wtorek, 30 maja 2017

Czy istnieją idealne usta?

"Kredka, szminka, znów przeginka.
Rewind selecta!
Postęp pędzi stąd do piekła.
Tuningują się coraz młodsze

Plastikowych ludzi wersja beta

Nie wytrzymam, to nie jest mój klimat,
Twoja twarz to jest parafina.
Horror jak na starych filmach,
Mordor, porno i przegina.
Wlezą pod oczy
Oj pełno jest okazji żeby się stoczyć"



Lubię obserwować ludzi, nie z potrzeby porównań ani ocen. Lubię patrzeć, nie podglądać i nie raz przez to zdarzyło mi się przykleić komuś do twarzy uśmiech. Coraz częściej jednak nie wiem czy patrzę na młodą dziewczynę, czy kobietę w dużo poważniejszym wieku. Coraz częściej też, nie wiem czy patrzę na chłopaka, czy na dziewczynę - a to już zaczyna budzić trwogę. Ludzie naprawdę mnie zaskakują.
   Wyjdź na ulicę większego miasta, rozejrzyj się. Ciebie to nie dziwi, przywykłeś, mamy lato, dziewczyny skąpo ubrane, krótkie topy, pod nimi nic, przecież musi być widać. Krótkie szorty, string, pośladki podkreślone przez wysoką szpilkę. Przecież musi być sexy. Poszukaj wzrokiem dziewczyny bez makijażu, gwarantuję, że łatwo nie będzie. Wakacyjna promenada - plejada anonimowych gwiazd. Dziś każdy chce być jak gwiazda.
   W dzisiejszych czasach nawet chłopak z umalowanym okiem nie budzi już sensacji. Sami wciskają się w legginsy, chodzą jak cioty, promują nowy styl, mają powodzenie. Pytam gdzie? U kogo? Granica płci powoli się zaciera.


Mam inny, indywidualny filtr przepustowy. Pierwsze skojarzenie - jestem czujna wobec nietolerancji i wykluczenia. Lecz zaraz korekta: czy wobec każdego jej przejawu? Owszem - toleruję nawet obecność w dużej bliskości ze mną. Zawsze liczę na ukontentowaną rozmowę, ale do diaska... nie zawsze jest o czym. I tu zaczyna pojawiać się mój "rasizm", uwidaczniają się rogi, stukają kopyta...
   Muszę uderzyć się w pierś - no niestety nie toleruję osób, których celem życiowym/pasją/obsesją jest wygląd. Po prostu są rzeczy działające na mnie jak ukryty za płachtą torreador na byka. Inne zaś nie ruszają mnie wcale. I myślę, że większość z nas tak ma - szeroko pojęte i nie do końca zdefiniowane. W obawie, by postawienie granicy nie naruszyło harmonii w takich chwilach mam pokusę, by dać ponieść się emocjom. I powstał ten artykuł. Niewiasta ze mnie, ale krewka. ;]
   Jak torreador ukryty za płachtą - jak ludzie ukryci za maską idealizmu. Chodź ze mną na ulicę. Popatrzymy na miasto nocą.


Co się z nami stało? Dlaczego, młodzi i piękni ludzie zmieniają się w żywe kreacje z czasopism?
Naturalna uroda nie jest już enough?
   Wychodząc na modną ulicę miasta, widzę identycznie wyglądające dziewczyny. Te same kurtki, ten sam fason dżinsów, te same topy. Podobne fryzury, identyczne okulary, przecież są modne! Chłopcy jak bracia bliźniacy, koledzy z osiedla, identycznie ubrani, ale za to są trendy. Nikt już się nie wyróżnia, nie ma indywidualności, ani tyle subkultur co kiedyś. Każdy lubi to samo, nosi to samo, inaczej przecież nie byłby "swój".
   Rysy twarzy stały się podobne - identycznie pomalowane, wybłyszczone duże usta, zalotne spojrzenie spod podkręconych rzęs. Cera ukryta pod gipsem. Młody i naturalnie piękny wygląd mający szanse na długie lata w świetnej kondycji, zostaje zgnieciony w kulkę i wrzucony do śmietnika z napisem "PRZECIĘTNOŚĆ". Za pięć kolejnych lat po młodości u nich nie będzie już śladu.
   Przeczytałam niedawno ciekawostkę, że w Szwajcarii dziewczynki dojrzewają coraz wcześniej - już w wieku 12 lat. Nie powiedział byś, że te dziunie wysypują się z podstawówki.


Potem zostanie już tylko ratowanie zepsutej wersji starszej siebie w klinice plastycznego piękna. Odmładzanie, naciąganie, znów pompowanie i nowa, lepsza wersja gotowa.
   Jeśli ideałem piękna NIE jest już młodość, to czy pięknym nie stanie się to, co NIE istnieje? Sports'manki promują kult ciała. Publicznie chwalą się, że małe piersi to nie problem, co druga wojowniczka z siłowni ma sztuczne i wcale się z tym nie kryje. Dlaczego to się podoba?
   W sklepach z bielizną jest coraz mniejszy wybór zwykłych biustonoszy z miseczką. Najczęściej jest to pusch-up. Właściwie wybór wygląda tak: albo bez miseczki, albo push-up - ale co to za wybór? Kobitki drogie, na co to nam? Czy nasz biust jest na pokaz? Wobec tego czy my jesteśmy na sprzedaż? Czy nasi mężowie nas rzucą za to, że mamy rozmiar A?
   Pewna bloggerka (pisze o fitness'ie) zauważyła spadek czytalności jej postów o ponad połowę, gdy w danym artykule nie było jej zdjęć w jakimś sportowym stroju albo w bikini. Napisała bardzo ostry post pod koniec minionego roku o tym, że jeżeli czytelnicy chcą ją oglądać, a nie czytać porady sportowe, to może powinna jednak odpowiedzieć twierdząco na propozycję od Playboy'a? Jej strona została zalana falą krytyki.
   Sama zauważyłam, że posty na FB, na których są tylko widoczki, mierzą się z ZEROWĄ reakcją. W góry noszę to, co jest najwygodniejsze, czyli sportowe rzeczy, które w wersji damskiej są mocno dopasowane. A nie wspomnę nawet o letnich wydaniach... Przepraszam, ale to naprawdę moim zdaniem, nie powinno mieć znaczenia. Nie powinno. Właśnie przed chwilą zablokowałam kolejnego casanowę na FB. Nie powinno mieć znaczenia. Jednak ma. Dlaczego?


O byciu świadkiem obcesowych zachowań bliźnich:
Właściwie... nie ma czemu się dziwić, że dążymy do seksualnego ideału. Jesteśmy otoczeni seksem w gazetach, w reklamach w telewizji i w kinie. Seks nabrał także nowego synonimu znaczeniowego we frazie "przetrwanie". Tłumaczenie: "aby przetrwać w branży", "aby dostać się na szczyt". Seks tworzy kanwę bycia przebojowym. Idealnie i na miarę.

_____________________________________

   - Muszę to wiedzieć, powiedz mi proszę... - Mówił tonem poważnym, nawet się nie uśmiechał. - To było planowane czy raczej spontaniczne? - Zapytał przyjaciółkę otwarcie.
   Kolega stojący tuż obok podchwycił pytanie i prychnął śmiechem. Dziewczyna zarumieniła się, zaś pytający nawet się nie zorientował w swoim faux pas. Pytał przecież tylko o wczorajszy wieczór, o wypad do wesołego miasteczka i szalony skok na bandżi.
_____________________________________


Ludzie wszystko podpinają pod erotykę. Trzeba strasznie uważać na słowa, myśleć tak jak oni - żeby nie skojarzyło im się nic. To jest przecież wstrętne.
   Nie można powiedzieć w towarzystwie, że gdzieś, kiedyś "nie doszłam", że coś komuś "dawałam", a jeśli "mam ochotę na loda" - to mamy już murowane skojarzenie. Ze wszystkim trzeba uważać... Paskudni są ludzie.
   A jak kobieta daje do zrozumienia, że jest zmęczona, czy senna, albo nie daj Boże, ma jakąś kulinarną zachciankę, to zaraz rozpowszechnia się teza jej domniemanej ciąży.

Może dlatego nie wierzy się w te kobiety?
Ach co to się dzieje gdy kobieta oświadcza, że sama jedzie na wakacje... Przecież to z góry "wiadomo", że po "przygodę".
   Walczyłam z taką opinią całe życie, bo póki nie poznałam męża, kilka lat podróżowałam sama po Polsce. Za to gdy jeździłam w trasy koncertowe z zespołem muzycznym, ooo ho ho... to już takie ekscesy odchodziły, że szkoda klawiatury na to.
   Chciałam opisać w książce zwykłą scenę gdzie pod wpływem magii zapłonął konar, ale przez tą dziadowską reklamę z TV już nie mogę.
   Moje drogie gremium przyszłych czytelników zapewniam - ten fragment został napisany inaczej. On musiał być napisany inaczej. Dbam o kulturę wypowiedzi jak i biorę odpowiedzialność za kulturę, która zadzieje się w głowie u odbiorcy moich wypowiedzi. Tyle o ile, bo to w końcu brutalne czasy będą.
   Dygresja: w swojej książce poukrywałam treści w treściach. To na pewno będzie lektura dla dorosłych i z całą pewnością dla inteligentnych dorosłych.

_____________________

Skrzyżował ramiona na piersi i dalej bezwstydnie patrzył na jej atuty, miast w oczy. Przecież tego chciała. Przecież tego chcą kobiety, noszące głębokie dekolty, inaczej po co by to robiły? A jednak zawsze reagowały wściekle na mężczyzn, którzy przy rozmowie tracili rezon właśnie z tego powodu. Syrena przynajmniej była konkretna, a jej gesty zgodne ze słowami.
_____________________


Niby nowoczesna cywilizacja, a tak permanentnie wyuzdana, że aż strach. Życie człowieka opiera się na seksie, a ja nie raz miałam ochotę przydzwonić w zęby i mężczyznom i kobietom za traktowanie mnie jako obiektu pożądania. Trudne jest więc życie w społeczeństwie w bezpruderyjnej kulturze, jeżeli choć trochę przypada się do gustu swoją urodą.


Dążymy do seksualnego zaspokojenia. Pielęgnujemy seksowny wizerunek. Mężczyźni szaleją, bo przecież; słowami Kuby Sienkiewicza: "tyle jest różnych pokus, strasznie dużo, jak się im wszystkim nie dać, bardzo trudno. Co raz to jedna z drugą. Wszędzie dookoła czyha pokusa goła, wszędzie gdzie się nie spojrzę, chcę sobie zrobić dobrze!"  Wycinek tekstu pasuje tutaj jak ulał.
   Absorpcja bodźców wzrokowych u mężczyzn jest na najwyższym pułapie. Nie całkiem to rozumiem, bo na widok przystojnego mężczyzny wcale nie zaczynam odczuwać nagle wielkiego zewu obopólnej jurności, ale co ja wiem, nie jestem przecież mężczyzną.
   To nie powinno się dziać, ale usprawiedliwienie zawsze słyszę to samo: przecież są wystawieni na pokuszenie. Otóż to nie prawda.
   Nie ma usprawiedliwienia dla obłapiania, dla proponowania seksu dziewczynom spotkanym na ulicy. Oj wcale nie przesadzam, na ulicach Łodzi proponowano mi seks wielokrotnie. No chyba, że Łódź jest specyficzna, choć słyszałam, że to Berlin.
   Nie ma czegoś takiego, że "ja muszę". Bo jeśli to wina biologi, to może wróćmy do jaskiń?

Czy wiecie, że 89% mężczyzn
myli przyjazne zachowanie z flirtem?

Tymczasem przyjrzyjmy się raz jeszcze ulicy, a już mniej będziemy się po tych spostrzeżeniach dziwić tym wszystkim piersiom i pośladkom nieokrytym, tym puszystym ustom i maskami na twarzy. Brakiem znamion, no bo przecież trzeba je zakrywać, a najlepiej usuwać chirurgicznie. Brakiem wieloznaczeniowości, bo przecież trzeba być modnym i jednolitym, tak jak wszyscy. Gładcy, piękni i pachnący. Szklani, ulani z jednej formy.
   I musi tak być - zajrzyjcie do gazet, do popularnych książek, w telewizor zajrzyjcie, o pożal się Boże... seks to chwytliwa demagogia. "Płaski plastik, intergalactic."


Przypomina mi to bardzo książkę pt. "Brave New World" [Nowy Wspaniały Świat] autorstwa  Aldous'a Huxley'a; taka antyutopia w literaturze XX wieku. Wizja przyszłego społeczeństwa, które osiągnęło stan całkowitego zorganizowania i zrealizowało ideał powszechnej szczęśliwości.
   Powiem Wam jak ja to widziałam: wszechstronne psychologiczne i biologiczne warunkowanie ludzi, by w wieku dojrzałym stać się cząstkami kastowej społeczności, złożonej z pozbawionych wyższych uczuć ludzkich automatów. Ludzie ubierają się w takie same ubrania, niczego nie naprawiają - wyrzucają, by kupić nowe. Dominuje seks, który staje się niemal tak oczywisty jak podanie sobie reki. Prymitywne rozrywki, beztroska, praca i narkotyk soma. Wydaje mi się, że to nie jest już fantasmagoria pisarza. Wydaje mi się, że to się właśnie dzieje.
   Sex jest w modzie. Instrukcja obsługi człowieka - oczywista. Czy będziesz dla mnie milszy, jeśli spędzę z Tobą upojną noc na figlach?


Wnioski: ciało istnieje w kontekście użyteczności, które możemy kształtować i zmieniać dowolnie - wielki, społeczny utylitaryzm naszej cielesności.
   Naturalność jest zła. Nie udała się Panu Bogu, ale nie szkodzi, mamy chirurgów i kosmetologów. Widzę w tym paradoks, ponieważ Bóg jest nieomylny i wszystko mu się udaje, a przynajmniej wszystko ma sens. Naturalność nie ma sensu dla nas, ale to co się dzieje za mocą naszej chciwości i dążenia do hedonistycznego szczęścia, wskakującego na wyżyny naszych potrzeb - to jak ultra maraton. Zły się cieszy - cieszymy się i my.



Ale co ja mogę wiedzieć - ja stara wiedźma z odstającym podbródkiem i złowieszczym spojrzeniem, córka zodiakalnego wężownika i właścicielka czarnego kota? Jestem już niemodna.
   Otóż do domu wkraczam jak do biblioteki, w której cisza rozlewa się niczym po sanktuarium. Nie dudni POP-muzyka, nie generuję też dźwięków jakie wylewają się zwykle od młodych ludzi wieczorami w każdy piątek, ale może ja już po prostu młoda nie jestem?
   I jak w ogóle śmiem wkraczać - jak profan - w ten temat, wedle którego nie powinnam zabierać głosu w ręku dzierżąc zapewne jakąś poręczną, nienaganną broń typu rózga, by lać po łapach młodzież?

Gdzie są te szanujące siebie dziewczęta o łagodnych spojrzeniach? Gdzie są smagli, prawdziwi mężczyźni? Kiedyś byli wszyscy rozkwitli jak róże, dziś kują niczym ciernie - kują w oczy. Choć często bywało, że niewiasty w biuście się nie dopinały, [podobno panny rosną najlepiej na polskiej śmietanie] ale nie był to wyznacznik ostateczny, bo one tak pięknie prezentowały się "ideologicznie", że za kilka słów ulotnych mężczyźni głowę tracili? Zaś mężczyźni kiedyś rozmawiali, a dziś wydaje się, że pierwsze skrzypce gra maszyna za pomocą której się poruszają. Ach ta młodzież...

Miasta, nowoczesność i przyszłość, pokolenia, moda. Dla mnie to wszystko okrywa mgła współczucia. Współczuję, że takie wartości wygenerowały się w dzisiejszym społeczeństwie. Współczuję kompleksów. Współczuję przynależności do mas.


Powiedzmy sobie szczerze - ja jestem już przeterminowana. Jestem staroświecka, bo uważam, że seks to coś więcej niż podanie sobie ręki na przywitanie. Jestem nieatrakcyjna, bo nie uwydatniam tego i owego. Jestem niemodna, bo nie noszę biodrówek i nie lubię wysokich obcasów. Jestem paskudna, bo nie maluję się.
   Pozostaje mnie samej unikać innych pokoleń i ich widoku w obawie, by nie zepsuć sobie humoru nawzajem, przypominając jak bardzo nasze poglądy odbiegają od siebie.

"Nie wiem, co jeszcze przyjdzie z czasem.
Obciąć jaja, bo są już passé?
Babki z kutasem - to już chyba było?
Będzie wam się dobrze żyło!"

Ale ja sąd spadam.

Często nałogowo nakładany makijaż jest próbą ukrywania defektu, albo efektem kompleksów. O ile młodzi ludzie tuszują swe naturalne, nienaganne piękno, tak zgodzę się z tym, że niezdrowo wyglądająca cera, krzyczy o pomoc. Właśnie - o pomoc, a nie o zaklejanie jej chemią.
   Nie wierzę we fluidy "oddychające". Jeśli coś jest przyklejone do skóry i nie wchłania się, dla mnie jest to już zaklejka dla porów - nie daj się zwieść reklamom, droga pani. Jeżeli masz rzeczywiście nieładną skórę, zastanów się, czy dostarczasz swojemu ciału odpowiedniego paliwa. Jeśli włosy nie mają połysku, nie nakładaj farby wyłącznie po to, by nadać im świeżego blasku. Rozważ inny jadłospis. I nie ma najmniejszego sensu dodatkowo postarzać skóry na słońcu lub w solarium. Nasze ciało ma znakomite zdolności do regeneracji przez bardzo wiele lat, ale wielu ludzi nie wykorzystuje jego wspaniałego potencjału.

W rzeczywistości starzenie się jest oznaką pewnych niedoborów w naszym organizmie lub zachwianiem jego równowagi. Możemy zatrzymać rozwój chorób, które od lat prześladują ludzi w różnym wieku (nowotwory, artretyzm, demencja, itp.) ale nie tabletkami, bo to kolejna chemia, która absolutnie nie sprzyja regeneracji ciała ludzkiego. ↠ chodzi o to, by zapobiegać wystąpieniu tych chorób już od najmłodszych, naszych dni.
   Winą za stan niedoboru zdrowia możemy obarczać jedynie siebie. Tylko w przypadku 10% ludzi, możemy zrzucić odpowiedzialność za długość życia, na geny. Resztę stanowi styl życia.


Miałam nie tak dawno ekstremalne problemy ze skórą twarzy, pleców i dekoltu. Jak nie ja... Winą obarczyłam zmianę warunków biologicznych po wyprowadzce za granicę i pewnie wiele w tym racji, bo inne produkty - inne alergeny. (w Polsce wszystko mijało). Zdecydowałam się wtedy przetestować krem mineralny z solą z Morza Czarnego, a nawet obiecałam go przedstawić Czytelniczkom, gdy wyzdrowieję, ale nie on był przyczyną poprawy.
   Metodą prób i błędów, eliminowałam z diety potencjalne alergeny. Do tej pory nie wrzucam w siebie jedzenia dla czystej przyjemności, odżywiam ciało, a nie tylko zaspokajam głód.

Różnorodność - mój jadłospis zawiera różne, niepowtarzające się zbyt często produkty. Mam wtedy pewność, że dostarczam sobie wszystkie składniki.
   Nie boję się tłuszczy, te roślinne są zdrowe i niezbędne m.in. do przyswajania witamin. Diety niskotłuszczowe są bardzo niebezpieczne, potrafią rozregulować babską gospodarkę hormonalną. Dobry, zdrowy tłuszcz nam wcale nie szkodzi, ani też - nie od niego rośnie oponka. Czas wreszcie uwierzyć, że była to medialna propaganda.
   Jem surowe orzechy i różne nasiona, korzystam też z ziół. Natura doskonale dba o nas, trzeba tylko z chęcią ją do siebie przyjąć.

Z pozytywnym skutkiem unikam - cukru, żywności wysoko przetworzonej, fast food, kolorowych napojów, pszenicy, soli kuchennej i nabiału krowiego.
   Nie popijam podczas jedzenia i zaraz po nim. Jem wolno, nie połykam w pośpiechu.

Co jeszcze - w ogóle nie poję alkoholu. Mam czysty umysł - nie zadręczam się wyglądem, a i tak uważam, że wyglądam lepiej niż 3/4 kobiet w moim wieku. Nie mam kompleksów 😉 Nie jestem niewolnicą makijażu, to daje mi dużo wolności i swobody ↔ potrafię zerwać się rano, ubrać i wyjść - to ponoć u rodzaju żeńskiego wybitna umiejętność.

W efekcie:
 Mam normalną, zdrową cerę bez pryszczy.
Nie łamią mi się paznokcie (nie zaklejam płytki lakierami ani odżywkami)
Mam zdrowe włosy (myję je co drugi, trzeci dzień, to wszystko, niczego więcej z nimi nie wyczyniam)
Nie mam cellulitu.

I pamiętajcie → życiowa moc bierze się z dobrego jedzenia!


Dziś za pośrednictwem, mam dla Was od Rabble zniżki na fatałaszki, a także artykuły do domu i dekoracji wnętrz z BON PRIX. Pamiętam z dzieciństwa grube katalogi tej firmy, zawsze walające się wszędzie po domu... 😜
   Wiosna często zachęca do rewolucji w szafach. Jak rokrocznie, wyrzucam teraz rzeczy, których nie używam. Gromadzą się dlatego, że często coś dostaję.
   Wymiana ciuchów na nowe to czysta logistyka, czasem warto zainwestować. Ja np. mam manię wymieniania bezużytecznych, eleganckich bluzeczek na nowe koszulki sportowe, ponieważ te noszę nałogowo i szybko zużywam, a elegancka jestem raz w roku na święta w grudniu. ;]



____________________________
Cytaty: Mesajah, "Ludzie roboty"
Troszkę faktów o zdrowiu: hpba.pl
Dziś wszystkie zdjęcia pochodzą
z wszechstronnego internetu.

środa, 24 maja 2017

Zapraszam Was do siebie.

Chcę być jak woda - wystarczająco silna,
by zatrzymać statek, ale tak słaba, by przelecieć przez palce.



Zapomnijcie, jeżeli myśleliście, że to będzie MTV Cribs. Dziś zapraszam Was na nietypową wędrówkę, bo miast długiej podróży w nieznane i dzikie, oprowadzę waćpaństwo krok po kroku po tych szwajcarskich zakątkach, w których najczęściej straszę. Czyli: wychodzimy rano z domu i ja zaczynam opowieść.
   Żeby nie było za nudno, pominę klatkę schodową i blokowisko. Zacznę od Renu, a właściwie od tego, co go porasta. Wiosną rzeka jest szczególnie ubarwiona pstrymi ziołami.
   Bardzo lubię zdjęcia makro, bawię się tym obiektywem, choć nie do końca jeszcze potrafię, nadal ziarno wychodzi...

Obecnie jest inwazja ślimaków. Ten gatunek np., lubi zdobywać jedzenie a wysokości. Całe łany żółtych kwiatków są oblegane przez głodne mięczaki.
   Ale niech Wam nie będzie żal tych roślin, bo to "niezłe ziółka". W naturze ZAWSZE jest sprawiedliwość. Przeczytajcie podpis pod zdjęciem.

Szelężnik większy. Roślina trująca.
Jest półpasożytem - młode rośliny zapuszczają ssawki do korzeni traw,
od których czerpią składniki pokarmowe. Stąd od dawna uważany za "szkodnika łąk".
Możecie sobie mówić co chcecie, ale ja bardzo lubię taką pogodę. Jet mi wystarczająco ciepło, aby ubrać się lekko. Chmury malują na niebie rozmaite, szare wzory, a zapach powietrza orzeźwia. Jest wilgotno, co cenię sobie niezmiernie. Nie znoszę suchego, upalnego powietrza.
   Uzmysłowiłam sobie wtedy jak bardzo tęsknię za Warmią... Za tym, że była w zasięgu, że zawsze mogłam się urwać w tamte rejony, choćby na dzień lub dwa.
   Jedni zazdroszczą mi tego, że mieszkam w Alpach, z kolei ja zazdroszczę innym tego, że mieszkają na Pojezierzu. Nic mi nie zastąpi gładkiego lustra jeziora.



Pozostałych roślin nie potrafię nazwać. Jeżeli znacie któreś z nich, chętnie skorzystam z pomocy i uzupełnię braki w tym poście.





Pójdźmy jednak na północ, tam płynie mała rzeczka o nazwie Simmi. Jest dopływem kanału śródlądowego. Najładniej wpada do Renu - miejsce to nazwałam Lazurowym Wybrzeżem, ale nie jest to moja okolica, więc dziś go Wam nie pokażę. Jeśli chcecie zobaczyć, czemu zawdzięcza tą nazwę, zapraszam TUTAJ.
   Rzeka ma 14,6 km długości. W celach ochrony zabudowań, została wyprostowana i ograniczona wysokimi wałami. Podobnie jak Ren, dlatego moim zdaniem obie nie zachwycają urokiem. Przecież zakola rzeczne i gęsto porośnięte brzegi, mają najcudowniejszy urok.
   Jednak rozumiem założenie, w tej chwili poziom rzek jest bardzo wysoki, nie da się już zejść do koryta i przesiadywać na sztucznie utworzonych hałdach kamieni. Wiosną, kiedy w górach topnieje śnieg, wszystko ma ujście w zamieszkałych przez ludzi dolinach. Okopywanie ich jest konieczne. Tak jest bezpieczniej.


Nieopodal są tory kolejowe. Kiedy przejazd się zamyka, pipa. Pipa niby daleko, pipa znośnie, ale wieczorem gdy usypiamy, zawsze wiemy, że będzie jechała kolej. To nie przeszkadza, gorsze są dzwony, które walą przez kwadrans od 4 rano. Niby są daleko, ale nieznośnie WALĄ!
   Współczuję mieszkańcom wiosek, w których stoją kościoły. Znajomy mieszka pomiędzy dwoma. Gdy jeden cichnie, załącza się drugi. Świeć mu Panie nad jego cierpliwością... (Doszły mnie słuchy, że miał się przeprowadzać).


Rozejrzyjmy się tu trochę. Buchserberg i Werdenberg czyli zalążki Alviergruppe. Użyjmy sokolego wzroku i spójrzmy na rzadko rozsiane po trawiastym terenie, gospodarstwa.



Odwróćmy się na chwilę za siebie. To co widzimy to góry Liechtensteinu. Czasem po nich łazimy. Z jedną z liechtenstein'skich gór czeka mnie w tym roku rewanż, bo dawno temu zaliczyłam "wycof". Jeżeli na nią wlezę, to znaczy, że mogę udać się z misją na Dziada. To taki mój wyznacznik w skali trudności.


A przed nami: oto jej szanowna mość, chlubny majestat i moja nienawiść od pierwszego wejrzenia, BANDYTKA, czyli Alpstein. Alpejski kamień - w istocie, to gigantyczny głaz ze strzelistymi kłami, mówiący całym sobą - wchodzisz na mnie na własną odpowiedzialność. Takich gór to chyba nawet ubezpieczenie nie obejmuje.
   Alpstein - lewy do prawego. Normalnie na jednym zdjęciu nigdy się nie mieści:

Powiększ.
Powiększ.
Powiększ.
Marzy mi się aby przejść ją całą po grani. I pewnie to zrobię, bo marzenia są po to, aby je spełniać.
A teraz popatrzmy na nią z bliska, opowiem Wam o kilku miejscach
   Na poniższym zdjęciu, w drzewach, tuż pod najwyższym kablem wysokiego napięcia, taki szary kwadrat - to Zamek Sax. Z bliska możecie zobaczyć go TUTAJ, ciekawa galeria, bo byłam tam zimą w śniegu.
   Naprawdę często tam chodzę. Lubię sobie odpocząć w cieniu jego murów i poczytać książkę.


Ostatni skrawek cywilizacji, najwyżej położone domostwa zaadresowane na miejscowość SAX. Ciężko spacerować po tej ośce, każdy bowiem wiąże się z potem, brudem i gorącem. Cywilizacja, ale idzie się pod górę, nic na to nie poradzę, w górach nigdy lekko nie ma.
   Pomyślcie sobie, jakie my proste życie mamy na polskich nizinach. No chyba, że któryś z moich czytelników jest góralem. Przyznać się, jest tu ktoś spod Tatr? 👀 Ja się przedstawię: jestem z centrali kraju - z Łodzi - i dotąd nic nie wiedziałam o tym jak się żyje w górach. Wielki szacun!


Staubern. Od dwóch sezonów tam nie byłam. Remont kolejki spowodował, że szlak został zamknięty. Wielka szkoda, bo straciłam "swoje miejsce", które znajduje się mniej więcej w połowie wysokości tej góry. Czasami chodziłam do tego punktu żeby posiedzieć, popatrzeć na to wszystko z góry, pomyśleć... Zainteresowanych zapraszam TUTAJ. Szlak na Staubern jest o wiele trudniejszy niż Saxer Lucke, który pojawia się na blogu najczęściej. Wybaczcie powtarzające się opowieści z tych samych szlaków, ale muszę czasem zrobić rekonesans...


Hoher Kasten zdobywaliśmy z mężem na początku kolejką górską. Dopiero później zaczęliśmy się wspinać. Przecież ja w tamtych czasach nawet jeszcze odpowiednich butów nie miałam...
   Dla zainteresowanych, jak wygląda szczyt z bliska, zapraszam TUTAJ. Galeria naprawdę warta uwagi.


Na poniższym zdjęciu nie ma szlaku, jest bałagan. Na Bandytce ogólnie panuje chaos. Czasami trzeba schodzić ze szlaku, bo leżą jakieś drzewa powalone, albo wodospad tak przybrał na sile, że musisz się zmoczyć, albo leży hałda śniegu i trzeba obejść, albo tam gdzie najmniej się tego spodziewacie, pasą się krowy, które nie pozwalają Ci przejść, bo całe stado musi Cię najpierw powąchać... no cuda panie!


O tym jak ważne jest, by upewnić się przed wędrówką, jakie mamy warunki na szlaku, szczególnie jeżeli nie posiadamy odpowiedniego sprzętu, pisałam już raz, ale czuję się niemalże w obowiązku powtórzyć te teorie, ponieważ to nie jest portal alpinistyczny gdzie mam do czynienia z profesjonalistami. Wiem, że niektórzy z Was trafiają do mnie jako nowicjusze planujący podobne eskapady górskie. Wiem, bo niektórzy z Was piszą do mnie prywatnie z pytaniami. I choć nie jest to poradnik górski, a prywatny blog lifestylowy, nie omieszkam podrzucić kilku moich pomysłów.
   Góry potrafią nieźle zaskoczyć, nie raz już zdarzył mi się tzw. "wycof". Istnieje kilka metod na to, aby tego uniknąć:
  1. Czy wiecie, że niektóre góry w Szwajcarii posiadają Webcam? To dobra metoda, aby skontrolować warunki panujące na szlaku. A jeśli dany szczyt nie ma połączenia z internetem, to z pewnością ma kamerę inny, okoliczny, o podobnej wysokości.
  2. Zabawną metodą będzie użycie w tym celu portalu społecznościowego, np Face Book, na którym można znaleźć FP góry i konkretnego szczytu. Taka strona składa się wyłącznie ze zdjęć ludzi, którzy wspięli się na dany wierzchołek, a później wstawili swoje selfi oznaczając lokalizację. Wówczas ich ostatni wyczyn ląduje na tejże stronie, a my możemy obczaić jakie mamy aktualnie warunki na szlaku.
  3. Jeżeli mamy okazję, bo znajdujemy się nieopodal naszego planowanego celu, możemy użyć sprzętu z bardzo dobrym zoom'em, (albo po prostu lornetki), który umożliwi nam bezpośrednie zajrzenie na szczyt, a także dokładne zlustrowanie drogi, oczywiście jeśli ta, nie jest porośnięta gęsto drzewami. Na kilka dni przed dzisiejszym "obchodem", zrobiłam to zdjęcie:
Ostatni bastion Alpstein / Saxer Lucke. To bardzo strome podejście, w którym śnieg potrafi zalegać do lata. Idziemy tam? Widzę, że już można.


Pokazałabym Wam gdzie najbardziej lubię przesiadywać, a potem popatrzylibyśmy na moje bloki z góry. O.K? No to chodźmy 😎
   Tak straszę i straszę tą Bandytką, ale tam wcale nie jest niebezpiecznie, jeżeli oczywiście trzymasz się wytyczonej drogi i nie robisz głupstw. Podejście w to miejsce gdzie się wybieramy, oceniłabym na T3, czyli taką trochę trudniejszą drogę górską.
   Szlak nie zawsze jest widoczny, czasami jego wąska ścieżyna gubi się pomiędzy trawiasto-skalistymi fałdami na odkrytych terenach, a czasem znika pod zwalonymi drzewami i trzeba iść dookoła, na co uczulam - bez butów trekkingowych nie ma szans, to już nie spacer. Chociaż teoretycznie nie zdarzają się piargi, to jednak bywa ślisko i błotniście, a kamorów leży na drodze mrowie.
   Początek jest łagodny, wiedzie przez las, który wiosną pięknie kwitnie. Uwaga na bąki i pszczoły.



Jako wiedźma i jako druid z zamiłowania,
pokażę Wam jak się zaklina kozy. Włączcie dźwięk!


"Wieczorny letni sen kołysał ziemię
a wiatr brzeg pieścił falami
Spotkałam oczy Twe
Uciekłam z sinej głębi gdzie
przeszłość zamknęłam ze snami"

Czasami śnię rozmaite historie. Czasami przeglądam się w nieznajomych oczach, świadoma intencji na podstawie których układam portret psychologiczny. Powinnam wtedy wiać, powinnam wystrzegać się takich snów. Jednak w tych lustrzanych oczach widziałam jak intencje istniały przecząc jego naturze.
   U wezgłowia łóżka czaił się koszmar, ale nie zbliżył się do mnie. Rzucał tylko cień na mój sen, który bardzo zawile zaczynał ujawniać swe znaczenie.
   W ten oto sposób, sen okrył mnie mirażem letnich ścieżek wespół z tym dziwnym kimś o nieludzkich oczach. A potem przyszedł poranek i otworzyły się przede mną realne, prawdziwe szlaki.

A teraz pokażę Wam jak się zaklina krowy:


Bardzo interesujące miejsce na tym masywie górskim to wodospad. Poprzednim razem zmoczył mnie całą, tym razem jednak ledwie siąpił.
   Lubię zatrzymać się w tym miejscu, robić zdjęcia, odpocząć, chociaż słońce grzeje tu zawsze niemiłosiernie. Bryza z wodospadu ratuje sytuację.
   Tu odbyło się tankowanie bidona. Woda na takich wędrówkach, szybko znika, był prawdziwy upał. W górach słońce jest zawsze dużo mocniejsze. Nawet sobie nie wyobrażacie jak bardzo...


Nurzanie dłoni w wodospadzie, stanie w potoku jak zaklęta, jak skała - coraz silniejsza...
"Wąska nić świtu
coraz częściej wszechobecna
w mojej pogoni za wspomnieniem"

Słońce było nieznośne. Po powrocie z wędrówki, termometr w dolinie wskazywał na 30 stp. C To by oznaczało, że znajdując się o ponad 1000 m wyżej, grzało potwornie.
   Kilka lat temu zapewne padłabym na tym szlaku trupem. Kilka lat temu nie byłam w stanie zdobyć tej góry, pomimo dwóch prób. Dopiero później za każdym razem poszłam gdzie tylko chciałam i z biegiem czasu zaczęłam czuć się na tej górze jak w domu. Nigdy już nie nie zabieram na nią mapy, z każdego miejsca potrafię określić, ile jeszcze zostało do szczytu.


"Słonce znów płoszy mnie
tysiącem oczu tnie
Pastwi się ….
W nim odpływam
Twarz twoja tu on tam
w głębin więzieniu
gdzie moje serce spoczywa."

W słońcu można poczuć się jak w solarnym więzieniu. Niespieszność jest najważniejsza, nie ma potrzeby gnać do przodu. Najważniejsze jest picie wody oraz węglowodany w posiłku, które wypalają się sto razy szybciej.
   Upał na tej wysokości naprawdę parzy. Mamy zawsze dwa wyjścia - albo okryć się szczelnie i pływać w bulionie z człowieka, albo rozebrać się i wysmarować dobrym filtrem mineralnym. Z dwojga niekomfortowych sytuacji, wybrałam to drugie.
   Marzą mi się luźne ubrania zakrywające całe ciało przed słońcem, wykonane z naturalnego lnu, tak jak nosili się w średniowieczu. Pewien łazior pustynny polecał. Tylko gdzie takie zdobyć? Ktoś wie?

Zróbmy sobie znów krótką przerwę, w upale trzeba oszczędzać siły. Mam skłonności do przegrzewania się, więc muszę uważać i dokładnie wsłuchiwać się w swoje ciało. Przede wszystkim nie spieszyć się niepotrzebnie, przecież nikt mnie nie goni. I tak wiem, że dojdę na szczyt szybciej, niż podano w przybliżeniu na znakach.
   Skoro już tu jesteśmy, to rozejrzyjmy się trochę.

Został najtrudniejszy odcinek. Wąska, stroma droga, otwarty teren, będziemy wystawieni na ogień jak jako na patelni.


Dolina, w której mieszkam. Gdzieś tam dalej, błyszczy się w słońcu Ren.



"Więc wracam tam błądząc we śnie
Twój głos wciąż woła mnie(...)
Wiem, że oczy twe przechodzą mgłę,
przyzywać będą mnie.
Więc wracam tam błądząc we śnie
Twój głos wciąż woła mnie"

Wspomnienie snu barwi moje myśli poezją. Co siedzi w głowie zasapanego, niezbyt czystego i zdeterminowanego wędrowca, brnącego na sam alpejski czubek? Tam w głowie tli się często wiele myśli na raz. Przechodzą od jednej do drugiej, nazywając wzniosłymi słowami, zapamiętując, wnioskując i zachwycając się tym, co dzieje się wokoło.
   Krajobraz potrafi zmieniać się z każdym metrem. Wysokość ma tu wielkie znaczenie jak i chmury, które potrafią potulnie sunąć, dotykając skośnej ziemi. Tym razem jednak żadna nie spłynęła niżej. Prawie ich nie było.

Nad nami wielka skała. Raczej nie do zdobycia, chyba że praktykujesz prawdziwą wspinaczkę.




Podnosimy dupska i ruszamy dalej. Nie ma zmiłuj! Jak mówiłam, to nie spacer.


"Pytasz czym jest wiatr
niosący moje myśli przez pustynię
Bezmyślnie pospiesznie
odpowiadam
Nietoperzem w nocnym przelocie
który uwił sobie gniazdo
na końcu jednego z moich światów…"


Mijamy gospodarstwo. W lecie pasą tutaj owce.
Zadziwiające, że domy stoją pomimo osuwających się skałek.



Posłuchajcie tego, nawet kukułkę słychać:


"Z kwiatów zrodziłeś moje uczucie
Zapach pewności i miłość..."

I oto jestem w centralnym miejscu Saxer Lucke, pomiędzy dwoma wysokimi ścianami. Po dokładnym zlustrowaniu FP tego miejsca, stwierdzam, że ludzie nie potrafią zrobić zdjęcia Gór Krzyżowych, które stąd najlepiej widać. Ja się nie chlubię jakimiś szczególnymi umiejętnościami, ale gołym okiem widać, po prostu widać te kły. A u nich na tych zdjęciach nic nie ma prócz światła i cienia.
   Pora także na piknik. Towarzyszyła mi wieszczka, która raz skorzystała z okazji, gdy przeszłam grań Bandytki. Robiłam zdjęcia po drugiej stronie podczas gdy ona próbowała znaleźć jakieś okruchy w moim lunchboxie. Przykro mi, ja też jestem głodomór, wylizałam go ;]




Góry Krzyżowe.
Punkt centralny - Luka pomiędzy dwiema wysokimi skałami. Przejście na drugą stronę góry.
Północne zbocze jest w tej chwili nadal zaśnieżone i niebezpieczne. Panuje tam cień przez calutki dzień, dopiero promienie zachodzącego słońca, łagodnie liżą błyszczącą, białą połać. Roztapianie tej strony góry, odbywa się do późnego lipca.
   Tylko raz wybraliśmy się przedwcześnie, celem przejścia lewym szlakiem do Staubern, skończyło się wycofem. Relacja TUTAJ.
   Tym razem tylko grzecznie wyjrzałam za grań i nie zapuszczałam się w te ślepe zaułki.






Schodzimy na dół i idziemy do domu prosto pod prysznic, a potem na zasłużony obiad. Wejście na szczyt zajął nam zaledwie 3 godziny, to nie tak dużo. Zejście tylko 2. Wiem, że schodząc, nie powinno się tak galopować.
   Nie uważam się za specjalistkę w dziedzinie gór. Niektórymi szlakami po prostu idę na pamięć, nie umniejszam jednak znaczenia najwyższej uwadze, koniecznej w górach ZAWSZE. Kolana mniej mnie bolą kiedy galopuję, bo jak schodzę powoli, to dokładniej je sobie rozwalam.

Mam nadzieję, że podobał Wam się spacer i "nie-spacer" i że ta odrobina poezji wplecionej między zdjęciami, nie znudziła Was zbytnio.

____________________________________________
Wszystkie cytaty pochodzą z utworów
polskiego zespołu Batalion d'amour.
Pewien klucz, do którego odwołuje się sam zespół,
to rockmetal z elementami gotyku i progrocka.
Takiej muzyki najchętniej słucham.