piątek, 7 kwietnia 2017

Hoher Hirschberg - sielskie Appenzell.

Pamiętaj - jeżeli ktoś mówi o Tobie coś nieprzyjemnego, krytykuje Cię, to nie jest jednoznacznym dowodem na to jaki jesteś, a jedynie na to, w jakim stanie jest jego dusza.


Wędrówka po Appenzell to widok na wspaniałą, otwartą panoramę zielonych pastwisk. To najbardziej stereotypowy widok - tak typowy dla Szwajcarii, że wszystkie zdjęcia będą wyglądały jak pocztówki. Góry, krowy i rozrzucone wszędzie po całym regionie, schludne i czyste zagrody.
   Stare, drewniane chałupy, a na ich parapetach donice pełne jaskrawych kwiatów. Malowane fasady kamienic głównych miast Appenzell. My wybraliśmy się szlakiem górskim, prowadzącym głównie przez las, by na sam koniec dojrzeć otwierające się wspaniałe widoki na Alpstein.

"Od jeziora Bodeńskiego, po szczyt Santis".
Zaczęliśmy tę wędrówkę nieco jednak nietypowo... Naszym oczom już na pewnej wznioślejszej wysokości, ukazało się pole minowe i zawadiacka tablica przestrzegająca przed tym, aby nie brać bomb do ręki...
   Co ciekawsze, widać było zagrody, więc na polu w kwiecie lata pasą się tu zwierzęta, a nieopodal stoi sezonowy dom farmerski.
   Czy Szwajcarzy mają tak lekkie podejście do militariów, czy może jednak bomby już definitywnie zżarła rdza?




A później rozpoczęły się gęste, dzikie lasy. Nie przesadzam z tym określeniem, ponieważ autentycznie pożarły one kawałek szlaku. Najwyraźniej wybraliśmy drogę bardzo rzadko uczęszczaną przez turystów, a w dowód na to, iż wcale nie pobłądziliśmy, była urwana ścieżka po obydwu stronach gęstwiny, ewidentnie przecięta łakomymi chaszczami.
   Tego fragmentu drogi nie fotografowałam, nie byłby to ciekawe zdjęcia, nie miałabym co pokazać. Przedzieranie się przez dzikie pnącza z kolcami nie jest zbyt fotogeniczne, jak i same kolczaste macki z bliska. Ważniejsze było wtedy dla mnie, żeby się nie podrzeć...



Zawsze zachęcam do tego aby wychodzić do dziczy. Aby spędzać czas z naturą, aby nie siedzieć ciągle w domu. Ale czy dzicz dla każdego jest łaskawa?
   Do dziczy mogą iść ludzie, którzy nie brzydzą się owadów. Czasami ich liczba przerasta najodważniejsze serca, a ich kształty nadają się do ekspresyjnych roli o kosmicznych najeźdźcach.
   Do dziczy mogą pójść ludzie, którzy nie martwią się swoim potem, brudem, krwią oraz pogodą. Kilkugodzinne brnięcie pod górę, nierzadko po grząskim gruncie, obtarcia, skaleczenia, kapryśna aura - tak właśnie jest na szlaku.
   Do dziczy mogą iść ludzie, którzy nie boją się przemarznąć. Przepocone ubrania nieprzyjemnie lepiące się do rozgrzanego ciała, a potem nagle mroźny wiatr, dreszcze z chłodu... To nie spacer po łące, a raczej mordownia. Tak, nie ma co tu kryć, dzicz nikogo nie rozpieszcza, ale za to hartuje jak nic innego! Nie bez powodu komandosi trenują w dziczy.
   Po przebrnięciu przez chaszcze, objawiła nam się urocza ścieżka:



Na zdjęciach zawsze wszystko wygląda miło, szlaki są przytulne, a wędrowcy zawsze radośni. Bo szlak to radość, ale może nim być wyłącznie dla osób nie niosących w sobie żarliwego buntu i przysposobienia wyłącznie do wygody.
   Zdjęcia samym sobie zawsze robi się gdy ręce już przestaną drżeć i gdy rumieńce zejdą z policzków, więc nie dajcie się zwieść. Najlepiej byłoby pomalować się w barwy maskujące, wdziać moro i brnąć przez ten gąszcz dziczy, a wcale bym nie przesadziła, gdyż czasami w istocie czuję się jak Rambo, choć nie uzbrojony. Czasami czuję się jak Driada, choć nie mam zielonej skóry. Czasami czuję się jak pająk, bardzo często mam pajęczyny na twarzy i między palcami. Nie wiem skąd właśnie tam, gromadzą mi się niczym żabie błony do pływania. Czasem razem z pająkami.
   Dzicz nie jest dla każdego, wiec może wcale nie powinnam wszystkich do niej zachęcać...
   A oto wyłania nam się przestrzeń. Wyszliśmy na pełne słońce i zobaczyliśmy nasz cel:



Nim jednak na dobre opuściliśmy las, opowiem Wam jeszcze, co nam się więcej przydarzyło, ale przez bardzo nieudane zdjęcie, musicie mi po prostu uwierzyć na słowo. Kilkanaście metrów za nami, na drodze, wylądował śmigłowiec. Nie wiem po co. Może pilot chciał siku? Właśnie to jest wspaniałe w śmigłowcach, mogą latać jak chcą i we wszystkie strony i zawisnąć w powietrzu i wszędzie się wcisną, by wylądować prostopadle. Samoloty w moim mniemaniu są nudne i strasznie ograniczone prawami fizyki. Śmigłowce to raj utracony wszystkich ludzi kochających wolność. Chcę mieć śmigłowiec!
   Poniżej Wam pokażę pełną panoramę Appenzell, najpierw jednak wymienię, co widać. W zasięgu wzroku są szczyty: Hoher Kasten i Ebenalp, Kronberg. Szczególnie uwagę zwraca potężny masyw Säntis, wyraźnie zajmujący pozycję biegunową dla widza.
   Jak Boga kocham, jeszcze 3 lata temu nie pomyślałabym, że jak spojrzę w góry, będę je potrafiła nazwać. Dobra, nie wszystkie, ale te najważniejsze już bez problemu. Kiedyś wszystkie one wyglądały dla mnie tak samo. Tak jak Chińczycy byli dla mnie jednakowi, ale że teraz wszędzie ich pełno, dostrzegam, że są tak samo różni jak my. Przyzwyczajenie.

Powiększ.


Säntis.
Niby samo wzniesienie, na którym stanęliśmy, wcale nie jest jakimś szczególnie zaszczytnym osiągnięciem, ale czułam się dosłownie jakbym stała w centrum regionu. Chociaż wcale tak nie było. Ani konkretnie wysoko, bo tylko niewiele ponad tysiąc sto, ani to nie było konkretne wyzwanie fizyczne, a jednak... wrażenie było okazałe i napawało dumą.
   Na szczycie stoi zabytkowa restauracja. My jako zawsze zaopatrzeni we własne papu, zajęliśmy ławkę dużo dalej od stolików, ale za to bliżej krawędzi, można tak powiedzieć, niosącej przed sobą niebanalną przestrzeń.



Od dziecka bardzo lubię się huśtać. Mój substytut latania :)
Powiększ.
Późniejszy szlak w dół był przepiękny. Przejrzysty, wielki las, niezwykle przyjemnie było nim iść. Co jest w takim razie przyjemnego w dziczy? Po co to robię? Po co się męczę, pocę, gniotę i drapię na szlaku, podczas gdy mogłabym wjeżdżać na te szczyty kolejkami i leżeć przy restauracjach, popijając piwo z ciężkiego kufla?
   Po pierwsze, lubię przebywać w swoim własnym towarzystwie. To co się dzieje wtedy mojej głowie, jest wynikiem tego, iż wspinając się, trzeba przeć naprzód i oddychać. Rzadko jest możliwość porozmawiania ze współwspinaczem. Do tego coś w mojej głowie powstaje - to rzeźba, z której powoli wyłania się jakiś nowy kształt, świeży pomysł, dobra decyzja i ogólne zadowolenie z życia.
   Bliski, czasem bardzo bliski kontakt z naturą. To właśnie takie miejsca, niezwykłe formy krajobrazu, wytwory skalne, potoki, wodospady, czy jeziora, czynią góry definicją dziczy.
   Chodzę w góry także dla niezmąconego cywilizacją spokoju. By poczuć się maleńkim wobec majestatu świata albo wręcz przeciwnie, silnym człowiekiem stojącym na stromej grani.
   Po co to robię - jedno z pytań, na które nie da się odpowiedzieć  jednym zdaniem. Albo... spróbuję: bo odczuwam zew natury.





Malowniczy, sielski Appenzell i słodkopierdzące widokówki. Wszystkie zrobiłam zza szyby samochodu. Proszę, oto sterta zdjęć:






Rozmarzony Szwajcar, wpatrzony w zieloną czeluść. Albo... "rozmazany"...




Objechaliśmy dookoła całą Bandytkę i wcale niemało czasu nam to zajęło... Wracaliśmy przez Wildhaus, a po drodze można było zatrzymać się, by podziwiać np. taki o to wodospad:






Säntis widziany z Wildhaus.

To Appenzell zajmuje się zaopatrzeniem wszystkich sklepów w tym regionie, w mleko, sery i inne produkty. Zaś Appenzeller to jeden z najbardziej cenionych serów na świecie. Typowy krążek appenzellera ma 33 cm średnicy i waży 7 kilogramów. Charakteryzuje się złotą skórką i rzadkimi, niewielkimi otworami.
   Moczy się go w ziołowej solance, czasem zawierającej wino lub sok z jabłek. W ciągu kilkumiesięcznego dojrzewania, serowarzy obmywają go białym winem lub cydrem z dodatkiem przypraw.


Warto wiedzieć, że "appenzeller" to również rasa psa, określanego jako "szwajcarski pies pasterski", zaliczanego do tej samej grupy co m.in. pinczery, sznaucery i molosy.


To by było tyle na dziś. Zatem miłego weekendu i do następnej podróży :)

14 komentarzy:

  1. Chodzisz do dziczy bo jesteś dzika. Logiczne. Chociaż w jakiś sposób udomowiona. Prawdziwa dzicz to pustynie Afryki czy Amazonka, gdzie opary motyla mogą Cię zabić. Nie wyobrażam sobie mojej wyprawy w takie miejsce. W życiu bym nie przeżyła.

    Masz kondycję, dbasz o nią, spędzasz czas na łonie natury i to jest dobre. Inni muszą zapijać smutki, a Ty to wypocisz.

    Piękne lasy, wodospady.

    Sera bym zjadła;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marzy mi się pustynia. Marzy mi się Izrael, Azja... mogę tak w nieskończoność. Marzy mi się Ameryka Południowa. Ale serce dżungli Amazonki, tak jak Cejrowski jeździł... nie. Jestem uczuleniowcem, byle pająk w Polsce mnie ukąsi i już mam spuchniętego arbuza na tydzień. A zwykła osa może mnie zabić.
      Z tych przyczyn do absolutnej dziczy pchać się nie będę, ale ile się da, chciałabym zobaczyć.
      Są jednak ograniczenia, które spowalniają te plany. Chociażby to, że teraz nie jestem sama. Ale może właśnie to, kiedyś mi da wsparcie w realizacji.

      Właście. Ja wypacam złą energię. Pozbywam się jej...

      Do odp. pod poprzednim postem zajrzę innym razem, bo idę właśnie do dziczy :P

      Usuń
    2. Mi się marzy Izrael, Indie..mnie uczulają leki jedzenie. Uczulenie na owady na razie nie odkryłam, jednak ze względu na choroby autoimmunologiczne nie mogę się szczepić. Nie mam odporności, nie mogę się szczepić, więc gdybym pojechała do takich Indii to pewnie pewna śmierć;]

      Jedziesz nad Amazonkę? Pozdrów anakondę:P

      Usuń
    3. Anakondy są fajne!! :P

      Usuń
  2. A wyobrażasz sobie brnąć w tej dziczy z 12kg pasażerem na plecach :). Dwa lata temu tak wyglądał nasz urlop :D. Jak się chce, można wszystko :)!!!

    Piękna wiosna w Alpach :)!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niedawno widziałam reportaż o rodzinie, która wybrała się w podróż dookoła świata z jednym dwulatkiem i jednym pięciolatkiem. Jasne, że można!

      Usuń
  3. Witaj Hexe.
    Lubię Twoje wędrówki i podziwiam kondycję do nich.
    Dobrze, ze mogę z Tobą wirtualnie sobie powedrować.
    Pozdrawiam wiosennie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A prawie dwa lata na kondycję narzekałam :P

      Usuń
  4. Bajkowe otoczenie :) I jeszcze te kwiatuszki na łące ^^

    / Za pierwszym razem robiłam sobie kopię roboczą, ale niechcący kliknęłam nie ten przycisk co trzeba i mi się post opublikował, a za drugim razem chciałam go jeszcze przeedytować, żeby nie było jakiegoś babola (pisanie po nocy nie jest dobrym pomysłem ;P).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, nocne publikacje, znam to z autopsji. Teraz jak coś napiszę, musi to trochę "powisieć" w roboczych, zanim świadomie opublikuję. Unikam dzięki temu różnych wtop, między innymi właśnie publikacji na "nieświadomce". ^_^

      Usuń
  5. Ja od ponad 4 miesięcy jestem we Francuskich Alpach i mam obłęd w oczach na widok gór. Chciałabym zobaczyć wszystkie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż musiałam do Ciebie zajrzeć... Prowadzisz fantastycznie swojego bloga! Przy odrobinie wolnego czasu, zaczytam się w nim :)
      Pozdrawiam serdecznie, wpadaj częściej!

      Usuń
  6. Wędrowanie w dziczy przede wszystkim jest dla ludzi odważnych, sprawnych fizycznie, zdrowych i przygotowanych. Nie wyobrażam sobie pójścia do lasu bez zapakowania plecaka z dużą ilością wody i prowiantem. Na owady chyba bym jednak zabierała maskę... To mi właśnie przyszło do głowy.
    Poza tym łażenie po takich szlakach jednak wzmacnia naszą wiarę w siebie i swoje możliwości. Ja póki co jeżdżę po wygodnych asfaltowych drogach, może za jakiś czas wybiorę się na wertepy, ale po to muszę jeszcze dojść do zdrowia.
    Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tutejszych lasach jest o tyle przyjemnie, że idąc ścieżką, gdy nagle się zatrzymasz, nie obsiada Cię chmara insektów, tak jak to się zdarza w gorące dni w Polsce. Dla mnie, jako uczuleniowca, to po prostu raj.
      Spodziewam się, że to zaleta po prostu górskich wysokości, ale w innych górach niż te, nigdy nie byłam, więc mogę jedynie spekulować.
      Ja także wędrówki bez wody i jedzenia sobie nie wyobrażam, a i to nie jest jedyne wyposażenie plecaka. Taki trekking trwa cały dzień, nawet jeśli wg planów miałby trwać tylko kilka godzin, wszelkie nagłe zmiany trzeba zawsze brać pod uwagę.
      Pozdrawiam i dużo zdrówka życzę!

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.