piątek, 14 kwietnia 2017

Voralpsee. Czyżby zapachniało już latem?

"To możliwość spełnienia marzeń sprawia, że życie jest tak fascynujące."


- Paulo Coelho "Alchemik"


Co nowego mogę powiedzieć o jeziorze schowanym wysoko w górach, okolonym gładkimi ścianami, zacienionym lekko i lodowatym, pełnym ryb i choć niewielkim, to mającym genialny zapach, a przede wszystkim fotogeniczny potencjał? Prawda jest taka, że temat wyczerpałam już kilka razy...
   Z tego miejsca zapraszam do pełniejszych relacji ze szczegółową nawigacją różnych dróg i kilku możliwości dotarcia: TU [wjazd samochodem] oraz TU [weszliśmy pieszo od miejscowości Grabs].
   Tym razem wspinaliśmy się szaleńczo po stromiźnie od strony Wildhaus, a zeszliśmy w Werdenbergu.
   I wszystko byłoby inaczej, gdyby jakiś idiota nie "wyschodował" szlaku. Nienawidzę schodów w górach!! Już bez nich jest przecież niemało męcząco. To niestety zdarza się dość często na popularnych szlakach...


Oboje z mężem lubimy Voralpsee. Lecz żeby nam było w życiu ciekawiej, kiedy tylko nachodzi nas ochota na odpoczynek i piknik nad jeziorem, przebywamy wędrówkę za każdym razem inną trasą. Tym razem przez góry obok miejscowości Wildhaus, do którego dostaliśmy się zwykłym autobusem miejskim. Przewiózł nas przez piękne serpentyny górskie wzdłuż mknącego potoku. Ten wyasfaltowany odcinek pokazywałam Wam już ze sto tysięcy razy.
   Nad uciążliwym szlakiem pełnym stopni schodowych, wisiał nieczynny już wyciąg narciarski + restauracja na samym wierzchołku: Bergasthaus Oberdorf.
   Powyżej znak stojący własnie tam, a pod tym akapitem, mocno opisana mapa, której poszczególne punkty zobaczycie później na zdjęciach.
   Pamiętacie szlak numer 86? Wtedy przemierzyliśmy jego część, bo on jest naprawdę bardzo długi. Można więc powiedzieć, że nadrabiamy po kawałeczku.



Na tym teranie znajduje się także rezerwat przyrody leśnej. Obszar charakteryzuje się niezwykle wysoką bioróżnorodnością i jest domem dla ponad 500 gatunków zwierząt. Można tu spotkać np. dudka albo dzięcioła zielonego, którego bardzo chciałabym zobaczyć w naturze. Wygląda kapitalnie, trochę jak troll XD zielony z jaskrawo-czerwoną czupryną.
   Oto mapa obszaru tego rezerwatu:


Powiększ.
Po drodze spotkaliśmy gronostaja. Tzn. tak mi się wydaje, że to gronostaj, bo znam jeszcze dwie inne, możliwe odmiany, które wyglądają dokładnie tak samo. Ten jednak posiadał na tyle długi ogon, by pozwolić mi przypuszczać, iż pochodzi on z rodziny łasicowatych.
   Kuna wspólna nazwa kilku gatunków niewielkich, drapieżnych ssaków z rodzaju Martes z rodziny łasicowatych, ma krótszy ogon niż ten osobnik. Nie mam niestety odpowiedniego zdjęcia. Racji też mogę nie mieć...


Wreszcie naszym oczom ukazał się na przyzwoitej wysokości (lubię być tak bardziej Tête à Tête) Wildhuser Schofberg, oraz obserwowany przeze mnie już od lat, Dziad jeden, niezdobyty - Säntis.
   Nie wiem kiedy ja się z tym "dziadem" uspokoję... wzbudza we mnie agresję, tak samo jak kiedyś Bandytka. Mało tego, obok Dziada stoi Stary Dziad, a to już czysta epopeja nienawiści będzie.




A tuż za moimi plecami, mamy tzw. "Toblerone-Formationen". Dokładnie Wam tego nie przetłumaczę, wiem, że Toblerone to takie czekoladki wyobrażające podobną formację... chodzi o prościutki, trójkątny kształt. Taką formację ma także sławny masyw Matterhorn.


Wszystko razem:
POWIĘKSZ PANORAMĘ.
W oddali widać Kreuzberge, czyli góry krzyżowe naszej Bandytki. Podobno są dość popularne wśród tutejszych maniaków wspinaczki po pionowych, zupełnie gładkich ścianach.
   Było widać jeszcze grań masywu Speer czyli oszczep, ale nie znalazłam godnego zdjęcia. To taka góra jakby ścięta po skosie z wyraźnie zarysowanym, choć wyszczerbionym grotem.


Tam w dole Rheintal, czyli Dolina Renu, albo Wiecznych Mgieł, jak kto woli.


A za tym domkiem stoją dobrze nam znane i porządnie schodzone przez nas w zeszłym roku, góry Alvier Gruppe.




Dawno temu i dziś.
POWIĘKSZ.
Berg-Gasthaus Voralp, jeśli ktoś zainteresowany, to zapraszam TUTAJ. Strona zawiera wiele informacji na temat okolicy, między innymi także, jest tam informacja o połączeniu autobusowym.
   Jeszcze chwila, jeszcze tylko las jodłowy i ujrzymy nasze ulubione jezioro. A póki co, wędrujemy przed siebie w dół, prosto do lazurowej wody. Tuż przy brzegu znajduje się kiosk i mini restauracyjka. Wokół brzegu jeziora wybudowano mnóstwo specjalnych miejsc piknikowych, stoły, ławy i wydzielone place pod ognisko lub grill.


Pokusiłam się na zrobienie domowej roboty Döner Kebab. A raczej to będzie Hexe Kebab. Ciasto nie zawiera pszenicy i tym Was pewnie zaskoczyłam :P bo przecież białe. Tylko czyste składniki, żadnej chemii. Mąka ryżowa, woda, masło rzepakowe, trochę kokosowego, bo elastyczne musi być.
   W środku indyk, różne surowe warzywa, dobry sos i garstka kukurydzy. Smakuje dokładnie tak samo jak śmieciowe żarcie. Słowo!
   Kalorie na szlaku są bardzo wymagane. Pełen bilans, białko, węgle i tłuszcze także. Pamiętam jak w liceum na Zielonej Szkole w Tatrach, dziewczyny potraktowały wycieczkę jako wakacje odchudzające. Dziubały śniadanie, byle zostawić jak najwięcej, potem na drodze wypijały tylko jogurt naturalny, a potem ledwie starczało im sił, żeby doczłapać się do Krupówek, a następnego dnia nigdzie nie mogliśmy iść, bo słabe były.


Mąż zrobił to zdjęcie. Fascynujące są nie tylko drzewa rosnące w pionowej ścianie, ale i to małe, które postanowiło urosnąć do góry nogami!



Powiadam Wam, rybki były. A przy brzegu ogromna ławica małych. Tu wolno łowić, ale tylko w ściśle określonym okresie i tylko ze specjalnym pozwoleniem szwajcarskim, które aby zdobyć, trzeba przejść kurs i zdać egzamin.
   Dlatego my chodzimy na ryby w Polsce -_-






Następnie wracaliśmy przez las, dokładnie tą samą ścieżką prosto do Werdenbergu, którą wracaliśmy poprzednio ze szlaku nr 86. I to chyba nie znudzi się nam nigdy, bo ta ścieżka jest po prostu obłędna i nadzwyczajnie dzika!
   Tym razem zakwitły koniczyny.






Za lasem wyłoniła się nam cywilizacja. Sielska, typowo alpejska cywilizacja wiejska, przyjacielskie krówki i wszechobecny odgłos dzwoneczków i... dzwońców wielkich jak kule armatnie.




A to wszystko, moi drodzy, znajduje się tam, w tamtych górach, w dołku jakby... Są to wzniesienia, które codziennie obserwuję ze swojego balkonu, toteż nie inaczej powstały te dwa zdjęcia. ;]



Są to Tristencholben, Rosenböden i Chäserrugg, wchodzące w skład gór wyrastających z Walensee, czyli Churfirsten-Kette.
   A te wszystkie szczegółowe informacje, zaczerpnęłam z bloga prowadzonego przez grupkę Szwajcarów dzielących wspólną pasję - wędrowanie. Jak ktoś ma chęć zerknąć, strona wisi w tym samym serwisie, co moja: TUTAJ. Jest ona, naturalnie, niemieckojęzyczna.

Powiększ.
A tych, którzy są ciekawi, jak będą wyglądać nasze święta, zapraszamy TUTAJ!
Mam nadzieję, że tam również się zadomowicie :)

7 komentarzy:

  1. Te białe kwiatki są wprost przeurocze :) Lubię takie krajobrazy... miód na me serce <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj Hexe!
    Jestem nareszcie, wróciłam po dłuższej przerwie do blogowania i ludzi, których mi brakowało, min Ciebie!
    Lato powiadasz...u nas powrót zimy się szykuje na kolejne dni. W moim ogródeczku pełen rozkwit- roślin żal.
    Dobrego nowego tygodnia życzę i pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że właśnie sprawdziłam pogodę i od jutra do środy ma padać regularny śnieg, a temperatura spaść do zera? Takie skoki tylko w górach.
      Niezmiernie mi miło, że moje pisanie zostawiło trały ślad w Twojej pamięci :) Zapraszam jak najczęściej. :)
      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  3. Jakie piękne niezapominajki i krowy! Kobito! Taka porozbierana, a ja dziś siarczyście przemokłam i zmarzłam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bo się cały czas ruszam :P Nie mam czasu marznąć!
      Powiem Ci coś zabawnego, aktualnie za oknem sypie śnieg XD

      Usuń
  4. Ależ macie piękną wiosnę w Alpach!!! U nas zimno i śnieg pada. Dostaję powoli kociokwiku, bo wycieczki przekładamy z weekendu na weekend :/.

    Super wycieczka Aniu :)!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tak całkiem wiosna, bo przez trzy dni mieliśmy śnieżyce i zamiecie, a teraz temperatura skacze między 0 a 10 stp. C

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.