wtorek, 14 marca 2017

Zostałam adwokatem diabła.

"Zwątpienie nie jest jeszcze złem. Jest zaledwie potknięciem w odróżnieniu od śmiertelnego upadku".




Dawno temu, zupełnie bez wiedzy historycznej w tej dziedzinie, byłam gotowa rzucić się niczym raczek nieboraczek porwany przez morskie fale, na wyprawę oferowaną przez jedno z biur podróży. Mocno bym się później zdenerwowała gdybym, zagłębiając się w swoich idyllicznych wspomnieniach, odkryła dużo później, że ów książę Wład, nie miał nic wspólnego ze zwiedzanymi przeze mnie miejscami. Wycieczka, która kiedyś mi się śniła, nosi miano: "Śladami Vlada Tepesa". Zakładała zwiedzanie jego licznych domostw, w których, jak potem odkryłam, nawet ani razu nie był. Marketing ;]

   Mało jest postaci w historii świata, które jakoś mocno mnie rajcują. Właściwie nic z zasobu szkolnictwa nie wprawiło mnie w większe pobudzenie, toteż fascynacja rodziła się pośród moich prywatnych odkryć. A skąd się wzięła?
- Wszystkie cytaty w tym zapisie,
pochodzą ze znakomitej książki
autorstwa C. C. Humphreys
"Wład Palownik - historia prawdziwa".



Zaczęło się od zachwytu wiekami średnimi. Na Włada trafiłam klasycznie, nazwisko bowiem jest tak popularne, że każdy już o nim słyszał. Czy to rzeczywiście był okrutnik? Należałoby inaczej postawić pytanie.
   Jak szlacheckie rody utrzymywały się na swoich pozycjach? Przecież biedniejszych rodzin było znacznie więcej. Szlachta tak naprawdę była bezsilna wobec większości, wobec narodu. Ano działo się to za sprawą strachu. Nim się więc osądzi straszliwego władcę, trzeba wziąć najpierw poprawkę na czasy w jakich panował. Oraz dlaczego czynił takie spustoszenie.
   Wład Tepes [wym. Cepesz] - Palownik - to co chcę dziś Wam przedstawić to nie tylko jego historia czy recenzja najlepiej moim zdaniem, spisanego życiorysu hospodara. Po zapoznaniu się z faktami, postanowiłam zostać adwokatem Syna Diabła.


W jaki sposób jest możliwe, aby tak dokładnie móc przedstawić postać, której od wieków nie ma na świecie? Sam autor tej powieści historycznej, postanowił wyjawić tajniki swej pracy.
   Przeczytał niezliczone opracowania i książki. Przeprowadził rozmowy z wieloma ludźmi. Współpracował z takimi znamienitymi nazwiskami jak Marin Cordero, znawczynią epoki, w której żył Wład.
   Przekładając na karty swej powieści, charakter prawdziwego człowieka, a nie postać fikcyjną, musiał bardzo drobiazgowo zastanowić się nad motywacją. Rozważyć jakie zdarzenia i jakie związki międzyludzkie uczyniły go tym, kim był w rzeczywistości. Co go ukształtowało i wywołało takie, a nie inne zachowania. Co nim powodowało.
   Przedstawił oto człowieka i jego czyny w kontekście barbarzyńskiej epoki, w której przyszło mu żyć i panować.

Targoviste.
(...)
   - Widzisz ją?
   - Ano widzę, nawet po ćmoku... Błyszczy się w świetle księżyca aż miło! - Gwizdnął z wrażenia. - I powiadasz, że to szczere złoto?
   - Najszczersze.
   - A te dookoła to chyba... te, no... perły?! - zacmokał z podziwem. - A reszta? Bo z tej odległości nie potrafię dostrzec...
   - Rubiny, szafiry, szmaragdy... - ją usłużnie wymieniać towarzysz obcokrajowca.
   - Czara jak marzenie! Godna króla! A on ją tu wystawił, żeby mógł z niej korzystać byle spragniony chłop?... - Podszedł, ujął naczynie w dłoń. - Ciężka, psiakrew. I nie przymocowana łańcuchem...
   - Napijmy się - zaproponował miejscowy. - Woda smakuje z niej lepiej od najprzedniejszego wina, któregośmy dość się dzisiaj ożłopali.
   - Zgoda, napijmy się!(...) Mógłbym za nią kupić pałac w Sofii... - Chrząkną z niedowierzaniem. - I naprawdę nikt jej nigdy nie ruszył? Ani razu?
   - Tego nie powiedziałem. Została skradziona, a jakże! I to nawet dwa razy. Za pierwszym razem stało się to zaledwie dzień po tym, jak hospodar umieścił ją przy studni. Nie było jej przez tydzień, a potem wróciła na swoje miejsce razem ze złodziejem i jego całą rodziną. Wokół studni wyrósł wtedy zagajnik tuzina pali. Za drugim razem zabrakło jej tylko przez noc. Nazajutrz własny ojciec wydał rabusia, tak że potrzebny był jeden pal, nie więcej...(...)
   - Czyżby aż tak lubił nabijać ludzi na pal?
   - Może tak, a może nie... Pewne jest tylko to, że nie cierpli zbrodni. Dlatego wyplenił ją z naszej ziemi. Za jego panowania można swobodnie się poruszać po całym kraju bez obawy o życie czy majątek. Wolny handel powrócił na Wołoszczyznę razem z zagranicznymi kupcami jak ty, którzy dostrzegli otwierające się dla nich możliwości. Obecnie jest nam wszystkim jeszcze lepiej niż za rządów jego ojca, Włada Smoka. Chyba sam to przyznasz...
(...)

Twierdza Poenari.
W miarę pisania, autor dowiadywał się coraz więcej, a niespodziankom nie było końca. Nie raz - jak sam przyznał - podczas pisania przeżywał prawdziwy szok. W przypadku Włada, historia zawiera wiele luk, przede wszystkim dlatego, że większość z tego, co zapisano, było propagandą, rozpowszechnioną i powtarzaną głównie przez wrogów. Mówiąc krótko - gdy został pokonany - jego historię opowiedzieli zwycięzcy Drakuli...
   Jest jeszcze jeden powód, przez który utrwaliła się zła renoma. Wład przegrał walkę w czasie, kiedy do użytku wchodził nowy wynalazek - prasa drukarska z ruchomymi czcionkami. Co wobec tego?
   Podobnie jak przy okazji wynalezienia Internetu, rozpowszechniono to wszystko, co mogło być ludziom potrzebne, lecz jak się okazało przy okazji ujawniło to, czego ludzie najbardziej łakną. Seksu i przemocy. Identycznie pięć wieków wcześniej, historia Drakuli dostarczała im jednego i drugiego.
   Tak jak dziś dziennikarze szmatławców, tak wtedy polityczni manipulatorzy obrócili jego dzieje na swoją korzyść, ani trochę nie przejmując się rzetelnością historyczną.

Władowi wybudowano dziś kilka pomników.
Autor odbył podróż do Ruminii i Stambułu, samodzielnie torując sobie szlak tropem księcia. Również dopisał w posłowiu, że wycieczki turystyczne to taki Disney-Drakula, oprowadzające po siedzibach, w których hospodar wołoski najprawdopodobniej nigdy nie postawił swojej stopy.
   W Arefu, gdzie ludzie po dziś dzień żyją w dużej mierze jak żyli ich przodkowie przed wiekami, powieść ta, nabrała ducha i atmosfery.
   Autor odwiedził miasto, w którym stał dom narodzin Włada. Odwiedził także dwór książęcy, w którym zasiadł na miejscu hospodara, wyobrażając sobie scenę wielkanocnego puczu. Najwięcej jednak wyniósł z rozmowy i pomocy z Nicolae Puduraru, który w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku, sam zajął się szerzeniem prawdziwej wiedzy o postaci Drakuli. Od tamtych czasów oprowadza wycieczki i samotnych wędrowców.

Najciekawszy spadek Drakuli:
Kiedy w okoliczności politycznej propagandy, na ulice wyszły masy ludzi aby demonstrować w obronie najwyższego urzędnika państwa, miast transparentów mieli dwa portrety - prezydenta i Drakuli.
   Jak widać, były władca Wołoszczyzny, nadal uważany jest za probierz uczciwości, sprawiedliwości i porządku, a współcześni Rumuni tęsknią za czasami, kiedy na miejskiej studni można było zostawić złoty kielich do powszechnego użytku i nikogo nie świerzbiły na jego widok ręce.


Z kolei Stambuł dopełnił obrazu - obrazu wrogów Włada, co pozwoliło wykreować opowieść o tym, jak mogło wyglądać życie młodego Drakuli pośród "niewiernych".

Wład, jako siedemnastolatek, był tureckim zakładnikiem. Tam uczyli go historii, sztuki, koranu, pisma arabskiego, jak wszystkich młodych zakładników. A wszystko po to, by w przyszłości, jeśli zostaną wypuszczeni, kłaniali się w pas Turkom za "okazaną im łaskę". A jeśli poszłoby coś nie tak, ich głowy spadłyby bez najmniejszego zawahania kata.
   Podczas tych nauk, młody Dracula wykazywał się nie lada inteligencją, był też najmądrzejszy spośród wszystkich chłopców wziętych w jasyr. Znał kilka języków, więc dla niego kolejny, Arabski, nie stanowił najmniejszych przeszkód. Był odważny, a w głowie układał się pierwszy, doskonały plan znamienitego stratega:

(...)
- Studiuję Koran, ponieważ chcę was lepiej poznać - oznajmił. - Chcę poznać was  n a p r a w d ę. Turcy poruszyli palisady świata, a ich wiara leży u przyczyny wszelkich podejmowanych przez nich działań. Dopóki nie zrozumiem tego do końca... cóż... - odszukał spojrzeniem błękitne oczy nauczyciela - nie będę w stanie was powstrzymać.
(...)


Wołoszczyzna, dzisiejsza Rumunia - kraj jako taki mnie nie interesuje, ale jestem świadoma z czym jest dziś kojarzona. To kwestia takich samych stereotypów jak te, że Polacy to złodzieje. Moje zainteresowania tą ziemią, nie wykraczały dalej poza lata istnienia starej Wołoszczyzny.
   Țara Românească albo Valahia to inaczej właśnie Wołoszczyzna. Ściślej ujmując, jest to kraina historyczna w Rumunii, obejmująca Nizinę Wołoską, położona pomiędzy Karpatami Południowymi, a dolnym Dunajem.
   Pierwsi Basarabowie uznawani są za założycieli państwa wołoskiego – pierwszym pewnym ich przedstawicielem (a zarazem pierwszym niezależnym władcą Wołoszczyzny), od którego imienia pochodzi nazwa dynastii, był Basarab I, panujący w pierwszej połowie XIV w. Następstwo tronu w ramach dynastii było skomplikowane z uwagi na formalnie nie dziedziczny, a elekcyjny system wyboru hospodara przez bojarów wołoskich, przy czym pod uwagę brani byli na równi legalni, jak i nieślubni potomkowie Basarabów. W początkach XV w. wyodrębniły się dwie skłócone ze sobą linie Basarabów: Danowiczów i Drakulów, ale to wciąż ta sama dynastia.

Najwybitniejszym władcą w tym czasie był hospodar Mircza Stary, który starał się państwu zapewnić niezależność i znacznie poszerzył jego granice. Natomiast po jego śmierci Wołoszczyzna, do której południowej granicy dotarli Turcy, zaczęła popadać w zależność od imperium osmańskiego.
   W XV w. do najwybitniejszych przedstawicieli Basarabów w tym okresie zaliczał się Wład Palownik, zwycięski w bojach z Turkami.
   Niektórzy z Basarabów w okresie dominacji tureckiej, dobrowolnie lub z przymusu przechodzili na islam, co eliminowało ich prawa do tronu wołoskiego.


Zajmowanie się kronikami o wpływowych osobach dawnych wieków, nie jest wcale tak niepopularne jakby się wydawało. Moja przyjaciółka wie już chyba wszystko na temat Poncjusza Piłata, a mój mąż nadal zgłębia wiedzę dotyczącą Adama - pierwszego człowieka. Miałam kiedyś kolegę, który interesował się Hitlerem... To nawet mnie samą dziwiło... ale nie potępiam. Wiedzę miał rzeczywiście imponującą.
   Smykałka do historii i chęć poznania prawdy, pchają ludzi do nauki i poszukiwań. Mnie we Władzie urzeka jego logika i umiejętność planowania doskonałych strategii. Odwaga samodzielnych misji (nie raz był "koniem trojańskim" we wrogich obozach). I jego portret psychologiczny. Człowiek czynu, który świadomie postanowił wziąć na siebie krwawe brzemię, doskonale wiedząc co go czeka (był człowiekiem wierzącym), a mimo to walczył i zwyciężał. Poświęcił siebie w imię sprawiedliwości, dla dobra swojej ojczyzny.

(...)
Wład stał przebrany w strój tureckiego wojownika. Zapytał przyjaciela jak wygląda, a ten mu odpowiedział:
   - Jak osioł, który lubi, gdy go dosiadają mężczyźni.
   - Wyśmienicie! - ucieszył się Wład. - Powinienem wtopić się bez trudu...
(...)


Autor stawia sprawę jasno - to była najcięższa wędrówka przez historię, której musiał się podjąć, aby napisać konkretne dzieło, konkretną prawdę. Rozumiem zaangażowanie równe z obsesją, gdyż sama pisząc powieść, (choć moja jest fikcją), doświadczam nierzadko całkowitego zaprzątnięcia realnego obrazu życia.
   Autor złożył na kartach podziękowania dla swojej żony, która musiała stawić czoło obsesji silniejszej niż przy pisaniu wcześniejszych książek i znosić wczesne poranki i zarwane noce, a także to, że autorzy swych powieści mają w zwyczaju zabierać do łózka swoich bohaterów, z którymi aktualnie żyją. Jak to sam pisarz przyznał - może to nie jest takie złe, gdy w grę wchodzi Jack Absolute... lecz kiedy trzeba sypiać z Drakulą...


"Jestem więźniem. Zamkniętym w klatce swego ciała. A jednak nazywam się wolnym jak sokół."





Niżej podpisano:

- Władysław Dragoulja, wojewoda (partium) Transalpinarum.
- moja obsesja.

2 komentarze:

  1. Już nie pierwszy raz piszesz o Drakuli :). Intrygująca postać i rzeczywiście Twoja prawdziwa obsesja :)!!!

    Hmmmm... mam takie małe marzonko... aby poznać dzieje moich prababek :). Ciężka sprawa... ślad zaciera się na Wołyniu pod koniec XIX w.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wtedy pisałam o postaci fikcyjnej autorstwa Stockera, nie myl bohaterów ;) Teraz napisałam o osobie rzeczywistej, żyjącej dawno temu i kluczowej w sprawach strategicznych dla naszej Europy. :)

      Ślad po moich przodkach też się urwał przedwcześnie. Ledwie do mojej prababci dotarłam. Reszta dokumentów, nie wiedzieć czemu, została zniszczona. Była przechowywana u mojej dalszej rodziny, ale oni, miast archiwizować takie rzeczy, po prostu uznali historię za zbędną.
      A żeby naprawdę odkryć swoje korzenie, musiałabym poruszyć sztab ludzi, bo dla osoby prywatnej, takie śledztwo jest nierealne. Mnie nie wolno zajrzeć nawet do ksiąg wieczystych, musiałabym mieć papierek sądowy. A sumując takie "pomoce" poszukiwań, dałam sobie spokój.

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.