami, lepiej skupić się na swojej wewnętrznej sile.

Przebieg tzw. "kreski" zasługuje na własną opowieść i dobrą fotorelację, a już nazbierało się sporo materiału na dzisiejszy post, dlatego podzieliłam wędrówkę na pół.



Jestem wdzięczna Bogu za to co mam, za to, na co dał mi siły, bym mogła sobie zapracować. Nie porównuję mojego stanu posiadania z kimkolwiek. Skupiam się na tym, aby myśleć pozytywnie o sobie i o innych. Prowadzę pozytywne życie, mam marzenia czekające w kolejce na realizację. Planuję pozytywnie i kreatywnie, a są to plany zawsze elastyczne, bo życie potrafi mnie nie raz pozytywnie zaskoczyć. Tak jak podczas tej wędrówki z tym szlakiem, którego o mały włos nie ominęliśmy, myśląc, że nie da się nim przejść.
   Spotykam pozytywnych ludzi, bo takich do siebie przyciągam. Pozytywnie jem, bo to co sobie sama gotuję, nie zawiera żadnych alergenów ani substancji trujących ciało. Czuję się więc zdrowo. Czytam wiele fantastycznych, pozytywnych książek, lubię też pozytywne kino. Dziwisz się więc, że nie mając samochodu ani piętrowego domu - jestem szczęśliwa?

Jestem wolna od nałogów, wolna od alkoholu, wolna od negatywnego myślenia. Czuję się wolnym człowiekiem.



Zgodnie z planem w tym miejscu był półmetek naszej wędrówki, tuż przy rozgałęzieniu dróg na samą jaskinię Drachenloch. Czy żałujemy, że nie uparliśmy się na ten szlak? W żadnym razie nie! Inaczej nie spotkalibyśmy ponownie tamtej pary i nie dowiedzielibyśmy się, że drugi szlak jest dostępny, a naprawdę warto było nim iść. Dlatego przygotujcie się następnym razem na kawał porządnej relacji z genialnej ścieżki po rumowiskach. Było imponująco.
   Mali ludzie w wielkim świecie. Świat ich do siebie wpuścił i co najważniejsze - wypuścił, bo zdarza się, że niektórzy w takich miejscach zostają już na zawsze...
   Wbrew pozorom nie czułam jakobym narażała życie, choć miejsce to, wygląda dosyć przerażająco. Otumaniający ogrom i strome ścieżki, na których stawia się kroki, stopa za stopą, do tego kładki - fragmenty drogi, w których trzeba zaufać technice i inżynieryjnym umiejętnościom ludzkich rąk, potrafią przyprawić o zawrót głowy. To napawa wielkim respektem do otaczającego świata, do majestatycznej natury oraz siły własnych nóg ;)




Jestem zdania, że wędrówki górskie zmieniają ludzi. Stajemy się tam o wiele bardziej pokorni, a niestety tego wielu z nas bardzo brakuje. Wielu z nas pyszni się swoim "doskonałym" życiem i próbuje instruować innych na swój obraz. Jednak tacy, choć chcą kochać, miast roztoczyć wokół siebie miłość, odsuwają od siebie potrzeby innych, nie rozumiejąc, że one się różnią.
   Nikt jeszcze nie uszczęśliwił drugiego człowieka poprzez radykalizm, zasadniczo sięgający do postaw duszy szantażem emocjonalnym. Dusza powinna w sercach ludzkich śpiewać, zaś przy nich milczy.
   A jak myślicie, co dusza robi w górach?


Pilnujcież tedy samych siebie, i wszystkiej trzody, w której was Duch Święty postanowił biskupami, abyście paśli zbór Boży, którego nabył przez własną krew.
   Boć ja to wiem, że po odejściu mojem wnijdą między was wilcy okrutni, którzy trzodzie folgować nie będą.
   A z was samych powstaną mężowie, mówiący rzeczy przewrotne, aby za sobą pociągali uczniów.
- Dzieje Apostolskie 20.21, Biblia Gdańska

15 komentarzy:

  1. Witaj Hexe.
    Zazdroszczę wam kondycji. O mnie niestety jest ona zanikająca. Powoli, ale jednak.
    Góry uczą pokory, wiem coś o tym. fajne zdjęcia.
    Pozdrawiam i do siebie zapraszam.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pokory uczą czasem w bardzo brutalny sposób. To przygoda dla cierpliwych ale i rozważnych, na co wskazują wiadomości o akcjach ratunkowych. Niektóre takie akcje mogłyby się nie wydarzyć, gdyby ludziom nie brakowało oleju w głowach.
      Nie próbuję się wymądrzać, sama nie uważam siebie za jakąś szczególną specjalistkę w tych sprawach. Czytam bardzo dużo opowieści z cudzych szlaków, na portalach prowadzonych przez doświadczonych wędrowców, sama od nich się uczę, to są bardzo inspirujący ludzie.
      Przede wszystkim staram się nie popełniać cudzych błędów. Jak dotąd mi to wychodzi, więc jest dobrze :)
      Pozdrawiam słonecznie :)

      Usuń
  2. Witam
    Jestem zauroczona Twoimi wpisami. Dajesz dużo do myślenia. A zdjęcia są fantastyczne. Podziwiam Twój hart ducha i ciała.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa i zapraszam częściej. Cieszę się, że przypadłam do gustu :)

      Usuń
  3. 'Tempo emeryckie' hahahaha To moje tempo, takie właśnie jest w górach. :D No nie wytrzymam, sam początek, a ja już muszę pisać, co tak mnie rozbawiasz: 'szum ogni piekielnych pod czaszką'. ahahahaha

    I ten opis, jak czerpać siły na gigantyczne zamiary. Świetny.

    Ohhh biustonosz sportowy to musi być. Wygoda na maksa. Dbać o siebie trzeba cały czas, a nie tylko przed wakacjami, by ciałko pokazać... Na jednym zdjęciu wyglądasz, jakbyś nogi jednej nie miała. :O

    Jak ja widzę, jak ty się tam wspinasz, to aż mi słabo. Brawo. Kobiety to potrafią być silne!!!! Zgadzam się, trzeba być ponad idiotyczną krytykę.

    Nie wiem, jak ktoś może w tobie widzieć ignorantkę. Tak, pokazujesz, uświadamiasz czyjeś lenistwo, przypominasz o niespełnionych marzeniach i bardzo dobrze. Są osoby, którym to coś uświadamia. Mnie dużo uświadamiasz. Ja Ci tam nie słodzę. Piszę tylko, co myślę.

    Indiańska opowieść, świetna!!! Masz w sobie tyle pozytywnej energii. Zarażasz nią. Jak już pisałam i pewnie napisze to jeszcze nie raz, każdy Twój wpis daje do myślenia. Nie da się tak sobie o nim zapomnieć!! Czekam na drugą część.

    Miłego weekendu. Gratuluję siły. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Źle napisałam, nie mam tempa emeryckiego, wtedy dobra bym była. Tutaj na szlaku niejednokrotnie emeryci mnie wyprzedzali. I to dość częsty obrazek, bo szwajcarscy seniorzy uprawiają nie tylko trekking po górach, ale także wjazdy na rowerze oraz podbiegi. Można popaść przy nich w kompleksy ;)

      Kobiety potrafią więcej niż niektórym z nich się wydaje, ale to musi być systematyka oraz to, co mamy w głowie. Fałszywe przekonanie o "słabej płci", niejedną babeczkę ściągnęły na mielizny złych osądów.
      Ja na przykład, trekking uprawiam od lat dwóch, a łatwo nie było, pierwszy rok zaliczałam praktycznie zawsze wycof. Teraz daję radę nawet w upał, ale muszę być na to ostrożna, jako człowiek, który dwa razy już udar słoneczny przeżył.
      Do tego od lat 10 dźwigam. Zaczęłam od domowych, prostych ćwiczeń, ale bardzo szybko zrozumiałam, że mnie to nie satysfakcjonuje i później uczyłam się pracy nad swoim ciałem na siłowni z prywatną instruktorką.
      Obecnie mogę sobie pozwolić na mini siłownię w domu i trenuję sama nie robiąc sobie krzywdy brakiem techniki.
      Wiedzę na temat prawidłowego treningu oraz diety, rozwijam cały czas. Non stop czytam o tych sprawach, uczę się, ten temat zdaje się nie mieć końca. Jakżeby inaczej... jak coś robić, to na 100%!
      Taka ciekawostka: niedawno usłyszałam, że kobieta nie powinna w ogóle dźwigać, bo będzie miała w przyszłości kłopoty z donoszeniem ciąży. Rozbawiło mnie to XD Sportsmenki też rodzą. Znacznie szybciej dochodzą do siebie i wracają do treningów. Wyglądają przecież cały czas świetnie, ale to chyba jest za mało, by przedstawić tak obrazowo prawdę o naszej sile, bo istnieje taka zaściankowość, taka mentalność, której się nadal sprzeciwiam. Grunt to robić swoje!

      Ja właśnie chcę inspirować, pokazywać, że można! Nie mam dużego zasięgu, moje strony, które piszę, są na skalę moich prywatnych możliwości. Ale nie szkodzi, wystarczy nawet jedna osoba popchnięta do przodu, dla mnie będzie to znak, że warto było. Motywem przewodnim zawsze było i będzie życie prowadzone w kreatywny sposób, czyli nie od wypłaty do wypłaty, nie od kredytu do kredytu i nie oparte na konsumpcjonizmie. Co to jest pełnia życia? To jest wtedy kiedy ktoś smakuje je wszystkimi zmysłami.
      Tych, którzy tego nie pojmują, zawsze to będzie złościć.

      Indiańską opowieść skądś skopiowałam akurat... ale to motyw powielający się także w wielu książkach i piosenkach.

      Ty też zrażasz dobrą energią - mnie. Dla takich osób warto pisać, naprawdę :) Choć jestem odporna na krytykę i hejt nie powstrzyma mnie przed robieniem tego co lubię, to w sercu rodzi się niesamowite gorąco kiedy czyta się takie komentarze jak Twój :)
      Dziękuję z całego serca za wsparcie, kiedy piszę o czymś kontrowersyjnym i spotykam się z negacją od wielu osób, a ty wyrażasz się pozytywnie. Dobrze wiedzieć, że tam gdzieś jest ktoś, kto nadaje na podobnych falach.

      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  4. Przepięknie! I Wasza wędrówka, i zdjęcia, i Twoja opowieść. Dobry czas tu spędziłam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się ogromnie :) i zapraszam na część drugą już pod koniec tygodnia :)

      Usuń
  5. Przepiękna wędrówka Aniu :)!!!
    Masz rację... dzieciaki nie ograniczają naszych marzeń, pasji. Może i trzeba je początkowo trochę trzymać na wodzy (marzenia znaczy się ;)), ale jeśli chcesz czegoś bardzo, dzieci nie stanowią żadnej przeszkody. Zarażasz je tą pasją.
    Jejciu, jaką my mamy teraz wszyscy frajdę, gdy możemy spędzać razem czas na łonie natury :)!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty i Twoja rodzina jesteście niesamowicie. Powinniście zostać inspiracją dla nowych pokoleń :)

      Usuń
  6. W sumie też zawsze zastanawiałam się nad tym celibatem księży. W końcu na przykład kapłani protestanccy czy anglikanie mają wybór. Żonaci księża mieliby większe zrozumienie dla parafian w związkach, dla ich codziennych spraw. Ale cóż, to tylko moje zdanie :)
    Jak zwykle przepiękne zdjęcia, widoki aż zapierają dech w piersiach. Zawsze po przeczytaniu któregoś z Twoich postów sama trochę czuję się jak po długiej wędrówce :D Aż chce się ruszyć w drogę. Ale nie wiem, czy dałabym radę na tym ,,katorżniczym szlaku", mam małe doświadczenie w chodzeniu po górach.
    Co do aktywności fizycznej - ostatnio zapisałam się na zumbę, takie połączenie tańca z fitnessem i uznałam, że czas wziąć się za siebie. I nie z powodu odchudzania, ,,wakacyjnej sylwetki", czy czegoś takiego. Po prostu przeraziłam się, jak słabą mam kondycję - praktycznie cały czas spędzam w pozycji siedzącej. Cały dzień w szkole w ławce (do niedawna, jutro szkoła się już kończy :)), potem parę godzin nad podręcznikami i zeszytami, a później czas wolny, w którym... też siedzę. Bo czytam książki, oglądam filmy i oczywiście piszę. Takie mam zainteresowania. Stąd też moja słaba kondycja. Zauważyłam, że łatwo się męczę, często czuję się osłabiona, brakuje mi pewności siebie, również takiej... pewności w ruchach. Czułam się słaba i niezdrowa. Zaczęłam od tej zumby, co będzie dalej, zobaczymy. Zbliża się lato, mam nadzieję, że uda mi się więcej ruszać :)
    Ludzie często zajmują się nie swoim życiem, próbują umniejszać sukcesy, zniechęcać, rzucać jadem. Ale nie należy się tym przejmować, tylko robić swoje, spełniać marzenia, realizować pasje i cele :)
    Pozdrawiam ciepło!
    P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli naprawdę chcesz pójść na szlak po przygodę, zacznij od małych wzniesień. Stopniowo. To chwila nie tylko dla ducha, ale porządny wysiłek dla ciała. Do takich przygód trzeba kondycji, ale nie chcę Cię zniechęcić. Wystarczy zacząć, kondycja i siła przychodzą z czasem, a zanim się obejrzysz, będziesz już biła swoje rekordy zdobytych wysokości ;)
      Jak widzisz, czasem i ja zaliczam wycof, mimo że już dwa latka będą jak wędruję na wysokościach. Jedna wędrówka może zająć jeden dzień, nie potrzeba na to całego urlopu, wystarczy jeden weekend. Dlatego nie masz wymówek, po prostu zacznij chodzić ;)

      Usuń
  7. Wow jak tam pięknie :) i te Twoje opowieści jeszcze bardziej kuszą by to miejsce odwiedzić

    OdpowiedzUsuń
  8. Michał ma rację. Góry uczą pokory.
    Gdy się oczyścisz, przewietrzysz, przebywając na takich otwartych przestrzeniach rzeczywiście istnieje jakiś wewnętrzny, atawistyczny dzwonek?, stop, nie idź tam... Wsłuchujesz się w naturę, przeczuwasz niebezpieczeństwo, nawet te wynikające z załamań pogodowych. Tym tropem, czytając tylko Twój wpis, a nie będąc w tym miejscu, o trudzie wyprawy, gorączce- może dlatego komuś to miejsce skojarzyło się ze smokiem?
    Trudno mi tu wszystko skomentować, bo to ciekawa powieść wielowątkowa, okraszona niesamowitymi zdjęciami, ale co do podróży Szwajcarów- oni, i nie tylko oni wiedzą, że podróże to jedyna rzecz na którą wydajemy pieniądze, a stajemy się bogatsi. Choć, akurat w Twoim przypadku wystarczy, że przejdziesz się po okolicy :) Ale jak słusznie zauważyłaś, wielu z nas mieszka w pięknym, czasami bardzo interesującym otoczeniu i... tego nie widzi, nie docenia, czasami po prostu nie wie jakie skarby kryją się wręcz pod nosem. A wystarczy wyjść tylko z domu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wystarczy i nie wystarczy tylko przejść się po okolicy. Chodzi o to by ogólnie mniej siedzieć w domu ;) A czy pójdziesz do parku, czy w góry do dzikiego lasu, to już wbrew pozorom raczej kwestia gustu. Nie każdy bowiem nadaje się do dziczy, nie każdy to lubi. Ale byle nie zmarnował życia przed TV.
      Pozdrawiam :)

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.