czwartek, 22 czerwca 2017

Gelbberg > cz. 2

"próżnując, uczą się chodzić od domu do domu;
a nie tylko są próżnujące, ale też świegotliwe,
niepotrzebnemi rzeczami się bawiące,
mówiąc, co nie przystoi.
Chcę tedy, aby młodsze szły za mąż, dzieci rodziły,
gospodyniami były; przeciwnikowi żadnej przyczyny
nie dawały ku obmawianiu"

- jeden z listów apostolskich


Rozbawiło mnie to ;) Ileż to takich świergotków znamy? Prosta interpretacja zapewne wygląda na surową, ale może... może to sposób na takie latawice? 👿





Skaliste zbocze, surowe, dyszące jak komin wulkanu i tak samo gorące. Ale dobrze, że tak naprawdę wulkan to nie był, bo gdyby taka wielka góra eksplodowała... w 1610 r. w Momotombo pierdyknął podobnej wielkości masyw i samoloty nie latały w okolicy przez 300 lat. A potem w gazetach by pisali ostrzeżenia - nie pozwalać wiedźmom wychodzić w góry, grozi niespodziewaną erupcją.
   Ale to nic, wyobraźcie sobie pierdutnięcie czegoś większego. Na Marsie stoi wulkan, nazywa się Olympus Mons. Ma 27 km wysokości i jest tak wielki, że jego szczyt wystaje z marsjańskiej atmosfery. Jest tak rozległy, że jeżeli staniesz na brzegu kaldery, to podstawa wulkanu będzie schowana za horyzontem. No... to byłby trekking... Zdobyłabym najwyższy szczyt w galaktyce! 👀
   A tymczasem, my mięliśmy coś podobnego do Marsa. Bo nie wiem czy wiecie, ale Mars najprawdopodobniej wcale nie jest czerwony, a szary. Dowiedli tego specjaliści od grafiki komputerowej, którzy wzięli pod lupę kilka zdjęć NASA. Zdjęli filtry i otrzymali nowy, odświeżony obraz planety. Wychodzi na to, że (wedle stereotypu) nasza ziemska Kreta jest bardziej marsjańska od Marsa. Jak pamięciom sięgam, na terenach górzystych, Kreta jest czerwona.
   A jak "słabej płci" było w takich warunkach? (Dodajmy, że mowa o osobniku z alergią na słońce). Afekt trochę podbudowuje, ale to zdecydowanie nie wystarcza, bo można w owym afekcie paść w końcu na ryja i dalej nie pójść. Przede wszystkim: osłonięta czymś lekkim głowa i kark, filtr minimum 50+ na podorędziu, duża ilość wody, optymalne tępo. Częste przystanki, które można wykorzystać na parę zdjęć, parę słów do współ-wędrowca, albo na wytarcie nosa, z którego na szlaku ciągle się leje... i można iść nawet przez pustynię. Na jeden dzień nie potrzeba nic więcej.





Surowy acz piękny krajobraz, przywołał myśli o surowych acz pięknych ludziach - uważam, że wszyscy jesteśmy piękni, tylko niektórzy mają brzydkie intencje.
   Jak to jest, że nawet będąc otwartymi, ekstrawertycznymi i jawnie optymistycznymi, nie ze wszystkimi ludźmi potrafimy normalnie spędzać czas?
   Jest taka nacja człowieków - są to człowieki pośród człowieków - odrębne, inne i niedopuszczające do siebie podstawowych norm współżycia z innymi. Król Julian takich wydalał ze swego królestwa.
   Przyjmują oni odmienny światopogląd, normy, wartości niż ogół społeczeństwa, sytuując się w ten sposób niejako na marginesie rzeczywistości społecznej i jej obyczajów. Ich hasłem przewodnim jest "nie ufać nikomu". Nie wierzą w przyjaźń, zbliżają się tylko do rodziny, chociaż pod fałszywym uśmiechem kryje się krytyka i potępienie. Żyją w ciasnych ramach własno-poglądowych. Zaawansowany partykularyzm i dulszczyzna o zakłamanej moralności. Całymi dniami zbierając informacje, kują cieniutką igiełkę, którą potem wbijają w najczulsze miejsce upatrzonej ofiary.




A tu taka sytuacja: aby przedostać się na drugą stronę skąpanego w strumieniu, śliskiego głazu, należy kolejno poczynić takie kroki:
prawa noga na dolny pręt, lewa noga na górny pręt, dwie ręce za najwyższy pręt.
Prawa noga stawia krokasa na deseczkę, puszczamy się prętów. Drepczemy po małym kroczku
i już jesteśmy po drugiej stronie.


Jestem poszukiwaczką wolności, niezależności i równości. Te założenia implikują w konsekwencji podejmowania działań, mających na celu przemówienie do rozumu, że wszelkie różnice społeczne czy rasowe, nie istnieją - chciałabym by człowiek wreszcie zrozumiał, że w nas wszystkich płynie krew tej samej barwy.
   To że ktoś nosi dready (nie wiem dlaczego, ale tęsknię za nimi...), tatuuje się, czy kolczykuje (a za piercingiem tęsknię jeszcze bardziej...), nie ma to związku ze złem. Po prostu niektórzy ludzie mają ochotę wyrażać siebie poprzez wygląd. Ja np jestem zjawiskiem dość kolorowym, żyjącym zadowalająco kreatywnie i taka też jestem zewnętrznie.
   Jednakże przychodząc w gościnę do człowieków o wąskich poglądach i niskim stopniu wytrzymałości na różnice społeczne, staram się jednak trzymać jakiejś jednolitej barwy, nie wdawać się w dyskusje, ani nie reagować na prowokacje. Chociaż nawet niereagowanie na prowokacje, w jakiś dziwny, magiczny sposób i tak mnie w kłótnie wciąga. Niektóre człowieki mają fenomenalne sposoby na to. Bo jak się człek uprze, to wojnę wywoła i miecz świśnie i armata już naoliwiona.
   Dlaczego nawet ubiór gra tu rolę rozejmu? Bo podobno wychylać się nie wypada. Ale ja nic nie wiem, nie znam się na tym.
   A tu mój małżonek spragniony zimnej wody, odnalazł skałę z epoki kamienia lizanego i przyłączył się do kultywowanej od tysięcy lat tradycji zlizywania słodkiej wody:







Nie powiem Wam jak postępować z człowiekami o wspomnianej naturze, bo nie wiem. Bo z moich własnych, przemyślanych prób wynika, że wciąż nie mam racji. Ale mogę Wam powiedzieć skąd to się bierze.
   Różnego rodzaju dysonanse wynikają z zamkniętego serca i umysłu. Są przyczyną szeroko pojętej, niesprawiedliwej oceny, a nawet sprawowania ucisku na słabszych i spokojniejszych charakterowo.
   Propaguję od dawna zastąpienie egoizmu, powszechnego dążenia do sukcesu jakimś może... hobby, czy czymś? Moje serce jest nacechowane humanizmem i przyjaźnią. (Tak myślę, tak siebie oceniam). Jestem zwolenniczką prostego stylu życia. Kolory i niemodne szmaty stały się już dla mnie charakterystyczne (chociaż na blogu niewidoczne, bo w góry raczej chodzi się w dresach...). Wygląd jest sprawą indywidualną i nie ważne, że byłam kiedyś Industrial Goth, a teraz stawiam na naturę i pełen luz (i w ten sposób zostałam czarownicą). To nie ważne jak wyglądam i kim jestem, ani też co sobą reprezentuję jako całość + uosobienie, charakter - nigdy nie będę się podobać w/w człowiekom. Bo się różnię, bo mam inny światopogląd i śmiem posiadać pasje (no przecież powinnam z nich już dawno wyrosnąć).
   Nie zamknę tego cyklu o człowiekach, będę o tym pisać, bo im więcej ludzi o tym przeczyta, tym może więcej spojrzy na tekst przez pryzmat samego siebie i zastanowi się, czy może to nie dotyczy właśnie jego? Świat jest dobry, a ludzie wspaniali, ale wielu niestety ma serca pełne goryczy. Gdyby nie zawiść, próżność i pazerność, być może nawet sytuacja polityczna wyglądałaby lepiej.
   Tymczasem groszoróbstwo i żądza posiadania grają pierwsze skrzypce. Cóż więc dziwnego, że nie mogę się odnaleźć w takim świecie? Nie jako bezrobotna, bo dążę do tego, aby to zmienić, uczę się języka bezustannie, a jeśli tu nie wypali, to wjeżdżam na półki księgarni (tak czy owak wjadę). Chodzi o ludzi, którzy nie mają w sobie pokory, a pielęgnują próżność. Trudnią się zbieractwem, otaczaniem przedmiotami, ja przy nich to ascetka. Ale ludzkość to ludzkość, przecież nie powinno nas wszystkich nic takiego dzielić. A jednak...





Bo pasja to jest coś takiego, co unosi Cię nad światem i co chcesz robić niezależnie od wszystkiego.
- Beata Pawlikowska.

Pierwiosnek (pierwiosnka) omączony.
Z reguły rośnie na torfowiskach i bagniskach, ale
w górach w miarę wysokości, zależność jego występowania od wilgotności jest coraz mniejsza i można go spotkać nawet na wysuszonych wiatrem szczytach.



Mała dygresja: bardzo często piszę w ciemności. Towarzyszy mi wtedy muzyka z przeszłości, ostatnio skandynawska. Od lat uważam, że szwedzki brzmi pięknie, a śpiewany, staje się kosmiczną poezją. Ogólnie lubię języki północy, chociaż różnią się, np Szwed raczej nie zrozumie Duńczyka, ale Norwega już tak. Fonetyka wschodnich dialektów norweskiego i "Rikssvenska" jest bardzo podobna.
  Zróbcie sobie przyjemność i puśćcie tą ciekawostkę: Herr Mannelig Jak tego słucham, aż mnie ciarki przechodzą. Nie wiem co w tym jest... Film też polecam, to stara, skandynawska legenda.
   Przy tym utworze najlepiej mi się maluje słowami opisy surowej, górskiej przyrody, takie ja tu dziś widzicie, lub wątki batalistyczne.






"Krocz spokojnie wśród zgiełku i pośpiechu - pamiętaj jaki pokój może być w ciszy. Tak dalece jak to możliwe nie wyrzekając się siebie, bądź w dobrych stosunkach z innymi ludźmi. Prawdę swą głoś spokojnie i jasno, słuchaj też tego co mówią inni, nawet głupcy i ignoranci, oni też mają swoją opowieść. Jeśli porównujesz się z innymi możesz stać się próżny lub zgorzkniały, albowiem zawsze będą lepsi i gorsi od ciebie."
   Starając się żyć w zgodzie z własnym sumieniem, a przede wszystkim starając się naśladować Chrystusa (wiedźma Chrześcijanką, takie rzeczy tylko u Słowian) i traktować ludzi... nie z wzajemnością, ale z jakąś taką... szczerością, czasami jest mi szalenie trudno. Na kłopotliwych spotkaniach ledwie wiążę pierwsze słowo z drugim, bojąc się, że znów to, co o sobie opowiem (w odpowiedzi na pytania) znów zostanie wypaczone i użyte przeciw mnie.
   Od pewnego czasu mniej się tym przejmuję i być może to widać, dlatego u podstaw czarnych chmur pojawiła się błyskawica. Tak bywa, że najspokojniejszy człowiek, stoik rasowy czy może nawet święty, nie poradzi sobie, jeżeli inne człowieki są głodne grandy. Dla mnie to wszystko wyglądało jak komedia, ale to kwestia punktu widzenia. Wyszło szydło z worka, dziecinada w pełnej krasie, nonsens gonił za każdym słowem.
   W każdej podróży jest czas na to, aby wejrzeć w siebie. Mawia się, że kto podróżuje, ten żyje dwa razy. Dodam do tego, że kto marnuje czas w domu przed TV, tak naprawdę nie poznał jeszcze wartości życia. Wychodzenie z azylu, wychodzenie do ludzi - jest prawdziwym życiem, w którym nasze serce prawdziwie wzrasta.
   Wędrówka w tym miejscu powoli zaczęła się zmieniać. Pojawiło się życie:




Ewidentnie wracamy na Ziemię.
"Ciesz się zarówno swymi osiągnięciami jak i planami. Wykonuj z sercem swą pracę, jakakolwiek by była skromna. Jest ona trwałą wartością w zmiennych kolejach losu. Zachowaj ostrożność w swych przedsięwzięciach - świat bowiem pełen jest oszustwa. Lecz niech ci to nie przesłania prawdziwej cnoty, wielu ludzi dąży do wzniosłych ideałów i wszędzie życie pełne jest heroizmu."
   Mówią, że co nie zabija, to wzmacnia. W pewnym sensie także bardziej zobojętnia. To trochę jak z tym gniazdem os, które pojawiło się w naszych żaluzjach. Kiedy zauważyłam, że te szwajcarskie osy nie są agresywne, nie panikuję aż tak bardzo (mam uczulenie, muszę być ostrożna), przyzwyczaiłam się i nawet jak jakaś zawita do pokoju, po prostu profilaktycznie ją uśmiercam, bo łapać to jej raczej nie będę... Są jakieś dziwne...
   Chyba podobnie mam z niektórymi człowiekami. Wiem, że nie dojdzie do bolesnego ukąszenia. Ale sprowokowana skrajnie, już wiem nawet co powinnam powiedzieć. Może w końcu... Te słowa byłyby wówczas kwintesencją pożegnania w stylu najwymyślniejszego okrucieństwa werbalnego. Zachowam to na koniec i mam szczerą nadzieję, że nigdy nie będę musiała tego powiedzieć. (żeby była jasność, gdyby nawet - nie uważam, bym miała za to przepraszać).
   Prawdy się przyjmuje jak krytykę od nauczyciela. I albo się z nią żyje, albo wykorzystuje w ramach poprawy. Człowieki będą musiały same zadecydować.


Nie mam pojęcia co to jest.
Wygląda jak sztuczne kwiatki powtykane w ziemię na słomce...
Szlak momentami znikał nam z oczu, ale oznakowania nie pozwalały się zgubić.

"Bądź sobą, a zwłaszcza nie zwalczaj uczuć: nie bądź cyniczny wobec miłości, albowiem w obliczu wszelkiej oschłości i rozczarowań jest ona wieczna jak trawa. Przyjmuj pogodnie to co lata niosą, bez goryczy wyrzekając się przymiotów młodości. Rozwijaj siłę ducha by w nagłym nieszczęściu mogła być tarczą dla ciebie. Lecz nie dręcz się tworami wyobraźni. Wiele obaw rodzi się ze znużenia i samotności."
   To już dawno mówiłam, że zaściankowość rodzi się z życiowej nudy, z braku pasji i zamiłowania do życia. Z braku miłości do ludzi i ogólnie mówiąc - także z przepracowania w systemie, w jakim żyjemy. Z czego jeszcze się bierze? Z braku pojęcia, że najcudowniejsze skarby biorą się nie z pieniędzy ale z serca: miłość, przyjaźń, zdrowie i rodzina. Niestety człowieki bardzo często wierzą raczej, że w ludzi angażować się nie warto.
   Wierzę, że dzicz zmienia ludzi. Wierzę, że w góry nie chodzą źli ludzie. Wierzę, że gdyby takie człowieki wybrały się na całodniowy trekking, wróciłyby odmienione na lepsze. Ale człowieki nie lubią i nie wychodzą poza strefę komfortu, oraz nie żyją z przyrodą w harmonii (ani w akordeonie).





"Jesteś dzieckiem wszechświata, nie mniej niż gwiazdy i drzewa, masz prawo być tutaj i czy jest to dla ciebie jasne czy nie, nie wątp, że wszechświat jest taki jaki być powinien."
   Wierzę, że wszyscy razem stanowimy altruistyczną jedność... a przynajmniej powinniśmy "altruistyczną" stanowić. Tak trudno w dzisiejszych czasach o czystą duszę i złote serce, że tacy ludzie, gdy ich w końcu spotkam, zostają w mojej pamięci na bardzo długo i bardzo często się przypominają. To prawie jak pokochać kogoś, to jak zauroczenie, a to piękne i szlachetne uczucie - zakochać się w kimś (mówię tu o darzeniu kogoś sympatią bez związku z wiadomymi podtekstami).
   Największą sympatię budzą dzieci, szczególnie te od wieku, w którym już można z nimi pogadać. Są rezolutne, całkiem sprytne i skore do dyskutowania w bardzo śmiały sposób. Niektórzy dorośli też tacy bywają. Żartują, są pogodni, uśmiechnięci, a przede wszystkim szczerzy, nie obrażają się o byle dowcip z nich samych, mają miłe usposobienie i dużo, całe mnóstwo pogody ducha. Mają otwarte umysły, nie są kłótliwe, nie odbierają wszystkiego podług siebie (nie są egoistami), nie biorą sobie do serca przytyk, umiejętnie korzystają z krytyki, patrzą na świat optymistycznie, są pomocne i nie obrabiają nikomu dupy (za przeproszeniem). Mało jest takich ludzi. Człowieki powinny się uczyć od dzieci.




"Tak więc bądź w pokoju z Bogiem, cokolwiek myślisz i czymkolwiek się zajmujesz i jakiekolwiek są twe pragnienia: w zgiełku ulicznym, zamęcie życia, zachowaj pokój ze swą duszą. Z całym swym zakłamaniem, znojem i rozwianymi marzeniami ciągle jeszcze ten świat jest piękny. Bądź uważny, staraj się być szczęśliwy."
   Szczęście wymaga pracy nad swoją mentalnością, nad charakterem i harmonijną duszą. Możecie uważać, że co post, leję wodę o tym samym, ale staram się dobitnie tłumaczyć pewne sprawy, o których nawet nie mówią książki o psychologii (a sporo już ich przeczytałam).
   Bardzo często mówiono mi, bym liczyła się wyłącznie z tymi, którzy zobaczą we mnie również to, co najlepsze i kto stanie się nieodłączną częścią mojego życia. I że albo to będzie na sto procent, albo kurwa wcale. Przepraszam za kolokwializm, ale cytowałam. I coś w tym chyba jest, że jeżeli komuś jestem wilkiem, to wilkiem pozostanę. Może pewien ktoś miał rację, że nie warto się starać pośród ludzi, którzy się nie starają. A ja uparcie wierzyłam, że jeszcze będzie pięknie.
   W ogrodzie ciernistych krzewów łatwo podrzeć swoją tęczową suknię.

Cytaty: Max Ehrmann, amerykański prawnik, ekonomista i pisarz.





Wszystkim, którzy kochają ludzi, mają czyste dusze, złote serca i uśmiech na gębie, dedykuję dziś ten utwór:
(polecam, mega pozytywny clip!)


"Komm wir reiten in den Wind,
wenn ein neuer Tag beginnt,
ja dann warten Heldentaten
frohen Herzens, frischen Sinn."

[Chodź pojedziemy konno pod wiatr,
kiedy zacznie się nowy dzień,
wtedy czekają bohaterskie czyny
szczęśliwych serc, rześkiego umysłu.]

Ja, wir reiten in den Wind,
und wir bleiben wer wir sind.
Ist der Weg auch noch so weit,
wir sind Brüder Seit an Seit.

Seit an Seit

[Chodź pojedziemy konno pod wiatr,
i zostaniemy tacy, jakimi jesteśmy.
Droga jest jeszcze taka daleka,
jesteśmy braćmi ramię w ramię.]

czwartek, 15 czerwca 2017

"Gelbberg - kobieta na katorżniczym szlaku." > cz. 1

"Jeźli kto biskupstwa żąda, dobrej pracy żąda.
Ale biskup ma być nienaganiony, mąż jednej żony,
czuły, trzeźwy poważny, gościnny, ku nauczaniu sposobny.
Ni pijanica wina. ni bitny, nie sprośnego zysku chciwy,
ale słuszność miłujący, nie swarliwy, nie łakomy;
Któryby dziadki miał w posłuszeństwie
ze wszelką uczciwością;
(Bo jeźliby kto nie umiał swego własnego domu
rządzić, jakoż pieczę będzie miał w kościele bożym?)
Nie nowotny, aby będąc nadęty, nie wpadł w sąd potwarcy."



Dalej czytam listy apostolskie. To samo napisano o Dyjakonach, później zaś, są opisane żony księży, jakie powinny być, głównie mowa o usposobieniu. Bardzo miłe sprawy, to ładny tekst.
   Ciekawe, prawda? Zastanawia mnie ile jeszcze znajdę w Kościele odstępstw od Biblii. Biorąc pod uwagę te najgorsze (ich najcięższe grzechy), stwierdzam, że grabiom sobie cały czas. ;]




"A Duch jawnie mówi, iż w ostateczne czasy odstaną

niektórzy od wiary, słuchając duchów zwodzących
i nauk dyjabelskich.
W obłudzie kłamstwo mówiących i piątnowane
mających sumienie swoje,
Zabraniających wstąpować w małżeństwo"





Gelbberg to masyw górski, który dosłownie wycisnął mnie jak wyżymaczka do bielizny. Ale takie podejścia już nam się przecież zdarzały, już wędrowaliśmy przecież na czworakach, ale... był to zawsze ostatni, kamienny fragment, dosłownie kilka metrów i już szczyt... Zaś tym razem... to był dopiero początek. Długotrwały, monotonny, ciężki początek wędrówki.
   Las zamykał się nad naszymi głowami niosąc ulgę od palącego słońca. Był to dzień prawdziwie upalny, im wyżej, tym mocniej temperatura dawała się we znaki, dlatego moje tempo było dość emeryckie, ale czułam już szum ogni piekielnych pod czaszką, dlatego spokojnie, szczyt nam nie ucieknie... Co nas nie zabije, to nas wzmocni! Naprzód!! 💪

Oto cel widziany z perspektywy ludzkiej mrówki. Szczyt nosi dumną nazwę Drachenloch, co oznacza jaskinię smoka. Szukałam w internecie skąd taka nazwa, jednak nie odkryłam niczego zdumiewającego. Nawet żadnej legendy, nic.
   Skoro historia na żadne smoki nie wskazuje, to może chociaż teraźniejszość? Wypatrywałam więc kołujących nad nami gadów z myślą o skorzystaniu z łuskowatego transportu na górę (tudzież później w dół), ale też nic. Na ziemi nie malował się żaden cień o kształcie nietoperzych skrzydeł. Ale wyobraźnia podsunęła mi ciekawy scenariusz do książki, tak więc wędrówka natchnęła mnie w bardzo prosty sposób do dalszego pisania. "Fantazja, aby bawić się na całego" :)

Zdjęcie z doliny ukazuje nasz cel. Za tymi lasami, za paroma wzniesieniami i licznymi strumieniami, na samym końcu jawi się wielka skała, ledwie widoczna, blada w słońcu - to Drachenloch. Idziemy w tamtym kierunku:


Bliższa perspektywa.
_______________________________


Cień wymalował na ziemi zwinne, nietoperze skrzydła na gadzim kształcie, wydłużonym o wąski ogon. Prężnie sunął naprzód, a krajobrazy pod nim zmieniały się od kniei po wielkie, zielone sawanny, aż po step. Czarny kształt przemierzył obszar w bardzo szybkim tempie, aż wreszcie dotarł do wysokiej ściany pasma górskiego, po której wpełzł niczym czarny duch. Wstrzymał swój lot niedaleko za ostatnią granią, gdzie rozciągało się już tylko widmo śmierci na niegościnnej, suchej pustyni, niezbyt głębokiej doliny.

_______________________________

Lecz my ten cały kawał ziemi, przeleźliśmy, a nawet przepełzliśmy, jeszcze będąc nieświadomymi o tym, że tam dalej w ogóle jest jakieś widmo. Chodzi o upały, o tym napomknęłam w poprzednich postach, że nadchodziła dla Szwajcarii fala bardzo poważnych temperatur. Rzekomo mam się teraz hartować, stwierdziłam więc, że jeżeli pogorszy mi się stan zdrowia, to może wtedy zobaczę te smoki... Ale mój organizm zaskoczył mnie samą, nie miałam halunów.

Co z tym szczytem? Generalnie on był w planie jako dodatek, ale nie zamierzaliśmy się na niego napinać. Generalnie nasza mapka prowadziła nas tak, jak wskazują moje żółte strzałki. Drachenloch był obok.

Powiększ mapę.



Skąd czerpać siły na takie gigantyczne zamiary? Jak - jako kobieta - nadążam za moim długonogim mężem? Po pierwsze, ja muszę iść pierwsza, bo robię mniejsze kroki i kiedy on idzie "normalnie", ja pędzę. Po drugie, muszę sobie sama wydeptywać grunt, np. w śniegu, bo choć korzystanie z cudzych śladów to przyjemne udogodnienie, tak jego ślady są zbyt daleko od siebie. Gdy próbuję wkładać stopy do gotowych dziur, zazwyczaj kończy się to glebą. Ale to tylko "kosmetyka" wędrowania w parze.
   Z parą na szlaku, trzeba przede wszystkim trochę się pościerać, zupełnie tak jak w związku: poznać jego nawyki, upodobania, potrzeby i system karmienia, w który trzeba się wzajemnie wstrzelić, by przystanki na posiłki nie występowały x2 częściej.
   I nasza kobieca fizyka + chemia. Jak to jest z naszą sprawnością i naszymi uwarunkowaniami do katorżniczych treningów bądź ostrych podejść górskich?

Tymczasem przed Wami seria nudnych zdjęć w chaszczach. To podejście na żywo przedstawia obraz bałaganu i rozpaczy. Ciężko jest zrobić zdjęcie szlaku, którego nie widać, a do tego jest jeszcze przechył, przez który można stracić równowagę.




To właśnie nam – kobietom, zostało dane chodzenie po świecie w jednym tylko celu – wydania potomstwa i przedłużenia naszego gatunku. Tak chciał Bóg i pewne mechanizmy sprawiły, że nasz organizm jest dużo bardziej wrażliwy od męskiego. Można pokusić się o stwierdzenie, że w wielu przypadkach trudniej nam się zaadaptować do ciężkich warunków (a współcześnie przez ciężkie warunki, rozumiemy nie bieganie z dzidą za zwierzyną w celu upolowania obiadu, ale np. przez ciężki trening lub długotrwały trekking po górach).
   Mamy mniej testosteronu, jesteśmy z natury słabsze, nasza gospodarka hormonalna jest bardziej wrażliwa. Poza tym, powiedzmy sobie szczerze, babeczki: gdyby nie taki doskonały wynalazek jak biustonosz sportowy, nie byłybyśmy w stanie np długo trenować jogging'u.





Dla dobrej formy i kondycji, trzeba zachować kilka prostych warunków, najlepiej przez całe nasze życie. Powiedzmy sobie szczerze, że coś takiego jak "robienie formy na wakacje" nie istnieje. Formę - jeżeli ktoś naprawdę zamierza żyć aktywnie - robi się cały czas.
   W obecnych czasach żyjemy w świecie, gdzie żywność dosłownie przepełnia półki sklepowe i nasze w lodówce. Większość z nas zapomniała już co to jest prawdziwy głód. I choć nie jest to może najprzyjemniejsze odczucie, istnieje szereg teorii wiążących permanentny brak głodu z powszechnością występowania wielu cywilizacyjnych chorób. Należałoby się zastanowić, czy te wszystkie popularne rady typu "jedz co 3h", są dobre. W górach nie bardzo... Takie częste przystanki, znacznie wydłużyłby wędrówkę. Czas gra tutaj bardzo ważną rolę, a to, co mamy do jedzenia w plecaku to fundament udanej podróży. Źle by się stało, gdybyśmy zasłabli gdzieś tam w lesie, albo rozbolałyby nas głowy, prawda?





Nikogo nie zdziwi więc fakt, że naukowcy zajmujący się problematyką nękających nas przypadłości - związanych z nadmiarem jedzenia - wpadli na szatański pomysł aby sprawdzić, co się stanie jeśli ograniczymy ilość przyjmowanych kalorii w ciągu doby. [Spokojnie, nikogo nie zagłodzili.]
   Biblia mówi - pośćcie. Dietetycy mówią - jedzcie często żeby nie czuć głodu. A ja Was teraz zaskoczę, na tę wędrówkę wybrałam się na czczo. (Swój pierwszy posiłek zaplanowałam na drugą godzinę naszej wędrówki.)
   Obecnie mam system żywieniowy, w którym w ciągu doby zaplanowałam tzw. "okno karmienia". Jest to przerywany post.
   Dla wszystkich zainteresowanych dietą IF, zapraszam do obejrzenia filmiku TUTAJ, który trwa kwadrans. Ta przesympatyczna dziewczyna, w ciekawy sposób (nie przynudza), wyjaśnia na czym to polega, oraz jak post wpływa na organizm ludzki, szczególnie u kobiety.

Mijały kolejne godziny. Szlak nadal był niewidoczny, ale gdy zadarliśmy głowy, tam wysoko majaczyły już skalne kolosy. To wszystko nadal zdawało się takie odległe i nieprzemierzone...





Z czym jeszcze zmaga się kobieta, która nie funkcjonuje podług schematu jak poczciwa żona, a łazi po tych górach i łazi i na siłowni dźwiga ciężary? Z opinią ;)
   Powinnam bawić swe dziecię, o którym nadal nic nie wiem. Ale czy ktoś ma jeszcze wątpliwości, że dziecię wcale by mnie nie uziemiło? Szaleństwo mam we krwi, ono napełnia moje życie kolorami, więc ewentualne dziecię lądowałoby na plecaku i tyle. W Szwajcarii niemowlę-Alpinista to normalny widok, dlatego nie miejcie złudzeń.

A teraz pora wyleźć z lasu.


_________________________

Cień rósł, aż w końcu na spękanej od suszy ziemi, wylądował rzeczywisty kształt smoka o czarnej, szorstkiej skórze. Usiadł na dwóch postawnych, umięśnionych nogach i podparł się skrzydłami przechyliwszy mocno do przodu, przypominając w tej pozie nietoperza. Spuścił wielką głowę na dół, podobnie jak to robią sępy gdy czemuś bacznie się przyglądają, jednak miast pomarańczowych, niepokojących oczu i ostrego dzioba, spozierały na świat żółte, okrągłe ślepia z poziomymi źrenicami. Z zamkniętej paszczy wystawały równe kły, a na końcu pyska poruszały się miarowo dwa wielkie otwory nozdrzy. Smok machał ogonem na boki, wzbijając tumany kurzu.
_________________________

A dalej była już tylko "patelnia".







Nie przejmuję się krytyką na swój temat, szczególnie kiedy ktoś nie znający mnie, ocenia w sposób dość - przyznaję - abstrakcyjny. Jakbym się przejmowała, to nie wychodziłbym z domu, skasowała blog i popadła w depresję.
   Żyjąc pośród różnych ludzi, musimy liczyć się z "dennymi" komentarzami, bo nie mówię tu o konstruktywnej krytyce i wymianie zdań na poziomie. Kto urodził się niezgułą wylewającą swoje żale przy byle okazji, ten ma smutne życie i tak już zostanie.
   Za to ten kto ma silny charakter i wie czego chce, osiągnie cel i będzie skupiony na sobie, a nie na cudzych życiorysach.
   Każdy z Was na pewno mierzył się z podobnym zjawiskiem. Ono bywa niszczycielskie, a nienawiści, zawiści - zalewają nas nieprzyjemną żółcią, wtedy tak niemiło robi się w sercu...
   Wyrzucajmy zawsze ze swojej głowy to, co próbuje nas ograniczać. Spełnianie samych siebie i realizacja marzeń to jest przecież Cel przez duże "C". Jeżeli ktoś go nie ma i przetacza swoją życiową energię na cudze sprawy, będzie zalewał żółcią wyłącznie samych siebie - i niech tak będzie. Bądźmy ponad to.




Goryczka wiosenna.
Często powtórnie zakwita we wrześniu. Kwiaty reagują bardzo silnie na bodźce termiczne, nawet różnica 1C może powodować śrubowate zwijanie się kielicha kwiatu. Równie silnie reagują na wstrząsy.
Goryczka trojeściowa.
Polska nazwa goryczka pochodzi od gorzkich substancji, które zawiera roślina. Łacińska natomiast (gentiana asclepiadea) łączona jest z żyjącym w I wieku p.n.e. królem Ilirii, Gencjuszem II, odkrywcą leczniczych właściwości goryczki żółtej, stosowanej przeciw dżumie.
Albo jest to Goryczka Klusjusa, właśnie nie jestem pewna...
Czy ogrom może przytłaczać? Z pewnością monumentalny Gelbberg może zachwycić, może nawet onieśmielić. Nagle bowiem, człowiek zdaje sobie sprawę z tego jaki jest maleńki. Boża potęga stworzyła nasz świat, a w tym gigantyczne kolosy tworzące całe górskie pasma. Z dołu przytłaczają na pewno. Zaś wszedłszy na wierzchołek, ma się wrażenie, że gdyby się rozpędzić prosto w tą przestrzeń, ten bieg trwałby bez końca.
   Cisza, wszechobecna, nie mająca kresu, która aż brzęczy w uszach jako pustka przyrodniczego majestatu, będącego kwintesencją milczenia.
   Milcz - to cię ukoi. Milcz człowiecze, ani nic nie myśl, nie ruszaj się. Tylko oddychaj. Milcz, niech to, co pozostawiłeś na dole, już więcej ciebie nie kąsa.



Każdy zdobyty szczyt, każda podróż to mój prywatny sukces, których nie pozwalam nikomu umniejszać. Na to, co obecnie posiadam w życiu - na każdej płaszczyźnie - zdrowie, pasja, czy związek, wymagało jakiegoś wysiłku, na wszystko trzeba sobie zapracować.
   Mam na siebie plan, chcę tego i będę go wytrwale realizować krok po kroku. I dalej będę pokazywać swoją pracę bo dlaczego miałabym tego nie robić?
   Są za moimi plecami takie głosy, które demotywują, oceniają jako arogantkę lub chłodną chwalipiętę. A ja Wam powiem dlaczego tak się dzieje - bo przypominam niektórym osobom o ich niespełnionych marzeniach, o ich słabościach i o ich lenistwie.


A tam za mną w dole, stała tama:



Wcale nie chcę, aby każdy odwzajemniał moje szczęście, nie chcę żadnych gratulacji czy podziwiania. Wystarczy mi, że ja znam swoją wartość i że ja jestem dumna ze swoich osiągnięć - cieszę się z tego, co mam i mam do tego pełne prawo. Mam prawo do bycia szczęśliwą.
   Przede wszystkim chroni mnie niezaskorupiałe serce, mimo iż większość czasu spędzam w odosobnieniu, to nie szkodzi. Ważne jest, żeby to serce zachować szczerym i bijącym w pozytywnym rytmie.

Stary indiański wódz opowiadał kiedyś swojej wnuczce:
– W moim wnętrzu toczy się walka. To jest straszna walka, toczona pomiędzy dwoma wilkami. Jeden z wilków jest zły. On jest gniewem, zazdrością, smutkiem, żalem, chciwością, pychą, użalaniem się nad sobą, poczuciem winy i niższości, kłamstwem, fałszywą dumą, pragnieniem dominacji i ego. Drugi wilk jest dobry – starzec rozpromienił się. – On jest radością, pokojem, miłością, nadzieją, pokorą, uprzejmością, dobrocią, hojnością, prawdą, współczuciem i wiarą. Taka sama walka toczy się w Tobie – podsumował wódz – i wewnątrz każdego innego człowieka.
Młoda indianka zastanowiła się przez chwilę, a potem zapytała:
– Który wilk wygra??
– Ten, którego będziesz karmić.

Jestem twórcą i opiekunem mojej rzeczywistości. Zachowuję stale swój wewnętrzny balans, który bezpośrednio wpływa także na moje otoczenie. Jak to działa?
   Czy zastanawialiście się kiedyś, dlaczego niektórzy ludzie przyciągają same nieszczęścia? Albo dlaczego niektórzy ludzie przyciągają do siebie najczęściej złych ludzi?
   To właśnie ten balans (albo jego brak), emanujący dobrą chęcią, czystym, łagodnym sercem i optymizmem. Bez niego... emanujemy zawartością tej pozostałej po nim, czarnej dziury. Z tego nigdy nic dobrego nie wynika.

Jak o to zadbać? Zacznijcie od ciała, które harmonizuje się z naszą duszą. Śpijcie tyle, ile potrzebuje organizm, to ważne dla naszych neuronów i odnowy biologicznej narządów wewnętrznych. Jedzcie zdrowo, unikajcie cukrów i alkoholu, po co Wam zmienianie świadomości? Czy bez tego świat już nie jest piękny? Nie palcie, (że o innych używkach nie wspomnę...) Inaczej nie poczujecie życia własnymi, zdrowymi zmysłami.
   Wolność to coś, co nie ogranicza nas żadnym "muszę się napić", ani nie spowalnia nas żadnym "zaczekaj, muszę zapalić". Przemyślcie to sobie.





W 1917 roku do jaskini wszedł nauczyciel Theophil Nigg Vättis wraz z 9-letnim synem Toni'm Nigg. Odkryli kości bardzo starej odmiany niedźwiedzia.
   To wszystko, żadnych smoków :P


Monitorowałam na wysokiej rozdzielczości odbicie drogi na jaskinię. Choć nie była ona w planach, przeszło nam przez myśl, że można by... Porozglądaliśmy się w odpoczynku po złowieszczej, skalistej okolicy ziejącej pustką i... coś nam podszeptywało, że lepiej nie iść... Nie wiem skąd taka intuicja się bierze, pogoda przecież była cacy, szlak dużo lepszy od początkowego odcinka (chociaż też podle ostry), ale... NIE.
   Tak naprawdę, nie byłam pewna, czy moje stawy kolanowe pociągną potem tyle kilometrów w dół. Nie bolały w tym czasie, ale przy wracaniu w doliny, zawsze jednak coś się w nich odzywa, a później w domu, kiedy przychodzi na człowieka pierwsze zmęczenie i chęć na sen, taki żywy błogostan po udanej acz męczącej podróży, moje kolana zaczynają swoją torturę... Dlatego uważam, że intuicja nas nie zawiodła. Kto nie ma zdrowia na 100%, musi nauczyć się czasem odpuszczać. Jednak co by nie było - plan przecież został wykonany.

Poniżej szlak niezdobyty:

Powiększ zdjęcie.




Wcześniej mijaliśmy parę Szwajcarów wracającą z samej jaskini. Porozmawialiśmy chwilę, małżonek przedstawił swoje wątpliwości a propos innej drogi w ramach powrotu (tej, którą zaznaczyłam także na mapce). Po dłuższym przyjrzeniu się jej, myśleliśmy, że jest zniszczona i będziemy musieli wracać tak samo, jak weszliśmy, czyli przez las.
   Ale gdy zawracaliśmy, ci sami ludzie przywołali nas do siebie z chaty stojącej nieopodal, w której zatrzymali się na odpoczynek. Powiedzieli nam, że panowie stacjonujący w tutejszej chatce górskiej, dokładnie dwa dni temu szlak naprawili i można iść.
   A owi panowie poczęstowali nas sznapsem. Ja grzecznie odmówiłam, małżonek śmiało się integrował, jak to mężczyźni ;) po czym niedługo później ruszyliśmy na fantastyczny szlak!
   Gdybyśmy nie zawrócili w tamtym momencie, uparcie brnąc do jaskini, nie spotkalibyśmy tamtej pary ponownie, a wówczas wracalibyśmy lasem. Nie wiedziałabym wtedy czego żałować. A warto było tędy iść!






Wyjścia w góry wiążą się z bardzo wczesnym wstawaniem, niekiedy nawet przed świtem. Czy lubicie poranki? Ja je uwielbiam. Lubię wtedy wyjść na spacer, obserwować co słońce maluje na niebie. Oddychać rześkim powietrzem z wdzięcznością w sercu i modlitwą.

Początkowo aby przybliżyć sobie obraz, robiłam zdjęcia szlaku, by go dokładnie obejrzeć na powiększeniach. Wtedy (zanim ponownie spotkaliśmy tamtych ludzi) wydawało nam się, że pewien fragment drogi oberwał się i nic z tego nie będzie. Jednak dało się przejść nim bez żadnego problemu.
   Zobaczcie sami tę drogę z daleka. Jest imponująca! To ta cieniutka kreseczka :)






Gdy ostatnio byłam w górach, zszedłszy ze szlaku, zobaczyłam zaparkowany obok mojego roweru najnowszy model Jaguara w sportowej wersji cabrio. Bogacz, ale z pasją. Ciekawiło mnie zawsze bardzo, co tutaj ludzie robią w wolnym czasie. Mając okazję obserwować Szwajcarów, po paru latach zaczęłam sobie myśleć, że oni doskonale rozumieją pojęcie pasji i nie toną tak w tych swoich majątkach. Przecież szlaki są za darmo, choć w świecie biznesu może nie imponują bardziej niż wakacje na Malediwach, ale nikt się tym nie przejmuje.
   Ja nie jestem bogata, chociaż w Szwajcarii chyba nie ma biedaków. Są rzeczy, na które mnie nie stać, choć nie weryfikuję tego tak skwapliwie. Po co mi to? Nie przeglądam reklamówek ze sklepów, od razu je wrzucam. Nie zaprzątam sobie głowy marketingiem ani nowinkami technicznymi ani motoryzacją.
   Moim zdaniem pożądanie przedmiotów stoi na równi z agresją. Dalej mamy już blisko do oddalania się od człowieczeństwa, do zarzutów, szantażu i złośliwości. Mam wrażenie, że to od tego się zaczyna - od żądzy pieniądza.
   Zamiast zakopywać się rzeczami, lepiej skupić się na swojej wewnętrznej sile.

Przebieg tzw. "kreski" zasługuje na własną opowieść i dobrą fotorelację, a już nazbierało się sporo materiału na dzisiejszy post, dlatego podzieliłam wędrówkę na pół.



Jestem wdzięczna Bogu za to co mam, za to, na co dał mi siły, bym mogła sobie zapracować. Nie porównuję mojego stanu posiadania z kimkolwiek. Skupiam się na tym, aby myśleć pozytywnie o sobie i o innych. Prowadzę pozytywne życie, mam marzenia czekające w kolejce na realizację. Planuję pozytywnie i kreatywnie, a są to plany zawsze elastyczne, bo życie potrafi mnie nie raz pozytywnie zaskoczyć. Tak jak podczas tej wędrówki z tym szlakiem, którego o mały włos nie ominęliśmy, myśląc, że nie da się nim przejść.
   Spotykam pozytywnych ludzi, bo takich do siebie przyciągam. Pozytywnie jem, bo to co sobie sama gotuję, nie zawiera żadnych alergenów ani substancji trujących ciało. Czuję się więc zdrowo. Czytam wiele fantastycznych, pozytywnych książek, lubię też pozytywne kino. Dziwisz się więc, że nie mając samochodu ani piętrowego domu - jestem szczęśliwa?

Jestem wolna od nałogów, wolna od alkoholu, wolna od negatywnego myślenia. Czuję się wolnym człowiekiem.



Zgodnie z planem w tym miejscu był półmetek naszej wędrówki, tuż przy rozgałęzieniu dróg na samą jaskinię Drachenloch. Czy żałujemy, że nie uparliśmy się na ten szlak? W żadnym razie nie! Inaczej nie spotkalibyśmy ponownie tamtej pary i nie dowiedzielibyśmy się, że drugi szlak jest dostępny, a naprawdę warto było nim iść. Dlatego przygotujcie się następnym razem na kawał porządnej relacji z genialnej ścieżki po rumowiskach. Było imponująco.
   Mali ludzie w wielkim świecie. Świat ich do siebie wpuścił i co najważniejsze - wypuścił, bo zdarza się, że niektórzy w takich miejscach zostają już na zawsze...
   Wbrew pozorom nie czułam jakobym narażała życie, choć miejsce to, wygląda dosyć przerażająco. Otumaniający ogrom i strome ścieżki, na których stawia się kroki, stopa za stopą, do tego kładki - fragmenty drogi, w których trzeba zaufać technice i inżynieryjnym umiejętnościom ludzkich rąk, potrafią przyprawić o zawrót głowy. To napawa wielkim respektem do otaczającego świata, do majestatycznej natury oraz siły własnych nóg ;)




Jestem zdania, że wędrówki górskie zmieniają ludzi. Stajemy się tam o wiele bardziej pokorni, a niestety tego wielu z nas bardzo brakuje. Wielu z nas pyszni się swoim "doskonałym" życiem i próbuje instruować innych na swój obraz. Jednak tacy, choć chcą kochać, miast roztoczyć wokół siebie miłość, odsuwają od siebie potrzeby innych, nie rozumiejąc, że one się różnią.
   Nikt jeszcze nie uszczęśliwił drugiego człowieka poprzez radykalizm, zasadniczo sięgający do postaw duszy szantażem emocjonalnym. Dusza powinna w sercach ludzkich śpiewać, zaś przy nich milczy.
   A jak myślicie, co dusza robi w górach?


Pilnujcież tedy samych siebie, i wszystkiej trzody, w której was Duch Święty postanowił biskupami, abyście paśli zbór Boży, którego nabył przez własną krew.
   Boć ja to wiem, że po odejściu mojem wnijdą między was wilcy okrutni, którzy trzodzie folgować nie będą.
   A z was samych powstaną mężowie, mówiący rzeczy przewrotne, aby za sobą pociągali uczniów.
- Dzieje Apostolskie 20.21, Biblia Gdańska