wtorek, 4 kwietnia 2017

Małżeństwo niesakramentalne. Czy to rzeczywiście grzech?

”Strzeż mnie jak źrenicy oka; 
w cieniu Twych skrzydeł mnie ukryj. 
przed występnymi, co gwałt mi zadają, 
przed śmiertelnymi wrogami, co otaczają mnie zewsząd.”

Ps 17,8-9
Księga Psalmów



Po poprzednio prezentowanej wyprawie, wracaliśmy przez jedno z moich ulubionych miejsc w okolicy, a ulubionemu miastu, poświęciłam już kilka notek. Pozostawię tym razem Werdenberg bez cienia komentarza, bo dziś mam lepszy temat. Zaciekawi wszystkie małżeństwa cywilne, które borykają się z konfesjonałem (bądź z najbliższymi, nękającymi o Sakrament).
    Na śluby kościelne decyduje się coraz mniejsza liczba Polaków. Jak wynika z raportu demografów Uniwersytetu Łódzkiego przez ostatnie 15 lat ich odsetek ciągle spada.
   Sam ślub cywilny bez sakramentu, nierzadko staje się śmiałym "wykroczeniem" w powszechnie głoszonym poglądzie religijnym. Jestem przykładem takowego, niesakramentalnego TAK, można by więc pomyśleć, że nie jestem Chrześcijanką, wbrew temu, co o sobie otwarcie mówię.
   Moje nastawienie wobec Kościoła stało się, delikatnie mówiąc, popularne w bliskim gronie, zaś w szerszym świecie, to już nic nowego.
   Śluby cywilne - o zgrozo - ostatnio nawet zrobiły się en vogue, co wcale nie otrzymało krytycznego rozgłosu, bo świat raczej nie przejmuje się tym. Nieprzejmowanie się jest słuszne. Postępowanie wg mody, nie koniecznie.
   Do rozkminy skłoniła mnie kolejna historia pewnej młodej osoby, której odmówiono rozgrzeszenia z tegoż powodu. To przykre być wiernym od najmłodszych lat i odsuniętym z powodu miłości, która jest przecież chlubą człowieczego serca.
   W moim środowisku istnieje kilka niesakramentalnych małżeństw. Część z nich, jako praktykujący Katolicy - ma niemały orzech do zgryzienia. A co mówi o tym Biblia?

Panorama na dwa miasteczka: Werdenberg i Buchs.


Na początek:

Małżeństwa istniały zanim jeszcze ustanowiono jakikolwiek system władzy. Ludzie wówczas zawierali związki małżeńskie bez zaświadczenia.
   Obecnie istnieją nadal takie państwa, które nie posiadają prawnego systemu związanego z małżeństwami, ani żadnych przepisów odnośnie.

Przejdźmy teraz do sedna:

Niepopularnym poglądem jest twierdzenie, że Bóg NIE WYMAGA od nas ślubu kościelnego. I właśnie zaczęto ostrzyć na mnie noże... Zanim jednak przystąpicie do dekapitacji wiedźmy →↓
   Najczęstszym biblijnym potwierdzeniem tego poglądu są wersety mówiące o podporządkowaniu się obowiązującemu prawu (Rzymian 13.1-7; 1 Piotra 2.17). Argument jest taki, że skoro władze państwowe wymagają konkretnych „dokumentów” potwierdzających zawarcie małżeństwa, to para taka powinna podporządkować się pod obowiązującym przepisom prawnym. Jest to jak najbardziej biblijne i gdy wymagania prawne nie stoją w sprzeczności ze Słowem Bożym, to są jak najbardziej uzasadnione. Rzymian 13.1-2 mówi nam, „Każdy człowiek niech się poddaje władzom zwierzchnim; bo nie ma władzy, jak tylko od Boga, a te, które są, przez Boga są ustanowione."




Oczywiście nie mam tutaj zamiaru głosić, że sakrament kościelny jest zły, bo:
   W Ew. Jana w 2 rozdziale. Jezus uczestniczył w ceremonii zaślubin, a nie uczestniczyłby w wydarzeniu, jeśliby tego nie pochwalał.
   Uczestnictwo Jezusa w ceremonii zaślubin w żaden sposób jednak nie wskazuje, że Bóg wymaga takiej ceremonii, lecz wskazuje że taka ceremonia w oczach Boga jest pochwalana.
   Prawie każda kultura w historii ludzkości posiadała jakąś formalnie ustanowioną ceremonię ślubną. W każdej kulturze istnieje wydarzenie, przymierze czy ogłoszenie, wskazujące że mężczyzna i kobieta zawarli związek małżeński.




Warto wiedzieć i o tym:

Biblia podaje, że Bóg uznaje parę za małżeństwo z chwilą, gdy małżeństwo jest „skonsumowane” pożyciem seksualnym.
   Współżycie seksualne pomiędzy mężem i żoną jest całkowitym wypełnieniem zasady „jednego ciała” (1 Księga Mojżeszowa 2.24; Ew. Mateusza 19.5; Efezjan 5.31).
   W tym sensie, współżycie seksualne jest ostatecznym „przypieczętowaniem” przymierza małżeńskiego.

I teraz należałoby się zastanowić, co myśleć o nieudanych związkach. Większość ludzi miało ich kilka w przeszłości, zanim poślubiło tego jedynego. Wielokrotne cudzołóstwo?





Ciekawostka:

Nie ma absolutnie żadnych biblijnych podstaw, by nie poślubiona para przeżyła zbliżenie seksualne, a później ogłosiła się małżeństwem, określając tym samym wszystkie przyszłe relacje seksualne jako moralne i przynoszące Bogu chwałę.
   Jest to sprawa całkowicie pomiędzy parą, a Bogiem. Bóg zna nasze serca (1 Jana 3.20) i zna różnicę pomiędzy prawdziwym przymierzem małżeńskim, a próbą usprawiedliwienia aktów niemoralności - to odnośnie ślubów z wpadki na przykład.




I nie opuszczę Cię aż do śmierci...

Postanowienie poprawy jest jednym z warunków odpuszczenia grzechów. Dlatego właśnie, nie każda spowiedź może zakończyć się odpuszczeniem win. A wobec pary, która nie może podejść do sakramentu małżeństwa (np jedno z małżonków jest po rozwodzie), jest jednoznaczna z niemożnością obietnicy poprawy. Mamy tutaj do czynienia z cudzołóstwem.
   Udzielenie rozgrzeszenia nie zależy od ciężaru grzechu, ale od żalu za niego. - Jeżeli ktoś szczerze żałuje za swe winy, Bóg zawsze takiemu człowiekowi przebacza i zawsze go przyjmuje, nie potępiając i nie osądzając - mówi ks. dr Wojciech Lipka, wykładowca prawa kanonicznego w Seminarium warszawsko-praskim.

„Szczęśliwi ci, którzy zostali wezwani na ucztę”

Każda Eucharystia to Najświętsza Ofiara Chrystusa i najważniejsza czynność Kościoła. Liturgia Eucharystyczna to najważniejsza część Mszy świętej. To są najświętsze chwile w kościele!
   Ludzie żyjący w powtórnych związkach, żyją w małżeństwach niesakramentalnych, mają tutaj nie lada problem, bo nie mogą uczestniczyć w pełni we Mszy św., przyjmując Komunię św.

Co zrobić z brakiem rozgrzeszenia?

Jest podobno taka możliwość, że wobec proboszcza swojej parafii, para podejmuje zobowiązanie do życia w czystości i stają się tzw. „białym małżeństwem”. Ale która para na to pójdzie? Odpowiedź jest prosta, to statystyka - jedna para na sto, zgodzi się na życie ze sobą w czystości i z reguły są to osoby po pięćdziesiątce lub starsze. Czyli - przysięganie Bogu poprawy dopiero, kiedy wigor wygaśnie? Tutaj należałoby się zastanowić nad jedną, bardzo osobistą kwestią - kto jest ważniejszy, Bóg czy przyjemność?
   Wiem, zabrzmiało ostro... Jednak właśnie z takich idiotycznych powodów, nad wiarą często zapada zmierzch.




Oczywiste o Eucharystii:

Gdy kapłan  po wypowiedzeniu słów konsekracji, ukazuje ludziom Ciało i Krew Pańską, należy wtedy patrzeć na Hostię i kielich, a nie pochylać głowę.
   Do Komunii św. nie można iść wtedy, gdy sumienie mówi wyraźnie, że popełniło się grzech śmiertelny, czyli patrząc przez pryzmat naszych zwyczajowych, lekkich grzechów - można przystąpić. Kwestia naszego sumienia. Jeżeli były to małe grzechy, to żałowaliśmy za nie na początku liturgii i możemy iść spokojnie do Komunii św.

Ciekawą rzeczą jest problem nieobecności na niedzielnej Mszy św. Mówi się nam, że to absolutny obowiązek. Znam dwa przypadki, kiedy ksiądz nie odpuścił grzechów, bo osoba chodziła nieregularnie do kościoła. Jeżeli ktoś opuścił Mszę św., bo był naprawdę chory, albo wyjechał w delegacji i naprawdę nie mógł, to w następną niedzielę może spokojnie przyjąć Komunię św. – nie ma grzechu!
   Z tego co mi powiedział kiedyś pewien świetny pasterz, można iść w jakikolwiek inny dzień, nawet w środku tygodnia.

Przed Mszą św. trzeba zachować godzinę postu eucharystycznego. Warto by uczyć dzieci, aby w drodze do kościoła na kupowały lodów czy słodyczy.

Gdy wracając od Komunii św., przechodzimy obok Najświętszego Sakramentu, wtedy już nie przyklękamy, bo sami jesteśmy żywym tabernakulum o czym wie niewiele osób. Tak samo do niedawna mało z nas wiedziało, że przyjmując Ciało Chrystusa, nie trzeba wcale klęczeć, ale to już jakby... nie dziwi.
   Podstawą wyjaśniającą tę sprawę jest świadomość, że nawet gdy kolana nie klęczą, najważniejsze, by dusza klęczała. Postawa duchowa jest ważniejsza od zewnętrznych okoliczności.

Wielu wiernych zapomina, że gdy wychodzimy ze świątyni, mamy się czuć radosnymi apostołami, szczęśliwymi i zjednoczonymi z Bogiem, a nie znużonymi i niezadowolonym, że było ciasno, długo i nudno. 😛
   Trzeba uczyć się rozumienia i umiłowania Mszy świętej i nie zrażać się niepowodzeniami, czy roztargnieniami. Pan Jezus ma cudowną moc naprawiania naszych błędów i pomyłek. Dlaczego bardziej ufamy ludziom niż  Bogu, który chce, byśmy byli na wieki szczęśliwi?



Chrześcijaństwo to nie tylko zespół praw czy krzyżyk na szyi, ale określony sposób życia. Pozostawiam Was z tym wszystkim do przemyślenia i zachęcam do dyskusji w komentarzach.

19 komentarzy:

  1. Witaj Hexe.
    A co to za różnica jaki mamy związek, sakramentalny, czy cywilny. U mnie tak wyszło, że mam oba, ale na sakramentalny musiałem poczekać dwa miesiące, bo mój pleban pisał do biskupa o jakąś dyspensę dla mnie, bo nie chciałem na nauki chodzić. Było, minęło. a pozostałe sakramenty z wyjątkiem ostatniego namaszczenia też posiadam za sprawą rodziców.
    Grunt to fajna wycieczka i ciekawe zdjęcia, bo reszta to dupa kwas.
    Pozdrawiam serdecznie i do siebie zapraszam.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma różnicy jeśli nie jest się praktykującym Katolikiem. Rozłupałam problem na części pierwsze, tak dydaktycznie, bo ostatnio wiele osób wokół mnie o tym mówi.

      Usuń
  2. W ksiedze Powtorzonego Prawa masz fragment mowiacy, ze jesli mezczyzna przespi sie z dziewica, a ich nakryja, to on zaplaci ojcu dziewczyny 60 srebrnych sykli i wezmie ja za zone, na dodatek nie bedzie mogl jej nigdy odprawic ;) To tak do fragmentu notki o tym, ze nie ma biblijnych podstaw, by po seksie oglosili sie malzenstwem.
    W tej, albo w Kaplanskiej, jest jeszcze fajny tekst, ze jak ma chlop dwie zony, kochana i niekochana, to jak ta druga mu pierwsza urodzi, wowczas jej syn dziedziczy jako pierworodny i nie ma, ze chlop woli syna kochanej, pierwszy to pierwszy. To jednak mozna miec wiecej zon?
    A co z fragmentem prawa mowiacym, ze Bogu nie podoba sie noszenie ubran nieodpowiednich dla plci? Dlaczego mnie nie wyrzuca z KK za noszenie gaci? ;)
    Przy okazji - kiedys Ci mowilam, ze wielu ksiezy nie powinno byc kaplanami - brzydcy, okularnicy, kulawi - kaplan ma byc idealny, sprawny (rowniez seksualnie) itd. Ciekawe, co KK na to?
    Wiele praw biblijnych to wlasciwie dobre rady - najlepsze przyklady to te z "nieczysta" kobieta, aby nikt jej nie dotykal ani ona niczego przez "te" dni, niedotykanie jedzenia i ofiar brudnymi rekami, odsuniecie tredowatych na margines - wiadomo, ze Bog, jak natchnal ludzi do spisania tych praw nie mogl powiedziec "sluchajcie ludzie, myjcie sie, bo stworzylem na swiecie bakterie, wirusy, retrowirusy i inne gowna co powoduja choroby, dlatego tez dbajcie o higiene, myjcie sie, nie dotykajcie tredowatych".
    Upraszczam, ale wlasciwie tak to jest - Biblia jest zbiorem dobrych rad jak zyc zdrowo i szczesliwie.
    Teoretycznie "biale malzenstwa" to nie malzenstwa - malzenstwo, o ile pamietam, to zwiazek dwojga ludzi, ktory ma sluzyc prokreacji. A zatem - jesli dwoje wezmie slub a przynajmniej jedno jest bezplodne, albo nie moga miec ze soba (sa takie przypadki, ze jakos nie gra ze soba biologia, choc z innymi by mogli), to wlasciwie malzenstwo jest niewazne.
    I teraz powiedz mi - dlaczego KK wybiera ktore prawa sa dobre, a ktore nie? Jezus jasno powiedzial, ze nie przyszedl zniesc Prawa, ale je wypelnic.

    Fragment o poscie przed msza - jak szlam do Pierwszej Komunii to nie moglam jesc 2 albo 3 h, ale ktos mi wowczas powiedzial (z doroslych), ze za jego czasow to kilkanascie godzin postu (tylko przy Pierwszej, potem bylo inaczej).

    Temat dla mnie wciaz swiezy i wciaz emocji pelen. Z jednej strony krzyczy wychowanie, ze jak to, ze teraz do kosciola nie mam chodzic (na co marnowac trzy godziny i dwa bilety, jesli mam tylko siedziec w twardej lawce, a do Komunii nie moge)? A z drugiej... to Wiara jest najwazniejsza. I wszystko, co wystudiowalam, tak w seminarium, jak w ksiazkach, sama dla siebie. Wszystkie przemyslenia. To krzyczy, ze przeciez nic sie nie stanie, nic sie wlasciwie nie zmieni, zmieni sie moze troche ludzka czesc, tradycyjna, ale nie uczucia, wiara, milosc do Boga.
    Przy okazji... gdzie jest powiedziane, ze mamy przyjmowac Komunie? A jesli Jezus, mowiac "to czyncie na moja pamiatke" mial na mysli ofiare za innych, pomaganie, ratunek?
    Kurde... bije sie ze soba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na wstępie zacznę od tego, że rozpatrzyłam ten problem z punktu widzenia Katolika.
      A teraz po kolei:


      "...W ksiedze Powtorzonego Prawa masz fragment mowiacy, ze jesli mezczyzna przespi sie z dziewica..."
      Jest to sprawa całkowicie pomiędzy parą, a Bogiem. Bóg zna nasze serca (1 Jana 3.20) i zna różnicę pomiędzy prawdziwym przymierzem małżeńskim, a próbą usprawiedliwienia aktów niemoralności.
      Bóg nie pochwala w żadnym razie małżeństw z przymusu, ani tym bardziej za karę w celu np "nauczenia odpowiedzialności". To już samo przez się jest po prostu nieetyczne.


      "...ze jak ma chlop dwie zony..."
      To było w ST, dawny świat, dawne tradycje. Jezus pytany o małżeństwo, nigdy o wielożeństwie nie wspominał.


      "...A co z fragmentem prawa mowiacym, ze Bogu nie podoba sie noszenie ubran nieodpowiednich dla plci?..."
      Nie pamiętam gdzie to było. Pamiętam za to wskazówki odnośnie, jak ma się nosić kobieta, a jak mężczyzna i to dotyczyło nawet fryzur. Trzeba wziąć pod uwagę czasy, w których te wytyczne były spisywane, chociaż... a może nie?
      Oraz że (jeśli dobrze kojarzę), były konkretnie wytyczne DLA Izraelitów.
      Dziś, to co mamy na sobie, to moda. I moda żeńska, moim zdaniem raczej Bogu do gustu by nie przypadła... Temat rzeka.


      O księżach pamiętam, chociaż zupełnie nie wiem jaki to ma związek z tematem :P ale świetnie, że o tym wspomniałaś.
      Kapłan powinien być wzorem, a więc zdrów, krzepki, nie kaleki i bez nałogów. Co KK na to? Nic, skoro mamy np otyłych księży. Nie ważne czy otyłych z powodu choroby czy obżarstwa (choć to już gorzej). Ma to być wzór, ma być zdrów.


      Małżeństwo ma służyć wyłącznie prokreacji... i tu przypomina mi się opowieść mojej koleżanki, Hinduski. Opowiadała jak to jest w jej kulturze. Małżeństwo po to jest zawierane, aby spłodzić dziecko. Są aranżowane i kobieta ma prawo po ujrzeniu narzeczonego, odmówić zamążpójścia, jeżeli będzie do niego czuła fizyczny wstręt i nie będzie w stanie wejść do jego łoża.
      Jeżeli kobieta nie chce mieć dzieci, nie zawiera żadnego małżeństwa. Nie wiem jakie są tego konsekwencje, w sumie nie zapytałam jej o to...
      Kiedyś dużo czytałam o Indiach ale wyłącznie w zakresie wyznaniowym. Mają interesujące legendy i ciekawy panteon bogów.
      Czy KK ma jakieś wytyczne na temat, kiedy małżeństwo staje się nie ważne? Ile lat bez potomka musi mi upłynąć, abym formalnie nie potrzebowała już rozwodu z powodu przedawnienia? I co na to Bóg? ;]


      "...dlaczego KK wybiera ktore prawa sa dobre, a ktore nie?..."
      Nie wiem. Między innymi dlatego nie jestem już w Kościele i nie jestem Katoliczką. Kościół wybiera sobie wygodne tylko prawa, wycierając się imieniem Chrystusa.


      "...przeciez nic sie nie stanie, nic sie wlasciwie nie zmieni, zmieni sie moze troche ludzka czesc, tradycyjna, ale nie uczucia, wiara, milosc do Boga...."
      Bo nic się nie zmieni. Słowa Jezusa, które przytaczasz, rozumiem tak: bądźcie zdolni do poświęcenia siebie.
      Nie kazał nam odprawiać żadnych obrządków (w tym szeroko rozumiane święta), nie powiedział też, że mamy przyjmować Komunię. Mamy miłować Boga Ojca, ufać Mu.
      Jezus zapytany o to jak dostąpić zbawienia, jak żyć, odpowiadał prosto - miłujcie bliźniego jak siebie samego. W tym zdaniu jest zawarte wszystko.

      Usuń
    2. Caly czas rozum podpowiada mi, ze KK to manipulacja - finansowa i psychologiczna. Tyle widzialam, tyle slyszalam, tyle przeciez wiem ze studiow...
      I ta druga strona - babcia uczaca mnie modlitwy, fantastyczna zakonnica prowadzaca religie a pozniej przemili ksieza, wielka wewnetrzna przemiana, kiedy zrozumialam, ze chce chodzic do kosciola, a nie musze, ze to nie obowiazek, a przyjemnosc.
      Bede sie ze soba bila jeszcze dlugo.
      Bedzie mi brakowac rytualow - wiesz, ze siedzi we mnie wiedzma / kaplanka i wszelkie ryty kocham. Moge stworzyc wlasne - zrobic z nich styl zycia.
      Dualizm mnie szarpie, gryzie i drapie. To jak chciec zjesc czekolade i miec czekolade. Rozum, tradycja, doswiadczenia, wychowanie - kilka roznych zdan na jeden temat, a przeciez kazde z nich jest moje, kazde z nich to jakas "ja".

      Usuń
    3. Kochana, przyznam Ci uczciwie, po odejściu od KK poczułam wielką pustkę. Nie oszukujmy się, życie osoby świeckiej jest wypełnione Kościołem i Bogiem, jest to wspaniałe, móc uczestniczyć w tych rytuałach, należeć do wspólnoty, a przecież nawet chciałam się konsekrować, więc czekało mnie o wiele więcej "obowiązków", że tak to nazwę.
      Sama jestem wiedźmą, lubujemy się w tym samym i wszelkie ryty nam nie obce, jesteśmy obie głęboko uduchowione. I można powiedzieć, że ta wiara to był nasz styl życia, ale będziemy w błędzie, mówiąc o tym w czasie przeszłym.
      KK był bardzo ważną częścią mnie, więc odejście było jak wyrwanie sobie kawałka serca. Ale samodzielnie odkrywając prawdę, przejrzałam na oczy, tak to manipulacja. Pewnego dnia powiedziałam sobie otwarcie, że nie chcę być tego częścią.
      Staram się najmocniej jak potrafię być naśladowcą Chrystusa. Kiedy teraz czytam NT tak rzetelnie ze zrozumieniem od deski do deski, zrozumiałam, że styl życia wg Jezusa, jest tak naprawdę banalnie prosty. Pismo wypełniło moją pustkę. Codziennie czytam, to taki mój mały rytuał. I codziennie się modlę, to ważne.

      Usuń
  3. Hmmm... mnie już to znużyło. Nie chodzę do kościoła, wolę iść na spacer. Ślub mamy cywilny i biadolenie babci tego nie zmieni.
    Twoja wszechwiedza jednak fascynuje :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu nie chodzi tylko o to, że babcia męczy, bo to już naprawdę temat - stare kalosze i suchary.
      Napisałam posta z punktu widzenia Katolika. Jeden przykład masz komentarz wyżej ;) Kobieta od dziecka żyje zgodnie z literą prawa Katolickiego. Z pewnych powodów nie może zawrzeć związku małżeńskiego w Kościele i nagle nie może też przystępować do Komunii, a to dla Katolika rzecz przecież wagi najwyższej.
      Znam kilka takich osób, uwierz mi, to nieźle dołuje. To jak kara za miłość.

      Usuń
  4. Że tak sobie zacytuję:
    Do pokornej modlitwy nie są mi bowiem potrzebne kościoły, a imię Pańskie można równie dobrze wychwalać w każdym innym miejscu (a może i nawet dobrze to robić w miejscu maksymalnie odległym od najbliższego księdza…).
    :)

    Też nie mówiliśmy sobie TAK w kościele. Dla mnie to zbyt duży wydatek. Szkoda mi tak roztrwonić w jeden dzień tyle kasy, którą zdecydowanie wolałabym odłożyć na przyszłość dzieciaków :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja, nawet biblia podaje o modlitwie nie inaczej jak właśnie w dowolnym miejscu cichym i aby się z tym nie obnosić.
      Drugie zdanie cytatu mnie rozbawiło :)

      Usuń
  5. Ja z kościołem katolickim wszelkie łączące mnie więzy zerwałam 10 lat temu. Nigdy tego nie żałowałam, wręcz przeciwnie - dzięki temu jestem wolnym i szczęśliwym człowiekiem.
    Jako, że nie chciałam żyć tradycją kościelną wymyśloną przez jego ludzkich "patriarchów" wybrałam kościół, dla którego Słowo Boże stoi na pierwszym miejscu.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że nie tylko ja zawzięcie szukam prawdy.
      Artykuł powstał na polu problemów dobrze znanych mi osób, które są Katolikami i taki własnie wydźwięk mają moje słowa. Nikogo nie będę krytykować za wyznanie, akceptuje cały porządek rzeczy jaki mnie otacza i pomyślałam sobie, że mogłabym pomóc, bo staram się poszerzać swoją wiedzę na wielu horyzontach. Stąd wziął się temat.
      Serdecznie Cię pozdrawiam :)

      Usuń
  6. Małżeństwo to ciekawy temat. Ja się na studiach uczyłam takich bzdur, że małżeństwo to sakramentalny związek ludzi, gdzie celem jest prokreacja, a jeśli małżeństwo nie może mieć dzieci to kościół łaskawie pozwala im być nadal małżeństwem. W dawniejszych czasach jeśli kobieta nie mogła mieć dziecka to to była kara za grzechy.

    Grzech przeciw sakramentom jest grzechem przeciwko kościołowi. Ktoś albo przyjmuje zasady KK albo nie. Każdy ma swój rozum. Wiesz, że według KK z antykoncepcji też się trzeba spowiadać bo to przeciw życiu?

    Nikt nie zmusza czy Ciebie czy mnie żebyśmy były katolikami i do kościoła chodziły, chociaż powiem Ci szczerze, że wśród dorosłych znajomych mam mnóstwo takich, którzy patrzą na mnie z moralnym niepokojem, kiedy ja, teolog w niedzielę nie idę do kościoła. To taka karcąca wiara wyniesiona z domu. Najlepsze co usłyszałam od ponad 30 letniej kobiety to: bo mama się mnie potem pyta czy byłam w kościele. Uwierzysz?

    Ja osobiście gdybym miała faceta zrobiłabym tak jak kiedyś, zamieszkałabym z nim bez ślubu. Mądrzy księża przychodzą na kolędę, chrzczą dzieci i nie mają z tym problemu. Są jednak tacy, dla których jest to nie do przejścia.

    Po raz kolejny powtórzę, że nie trzymałabym się tak na siłę Pisma Św. Wiele dogmatów było uchwalanych na soborach. O Matce Bożej jest w Piśmie Świętym stosunkowo niewiele, ale są apokryfy i na przykład ofiarowanie MB jest zaczerpnięte z apokryfów. Ważne też jest jakie masz wydanie Pisma Św, bo są takie wydania, które spaczają sens. Naukę kościoła trzeba podejmować całościowo, a nie w oderwaniu interpretując jedynie niektóre cytaty Pisma Św. Bo to trochę prowadzi w stronę herezji;]

    Znasz moje podejście do tematu ślubu. Jak kiedyś powiedziałam mojej mamie, że jeśli już brałabym kiedykolwiek ślub to byłaby to skromna uroczystość po mojemu to mi powiedziała, że mnie wydziedziczy;)

    Tymczasem miałam 30-tkę, postawiłam się całej rodzinie nie robiąc wielkiej imprezy w restauracji i jeszcze żyję;]

    To jest nasze życie. Moje i Twoje. Każdy ma prawo przeżyć je jak chce, według swoich zasad, swojego sumienia, ba a nawet widzi mi się:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łaskawie pozwala być razem... [westchnienie] słów mi brak.

      Z antykoncepcji też? Serio? Czyli wg KK kobieta mająca męża, powinna co roku rodzić? Takie coś zaobserwowałam wśród wyznawców Allacha... -_- Zaciekawiło mnie to. Możesz mi podać źródło tej wiedzy?? Jakiś artykuł??

      Tak bywa, to się zowie "parafiańszczyzna". Mimo iż wiara w Chrystusa jest miłością do bliźniego, KK zrobił z tego kredo, zakazy i nakazy kościelne.
      Znam przypadek jak człowieka nie rozgrzeszono, bo mszę w niedzielę opuścił. Jeden raz od bardzo dawna, a jednak został ukarany.
      Chodzenie do kościoła nie powinno być przymusem, to jest nasz poświęcony temu czas i nasze zobowiązanie, jeżeli takowe podejmujemy. To nie jest sprawa reszty świata, a jednak odnoszę inne wrażenie...
      Tak mi się wydaje, a może robię błąd, że wciąż chcę zrozumieć, co powoduje Katolikami, że bardzo trudno o tych sprawach mi z nimi rozmawiać. Denerwują się, mając przed sobą taką wiedźmę jak ja, bo nie chodzę do kościoła. Mam nadzieję, że kiedyś wszyscy zrozumieją, że człowiek człowieka nie może osądzać, przecie mnie w serce nikt nie zajrzy, człowiek tego nie potrafi.

      Ja tutaj bardzo często sporządzam artykuły na podstawie konkretnych cytatów, ale to dlatego, że znam sens całości. Czasami gdy czytam biblię, wynotowuję coś na kartkę, coś co mnie zainteresuje. Wypisuję zdania z całości i dywaguję, rozmyślam. Uwierz mi, że nie jestem heretyczką ;]
      Zawsze staram się podawać skąd dany cytat pochodzi, wszystko możesz sobie sama posprawdzać.
      Obecnie czytam biblię Gdańską, mam jeszcze Tysiąclecia i Warszawską. Konfrontuję je ze sobą i do tego mam jeszcze ciekawe opracowania franciszkańskie. No i wszechwiedzę internetu :P

      Ja w ogóle nie obchodzę urodzin, nie lubię tego. Nie chcę żeby ludzie świętowali dzień moich narodzin, nie chcę żeby mi kupowali prezenty, bo co ja, kurde, jestem, żeby mi śpiewano i ceremoniały urządzano? :P
      Ja tam wolę sobie sama odbyć ten dzień tak jak najbardziej lubię i nie potrzebuję do tego imprezy. Co najwyżej męża :P No i jakiejś porządnej wędrówki :)

      Post napisałam dla Katolików, bo znam dużo praktykujących, którzy borykają się z takim kłopotem. On nie jest o mnie. Mam ślub cywilny i więcej mi nie potrzeba, nie muszę nikomu niczego udowadniać, ani spełniać cudzych pragnień.

      Usuń
    2. Według kościoła istnieje coś takiego jak kalendarzyk małżeński. Kobieta i mężczyzna na co dzień powinni zachowywać wstrzęmięźliwość, aby nie poddawać się swojemu pożądaniu, a seks (ups przepraszam-czystą, katolicką miłość) uprawiać tylko w dni płodne albo i niepłodne.

      2366 Płodność jest darem, celem małżeństwa, ponieważ miłość małżeńska ze swojej natury zmierza do tego, by być płodną. Dziecko nie przychodzi z zewnątrz jako dodane do wzajemnej miłości małżonków; wyłania się w samym centrum tego wzajemnego daru, którego jest owocem i wypełnieniem. Dlatego Kościół, który "opowiada się za życiem" (Jan Paweł II, adhort. apost. Familiaris consortio, 30), naucza, że "każdy akt małżeński powinien pozostać sam przez się otwarty na przekazywanie życia ludzkiego" (Paweł VI, enc. Humanae vitae, 11). "Nauka ta, wielokrotnie podawana przez Urząd Nauczycielski Kościoła, ma swoją podstawę w ustanowionym przez Boga nierozerwalnym związku, którego człowiekowi nie wolno samowolnie zrywać, między podwójnym znaczeniem aktu małżeńskiego: znaczeniem jednoczącym i prokreacyjnym"(Paweł VI, enc. Humanae vitae, 12; por. Pius XI, enc. Casti connubii).

      2367 Małżonkowie, powołani do dawania życia, uczestniczą w stwórczej mocy i w ojcostwie Boga (Por. Ef 3,14; Mt 23, 9). "W spełnianiu obowiązku, jakim jest przekazywanie życia i wychowywanie, obowiązku, który trzeba uważać za główną ich misję, są współpracownikami miłości Boga-Stwórcy i jakby jej wyrazicielami. Przeto mają wypełniać zadanie swoje w poczuciu ludzkiej i chrześcijańskiej odpowiedzialności"(Sobór Watykański II, konst. Gaudium et spes, 50).

      2368 Szczególny aspekt tej odpowiedzialności dotyczy regulacji poczęć. Z uzasadnionych powodów małżonkowie mogą chcieć odsunąć w czasie przyjście na świat swoich dzieci. Powinni więc troszczyć się, by ich pragnienie nie wypływało z egoizmu, lecz było zgodne ze słuszną wielkodusznością odpowiedzialnego rodzicielstwa. Poza tym, dostosują swoje postępowanie do obiektywnych kryteriów moralności: Kiedy... chodzi o pogodzenie miłości małżeńskiej z odpowiedzialnym przekazywaniem życia, wówczas moralny charakter sposobu postępowania nie zależy wyłącznie od samej szczerej intencji i oceny motywów, lecz musi być określony w świetle obiektywnych kryteriów, uwzględniających naturę osoby ludzkiej i jej czynów, które to kryteria w kontekście prawdziwej miłości strzegą pełnego sensu wzajemnego oddawania się sobie i człowieczego przekazywania życia; a to jest niemożliwe bez kultywowania szczerym sercem cnoty czystości małżeńskiej (Sobór Watykański II, konst. Gaudium et spes, 51).

      Usuń
    3. 2369 "Jeżeli zatem zostaną zachowane te dwa istotne aspekty stosunku małżeńskiego, jednoczący i prokreacyjny, to wtedy zachowuje on w pełni swoje znaczenie wzajemnej i prawdziwej miłości oraz swoje odniesienie do bardzo wzniosłego powołania do rodzicielstwa" (Paweł VI, enc. Humanae vitae, 12).

      2370 Okresowa wstrzemięźliwość, metody regulacji poczęć oparte na samoobserwacji i odwoływaniu się do okresów niepłodnych (Por. Paweł VI, enc. Humanae vitae, 16) są zgodne z obiektywnymi kryteriami moralności. Metody te szanują ciało małżonków, zachęcają do wzajemnej czułości i sprzyjają wychowaniu do autentycznej wolności. Jest natomiast wewnętrznie złe "wszelkie działanie, które - czy to w przewidywaniu aktu małżeńskiego, podczas jego spełniania, czy w rozwoju jego naturalnych skutków - miałoby za cel uniemożliwienie poczęcia lub prowadziłoby do tego" (Paweł VI, enc. Humanae vitae, 14). Naturalnej "mowie", która wyraża obopólny, całkowity dar małżonków, antykoncepcja narzuca "mowę" obiektywnie sprzeczną, czyli taką, która nie wyraża całkowitego oddania się drugiemu; stąd pochodzi nie tylko czynne odrzucenie otwarcia się na życie, ale również sfałszowanie wewnętrznej prawdy miłości małżeńskiej, powołanej do całkowitego osobowego daru... Różnica antropologiczna, a zarazem moralna, jaka istnieje pomiędzy środkami antykoncepcyjnymi a odwołaniem się do rytmów okresowych... w ostatecznej analizie dotyczy dwóch, nie dających się z sobą pogodzić, koncepcji osoby i płciowości ludzkiej (Jan Paweł II, adhort. apost. Familiaris consortio, 32).

      2371 "Niech zaś wszyscy wiedzą, że życie ludzkie i zadanie przekazywania go nie ograniczają się tylko do perspektyw doczesności i nie mogą tylko w niej samej znajdować swego wymiaru i zrozumienia, lecz mają zawsze odniesienie do wiecznego przeznaczenia ludzkiego" (Sobór Watykański II, konst. Gaudium et spes, 51).

      Myślisz, że mnie denerwujesz?Ja spotkałam ateistów, którzy nie chcieli ze mną rozmawiać po tym jak się dowiedzieli, że studiowałam teologię;] Ja nie mam absolutnie żadnego problemu z ateistami.

      No ja nie wiem. Ja się czasami boję, że ja jestem;) Myślisz, że stosy powrócą?

      Mając na uwadze to, że kilka razy jedną nogą byłam w grobie celebruję każdy przeżyty rok.

      Usuń
    4. Czyli dokładnie tak jak w Hinduizmie. Nie chcesz mieć dziecka - nie wychodź za mąż. Miłość gra rolę drugo albo trzecioplanową. W tej chwili wychodzę na bezbożną egoistkę, bo jednak wyszłam za mąż i w dodatku grzeszę potwornie, bo biorę pigułki, ale nikt nie bierze pod uwagę, że bez nich przeżywam co miesiąc katusze. A nieeee zapomniałam, lekarstwem na potworne bóle menstruacyjne jest przecież ciąża.

      Czy ja Ciebie denerwuję? To Ty mi powiedz.

      Stosy może nie powrócą, ale "nieszczęśliwe wypadki" istnieją ;]

      Na całe szczęście ani razu nie musiałam prawie zginąć, aby docenić życie. Na szczęście z pomocą Bożą, nauczyłam się sama celebrować każdy dzień, dostrzegać piękno w każdym jego cudzie i zauważać pozytywy w najgorszych sytuacjach. To jest jak dar. Mam nadzieję, że nigdy więcej go już nie zaprzepaszczę, że najtrudniejszy okres, kiedy nie byłam sobą, jest już przeszłością. Znaczącą przeszłością, bo nauczyłam się, czego nie należy więcej robić.

      Usuń
  7. Żyję na kocią łapę, może kiedyś wezmę ślub. Nie będę robiła cyrku z udowadnianiem w kościele, że mój ślub kościelny sprzed lat był podjęty niewłaściwie, bo to i tak zawsze pewnego rodzaju naciągactwo, chociaż dla wielu ludzi to ważne i przechodzą przez tę procedurę po to, żeby móc ponownie wyjść za mąż w majestacie kościoła.
    I jakoś mogę z tym żyć.
    Nie jestem też specjalnie praktykująca.
    Dlatego nie wejdę w tę dyskusję, chociaż z ciekawością obejrzałam zdjęcia i przeczytałam Twoje argumenty i ciekawe komentarze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najważniejsze to żyć w zgodzie z własnym sumieniem. To się tyczy także wiary.

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.